Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznychTekst

Autor:Liao Yiwu
Z serii: Reportaż
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Liao: Odegraliście epizod z kolejnej starożytnej chińskiej baśni, Rzucanie grochu na wezwanie wojsk. W tej baśni pewien generał został otoczony przez armię wroga. Zwrócił się o pomoc do boga Niebios, który nakazał mu rzucić w powietrze tysiące ziaren grochu. Kiedy generał tak zrobił, niebo się ściemniło. Rozpętała się silna burza, podczas której z ziaren grochu wyrośli żołnierze. Według dokumentów sądowych, odegraliście tę baśń, żeby oszukać ciemną ludność ze swoich stron. Pański wspólnik, Ma Xing, sprawdził wcześniej prognozę pogody i tak zaplanował uroczystości pogrzebowe, żeby zbiegły się czasie z początkiem burzy. Ma rzucił groch w niebo i wyglądało to tak, jakby wywołał tę burzę swoją magią. Muszę pochwalić was za staranność przygotowań.

Zeng: Proszę mi nie przerywać. Proszę pozwolić Waszej Wysokości mówić dalej. Tłum był zaskoczony ulewą i rozbiegł się w poszukiwaniu schronienia. Wielu ludzi uklękło przed moim premierem i prosiło, żeby swoją magiczną władzą sprawił, by burza minęła. Ma spełnił ich prośbę. Pół godziny później niebo się przejaśniło. Kiedy żałobnicy dokończyli odprawianie uroczystości pogrzebowych, podążyli za Waszą Wysokością i wstąpili do Armii Królestwa Dayou. Opowieść o magicznej mocy Ma szybko się rozniosła i w ciągu dwóch tygodni Wasza Wysokość miał już ponad dziesięć tysięcy poddanych.

Liao: Co za łgarstwo. Znów powołam się na dokumenty z sądu: według nich do pańskiej armii wstąpiło niecałe dwa tysiące ludzi.

Zeng: Wasza Wysokość nie kłamie ani nie żartuje. Po tej pamiętnej uroczystości Wasza Wysokość poprowadził swoje wojsko i zajął okręgowy szpital. Żołnierze przypuścili szturm na budynek i przepędzili kierownika z jego gabinetu. Później poszli prosto na oddział planowania rodziny i zebrali wszystkie zgromadzone tam środki antykoncepcyjne. Zrzucili je na jeden stos przed szpitalem i podpalili. Bohaterski wyczyn Waszej Wysokości można porównać do palenia opium w dziewiętnastym wieku przez Lin Zexu4, słynnego urzędnika z dynastii Qing, który usiłował położyć kres handlowi opium prowadzonemu przez brytyjskich kolonialistów. Wiwatowały na naszą cześć tysiące ludzi. Wasza Wysokość przejął szpital i urządził w nim swój pałac. Kiedy to nastąpiło, premier, szef administracji i inni ważni urzędnicy państwowi ubrali się w tradycyjne szaty, które wcześniej kazali sobie uszyć, zgromadzili się w pałacu i wspólnie pokłonili się Waszej Wysokości, żeby okazać mu swój szacunek i wdzięczność.

Liao: Słyszałem, że Wasza Wysokość miał ponad czterdzieści konkubin, które mieszkały w rozmaitych „komnatach królewskich”. Zeng: To była robota mojego premiera i szefa administracji. Początkowo Wasza Wysokość odrzucił ich propozycję, mówiąc, że królestwo jest jeszcze młode i czeka nas ciężka praca. Jak mógł oddawać się przyjemnościom seksualnym, kiedy nic nie zrobiono na rzecz królestwa? Członkowie gabinetu jednak błagali Waszą Wysokość, żeby rozważył to jeszcze raz. Mówili tak: „W całej historii, w każdej dynastii cesarz miał konkubiny, które mieszkały w wielu różnych pałacach. Gdybyśmy nie stosowali się do tradycji, nasze rządy nie byłyby w porządku. A jeśli nasze rządy nie będą w porządku, Wasza Wysokość straci wiarygodność. Doceniamy determinację Waszej Wysokości, żeby przede wszystkim służyć swoim poddanym, a nie oddawać się przyjemnościom seksualnym. Wasza Wysokość musi jednak przestrzegać cesarskiej tradycji”.

Liao: Gdzie Wasza Wysokość zdobył te konkubiny?

Zeng: Każda pielęgniarka, która pracowała w zdobytym przez nas szpitalu, była mianowana moją konkubiną. Kilku członków mojego gabinetu ofiarowało swoje córki. Jednak Wasza Wysokość był bardzo zajęty bieżącymi sprawami dworu. Rzadko miał czas obdarzać miłością nawet Królową, która spędziła z Waszą Wysokością połowę życia, a co dopiero konkubiny.

Liao: Wygląda na to, że dwór Waszej Wysokości był bardzo zepsuty. Aż trudno mi uwierzyć, że dworzanie byli gotowi poświęcić własne córki, żeby wkraść się w łaski Waszej Wysokości. Teraz rozumiem, czemu Wasza Wysokość wybrał na pałac ten szpital.

Zeng: Wasza Wysokość zaatakował szpital jako pierwszy, ponieważ spalenie środków antykoncepcyjnych było skutecznym sposobem na zdobycie poparcia wieśniaków. Ale Wasza Wysokość był trochę za bardzo pochłonięty szpitalem, a zlekceważył niebezpieczeństwo ze strony policji okręgowej. Wezwano wojsko chińskie i otoczyło ono cesarski pałac. Wasza Wysokość poprowadził swoją armię do walki. Ale niestety został pojmany już w pierwszej bitwie. Mój szef administracji, Niu Daquan, przeprowadził wszystkie konkubiny na tyły pałacu i kazał im wskoczyć do stawu. Kazał im popełnić samobójstwo i umrzeć śmiercią męczeńską. Woda w stawie była jednak za płytka. Wpychali te kobiety do wody, ale one nie tonęły. Mój szef administracji wpadł w desperację. Wyjął miecz i ściął głowy dwóm konkubinom. Naprawdę oszalał. Chyba ból i smutek związane ze stratą królestwa były dla niego zbyt dużym ciężarem.

Liao: Myślałem, że szef administracji Waszej Wysokości i premier dysponowali magiczną mocą rządzenia wiatrem i deszczem. Czemu nie mogli rzucić w górę grochu i wezwać takiej ilości wojska, która pokonałaby siły rządowe?

Zeng: Mój premier rozpostarł na ziemi flagę przedstawiającą smoka i zamierzał użyć swojej władzy magicznej, ale dostał kulę w brzuch. Był bohaterem. Z głośnym wyciem wstał i przeszedł kilka kroków, zanim zwalił się bez czucia.

Liao: Trochę szybko upadło królestwo Waszej Wysokości, prawda? Zeng: Taka była wola nieba. Ponieważ mój szef administracji zabił dwie osoby, dostał karę śmierci. Wasza Wysokość i kilku członków gabinetu zostali oskarżeni o zbrodnię przeciwko rządowi chińskiemu i wsadzeni do więzienia. Ale Waszej Wysokości trudno jest przestrzegać chińskiego prawa. Niech pan sobie wyobrazi: całe pokolenia rodziny Waszej Wysokości były pochowane w jego królestwie. Dzieje rodziny Waszej Wysokości liczą ponad tysiąc lat, jego przodkowie wywodzą się z czasów dynastii Song [960-1297 n.e.]. Nie sądzi pan, że Wasza Wysokość powinien mieć prawo założyć tam królestwo? Jego królestwo jest biedne, bo ziemia nie rodzi tam zbyt dobrze. Było za mało rąk do pracy. Gdyby miała się tam sprawdzić polityka planowania rodziny, Wasza Wysokość byłby winny w oczach swoich przodków, bo nie zrobił tego, co powinien. Poza tym Wasza Wysokość nie pozwalałby przyjeżdżać do siebie obcokrajowcom i wykonywać na kobietach w swoim królestwie tych brutalnych zabiegów.

Liao: Co Wasza Wysokość ma na myśli, mówiąc „obcokrajowcy”? Zeng: Za obcokrajowca uważam każdego, kto mieszka poza granicami mojego królestwa.

Liao: Więc w oczach Waszej Wysokości ja też jestem obcokrajowcem. Zeng: Zgadza się. Niezależnie do tego, jaki dany kraj jest, duży czy mały, wszystkie powinny się traktować na równi. Każdy powinien wysłać do pozostałych ambasadora i nawiązać stosunki dyplomatyczne. Co by pan pomyślał, gdyby urzędnicy z mojego kraju przyjechali do pańskiego, żeby wcielać w życie politykę „posiadania tylu dzieci, ile się chce”? Zaakceptowałby pan to?

Liao: Czy to jest powód, dla którego Wasza Wysokość stale ponawia wnioski o apelację?

Zeng: Tak.

Liao: Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby każdy Chińczyk chciał pójść w ślady Waszej Wysokości: mielibyśmy miliony samozwańczych cesarzy. Wasza Wysokość siedzi w tym więzieniu od ponad dziesięciu lat. Jak traktują go władze i kierownictwo więzienia? Zeng: Wasza Wysokość dość dobrze zna się na tradycyjnej medycynie chińskiej. Kierownik więzienia przypisał Waszą Wysokość do opieki nad kliniką więzienną. Pod wieloma względami było to błogosławieństwo nieba. Wasza Wysokość codziennie czyta gazety i dowiaduje się, co się dzieje na świecie. Królestwo Dayou było bardzo zacofane i wyizolowane. Wasza Wysokość ma nadzieję ciężko pracować podczas pobytu w więzieniu i starać się o skrócenie wyroku, żeby móc niedługo wrócić do swoich poddanych.

Liao: Nadal chce pan być cesarzem?

Zeng: Wasza Wysokość doszedł do wniosku, że biedne królestwo się nie utrzyma. Jeżeli chce wyeliminować biedę i zdobyć bogactwo, musi się nauczyć o technologii. Kiedyś Wasza Wysokość ślęczał nad książkami o historii i lekceważył zmiany, które zachodziły poza jego domem. Odkąd Wasza Wysokość siedzi w więzieniu, czyta znacznie więcej. Niedawno zapisał się na studia korespondencyjne.

Liao: Cesarz chce studiować? A to coś nowego. Słyszałem, że Wasza Wysokość starał się o pozwolenie na studia korespondencyjne. Napisał „edykt cesarski” do władz więzienia. W swoim liście zwrócił się do wydających decyzję w tej sprawie pracowników więzienia jako „członków swojego królewskiego gabinetu”.

Zeng: Studia kosztują. Wasza Wysokość napisał ten „edykt” z zamiarem pochwalenia tych dwóch pracowników za dobrą pracę. Jednocześnie chciał prosić o pomoc w sfinansowaniu nauki. Wasza Wysokość nie miał pojęcia, że ten napisany w najlepszej wierze list został źle zrozumiany. Pracownicy więzienia przyszli do jego celi i udzielili mu poważnego napomnienia.

Liao: Czy królowa odwiedziła tu Waszą Wysokość?

Zeng: Wasza Wysokość już przegnał ją z rodziny królewskiej.

Liao: Czyli wzięliście rozwód. Czy wasze dzieci zmieniły nazwisko? Zeng: To długa historia. Wasza Wysokość jest teraz w kiepskim nastroju i nie może dalej rozmawiać.

Liao: Proszę, to mój datek, pięćdziesiąt juanów [sześć dolarów czterdzieści centów]. Mam nadzieję, że Wasza Wysokość znajdzie też innych sponsorów, którzy pokryją czesne. Życzę powodzenia.

Mistrz feng shui

Na Huang Tianyuana, dziewięćdziesięcioletniego wówczas mistrza feng shui, wpadłem na górskiej dróżce we wrześniu 1998 roku, kiedy odwiedzałem przyjaciół w rejonie Gongtanzui w prowincji Syczuan. Huang pomagał wieśniakom uzyskać optymalną równowagę i harmonię, wybierając najlepsze miejsca i orientację geograficzną grobów i cmentarzy.

 

Liao Yiwu: Czy nauczyciel Huang, słynny mistrz feng shui?

Huang Tianyuan: Niech pan nie słucha ludzkich kłamstw. Nie jestem mistrzem feng shui. Proszę nie domagać się żadnych fachowych porad.

Liao: Jestem przyjezdny. Nie interesuje mnie feng shui w tej okolicy. Mniej więcej dwanaście lat temu pracowałem tu w ośrodku sztuki ludowej. Razem z dyrektorem Pengiem jeździliśmy po wioskach nad rzeką You, zbieraliśmy ludową sztukę i muzykę. Pewnego dnia dyrektor Peng zwrócił się do pana po radę, bo w snach wiele razy przychodził do niego jego zmarły ojciec. Kiedy zjawiliśmy się przed pana domem, poprosił pan dyrektora Penga, żeby nalał pełną miskę czystej wody i trzymał ją przed sobą. Zdziwiła mnie ta ceremonia i zapytałem: „Co pan widzi w tej wodzie?”. Odpowiedział pan jednym słowem: „Duszę”. Kilka minut patrzył pan w wodę, po czym nakazał pan dyrektorowi Pengowi pochować prochy ojca, żeby uspokoić jego duszę. Na to dyrektor Peng odpowiedział: „Ależ ja już pochowałem jego prochy”. Słysząc to, postukałpan trzy razy zapalonym kadzidłem w brzeg miski i zapytał: „W takim razie dlaczego duch pana ojca wciąż się gniewa?”. Dyrektor Peng tak się wystraszył, że zbladł jak ściana. Uklęknął przed panem i powiedział: „Mistrzu, ma pan rację! Skłamałem”. Jak się okazało, wciąż przechowywał prochy ojca w urnie w domu, wcale ich nie pochował. Pamięta pan to? Huang: Znam dyrektora Penga, ale nie pamiętam tej ceremonii. Nie zajmuję się już takimi rzeczami. Zarzuciłem praktykę.

Liao: Dlaczego?

Huang: To długa historia. Podczas ostatnich dziesięciu lat kosultacje feng shui i przepowiadanie przyszłości stały się w tej okolicy dość popularne. Ludzie zwracają się po poradę do mistrzów feng shui przed rozpoczęciem budowy domu, czy to dla żywych, czy dla umarłych. Moją specjalnością jest doradzanie w sprawie wyboru miejsca pochówku. Jednego roku byłem wyjątkowo zajęty. Doradziłem co najmniej pięćdziesięciu rodzinom.

Liao: Dlaczego? Czy tego roku było więcej zgonów?

Huang: Nie, nie. Rady miały posłużyć żywym. W tej okolicy ludzie za życia wydają pieniądze na znajdowanie miejsc z dobrym feng shui, gdzie budują duże, wystawne groby. Grób z dobrym feng shui może przynieść potomkom szczęście.

Przez całe życie ciężko pracowałem dla tutejszej ludności i zbiłem na swojej pracy mały majątek. Właśnie skończyłem dziewięćdziesiąt lat. Czas, żebym zajął się sobą. Dlatego dwa lata temu przekazałem interes mojemu dziewięcioletniemu uczniowi, geniuszowi feng shui. Pewnego dnia, kiedy już wycofałem się z pracy, poprosił mnie o pomoc były burmistrz naszego miasteczka. Pochodziłem więc po okolicy i wybrałem odpowiedni kawałek ziemi. Kiedy mu go poleciłem, najął do pracy kamieniarzy, murarzy, tynkarzy i glazurników, którzy pracowali bez przerwy przez kilka miesięcy i zrobili ze wskazanego miejsca prywatny cmentarz. Burmistrz przeniósł tam wtedy prochy wszystkich swoich przodków z poprzedniego miejsca pochówku, siedem kilometrów stąd. Kazał też robotnikom wybudować grób dla siebie. Okazał się większy niż jego dom. Kiedy robota była skończona, wydał duże przyjęcie, sprosił gości na dwadzieścia stołów. Ja zostałem zaproszony, ale nie poszedłem. Uciekłem od tego człowieka najszybciej, jak mogłem. Jak ktoś się robi zbyt chciwy, zaczyna z niego emanować zła energia. Bałem się, że może mi tę złą energię przekazać.

Liao: Miejsce, które mu pan wybrał, miało być pomyślne. Dlaczego w takim razie chciał pan uciekać?

Huang: Ludzie o różnym statusie mają różne feng shui i różne projekty są dla nich właściwe. Dobry projekt feng shui wymaga całkowitej harmonii elementów yin i yang. Nie powinien być ani zbyt skromny, ani zbyt pyszny. Ten burmistrz złamał wszystkie zasady umiarkowania. Zafundował sobie luksusy, jakie zwykle przystoją gubernatorowi prowincji. Pewnie pan o tym słyszał. W grobie, który zamówił, znalazło się mnóstwo luksusów: luksusowy samochód z kamienia, kamienne łoże w kształcie smoczej łodzi, osobne pomieszczenie na klub nocny ze sprzętem karaoke. Zamówił nawet ładnie rzeźbione kamienne krzesło, na którym miał odbywać w świecie zmarłych spotkania z prezesem wielkiej międzynarodowej korporacji. Wyraźnie zażyczył sobie też towarzystwa „młodych kobiet”. Ale kamieniarzowi nie stało umiejętności i żadna z rzeźb nie była ładna. Po twarzach trudno było nawet poznać, czy to kobiety, czy mężczyźni. Stawianie grobu powinno być sprawą prywatną, a burmistrz zrobił z tego wielkie wydarzenie publiczne.

Trudno go winić. W historii było wielu takich ludzi jak on. Na przykład cesarz Qin Shi Huang [259-210 p.n.e.]. Pokonał inne królestwa i zjednoczył Chiny. Po założeniu dynastii Qin główkował, co by tu zrobić, żeby trwała wiecznie. Jednocześnie poszukiwał pigułki nieśmiertelności i zaczął budowę własnego grobu. Chciał zabrać ze sobą cały majątek. I co? Zmarł, mając czterdzieści dziewięć lat. Niedługo po jego śmierci cesarstwo się rozpadło. Widzi pan jakąś różnicę między cesarzem Qin Shi Huangiem a naszą dzisiejszą władzą? Ciągle gonią za zyskiem dla siebie i swoich potomnych. A jak człowiek w czymś przesadza, to osiąga efekt przeciwny do zamierzonego.

Proszę mi wybaczyć tę dygresję. Ponieważ burmistrz zrobił wokół swojego grobu tyle szumu, zwrócił na siebie uwagę miejscowych mediów. Gazety opublikowały zdjęcia na całe strony. Szef okręgu przeczytał ten reportaż i wysłał ekipę śledczych, żeby sprawdziła, z jakich środków został opłacony ten grób. Okazało się, że burmistrz zdefraudował publiczne pieniądze. Wybuchł wielki skandal. Całe mnóstwo jego podwładnych – naczelników wiosek i sekretarzy Partii w poszczególnych wsiach – też było w to zamieszanych. Wszyscy wzięli z niego zły przykład, nielegalnie zajmowali ziemie publiczne i prywatne i defraudowali publiczne pieniądze, za które budowali sobie groby. Za nimi poszło też wielu chłopów. Ci, których nie było stać na poradę mistrza feng shui, zaczęli budować sobie groby koło grobów ludzi władzy. Jak pan widzi, tu, po słonecznej stronie ścieżki, ciągnie się kilka rzędów pustych grobów.

Liao: Czy pana też ten skandal dotknął?

Huang: Jeszcze jak! Burmistrz zrzucił na mnie winę za wszystkie swoje nielegalne działania. Mówił wszystkim, że dał się złapać w moją pułapkę zabobonu. Mówił, że to ja go namawiałem do defraudacji publicznych pieniędzy na opłacenie budowy grobu. Oskarżył mnie o zniszczenie mu kariery i doprowadzenie do ruiny nie tylko jego, ale i jego potomków. Później w jego ślady poszło wielu funkcjonariuszy partyjnych. Poszli na policję z tymi samymi zarzutami wobec mnie. W ciągu jednej nocy zostałem przestępcą odpowiedzialnym za odrodzenie zabobonów w całej okolicy. Musiałem uciec i na kilka miesięcy ukryć się we własnym grobie. Nikt nie wiedział, gdzie jestem. Złapali mojego dziewięcioletniego ucznia i zrobili z niego kozła ofiarnego. Stacja telewizyjna nakręciła film dokumentalny o tym, jak to dziewięcioletni geniusz feng shui okazał się szarlatanem i oszukiwał ludzi za pomocą swoich sztuczek. Kiedy wyemitowali ten dokument, wielu ludzi zaczęło nękać moją rodzinę. Służba bezpieczeństwa zatrzymała członków mojej rodziny, żeby ich przesłuchać. Na szczęście nikt z nich nie znał lokalizacji mojej kryjówki.

W miarę jak dochodzenie zataczało coraz szersze kręgi, policja zaczęła namierzać innych specjalistów od feng shui. Aresztowali w końcu ponad dwudziestu. Biedacy byli publicznie oskarżani na zebraniach wszystkich mieszkańców wioski i prowadzani po ulicach razem z innymi przestępcami. Słyszałem, że co młodszych z nich wysłano do obozu reedukacyjnego, tu niedaleko.

Dwa lata temu na targu było wydzielone osobne miejsce dla ślepych wróżbitów i mistrzów feng shui. Miałem tam swoje stoisko i było bardzo oblegane. Wiele osób uważało mnie za skarb tego regionu. Ale policja zrobiła nalot i zakazała praktykowania wróżbiarstwa i feng shui.

Liao: Wciąż się pan ukrywa?

Huang: Nie. Kiedy kampania się kończyła, ludzie o mnie zapomnieli. Poza tym mam ponad dziewięćdziesiąt lat. Co mogą mi zrobić? Jestem za stary na pracę fizyczną, gdyby chcieli mnie wysłać do obozu reedukacyjnego. A jeśli mnie zamkną, mógłbym zatruć umysły współwięźniów, dając im poradyfeng shui. Może pan wierzyć lub nie, ale ludzie to uwielbiają. Podczas rewolucji kulturalnej Czerwona Gwardia też położyła szlaban na uprawianie wróżbiarstwa i feng shui. Ale nie zawiesiłem działalności, bo zawsze ktoś gdzieś mnie potrzebował. Ludzie potajemnie zapraszali mnie do domów i prosili o radę.

Liao: Wczoraj chodziłem po tym miejscu na targu, o którym pan mówił. Było puste. Gdzie się podziali pozostali mistrzowie feng shui i wróżbiarze, poza tymi, którzy trafili do obozu?

Huang: Rozjechali się po sąsiednich prowincjach, Kuejczou i Hunan. Przy współczesnych środkach transportu łatwiej jest się przemieszczać. Czasami mieszkańcom prowincji Kuejczou i Hunan nie podoba się, kiedy ludzie z zewnątrz przyjeżdżają na ich terytorium. Wtedy Syczuańczycy jadą na wybrzeże, do prowincji Fujian i Zhejiang, gdzie ludzie się bogacą i pilnie potrzebują porad wróżbiarzy i mistrzów feng shui. Tam dość łatwo znaleźć pracę. Wystarczy tylko pokazać kilka sztuczek i człowiek nie może opędzić się od klientów. Tutaj to wygląda zupełnie inaczej. Ponieważ wróżbiarzy i mistrzów feng shui jest za dużo, trzeba naprawdę mieć umiejętności, żeby z tego wyżyć.

Liao: Rząd centralny ogłosił chyba ogólnokrajową kampanię przeciwko praktykom feudalistycznym i zabobonnym.

Huang: Mówi pan chyba o czarach. Dla mnie to właśnie jest zabobon. Ponieważ ostatnio feng shui i wróżbiarstwo nie cieszą się popularnością, coraz lepiej radzi sobie czarownica Chen. W jej domu stale jest pełno klientów. Ma wąski repertuar: pali sztuczne banknoty, żeby udobruchać duchy, i miesza popiół z wodą. Potem każe klientom pić tę wodę, mówiąc, że wyleczy ich z choroby. Poza tym że robi numer z wodą, czasem wkłada też strój taoistyczny i tańczy w kręgu, mrucząc do siebie i krzycząc. Twierdzi, że wchodzi w nią duch Cesarzowej Niebios, a wtedy potrafi wygnać każdą chorobę i złego ducha z ciała pacjenta. Kto tam wie, czyj duch ją opętał. Jest analfabetką, nie zna ani jednego znaku. Ale liczy sobie pięćdziesiąt juanów [sześć dolarów czterdzieści centów] za wizytę. Nie wiem, dlaczego ludzie traktują ją poważnie. Picie wody z popiołem to jakaś bzdura. Kiedy ukrywałem się przed policją, czarownica Chen skorzystała na moim nieszczęściu. W naszym świecie feng shui stale się zmienia. W jednej chwili szczęście pojawia się na wschodzie, a za chwilę przenosi się na zachód. To jakby chcieć złapać mysz w kołdrze – kiedy człowiek rzuca się na jeden kraniec, ona ucieka w drugi.

Liao: Jak pan sądzi, czy szczęście niedługo do pana wróci?

Huang: Na pewno. Chwilowo ludzie są zdesperowani i wszyscy chodzą do czarownicy Chen. Ale jak zrozumieją, że jej czary nie działają, zatęsknią za mną. W młodości czytałem księgi Konfucjusza. Całymi latami studiowałem I Ching, czyli Księgę Przemian, i klasyków taoizmu. Wiele lat uczyłem się tradycyjnej medycyny chińskiej. Dawniej człowiek o moich talentach i wiedzy zostałby wybrany przez gubernatora czy cesarza na osobistego doradcę.

Liao: Jest pan w podeszłym wieku, a nadal przepełnia pana ambicja. To godne podziwu.

Huang: Byłem bardzo ambitny, ale, jak pan wie, nie miałem w tym życiu zbyt wiele szczęścia, bo feng shui otaczające groby moich przodków nie ma żadnych wyjątkowych cech. Przez kilka lat badałem tę okolicę i wreszcie znalazłem wartościowe miejsce, w którym „pływający smok spotyka kałamarze”. Jak wynika z moich obliczeń astrologicznych, rodzinie Huang będzie się dobrze powodzić, kiedy odejdę z tego świata.

Liao: Czy może pan to bliżej wyjaśnić? Nie rozumiem wyrażenia „płynący smok spotyka kałamarze”.

Huang: Wie pan, że tutejszy łańcuch górski nazywa się Górami Kałamarzy, ponieważ tworzą go trzy szczyty w kształcie kałamarza. Wiele razy chodziłem tutaj z kompasem. Mój grób mieści się dokładnie między pierwszym kałamarzem a drugim. Gdyby miał pan przy sobie lunetę, zobaczyłby pan, że w tym właśnie miejscu, między pierwszą górą a drugą, wije się rzeka Wu. W wielu starożytnych chińskich legendach w rzece Wu mieszka pływający smok. Poeta opisał kiedyś rzekę Wu słowami „pływający smok spotyka kałamarze”. Rozumie pan? Spocznę w tym miejscu, gdzie przepływa smok, dzięki czemu na przyszłe pokolenia mojej rodziny spłynie błogosławieństwo. Niestety, to cenne miejsce nie zostało jeszcze odkryte. Gdyby zostało, to przy tak dobrymfeng shui urodziłby się tu cesarz. Ale najsławniejszym człowiekiem, jaki tu przyszedł na świat, był naczelnik plemienia.

 

Liao: W dawnych czasach taki naczelnik miał dość dużą władzę, prawie jak cesarz. Wszystko mu uchodziło na sucho. Legenda głosi, że jeden z lokalnych naczelników kazał wybudować sobie w okolicy siedemdziesiąt dwa identyczne grobowce. Były fałszywe, żeby zmylić tych, którzy okradają groby. Jego potomkowie dostali instrukcję, że po jego śmierci mają zabić albo żywcem pogrzebać każdego, kto był na pogrzebie, łącznie z tymi, którzy nieśli trumnę. I dlatego wciąż nie wiadomo, gdzie został pochowany. Nikt nie wie, który z siedemdziesięciu dwóch grobowców jest tym prawdziwym. Mnóstwo hien cmentarnych przekopało tę okolicę, żeby odnaleźć jego ciało i pochowane razem z nim skarby. Gdyby więc wziąć pod uwagę pana wyliczenia, możliwe, że prawdziwy grób znajduje się tu, pod naszymi stopami.

Huang: Nie sądzę, żeby ten naczelnik spoczywał w pobliżu doskonałego miejsca, które wybrałem. Gdyby tak było, jego potomkowie osiągnęliby wielki sukces. Z drugiej strony, mógł wybrać na pochówek miejsce ze świetnym feng shui, ale zmieniło się środowisko naturalne. Dobre feng shui mogło się ulotnić.

Liao: Teraz, kiedy pan o tym powiedział, zauważyłem, że tu jest naprawdę bardzo dobre feng shui. Niech pan popatrzy na zachodzące słońce, jak chowa się między kałamarzami. Wieje niebiańsko przyjemny wietrzyk. Czuję nawet jakiś przyjemny zapach. Huang: To zapach ziół, które zasadziłem. Ziemia jest tu bardzo żyzna. Wiosną zasadziłem ponad dwadzieścia rodzajów ziół, więc latem jest tu zielono. Te zioła lepiej zaspokajają głód niż zboże. Kiedy jestem głodny, zrywam sobie po prostu garść ziół i żuję. Uczucie głodu zaraz przechodzi. Jak się zbierze ich więcej, można je utłuc na pastę i posmarować się w okolicy ust, uszu, pod pachami i wokół odbytu. To chroni przed chorobami i odpędza wszelkiego rodzaju robactwo i złe duchy. Ostatnio mogę nie jeść nawet przez kilka dni. Tylko śpię w swoim grobie. Jest tam bardzo ciemno. Kiedy jakiś robak wpełznie mi do ust, mogę go zjeść. Dżdżownice są całkiem smaczne. A węże i skorpiony się mnie boją.

Liao: Węże i skorpiony są jadowite.

Huang: Dzisiaj ludzie są bardziej jadowici od węży i skorpionów. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych krzywdzili się nawzajem z powodu kampanii politycznych Mao. W latach dziewięćdziesiątych krzywdzą się nawzajem, żeby zarobić więcej pieniędzy. Ludzie są podli i samolubni. A Konfucjusz nazywał Chiny krajem łagodności i uprzejmości.

Liao: Czuję, że wciąż cierpi pan z powodu tego skandalu z burmistrzem. Czy mógłbym obejrzeć pana grobowiec?

Huang: To tajemnica. Nikomu nie pozwolę zobaczyć, gdzie się mieści. Budowałem go przez wiele lat. A dla takiego starca jak ja to nie było łatwe. Ale ponieważ tak pan nalega, mogę panu pokazać mniej więcej, gdzie jest. Niech pan popatrzy na tę wielką skałę nad występem. Połowa wisi w powietrzu. Tę skałę otaczają inne, mniejsze, połączone ze sobą, jakby polane cementem. Nikt nie wie, że pod nimi znajduje się tunel, który prowadzi do mojego grobu. To była kiedyś kryjówka tygrysa. W 1961 roku na tej górze grasował tygrys, samiec. Pewnego dnia szalał z głodu, bo większość drzew została ścięta i małe zwierzęta wyginęły. Zszedł więc do wsi, żeby zapolować na człowieka. Wszyscy mieszkańcy wyszli z domów z pochodniami, walili w gongi i zagonili tygrysa z powrotem na górę. Otoczyli go obok tej skały. Nie miał już dokąd uciec, wszedł na skałę, skoczył w przepaść i się zabił. Mieszkańcy wioski znaleźli jego ciało, obdarli ze skóry, a mięso upiekli. Przyszło ponad sto osób i każdy dostał mały kawałek. Później się dowiedziałem, że to był ostatni tygrys w rejonie granicznym między Syczuanem a Kuejczou. Kiedy już nie żył, wróciłem do tego kamienia i odkryłem jego kryjówkę, o głębokości mniej więcej dwudziestu metrów. Wykopałem do niej tunel i przerobiłem kryjówkę na swój grobowiec. Od tamtego czasu co miesiąc spędzam tam kilka dni. Lubię tam być, bo niedaleko spoczywa Ruan Hongyu. W jej towarzystwie z dnia na dzień coraz mniej tęsknię za światem.

Liao: Ruan Hongyu?

Huang: Pamięta pan ten dom z dziedzińcem przy drodze? To był jej dom.

Liao: Oczywiście. Była słynną niewidomą śpiewaczką i miała wspaniały głos. Odwiedziłem ją kiedyś. Była już po osiemdziesiątce, a śpiewała tak czysto jak osiemnastolatka. Stawiałem przed nią magnetofon i nagrywałem, jak śpiewa pieśni ludowe. Mogła śpiewać jedną za drugą, całymi godzinami.

Huang: Tak, taka była. Nie żyje od sześciu lat.

Liao: Co stało się z jej domem?

Huang: Od dawna był w złym stanie. Ruan była twardą kobietą i stała się dość dominująca w świecie zmarłych. Kiedy zmarły jest zbyt dominujący, wpływa na przepływ energii i cierpią na tym żywi. Jej potomkowie musieli się wyprowadzić, znaleźć nowe miejsce, w którym mogliby swobodnie oddychać.

Liao: Czy pana coś z nią łączyło?

Huang: Zalecałem się do niej, kiedy oboje byliśmy młodzi. Jestem od niej o trzy lata młodszy. Śpiewaliśmy sobie pieśni miłosne z sąsiednich górskich szczytów. Ona była pięknym kwiatem i miała wielu zalotników. A w śpiewaniu pieśni ludowych nikt nie mógł jej dorównać. Śpiewanie pieśni miłosnych ze szczytów gór to tradycyjny rytuał zalotów w tej okolicy. Chłopiec i dziewczyna śpiewają z sąsiednich szczytów przez całą noc. To taki konkurs. Jeżeli chłopiec pokona dziewczynę, ona zostanie jego żoną. Ja śpiewałem z Ruan tylko pół nocy, potem musiałem uznać, że przegrałem. Ruan straciła oczy podczas rewolucji kulturalnej. Czerwonogwardziści pobili ją za śpiewanie dekadenckich pieśni miłosnych. Całe życie była bardzo uparta i ambitna, ale nigdy nie zdobyła sławy poza naszą okolicą. Kiedy odeszła, wybrałem dla niej ładne miejsce spoczynku. To bardzo pomyślne miejsce, niedaleko stąd. Lepsze niż to, gdzie pochowany jest jej mąż.

Liao: Była żoną innego mężczyzny?

Huang: Moim zdaniem wyszła za niewłaściwego człowieka. Chciałbym pożyczyć feng shui ze świata zmarłych, żeby naprawić jej błędy.

Liao: Ona nie żyje. Jak może pan naprawić jej błędy?

Huang: Chciałbym, żebyśmy byli mężem i żoną na tamtym świecie.

Liao: Jesteście jak Liang Shanbo i Zhu Yingtai z legendy, którzy nie mieszkali w tym samym domu za życia, ale zostali pochowani we wspólnym grobie.

Huang: Może pan sobie myśleć, co pan chce. Będę leżał w grobie obok Ruan Hongyu. Kiedy się połączymy w następnym życiu, los naszych rodzin przybierze lepszy obrót. Jak mówi przysłowie: „Kiedy pływający smok spotyka kałamarze, zapowiada wielki sukces trzech pokoleń”. Za trzy pokolenia rodzina Huang powinna wydać kogoś, kto zostanie panem tej ziemi, dostanie od rządu tysiące hektarów.

Liao: Ale, nauczycielu, jak może pan podzielić tak dobre feng shui z obcą osobą, jaką jest Ruan Hongyu? Czy pan nie jest żonaty?

Huang: Byłem. Moja żona zmarła z głodu w 1960 roku. Tego roku miliony ludzi umarły z głodu. Nie było mnie wtedy stać na grób z dobrym feng shui. Wybrałem miejsce na chybił trafił, wykopałem w ziemi płytki dół i zakopałem jej ciało. Urodziła się biedna i biedna umarła. Z taką złą karmą może zepsuć dobre feng shui dla moich potomków, jeżeli po śmierci spocznę koło niej. Ale jeśli zostanę pochowany sam, yin i yang nie będą w harmonii. Dlatego muszę się po śmierci połączyć z Ruan Hongyu.

Liao: Nie rozumiem tego pomysłu wykorzystania Ruan Hongyu dla przyszłych korzyści pańskich potomków.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?