Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznychTekst

Autor:Liao Yiwu
Z serii: Reportaż
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



WYDAWNICTWO CZARNE SP. Z O.O.

www.czarne.com.pl

Sekretariat: ul. Kołłątaja 14, iii p., 38-300 Gorlice

tel./fax +48 18 353 58 93, e-mail: arkadiusz@czarne.com.pl, mateusz@czarne.com.pl, tomasz@czarne.com.pl, honorata@czarne.com.pl, ewa@czarne.com.pl

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa tel. +48 18 351 00 70, e-mail: redakcja@czarne.com.pl

Sekretarz redakcji: malgorzata@czarne.com.pl

Dział promocji: ul. Andersa 21/56, 00-159 Warszawa

tel./fax +48 22 621 10 48

e-mail: agnieszka@czarne.com.pl, anna@czarne.com.pl, dorota@czarne.com.pl, zofia@czarne.com.pl

Dział marketingu: ewa.nowakowska@czarne.com.pl

Dział sprzedaży: irek.gradkowski@czarne.com.pl

tel. 504 564 092, 605 955 550

Audiobooki i ebooki: Izabela Rególska, iza@czarne.com.pl

SKŁAD: D2D.PL

ul. Morsztynowska 4/7, 31-029 Kraków, tel. +48 12 432 08 52

e-mail: info@d2d.pl

Wołowiec 2011

Wydanie I

Tytuł oryginału angielskiego będącego podstawą przekładu

THE CORPSE WALKER: REAL-LIFE STORIES, CHINA FROM THE BOTTOM UP

Projekt okładki AGNIESZKA PASIERSKA / PRACOWNIA PAPIERÓWKA

Fotografia na okładce ABBAS / MAGNUM PHOTOS / EK PICTURES

Fotografia Autora pochodzi z archiwum rodzinnego

Copyright © by LIAO YIWU, 2002

This translation is published by arrangement with PANTHEON BOOKS, an imprint of the Knopf Doubleday Group, a division of Random House, Inc.

Copyright © for the Polish edition by WYDAWNICTWO CZARNE, 2011

Copyright © for the Polish translation by AGNIESZKA POKOJSKA, 2011

Copyright © for O PRZEKŁADZIE NA JĘZYK POLSKI by AGNIESZKA POKOJSKA, 2011

Copyright © for WSTĘP by PHILIP GOUREVITCH, 2008

Copyright © for WPROWADZENIE: GŁOS CHIŃSKICH WYRZUTKÓW SPOŁECZNYCH by WEN HUANG, 2008

Redakcja MARTA HÖFFNER

Konsultacja sinologiczna ADINA ZEMANEK, BOGDAN ZEMANEK

Korekty MAŁGORZATA POŹDZIK, ZUZANNA SZATANIK / D2D.PL

Projekt typograficzny i redakcja techniczna ROBERT OLEŚ / D2D.PL

Skład ZUZANNA SZATANIK / D2D.PL

Skład wersji elektronicznej MAGDALENA WOJTAS / VIRTUALO.EU

ISBN 978-83-7536-412-5

Spis treści

  O przekładzie na język polski

  Wstęp

  Wprowadzenie Głos chińskich wyrzutków społecznych

  Prowadzący umarłych

  Zawodowy żałobnik

  Handlarz ludźmi

  Kierownik szaletu publicznego

  Prowadzący umarłych

  Trędowaty

  Chłopski cesarz

  Mistrz feng shui

  Opat

  Kompozytor

  Prawicowiec

  Emerytowany urzędnik państwowy

  Były właściciel ziemski

  Żona szefa powiatu narodowości Yi

  Wiejski nauczyciel

  Przedsiębiorca pogrzebowy

  Kierownik komitetu sąsiedzkiego

  Były czerwonogwardzista

  Kontrrewolucjonista

  Ojciec uczestnika protestu na placu Tiananmen

  Wyznawczyni Falun Gong

  Nielegalny emigrant

  Hiena cmentarna

  Kasiarz

  Ślepy grajek na erhu

  Śpiewak uliczny

  Lunatyk

  Robotnik napływowy

  Ocalały

  Podziękowania tłumacza wydania amerykańskiego

  Przypisy

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

O przekładzie na język polski

Podejmując się tłumaczenia z języka chińskiego, którego nie znam, poprzez przekład angielski, złamałam jedną z najważniejszych zasad tłumacza. Dlaczego uznałam, że w tym właśnie wypadku warto tę zasadę złamać, zrozumie każdy, kto przeczyta książkę Liao Yiwu. Nie chcę się jednak zagłębiać w rozważania o etyce ani w szczegóły warsztatowe, a jedynie wspomnieć o kilku kwestiach językowo-kulturowych, które moim zdaniem są ciekawe i ważne.

Jak pisze Wen Huang, jego przekład na język angielski, przygotowany we współpracy z autorem, został zmodyfikowany na potrzeby czytelnika amerykańskiego, a tym samym – to chyba uprawnione uogólnienie – czytelnika świata zachodniego w ogóle. (Co tłumaczy decyzję autora, żeby uznawać przekład angielski za podstawę tłumaczeń na inne języki). Można by oczekiwać, że skoro tekst ukazał się w renomowanym wydawnictwie i pracowało nad nim wielu specjalistów, to transfer międzyjęzykowy nie nastręczy trudności. Tymczasem język przekładu jest nieco sztuczny, miejscami wręcz śmieszny, ponieważ pojawiają się w nim słowa z innego rejestru, niż kazałby tego oczekiwać kontekst; zdarzają się połączenia wyrazów niespotykane w naturalnej angielszczyźnie, czy to literackiej, czy potocznej, a także idiomy i frazeologizmy, które nieco za bardzo przypominają dawno nieaktualne wydania podręcznika do nauki języka.

Taka namacalna obcość przekładu z języka chińskiego jest, o ile mi wiadomo, czymś powszechnym w publikacjach anglojęzycznych, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych. Czytelnicy przekładu Wen Huanga są więc przygotowani na obcość, która z niego przebija, nie pozwalając im ani na chwilę zapomnieć, że oto mają do czynienia z twórczością pisarza, dla którego angielski nie jest językiem rodzimym. Już sama forma przekazu jest dla Amerykanów przekazem: o kulturowej odrębności Chin, a także izolacji Chińczyków od języka, który jest w naszych czasach wszechobecny.

Ta wyczuwalna obcość zmusiła mnie do zadania kilku istotnych pytań. Czy powinnam ją tłumaczyć dosłownie? Ale co to znaczy „dosłownie”, skoro nie miałam kontaktu ze „słowem” oryginału? Jak miałam decydować, czy coś ma brzmieć po polsku nieco pokracznie, skoro nie miałam pojęcia, czy pokraczność tekstu angielskiego wynika w danym przypadku z nieporadności językowej mówiącego po chińsku bohatera (co jest możliwe, bo wielu rozmówców Liao Yiwu to ludzie niewykształceni), czy też ze specyficznej angielszczyzny przekładu?

 

Trzy powody przesądziły o tym, że starałam się tę językową nieporadność zminimalizować (choć nie zniwelować): po pierwsze, jako że opierałam się tylko na przekładzie, nie miałam podstaw, by decydować o tym, czy dany fragment był w oryginale językowo neutralny, czy też odbiegał od normy, a nie czułam się uprawniona do nieuzasadnionego dodawania komizmu językowego. Po drugie, uznałam, że obcość przebija z tekstu nawet wtedy, kiedy nie przypomina o niej co chwila język: realia kulturowe są dla polskiego czytelnika całkowicie egzotyczne. (Może z wyjątkiem wspólnego obszaru doświadczenia, jakim jest komunizm, choć i tutaj uderzająco obce są i jego masowy wymiar w Chinach, i dzisiejsza koegzystencja ze swoistą formą kapitalizmu). Po trzecie, co wyraźnie podkreśla redaktor naczelny „The Paris Review” Philip Gourevitch, pierwszy wydawca Liao Yiwu na Zachodzie, autor traktuje swoich rozmówców z szacunkiem; ja postanowiłam okazać im szacunek, nie stylizując przesadnie ich wypowiedzi, aby nie zrobić z nich karykatur.

Kolejnym punktem stycznym szacunku i przekładu była kwestia decyzji, jak właściwie Liao Yiwu ma się zwracać w wersji polskiej do osób, z którymi przeprowadza wywiady. Oczywiście, w tekście angielskim monopol ma uniwersalne, egalitarystyczne you. W języku chińskim zaś sposób zwracania się do drugiej osoby nie jest tak jednorodny jak w angielszczyźnie: zgodnie z li, czyli „dobrym obyczajem”, kiedy chce się okazać szacunek, zwracając się do kogoś (zarówno do mężczyzn, jak i kobiet), używa się słowa laoshi („mistrzu”, „nauczycielu”). Wobec osób starszych w sytuacjach oficjalnych stosuje się zwroty „starszy pan”, „starsza pani”, zaś w sytuacjach nieformalnych można mówić „wujku”, „dziadku” („babciu”). Idąc za przekładem angielskim, który sygnalizuje te niezwykłe dla nas formy adresatywne dość rzadko, przeważnie używałam form jak najbardziej neutralnych, językowo „przezroczystych”: „pan/pani” w wypadku nieznajomych, „ty” w wypadku znajomych i przyjaciół, a słowa „mistrz” tylko w wywiadzie z opatem buddyjskim.

Wspomniałam już, że tłumacz wraz z autorem zadbali o to, by przekład angielski był maksymalnie przystępny. Nie pojawia się w nim ani jeden przypis, bo wszystkie niezbędne informacje są wplecione w tekst. Do przekładu polskiego zdecydowałam się dodać przypisy (niezbyt liczne), których sama potrzebowałabym jako czytelniczka. Podano, że „wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki”, ale tylko dlatego, żeby zaznaczyć w przyjęty powszechnie sposób, iż zostały sporządzone w procesie tłumaczenia, a nie na etapie redakcji. Ich autorami są świetni sinolodzy, dr Adina Zemanek i dr Bogdan Zemanek, którym niniejszym serdecznie dziękuję za nieocenioną pomoc przy pracy nad tą książką.

Agnieszka Pokojska

Wstęp

Poznanie nowego głosu to jedna z największych przyjemności, jakich może dostarczyć książka – a dzięki Liao Yiwu poznajemy blisko trzydzieści oryginalnych głosów, które mają sporo do powiedzenia. Liao jest jednocześnie uważnym obserwatorem i archiwistą, wytrawnym reporterem i zdolnym opowiadaczem, historykiem ustnych przekazów i zręcznym naśladowcą, folklorystą i humorystą. Przede wszystkim zaś wyraża głos całych grup społeczeństwa chińskiego, którym ten głos odebrano i które w ogóle by nie istniały, gdyby Partia mogła nagiąć rzeczywistość do swoich pragnień. Ci ludzie to kanciarze i leserzy, wyrzutki społeczne i uliczni grajkowie, renegaci i kaleki, specjaliści od ludzkich odchodów i spece od niszczenia innych, artyści i szamani, oszuści, nawet kanibale – a każdy z nich mówi o swoim kraju uczciwiej niż oficjalne sprawozdania z życia w Chinach, które państwo wydaje w imieniu „ludu”.

Liao jako pisarza ukształtowały ciężkie przejścia: w dzieciństwie omal nie umarł z głodu, a jego ojciec został napiętnowany jako wróg ludu. Internowano go za napisanie wierszy, które mówiły prawdę o Chińskiej Partii Komunistycznej, i bito w więzieniu za to, że nie zgodził się zamilknąć; w więzieniu też odkrył ogromną wartość słuchania ludzi takich jak on sam, których władze chciałyby na zawsze uciszyć. Liao pisze zatem z odwagą człowieka, który wie, czym jest strata, i się jej nie boi. Nic tak nie wzbudza jego zainteresowania jak oficjalny zakaz zwracania na coś uwagi, nic tak nie wyostrza mu słuchu jak narzucona odgórnie głuchota, nic tak nie popycha go do tego, żeby coś nam pokazać, jak ślepota, którą usiłują narzucić władze komunistyczne. Ale o witalności historii zebranych w tym zbiorze nie przesądza jedynie opór wobec władzy ani polemiczny pazur. Wielka siła spotkań Liao z bohaterami jego wywiadów płynie stąd, że on wyraźnie czerpie przyjemność z ich człowieczeństwa, choćby przejawiało się w najdziwaczniejszy sposób, a także stąd, że okazuje swoim rozmówcom szacunek w najbardziej podstawowym sensie: pozwala im mówić to, co chcą.

Nie ulega wątpliwości, że Liao Yiwu to jeden z najbardziej oryginalnych i niezwykłych współczesnych pisarzy chińskich. Chociaż może bliższe prawdy byłoby inne sformułowanie tego stwierdzenia: jest jednym z najbardziej oryginalnych i niezwykłych pisarzy współczesnych oraz pochodzi z Chin. Tak, Liao pisze po chińsku, jego kraj i jego rodacy są dla niego głównymi tematami, a opowiadane przezeń historie wyrastają ze spotkań odbytych w bardzo konkretnie określonych miejscach. Ale nawet do tych czytelników, którzy nigdy nie byli w Chinach i pisarstwo Liao mogą poznać tylko za pośrednictwem przekładu Wen Huanga, historie te trafiają dzięki swojej bezpośredniości i intymności przekraczającymi wszelkie granice i klasyfikacje. Należą do wielkiej, wspólnej spuścizny, jaką jest literatura światowa.

Liao Yiwu jest twórcą oryginalnym, ale można by się założyć, że pisarze tak różni, jak Mark Twain i Jack London, Mikołaj Gogol i George Orwell, François Rabelais i Primo Levi natychmiast wyczuliby w nim jednocześnie i bratnią duszę, i kolegę po piórze. Liao Yiwu jest dyrektorem w ludzkim cyrku, a jego pisarstwo pełni funkcję ważnego przypomnienia – koniecznego zarówno w społeczeństwach otwartych, które od nadmiaru swobód zapadły w letarg, jak i w zamkniętych, gdzie opowiadanie prawdziwych historii uchodzi niekiedy za przestępstwo – że historia naszego gatunku jest wpisana znamiennie nie tylko w losy tych, którzy dzierżą władzę, są wyraźnie widziani i słyszani, lecz w równej mierze w losy ludzi marginalizowanych, niedostrzeganych i niesłyszanych.

Philip Gourevitch

listopad 2007

Wprowadzenie Głos chińskich wyrzutków społecznych

Kiedy wysłane przez chiński rząd czołgi wjechały do Pekinu w nocy 3 czerwca 1989 roku i brutalnie stłumiły studencki ruch prodemokratyczny, Liao Yiwu był w domu, w południowo-zachodniej prowincji Syczuan. Wiadomości z Pekinu nim wstrząsnęły. Do rana napisał poemat Masakra, który odwołuje się do sugestywnych obrazów i mówi o zabijaniu niewinnych studentów i mieszkańców miasta w sposób tak przejmujący, jak obraz Picassa o zbombardowaniu Guerniki.

Ponieważ opublikowanie poematu w Chinach nie wchodziło w rachubę, Liao nagrał siebie recytującego Masakrę i dodał tradycyjne chińskie śpiewy i zawodzenia służące przywołaniu duchów zmarłych. To nagranie krążyło w chińskim podziemiu. W innym wierszu napisanym w tamtym czasie Liao ujął frustrację, jaką budzi w nim niemożność podjęcia walki odwetowej:

Urodziłeś się z duszą zabójcy,

Ale kiedy trzeba działać,

Jesteś zagubiony, nie robisz nic.

Nie masz miecza, którego mógłbyś dobyć,

Twoje ciało to zardzewiała broń,

Ręce ci drżą,

Kości zgniły,

Krótki wzrok nie pozwala celować.

Nagranie Masakry, a także film na podstawie drugiej części poematu, Requiem, który Liao nakręcił z przyjaciółmi, zwróciły uwagę chińskiej służby bezpieczeństwa. W lutym 1990 roku, kiedy Liao wsiadał do pociągu do Pekinu, otoczyła go policja. Wraz z nim aresztowano za udział w filmie sześcioro jego przyjaciół, pisarzy i poetów, a także jego ciężarną żonę. Liao jako prowodyr został skazany na cztery lata więzienia.

Od tamtej pory stale figuruje na czarnej liście chińskich władz. W Chinach większość jego dzieł jest na indeksie. Mieszka teraz i pracuje jako grajek uliczny w pewnym miasteczku w południowo-zachodniej prowincji Junnan, pod czujnym okiem służb bezpieczeństwa. Wielokrotnie bywał aresztowany za przeprowadzanie „nielegalnych wywiadów” oraz za ujawnienie ciemnej strony społeczeństwa komunistycznego w dokumentalnej książce Wywiady z ludźmi z dolnych szczebli drabiny społecznej. Dwadzieścia siedem historii zamieszczonych w niniejszej książce to przekłady i adaptacje zaczerpnięte z tego właśnie zbioru, jak również z nowszych publikacji zamieszczonych na chińskojęzycznych stronach internetowych tworzonych poza granicami Chin.

Liao urodził się w roku 1958, roku Psa. W tym samym roku Mao Zedong ogłosił kampanię Wielkiego Skoku Naprzód, której celem było uprzemysłowienie zacofanej gospodarki rolniczej Chin. Narzucona siłą kolektywizacja rolnictwa i ślepa mobilizacja całego narodu do stosowania prymitywnych metod produkcji żelaza i stali doprowadziły w 1960 roku do klęski głodu, w której zginęło około trzydziestu milionów ludzi.

W czasach głodu Liao chorował na odmę, był umierający. Zrozpaczona matka zaniosła go na wieś, gdzie – jak to opisał – specjalista od medycyny chińskiej trzymał go „nad wokiem z parującym naparem z ziół”. Ta para cudem wróciła mu zdrowie.

Podczas rewolucji kulturalnej, w roku 1966 rodzinę Liao spotkał cios – jego ojca, nauczyciela, napiętnowano jako kontrrewolucjonistę. Rodzice postanowili się rozwieść, żeby uchronić dzieci przed skutkami ojcowskiego statusu pariasa. Życie bez głowy rodziny było trudne. Wśród wspomnień z dzieciństwa Liao bardzo żywy jest następujący obraz: „Jakiś krewny dał mojej matce kartki na dwa metry tkaniny. Ale kiedy matka sprzedała je na czarnym rynku, żeby mieć na jedzenie dla nas, złapała ją policja i postawiła razem z innymi przestępcami na scenie Opery Syczuańskiej przed tysiącami widzów. Kiedy dowiedziałem się o tym od kilku kolegów z klasy, którzy ją widzieli, byłem zdruzgotany”.

Po ukończeniu szkoły średniej Liao jeździł po kraju, pracując najpierw jako kucharz, a potem jako kierowca ciężarówki na trasie Syczuan-Tybet. W wolnym czasie czytał zakazanych wcześniej poetów Zachodu, od Keatsa do Baudelaire'a. Zaczął też pisać wiersze i publikować w pismach literackich.

W latach osiemdziesiątych Liao był jednym z najpopularniejszych młodych poetów w Chinach. Regularnie publikował we wpływowych pismach literackich, wydawał też w podziemnych oficynach specjalizujących się we współczesnej poezji w stylu zachodnim, uważanej przez władze za „duchowe zanieczyszczenie”. Wiosną 1989 roku dwa prestiżowe pisma wykorzystały chwilową odwilż i zamieściły na swoich łamach poematy Liao, Żółte miasto i Bożyszcze. W tych poematach za pomocą aluzji i alegorii autor skrytykował system unieruchomiony i przeżarty zbiorową białaczką. Twierdził, że pojawienie się Mao na scenie politycznej było objawem tego nieuleczalnego nowotworu. Zaalarmowana silną antykomunistyczną wymową wierszy policja przeszukała dom Liao; on sam był wielokrotnie przesłuchiwany i zatrzymywany. Wydawcy drukujących jego utwory pism także ponieśli karę: jednemu z nich zakazano prowadzenia dalszej działalności.

Decydującym rozdziałem w życiu Liao był pobyt w więzieniu, do którego trafił w 1990 roku za to, że potępił stłumienie przez władze studenckiego ruchu prodemokratycznego z roku 1989. Podczas czteroletniego pobytu w więzieniu był poddany ostracyzmowi i cierpiał na depresję. Buntował się przeciwko obowiązującym regułom, co ściągało na niego drastyczne kary: poddawano go elektrowstrząsom, krępowano, zmuszano do stania godzinami w palącym słońcu. Raz spędził dwadzieścia trzy dni w jednoosobowej celi z rękami związanymi na plecach, aż pod pachami utworzyły mu się ropnie. Przeżył kilka załamań nerwowych i dwukrotnie podejmował próby samobójcze. Współwięźniowie nazywali go „wariatem”.

W 1994 roku, na skutek nacisków międzynarodowej opinii publicznej, Liao został zwolniony z więzienia, pięćdziesiąt dni przed wyznaczonym terminem. (Rząd chiński oświadczył, że jest to nagroda za dobre sprawowanie). Po powrocie do domu Liao odkrył, że zostawiła go żona i zabrała ze sobą dziecko. Unieważniono mu meldunek w mieście, uniemożliwiając w ten sposób znalezienie zatrudnienia i zmuszając do wyjazdu na wieś. Przyjaciele z kręgów literackich unikali go ze strachu przed konsekwencjami. Jedyne, co miał, to flet, na którym nauczył się grać w więzieniu. Chodził po ruchliwych ulicach rodzinnego Chengdu i zaczął życie grajka ulicznego.

 

Nie zrezygnował jednak z działalności literackiej. W roku 1998 wydał antologię podziemnych wierszy z lat siedemdziesiątych pod tytułem Upadek świątyni, w której zawarł utwory wielu chińskich dysydentów lub aluzje do nich. Jeden z wicepremierów Chin osobiście zlecił dochodzenie w sprawie tej książki, nazywając ją „próbą obalenia rządu, popieraną przez wpływowe ugrupowania antychińskie”. Liao ponownie został aresztowany, a wydawca książki otrzymał roczny zakaz publikowania nowych tytułów.

W miarę jak władze Chin zaciskały pętlę na jego karierze pisarskiej, Liao schodził w coraz niższe warstwy społeczeństwa. Imał się dorywczych prac w knajpach, klubach nocnych, herbaciarniach i księgarniach. Dzięki takiemu trybowi życia rozszerzył zakres planowanej książki o społecznie marginalizowanych osobach, z którymi się zaprzyjaźnił. Owocem jego rozmów ze współwięźniami i ludźmi spotykanymi na ulicach była książka Wywiady z ludźmi z dolnych szczebli drabiny społecznej. Wśród sześćdziesięciu zamieszczonych w niej rozmów znalazły się wywiady z zawodowym żałobnikiem, handlarzem ludźmi, mordercą, żebrakiem, wróżbitą, włamywaczem, dysydentem, homoseksualistą, alfonsem, byłym właścicielem ziemskim, nauczycielem i wyznawczynią Falun Gong. Podobnie jak sam autor, wszyscy ci ludzie albo znaleźli się na samym dnie społeczeństwa wskutek czystek politycznych epoki Mao, albo trafili tam w następstwie burzliwych zmian zachodzących w społeczeństwie chińskim.

Wywiady te mają wartość nie tylko dziennikarską, lecz także literacką – nie są to wierne zapisy spotkań z rozmówcami, lecz ich rekonstrukcje. Ponieważ przeprowadzanie wywiadów wymagało szczególnej wrażliwości i cierpliwości, Liao czasami rezygnował z używanych zazwyczaj w takich sytuacjach narzędzi, jakimi są dyktafon i notatnik. Niezależnie od tego, czy rozmawiał z kimś w więzieniu, czy na ulicy, zawsze spędzał z daną osobą dużo czasu, żeby przed rozpoczęciem wywiadu zdobyć jej zaufanie. Każda historia wymagała średnio trzech, czterech osobnych spotkań. Przykładowo, z przedsiębiorcą pogrzebowym Liao rozmawiał podczas siedmiu sesji, a później złożył zgromadzony materiał w jedną całość.

W 2001 roku wydawnictwo Yangtse wydało skróconą, ocenzurowaną wersję tej książki i natychmiast stała się ona bestsellerem. Yu Jie, znany pekiński niezależny krytyk literacki, nazwał ją „raportem śledczym dobrego socjologa, który służyć może za historyczny dokument o współczesnych Chinach”. Inny niezależny krytyk, Ren Bumei, powiedział w wywiadzie udzielonym Radiu Wolna Azja: „Wszystkich ludzi przedstawionych w książce łączy jedno – zostali pozbawieni prawa do mówienia we własnej obronie. Ta książka to zdecydowane potępienie odebrania im tego prawa i zarazem doskonały portret tych wyjątkowych jednostek”.

Po raz pierwszy od przejęcia władzy przez komunistów w 1949 roku Liao wprowadził do języka słowo diceng, „dolny szczebel drabiny społecznej”. Było to pojęcie znienawidzone przez zwolenników maoistycznego ustroju komunistycznego, stawiającego sobie za cel stworzenie społeczeństwa bez różnic społecznych, w którym nie istnieją prostytutki, żebracy, gangsterzy i narkomani. Jak można się było spodziewać, Wydział Propagandy i Chiński Urząd do spraw Informacji i Wydawnictw nakazał wycofanie wszystkich książek Liao z księgarń, ukarał szefa wydawnictwa, którego nakładem ukazały się Wywiady…, a także zwolnił całą kadrę kierowniczą popularnego chińskiego tygodnika „Południowy weekend”, gdzie opublikowano wywiad z Liao i recenzję jego książki.

W 2002 roku Kang Zhengguo, pisarz i wykładowca Yale University, poznał Liao podczas pobytu w Chinach i przeszmuglował za granicę kompletny tekst jego książki. Dzięki pomocy Kanga tajwańskie wydawnictwo Pole Ryżowe opublikowało Wywiady z ludźmi z dolnych szczebli drabiny społecznej bez cenzorskich skrótów, w edycji trzytomowej. W tym samym roku Liao otrzymał nagrodę literacką Niezależnego Chińskiego Oddziału PEN-Clubu, a w roku 2003 – Hellman-Hammett Grant, nagrodę przyznawaną dorocznie przez organizację Human Rights Watch w uznaniu dla pisarzy, którzy wykazują odwagę w obliczu prześladowań politycznych.

Ja po raz pierwszy usłyszałem o Liao w 2001 roku, kiedy Radio Wolna Azja zleciło mi tłumaczenie wywiadu, który rozgłośnia przeprowadziła z nim niedługo po umieszczeniu jego książki na chińskim indeksie publikacji zakazanych. Wywiad wzbudził we mnie zainteresowanie autorem. Wywiady z ludźmi z dolnych szczebli drabiny społecznej skojarzyły mi się z książką Studsa Terkela Working, w której autor zebrał rozmowy z Amerykanami z bardzo różnych środowisk, od kelnerki i telefonistki po gwiazdy baseballu i muzyki, opowiadającymi o swojej pracy i życiu w Ameryce. Książka ta została przetłumaczona na chiński w latach osiemdziesiątych i wydana pod tytułem Amerykanie mówią o swoim życiu w Ameryce. Jako student chińskiej uczelni czytałem i wersję chińską, i amerykańską (mój wykładowca angielskiego traktował wersję oryginalną jako podręcznik do nauki potocznego języka amerykańskiego). Zarówno mnie, jak i wielu innym Chińczykom książka ta przybliżyła prawdziwą Amerykę i życie zwykłych Amerykanów, o których wcześniej niewiele wiedziałem. Uważam, że prawdziwe historie zamieszczone w książce Liao odgrywają taką samą rolę w przypadku czytelników zachodnich – pomagają im zrozumieć Chiny widziane z perspektywy zwyczajnych obywateli.

Od 2002 roku wielokrotnie próbowałem skontaktować się z Liao za pośrednictwem jego przyjaciół w Chinach. Okazało się, że to trudne zadanie, bo jako pisarz dysydent Liao musiał stale być w ruchu, żeby unikać nękania przez policję. Raz wyskoczył z drugiego piętra i uciekł z Chengdu, żeby umknąć przed aresztowaniem za przeprowadzenie wywiadu z członkinią zakazanej grupy religijnej.

Pewnego dnia na początku 2004 roku dostałem e-mail od znajomej, która gościnnie wykładała na Uniwersytecie Harvarda. Dość dobrze znała Liao i po powrocie ze Stanów do Pekinu zdołała go odszukać. Z jej e-maila dowiedziałem się, że Liao przystał na moją propozycję przełożenia jego utworów na język angielski. Podał też swój numer telefonu. Sprawdziłem numer kierunkowy i okazało się, że chodzi o małe miasto blisko chińskiej granicy z Birmą.

Dwugodzinna rozmowa telefoniczna zapoczątkowała naszą współpracę. Przez następne dwa lata pracowaliśmy razem nad tłumaczeniem, kontaktując się za pomocą poczty elektronicznej i telefonu. Czasami posługiwaliśmy się w rozmowach ustalonym szyfrem albo, kiedy podejrzewaliśmy, że rozmowy są podsłuchiwane, porozumiewaliśmy się przez wspólnych znajomych.

Latem 2005 roku trzy wywiady z książki Liao – z zawodowym żałobnikiem, handlarzem ludźmi i kierownikiem szaletu publicznego – ukazały się w przekładzie na angielski w „The Paris Review”, w pierwszym numerze wydanym przez nowego redaktora, Philipa Gourevitcha.

Po udanym debiucie w „The Paris Review” wybraliśmy razem z Liao dwadzieścia siedem historii, które są naszym zdaniem reprezentatywne dla jego twórczości i zarazem najciekawsze dla zachodniego czytelnika. Skróciliśmy je i pozmienialiśmy, uzupełniliśmy o informacje ułatwiające orientację czytelnikom, którym niewiele mówią pojawiające się w wywiadach odniesienia do wydarzeń politycznych i historycznych. Mamy nadzieję, że dzięki tej książce czytelnicy z Zachodu ujrzą współczesne Chiny z perspektywy zwykłych ludzi.

Liao nadal omija chińską cenzurę i mimo stałego nękania przez policję publikuje na zagranicznych chińskojęzycznych stronach internetowych. W grudniu 2007 roku, kiedy wybierał się do Pekinu po odbiór nagrody Freedom to Write przyznanej przez Niezależny Chiński Oddział PEN-Clubu, zatrzymano go i przesłuchiwano przez ponad cztery godziny. Nie dał się zastraszyć. Z pomocą chińskiego prawnika składa teraz pozew przeciwko władzom, oskarżając je o łamanie jego praw człowieka. Jak mówi: „Staram się pomału przemóc strach, który mi wpojono. Usiłuję w ten sposób chronić swoje zdrowie psychiczne i wewnętrzną wolność”.

Wen Huang

styczeń 2008