Miłosna iluzjaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Louise Fuller

Miłosna iluzja

Tłumaczenie: Agnieszka Baranowska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: Demanding His Secret Son

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Louise Fuller

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-4941-6

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Pochylając się, Teddie Taylor sprawnie rozłożyła trzy karty, po czym zakrywając je dłonią, przełożyła je szybko kilka razy. Jej zielone oczy nie zdradzały podniecenia, które sprawiało, że serce zabiło szybciej, gdy siedzący naprzeciwko mężczyzna z niezmąconą pewnością siebie wskazał środkową kartę. Gdy ją odkryła, jęknął głośno i uniósł do góry ręce, poddając się.

– Niesamowite – mruknął.

Wstając, Edward Claiborne wyciągnął dłoń, a uśmiech rozjaśnił jego patrycjuszowską, gładką twarz.

– Nie potrafię nawet wyrazić, jak bardzo się cieszę, że pani do nas dołączy.

Wpatrywał się w Teddie przenikliwie swymi błękitnymi oczyma.

– Przyda mi się w życiu odrobina magii.

Teddie odwzajemniła uśmiech. W ustach innego, młodszego i mniej obytego mężczyzny ta uwaga mogłaby zabrzmieć tandetnie. Jednak mężczyzna z klasą i szlachetnym pochodzeniem Claiborne’a nie zniżyłby się do flirtowania z kobietą o połowę od siebie młodszą, którą w dodatku przed chwilą zatrudnił w swoim nowym, prestiżowym klubie.

– Bardzo się cieszę, panie Claiborne. Nie, proszę! – zaprotestowała, gdy sięgnął do kieszeni. – Proszę pozwolić, że pana ugoszczę.

Kiedy zostawił ją samą, by porozmawiać z kimś w hotelowym lobby, miała ochotę zacząć podskakiwać z radości. Udało jej się! Nareszcie! W końcu spotkała klienta, który doceniał magię i nie traktował jej jedynie jako błahej rozrywki umilającej przyjęcia. Teddie usiadła wygodnie w fotelu i pozwoliła sobie na chwilę niezmąconej radości. Jej nowy klient należał do jednej z najstarszych rodzin w Nowym Jorku i jego rekomendacja gwarantowała najlepszą i najskuteczniejszą reklamę. Właśnie na tym jej i Elliotowi zależało najbardziej. Wybrała numer telefonu swego przyjaciela i partnera w interesach. Odebrał natychmiast, domyśliła się, że czekał na wieści wpatrując się w ekran aparatu.

– Już po? Jak poszło?

Znała go od dziecka, więc wyczuła w jego głosie napięcie. Nic dziwnego. Kontrakt na występy w nowym klubie hotelu Castine oprócz znaczącego podreperowania ich budżetu oznaczał także możliwość zatrudnienia kogoś do zajmowania się administracyjną stroną ich działalności. Teddie miała nadzieję, że dzięki temu unikną powtórki z dzisiejszego ranka, gdy Elliot zdał sobie sprawę, że zobowiązał się być w dwóch miejscach jednocześnie i wpadł w panikę.

– Mamy to! – poinformowała go tryumfalnie.

– Jesteśmy na fali, maleńka! – ucieszył się, a ona nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Uwielbiała jego kalifornijskie odzywki, których nadal zdarzało mu się używać w chwilach ekscytacji. Kochała w nim także to, że nigdy w nią nie wątpił, nawet gdy ona sama nie widziała powodów do optymizmu.

– Czym go oczarowałaś? Poczekaj, niech zgadnę… Trzy karty? Mam rację?

Oczyma wyobraźni widziała jego łobuzerski uśmiech.

– Tak! Co nie oznacza, że ci wybaczyłam, że wrzuciłeś mnie samą na głęboką wodę.

Roześmiał się.

– W takim razie pozwól, że w weekend zabiorę ciebie i George’a do Pete’s Grill. W ramach przeprosin i żeby uczcić nowy kontrakt.

– W porządku.

Nagle przypomniała sobie, że Elliot powinien być w tej chwili zajęty.

– A właściwie dlaczego nie jesteś na spotkaniu? Przecież musiałam sama spotkać się z Claiborne’em, bo zdublowałeś spotkania.

– Właśnie zaczynam – odpowiedział szybko. – O, proszą mnie, muszę kończyć! – zawołał i rozłączył się.

Teddie uśmiechnęła się do siebie. Elliot miał rację, powinni to uczcić, a George uwielbiał Pete’s Grill. Na myśl o synu poczuła ciepło wokół serca.

Uwielbiała swą pracę, ale nic nie mogło się równać jej bezwarunkowej i żarliwej miłości do syna. Podbił jej serce już w pierwszej chwili po porodzie, gdy spojrzała w jego wielkie czarne oczy. Był idealny i był jej. Kto wie, jeśli ten kontrakt wypali, może za dwa lata świętować będą tutaj? Rozejrzała się po lobby hotelu The Kildare, nowoczesnego, choć urządzonego w tradycyjnym stylu, z elementami awangardowego wzornictwa, które onieśmieliłoby ją, gdyby nie unosiła się na fali sukcesu. Może jednak nie tutaj, zreflektowała się. Sądząc po otaczających ją gościach znalazła się w najmodniejszym miejscu w mieście. Z drugiej strony, wszystkie te ogromne kopie prac Andy’ego Warhola na ścianach… Skrzywiła się w duchu na taką ostentacyjną demonstrację bogactwa. Zahaczyła wzrokiem o Claiborne’a gawędzącego niestrudzenie z kolejnymi bogaczami. Ona także powinna spróbować nawiązać kontakty, wystarczyło, że przeszłaby obok, a jej nowy klient na pewno przedstawiłby ją swoim wpływowym znajomym. Na przykład temu, z którym właśnie rozmawiał. Nie widziała twarzy mężczyzny, ale nawet z daleka dostrzegła otaczającą go aurę pewności siebie i szyku. Na tle szklanej ściany, oświetlony promieniami słońca wyglądał jak bóstwo. Zauważyła, że nie tylko ona nie potrafi oderwać od niego wzroku. Wszyscy wokół rzucali ukradkowe spojrzenia w stronę tajemniczego mężczyzny. Ciekawa była, czy zdawał sobie sprawę z zainteresowania, jakie wzbudzał. I czy na nie naprawdę zasługiwał. Może powinna podejść do nich i sama się przekonać?

Zaczęła zbierać karty rozłożone na niskim stoliku, gdy Claiborne spojrzał w jej stronę i przywołał ją ruchem dłoni. Uśmiechnęła się odruchowo. I wtedy stojący tyłem mężczyzna odwrócił się, zaciekawiony, a uśmiech na twarzy Teddie zamarł. Przełknęła z trudem. Stała skamieniała i tylko jej serce waliło jak oszalałe. Niemożliwe! To nie mogło się dziać! To nie on, nie teraz, nie tutaj! A jednak… Uścisnął dłoń Claiborne’a na pożegnanie i leniwym krokiem ruszył w jej kierunku, nie spuszczając z niej wzroku. Jak zaczarowana wpatrywała się w wysokiego, wysportowanego, pięknego mężczyznę zbliżającego się do niej nieuchronnie. Powinna się natychmiast ruszyć, uciec jak najszybciej! Ostatnią osobą, którą w tej chwili chciała spotkać, był jej były mąż, Aristotle Leonidas. Nie tylko dlatego, że ich małżeństwo okazało się porażką, ale przede wszystkim ze względu na trzyletniego synka, o którego istnieniu Aristo nie miał pojęcia. Pospiesznie złapała resztę kart i zaczęła upychać w pudełku, ale w panice rozsypała je na podłogę.

– Pozwól.

Zamarła jak rażona piorunem. Nie zmienił się ani trochę. Jeśli już, to stał się jeszcze potężniejszy i bogatszy. Wzniósł się tak wysoko, że zdawał się wręcz półbóstwem. Jego piękna twarz nadal hipnotyzowała Teddie – jego ostre, męskie rysy i czarne jak węgle oczy wydawały się zbyt piękne, by mogły należeć do zwykłego śmiertelnika. Minęły już cztery lata od momentu, gdy złamał jej serce, odrzucając jej miłość, ale nie potrafiła ani o nim zapomnieć, ani mu wybaczyć, że wymazał ją ze swojego życia jak niechciany mejl. Jego lekko zachrypnięty głęboki głos nadal sprawiał, że jej puls wariował. To z zaskoczenia, tłumaczyła sobie, nie spodziewałam się go tutaj spotkać, to wszystko.

– Nie trzeba. Zostaw – wykrztusiła.

Zignorował jej protest, ukucnął i powoli, metodycznie pozbierał karty.

– Proszę.

Wstał i podał jej karty, ale ona wpatrywała się w niego oniemiała. Nie chciała ryzykować najmniejszego, nawet przelotnego kontaktu fizycznego. Nie ufała sobie. Jej ciało reagowało absurdalnym ożywieniem na dźwięk głosu byłego męża, nie zważając na wszystko, co jej zrobił lub czego nie zrobił. Nie potrafiła zapomnieć, że kiedyś łączyło ich coś wyjątkowego… A powinna. Usiadła, choć zamierzała przecież wyjść. Jednak by dostać się do drzwi, musiałaby się przecisnąć obok Aristotle’a. Wybrała więc mniejsze zło. Aristo przyglądał jej się przez chwilę, jakby próbował ocenić jej szanse na ucieczką, a potem usiadł naprzeciw, w fotelu, który niedawno zajmował Claiborne.

– Co ty tutaj robisz? – zapytała ostro.

Po ich rozstaniu przeprowadził się do Londynu, tak przynajmniej poinformowano Elliota, który pojechał po jej rzeczy. Zakładała, że sprzeda ich nowojorski apartament, bo za czasów małżeństwa rzadko kiedy się w nim pojawiał.

 

– W Nowym Jorku? – Wzruszył ramionami. – Mieszkam tu. Wróciłem.

Teddie poczuła ostre ukłucie w sercu, gdy wyobraziła sobie, że Aristotle mieszka w ich dawnym domu, bez niej. Żałowała, że nie potrafi wymyślić riposty, która zabolałaby go równie mocno.

– Dlaczego tak mi się przyglądasz? – zapytał niespodziewanie. – To ty mnie porzuciłaś.

Nie udało jej się ukryć zdumienia. Była pewna, że jej odejście nie spędziło mu snu z powiek. Tylko to jego spojrzenie, które sprawiało, że jej krew gęstniała niczym gorący miód.

Aristo zacisnął mocniej zęby, patrząc, jak zielone oczy Teddie błyszczą gniewnie. Nie zauważył jej w pierwszej chwili, prawdopodobnie dlatego, że jej twarz zakrywały rozpuszczone włosy. Nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek ją zobaczy. Jego serce ścisnęło się boleśnie.

Cztery lata temu Theodora Taylor omamiła go swoimi szmaragdowymi oczyma, długimi nogami i ujmującą skromnością. Pojawiła się w jego ułożonym i precyzyjnie zaplanowanym życiu rekina biznesu i natychmiast spowodowała w nim zamęt, po czym ulotniła się nagle. Po ich trwającym pół roku małżeństwie pozostało mu jedynie puste konto bankowe i złamane serce. Zabrała więcej niż tylko pieniądze, pozbawiła go także resztek zaufania do kobiet. Przy niej po raz pierwszy pozwolił sobie na chwilę zapomnienia, opuścił gardę na tyle, by się z nią ożenić! Niestety potraktowała go jako trampolinę do lepszego życia. Oczywiście zdał sobie z tego sprawę dopiero, gdy powrócił z kolejnej podróży w interesach do pustego domu. By zapomnieć o bólu i upokorzeniu rzucił się w wir pracy z jeszcze większym zaangażowaniem.

Aristo zdziwił się, gdy ujrzał wyważonego, konserwatywnego Edwarda Claiborne’a ożywionego i roześmianego w towarzystwie o wiele młodszej kobiety. Jednak przyjrzał jej się dopiero, gdy starszy pan zaprosił go na nowy pokaz magii, który miał być prowadzony trzy razy w tygodniu przez „niezwykłą kobietę”, jak określił tę, z którą przed chwilą skończył rozmawiać. Gdy Aristo odwrócił się w stronę niskiego stolika, oniemiał. Nagle jego serce zaczęło walić jak oszalałe, zakręciło mu się w głowie. Teraz przyglądał jej się w milczeniu, pocieszając się, że jego kamienna twarz nie zdradza targających nim emocji. Rozum mu podpowiadał, że człowiek przy zdrowych zmysłach natychmiast by wstał i wyszedł. Ale rozsądek nigdy nie dochodził do głosu w jego relacji z Theodorą Tylor, i najwyraźniej nic się w tym względzie nie zmieniło, bo Aristo nawet nie drgnął.

– Przeżyłem, mimo wszystko, jak widzisz – odezwał się w końcu. – Może powinienem ostrzec Edwarda, by trzymał się za portfel. Wiem, jak szybko potrafisz… pracować.

Policzki Teddie zapłonęły. Pogarda w głosie byłego męża uraziła ją głęboko. Jak śmiał? Przecież to on odciął się od niej bez słowa ostrzeżenia i bez wyjaśnienia. Wcześniej zresztą także nie figurowała zbyt wysoko na liście jego priorytetów. Po sześciu miesiącach zorientowała się, że mąż nigdy nie znajdzie dla niej czasu. Nawet w trakcie rozwodu pracował pełną parą, jak zwykle. Wydawało jej się wtedy, że nie mógł jej już zadać większego bólu, ale srogo się myliła. Popełniła tylko jeden błąd – przespała się z nim po spotkaniu, na którym omawiali warunki rozwodu. Poniosły ich emocje – nic więcej. Tyle tylko, że zanim się zorientowała, że mdłości i zmęczenie nękające ją od tamtej pory nie oznaczają wyczerpania, byli już rozwiedzeni, a Aristo znajdował się na drugim końcu świata, gdzie budował kolejne hotele. Na wspomnienie swych rozpaczliwych, choć bezskutecznych prób skontaktowania się z nim, nadal przeszywał ją ból i wstyd. Strasznie chciała powiedzieć mu o ciąży, ale on znikł z radaru, dając jej wyraźnie, choć dotkliwie, do zrozumienia, że nie interesuje go nic, co miała do powiedzenia. Chciała tylko zachować się przyzwoicie, dla dobra dziecka, ale w końcu się poddała. Zresztą w przypadku jej rodziców takie rozwiązanie także się nie sprawdziło. Czasami należało spojrzeć prawdzie w oczy. Jej małżeństwo z Aristem nie miało solidnego fundamentu, na pewno niewystarczająco, by przetrwać nieplanowaną ciążę. Mimo to było jej ciężko. Złamał jej serce i pozbawił resztek wiary w mężczyzn. Jej ojciec też nigdy nie poświęcił córce za wiele czasu, więc zachowanie Arista utwierdziło ją w przekonaniu, że nie zasługiwała na uwagę żadnego mężczyzny. Elliot okazał się inny, ale tylko dlatego, że traktowała go jak brata. Aristo był jej pierwszą i jak dotąd jedyną prawdziwą miłością. I mężczyzną, który zranił ją jak nikt inny. Nagle poczuła, jak jej rozżalenie zamienia się w furię. Zacisnęła dłonie w pięści i spiorunowała byłego męża wzrokiem.

– Chyba masz problemy z pamięcią, Aristo. To ty jesteś ekspertem, jeśli chodzi o pracę. A Edward to dżentelmen. Znalazł dla mnie czas i poświęcił mi sporo uwagi – podkreśliła dobitnie ostatnie zdanie.

– I zapewne zapłacił za ciebie?

Ruchem głowy wskazał na filiżanki po kawie. Nie wierzyła własnym uszom. A on kontynuował swoje obrzydliwe insynuacje.

– Tylko na tym ci zależy, Theodoro, prawda? Na pieniądzach. Nieważne, czy są twoje, czy nie…

W rzeczywistości nie dbał o pieniądze, zwłaszcza że kwota, jaką Teddie wzięła z ich wspólnego konta, stanowiła jedynie kroplę w morzu jego dochodów, ale nie mógł sobie darować, że dał się jej wyprowadzić w pole. Nie powinien się tak dziwić, kobiety zawsze chciały więcej, nawet te rozpieszczane. Przekonał się o tym już w wieku sześciu lat, gdy jego matka znalazła sobie bogatszego, lepiej urodzonego zastępcę na miejsce jego ojca.

Teraz Teddie wzięła w obroty Edwarda Claiborne’a. Aristo wzdrygnął się.

– Pieniądze były wspólne – odpowiedziała ze złością. – Na tym polega małżeństwo, na dzieleniu się.

Wpatrywał się w nią z kpiącą miną.

– Wmawiaj to sobie dalej. – Pokręcił z niedowierzaniem głową. – Opróżniłaś całkowicie nasze wspólne konto, nie podzieliłaś się ze swoim mężem – zauważył ze złowrogim błyskiem w oczach.

– Jeśli to stanowiło dla ciebie taki problem, to mogłeś zadzwonić i ze mną o tym porozmawiać – odgryzła się jadowicie. – Szkoda ci było twojego cennego czasu?

– Nie przesadzaj, rozmawiałem z tobą!

– O swojej pracy. Tylko i wyłącznie. Nigdy o nas!

Teddie zorientowała się, że emocje zaczynają brać górę i postanowiła zakończyć tę bezsensowną rozmowę. Cztery lata po rozwodzie Arista nadal interesowały jedynie pieniądze. Nie powinna się dziwić. Zarabianie pieniędzy stanowiło sens jego egzystencji.

– Jeśli chodzi o pieniądze, to potrzebowałam ich, żeby przeżyć.

Żeby utrzymać naszego syna, pomyślała ze złością. Syna, który, zanim się jeszcze urodził, został odrzucony przez ojca.

– Nie zamierzam cię za to przepraszać. Jeśli był to dla ciebie taki wielki problem, to powinieneś był ze mną o tym porozmawiać. O ile pamiętam, dałeś mi jasno do zrozumienia, że nie masz mi nic do powiedzenia.

Aristo wpatrywał się w nią, a jego krew wrzała. Nie odzywał się do byłej żony, bo dlaczego miałby poświęcać czas kolejnej kobiecie w jego życiu, która go wykorzystała i porzuciła? To nie on odszedł, nie musiał się przed nikim tłumaczyć. Stary znajomy gniew ścisnął boleśnie jego serce. W jednym Teddie miała rację, powinien był się uporać z tą traumą wcześniej, by nie zatruwała mu dalszego życia. Zaskoczyła go jednak, wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie miał nawet okazji, by skonfrontować się z byłą żoną. Aż do dziś.

Teddie wpatrywała się w niego z niemym oburzeniem, podczas gdy on rozsiadł się wygodniej.

– Porozmawiajmy więc.

Aristo przywołał ruchem głowy przechodzącego kelnera, który prawie się przewrócił, biegnąc na wezwanie wyjątkowo ważnego klienta. Teddie roześmiałaby się, gdyby nie przygnębienie, które ją nagle ogarnęło. Aristo w ogóle się nie zmienił. Zależało mu tylko na tym, by postawić na swoim.

– Poproszę o espresso i americano – złożył zamówienie, nawet nie pytając, czy miała ochotę na kawę. Zapewne chciał się popisać faktem, że pamiętał, jaką kawę piła cztery lata temu…

– Wychodzę już – oświadczyła chłodno. W przeszłości potrafił ją przekonać do wszystkiego, ale wtedy była w nim szaleńczo zakochana. Teraz nie zamierzała pozwolić, by za nią decydował o czymkolwiek.

– Nie mam ochoty na rozmowę z tobą.

Wzruszył ramionami i uśmiechnął się irytująco.

– W takim razie ja będę mówił, a ty słuchaj.

Nie zerwała się tylko dlatego, że kelner przyniósł właśnie ich kawy. Czuła jednak, że jej twarz płonie gniewem.

– Coś jeszcze, panie Leonidas? – zapytał niemal nabożnym szeptem kelner.

Teddie miała ochotę krzyczeć. Nie znosiła w byłym mężu tej umiejętności dominowania nad otoczeniem samą swoją obecnością. Gdy się poznali, nawet przekomarzała się z nim na ten temat, nazywając go czarodziejem, choć to ona przecież parała się magią. Nawet w towarzystwie innych pięknych i bogatych wyróżniał się natychmiast dzięki swej witalności i magnetyzmowi, przyciągającemu ludzi niczym gwiazda o potężnym polu grawitacyjnym. Na jej twarzy musiało się malować poirytowanie, bo sięgając po filiżankę, Aristo rzucił jej uważne spojrzenie.

– Jakiś problem?

– Oprócz ciebie? Nie.

Westchnął ze zniecierpliwieniem.

– Pytam o kawę. Mogę poprosić o inną.

– A mógłbyś się tak nie rządzić? Nie jesteś u siebie w pracy – dodała wrogo.

– Hm, właściwie to jestem – mruknął znad krawędzi filiżanki. – To mój hotel, pierwszy z nowej sieci, którą właśnie tworzymy: tradycyjna elegancja i luksus, ale wszystko oparte na nowoczesnych rozwiązaniach zrównoważonego rozwoju.

Uśmiechnął się, widząc przerażenie na twarzy Teddie.

– Zależy mi też na prezentacji sztuki współczesnej.

Dopiero teraz kątem oka zauważyła małe logo złotego lwa na serwetce. Przeklęła w myślach i wstała, by się jak najszybciej ewakuować.

– Usiądź – poprosił łagodnie.

Spojrzała mu odważnie w oczy.

– Nie chcę.

– Dlaczego? Boisz się mnie?

Czy się boję? Gdy zaczęła się nad tym zastanawiać, zrobiło jej się gorąco i zakręciło jej się w głowie. Kiedyś był dla niej całym światem. Z rozpaczą stwierdziła, że jego elektryzujące spojrzenie nadal rozgrzewa ją od środka i sprawia, że czuje się piękna. Jej ciało, w przeciwieństwie do rozumu, nadal nie potrafiło się mu oprzeć.

– Wcale. Może to ty powinieneś się bać mnie. A może chcesz, żebym ci chlusnęła tą kawą na twój cenny garnitur?

– Nie musisz, jeśli chcesz, żebym się rozebrał, wystarczy, że poprosisz.

Jego oczy rozbłysły rozbawieniem.

Nie miał prawa tak sobie żartować, oburzyła się, ale nie zdołała powstrzymać dreszczu podniecenia, który przeszył jej zdradzieckie ciało dokładnie tak jak cztery lata temu. Nie mogła sobie darować, że zaledwie kilka godzin po wyczerpujących negocjacjach rozwodowych przespała się z Aristem, choć wiedziała, że jej nie kochał. Z drugiej strony, gdyby nie tamten moment zapomnienia, na świecie nie pojawiłby się George.

– Nie chcę cię ani w ubraniu, ani bez – skłamała. – I nie mam ochoty na bezsensowne rozmowy o kawie i sztuce.

Uśmiechając się rozbrajająco, Aristo uniósł dłonie do góry, jakby się poddawał.

– W porządku. Słuchaj, to dla nas obojga niewygodna sytuacja, ale jeśli już los skrzyżował nasze ścieżki, to może poświęcisz mi kilka minut, ze względu na dawne czasy?

Teddie umierała z niepokoju. Nie mogła teraz wyznać byłemu mężowi, że ma trzyletniego syna… Na samą myśl, jak potoczyłaby się ta rozmowa, Teddie wstrzymała oddech. Poza tym dlaczego miałaby mu mówić o George’u? W życiu Arista brakowało miejsca dla dziecka, w całości wypełniała je praca. Z własnego doświadczenia wiedziała, jakie to uczucie, gdy dla rodzica jest się jedynie niepożądaną komplikacją.

– Powiedziałam już, że wychodzę.

Jego spojrzenie, zimne i nieprzeniknione, dawało jej jasno do zrozumienia, że nie zamierzał jej pozwolić zniknąć.

– To było pytanie retoryczne.

Nie wierzyła własnym uszom.

– Słucham?! Zamierzasz mnie może uwięzić? Powodzenia!

Aristo wpatrywał się w nią w milczeniu. Czyżby właśnie tego pragnął – zemsty? Przez te wszystkie lata dręczyło go podejrzenie, że potraktowała go jak zabawkę, która jej się znudziła, gdy na horyzoncie pojawił się ktoś lepszy. Najwyższy czas pozbyć się tych toksycznych emocji, postanowił.

– Cóż, naprawdę nie zależy ci na reputacji? Zaryzykujesz, że wszyscy zobaczą, jak ochrona hotelu wyrzuca cię za drzwi? Ciekawe, co pomyśli sobie twój nowy szef?

Rozparł się wygodnie w fotelu.

– Nie odważysz się!

– Chcesz się przekonać?

 

Widział w jej oczach, że się waha, rozdarta pomiędzy niechęcią a rozsądkiem, choć już się poddała. Gdyby zamierzała wyjść, dawno by to zrobiła. Z ogromną satysfakcją obserwował, jak Teddie siedzi sztywno w fotelu i ani drgnie. Usta Arista wykrzywił tryumfalny uśmieszek.

– A więc… – ruchem dłoni wskazał karty – nadal parasz się magią.

Teddie wbiła wzrok w pudełko kart. To także się nie zmieniło, westchnęła w duchu. Aristo nadal pogardzał jej sposobem zarabiania na życie. Jeszcze jeden powód, dla którego uciekła od męża i udawała przed sobą, że ich małżeństwo nigdy nie miało miejsca. Oczywiście był jeszcze George…

Zdała sobie sprawę, że Aristo przygląda jej się uważnie. Weź się w garść, zbeształa się w myślach. Jeśli nie przestanie myśleć teraz o synku, jeszcze coś się jej niechcący wymsknie!

– Tak, ja magią, a ty hotelami – odpowiedziała chłodno.

Dlaczego w ogóle chciał z nią rozmawiać? Teddie zacisnęła wilgotne dłonie na zimnych skórzanych podłokietnikach.

– Głównie, choć rozszerzyłem swoją działalność – odpowiedział, jakby byli dwójką starych znajomych, którzy po latach nadrabiali zaległości.

Teddie zacisnęła mocno zęby. Oczywiście w przypadku Arista oznaczało to rozmowę o pracy, jeszcze większej ilości pracy i braku czasu na cokolwiek innego. Rozzłoszczona, bezwiednie sięgnęła po filiżankę i upiła spory łyk aromatycznej kawy.

– Musiałaś się świetnie spisać. Edward Claiborne nie słynie z zamiłowania do eksperymentów. Jak się poznaliście?

Nie chciał, by się zorientowała, że sposób, w jaki Claiborne się z nią spoufalał, ubódł go.

Teddie wzruszyła ramionami.

– Występowaliśmy z Elliotem na kilku balach charytatywnych w zeszłym roku. Edward zobaczył nas na jednym z nich.

– Pracujesz z Elliotem? – zapytał lodowatym tonem.

Nie wiedział, dlaczego poczuł bolesne ukłucie prymitywnej zazdrości w sercu. Gdy myślał o Teddie, na co nie pozwalał sobie zbyt często, wyobrażał ją sobie samotną, cierpiącą równie dotkliwie jak on. Okazało się jednak, że świetnie sobie radziła, z Elliotem u boku…

– Prowadzimy firmę, on zajmuje się sprawami administracyjnymi i księgowością, a ja występami.

Ukłucie przerodziło się w bolesny spazm. Zdawał sobie sprawę, że Teddie i Elliota łączyła jedynie przyjaźń, ale to przy jego boku powinna rozkwitać, to on powinien się nią opiekować. Najpierw miłość matki skradł mu przyszywany brat Olivier, teraz został wymieniony przez byłą żonę na Elliota.

– Jeśli mnie pamięć nie myli, nie radził sobie zbyt dobrze z interesami – zauważył, jakby mimochodem.

Po raz pierwszy Teddie się uśmiechnęła. Kiedy jej oczy pojaśniały ciepłym blaskiem, musiał się bardzo pilnować, by nie wyciągnąć ręki i nie pogłaskać jej po policzku. Kiedyś to na jego widok rozpromieniała się w ten sposób…

– Nie, nie ma do tego smykałki, ale jest moim najlepszym przyjacielem i ufam mu. To najważniejsze.

Kusiło ją, żeby skłamać, powiedzieć, że w ramionach Elliota znalazła szczęście i spełnienie, ale wiedziała, że Aristo nie uwierzyłby jej.

– Chyba zysk liczy się najbardziej?

Niby zdawała sobie sprawę, że tak właśnie myślał, ale i tak zrobiło jej się przykro, że przez to jej syn dorastać będzie bez ojca. Bezwiednie zacisnęła mocno dłonie.

– Są rzeczy ważniejsze niż pieniądze, Aristo.

– Nie w świecie biznesu – odparł lekceważąco.

Zmroziła go nienawistnym spojrzeniem, ale w głębi duszy była wściekła na siebie. Dlaczego zależało jej na jego opinii?!

– W normalnym świecie, gdzie liczą się uczucia i przyjaźń, rodzina…

Zamilkła nagle, bo emocje ścisnęły jej gardło.

– Ty nie masz rodziny – zauważył trzeźwo.

Niewiele mu o sobie zdążyła powiedzieć, ale wiedział, że dorastała w sierocińcu. Już chciała odparować, że ma syna, gdy otrzeźwiała i ugryzła się w język. Biorąc pod uwagę jego zachowanie, Aristo nie zasługiwał na poznanie prawdy. Jednak czy George nie zasługiwał na ojca, jakikolwiek by on nie był? Nagle zrobiło jej się duszno. Miała ochotę zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu, ale tego nawet ona nie potrafiła dokonać. Z trudem, ale spojrzała Aristowi w oczy.

– Nie mam – skłamała.

Poczuła, że musi wyjść, natychmiast, bo jeśli zostanie, zabrnie głębiej w kłamstwa, a tego nie chciała. Wystarczyło, że się przekonała, że oszukiwała samą siebie. Wmawiała sobie, że nienawidzi Arista, ale wystarczyło jedno jego spojrzenie, by utonęła w jego oczach. Musiała uciekać. Bezpieczna była jedynie poza potężnym polem grawitacyjnym, które generował Aristo. Starała się nie patrzeć na jego zmysłowe usta, które potrafiły dać jej niewyobrażalną rozkosz.

– Wszystko pięknie, ale nie widzę powodu, żeby kontynuować tę bezsensowną rozmowę. Nigdy wcześniej nie przejawiałeś przesadnej chęci rozmowy, co, między innymi, doprowadziło nas do rozwodu.

– Czyli odmawiasz? Nie porozmawiasz ze mną? – upewnił się.

– Dokładnie.

Nie miała ochoty tłumaczyć mu, dlaczego. Sama nie rozumiała złożonych i sprzecznych emocji, które w niej buzowały. Wzięła głęboki oddech, by się nieco uspokoić. Wyjęła z torebki notes, długopis i zaczęła pisać. Potem złożyła kartkę na pół i położyła na stoliku.

– Wolałabym, żebyś się ze mną nie próbował kontaktować, ale jeśli już będziesz musiał, to daję ci numer do mojej prawniczki. Żegnam.

Zanim zdążył zareagować, odwróciła się i prawie wybiegła z hotelu.

Aristo wpatrywał się w pusty fotel, a przez jego serce przetaczała się burza uczuć. Słowa Teddie nadal rozbrzmiewały mu w uszach niczym wyzwanie, rękawica rzucona mu pod stopy. W ten sposób przypieczętowała swój los. Przez cztery lata po tym, jak ulotniła się z jego życia, tłumił w sobie rozczarowanie i ból porzucenia, ale teraz wreszcie dojrzał do konfrontacji z przeszłością. I z byłą żoną. Zrobię to na moich warunkach, na chłodno, pomyślał i wyjął z kieszeni marynarki telefon.

Trzy godziny później, gdy nakarmiony i wykąpany George spał już smacznie, Teddie opadła bez sił na wysłużoną kanapę i westchnęła ciężko. Była wykończona. Jej niewielkie mieszkanie, choć ukochane, jasne i ciepłe, po luksusach hotelu Kildare wydało jej się nagle biedne i zaniedbane. Zazwyczaj grzeczny i pogodny George wyczuł chyba jej zdenerwowanie, bo urządził karczemną awanturę, gdy kazała mu posprzątać zabawki. Na szczęście udało jej się go uspokoić. Gdy patrzyła na twarzyczkę śpiącego synka, tak bardzo podobnego do ojca, panika ściskała jej serce. Nie tak miało wyglądać jej życie, użaliła się nad sobą i synkiem. W idealnym świecie jej dziecko miałoby dwoje kochających rodziców, zapewniających mu poczucie bezpieczeństwa. Jednak okazało się, że od początku żyła złudzeniami – wyszła za mąż po zaledwie siedmiu tygodniach znajomości; to nie mogło się udać. Okazało się, że oprócz potężnego przyciągania zmysłowego nie łączy ich nic – on urodził się w majętnej rodzinie, ona dorastała w domu dziecka, gdzie zabrano ją od matki lekomanki i ojca kryminalisty.

Teddie szybko się przekonała, że seks, nawet najlepszy, nie wystarczy, by związek przetrwał trudniejsze momenty, zwłaszcza jeśli zabraknie w nim otwartości, zaufania i czułości. Rozwód okazał się jedynym wyjściem. Uciekła, bo nie potrafiła stawić czoła dominującemu mężowi, ale nie potrafiła też dłużej z nim żyć.

Skóra jej ścierpła na wspomnienie momentu, gdy podała mu kartkę z numerem prawniczki. Przeszła daleką drogę, nabrała pewności siebie… Miała przecież o kogo walczyć. Musiała chronić George’a. Myśl o synku dodawała jej odwagi. Teraz wyczerpana najchętniej schowałaby się pod kołdrą i zapadła w głęboki sen, by zapomnieć o wszystkich problemach. Niestety Elliot uparł się, że wpadnie, żeby omówić spotkanie z Claiborne’em. Teddie spojrzała na ekran telefonu i przez moment zastanawiała się, czy nie zadzwonić do wspólnika i nie odwołać jego wizyty. Jednak samotne roztrząsanie dawnych błędów nie miało sensu. Elliot zawsze potrafił poprawić jej nastrój swym wywrotowym poczuciem humoru. Z trudem wstała z kanapy i ruszyła do kuchni, gdzie czekała już przygotowana butelka wina i dwa kieliszki. Kiedy zadzwonił dzwonek, z winem w ręku szarpnęła drzwi.

– Nie myśl sobie, że…

Uśmiech zamarł jej na ustach. W progu zamiast Elliota stał Aristo z marsową miną, która nie zwiastowała niczego dobrego.