Kubuś Puchatek

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kubuś Puchatek
Kubuś Puchatek
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 47,80  38,24 
Kubuś Puchatek
Audio
Kubuś Puchatek
Audiobook
Czyta Janusz Gajos
22,90  16,72 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Kubuś Puchatek

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Zajrzyj na strony

Mapa

Przedmówka-Wymówka

Rozdział I w którym poznajemy się z Kubusiem Puchatkiem i z pszczołami, i tu zaczyna się opowiadanie

Rozdział II w którym Puchatek idzie z wizytą i wpada w potrzask

Rozdział III w którym Puchatek z Prosiaczkiem tropią zwierzynę i o mało co nie łapią łasicy

Rozdział IV w którym Kłapouchy gubi ogon, a Puchatek go znajduje

Rozdział V w którym Prosiaczek spotyka Słonia

Rozdział VI w którym Kłapouchy obchodzi swoje urodziny i dostaje dwa prezenty

Rozdział VII w którym Mama–Kangurzyca z Maleństwem przybywają do Lasu i Prosiaczek bierze kąpiel

Rozdział VIII w którym Krzyś staje na czele Przyprawy do Bieguna Północnego

Rozdział IX w którym Prosiaczek jest zewsząd otoczony wodą

Rozdział X w którym Krzyś wydaje przyjęcie na cześć Puchatka, i tu się żegnamy

Przedmówka-Wymówka

Karta redakcyjna

Zajrzyj na strony:

www.nk.com.pl

Znajdź nas na Facebooku

www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia



Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Przedmowa

Oprócz tej książki była jeszcze inna książka o Krzysiu i ten, kto ją czytał, przypomni sobie, że Krzyś miał kiedyś swojego łabędzia (a może to łabędź miał swojego Krzysia? – nie wiem na pewno, jak tam było), a ponieważ łabędź był pokryty białym puchem, Krzyś nazwał go Puchatkiem. Było to bardzo dawno temu i kiedy pożegnaliśmy się ze sobą, po prostu wzięliśmy sobie to imię, bośmy nie myśleli, aby się ono mogło jeszcze kiedyś w życiu łabędziowi przydać. Więc kiedy Krzyś dostał misia i miś powiedział, że chciałby mieć jakieś niezwykłe imię, Krzyś powiedział od razu, że będzie się nazywał Kubuś Puchatek. I tak się też stało.

Więc kiedy już wam wytłumaczyłem, skąd wzięło się imię Puchatek, wytłumaczę wam, skąd wziął się Kubuś.

Każdy, kto przyjedzie do naszego miasta, musi koniecznie pójść do Ogrodu Zoologicznego. Są ludzie, którzy zaczynają zwiedzanie ogrodu od początku zwanego WEJŚCIE i strasznie prędko idą od klatki do klatki, i zanim się kto obejrzy, już są przy bramie, na której napisane jest WYJŚCIE. Ale są inni, bardzo mili ludzie, którzy idą prosto do zwierzęcia, które lubią najbardziej, i tam się zatrzymują. Więc kiedy Krzyś przychodzi do Ogrodu Zoologicznego, idzie od razu do klatki, w której są niedźwiedzie, mówi coś po cichutku trzeciemu dozorcy z lewej strony, drzwi otwierają się i przechodzimy przez ciemne korytarzyki, a potem po stromych schodach idziemy do pewnej klatki, która się otwiera i wyłazi z niej coś brunatnego i kosmatego, i Krzyś z okrzykiem: „Ach, Misiu!” rzuca mu się w ramiona. Otóż ten niedźwiedź nazywa się Kubuś. To imię bardzo do niego pasuje, co świadczy o tym, że jest to świetne imię dla misiów. Ale najzabawniejsze jest to, że nie możemy sobie przypomnieć, czy Kubuś dostał imię po Puchatku, czy Puchatek po Kubusiu. Kiedyś wiedzieliśmy, aleśmy o tym już zapomnieli...

Tyle właśnie napisałem, gdy Prosiaczek spojrzał na mnie i powiedział swoim piskliwym głosikiem: „A o mnie nic?”. „Drogi Prosiaczku – odpowiedziałem – cała książka jest o tobie”. „O mnie? – zapiszczał. – Widzę, że jest także o Puchatku”. Więc muszę wam wytłumaczyć, o co chodzi. Prosiaczek jest zazdrosny, bo myśli, że cała Wielka Przedmowa będzie poświęcona Puchatkowi. Puchatek, oczywiście, jest główną i ulubioną postacią w tej książeczce, ale w wielu miejscach zjawia się Prosiaczek, tam gdzie o Puchatku wcale nie może być mowy. Bo nie możecie na przykład wziąć z sobą Puchatka do szkoły, tak żeby nikt o tym nie wiedział. A Prosiaczek jest tak malutki, że świetnie mieści się w kieszeni, gdzie jest bardzo przyjemnie wyczuwać go wtedy, kiedy się nie wie na pewno, czy dwa razy siedem jest dwanaście, czy dwadzieścia dwa. Prosiaczek lubi czasem wysunąć się z kieszeni i wtedy ma okazję zajrzeć do kałamarza. Dzięki temu jest bardziej wykształcony od Puchatka. Ale, prawdę mówiąc, Puchatek nie dba o to. „Są tacy, co mają rozum – powiada – a są tacy, co go nie mają, i już”.

A teraz wszystkie inne zwierzęta pytają: „ A czy o nas też coś będzie?”. Więc może zrobię najlepiej, jeśli skończę pisanie Przedmowy i zacznę pisać samą książkę.

AUTOR


Rozdział I

w którym poznajemy się z Kubusiem Puchatkiem i z pszczołami, i tu zaczyna się opowiadanie

Przedstawiam wam Misia Puchatka, który właśnie w tej chwili schodzi po schodach. Tak–tuk, tuk–tuk, zsuwa się Puchatek na grzbiecie, do góry nogami, w tyle za Krzysiem, który go ciągnie za przednią łapkę. Odkąd Puchatek siebie pamięta, jest to jedyny sposób schodzenia ze schodów, choć Miś czuje czasami, że mógłby to robić zupełnie inaczej, gdyby udało mu się przestać tuktać choćby na jedną chwilę i dobrze się nad tym zastanowić. A potem znów mu się zdaje, że chyba nie ma na to innego sposobu. Tak czy siak, Miś zjechał już na dół i gotów jest zapoznać się z wami. Proszę bardzo: oto jest Kubuś Puchatek.

Kubuś Puchatek lubi od czasu do czasu najrozmaitsze zabawy, a czasem znów lubi siąść spokojnie przed kominkiem i posłuchać jakiejś ciekawej historyjki. Tego wieczoru...

– A jakiej historyjki? – spytał Krzyś. – Czy mógłbyś opowiedzieć Kubusiowi którąś z nich?

– Myślę, że tak – odrzekłem. – A jak ci się zdaje, jakie historyjki Kubuś lubi najbardziej?

– O sobie samym. Bo to już jest taki Miś.

– Aha, rozumiem.

– Więc opowiesz mu?

– Spróbuję.

No i spróbowałem.

* * *


Pewnego razu, bardzo dawno temu, mniej więcej w zeszły piątek, mieszkał sobie Kubuś Puchatek zupełnie sam w lesie pod nazwiskiem pana Woreczko.

– A co to znaczy pod nazwiskiem? – zapytał Krzyś.

– To znaczy, że na drzwiach na tabliczce miał wypisane złotymi literami nazwisko, a mieszkał pod nim.

– Kubuś Puchatek nie wiedział dobrze, jak to jest – powiedział Krzyś.

– Ale teraz już wiem – odezwał się mrukliwy głos.

– Więc słuchaj dalej – powiedziałem. – Otóż pewnego dnia Puchatek wyszedł na spacer i zaszedł na polankę w środku lasu, a pośrodku tej polanki rósł wielki dąb i z samego jego wierzchołka dochodziło głośne bzykanie.

Kubuś Puchatek usiadł sobie pod tym dębem, podparł głowę na łapkach i zaczął rozmyślać.


Z początku powiedział do siebie samego:

– To bzykanie coś oznacza. Takie bzyczące bzykanie nie bzyka bez powodu. Jeżeli słyszę bzykanie, to znaczy, że ktoś bzyka, a jedyny powód bzykania, jaki ja znam, to ten, że się jest pszczołą.

 


Potem znów pomyślał dłuższą chwilę i powiedział:

– A jedyny powód, żeby być pszczołą, to ten, żeby robić miód.

Po czym wstał i powiedział:

– A jedyny powód robienia miodu to ten, żebym JA go jadł. – I zaczął włazić na drzewo.

Właził, właził coraz wyżej, coraz wyżej, coraz wyżej, a gdy wreszcie wlazł na górę, prawie do połowy drzewa, taką sobie pioseneczkę–mruczaneczkę Miś zaśpiewał:

Dziwny jest niedźwiedzi ród,

Że tak bardzo lubi miód,

Bzyk–bzyk–bzyk, ram–pam–pam,

Co to znaczy? Nie wiem sam.


Potem wlazł jeszcze wyżej... i jeszcze wyżej... i jeszcze trochę wyżej. Gdy tak właził, ułożył sobie inną piosenkę:

Gdyby Pszczołami były Niedźwiadki,

Nisko na ziemi miałyby chatki,

A że tak nie jest, oto przyczyna,

Że się musimy na drzewa wspinać.

Był coraz bardziej zmęczony, więc zaśpiewał Żałosną Piosenkę. Już, już dobrał się prawie do miodu, gdy naraz...


Trach!

– Ratunku! – zawołał Puchatek, zlatując na gałąź o pół łokcia niżej. – Gdybym zamiast tego... – powiedział i nie skończył, bo zleciał na następną gałąź o dwa łokcie niżej. – Domyślacie się chyba, co miałem zamiar zrobić – wyjaśnił Puchatek, fikając koziołka i zlatując na łeb na szyję na inną gałąź o trzy łokcie niżej. – Oczywiście, że to było z mojej strony raczej... – przyznał, spadając na następne sześć gałęzi. – A wszystko to, moim zdaniem, przez to – powiedział, opuszczając ostatnią gałąź i fikając przy tym trzy koziołki – wszystko to przez to, że zanadto lubię miodek. Ratunku! – zawołał, padając z wdziękiem w krzaki jałowca.


Wylazł z zarośli, wyjął z nosa kłujące igły i znów zaczął rozmyślać, i pierwszą osobą, o jakiej pomyślał, był Krzyś.

– O mnie? – zapytał Krzyś drżącym ze wzruszenia głosem.

– Tak, o tobie.

Krzyś nic nie mówił, tylko jego oczy stawały się coraz większe i większe, a policzki coraz czerwieńsze.

Otóż Kubuś Puchatek poszedł do swego przyjaciela Krzysia, który mieszkał za zielonymi drzewami na drugim krańcu Lasu.

– Dzień dobry, Krzysiu! – powiedział Puchatek.

– Dzień dobry, Kubusiu Puchatku! – powiedziałeś.

– Chciałbym wiedzieć, czy masz pod ręką coś w rodzaju balonika.

– Balonika?

– Tak. Idąc do ciebie, tak sobie mówiłem: „Ciekaw jestem, czy też Krzyś ma pod ręką coś w rodzaju balonika?”. Właśnie tak sobie mówiłem, myśląc o balonikach.

– A na co ci balonik? – spytałeś.

Kubuś Puchatek rozejrzał się dokoła, czy nikt nie słucha, położył łapkę na pyszczku i powiedział ledwo dosłyszalnym szeptem:

– Miód!


– Ale co ma balonik do miodu?

– Ma – odparł Puchatek.

Otóż właśnie tak się zdarzyło, że poprzedniego dnia byłeś na zabawie u twojego przyjaciela, Prosiaczka, i na tej zabawie dostaliście wszyscy baloniki, i tyś dostał duży, zielony balonik, a jeden z krewnych–i–znajomych Królika dostał duży, niebieski balonik i zapomniał zabrać go z sobą do domu, ponieważ był doprawdy za młody, żeby chodzić na zabawy; a ty przyniosłeś ze sobą do domu i zielony, i niebieski balonik.


– A który wolisz? – zapytałeś Puchatka.

– Widzisz, to jest tak – odpowiedział Puchatek. – Kiedy się idzie po miód z balonikiem, to trzeba się starać, żeby pszczoły nie wiedziały, po co się idzie. Więc jeśli ma się z sobą zielony balonik, pszczoły mogą pomyśleć, że jest się częścią drzewa, i wcale nie zauważyć tego, kto idzie, a jeżeli ma się niebieski balonik, mogą pomyśleć, że jest się tylko kawałkiem nieba, i też nie spostrzec tego, kto idzie. A teraz chodzi o to, jaki balonik wybrać.

– A powiedz, czy pszczoły nie mogą cię zauważyć pod balonikiem? – spytałeś.


– Mogą albo nie mogą – odparł Kubuś Puchatek. – Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. – Pomyślał przez chwilę i powiedział: – Postaram się wyglądać jak mała ciemna chmurka. To je powinno zmylić.


– Wobec tego lepiej, żebyś miał niebieski balonik – powiedziałeś, i tak się też stało.

Więc poszliście obydwaj z niebieskim balonikiem, a ty wziąłeś z sobą fuzję, tak tylko na wszelki wypadek, jak to zwykle robisz, a Kubuś Puchatek poszedł w jedno bardzo błotniste miejsce, które znał, zaczął się w nim okropnie tarzać i tarzać, aż zrobił się całkiem czarny. I potem, kiedy balonik został porządnie nadmuchany i stał się bardzo, bardzo duży, Puchatek wziął w obydwie łapki sznurek, uwiesił się na nim i z wdziękiem uleciał w powietrze. I bardzo szybko znalazł się na wysokości drzewa, całkiem bliziutko nieba.

– Hura! – krzyknąłeś.

– Prawda, że to cudowne? – zawołał Kubuś Puchatek do ciebie z góry. – Jak ja wyglądam z dołu?!


A ty mu odpowiedziałeś:

– Wyglądasz jak niedźwiedź uczepiony do balonika.

– A nie – zapytał Puchatek zatroskany – a nie jak mała czarna chmurka na niebieskim niebie?


– Nie bardzo.

– Ale może tam, w górze, to wygląda troszkę inaczej. Już ci raz mówiłem, że z pszczołami nigdy nic nie wiadomo.

Nie było wiatru, który by poniósł go w stronę drzewa, tak że Miś wisiał nieruchomo w powietrzu. Mógł widzieć miód, mógł wąchać miód, ale nie mógł dotknąć miodu.

Po krótkiej chwili zawołał w dół do ciebie:

– Krzysiu!


– Co?

– Zdaje mi się, że pszczoły coś ZWĄCHAŁY.

– A co takiego?

– Nie wiem, ale mam wrażenie, że one się czegoś DOMYŚLAJĄ.

– Może myślą, że chcesz się dobrać do ich miodu?

– Może. Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo.

Znowu na chwilę zapadło milczenie, po czym Kubuś Puchatek zawołał na ciebie z góry:

– Krzysiu!

– Co?

– Czy masz w domu parasol?

– Mam, a bo co?

– Chciałbym, żebyś go przyniósł i przechadzał się z nim tam i z powrotem, i mówił: „Aj–aj–aj, zanosi się na deszcz”... Myślę, że to będzie świetny sposób na pszczoły.

A ty pomyślałeś w duchu: „Głupi, poczciwy Misiu!” – ale nie powiedziałeś tego głośno, bo za bardzo go lubisz, tylko poszedłeś do domu po parasol.


– Ach, jesteś nareszcie! – zawołał z góry Kubuś Puchatek, kiedy tylko wróciłeś pod drzewo. – Byłem już o ciebie niespokojny. Jestem zupełnie pewien, że pszczoły stanowczo coś PODEJRZEWAJĄ.

– Czy mam otworzyć parasol? – zapytałeś.

– Tak, tylko poczekaj chwilkę. Musimy być rozsądni. Najważniejsza pszczoła, jaką mamy zmylić, to Królowa. Czy potrafisz odróżnić z dołu Królową Pszczół od innych?

– Nie.

– Szkoda. Ale trudno. Musimy sobie radzić inaczej. Teraz, kiedy ty będziesz przechadzał się tam i z powrotem pod parasolem i mówił: „Aj–aj–aj, zanosi się na deszcz”, ja znów zaśpiewam Piosenkę Chmurek, taką, jaką tylko Chmurka może zaśpiewać. A ty sobie spaceruj!

No i wtedy, kiedyś ty przechadzał się tam i z powrotem i myślał, czy będzie deszcz, czy nie będzie, Kubuś Puchatek zaśpiewał taką piosenkę:


Jak to miło Chmurką być,

Niebem płynąć jak po wodzie.

Mała Chmurka na dzień dobry

Taką piosnkę śpiewa co dzień:

– Jak to miło Chmurką być,

Niebem płynąć jak po wodzie

I od rana na dzień dobry

Taką piosnkę śpiewać co dzień:

– Jak to miło Chmurką być...

Pszczoły bzykały podejrzliwie, jak to one mają w zwyczaju. Kilka z nich naprawdę wyfrunęło z gniazda i zaczęło unosić się dokoła Chmurki, gdy Chmurka właśnie śpiewała drugą zwrotkę swojej piosenki. I nawet jedna z pszczół usiadła na chwilę na nosie Chmurki, ale zaraz odfrunęła.


– Krzysiu, aj, Krzysiu! – wrzasnęła Chmurka.

– Co?

– Myślę i myślę, i teraz już wiem na pewno, że to jest bardzo zły gatunek pszczół.

– Tak ci się zdaje?

– Zupełnie zły gatunek. I myślę, że one chyba robią kiepski miód. I zdaje się, że ja chyba zejdę na dół. A co ty o tym myślisz?

– Ale jak?! – zapytałeś.

Kubuś Puchatek nie pomyślał o tym. Gdyby wypuścił sznurek z łapki, zleciałby na ziemię, a to mu się nie bardzo uśmiechało. Myślał więc dość długo, wreszcie powiedział:

– Krzysiu, musisz strzelić w balonik. Czy masz z sobą fuzję?

– Ma się rozumieć – odpowiedziałeś. – Ale jeśli to zrobię, balonik będzie do niczego – powiedziałeś.

– Tak, ale jeśli tego nie zrobisz – rzekł Puchatek – ja będę do niczego.

Wobec tego wycelowałeś bardzo ostrożnie w balonik i wystrzeliłeś.

– Ojej! – wrzasnął Puchatek.

– Czy nie trafiłem? – zapytałeś, Krzysiu.

– Trafić trafiłeś – odpowiedział Puchatek – ale nie w balonik.

– Bardzo mi przykro – powiedziałeś i jeszcze raz strzeliłeś, ale tym razem już w balonik, z którego powolutku wyszło powietrze, i Kubuś Puchatek opuścił się na ziemię.

Ale miał tak zesztywniałe łapki od ściskania sznurka, że przez cały tydzień trzymał je wyciągnięte w górę. Ile razy mucha siadła mu na nosie, nie mógł odpędzić jej łapką, tylko zdmuchiwał ją o tak: „puch, puch, puch!”. I zdaje mi się, choć nie jestem tego pewien, że i dlatego jeszcze nazwano Misia Puchatkiem.

* * *

– Czy to już koniec historyjki? – zapytał Krzyś.

– Tak, to koniec tej historyjki. Ale są jeszcze inne.

– O Puchatku i o mnie?

– I o Króliku, i o Prosiaczku, i o was wszystkich. Czy już ich nie pamiętasz?

– Pamiętam, tylko kiedy chcę je sobie przypomnieć, to zapominam.

– O tym, jak Puchatek i Prosiaczek polowali na Słonia...

– No i nie złapali go, prawda?

– Nie.

– Puchatek nie mógł, bo jest głupiutki. A czy ja go złapałem?

– O tym jest właśnie w tej historyjce.

Krzyś kiwnął główką.

– Przypominam sobie – powiedział Krzyś – tylko Puchatek już dobrze nie pamięta. I Puchatek chciałby, żeby mu ją znowu opowiedzieć, bo on lubi prawdziwe historie, a nie wymyślone.

– I ja tak myślę – powiedziałem.

Krzyś westchnął głęboko, wziął Misia za łapkę i, ciągnąc go za sobą, poszedł w stronę drzwi. Przy drzwiach odwrócił się i powiedział:

– Czy możesz przyjść do mnie, jak będę się kąpał?

– Mogę – odpowiedziałem.

– Ale ja go nie skaleczyłem, kiedy strzeliłem z fuzji, prawda?

– Nic a nic.

Krzyś kiwnął główką i wyszedł, a po chwili usłyszałem: tuk––tuk–tuk–tuk.

 

To Kubuś Puchatek wchodził za Krzysiem na górę po schodach.


Rozdział II

w którym Puchatek idzie z wizytą i wpada w potrzask

Pewnego pięknego dnia Miś, zwany przez swych przyjaciół Kubusiem Puchatkiem albo krócej Puchatkiem, przechadzał się po Lesie, pomrukując dumnie pod nosem. Tego dnia właśnie ułożył sobie małą piosenkę, gdy wczesnym rankiem robił przed lustrem swoje codzienne ćwiczenia gimnastyczne na schudnięcie.

Tra–la–la, tra–la–la – podśpiewywał, gdy wyprężył się w górę, jak tylko mógł, i potem – tra–la, tra–la–la, ojej, ledwo żyję – gdy, nie zginając kolan, próbował dosięgnąć palcami podłogi. Po śniadaniu powtarzał tę piosenkę raz po raz, dopóki nie nauczył się jej na pamięć. Teraz wymrukiwał ją sobie bez zająknienia. Brzmiała ona mniej więcej tak:

Tra–la–la, tra–la–la,

Tra–la–la, tra–la–la,

Rum–tum–tum, tra–la–bum.

Rum–tum–tum, tra–la–bum.


Szedł więc sobie Puchatek i wesoło podśpiewywał, rozmyślając o tym, co kto robi i jak to jest, kiedy się jest kim innym, aż zaszedł na piaszczysty wzgórek, gdzie była wielka nora.

– Aha – rzekł Puchatek. – Rum–tum–tum, tra–la–bum. Jeśli wiem cokolwiek o czymkolwiek, to ta nora oznacza Duże Towarzystwo – powiedział – a Duże Towarzystwo oznacza Królika, a Królik oznacza łasowanie i słuchanie Mruczanki, i tak dalej. Rum–tum–tum, tra–la–bum.

Puchatek wsadził łebek do nory i zaczął wołać:

– Hej, jest tam kto?!

Z głębi nory dał się słyszeć rumor, a potem zapadła cisza.

– To, co powiedziałem przed chwilą, było: „Hej, jest tam kto?!” – zawołał Puchatek donośnym głosem.

– Nie! – zabrzmiała odpowiedź z wewnątrz. Po czym ten sam głos dodał: – Nie wrzeszcz tak. Słyszałem cię zupełnie dobrze za pierwszym razem.

– Do licha – rzekł Puchatek – czy tam naprawdę nie ma nikogo?

– Nikogo.

Kubuś Puchatek wysunął łebek z nory, zastanowił się przez chwilkę i pomyślał: „Tam przecież musi ktoś być, jeśli powiedział, że nie ma nikogo”. Po czym znów wsadził łebek do nory i powiedział:

– Hej, Króliku, czy to czasem nie ty?

– Nie – odpowiedział Królik, tym razem już innym głosem.

– A czy to nie jest czasem głos Królika?

– Myślę, że nie – odparł Królik. – W każdym razie nie powinno tak być.

– Aha – powiedział Puchatek.

Znów wysunął łebek z nory, pomyślał trochę i znów go wsunął z powrotem i powiedział:

– No dobrze, a może będziesz tak uprzejmy i powiesz mi, gdzie jest Królik.


– Poszedł odwiedzić swego przyjaciela Kubusia Puchatka, który jest jego wielkim przyjacielem.

– Ale to właśnie JA – odpowiedział Miś ogromnie zdziwiony.

– Co za JA?

– Kubuś Puchatek.

– Czy jesteś tego pewien? – zapytał Królik jeszcze bardziej zdziwiony.

– Najzupełniej pewien – odpowiedział Puchatek.

– W takim razie proszę, wejdź.

Puchatek zaczął się przepychać z całych sił przez otwór nory, aż wreszcie wlazł do środka.

– Miałeś zupełną rację – powiedział Królik, przypatrując mu się pilnie. – To jesteś ty. Cieszę się, że cię widzę.

– A tyś myślał, że kto tam był?

– Widzisz, nie byłem zupełnie pewien. Wiesz, jak to jest w Lesie. Nie można nikogo wpuszczać do domu. Trzeba być bardzo ostrożnym. Ale co myślisz o tym, żeby przekąsić co nieco?

Puchatek lubił przekąsić swoje małe Conieco o jedenastej rano i cieszył się bardzo, widząc, jak Królik wydobywa z szafki garnuszki i talerze, i gdy Królik zapytał: – Co wolisz, miód czy marmoladę do chleba? – Puchatek był tak wzruszony, że powiedział: – Jedno i drugie. – I zaraz potem, żeby nie wydać się żarłokiem, dodał: – Ale po co jeszcze chleb, Króliku? Nie rób sobie za wiele kłopotu. – I przez dłuższy czas potem nic nie mówił. W końcu Puchatek zamruczał coś do siebie, wstał, uścisnął serdecznie łapkę Królika i powiedział, że już musi iść.

– Czy nie mógłbyś zostać jeszcze trochę? – zapytał Królik uprzejmie.

– Owszem – odparł Puchatek – mógłbym zostać jeszcze trochę, gdybyś... gdybyś... – i spojrzał wymownie w stronę spiżarni.


– Prawdę mówiąc – odezwał się Królik – to i ja miałem właśnie wyjść.

– No, widzisz. Więc już idę. Do widzenia!

– No, trudno. Do widzenia! Jeśli na pewno już masz dosyć...

– A czy ty miałbyś jeszcze coś?...

Królik zdjął pokrywki z garnuszków, zajrzał do środka i powiedział:

– Nie, nic nie mam.

– Ja tylko tak... – rzekł Puchatek, kiwając łebkiem – ale już muszę iść. Do widzenia!

To mówiąc, zaczął gramolić się z nory przez ten sam otwór, którym wszedł. Wyciągnął przed siebie przednie łapki, popychał się tylnymi i po chwili jego nosek wyjrzał na świat boży, a potem uszy... a potem przednie łapki... potem ramiona... i nagle...

– Ojej! – zawołał Puchatek. – Ratunku! Ja chyba muszę wrócić! Do licha! Przecież ja muszę się stąd wydostać! – krzyknął Puchatek. – Ale nie mogę robić jednego i drugiego! – wołał. – Ratunku i do licha!


A tymczasem Królik postanowił pójść na mały spacer, a ponieważ frontowe drzwi jego mieszkania okazały się zastawione, wyszedł przez kuchenne, okrążył dookoła całe mieszkanie i doszedł do drzwi frontowych, w których zastał Puchatka.


– Co to? – zapytał. – Czy cię wzdęło?

– Nie, skąd? – odparł Puchatek niedbale. – Ot, po prostu wypoczywam, rozmyślam i mruczę do siebie samego.

– Daj mi łapkę.

Miś Puchatek wyciągnął łapkę i Królik zaczął ją ciągnąć i ciągnąć z całych sił.

– Aj! – krzyknął Puchatek. – Boli!

– Nic innego, tylko cię wzdęło!

– A ja ci mówię, że to są skutki tego – rzekł Puchatek gniewnie – że się nie ma drzwi frontowych dostatecznie szerokich.

– A ja ci mówię – zrzędził Królik – że to są skutki nadmiernego jedzenia. Myślałem o tym. Tylko nie chciałem nic mówić. O tym, że jeden z nas je o wiele za dużo. I to nie ja. Ale trudno. Idę po Krzysia.

Krzyś mieszkał na drugim krańcu Lasu i gdy nadszedł z Królikiem i zobaczył przednią połowę Puchatka wystającą z nory, powiedział:

– Ach, ty poczciwy, głupi Misiu – ale powiedział to tak czule, że w serca wszystkich nagle wstąpiła nadzieja.

– Już mi się zdawało – powiedział Puchatek, prychając noskiem – że Królik już nigdy nie będzie mógł używać swoich drzwi frontowych. A byłoby to dla mnie NIE DO ZNIESIENIA.

– I dla mnie też – powiedział Królik.

– Że nie będzie mógł używać swoich drzwi frontowych? – powtórzył Krzyś. – Nic podobnego. Ma się rozumieć, że będzie mógł.

– No, to dobrze – rzekł Królik.

– W najgorszym razie, jeśli nie będziemy cię mogli wyciągnąć, Kubusiu, to wepchniemy cię z powrotem.

Królik nastroszył wąsiki w głębokim namyśle i orzekł, że z chwilą gdy Puchatka wepchnie się na tamtą stronę, Puchatek zostanie już po tamtej stronie i że nikt oczywiście nie będzie się tak z tego cieszył jak on, Królik, i że niektórzy mieszkają w dziupli drzewa, a inni znowu w norkach pod ziemią, i że...

– Czy chcesz przez to powiedzieć, że ja się nigdy stąd nie wydostanę?

– Chcę przez to powiedzieć – rzekł Królik – że jeśli się już przepchałeś tak daleko, byłaby wielka szkoda zmarnować ten cały twój wysiłek.

Krzyś był tego samego zdania.

– Pozostaje nam tylko jedno – odezwał się. – Poczekać, aż trochę schudniesz.

– A ile czasu trzeba na to, żeby trochę schudnąć? – zapytał Puchatek zaniepokojony.

– Myślę, że chyba z tydzień.

– Ale ja nie mogę sterczeć tu przez cały tydzień.

– Możesz, możesz, mój poczciwy Misiu, to się łatwo da zrobić. Trudno jest tylko cię stąd wyciągnąć.


– Poczytamy ci trochę – rzekł Królik łagodnie – i mam nadzieję, że śnieg nie będzie padać. I powiem ci szczerze, mój kochany, że zabierasz sporo miejsca w moim mieszkaniu. Czy nie będziesz miał nic przeciwko temu, jeśli użyję twoich tylnych łapek zamiast wieszaka na ręczniki? Po co mają tak sterczeć bez żadnego pożytku? A tak będzie bardzo wygodnie powiesić na nich ręczniki...

– Cały tydzień – powtórzył Puchatek posępnie. – A co będzie z jedzeniem?

– Obawiam się, że nic – rzekł Krzyś. – Chodzi o to, żebyś mógł jak najprędzej schudnąć. Za to będziemy ci czytać.

Miś chciał westchnąć głęboko, ale gdy się przekonał, że nie może, bo był za bardzo wzdęty, łezka spłynęła mu z oka i powiedział:

– W takim razie może byś mi przeczytał coś z książki kucharskiej, coś takiego, co by pokrzepiło biednego Misia uwięzionego w wielkim potrzasku?


I tak Krzyś przez calutki tydzień siedział u północnego końca Puchatka.

A Królik wieszał ręczniki na południowym jego końcu, a Miś był pośrodku i czuł, że z każdą chwilą staje się coraz bardziej smukły i wiotki. A pod koniec tygodnia Krzyś powiedział:

– Już!

Po czym złapał Puchatka za przednie łapki, Królik złapał Krzysia, a wszyscy krewni–i–znajomi Królika – Królika i zaczęli ciągnąć, ciągnąć, ciągnąć z całych sił.

I przez długi czas Puchatek wołał tylko: – Oj!...

I: – Aj!

I potem nagle zawołał: – Pif! – zupełnie jakby korek wystrzelił z butelki.

Krzyś i Królik, i wszyscy krewni–i–znajomi Królika fiknęli koziołka w tył i wywalili się jedni na drugich... a na samym wierzchu znalazł się Kubuś Puchatek, nareszcie wolny.

Miś ukłonił się grzecznie swoim przyjaciołom, dziękując im za pomoc, i pomrukując dumnie pod nosem, poszedł na przechadzkę po Lesie. A Krzyś popatrzył za nim czule i powiedział sam do siebie:

– Poczciwy, głupi Miś.


To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?

Inne książki tego autora