Akademia CanterwoodTekst

Autor:Jessica Burkhart
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Przełożyła z angielskiego

Maria Jaszczurowska


WROCŁAW 2018

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Tytuł oryginału

Home for Christmas

Projekt okładki

JESSICA HANDELMAN

Fotografia na okładce

MONICA STEVENSON

Redakcja

ANNA JACKOWSKA

Korekta

IWONA HUCHLA

Redakcja techniczna

KRZYSZTOF CHODOROWSKI

CANTERWOOD CREST SUPER SPECIAL #2: HOME FOR CHRISTMAS by Jessica Burkhart

Polish Language Translation copyright © 2018 by PUBLICAT S.A.

Original English language edition copyright © 2013 by Jessica Burkhart

Published by arrangement with Aladdin, An imprint of Simon & Schuster Children’s Publishing Division.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage and retrieval system, without permission in writing from the Publisher.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVIII (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved.

Wydanie elektroniczne 2018

ISBN 978-83-271-5856-7


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej


SPIS TREŚCI

Dedykacja

1. Nadjeżdża Canterwood

2. Kolędy czas zacząć

3. Witajcie w moich skromnych progach

4. Witajcie w Briar Creek!

5. Mikołajkowa niespodzianka

6. Tajemnicza Lauren

7. Wyzwanie

8. Nieoczekiwane spotkanie

9. Przebieramy się za elfy!

10. Czy widzisz to co ja?

11. Cicha noc

12. Kto był grzeczny?

13. Szczere odpowiedzi

14. Świąteczne gry

15. Pocałunek pod jemiołą

16. Canterwood przejmuje stery

17. Najlepszy prezent pod choinkę

18. Świąteczny elf

19. Czyżby wyścigi?

20. Spełniania marzeń ciąg dalszy: zostań dżokejem

21. Pierwszy prezent

22. Świąteczny poranek

23. Niespodziewany gość

24. Karma

25. Pada śnieg, pada śnieg

26. Wizyta Świętego Mikołaja

27. Wesołych świąt!

Od tego wszystko się zaczęło

Podziękowania

Słowniczek

* * *

Dedykuję wszystkim,

którzy kibicowali Canterwood



1. Nadjeżdża Canterwood

Lauren

Oh, mon Dieu! – wykrzyknęłam ze śmiechem. – Za moment będziemy na miejscu!

Obejrzałam się na dziewczyny – Khloe Kinsella, Clare Bryant, Carina Johansson i Lexa Reed uśmiechały się do mnie z tylnych siedzeń samochodu moich rodziców.

Moje przyjaciółki jeszcze nigdy tu nie były. A ja bardzo się denerwowałam przed tą pierwszą wizytą.

Posłałam siedzącej za kierownicą mamie nerwowy, lecz radosny uśmieszek, a potem znów spojrzałam przez przednią szybę. Mama włączyła lewy kierunkowskaz, po czym samochód skręcił w uliczkę, przy której mieszkaliśmy, i przez chwilę jechał między domami sąsiadów.

To się dzieje naprawdę, pomyślałam. Nie da się już cofnąć czasu – sprowadziłam ekipę z Canterwood do domu na święta. Coś, co jeszcze niedawno było tylko mglistym marzeniem, teraz stało się rzeczywistością. Na początku myślałam tylko o zaproszeniu Cariny, uczennicy z wymiany, która przyjechała do Canterwood aż ze Szwecji. Nie chciałam, żeby spędzała święta samotnie. Pomysł jednak szybko się rozrósł, bo nadarzyła się okazja, by zaprosić do Union wszystkich moich przyjaciół.

Leżący mi na kolanach telefon nagle zawibrował. Zobaczyłam, że przyszła wiadomość od Taylora Frosta – mojego byłego chłopaka, z którym spotykałam się jeszcze w Union. Teraz przeniósł się do Canterwood.

Taylor: Dotarliśmy z chłopakami na miejsce. Jesteśmy już u mnie. A co z wami?

Od razu odpisałam.

Lauren: My właśnie dojeżdżamy!

Zarumieniłam się, myśląc o gościach, których przywiózł ze sobą Tay. Jednym z nich był mój obecny chłopak, Drew Adams.

On, Zack Reynolds, Garret van Camp i Cole Harris – uczniowie z Canterwood – mieli zatrzymać się u Taylora.

Cieszyłam się, że Union to mała miejscowość. Chłopcy nie mieszkali co prawda tak blisko, żebyśmy mogli się odwiedzać piechotą, ale samochodem jechało się do domu Taylora jakieś pięć minut. W czasie przerwy świątecznej przyjaciele będą tak blisko! Moja ekipa z Canterwood była już dla mnie jak rodzina. Nie spodziewałam się, że aż tak się zaprzyjaźnimy. Chwyciłam za telefon i kliknęłam nazwisko Monaco. Brielle też uczyła się w Canterwood i podobnie jak ja mieszkała w Union.

Lauren: Jesteś w domu?

Brielle miała jechać z nami, ale nie zmieściłaby się już do samochodu moich rodziców, więc przyjechała po nią jej mama. Bri i moja druga przyjaciółka z Union, Ana, miały dołączyć do reszty towarzystwa podczas przerwy świątecznej. Ana chodziła do mojej dawnej szkoły – do Yates.

Brielle: Za kilka minut będę! Ale się cieszę!

Lauren: Ja też! :D

– Lauren?

– Słucham? – Głos Khloe wyrwał mnie z zamyślenia.

– To twój dom? – zapytała.

Zamrugałam. Dopiero teraz spostrzegłam, że mama zwolniła i zatrzymała się przed naszym domem. Zaschło mi w ustach. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Dotarło do mnie, że wszystkie moje przyjaciółki zatrzymają się właśnie u mnie. Wyobraziłam sobie, że siedzę przy kominku i popijam miętową herbatę. Na samą myśl o tym zrobiło mi się raźniej. Musiałam sobie powtarzać, że w te święta tak naprawdę nie chodzi o nas. Mieliśmy ważne zadanie do wykonania. Nerwy zniknęły jak ręką odjął.

 

Teraz zapragnęłam wyskoczyć z samochodu i pobiec do domu.

– Witajcie! Zapraszam was do siebie! – powiedziałam, odwracając się.

Dziewczyny na tylnych siedzeniach zaczęły wiwatować.


2. Kolędy czas zacząć

Sasha

To jest najlepsza kawiarnia w tej części Stanów! – stwierdziłam, szeroko otwierając drzwi przed przyjaciółmi.

– Dzięki, Sasho – powiedziała Brit Chan. Weszła do środka razem z Callie Harper, Heather Fox, Erikiem Rodriguezem, Paige Parker i Alison Robb.

Trzymałam za rękę swojego chłopaka, Jacoba Schwartza. Miał piękne zielone oczy i brązowe włosy. Uśmiechnął się do mnie w sposób, który po prostu ubóstwiałam.

– Nie mogę uwierzyć, że tu jesteś – oznajmiłam. – U mnie, w Union, podczas świąt.

– Wiem – odparł. – Nie mógłbym tego przegapić. Jestem taki szczęśliwy, Sash.

Pochylił się i delikatnie mnie pocałował. Zapomniałam o zimnie i o tym, że wciąż stoję w otwartych drzwiach. Uśmiechnęłam się do niego. Po rozstaniu i powrocie do siebie byliśmy z Jacobem razem już cztery miesiące i nasz związek układał się lepiej niż kiedykolwiek.

– Pachniesz miętą – powiedział Jacob.

Zaśmiałam się, sięgnęłam do kieszeni płaszcza i wyjęłam z niej błyszczyk do ust o zapachu waty cukrowej z dodatkiem mięty. Jacob pokręcił głową.

– Powinienem był się domyślić. Pewnie masz w torebce całą bożonarodzeniową kolekcję.

– Być może. – Wzruszając ramionami i niewinnie mrugając, tanecznym krokiem oddaliłam się od drzwi.

Dołączyliśmy do pozostałych przy ladzie.

– Tu jest tyle pyszności! – powiedziała Alison, przerzucając blond włosy przez ramię. – Polecisz coś, Sasha?

Spojrzałam na najnowsze menu. Zapisano je czerwonym i zielonym markerem na białej tablicy. Lada była udekorowana girlandami i świecidełkami. Z radia płynęła nastrojowa świąteczna muzyka. Mała kawiarenka znajdowała się zaledwie parę kroków od mojego domu. Na zewnątrz było zimno, ale nie aż tak, żebyśmy musieli prosić moich rodziców o podwózkę.

– Silver? – Heather trąciła mnie ramieniem. – Możemy próbować wszystkiego po kolei, chyba że ułatwisz nam sprawę i powiesz, co jest naprawdę pyszne. – Dziewczyna wpatrywała się we mnie błękitnymi oczami, podparłszy się pod boki. Jej wełniany czerwony płaszcz był rozpięty, a pod spodem dało się dostrzec gruby dziergany sweter.

– W porządku. – Pokazałam jej język. Uśmiechnęła się słodko i pokręciła głową. – Miętowa kawa jest niesamowita, tak jak latte z dodatkiem imbiru i cappuccino z dyniową przyprawą. Szczerze mówiąc, nie ma tu nic, czego bym wam nie mogła polecić.

Zza lady uśmiechnął się do nas wysoki, szczupły chłopak z rudymi włosami i twarzą upstrzoną piegami.

– Czym mogę służyć?

– Zaczynaj, Brit – powiedział Eric.

– Dobra, poproszę miętową kawę z bitą śmietaną – powiedziała Brit. Moja współlokatorka wyjęła złotą portmonetkę i wyjęła z niej dziesięciodolarowy banknot.

– Na co masz ochotę? – zapytał mnie Jacob. – Złożę zamówienie, a ty możesz zająć jakiś stolik.

– Dobrze – odparłam. – To miłe z twojej strony. Poproszę dyniową latte z przyprawami korzennymi i dodatkowym espresso.

– Załatwione – odparł Jacob.

Uśmiechnęłam się w podziękowaniu i dołączyłam do Brit, która już miała swój napój.

– Stoliki z tyłu są największe – powiedziałam.

Minęłyśmy kilka osób, które popijały napoje, czytały książki lub lokalne gazety. Okna w kawiarni były tak pomalowane, że wyglądały jak ośnieżone, w dodatku ktoś dodatkowo namalował na nich duże płatki śniegu. W rogu stała mała choinka z kolorowymi lampkami i ozdobami. Prezenty, które miały trafić do dzieci z lokalnego szpitala, leżały pod drzewkiem.

– Tutaj? – spytała Brit.

– Idealnie – odparłam.

Ściągnęłyśmy płaszcze i powiesiłyśmy je na oparciach krzeseł. Brit usiadła naprzeciwko mnie. Wkrótce dołączyła do nas Callie. Zdjęła fioletowy płaszcz i wygładziła różowy sweter od Calvina Kleina. Kolor swetra sprawiał, że ciemna skóra Callie lśniła, a jej czarne włosy wydawały się jeszcze ciemniejsze. Paige usiadła obok niej i wyraźnie można było dostrzec kontrast między karnacją obu dziewczyn.

– Jest duże prawdopodobieństwo, że się poparzę, ale nie mogę się powstrzymać przed spróbowaniem tej cudownej kawy! – oznajmiła Callie.

Poczułam zapach imbiru dochodzący z jej kubka, na którym wymalowano płatki śniegu.

Brit obserwowała ją i zaśmiała się, gdy Callie stwierdziła, że napój jest jednak za gorący. W lokalu było raczej pusto, więc już po chwili wszyscy moi przyjaciele dołączyli do stolika.

– To takie dziwne – powiedziałam, kręcąc głową. – Wy – moi przyjaciele z Canterwood – spędzicie ze mną święta. Wiem, że będziemy mieć dużo zajęć, ale już nie mogę się doczekać, żeby pokazać wam Briar Creek.

– Faktycznie, nietypowa sytuacja – przyznała Alison. – Zawsze spędzałam ten czas w domu. To, że moi rodzice zgodzili się na ten wyjazd, to pierwszy bożonarodzeniowy cud.

Gdy wszyscy zaczęli plotkować, pogrążyłam się w myślach. Moje relacje z ludźmi bardzo się zmieniły od pierwszego dnia w kampusie. Jeszcze nie tak dawno w ogóle nie rozmawiałam z Callie, bo spotykała się z Jacobem za moimi plecami. Co prawda rozstaliśmy się wcześniej, ale to niewiele zmieniało. Paige była moją najlepszą przyjaciółką, mieszkałyśmy razem w Winchester Hall, ale to już przeszłość. Wyprowadziłam się do Brit, gdy Paige stanęła po stronie Callie i jej sekretnych randek z Jacobem. Teraz już normalnie rozmawiamy, ale ciągle czuję się rozdarta w tej relacji – z jednej strony Paige jest dziewczyną, która była moją najlepszą przyjaciółką, a z drugiej kimś, komu muszę na nowo zaufać. A to dopiero początek.

Z Heather początkowo szczerze się nie lubiłyśmy. Była przywódczynią tria. W skład tej grupy wchodziły jeszcze Alison Robb i Julia Meyer, która nie uczyła się już w Canterwood. Przez długi czas dziewczyny bardzo mi dokuczały. Teraz grupa się rozpadła – Julię wyrzucono ze szkoły, a Heather została moją przyjaciółką.

Jacob Schwartz był moją pierwszą porażką w Canterwood. Szybko zaczęliśmy się spotykać, zostaliśmy parą i... równie szybko się rozstaliśmy. Później przez jakiś czas spotykałam się z Erikiem, ale nic z tego nie wyszło. Następnie byłam singielką, a potem znów zaczęłam się spotykać z Jacobem.

Brit Chan została moją współlokatorką w internacie Orchard Hall. Była nowa w naszej szkole. Rywalizowała z Callie w dresażu, każda chciała być najlepsza. Callie, która nigdy nie odpuszcza, jeśli chodzi o jeździectwo, dawała z siebie wszystko podczas zawodów i treningów.

Przez długi czas miałam wrażenie, że nic w szkole nie będzie już takie jak dawniej. I właśnie wtedy mój instruktor, pan Conner, uległ wypadkowi podczas treningu z naszą klasą. To przerażające zdarzenie – widok konia przewracającego się na plecy i miażdżącego nogę pana Connera na naszych oczach – sprawiło, że zaczęłyśmy się zastanawiać, co w życiu jest naprawdę ważne. Nasze głupie kłótnie ustały. Może nie byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, ale starałyśmy się dogadać. A to już duży sukces.

– Jak mogliby się nie zgodzić? – spytał Eric. Przeczesał ręką swoje krótkie czarne włosy. – Sasha, wymyśliłaś idealny sposób spędzenia świąt. Coś, co podkreśla, że Boże Narodzenie to ważny czas.

Obróciłam się na krześle i sięgnęłam po torebkę. Przekopałam się przez stertę błyszczyków i wyjęłam ulotkę, której szukałam. Położyłam ją na stole. Wszyscy zaczęli się w nią wpatrywać, mimo że planowaliśmy tę akcję już od Święta Dziękczynienia.

Zostań elfem na święta!

Nasze konie potrzebują Twojej pomocy!

Jeśli dysponujesz czasem, chciałbyś wpłacić fundusze

na naszą działalność lub masz doświadczenie w pracy

z końmi, zadzwoń do nas albo napisz.

Szukamy wolontariuszy!

519-555-0100

Na odwrocie ulotki widniało potwierdzenie, które otrzymałam od Lyssy, jednej z koordynatorek projektu.

Do: Sasha Silver

Od: Lyssa Grey

Temat: Wolontariat podczas akcji adopcyjnej

Cześć, Sasho,

bardzo dziękuję za e-mail. Mam na imię Lyssa i jestem koordynatorką projektu, w którym chcecie wziąć udział. To wspaniale z waszej strony, że postanowiliście poświęcić swój czas, aby pomóc przygotować konie do akcji adopcyjnej.

W załączeniu przesyłam druk, który muszą wypełnić wasi rodzice, abyście mogli nam pomagać. Załączam też ogólne informacje dotyczące daty, godziny i miejsca spotkania organizacyjnego. Weźcie ze sobą stroje jeździeckie i kaski. Na naszej stronie znajdziecie inne niezbędne informacje. W razie jakichkolwiek pytań proszę o kontakt.

Pozdrawiam

Lyssa Grey

– Moja mama nie była szczególnie zadowolona, że wyjeżdżam na święta i nie pomogę jej opiekować się rodzeństwem – oznajmiła Callie, chichocząc. – W porównaniu z tym praca z końmi to pestka!

– Zaczynamy w poniedziałek. Nie mogę się już doczekać! – powiedziała Brit. Delikatne światło lamp sprawiało, że jej czarne włosy lśniły.

– Czas spędzony z końmi to będzie świetna zabawa – dodała Paige. – Cieszę się, że mogę wziąć udział w akcji, chociaż nie jeżdżę konno.

– Może będziesz musiała przygotować menu na akcję – powiedziałam, pamiętając, że Paige jest utalentowaną kucharką.

Dziewczyna posłała mi uśmiech.

– Nawet nie śmiem marzyć o takiej ewentualności!

– Cieszę się, że twoi rodzice nie mieli nic przeciwko temu, żebym razem z Erikiem mieszkał u ciebie – powiedział Jacob. – Niewielu rodziców by się na to zgodziło.

Napiłam się latte i posłałam mu uśmiech.

– Cóż, początkowo bardzo im się ten pomysł nie spodobał. Tata powiedział: „W ogóle nie ma takiej opcji, młoda damo!”, ale przypomniałam mu, że mamy pokój gościnny, w którym moglibyście spać. Rozmawiali o tym z mamą godzinami, a gdy się w końcu zgodzili, byłam pewna, że każą mi podpisać jakiś kontrakt czy coś w tym rodzaju.

Wszyscy się zaśmiali.

– Na przykład „Żadnego całowania w domu” – rzuciła Brit.

– Czy „Żadnych chłopaków w dziewczęcym pokoju” – dodała Alison.

– I musicie cały czas być przynajmniej dwa metry od siebie – zachichotała Callie.

– Właśnie! – przyznałam. – Tata tak długo wyliczał mi przez telefon wszystko, co jest niedopuszczalne, że padła mi bateria.

Poczułam, że ktoś złapał mnie za rękę; uśmiechnęłam się do Jacoba, który siedział tuż obok.

– To po prostu znaczy, że będę cię trzymał za rękę poza domem – powiedział.

– Cóż. – Udałam, że to rozważam. – W porządku!

Skończyliśmy pić kawę, a ja zupełnie się rozluźniłam po długiej jeździe samochodem. A może po zamartwianiu się, jak to będzie, gdy znajdziemy się tu wszyscy razem. Rano moi rodzice przywieźli nas z Canterwood. Zostawiliśmy rzeczy w salonie i wyszliśmy na kawę. Sądziłam, że kiedy zaczniemy pomagać przy koniach, to nie będziemy już mieli czasu na wizyty w kawiarni. Przez ostatnie kilka godzin przeglądałam już ogłoszenia adopcyjne koni i marzyłam, by móc przygarnąć choć jednego.

– Gotowi na powrót do mnie? – spytałam. Poczułam się szczęśliwa – z pewnością nie będzie między nami żadnych nieporozumień.

– Chodźmy dokładnie obejrzeć twój dom – powiedziała Heather. Posłała mi krótki uśmiech, który mówił, jak bardzo się cieszy, że tu jest.

Wiedziałam, jak mało uwagi poświęcają jej rodzice. Chciałam, żeby te święta były dla niej wyjątkowe. A nie ma lepszego miejsca na magiczne święta niż to, w którym mieszkam.


3. Witajcie w moich skromnych progach

Lauren

O jaaaaa! – krzyknęła Lexa. – Jesteśmy na miejscu!

Pozostałe dziewczyny też zaczęły popiskiwać. Mama zaparkowała samochód przed trzydrzwiowym garażem, a my wszystkie wyskoczyłyśmy na podjazd.

– A oto – powiedziałam, wykonując szeroki gest ręką – mój dom.

Fasada naszego pięciopokojowego domu jest jasnoszara i od dołu do góry ozdobiona ciemnymi kamieniami. Pozostałe ściany mają bladożółty siding. Witrażowe okno na poddaszu to jedna z moich ulubionych części tego budynku.

 

Trawnik zdążył już zbrązowieć, ale krzewy rosnące wzdłuż chodnika prowadzącego pod same drzwi wciąż były zielone. Po obu stronach stały dwie czarne latarnie, a zaraz za nimi widać było dwa ceglane schodki wiodące do przeszklonych drzwi ze złoconymi zdobieniami. Z domu dochodziło na ganek ciepłe światło.

– Jak tu ładnie, Lauren! I pani Towers – dodała szybko Carina. – Bardzo mi się tu podoba.

– Cieszę się – odparłam.

– Będzie jeszcze ładniej, kiedy Lauren powyjmuje razem z tatą świąteczne ozdoby – powiedziała mama. Spojrzała na mnie przepraszająco i dodała: – Przykro mi, kochanie, ale w tym roku nie znaleźliśmy jeszcze czasu na udekorowanie domu.

Poczułam się odrobinę rozczarowana. Wyobrażałam sobie, że moje przyjaciółki lada chwila wejdą do świątecznej krainy.

– Nic nie szkodzi, mamusiu – odparłam. – Wiem, że tatę gonią terminy, a ty też masz dużo pracy.

Nagle otworzyły się drzwi i na ganek wyszedł mój tata. Właściwie Gregg jest moim ojczymem, bo mój prawdziwy ojciec zmarł niedługo po tym, jak się urodziłam.

Gregg jest jedynym tatą, jakiego znam. Świetnie się rozumiemy. A co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Choć w rzeczywistości nie jesteśmy spokrewnieni, mamy identyczny kolor oczu – jasnoniebieski. Cieszyłam się drobiazgami, które nas łączyły.

– SuperLaur! – krzyknął tata i zbiegł po schodkach. Odkąd pamiętam, nazywał mnie właśnie tak.

Tego dnia miał na sobie rzeczy, w których zwykle siada do pisania – dżinsy i sweter. Na to narzucił czarną kurtkę.

– Cześć, tatusiu! – Rzuciłam mu się na szyję, a on okręcił mnie dookoła.

– Witajcie, dziewczynki! – powiedział, kiedy już postawił mnie na ganku. Uśmiechnął się do moich koleżanek.

– Dzień dobry, panie Towers – odpowiedziały uprzejmie.

– Nazywajcie mnie Gregg – poprosił. – Kiedy słyszę „panie Towers”, czuję się bardzo staro.

Dziewczyny uśmiechnęły się szeroko.

– Zapraszam do środka! – powiedziała mama, kiedy już dała tacie buziaka na powitanie.

Zabrałyśmy tyle bagaży, ile dałyśmy radę unieść. Do drzwi dotarłam jako pierwsza.

– Proszę – powiedziałam.

Przekręciłam złotą gałkę, otworzyłam drzwi i z wrażenia aż wstrzymałam oddech. Na moment zapomniałam o przyjaciółkach. Stanęłam w progu, rozkoszując się zapachem sosny, cynamonu, goździków i mięty. Cały salon aż mienił się od świątecznych ozdób, a przy szklanych drzwiach stała wysoka choinka z kolorowymi lampkami.

– Oh, mon Dieu! – krzyknęłam, odwracając się. – Przecież powiedziałaś, że nie mieliście czasu na dekoracje!

Lexa, Clare, Khloe i Carina zajrzały do środka ponad moim ramieniem. Rodzice uśmiechali się do mnie zza ich głów.

– Nie mieliśmy czasu na dekoracje w ogródku – sprostowała mama. – Ale to chyba oczywiste, że chcieliśmy, aby twoje koleżanki weszły do domu, w którym panuje świąteczna atmosfera.

– Ach! Chodźcie, dziewczyny!

Wbiegłyśmy do środka, a ja dałam im znak, żeby położyły torby na podłodze.

– Ale obłędny zapach! – zachwyciła się Khloe.

Mama przechyliła głowę.

– Obłędnie dobry czy obłędnie zły?

Khloe się zaśmiała.

– BARDZO dobry!

Wszystkie śmiałyśmy się, zdejmując buty i chowając je do szafki. Tata zabrał nasze kurtki i powiesił je w dużej szafie.

– Mamy z tatusiem parę rzeczy do zrobienia – odezwała się mama. – Dziewczynki, czujcie się jak u siebie. W kuchni znajdziecie przekąski i coś do picia. Lauren wszystko wam pokaże. Bardzo się cieszymy, że spędzicie z nami święta!

– Dziękujemy za gościnę! – odparła Clare. Rude loczki podskoczyły wokół jej ramion.

Pozostałe dziewczyny też wyraziły wdzięczność, a potem moi rodzice gdzieś się ulotnili. Becca, moja starsza siostra, miała wrócić dopiero za parę godzin – już wcześniej mi o tym pisała.

– Bierzcie bagaże, pokażę wam pokój gościnny – powiedziałam. – A potem same zdecydujecie, gdzie chcecie spać.

Khloe udała, że spogląda na Clare spode łba.

– Ja nie śpię w tym samym pokoju co Bryant. Ona chrapie.

Clare dała przyjaciółce kuksańca w ramię.

– Proszę cię. Za to ty przez sen recytujesz swoje kwestie z przedstawienia, w którym aktualnie grasz.

Khloe się uśmiechnęła.

– Oczywiście. Jestem aktorką w każdym calu.

– I na tym możemy skończyć tę dyskusję – powiedziałam, pokazując dziewczynom język.

Poszłyśmy na piętro. Na poręczy schodów rodzice upięli świąteczną girlandę z białymi lampkami. Zaprowadziłam koleżanki do pokoju gościnnego. Ellen, nasza pomoc domowa, która od czasu do czasu przychodziła tu sprzątać, musiała niedawno robić porządki, bo w pomieszczeniu unosił się zapach cytrynowego środka czyszczącego. Na białym stoliku leżała misa pełna szyszek ozdobionych czerwonym i złotym brokatem. Nad łóżkiem, na ścianie koloru złamanej bieli, wisiało zdjęcie przedstawiające kontury nowojorskich budynków na tle nieba. Samo łóżko było przykryte czerwoną pierzyną rozłożoną na czekoladowym prześcieradle. Przez rozsunięte żaluzje wpadało do środka blade grudniowe światło, dzięki czemu w pokoju zrobiło się odrobinę jaśniej.

– Myślałam, że Khloe i Clare mogłyby zająć to łóżko, bo jest podwójne – zaproponowałam. – Co wy na to?

Dziewczyny skinęły głowami.

– Super – odparła Khloe.

– Pod oknem stoi łóżko, które rodzice przywieźli specjalnie dla was. – Wskazałam na białą ramę i materac z białą kołdrą w jasnoniebieskie płatki śniegu. – Lex, może byłabyś chętna?

– Jaka piękna pościel! – wykrzyknęła Lexa. Podbiegła do łóżka i położyła obok swoje bagaże. – Zajmuję!

Spojrzałam na Carinę.

– Mama powiedziała, że podobne łóżko wstawiła do mojego pokoju. Nie masz nic przeciwko temu, że będziemy mieszkały razem?

Carina się uśmiechnęła.

– To świetny pomysł, Lauren.

Chciałam, żeby Carina spała ze mną w pokoju, bo zaprzyjaźniłam się z nią bardziej niż pozostałe dziewczyny. Poza tym na początku planowałam zaprosić na święta tylko ją.

– Dobra, rozpakujcie się spokojnie – możecie pochować swoje rzeczy do komódek i szaf. A ja pokażę Carinie mój pokój. Jest przy końcu korytarza, po prawej stronie. Jak skończycie, przyjdźcie do nas.

– Ogromne dzięki, L.T. – powiedziała Khloe. – Pokój jest przepiękny.

– Zgadzam się – przytaknęła Clare.

– Myślę, że Lexa jest tego samego zdania – odparłam ze śmiechem.

Lexa leżała na łóżku z twarzą wciśniętą w poduszkę i mamrotała coś, czego nikt nie był w stanie zrozumieć. Uśmiechnęłam się i razem z Cariną ruszyłyśmy do mojego pokoju.

– To sypialnia mojej starszej siostry, Bekki – wyjaśniłam po drodze. – A to pokój mojej najstarszej siostry, Charlotte. Pokój rodziców jest na dole.

– Poznam twoje siostry? – zapytała Carina.

– Owszem. Becca jest od nas tylko dwa lata starsza – mieszka z rodzicami. Niedługo przyjdzie. Charlotte uczy się w college’u, ale przyjeżdża do domu na święta. Przylatuje we wtorek.

Dotarłyśmy do mojego pokoju. Delikatnie pchnęłam uchylone drzwi.

– Lauren! – wykrzyknęła Carina. – Jak tu cudownie!

Nie mogłam powstrzymać uczucia dumy – do tej pory gościłam u siebie tylko Anę i Brielle. Ulżyło mi, że komuś z Canterwood też się tu podoba.

Postawiłyśmy bagaże, a Carina zaczęła przechadzać się po pokoju.

– Sama go urządzałaś? – zapytała.

– Tak – odparłam. – Lubię pastelowe kolory i prosty design. Klasyczny amerykański styl, a do tego mój ulubiony kolor – jasnoniebieski.

W moim pokoju stało duże lustro w wygiętej metalowej ramie pomalowanej na kremowo. Aksamitne niebieskie zasłony były teraz rozsunięte. Na łóżku leżała jedna z moich ulubionych narzut – mięciutka, biała, z wyhaftowanymi błękitnymi konturami kwiatów. Pod ścianą obok biurka stał biały ażurowy regał na książki, a przy drzwiach do łazienki – drugie łóżko. Miało taką samą metalową białą ramę jak to w pokoju gościnnym. Było zakryte polarową narzutą w kolorze lawendy, na której leżało kilka poduszek.

– Tutaj jest szafa. – Postukałam w drzwi. – Rozpakuj swoje rzeczy, żebyś nie musiała przez te parę dni żyć na walizkach. – Włączyłam światło. – A tu mamy łazienkę.

Carina zajrzała do środka.

– Jaka szykowna! Całkowicie w twoim stylu, Lauren.

– Dziękuję!

W łazience wisiały białe i niebieskie ręczniki, a pod blatem stało wyłożone pluszem krzesełko. Zwykle siadałam na nim, kiedy robiłam sobie fryzurę i makijaż. Zasłonki do prysznica były w biało-niebieskie paseczki – pamiętam swoją radość, kiedy udało mi się je znaleźć.

– Bardzo się cieszę, że przyjechałaś. Fajnie nam się będzie mieszkało – powiedziałam. – Ale jeśli nie chcesz ze mną dzielić pokoju albo wolałabyś spać razem z dziewczynami, to możesz mi śmiało powiedzieć. Żaden problem.

Carina posłała mi delikatny uśmiech.

– Prawdę mówiąc, trochę mnie onieśmielała perspektywa nocowania ze wszystkimi. Ciebie jednak znam lepiej. Bardzo mi się podoba twój pokój i ogromnie się cieszę, że tu jestem!

– No to super! – odparłam. – Chciałabyś się teraz rozpakować, żeby mieć to już z głowy?

Carina przytaknęła. Otworzyłyśmy walizki i po chwili do szafy pofrunęły pierwsze ubrania. Akurat skończyłyśmy, kiedy do pokoju wmaszerowały Khloe, Lexa i Clare.

Skomplementowały mój styl, ale zanim pękłam z dumy, zaproponowałam, żebyśmy zeszły na dół coś zjeść. A potem obiecałam, że pokażę im resztę domu. Z trudem powstrzymywałam rozpierającą mnie radość – nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że będzie tak fajnie!

A przed nami jeszcze odwiedziny Any i Brielle – to dopiero będzie zabawa!


4. Witajcie w Briar Creek!

Sasha

Następnego ranka obudziłam się bardzo wcześnie, ale byłam zbyt podekscytowana, żeby znowu zasnąć. To dziwne uczucie – obudzić się we własnym łóżku, w domu, a nie w internacie w Canterwood.

Dziś rano zamierzałam oprowadzić przyjaciół po Briar Creek. Wszyscy chcieli poznać Kim i zobaczyć stajnię, w której kiedyś jeździłam. Na samą myśl o tym zaczęłam się denerwować. Przyjaciele wiedzieli, że swoją przygodę z jeździectwem zaczynałam w niewielkiej stajni, ale nikt z nich jej nie widział. Czy po wizycie tam będą mieć o mnie gorsze zdanie? Nie, odpowiedziałam sama sobie, przewracając się na drugi bok. Callie ciągle spała na dmuchanym materacu; zrzuciła z siebie koc, tak że można było zobaczyć jej jasną piżamę. Bardzo się cieszyłam, że przyjaciele spędzają u mnie święta. Chociaż fakt, że musiałam pokazać wczoraj Jacobowi swój pokój, niemal przyprawił mnie o zawał. Ale wydawało się, że moja kolekcja koników, tony literatury jeździeckiej i album ze zdjęciami ukazującymi chwile spędzone z przyjaciółmi w stajni i na treningach przypadły mu do gustu. Wstałam z łóżka i naciągnęłam na siebie różowy szlafrok. Po cichu wyjrzałam na korytarz. Drzwi do pokoju, w którym spali chłopcy, były zamknięte. W pokoju zajmowanym przez Brit, Alison, Paige i Heather nie świeciło się światło. Na palcach skierowałam się do łazienki, żeby się umyć i przygotować do wizyty w Briar Creek. Przecierając oczy, skręciłam za róg i...

– Aaaaa! – pisnęłam.

Jacob wpatrywał się we mnie. Uspokajającym gestem położył mi ręce na ramionach.

– Przepraszam – odezwałam się, chichocząc. – Wszystko w porządku?

Miał zmierzwione włosy i zaspaną twarz.

– Zderzyłaś się ze mną w korytarzu o ósmej rano – powiedział, uśmiechając się. – Ale myślę, że jakoś to przeżyję.

W chwili gdy Jacob wymówił słowo „rano”, uświadomiłam sobie, że jestem w piżamie. Podobnie jak on! Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie przyjrzeć się flanelowym niebieskim spodenkom w szare paski i koszulce z długim rękawem. Spojrzałam znów na jego twarz i ciaśniej owinęłam się szlafrokiem.

– Cóż, muszę iść się ubrać – powiedziałam, szybko wymijając Jacoba. Nawet nie chciałam myśleć o tym, jak koszmarnie muszę w tej chwili wyglądać.