Akademia CanterwoodTekst

Autor:Jessica Burkhart
Z serii: W siodle
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Przełożyła z angielskiego

Maria Jaszczurowska


WROCŁAW 2017

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Tytuł oryginału

Masquerade

Projekt okładki

JESSICA HANDELMAN

Fotografia na okładce

MONICA STEVENSON

Redakcja

ANNA JACKOWSKA

Korekta

IWONA HUCHLA

Redakcja techniczna

ADAM KOLENDA

CANTERWOOD CREST #16: Masquerade by Jessica Burkhart

Polish Language Translation copyright © 2017 by PUBLICAT S.A.

Original English language edition copyright © 2012 by Jessica Burkhart

Published by arrangement with Aladdin, An imprint of Simon & Schuster Children’s Publishing Division.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage and retrieval system, without permission in writing from the Publisher.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVII (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved.

Wydanie elektroniczne 2017

ISBN 978-83-271-5755-3


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej


SPIS TREŚCI

Dedykacja

1. Moja nowa przyjaciółka – sędzia Nelson

2. Niepokonana

3. Nie w formie

4. Niespodzianka

5. K.K.: profesjonalna organizatorka imprez

6. Urodzinowa wróżka

7. Zawsze zapominaj parasola

8. Melodia rozrabia

9. Clare minus Riley = super

10. Moja kolej

11. Sasha Silver 2.0

12. Towarzyski wyścig

13. Wyznanie

14. Skup się na nauce

15. Dzisiaj będzie lepiej! Albo nie...

16. Anonimowy wkurzacz

17. Smerf i błotny potwór

18. Nie ma miejsca na pomyłkę

19. Horrory

20. Idealny strój

21. A to ci dopiero sztuczka!

22. Przyjaciel, nie chłopak

23. Mam trzynaście lat!

24. Ana się wygadała

25. Jedyne w swoim rodzaju Piękne Triki

26. Już prawie czas

27. Przyjęcia urodzinowe w Canterwood

28. Urodzinowe życzenie się spełnia

Podziękowania

Słowniczek

Dedykuję tym, którzy razem z Lauren

obchodzą jej urodziny (a zarazem Halloween)

w Akademii Canterwood!



1. Moja nowa przyjaciółka – sędzia Nelson

Przy ogłowiu Melodii lśniła jedwabna błękitna wstążeczka. Pani sędzia, która przypinała nam flo, podała mi rękę. Chwyciłam wodze w jedną dłoń i odczytałam nazwisko na plakietce: sędzia NELSON. Pochyliłam się i odwzajemniłam uścisk. Wciąż czułam się jak we śnie.

– Gratulacje, panno Towers – powiedziała pani Nelson z uśmiechem.

Ta brunetka w granatowej marynarce jeszcze przed chwilą, gdy prezentowałam przed nią swoje umiejętności, wydawała mi się przerażająca, teraz jednak miałam ochotę nazwać ją najlepszą przyjaciółką! W końcu to od niej dostałam niebieskie flo.

– Dziękuję bardzo, pani Nelson – odpowiedziałam.

Miałam wrażenie, że moja głowa oderwie się od reszty ciała i odpłynie po bezchmurnym niebie. Ostatnią rzeczą, o jakiej myślałam podczas pierwszego startu z Melodią, były nagrody i flo. Chciałam tylko, żebyśmy dały z siebie wszystko. Może to niezbyt oryginalne, ale tak właśnie było.

Taka była nowa Lauren – zawodniczka, która w pierwszej kolejności myśli o tym, by pojechać dobrze, a dopiero później przejmuje się miejscem. Dawna Lauren, sprzed epoki Canterwood, przyjęłaby flo, dodała je do swej kolekcji i zaczęła się przygotowywać do następnych zawodów. Szukałaby kolejnej okazji do zwycięstwa.

Dzisiaj jednak...

To były pierwsze zawody od wypadku w Red Oak, który omal nie zakończył mojej kariery jeździeckiej. Pierwsze zawody w barwach Akademii Canterwood Crest.

Po raz pierwszy też zaprezentowałam się przed sędziami na własnym koniu. I ja, i Melodia dałyśmy z siebie wszystko, starałyśmy się, jak mogłyśmy – już samo to wystarczyłoby mi do szczęścia. Zwycięstwo było wisienką na torcie. Albo raczej marchewką, którą planowałam dać później Melodii. Z zamyślenia wyrwało mnie parsknięcie konia tuż obok.

– Niebieski do was pasuje – odezwała się Lexa Reed. Stała koło mnie, a jej klacz, Ambicja, miał przypiętą do ogłowia czerwoną rozetkę.

Lexa jest moją dobrą przyjaciółką; razem trenujemy w grupie średnio zaawansowanej w Canterwood. Jeździ na dereszowatej klaczy.

– Dzięki, Lex – odparłam. – I gratulacje! Wieczorem będzie co świętować!

– Żebyś wiedziała! – Lexa się uśmiechnęła i wykonała szalony pląs w siodle. Rozejrzała się dookoła, jakby chciała się upewnić, że nikt nie patrzył.

Usiłowałam stłumić śmiech, ale nie zdołałam. Lexa wciąż wierciła się w siodle, a ja czułam się, jakbym wypiła za dużo zielonej herbaty.

Sędziowie dali nam sygnał, byśmy wyjechały z ujeżdżalni. Razem z Lexą podążyłyśmy za dziewczyną na karym wałachu – zajęli trzecie miejsce.

Ledwo Ambicja i Melodia postawiły kopyta na trawie, Lexa i ja uznałyśmy, że dłużej nie jesteśmy w stanie zapanować nad emocjami.

– Pierwsze i drugie miejsce! – wykrzyknęła Lexa. – Ale super!

Radosny uśmiech rozświetlił jej śniadą twarz. Poczułam wielką ulgę. Na chwilę przypomniałam sobie, jaka była dawna Lauren. Zaczęłam się martwić, że Lexa pozazdrości mi zwycięstwa albo będzie się gniewać, bo ją pokonałam. Ale to zupełnie nie w jej stylu. Lexa była prawdziwą przyjaciółką i szczerze cieszyła się z tego, jak nam obu poszło.

 

– Pokazałyśmy wszystkim, jak jeżdżą zawodniczki z Canterwood – stwierdziłam. – Zajmujemy najwyższe miejsca!

– Właśnie! – Radość Lexy udzieliła się Ambicji, która zgrabnie wygięła szyję i zatańczyła w miejscu.

Melodia dostrzegła to i wykonała podobny ruch. Jej delikatna siwa głowa pofrunęła wysoko, gdy klacz unosiła wysoko każde z kopyt.

Oddaliłyśmy się z końmi od ujeżdżalni i zatrzymałyśmy się w cieniu drzewa. Kampus był pełen jeźdźców z innych szkół, miałyśmy więc szczęście, że udało nam się znaleźć spokojne miejsce przed kolejnym startem. Khloe, moja druga przyjaciółka i współlokatorka, kibicowała nam właśnie stąd, ale teraz jej tu nie było.

– Czy Khloe już startowała? – zapytałam.

– Chyba nie. Pewnie zaraz wróci. Może poszła jeszcze poćwiczyć rolę złośliwej jędzy albo owładniętej ambicją zawodniczki? Kto wie, mogła zapragnąć poszerzyć swój repertuar.

Zachichotałyśmy i zsiadłyśmy z koni, po czym przybiłyśmy piątkę.

– Tak, nie można się nudzić z przyjaciółką aktorką – powiedziałam.

Lexa skinęła głową.

– To prawda, życie z Khloe Kinsellą dostarcza nieustannych wrażeń.

Teraz zajęłyśmy się końmi. Pogłaskałam Melodię po szyi.

– To ty byłaś dzisiaj gwiazdą, moja mała. Mam ochotę cię uściskać, ale startujemy jeszcze przecież w trailu. Nie chcę ci popsuć warkoczyków ani udekorować sobie rajtroka sierścią, bo sędziowie odejmą nam punkty za wygląd.

Lexa pocałowała Ambicję w pyszczek. Śliczna dereszowata klacz przymknęła oczy, ciesząc się pieszczotami. Popuściłyśmy koniom popręgi i dałyśmy im się napić z żółtego wiadra. Mike i Doug, nasi stajenni, wydawali koniom wodę w przerwach między startami.

Sierść Melodii pod czaprakiem była sucha. Mimo tego, co działo się dookoła, klacz nie wykazywała oznak zdenerwowania ani zmęczenia.

– Kocham cię nad życie – powiedziałam jej. – Jechałaś tak, jakby to był zwykły trening. Dam ci coś dobrego po zawodach.

Melodia zastrzygła uchem w moją stronę, opuściła starannie przystrzyżony pyszczek i dotknęła mojej dłoni. Pocałowałam ją i podrapałam w czoło.

– Laur! Lex!

Podniosłyśmy głowy. W naszą stronę sprężystym krokiem szła jasnowłosa amazonka z gniadą klaczą.

– Och! Gratulacje raz jeszcze! – zwróciła się do nas Khloe. Przywiązała Ever, która natychmiast wyciągnęła pysk, by przywitać się z Ambicją i z Melodią. – Tak się cieszę, że widziałam, jak odbieracie flo!

– Dzięki za doping, K.K. – odparłam. – Czuję się... No sama nie wiem jak!

– Ojejku! – powiedziała Khloe i puściła oczko do Lexy. – Nasza L.T. jest w szoku. Może powinnyśmy ją oblać zimną wodą?

– Może jednak nie powinnyście jej oblewać zimną wodą? – odparłam z uśmiechem. – Bo inaczej Lauren będzie musiała się wam odwdzięczyć w środku nocy, na przykład klejem i brokatem.

Lexa zdjęła kask i wybuchnęła śmiechem.

– Jestem gotowa zaryzykować, żeby przekonać się, jaki masz pomysł w związku z klejem i brokatem! – To mówiąc, przesunęła dłonią po kręconych czarnych włosach. Dziś związała je w elegancki kok nad karkiem, choć na co dzień nosiła rozpuszczone. Naturalne rudawe pasemka dodawały uroku jej ciemnej cerze, a pojedyncza warstwa tuszu do rzęs pięknie wydobywała głębię wielkich oczu.

Khloe spojrzała na Lex z udawaną groźną miną.

– Ja tam wolałabym się obudzić bez kleju i brokatu. Dziękuję bardzo za takie atrakcje. Dlatego odpuszczę sobie zimną wodę.

W piwnych oczach Khloe pojawił się figlarny błysk, gdy na mnie spojrzała. W życiu bym nie powiedziała, że tego dnia wstała o czwartej nad ranem. Na opalonej twarzy bez śladu piegów Khloe nie miała dziś ani grama makijażu, nie licząc bezbarwnego błyszczyku. Obie wstałyśmy, gdy tylko zadzwoniły nasze budziki. Adrenalina w dzień zawodów to coś, czego nie można przespać. Szkoda, że zwykle nie wstaje się tak łatwo!

– To co, rozejm? – zapytałam, przechylając głowę.

– Rozejm. – Khloe uścisnęła moją dłoń i spojrzała na mnie z powagą.

Odpięłam pasek od aksamitnego kasku i przypięłam go do siodła Melodii.

– Chyba idzie ktoś do naszej Lauren... – zanuciła Lexa.

– Kto? Gdzie?

Odwróciłam się. Szedł w naszą stronę. Drew Adams. Na mojej twarzy natychmiast pojawił się uśmiech. Drew i jego gniady wałach Polo nie startowali w ujeżdżeniu.

Kiedy weszłam na ujeżdżalnię, żałowałam, że Drew nie zobaczy mojego przejazdu. Byłam w swoim żywiole. Gdy jednak wyczytano moje imię w gronie zwycięzców, zauważyłam, że bił brawo razem z pozostałymi widzami. Przez cały czas był na trybunach.

– Cześć – powiedział, uśmiechając się do nas wszystkich, po czym utkwił wzrok we mnie.

– Cześć – odparłam.

– Świetny przejazd, Lauren. – Drew wyciągnął rękę i podrapał Melodię po szyi. – Zasłużyłyście na pierwsze miejsce.

Poczułam, że się rumienię. Starałam się myśleć o czymś innym – o wszystkim, byle nie o przystojnym chłopaku, który stał przede mną. Niestety, w głowie miałam pustkę.

– Dzięki – powiedziałam wreszcie. – Wyjechałam z ujeżdżalni przekonana, że dałyśmy z siebie wszystko, ale trzeba przyznać, że miałam poważną konkurencję – na przykład w osobie Lexy. – Skinęłam głową w stronę przyjaciółki.

– Przykro mi, Lex – odparł Drew. – Twój przejazd też widziałem. Szkoda, że nie mogło być remisu, bo Ambicja wspaniale wykonywała kolejne figury.

Lexa machnęła ręką.

– Jesteśmy dumne z drugiego miejsca. I zasłużyłyśmy właśnie na nie. Melodia i Lauren pobiły nas na głowę. Bardzo się cieszę z ich wygranej. A poza tym podniosły poprzeczkę. Następnym razem bardziej się postaramy z Ambicją.

Lexa jest cudowną przyjaciółką. Zawsze pozytywnie nastawiona, wdzięczna, wielkoduszna, a przy tym ceniąca rywalizację. Nie można sobie wymarzyć lepszej koleżanki z drużyny – to ktoś, kto doda ci sił, kiedy trzeba, i potrafi się cieszyć z cudzego zwycięstwa.

– I jak się teraz czujesz? – zapytał Drew. Podszedł bliżej i poklepał Melodię po łopatce. Spoglądał na nią łagodnie swymi niebieskimi oczyma.

W te oczy mogłabym patrzeć w nieskończoność. Wspaniale kontrastowały z czarnymi włosami Drew, a na tle jego jasnej cery wyglądały jak dwa drogocenne kamienie.

Wiedziałam, że nie pyta mnie o to, jak się czuję po zwycięstwie.

– Teraz czuję, że naprawdę mogę zamknąć rozdział, który rozpoczął się w Red Oak – odparłam. – Potrzebowałam tego, tych zawodów, żeby wreszcie zacząć żyć dalej, a nie rozpamiętywać przeszłość.

Drew się uśmiechnął. Ja odpowiedziałam tym samym.

– To wspaniale. Bardzo się cieszę.

– A co tam u ciebie? – zapytałam. – Startowałeś w krosie, prawda?

Drew pokręcił głową.

– Tak, ale teraz rozmawiamy o tobie. I o twoim zwycięstwie.

– Drew! Pytałam o coś! Jak ci poszło? Opowiadaj! – Lekko szturchnęłam go w ramię.

– Dobrze, już dobrze! – Roześmiał się i uniósł rękę w pojednawczym geście. Sięgnął pod kask przypięty do siodła Pola. Pod spodem błysnęło coś niebieskiego, a po chwili Drew pokazał nam błękitne flo. Też zdobył pierwsze miejsce!

– O rany! Gratuluję! – Prawie krzyknęłam, kręcąc głową. – Szkoda, że nie widziałam twojego przejazdu. Dlaczego nic nie powiedziałeś?

– Właśnie – zawtórowała mi Lexa. – Drew, to super.

– Nie chciałem psuć waszej wielkiej chwili – wyjaśnił Drew. – Powiedziałbym wam później.

No dobra, bądźmy szczerzy – Drew to chyba najfajniejszy chłopak na świecie.

– Nie zepsułbyś naszej „wielkiej chwili” – zapewniłam go.

– Oto Lauren Towers. – Khloe wskazała na mnie, jakby chciała przedstawić moją osobę całemu światu. – Uczennica Akademii Canterwood Crest i zwyciężczyni w klasie ujeżdżenia w swoich pierwszych zawodach w tym sezonie.

Dopiero po chwili dotarło do mnie, co powiedziała. Rozejrzałam się dookoła, spoglądając na otaczających mnie przyjaciół. Nic mi nie zepsuje tej chwili.

I nie miałam na myśli zwycięstwa.


2. Niepokonana

Teraz przyszedł czas na przejazd Khloe. Wszystkie zawody przebiegały według harmonogramu, więc mogłyśmy z Lexą obejrzeć występ przyjaciółki podczas naszej przerwy przed trailem. Stałyśmy razem z Ambicją i Melodią tuż obok płotków, które wyznaczały czworobok. Zaczęły się już zawody krosowe – z naszego miejsca widziałam jeźdźców czekających na swoją kolej.

– Bardzo się cieszę, że mogę zobaczyć przejazd Khloe – powiedziałam do Lexy. – I żałuję, że nie będziemy kibicować Cole’owi podczas startu.

– Masz rację. Chciałabym, żeby startował w naszej grupie, ale było za dużo chętnych.

– W sumie dobrze, że nie musiałyśmy rywalizować jeszcze z nim. Już walka z tobą była dla mnie ogromnym wyzwaniem.

Lexa pochyliła się w stronę Ambicji, pogłaskała ją, a klacz przymknęła oczy.

– Też tego nie lubię. Wolałabym rywalizować z kim innym.

– Masz może jakieś wieści o Clare? – spytałam.

– Tak! Minęłyśmy się w stajni i powiedziała mi, że zajęła czwarte miejsce w skokach!

– To cudownie! Został jej jeszcze start w jeździe naturalnej? Nie pamiętam, w czym jeszcze miała wziąć udział.

– Tak, chyba właśnie startuje. Teraz albo w następnej rundzie.

– Chciałabym, żeby Khloe już jechała. Na pewno wiele się nauczę z obserwacji jej przejazdu.

Lexa pokiwała głową.

– Ja też. Zawsze wyciągam jakieś wnioski z jej startów.

Khloe wyglądała na całkowicie rozluźnioną. Rozmawiała właśnie z jakąś dziewczyną, której nie znałam, i w grupie innych jeźdźców czekała spokojnie na swoją kolej. Teraz jechał jakiś chłopak na pięknym koniu rasy morgan.

– Fajnie, że możemy pooglądać zmagania innych, nim same znów wystartujemy.

– Nie mogę się doczekać, aż porozmawiam ze wszystkimi wieczorem i przekonam się, jak wypadliśmy – oznajmiła Lexa. – Ale mam przeczucie, że Canterwood radzi sobie świetnie.

– Na pewno. Wszyscy...

– Khloe Kinsella proszona na czworobok. – Z głośników dało się słyszeć męski głos. – Khloe Kinsella z Akademii Canterwood proszona o wjazd na czworobok.

– Powodzenia, Khloe! – wyszeptałam.

– Pokaż im, Khloe! – dodała cicho Lexa.

Khloe zatrzymała Ever na chwilę przy wjeździe, a następnie ruszyła na wprost kłusem roboczym. Wyglądały bardzo profesjonalnie, niczym zawodniczki drużyny międzynarodowej. Każdy element stroju Khloe był idealnie dopasowany – od kasku aż po lśniące wypolerowane buty. Jej hanowerska klacz szła w stronę środka ujeżdżalni długimi, płynnymi krokami. Sierść Ever lśniła w słońcu, a warkocz w ogonie dodawał jej szyku i elegancji. Jedyna biała część na ciele klaczy, czyli gwiazdka na czole, wyglądała, jakby Khloe przed chwilą skończyła ją czyścić.

Khloe zatrzymała się w punkcie X, pochyliła głowę i zasalutowała sędziom. Zorientowałam się, że wstrzymuję oddech. Chciałam do niej głośno krzyknąć: Powodzenia, Khloe!, ale tylko powtarzałam to ciągle w myślach. Khloe i Ever jechały nadal kłusem roboczym w kierunku litery C, przy której skręciły w prawo i zrobiły idealne dwudziestometrowe koło.

– Cudownie! – wyszeptała Lexa.

– Bezkonkurencyjnie! – zgodziłam się.

Bez żadnych widocznych wskazówek ze strony Khloe Ever wykonywała poszczególne figury: galop roboczy w prawo i w lewo, koła i wolty, a także stęp swobodny. Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Patrzyłam na pomoce, które Khloe dawała koniowi – musiałam mrużyć oczy, żeby cokolwiek dostrzec. Khloe była jednym z najlepszych jeźdźców ujeżdżeniowych, jakich zdarzyło mi się oglądać. Cieszyłam się, że nie startowałyśmy w jednej grupie – nie byłam gotowa, żeby rywalizować z kimś takim jak ona. Parę lat temu dałabym radę, ale nie teraz. Khloe i Ever były nie do pokonania – pozostali zawodnicy z ich grupy nie dorastali im do pięt. Stanowiły przykład konia i jeźdźca, którzy są idealnie zsynchronizowani. To naprawdę rzadkość. Rezultaty ich ciężkiej pracy były teraz wyraźnie widoczne. Khloe wjechała na linię środkową i zatrzymała konia w idealnej ramie, po czym zasalutowała sędziom. Z widowni rozległy się wiwaty. Nawet zawodnicy z innych szkół klaskali i gwizdali dla Khloe. To przejazd, który zasłużył na pochwały wszystkich uczniów, niezależnie od szkoły.

– Super, Khloe! – krzyczała Lexa, klaszcząc jednocześnie.

– To było niesamowite! – dołączyłam do niej.

Khloe wyjechała z czworoboku, a oklaski ucichły dopiero, kiedy jeden z sędziów wywołał nazwisko kolejnego uczestnika. Khloe skierowała Ever w naszą stronę. Policzki mojej przyjaciółki były zaróżowione.

 

– Cóż, Khloe Kinsello – powiedziałam. – Jesteś królową dresażu. To było cudowne!

– Och, przestań – odparła Khloe. Pokręciła głową, uśmiechając się szeroko. – Jako moja przyjaciółka musiałaś to powiedzieć. Pojechałyśmy najlepiej, jak umiałyśmy, i tylko to się liczy.

Lexa złapała wodze Ever i przytrzymała klacz, tak aby Khloe mogła zsiąść.

– To ty przestań, skromnisiu! Ten przejazd był, jak już powiedziała Lauren, cudowny. Gdybyś tego nie wygrała, pomyślałabym, że sędziowie są niespełna rozumu.

Khloe zeskoczyła lekko na ziemię i uśmiechnęła się do Lexy, gdy odbierała od niej wodze Ever.

– Cóż, dziękuję wam obu, ale zobaczymy jeszcze, jak przejadą inni. – Odwróciła się do mnie. – Mam pewną zasadę: nie wierzę w takie zapewnienia, dopóki nie zobaczę ostatecznej punktacji.

– Rozumiem – przyznałam. – A co powiesz na wynik swojego przejazdu? Powinni go zaraz ogłosić.

Khloe zdjęła kask.

– Nie, dziękuję. Nie chcę znać punktacji aż do końca przejazdów. Wtedy przyjrzę się uwagom i będę wiedzieć, nad czym muszę jeszcze popracować. Zrobiłyśmy z Ever, co tylko mogłyśmy, aby przejechać jak najlepiej, i nic więcej się nie liczy. – Wzruszyła ramionami. – Nic już nie mogę zmienić.

Każda z nas miała jakieś rytuały związane z zawodami. Razem z Lexą zajęłyśmy Khloe rozmową, gdy reszta zawodników zaliczała test. Dzieliłam uwagę między rozmowę z przyjaciółkami a wspomnienie przejazdu Khloe. Była uczennicą Canterwood – to dało się zauważyć podczas tych zawodów. Dzisiaj postanowiłam, że pewnego dnia będziemy z Melodią tak zgraną parą jak Khloe z Ever. Melodia chętnie się uczyła i ciężko pracowała, ale nie była tak doświadczona jak klacz Khloe. Nie postrzegałam tego jednak jako wady, bo mogłam sama ją trenować. Razem będziemy się rozwijać. Miałam nadzieję, że Melodia nie nabędzie żadnych złych nawyków, co z pewnością zdarzyłoby się, gdyby brała udział w konkursach pod innymi zawodnikami – tak przecież było, zanim ją kupiłam. Każdy jeździec ma trochę inny styl, a ja chciałam, aby Melodia zgrała się tylko ze mną.

A co do rywalizacji z Khloe – to trochę inna kwestia. Kiedyś jeździłam jak ona. Ale nie startowałam już tak długo, że straciłam pewne umiejętności – te, które pozwoliłyby mi zaprezentować się tak, jak dziś zrobiła to Khloe. Jednak zamierzałam znów osiągnąć taki poziom. Tworzymy z Melodią zgraną parę, ale musimy jeszcze długo trenować, żeby być choć w połowie tak dobre jak Khloe i Ever. Nie miałam z tym żadnego problemu – to było całkiem sprawiedliwe.

Wróciłam do rzeczywistości. Pochyliłam się i pogłaskałam Ever. Była cudowna.

– Widziałyście tę dziewczynę z Saint Agnes? – spytała Khloe.

– Tę na karym wałachu, który jest prawie tak wielki, że mógłby uchodzić za konia pociągowego? – upewniła się Lexa, przewracając oczami.

– Nie widziałam... Moment, tak! Wjechała we mnie podczas rozgrzewki! – przypomniałam sobie.

Khloe pokręciła głową.

– To Peyton. Moja koleżanka ma znajomego w Saint Agnes. Mówił, że Peyton przez rok trenowała w Europie i niedawno wróciła. Startuje w mojej grupie.

Lexa jęknęła, podchodząc bliżej nas. W trójkę pochyliłyśmy się do siebie, nasze konie stały obok.

– To znaczy, że zobaczymy ją w każdej dyscyplinie.

To imię brzmiało znajomo. Ale nie przypominałam sobie ani dziewczyny, ani jej konia.

– Nie zamierzam się do niej zbliżać – oznajmiłam. – Jest komp...

– A teraz... – Usłyszałyśmy ryk z mikrofonu. Ktoś za bardzo podkręcił głośność.

Melodia postawiła uszy i szarpnęła głową.

– Już dobrze – uspokoiłam ją. – Nic się nie dzieje.

Położyłam rękę na szyi klaczy; czułam, jak drżą jej mięśnie.

– Proszę zainteresowanych o uwagę, zaraz podamy wyniki zawodów ujeżdżeniowych grupy zaawansowanej – mówiła pani Nelson.

– Ojej, jestem trochę zdenerwowana – przyznała Khloe. Jej twarz była czerwona, dziewczyna splotła dłonie. – Nienawidzę tego momentu.

– Wygrałaś – oznajmiła Lexa. – Jestem pewna.

– Lex! – Khloe prawie krzyknęła, jednak jej głos zginął w hałasie, który powstał wokół nas.

Jeźdźcy wraz z końmi odwracali się w kierunku tablicy, na której za moment miały się pojawić wyniki. Lexa i ja stawałyśmy na palcach, żeby lepiej widzieć. Spojrzałam na Khloe, która miała wysoko podniesioną głowę i rozglądała się dookoła, jakby szukała przyczyny całego zamieszania. Złapałam spojrzenie Lexy i byłam pewna, że przyjaciółka najchętniej zaczęłaby chichotać.

– Próbowałam powiedzieć – dokończyła Khloe poirytowanym szeptem – że nie lubię, gdy inni przewidują, że wygrałam, przed ogłoszeniem wyników.

– Przed czym? – spytała Lexa.

– Mówiłaś to już pięć minut temu – przypomniała Khloe. Następnie posłała jej uśmiech, założyła kask i wsiadła na konia.

Lexa pokręciła głową, ale nie odezwała się już, gdy sędziowie ogłaszali werdykt.

Czwarte miejsce – nie Khloe.

Trzecie miejsce – nie Khloe.

Drugie miejsce – nie Khloe.

– Pierwsze miejsce zajęła...

Proszę, niech to będzie Khloe, powiedziałam w myślach.

– ...Khloe Kinsella na klaczy Ever z Akademii Canterwood.

– Tak! – Spojrzałam na rozpromienioną współlokatorkę.

– Mówiłam ci! – wykrzyknęła Lexa. Uśmiechnęła się, a następnie przybiła z Khloe piątkę.

Nasza przyjaciółka pokłusowała w stronę czworoboku. Zatrzymała klacz obok Peyton, która zajęła drugie miejsce. Porównałam ich punktację – różnica wynosiła tylko półtora punktu. Khloe, która uśmiechała się do wszystkich, z pewnością nie zauważyła marsowego oblicza Peyton. Moja współlokatorka przyjęła flo. Kolejna wygrana dla Canterwood!

Wiwatowałam na część zwyciężczyni, aż rozbolało mnie gardło, a ręce spuchły od oklasków.


3. Nie w formie

Byłam bardzo podekscytowana, wjeżdżając na plac przed startem w trailu. Zanim zaczęłam się uczyć w Canterwood, zawsze brałam udział w najtrudniejszych zawodach, które odbywały się w tym samym czasie co wszystkie te przyjemne konkursy (na przykład trail), albo byłam zbyt zajęta liczeniem punktów i wygrywaniem, żeby cieszyć się samą przyjemnością jazdy.

Lexa już startowała i teraz obserwowała mnie zza czworoboku. Ambicja świetnie się spisała – wystraszyła się tylko przeszkody w postaci drewnianego mostka i próbowała ją ominąć. Jednak Lexie udało się skłonić klacz do pokonania mostu przy drugiej próbie.

Przed startem zdążyłam zjeść lunch dla zawodników. Razem z Khloe, Lexą, Cole’em, Clare i Drew usiedliśmy na trybunach i rozkoszowaliśmy się kanapkami, frytkami i butelkowaną lemoniadą. Potem rozeszliśmy się do swoich grup.

Skupiłam się na tym, co mnie teraz czekało. Skierowałam Melodię w stronę bramy – pierwszej przeszkody. Musiałam ją otworzyć, przejechać na drugą stronę i zamknąć, oczywiście bez zsiadania z konia. Ustawianie Melodii w odpowiednim miejscu jedną ręką i próba otwarcia bramy drugą wcale nie były takie łatwe; na szczęście klacz chętnie współpracowała i udało nam się to zrobić bez problemów. Konkurencje tego typu zawsze sprawiały, że czułam się szczęśliwa.

Następnie przejechałyśmy kłusem obok sześciu błyszczących pachołków, a Melodia nie wykazała najmniejszych oznak niepokoju. Przeszłam do stępa, gdy zbliżałyśmy się do czerwonej skrzynki na listy. Była przyozdobiona kolorowymi kwiatami i bluszczem. Otworzyłam ją – metalowe zawiasy zaskrzypiały. Melodia zadrżała, skierowała uszy do przodu. Wzmocniłam lekko nacisk łydek i utrzymałam klacz w miejscu. Zamknęłam skrzynkę i ruszyłyśmy dalej. Melodia nie protestowała podczas kłusowania przez cavaletti ani wzdłuż kłody. Dotarłyśmy do części placu, na której były rozrzucone różne rzeczy. Utrzymywałam lekki kontakt i prowadziłam klacz pomiędzy plastikowymi dzbankami na mleko, butelkami po napojach, pustymi puszkami i jaskrawą neonową kurtką. Odetchnęłam z ulgą, gdy opuściłyśmy ten okropny fragment trasy. Właśnie tego momentu najbardziej się obawiałam. Gdy postanowiłam wziąć udział w tych zawodach, zaczęłam zapoznawać Melodię z różnymi nowymi przedmiotami, ale nie miałam pojęcia, czego się spodziewać podczas przejazdu.

Dotarłyśmy do mostka, który tak przeraził Ambicję. To był solidny drewniany most, na początku płaski, a potem wznoszący się stopniowo do wysokości trzydziestu centymetrów nad ziemią; długi na kilka końskich kroków. Uda się, pomyślałam, kierując klacz na mostek. Melodia podniosła głowę i przyglądała się przeszkodzie. Przyłożyłam łydki, dając jej znak, że przejdziemy na drugą stronę. Zaczęła schodzić na lewo. Nie. Nie pozwolę, żeby to się stało. Przyłożyłam mocniej lewą łydkę i wzmocniłam kontakt. Melodia posłuchała pomocy i wyprostowała się, nim weszłyśmy na mostek. Nadal nakłaniałam ją do ruchu, nie dając jej czasu na przemyślenie tego, co właśnie robi. Postawiła nogę na przeszkodzie, podkowa zadudniła o drewno. Uszy Melodii obracały się we wszystkich kierunkach i czułam, że chce się wycofać. Nakazałam ruch do przodu i klepnęłam ją palcatem. Postawiła na mostku drugą nogę, a po chwili stała już chętnie i spokojnie. Teraz, gdy byłyśmy na środku, wydawało się, że widok drugiego końca przeszkody ją uspokaja. Pokonała mostek szybkim stępem i parsknęła, gdy wreszcie z niego zeszła. Dobra dziewczynka! Miałam ochotę poklepać ją po szyi, ale nie skończyłyśmy jeszcze zadania.

Na trasie przejazdu ułożono sześć biało-czerwonych drągów – trzy z każdej strony. Zakręciłam koło i ustawiłam konia ogonem w ich stronę. Po krótkim zatrzymaniu dodałam nacisk na wodzach i poprosiłam klacz o wycofanie. Melodia bez sprzeciwów wycofała całą nakazaną długość między drągami. Reszta toru minęła szybko. Klacz galopowała pośród beczek, przeskoczyła rów z wodą i nie poruszyła się, gdy zsiadłam, by podnieść fragment niebieskiego brezentu wielkości ręcznika kąpielowego, i dotykałam jej nim po całym ciele. Ponownie otworzyłam i zamknęłam bramę, a potem uśmiechnęłam się na dźwięk głośnego aplauzu.

– Super, piękna! Byłaś niesamowita! – pochwaliłam Melodię. – I bardzo dzielna. Zwłaszcza podczas przechodzenia przez mostek. Jestem z ciebie dumna!

Skierowałam klacz w stronę Lexy i Ambicji.

– Piątka, L.T.! – krzyknęła Lexa, podnosząc dłoń. – Świetna robota!

Przybiłyśmy piątkę i uśmiechnęłyśmy się do siebie.

– Dzięki – odparłam. – Nasz pierwszy start w sezonie jest już oficjalnie zakończony.

Lexa przytrzymała Ambicję, bo klacz chciała się odwrócić i jeść liście z drzewa, które rosło za nią.

– Cieszę się, że to już za nami. Wstyd się przyznać, ale jestem zmęczona. Daleko mi jeszcze do najlepszej formy.

– Ja też jestem zadowolona – oznajmiłam. – Musimy sobie teraz zrobić przerwę. To były pierwsze zawody w sezonie. Będzie jeszcze okazja, żeby zaprezentować się lepiej.

– Cześć, dziewczyny – powiedział Drew, podjeżdżając do nas. Na ogłowiu Pola widać było żółte flo.

– Super! – Ucieszyłam się, wskazując nagrodę. – Jaka dyscyplina?

– Jazda naturalna – odparł Drew. – Byliśmy bardzo blisko wygranej, ale nie przyłożyłem się odpowiednio do końcówki. – Poklepał konia po szyi. – To wyłącznie moja wina. Polo spisał się świetnie.

Uwielbiałam patrzeć, jak Drew zajmuje się koniem. Gdy o nim mówił, jego twarz zawsze przybierała ten specyficzny wyraz, jeszcze wyraźniejszy w momentach, w których Polo był obok. Drew nie należał do jeźdźców, którzy chcieliby wygrać za wszelką cenę, ale nigdy nie tracił ducha rywalizacji. To jedna z cech, które naprawdę w nim lubiłam.