Akademia CanterwoodTekst

Autor:Jessica Burkhart
Z serii: W siodle
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Przełożyła z angielskiego

Maria Jaszczurowska


WROCŁAW 2017

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Tytuł oryginału

Comeback

Projekt okładki

JESSICA HANDELMAN

Fotografia na okładce

MONICA STEVENSON

Redakcja

ANNA JACKOWSKA

Korekta

IWONA HUCHLA

Redakcja techniczna

KRZYSZTOF CHODOROWSKI

CANTERWOOD CREST #15: Comeback by Jessica Burkhart

Polish Language Translation copyright © 2017 by PUBLICAT S.A.

Original English language edition copyright © 2012 by Jessica Burkhart

Published by arrangement with Aladdin, An imprint of Simon & Schuster Children’s Publishing Division.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage and retrieval system, without permission in writing from the Publisher.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVII (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved.

Wydanie elektroniczne 2017

ISBN 978-83-271-5754-6


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej


SPIS TREŚCI

Dedykacja

1. Karty na stół

2. Wchodzę w to!

3. Dziewczyny kontra chłopaki

4. Wyznania blogerki

5. Tajemnice pokoju Riley

6. Tajemnicza lista Clare

7. Nieoczekiwana zmiana planów

8. Uzależnienie od portali społecznościowych może oznaczać kłopoty

9. Kupujemy buty – nie dla mnie

10. Gry terenowe

11. A Oscara zdobywa...

12. Kamera i... akcja!

13. Wygrana

14. I to ma być rozgrzewka?

15. Pracownia kostiumów

16. Czasem lepiej nie wiedzieć

17. Choroba

18. Lepiej być nie może

19. Najlepsza przyjaciółka na świecie

20. Gdzie się podział weekend?

21. Tydzień za mgłą

22. Jeden dzień

23. Pobudka!

24. Już czas

25. Jedziemy!

Podziękowania

Słowniczek

Każdemu, kto kiedykolwiek musiał wrócić



1. Karty na stół

Siedziałyśmy z Khloe naprzeciwko siebie, nieruchomo niczym konie, które zastanawiają się, czy uciekać, czy może rozpocząć walkę. Obie miałyśmy zamknięte oczy i żadna z nas nie odezwała się, odkąd wybrzmiały moje ostatnie słowa. Pod nami jeźdźcy przygotowywali się do treningów. Lexa powiedziała panu Connerowi, że obie z Khloe źle się czujemy i nie przyjdziemy na zajęcia. Miałam wrażenie, że siedzimy na tym stajennym strychu otoczone belami słomy i siana już od dobrych kilku godzin. Wszechobecny pył drażnił mi nozdrza. Kichnęłam.

– Na zdrowie – powiedziała Khloe.

– Dzięki. – Wzięłam głęboki oddech, przymknęłam na chwilę oczy, a potem spojrzałam na przyjaciółkę. Podciągnęła kolana pod brodę. – Lexa zamknęła nas tutaj, abyśmy porozmawiały. Znając ją, będzie nam tu przynosić jedzenie i picie do czasu, aż to zrobimy. Jesteśmy jej zakładniczkami.

– W tej jednej kwestii się z tobą zgadzam – odparła Khloe. – Ale uważam, że to ty powinnaś mówić pierwsza. – Spięła długie blond włosy w kucyk. – To ty oskarżyłaś mnie o coś, czego nie zrobiłam.

– Khloe! Słyszałam cię! – Pokręciłam głową. – Czemu tak powiedziałam? Byłam przed siodlarnią, w której rozmawiałaś z Drew. – Na samą myśl o tym, co usłyszałam zaledwie parę minut temu, rozbolał mnie brzuch.

– Podsłuchiwałaś. A czy przyszło ci do głowy, że... no nie wiem – źle coś usłyszałaś? Nie mogę uwierzyć, jak mogłaś pomyśleć, że... źle się o tobie wypowiadam.

Zacisnęłam usta.

– Więc co powiedziałaś?

– Wpadłam na Drew w siodlarni. Przywitaliśmy się, a potem zapytałam o zachowanie pana Connera na treningach. A szczególnie o to, jak traktuje ciebie.

– Upewniałaś się, czy traktuje mnie lepiej niż resztę grupy? Czy może jakoś specjalne mnie traktuje? – Szerzej otworzyłam oczy.

– Nie – odparła ostro Khloe. – Upewniałam się, czy zaczął cię traktować inaczej po tym, jak się dowiedział, że twój sekret wyszedł na jaw. Chciałam zapytać, czy nie wymaga od ciebie więcej niż od reszty grupy. Rozmawiałam z Drew, bo się martwiłam. Pan Conner to świetny trener i miałam nadzieję, że traktuje cię tak samo jak podczas pierwszej lekcji tutaj, ale chciałam mieć pewność.

Patrzyłam na Khloe, dając sobie czas na przemyślenie jej słów. Byłam tak zaślepiona uczuciami do Drew, że wyciągnęłam bardzo, ale to bardzo pochopne wnioski. Wstydziłam się tego, co zrobiłam – zwykle się przecież tak nie zachowuję. Nie odwracam się plecami do przyjaciół z powodu chłopaka. Ale nawet jeśli myliłam się w tym konkretnym wypadku, to Khloe ciągle miała mi dużo spraw do wyjaśnienia. Jednak obiecałam sobie, że już nigdy nie będę podsłuchiwać.

– Khloe, przepraszam. – Podniosłam z podłogi trochę siana i łamałam je między palcami. – Powinnam była z tobą porozmawiać, zanim wyciągnęłam własne wnioski.

– W porządku – odrzekła Khloe, kręcąc głową. – Nie słyszałaś, co naprawdę powiedziałam.

– Wiem, że jesteś ponad takie rzeczy. Nie powinnam się czaić i biec od razu do Lexy. Tyle rzeczy się ostatnio między nami wydarzyło i ja...

Khloe wygładziła przód granatowej koszuli.

– Co się wydarzyło? – Wyprostowała się, uniosła brwi.

– Nie powiedziałaś mi pierwszej o Zacku, spałaś wczoraj u Lexy, nie wspomniałaś o mnie swoim przyjaciołom...

Zamilkłam i obserwowałam jej twarz. Pociągnęła nosem, usta miała otwarte.

– Zanim się do tego odniosę, też ci coś powiem – zaczęła. Miałam wrażenie, że napięcie między nami znów rośnie i wizja konfrontacji się przybliża. – Jak wytłumaczysz rezygnację z zaawansowanego kursu historii, skoro mogłaś wybrać jakikolwiek inny przedmiot? Lub randkę z Drew w kawiarni?

 

O matko! Spędzimy tu cały dzień.

– Nie wiedziałam, że masz z tym jakiś problem. Przecież rozmawiałyśmy!

– A ja wyjaśniłam, że nie miałam możliwości powiedzieć ci pierwszej o Zacku, nie miałam też kiedy poinformować cię o tym, że śpię u Lexy, a o sytuacji z Michaelem i resztą nic nie wiesz.

Poczułam, że zaczyna mnie boleć głowa. Mieszkałam w Canterwood niecały miesiąc, a już walczyłam ze współlokatorką. I nie była to jakaś zwykła utarczka o rozrzucanie ubrań na podłodze czy niespłukaną z umywalki pastę do zębów, ale poważna kłótnia o zdarzenia, które najwyraźniej tkwiły między nami niewyjaśnione.

– W takim razie słucham – powiedziałam, podnosząc głowę.

– Po pierwsze, rozmawiałyśmy już o sprawie z Zackiem. Laur, byłaś tak zmęczona poprzednimi dniami, że po prostu zasnęłaś, zanim dostałam od niego esemesa. To, co powiedziałam ostatnio, jest prawdą. Napisałam do Lexy pod wpływem impulsu i miałam szczęście, bo jeszcze nie spała. – Khloe wzięła głęboki wdech. – Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałam cię obudzić i wszystko ci opowiedzieć. Ale jeszcze bardziej chciałam, żebyś odpoczęła.

Twarz Khloe była szczera. Moja współlokatorka wyglądała jak Khloe Kinsella, która uczyła mnie wszystkiego o Canterwood, odkąd tu przyjechałam. Jak ta dziewczyna, która zabrała mnie na wycieczkę po kampusie, przedstawiła swoim przyjaciołom i zaakceptowała, gdy wyznałam jej, co mi się przydarzyło w Red Oak.

– Powiedziałaś mi o tym następnego dnia – odparłam. Wypuściłam powietrze. – Chciałam tylko... sama nie wiem! Poczułam się zraniona, że nie powiedziałaś mi pierwszej. Gdybym była na twoim miejscu, też bym nikogo nie budziła, ale – tak jak ty – bardzo bym chciała komuś powiedzieć. Powinnam była ci uwierzyć za pierwszym razem.

Khloe wzruszyła ramionami.

– Myślałam, że uwierzyłaś.

– A ja myślałam, że uwierzyłaś, dlaczego wybrałam lekcję pana Spellmana – odparłam. Starałam się powiedzieć to bez złośliwości, ale zabrzmiało raczej ostro. – Podałam ci prawdziwe powody – zrezygnowałam z zaawansowanej historii, bo zadawano z niej więcej niż z jakiegokolwiek innego przedmiotu, na jaki chodzę. W dodatku ryzyko, że zostanę przeniesiona do innej klasy, było właściwie zerowe.

– Intuicyjnie wiedziałam, że mówisz prawdę – westchnęła Khloe. – Nie miałaś żadnego sensownego powodu, żeby zrezygnować z lekcji przeze mnie. Nie wiem, dlaczego mój umysł nie zaakceptował tego faktu.

– Chciałabym, żebyśmy miały wszystkie lekcje razem. Gdybym miała jakikolwiek wybór, zrezygnowałabym z innych zajęć. Przysięgam.

Khloe oparła opaloną twarz na rękach.

– Może rzeczywiście oglądam za dużo telenowel.

– Jak miałabyś zostać gwiazdą, gdybyś ich nie oglądała? – spytałam, uśmiechając się lekko.

Khloe również się uśmiechnęła.

– Prawda. Chciałabym, żeby powstał serial o dziewczynach w szkolnym internacie. Może znalazłabym tam jakieś wskazówki, jak być lepszą współlokatorką.

– Jesteś świetną współlokatorką, Khloe. Najwyraźniej miałyśmy ostatnio... cóż, pewne problemy z komunikacją. Nie ma żadnego powodu, żebyśmy znów nie mogły sobie ufać.

Khloe powoli pokiwała głową.

– Masz rację, nie ma.

Przerwała, ale miałam wrażenie, że chciała dodać coś jeszcze. Wiedziałam, czego nie mogła lub nie chciała powiedzieć.

– Z wyjątkiem sprawy z Red Oak. Khloe, jeśli nie możesz mi zaufać, bo nie wspomniałam ci o wypadku, zrozumiem. Proszę, powiedz mi o tym.

Khloe pokręciła głową.

– To nie ma nic wspólnego z Red Oak. Lauren, kiedy wyszła na jaw sprawa wypadku, pytałam o wszystko, co chciałam wiedzieć, a ty odpowiadałaś. Gdybym miała jeszcze jakieś wątpliwości, po prostu bym cię zapytała.

Patrzyłyśmy na siebie w milczeniu przez kilka sekund.

– W porządku – stwierdziłam. – Chcę, abyś mi ufała i uwierzyła, że wypadek to był mój jedyny sekret. Mam nadzieję, że nie wpływa to na to, jak mnie widzisz, ani na twoje zaufanie do mnie.

– Nie, nie wpływa – odparła Khloe. – Myślę, że nazbierało się między nami trochę nieporozumień, a my – zamiast o nich porozmawiać – wyolbrzymiałyśmy je w głowach, a potem szłyśmy do Lexy. A przecież to nasze problemy – powinnyśmy ze sobą rozmawiać, a nic by się nie stało.

– Masz całkowitą rację. Nie powinno dojść do tego, żeby Lexa musiała nas tu zamknąć, aby ta rozmowa się odbyła. Jesteśmy chyba na to zbyt dojrzałe. Biedna Lexa. Obie postawiłyśmy ją w niezręcznej sytuacji.

– Nie zasłużyła sobie na to. – Khloe odchyliła głowę do tyłu, opierając ją o bele siana. – A jeśli chodzi o Lex... Laur, nie spałam u niej. Byłam u Clare. Riley wyjechała wczoraj na przesłuchanie do Nowego Jorku. W ostatniej chwili Clare spytała mnie, czy chciałabym u niej nocować. Nigdy nie miałyśmy takiej okazji, zawsze była Riley, więc się zgodziłam.

Podsłuchiwanie i przypuszczenia doprowadziły mnie do dwóch wielkich pomyłek. Totalna klapa.

– Myślałam, że byłaś u Lexy. Że nie chcesz spać w naszym pokoju, bo też czujesz ciężką atmosferę.

Khloe zatrzymała spojrzenie na mojej twarzy.

– Wcale nie! Przepraszam, że nie powiedziałam ci o Clare – to nie było z mojej strony zbyt koleżeńskie. Musiałaś się poczuć zraniona, myśląc, że jestem u Lexy.

– Szanuję twoją przyjaźń z Lexą – stwierdziłam. – Gdybyś do niej poszła, nie miałabym żalu. Zasmuciło mnie tylko, że nic mi o tym nie powiedziałaś.

– Rozumiem – odparła Khloe. – Czułabym się tak samo na twoim miejscu. Dokładnie tak, jak czułaś się z moimi przyjaciółmi, których poznałaś w stołówce.

Po kolei rozwiązywałyśmy wszystkie problemy.

– Gdybym przyszła do nowej szkoły – kontynuowała Khloe – a grupa chłopaków, których nie znam, ale którzy najwidoczniej dobrze znają ciebie, dosiadła się do nas podczas lunchu – byłoby to dla mnie dziwne. Pewnie zastanawiałabym się, kim są ci wszyscy chłopcy i dlaczego znają moją współlokatorkę, a mnie nie.

Gra aktorska Khloe spowodowała, że się uśmiechnęłam.

– Oni nie są moimi bliskimi przyjaciółmi – powiedziała. – To ludzie, z którymi mam lekcje i których czasem spotykam na korytarzu. Początek tego roku był taki szalony, że nie zamieniłam z nimi słowa poza zwyczajowym „cześć”. Ty tak łatwo dogadujesz się z ludźmi, więc przypuszczałam, że będziesz zadowolona, gdy cię z nimi zostawię.

Oparłam się o belę siana. Wszystkie moje wątpliwości związane z zachowaniem Khloe wydawały mi się teraz takie dziecinne. Jakim cudem wyrosło między nami aż tyle nieporozumień?

– Rozumiem – odpowiedziałam. – Naprawdę rozumiem.

– Gdybym miała możliwość z nimi porozmawiać, powiedziałabym im o tobie. Nie ukrywam cię, Laur, serio.

– Nie powinnam się tym przejmować – przyznałam. – Nawet Lexa powiedziała mi, że to nie są twoi bliscy znajomi. Chyba telenowele, które oglądasz, mają też wpływ na mnie. – Ta uwaga sprawiła, że Khloe się uśmiechnęła. – Pozwoliłam się ponieść wyobraźni. I to w bardzo złym kierunku. Jakbym założyła, że masz bliźniaczkę, z którą się zamieniasz, jak w Pretty in Port Royal. Przepraszam.

– Gdybym tylko miała bliźniaczkę... – rozmarzyła się Khloe, uśmiechając się szeroko. – Wydaje mi się, że jeszcze nigdy nie słyszałam słowa „przepraszam” tak często w tak krótkim czasie.

– Zgadzam się. Ale usłyszysz je jeszcze raz, bo chcę teraz wytłumaczyć...

Khloe podniosła ręce, kierując dłonie w moją stronę.

– Myślę, że przeprosin na dziś już wystarczy. Dobrze?

– O, tak. Chyba że jest coś, o co chciałabyś mnie jeszcze zapytać. Nie pozwolę, żebyś wyszła stąd z jakimś niezadanym pytaniem lub wątpliwościami.

Khloe przysunęła się do mnie, zmniejszając dzielącą nas odległość.

– Nie mam żadnych pytań. Przysięgam. A ty?

Ulga zastąpiła strach, który wypełniał mnie do tej pory.

– Nie. Myślę, że pozostały jeszcze dwie sprawy. Po pierwsze, obiecuję, że jeśli kiedykolwiek poczuję lub pomyślę, że coś jest między nami nie tak, porozmawiam o tym z tobą, zamiast tworzyć dramatyczne scenariusze. Mam nadzieję, że ty zrobisz to samo.

– Przysięgam – zapewniła mnie Khloe. – Jeśli się obudzisz i zobaczę zbyt wysoko uniesione brwi, będę się dopytywać, co się stało, czy dobrze się czujesz, czy może ukrywasz przede mną jakiś mroczny sekret.

Zachichotałyśmy.

– Tak, uważnie obserwuj moje brwi – dodałam ze śmiechem.

Padłyśmy sobie w objęcia. Ściskałyśmy się, a ja po cichu obiecałam sobie, że już nigdy nie dopuszczę, żeby cokolwiek poszło źle w moich relacjach z przyjaciółmi. Usiadłyśmy znów obok siebie.

– Myślę, że wiem, kogo dotyczy druga sprawa – powiedziała Khloe. – Lexy.

– Tak. Muszę ją serdecznie przeprosić. Proszenie przyjaciół o radę jest w porządku, ale nie w sposób, w jaki naciskałam Lexę. To cud, że nie zamknęła mnie w boksie lub w jakimś schowku!

– Masz rację. Ja też nadużyłam naszej przyjaźni, a Lexa nie zasługuje na takie traktowanie. Tyle musiała przez nas przejść, a mimo to ciągle o nas dba. I to tak bardzo, że nas tu przyprowadziła i wymusiła tę rozmowę.

Wstałam, podałam rękę Khloe i pomogłam jej się podnieść.

– Tylko dzięki temu, że Lexa jest taka mądra, zdołałyśmy wszystko sobie wyjaśnić.

– Mam nadzieję, że spędziłyście ostatnią godzinę, rozmawiając o sobie, a nie o mnie – usłyszałyśmy znajomy głos. Lexa wyszła zza beli siana. Na jej butach widać było pył z ujeżdżalni, a na koszuli dało się zauważyć kilka brązowych i białych końskich włosów. Patrzyła na nas, jakby starała się zgadnąć, czy udało się nam dogadać.

– Mówiłyśmy o tobie w samych superlatywach – stwierdziła Khloe. – Wyjaśniłyśmy sobie z Lauren wszystko tylko dlatego, że zamknęłaś nas w tym więzieniu z siana.

Lexa uśmiechnęła się szeroko. Zgodziłam się z Khloe, kiwając głową.

– Wszystkie nasze podejrzenia okazały się nieprawdą. Drobne niedomówienia się zbierały i w końcu doprowadziły nas do...

– ...szaleństwa – dokończyła Khloe. – Lex, tak mi przykro. Nie zachowywałam się jak twoja przyjaciółka, gdy przychodziłam do ciebie z moimi zmartwieniami dotyczącymi Lauren.

– Ja też chciałam cię przeprosić, Lex – dodałam. – Wszystkie pytania, które zadawałam tobie, powinnam była zadać Khloe.

Lexa przeczesała dłonią kręcone czarne włosy.

– Przeprosiny przyjęte. Dbacie o siebie wzajemnie i można to zauważyć – choć przychodzenie do mnie i zadawanie pytań o siebie nawzajem to nie była najlepsza droga do wyjaśnienia wszystkich spraw.

– Nie jesteś na nas zła? – spytała Khloe, kołysząc się na piętach.

Lexa się uśmiechnęła.

– Nie. Najbardziej mi zależało na tym, abyście się dogadały.

– Super! – powiedziałam. – Dzięki, Lex!

Wszystkie zaczęłyśmy się ściskać, a zmartwienia dotyczące Khloe rozpłynęły się w tym uścisku.

– Jest tylko jedna rzecz... – zaczęła Lexa, gdy stanęłyśmy obok siebie.

– O co chodzi? – spytała Khloe.

– Słuchamy – dodałam.

– W naszej kawiarni mają nowe czekoladowe ciasto, którego jeszcze nie próbowałam.

Uśmiechnęłyśmy się z Khloe.

– Zapraszamy! – krzyknęłyśmy równocześnie.


2. Wchodzę w to!

Piątek mógł upłynąć na dwa sposoby: bywało, że czas wlókł się niemiłosiernie, a innym razem ledwo zdążyłam złapać oddech między lekcjami i ani razu w ciągu dnia nie myślałam o nadchodzącym weekendzie. Dzisiaj zdarzenia potoczyły się według drugiego scenariusza. Biegałam z budynku do budynku, zbierając arkusze z pracami domowymi, zgłaszałam się na lekcjach, witałam się w przelocie ze znajomymi, aż wreszcie po południu usiadłam w czytelni. Do rozpoczęcia weekendu została godzina. Wyjęłam telefon i napisałam krótki post na Chatterze.

SuperLaur:

Nareszcie piątek. Tak się cieszę, nie mogę się doczekać treningu w towarzystwie @Lexaaa, @JestemCole, @Sportsman i @KochanaClare.

Riley nie oznaczyłam (@OficjalnieRiley), bo tego dnia jej nie było. Nie musiałam się obawiać, że wpadnę na „Reilera” (tak przezywa ją Khloe) gdzieś na kampusie, nie musiałam też unikać jej wzroku na lekcjach. Gdybym wiedziała, że to jeszcze bardziej nie rozdrażni Khloe, życzyłabym sobie, żeby Riley dostała tę rolę, o którą ubiegała się w Nowym Jorku. I najlepiej, żeby tam już została.

Napisałam post, zastanawiając się, czy Drew go zauważy. Wczoraj wieczorem sprawdzałam, czy ma konto na Chatterze, i znalazłam! Ale dopiero teraz przyszedł mi do głowy pretekst, żeby go oznaczyć. Pan Davidson, nauczyciel angielskiego, pilnował nas tego dnia w czytelni. Sam był zajęty ocenianiem sprawdzianów, więc ukradkiem wyjęłam z kieszeni blackberry i schowałam go pod ławką. Wyciszyłam telefon, po czym napisałam wiadomość do Khloe.

 

Lauren:

Może urządzimy dzisiaj piżamową imprezę? Ty, ja, Lex, Clare?

Chwilę później na ekranie pojawiła się wiadomość od mojej współlokatorki.

Khloe:

♥! Może zapytam Clare, czy możemy urządzić imprezkę u niej? Ani ty, ani L. jeszcze tam nie byłyście.

Lauren:

Świetny pomysł. Daj znać, czy się zgodzi. ☺

Położyłam sobie telefon na kolanach i otworzyłam notatki z angielskiego. Wciąż omawialiśmy wspomnienia i pamiętniki. Dzisiaj pan Davidson kazał nam pracować nad autobiografią Mai Angelou pod tytułem I Know Why the Caged Bird Sings. Mieliśmy przeczytać pierwsze trzy rozdziały, zwracając uwagę na ewentualne tematy do wypracowania, a następnie je zapisać. Zgodnie z harmonogramem kilka tygodni po omówieniu lektury powinniśmy oddać prace pisemne.

Telefon nagle zamrugał. Różowa uśmiechnięta buźka to sygnał, że ktoś mnie oznaczył w swoim poście.

BoskaBrielle: @SuperLaur: Szkoda, że to nie ja i @naArtystka mamy z tobą trening! xx

Uśmiechnęłam się i odpisałam Brielle, mojej przyjaciółce z poprzedniej szkoły w Briar Creek.

@BoskaBrielle: Tęsknię za tobą i @AnaArtystka! Musimy niedługo pogadać na Skypie! Pozdrówcie ode mnie Kim. ☺

Zanim zdążyłam wyjść z aplikacji, dostałam kolejną wiadomość.

@SuperLaur: Ja też nie mogę się doczekać treningu. Do zobaczenia! ☺

To Drew. A może powinnam powiedzieć: Sportsman? O rany! Czy odpisać? Ale to on mi odpisał, więc moja wiadomość byłaby odpowiedzią na odpowiedź, a to już mogłoby wydawać się dziwne. Nie mogłam się zdecydować, więc wyszłam z Chattera i spróbowałam na powrót skupić się na zadaniu.

Na razie przeczytałam zaledwie kilka stron i arkusz, który dał nam nauczyciel. Uprzedzał, że książka nie jest łatwa, ale mimo wszystko chciał, żebyśmy się nie poddawali. Zorientowałam się, że autorka porusza kwestię praw kobiet i problemy Afroamerykanów. Mama byłaby dumna, że czytam o takich rzeczach – szczególnie o prawach kobiet. Zawsze wpajała nam przekonanie, że kobieta może robić to samo co mężczyzna. Uśmiechnęłam się, wspominając, jak w zeszłym roku mama zabrała nas do siebie do pracy. Charlotte, moja najstarsza siostra, przebywała w Sarah Lawrence College, ale Becca i ja zostałyśmy zwolnione ze szkoły, żeby móc pojechać z mamą.

Włożyłyśmy eleganckie spódniczki i lakierki, a plecaki tego dnia wymieniłyśmy na torebki. Mama zawiozła nas do kancelarii, w której pracuje – mieści się w wielkim budynku ze stali i z hartowanego szkła. Najpierw musiałyśmy się zameldować ochroniarzowi, który dał nam przepustki ze zdjęciami. Później pojechałyśmy z mamą windą aż na dziesiąte piętro. Przez cały dzień mogłyśmy się przyglądać, jak pracują prawnicy. Mama dużo rozmawiała przez telefon, przechadzając się w szpilkach po biurze, czytała porozkładane na biurku dokumenty i piła mnóstwo kawy.

Później pozwoliła Becce i mnie przez chwilę pełnić funkcję asystentek. Miałyśmy odbierać telefony. Mama kazała nam mówić: „Dzień dobry. Tu kancelaria prawna pani Towers. W czym mogę pomóc?”. Potem zapisywałyśmy wiadomości. Wcześniej myślałam, że będzie nudno (przepraszam, mamusiu!), ale świetnie się oglądało mamę w akcji.

Otworzyłam zeszyt do angielskiego na nowej stronie, wpisałam tytuł książki pani Angelou i wróciłam do czytania. Mój telefon znów zamrugał. Zerknęłam na ekran i otworzyłam wiadomość od Khloe.

Khloe:

Super, dziewczyny będą! C. mówi, że możemy zrobić imprezę u niej. Nie mogę się doczekać!

Lauren:

Ekstra! Ja też się cieszę. Do zobaczenia w stajni.

Khloe:

Widziałam, że DREW pisał do Ciebie na Chatterze!: D

Lauren:

TAK!

Khloe:

LOL. To dopiero wiadomość!

Wróciłam do książki i znów próbowałam się skupić na tekście. Po chwili przewracałam już kolejne strony, zupełnie zapominając o tematach do wypracowania.

– ...na dzisiaj koniec. Miłego weekendu! – Głos pana Davidsona wyrwał mnie z lektury.

Wszyscy dookoła zasuwali swoje krzesła, pakowali książki do plecaków i biegli do wyjścia. Podążyłam za nimi. Chciałam jak najszybciej dotrzeć do pokoju, przebrać się i iść do stajni. Do Melodii.

Gdy tylko o niej pomyślałam, od razu się uśmiechnęłam. W tym tygodniu nie miałam dla niej zbyt wiele czasu. Tęskniłam za nią, choć codziennie był trening – nie licząc wczorajszego dnia. Chciałam po prostu z nią pobyć. Pan Conner powiedział naszej grupie, że dziś spotykamy się przed stajnią. Przeczucie mi mówiło, że czeka nas kros.

Kiedy wróciłam do pokoju, odsunęłam kosz z brudną bielizną i otworzyłam szafę. Wcześniej pozbyłam się plecaka i zrzuciłam buty. Teraz sięgnęłam na półkę z bryczesami i wybrałam te w kolorze mchu. Następnie zerknęłam na koszulki. Przejrzałam wszystkie dwa razy. Wybierz coś!, powtarzałam sobie. Wreszcie zdjęłam z wieszaka czarną bluzkę z białymi przeszyciami, z dekoltem w serek. Przebrałam się.

Cieszyłam się, że Khloe przy tym nie było. Doskonale by wiedziała, dlaczego nie mogłam się zdecydować, wybierając bluzkę na trening. Winien mógł tu być pewien brunet o błękitnych oczach.

W łazience związałam włosy w ogon nisko nad karkiem. Spod umywalki wyjęłam kosmetyczkę, w której miałam bibułki matujące. Przycisnęłam jedną do nosa, do brody i do czoła, a następnie wyrzuciłam ją do śmietnika. Na koniec nałożyłam na usta warstwę błyszczyku. I gotowe! Czarna bluzka ładnie kontrastowała z moją jasną cerą. Uwagę przyciągały właściwie tylko niebieskie oczy – jedyny element w intensywnym kolorze. Jasnobrązowe włosy miałam gładko zaczesane do tyłu.

Chwyciłam torbę i wyszłam z pokoju. Kiedy znalazłam się na zewnątrz, poczułam ciepłe wrześniowe powietrze. Idąc do stajni, wybrałam moją ulubioną trasę – zeszłam z głównego chodnika i skręciłam na mniej uczęszczaną ścieżkę prowadzącą do wielkiego biało-czarnego budynku.

Im byłam bliżej, tym bardziej czułam, jak buzuje we mnie szczęście. Konie zawsze tak na mnie działały. Minęłam błyszczące ogrodzenie przy pastwisku. Właściwie mieliśmy kilka pastwisk różnej wielkości, a każde z nich było otoczone płotem. Niektóre konie pasły się w grupkach, inne popijały wodę z wystawionych koryt, a kolejne biegały, rżąc i tańcząc radośnie lub ostrzegając, gdy jakieś zwierzę znalazło się zbyt blisko.

Roześmiałam się. Było coś pięknego w widoku swobodnie bawiących się koni, bez ingerencji człowieka. Każde z tych zwierząt miało inną osobowość, która najbardziej uwidaczniała się właśnie w trakcie zabawy. Jednak konie z Canterwood różniły się od innych. Nawet podczas zabawy.

W ciągu zaledwie kilku sekund potrafiły się zmienić z figlarnych urwisów w rywalizujących zawodników. Zupełnie jak ich jeźdźcy. Na pastwisku można było podziwiać zwierzęta wielu ras – jedne słynące z szybkości, inne z wytrzymałości. Gdy patrzyłam na te porozumiewające się między sobą konie, czułam się tak, jakbym obserwowała wzajemne relacje uczniów Canterwood.

Przyspieszyłam kroku. Weszłam teraz na żwirową ścieżkę przed stajnią i po chwili stałam już za masywnymi dwuskrzydłowymi drzwiami. Jak na piątkowe popołudnie było tu dziś zaskakująco dużo ludzi. Wiedziałam już, że nie znajdę wolnych rozpinek. W przejściu kotłowali się jeźdźcy ze swoimi podopiecznymi, a kawałek dalej kręciła się karuzela, w której w równym tempie maszerowały konie. Stanęłam na palcach, ale nigdzie nie dostrzegłam Drew.

Skręciłam w lewo i dotarłam do siodlarni. Wczoraj stałam pod drzwiami i podsłuchiwałam rozmowę Drew i Khloe, lecz dziś po prostu otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Siodlarnia była prawie tak duża jak salon w moim rodzinnym domu. Na ścianach wisiały rzędy lśniących siodeł. Nad nimi, na kołeczkach, zawieszono ogłowia. Do każdego siodła było kilka kolorowych czapraków. Podczas zawodów nie mogliśmy wybierać jaskrawych kolorów, ale na treningach pan Conner nam na to pozwalał.

Dotarłam do miejsca, gdzie przechowywałam osprzęt Melodii. Zdjęłam z wieszaka siodło, wybrałam jaskraworóżowy czaprak i zarzuciłam sobie na ramię ogłowie. Czasami nie mogłam uwierzyć, że Melodia naprawdę jest moim koniem. Przez całe życie jeździłam na koniach szkółkowych. Melodię podarowali mi rodzice, kiedy zostałam przyjęta do Canterwood.

Byłyśmy z Melodią najnowszymi nabytkami w drużynie średnio zaawansowanej – pracowałyśmy razem dopiero od wakacji.

Kiedy pomyślałam o jej uroczym pyszczku, od razu przyspieszyłam kroku, by jak najszybciej znaleźć się w boksie.

– Hej, kochana, zaczynamy weekend! – przywitałam się z nią, kładąc osprzęt na skrzyni przed boksem.

Po chwili odpowiedziało mi przyciszone rżenie, a zanim zdążyłam wejść do środka, nad drzwiami pojawiła się głowa Melodii.

– Cześć, piękna! – Położyłam dłoń na jej jasnoniebieskim kantarze i podrapałam ją po policzku. Sierść Melodii miała przepiękny siwy odcień; klacz była mieszanką krwi angielskiej i hanowerskiej. Nie miała żadnych odmian poza czarnymi plamkami na różowo-białym pyszczku, który tak lubiłam całować. – Jesteś gotowa na dzisiejszy trening? – zapytałam.

Melodia przymknęła oczy i opuściła głowę. Kiedy znów na mnie spojrzała, zatrzepotała swymi podkręconymi rzęsami. W jej łagodnych brązowych oczach malowało się zrozumienie.

To był mój wymarzony koń. Nie umiałam sobie już wyobrazić Canterwood – ani mojego życia – bez Melodii. Jej przeszłość była dla mnie zagadką; czasami potrafiłam godzinami siedzieć i rozmyślać nad tym, gdzie wcześniej żyła, kto na niej jeździł i jakim zrządzeniem losu wreszcie trafiłyśmy na siebie.

Otworzyłam zasuwę na drzwiach do boksu i delikatnie położyłam dłoń na klatce piersiowej Melodii, by się cofnęła. Zdjęłam z haczyka niebieski uwiąz i weszłam do środka.

Melodia wąchała moje dłonie i ramiona, łaskocząc mnie włoskami na pyszczku, kiedy przypinałam uwiąz do kantara.

– Jeszcze nie teraz, panienko – zwróciłam jej uwagę z szerokim uśmiechem. Przywiązałam ją do żeliwnej kraty przed boksem. – Smakołyki dostaniesz po treningu, nie przed nim.

Melodia zrezygnowała z dalszych poszukiwań i westchnęła rozczarowana.

– Nic ci nie będzie – zapewniłam.

Stanęłam przed boksem, a potem przesunęłam osprzęt, by wyjąć ze skrzyni szczotki do czyszczenia.

– Och, cześć! – wykrzyknęłam, bo kiedy podniosłam głowę, ujrzałam Lexę.

Jej klacz, Ambicja, stała w boksie obok.

– Znów zajęta? – zapytała mnie Lexa. W rękach trzymała fioletowy uwiąz. – Zrobię tak jak ty: przywiążę ją przy boksie i tutaj ją wyczyszczę.

– Jasne, szkoda czasu na szukanie wolnych rozpinek. Daj znać, jak skończysz. Możemy iść na ujeżdżalnię razem.

Lexa skinęła głową.

Każda z nas zajęła się swoim koniem; nie było zbyt wiele czasu, więc nie traciłyśmy go na rozmowę. Zawiesiłam szczotki Melodii na drzwiach do boksu i wyjęłam z worka kopystkę. Zaczęłam od prawego przedniego kopyta. Podważyłam metalowym kolcem luźne warstwy brudu, następnie przesunęłam kopystką po krawędzi, sprawdzając, czy nie utknął tam jakiś kamyk. Po chwili wypuściłam czyste kopyto i pogłaskałam klacz po boku, przechodząc do tylnej nogi. Melodia podniosła ją, kiedy przesunęłam dłonią po kończynie i przycisnęłam się do niej całym ciałem, jednocześnie ściskając za pęcinę. Gdy wyczyściłam drugie kopyto, zerknęłam na podkowę i zmarszczyłam czoło.