Akademia Canterwood. Ryzykowna zagrywkaTekst

Z serii: W siodle
Z serii: Akademia Canterwood #12
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Przełożyła z angielskiego

Maria Jaszczurowska


WROCŁAW 2016

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Tytuł oryginału

Unfriendly Competition

Projekt okładki

JESSICA HANDELMAN

Fotografia na okładce

MONICA STEVENSON

Redakcja

CELINA RYMSZA

Korekta

MAGDALENA SZAJUK

Redakcja techniczna

LOREM IPSUM

CANTERWOOD CREST #12: UNFRIENDLY COMPETITION by Jessica Burkhart

Polish Language Translation copyright © 2016 by PUBLICAT S.A.

Original English language edition copyright © 2011 by Jessica Burkhart

Published by arrangement with Aladdin, An imprint of Simon & Schuster Children’s Publishing Division.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage and retrieval system, without permission in writing from the Publisher.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVI (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved.

Wydanie elektroniczne 2016

ISBN 978-83-271-5617-4


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej


SPIS TREŚCI

Dedykacja

1. Tydzień

2. Posiedzenie nadzwyczajne

3. Planujemy imprezę

4. Stolik dla dwojga

5. Callie kontra Brit

6. Tęskniłaś?

7. Tajne wiadomości

8. Co lubi Książę?

9. Z powrotem w siodle

10. Będą krążyć legendy

11. Bal, o którym się mówi

12. Wszystkiego najlepszego, Heather!

13. Brak słów

14. Echa przeszłości

15. Tylko ty rozumiesz

16. Lekcja historii

17. Nie wróci

18. Na start!

19. Błyszczyk na szczęście

Podziękowania

Słowniczek

Chciałabym wyrazić wdzięczność tym,

którzy dotrwali z Sashą aż do tej chwili.


1. Tydzień

Wymienione uczennice zgłoszą się do gabinetu dyrekcji: Heather Fox, Alison Robb, Julia Myer i Sasha Silver.

Gwałtownie podniosłam głowę, słysząc komunikat z głośnika. Po co wzywano mnie do gabinetu dyrektorki? Dłonie zaczęły mi się pocić, a różowy żelowy pisak omal nie wyśliznął mi się z ręki. Dalej pisałam w zeszycie, mając nadzieję, że się przesłyszałam.

– Sasho, możesz iść – zwróciła się do mnie pani Utz. – Któraś z koleżanek z pewnością pożyczy ci notatki i powie, co jest zadane na weekend.

Czyli jednak się nie przesłyszałam.

– Powiem ci, co trzeba będzie zrobić – szepnęła Brit, nachylając się w moją stronę.

Patrzyła na mnie, marszcząc brwi. Widziałam, że usiłuje ukryć zdenerwowanie. Pewnie nie chciała, żebym zaczęła się jeszcze bardziej bać.

– Napisz, jak wyjdziecie z gabinetu dyrektorki. Będzie dobrze!

Skinęłam głową, pozbierałam rzeczy i spakowałam je do mięciutkiej brązowej torby, którą pożyczyłam od Brit, mojej współlokatorki i przyjaciółki. Udało jej się trochę mnie uspokoić. Ale tylko trochę.

Zarzuciłam sobie torbę na ramię i mijając po drodze ławki, wyszłam z klasy w połowie matematyki, zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko znalazłam się na korytarzu, poczułam, że wibruje mi telefon.

Okazało się, że Alison, Julia i Heather już rozpoczęły gorączkową rozmowę na czacie. Nie tracąc ani chwili, Trio zaczęło snuć domysły. Wszystkie chciały się dowiedzieć, o co może chodzić, jeszcze przed dotarciem do gabinetu dyrektorki. Otwarłam okno czatu.

Alison Robb:

Po co nas wzywa?

Julia Myer:

Kto to wie? NIC NIE ZROBIŁYŚMY. Nie martw się.

Heather Fox:

Oczywiście, że nie. Silver? Gdzie jesteś? Nie słyszałaś wezwania?

O rany, robi się gorąco. Zaczęłam odpisywać na wiadomość od Heather.

Sasha Silver:

Słyszałam. Miałam matmę. Już wyszłam i zmierzam do budynku administracji. A wy gdzie się podziewacie? Spotkamy się gdzieś po drodze?

Heather Fox:

Koniecznie. Spotkajmy się na dziedzińcu. Zaraz.

Alison Robb:

Zgoda. Dobrze, że idziemy razem, bo się denerwuję.

Julia Myer:

Idę.

Zamknęłam okno czatu i schowałam różowego smartfona do torby. Otwarłam przeszklone drzwi budynku i szybkim krokiem wyszłam na zewnątrz. Był początek listopada i zaczynało się już robić chłodno. Teraz jednak było mi zimno z nerwów, a nie od wiatru. Otuliłam się ciemnoczerwonym swetrem i zapięłam pod szyję wełniany płaszcz, a ręce wsunęłam do kieszeni.

Szłam przez pusty kampus, kierując się na szkolny dziedziniec. Brukowany okrągły plac, na którego środku stała fontanna i kilka kamiennych ławek, mieścił się zaledwie rzut beretem od budynku szkolnej administracji. Usłyszałam stukanie butów na kamieniach i po chwili podeszły do mnie Heather i Alison, trzymając się pod ręce.

– Macie pojęcie, o co może chodzić? – zapytałam.

Zakładałam, że jeśli ktokolwiek coś wie na ten temat, to z pewnością jest to Heather Fox. Dziewczyna pokręciła jednak głową, potrząsając burzą jasnych włosów.

– Nie wiem. Ale nie mam zamiaru się tym zamartwiać. Ja nic nie zrobiłam. – Spojrzała na mnie, a potem na Alison. – Nie tym razem.

– Ja też nie! – Choć Alison zwykle była raczej cicha, teraz podniosła głos.

Przeczesała palcami swe ciemnoblond włosy – zawsze tak robiła, kiedy się czymś martwiła.

– Chciałabym mieć to już za sobą. Gdzie jest Julia?

Alison sięgnęła do kieszeni kraciastego płaszcza po telefon. Ledwo go wyjęła, zza rogu wyszła Julia i dołączyła do nas.

Jasne włosy Julii z przodu sięgały niżej brody, z tyłu zaś były wysoko wycięte nad karkiem. Tym razem dziewczyna spięła dwa kosmyki fioletowymi spinkami w kształcie kwiatków z cyrkoniami (znając ją, mogły to być prawdziwe diamenty).

– Czekamy na ciebie już pięć minut – warknęła Heather.

– Przepraszam. – Julia zgarbiła się na moment, po czym wyprostowała się i wyjaśniła: – Mieliśmy kartkówkę z historii. Musiałam dokończyć przed wyjściem.

Przywódczyni Tria machnęła ręką odzianą w żółtą skórzaną rękawiczkę.

– Nieważne już. Lepiej chodźmy.

Cała nasza czwórka ruszyła przez dziedziniec. Po chwili pod butami zaczęła nam skrzypieć żółknąca już trawa. Z przodu majaczył budynek administracji. Wyglądał onieśmielająco, podobnie zresztą jak cały kampus. Choć uczyłam się w Akademii Canterwood Crest już od ponad roku, wciąż nie mogłam wyjść z podziwu, patrząc na nasz wspaniały, majestatyczny kampus.

 

Aż do dzisiaj. Tym razem byłam tak zdenerwowana, że nie potrafiłam się niczym zachwycić. Patrzyłam tylko prosto przed siebie.

Do budynku administracji dotarłyśmy o wiele za szybko. Nawet Heather, nieustraszona królowa Canterwood, przystanęła na moment, zanim weszła na schody ozdobione czarną żeliwną poręczą.

Alison, Julia i ja podążyłyśmy za nią. Westchnęłam cicho, ciesząc się, gdy w końcu zamknęły się za nami drzwi budynku i stanęłyśmy w ciepłym wnętrzu. Ruszyłyśmy wzdłuż korytarza, a złote tabliczki na ścianach kierowały nas prosto do gabinetu pani dyrektor Drake. Wreszcie znalazłyśmy się przed biurkiem jej asystentki.

Pani Kratz, która była tu chyba od samego początku szkoły, czyli od dziewiętnastego wieku, spojrzała na nas przez swe okulary w rogowych oprawkach.

– Jestem Heather Fox. Miałyśmy się zgłosić do pani dyrektor.

W głosie Heather nie dało się wyczuć wahania ani strachu. Mówiła takim tonem, jak gdyby kupowała bilety do kina.

– Oczywiście. Pani Drake już na was czeka. Wchodźcie, dziewczęta.

Jako pierwsza do lśniących drewnianych drzwi podeszła Julia, za nią Heather, Alison i ja. Julia bez wahania zapukała, a odgłos tego wydawał się nieść echem po niewielkim hallu.

– Proszę. – Głos dyrektorki rozległ się zza zamkniętych drzwi.

Czułam, że zaschło mi w ustach. Nie mogłam nawet przełknąć śliny. Bałam się pani Drake.

Julia chwyciła za mosiężną gałkę i po chwili wszystkie weszłyśmy do gabinetu. Pani dyrektor siedziała na dużym skórzanym fotelu za biurkiem. Skończyła coś pisać w notesie, po czym podniosła wzrok i spojrzała na nas.

Prawie w ogóle się nie malowała. Tego dnia miała na sobie czarną bluzkę zapinaną na guziki, a w uszach malutkie kolczyki z diamentami. Wyglądała dokładnie tak, jak można sobie wyobrazić dyrektorkę prestiżowej szkoły z internatem. Czarne włosy miała spięte w ciasny kok. Była szczupła, ale mimo to sprawiała wrażenie wyjątkowo silnej. Jej blada cera kontrastowała z soczyście czerwoną szminką.

Nie kazała żadnej z nas usiąść. Nie przyszło nam to zresztą do głowy. Stałyśmy posłusznie przed jej biurkiem i czekałyśmy na to, co powie.

Miałam wrażenie, że ta kobieta przyglądała nam się całą wieczność. Wreszcie się odezwała:

– Wiem, że to jedna z was jest autorką tego plotkarskiego bloga.

Usiłowałam powstrzymać drżenie kolan.

– Dział informatyczny w szkole przeprowadził analizę i udało się zawęzić grono podejrzanych do jednego budynku – Orchard. Dalsze badania pozwoliły ustalić adresy IP, które doprowadziły nas do dwóch pokoi w tym internacie. – Spojrzała na Trio. – Do waszego apartamentu – powiedziała, po czym przeniosła wzrok na mnie – i do pokoju, który zajmujesz ty z Brit Chan.

– Ale żadna z nas... – zaczęła Alison, lecz urwała, gdy dyrektorka podniosła dłoń i pogroziła jej palcem.

– Mam dowody, panno Robb. Brit Chan nie wezwałam tylko dlatego, że jest nowa i nie ma takiej wiedzy na temat kampusu jak autorka bloga. Powiem wam zatem teraz, jaki macie wybór.

Poczułam, jakby ktoś przyłożył mi pięścią w brzuch. Niemożliwe, żeby któraś z nas założyła tę durną stronę z bzdurami. Jej autorka wyśmiewała szkołę i rozsiewała koszmarne plotki. Ja na pewno tego nie zrobiłam i byłam pewna, że dziewczyny z Tria też są na to zbyt mądre.

Spojrzałam na Heather i zauważyłam, że na sekundę zerknęła w bok, po czym znów odwróciła się do pani dyrektor.

– Możecie się przyznać i powiedzieć mi, która z was to zrobiła – oświadczyła pani Drake.

Żadna z nas się nie ruszyła.

– A jeśli nie poznam prawdy, zostaniecie wszystkie wydalone z Akademii Canterwood Crest. Daję wam tydzień – później zawiadomię waszych rodziców.


2. Posiedzenie nadzwyczajne

Napisz do Brit, żeby przyszła do naszego apartamentu.

Tylko tyle powiedziała Heather, kiedy wracałyśmy do Orchard. Jako że pani dyrektor wezwała nas na ostatniej lekcji, teraz kazała nam już iść do internatu. To oznaczało, że żadna z nas nie wybierze się tego dnia na popołudniową jazdę. Zostałyśmy odesłane prosto do pokoi – dyrektorka zapewniła, że uprzedzi pana Connera o naszej nieobecności.

– To bez sensu! – krzyknęła Julia, zatrzaskując drzwi apartamentu po naszym wejściu.

Brit spojrzała na nas, nie wiedząc, o co chodzi.

– Najpierw te absurdalne oskarżenia, a potem szlaban na trening?! – wkurzała się Julia. – Co ona sobie myśli?

– Nie możecie iść na trening? – spytała Brit, wciąż stojąc pod drzwiami. – Dlaczego?

W przeciwieństwie do nas miała na sobie bryczesy, lśniące oficerki i koszulę do jazdy konnej.

– Podobno to jedna z nas jest autorką tego plotkarskiego bloga – wyjaśniłam jej. – Dyrektorka dała nam tydzień; jeśli jedna z nas się w tym czasie nie przyzna, wszystkie wylecimy ze szkoły.

Brit nie zdołała ukryć zaskoczenia. Otwarła szeroko swe ciemne oczy i przerzuciła sobie przez ramię długie, czarne włosy splecione w warkocz francuski.

– Jak to?

– Dział informatyczny ustalił, że IP komputera, na którym wypisywano te bzdury, prowadzi do naszych pokoi – dokończyłam, opadając na kanapę. – Ale to przecież niemożliwe. Jak mogli się tak pomylić?

– Jeśli rzeczywiście uznali, że to ktoś z naszych pokoi, to dlaczego nie wezwano też mnie? – zapytała Brit.

– Bo jesteś nowa – odparła Alison, wciąż zarumieniona z zimna lub ze wstydu. – Dyrektorka założyła, że autorka bloga ma taką wiedzę na temat szkoły i jej historii, że nowa uczennica nie mogłaby tego napisać.

Heather nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Przechadzała się po salonie, po czym stanęła za jednym z foteli i położyła dłonie na oparciu.

– Nikt nie będzie się do niczego przyznawał – odezwała się, po czym spojrzała na Brit. – A ty musisz zmykać do stajni. Ciebie zakaz nie obejmuje.

Brit zerknęła na mnie.

– Nie chcę was z tym zostawiać.

– Musisz – zaprotestowałam. – Nie masz usprawiedliwienia. Jeśli nie pójdziesz na trening, będziesz mieć kłopoty. Idź. Wszystko ci opowiem, jak wrócisz.

– Dobra – zgodziła się niechętnie. Ruszyła do drzwi. – Tak mi przykro, dziewczyny. Ale dowiemy się, kto to zrobił, i udowodnimy, że to żadna z was.

Alison przygryzła wargę i skinęła głową.

– Mam nadzieję.

Brit wyszła, a ja nagle zdałam sobie sprawę, że dziś nie zobaczę się z Księciem, moim koniem, mieszanką rasy angielskiej i belgijskiej. Smutek przerodził się we wściekłość. Przecież ja nic złego nie zrobiłam. Dziewczyny też nie.

– I co teraz? – spytałam.

Heather, która wreszcie siadła po turecku na dywanie, podniosła na mnie wzrok. Julia dalej bawiła się telefonem, a Alison owinęła się długą, niebieską narzutą.

– Na pewno nie mam zamiaru siedzieć bezczynnie, licząc na to, że prawdziwy winowajca sam się przyzna – oznajmiła przywódczyni Tria. – Zbyt ciężko pracowałam, żeby się tu dostać i osiągnąć taki poziom. Nie pozwolę nikomu zniszczyć mojej przyszłości, szczególnie jeśli w grę wchodzi moja kariera jeździecka. Nie opuszczę zawodów w Huntington tylko dlatego, że jakaś znudzona, żałosna idiotka wypisuje bzdury w internecie.

Stajnie Huntington. Zawody Huntington Classic. Perspektywa wydalenia ze szkoły tak mnie pochłonęła, że zupełnie zapomniałam o największym i najważniejszym wydarzeniu, jakie mnie czekało. Moje pierwsze poważne zawody w barwach narodowej reprezentacji młodzików... Dostałam się do najbardziej prestiżowego programu jeździeckiego w kraju. Heather, oczywiście, przez cały czas o tym pamiętała. Nie oznaczało to jednak, że ja przejmowałam się tym mniej. Jeśli zostaniemy wyrzucone ze szkoły, nie weźmiemy udziału w tych zawodach.

I nigdy więcej nie zobaczymy Canterwood.


3. Planujemy imprezę

Najbardziej na świecie lubiłam leniwe sobotnie poranki. Brit siedziała po turecku na podłodze i porządkowała swoją kolorową kolekcję skarpetek.

Podniosłam głowę, leżąc na łóżku.

– Szukasz czegoś?

Koleżanka wzruszyła ramionami, nie odrywając wzroku od skarpetek.

– Chciałam włożyć coś fajnego do czarnych butów.

Brit miała kilkanaście par skarpetek w różne wzorki: tęczowe, w serduszka, w paski i w kropki. Bardzo mi się to u niej podobało: ubierała się jak z żurnala, ale zawsze miała na sobie jakiś śmieszny element garderoby, którego nikt nie widział. Patrząc na jej eleganckie ciuchy, nikt by nie powiedział, że pod spodem kryje się taka niespodzianka.

– Podobają mi się te w czarno-czerwone paski – powiedziałam. – Są śliczne, w sam raz na jesień.

Pomału szykowałyśmy się do wyjścia. Miałyśmy się udać do apartamentu dziewczyn z Tria. Jakiś czas temu oba nasze telefony jednocześnie zawibrowały. To była wiadomość od Heather. Zapraszała Brit i mnie do siebie – podobno miałyśmy trochę wyluzować i odpocząć – a cytując SMS-a: „Dzis planujemy moje przyjecie urodzinowe. Juz jestescie spoznione”.

Razem z Brit spojrzałyśmy po sobie i od razu zaczęłyśmy się szykować do wyjścia. Zbliżały się trzynaste urodziny Heather – nie ma żartów! Trzynastka to ważne wydarzenie. Byłam pewna, że do dziesiątego listopada – bo wtedy właśnie przypadały wspomniane urodziny – Przywódczyni Tria zdąży zadbać o to, by impreza była wystrzałowa.

Brit zdecydowała się wreszcie na pasiaste skarpetki – te, które mi się podobały. Kątem oka zauważyłam, że na moim telefonie miga ikonka czatu.

Jacob Schwartz:

Jak się masz?

Od razu rzuciłam się, by odpisać. Wciąż czułam motylki w brzuchu, gdy tylko imię Jacoba pojawiało się na ekranie telefonu.

Sasha Silver:

Świetnie! Zaraz idziemy z Brit do Tria.

Jacob Schwartz:

Po co?

Sasha Silver:

Heather zaprosiła nas, żebyśmy wspólnie planowały jej trzynaste urodziny. Obchodzi je w środę.

Jacob Schwartz:

Ach, rozumiem. Przypuszczałabyś, że będziecie razem planować jej urodziny?

Sasha Silver:

LOL. Niezupełnie. Ale wiesz, że sporo się między nami zmieniło, więc teraz bardzo mnie cieszy ta perspektywa. Muszę lecieć. Pogadamy później.

Jacob Schwartz:

Jasne. Może wyskoczymy do cukierni na gorącą czekoladę?

Sasha Silver:

Z miłą chęcią. Na razie!

Skończyłam pisać i podniosłam głowę. Brit wciąż siedziała na ziemi, ale teraz patrzyła na mnie, uśmiechając się od ucha do ucha.

– Czyżby to był... No niech zgadnę... Jacob? – spytała. – Mam rację?

Odłożyłam telefon do torebki. Nie zdołałam przy tym powstrzymać uśmiechu.

– Chciał wiedzieć, co porabiamy – wyjaśniłam. – Opowiedziałam mu o imprezie Heather. I przy okazji pytał, czy się dzisiaj spotkamy.

Brit wstała i włożyła kozaki.

– Rety! To będzie impreza roku. A może nawet dekady. Wiem, że jestem tu od niedawna, ale nie wyobrażam sobie zabawy z większą pompą niż ta, którą zapewne szykuje Heather.

Wygładziłam fioletowe spodnie od dresu, które miałam na sobie, i zarzuciłam bluzę z kapturem na czarną koszulkę wyglądającą, jakby ktoś ją oprószył brokatem. Po chwili razem z Brit wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się do apartamentu Tria. Ktoś – pewnie uzdolniona Alison – ozdobił wejście jesiennymi dekoracjami. Nad przyczepioną do drzwi tabliczką zawisł piękny wieniec z ususzonych kolorowych liści. Wokół framugi przyczepiono też sznur małych, białych światełek. Apartament był gotowy na panującą porę roku.

Brit zapukała i kilka sekund później Julia otwarła nam drzwi. Miała na sobie strój do jazdy, a na jej twarzy malował się wyraz zniecierpliwienia. Od nieudanych naborów do reprezentacji przez większość czasu chodziła nadąsana.

– Cześć – przywitałyśmy się i weszłyśmy do salonu.

Od razu skierowałyśmy się w stronę niewielkiej kanapy. Lubiłam odwiedzać Trio w ich przytulnym lokum. Dzisiaj w powietrzu unosił się delikatny zapach dyni i aromatycznych przypraw wydobywający się z kadzidełka. Salonik, jak zawsze, lśnił czystością. Płaski telewizor był wyciszony i ustawiony na kanał z programami rozrywkowymi.

 

– Cześć. – Julia nie była dziś zbyt wylewna. Podniosła z kanapy laptopa i zamknęła go gwałtownym ruchem. – Heather i Alison poszły na świetlicę po przekąski. Zaraz wrócą.

– Spoko – odparłam. – Wybierasz się do stajni?

Julia rzuciła mi przeciągłe spojrzenie.

– A co, myślisz, że strój do jazdy włożyłam dla zabawy?

– Tylko pytam – odparłam, przybierając tak samo rzeczowy ton jak ona.

Brit westchnęła i pochyliła się na kanapie w stronę Julii.

– Nad czym teraz pracujesz z Trix?

To cała Brit. Zawsze próbuje łagodzić konflikty, jeszcze zanim na dobre wybuchną.

– A co cię to obchodzi? – spytała Julia. Włosy miała dziś związane w koński ogon, z którego wysunęło się kilka kosmyków i opadło jej na twarz. – Jesteś w reprezentacji. Po co miałabyś się interesować postępami drużyny zaawansowanej?

Brit nie pokazała po sobie zaskoczenia, nawet jeśli nie spodziewała się usłyszeć takiej riposty.

– Kolegujemy się – wyjaśniła. – Dlatego mnie to obchodzi. Ale nie musisz mi mówić.

Nie rozumiałam Julii. Po tym, jak pomogłam udowodnić, że Jasmine wrobiła ją i Alison w aferę ze ściąganiem, przynajmniej dla mnie zrobiła się nieco milsza. Teraz jednak zachowywała się tak, jakbyśmy razem z Brit wyrządziły jej jakąś krzywdę. Swoją niechęć ukrywała tylko w obecności Heather, a i wtedy pokazywała, jak wiele wysiłku ją to kosztuje.

Zanim Julia zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, drzwi do salonu się otwarły i do środka weszły Heather z Alison niosące dwie tace pełne przekąsek i napojów.

– Cześć! – zawołała Alison o wieeeele bardziej radośnie niż Julia.

Przywitałyśmy się, a dziewczyny odstawiły smakołyki na niski stolik z ciemnego drewna.

– Dzięki za te pyszności – powiedziałam.

Heather wygładziła czarne legginsy i skrzyżowała ramiona.

– Zapewniam cię – odezwała się, posyłając mi swe charakterystyczne zadziorne spojrzenie – że nie targałam Alison do świetlicy po to, żeby was tu napaść przekąskami. Po prostu przyda się dawka cukru i kofeiny, bo czeka nas długa posiadówka. Nikt stąd nie wyjdzie, dopóki moja impreza nie będzie zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach.

– Wszystko będzie dopięte na ostatni guzik – odparłam. – O nic się nie martw.

Wszystkie dziewczyny przytaknęły. Heather uśmiechnęła się. Rozdała nam fioletowe notatniki i długopisy.

– Chcesz, żeby impreza była z rozmachem, nie? – spytała Alison. – Planujemy wielkie przyjęcie, na które zaprosimy wszystkich... – Urwała, po czym dokończyła: – Wszystkich fajnych ludzi, których znamy, rzecz jasna.

Heather przez chwilę wpatrywała się w zeszycik. Zatrzepotała umalowanymi rzęsami, po czym podniosła głowę i zmierzyła nas wzrokiem.

– Tak, na początku tak właśnie myślałam. Chciałam wydać największe, najbardziej wystrzałowe przyjęcie, jakie kiedykolwiek w tej szkole widziano. Ale...

– Ale co? – spytała Julia.

Przywódczyni Tria spojrzała na nią z ukosa.

– Ale tego właśnie wszyscy się spodziewają. A ja nie chcę robić czegoś, czego każdy po mnie oczekuje. Dlatego pomyślałam, że zaproszenia będą tylko dla wybranych. Tylko dla nas i dla garstki znajomych. Zresztą i tak grono osób, które lubimy, jest raczej wąskie.

Alison się uśmiechnęła.

– To prawda. Podoba mi się ten pomysł! To w końcu twoje urodziny, więc zrobimy tak, jak zechcesz.

Ukradkiem zerknęłam na Julię – zacisnęła usta, nie odzywając się ani słowem. Wiedziałam, że nastawiała się na dużą imprezę. Ale nie będzie się spierała ze swoją przyjaciółką, która ostatnio i tak dość często się na nią wkurzała.

Heather rozejrzała się dookoła, unosząc starannie wymodelowane brwi.

– No to zaczynamy robić notatki, do roboty!

Wszystkie spojrzałyśmy w zeszyciki, czekając, co zaproponuje Heather.

– Chciałam urządzić przyjęcie tutaj – oznajmiła. – Żeby było przytulnie i kameralnie. I żeby nie trzeba było się jakoś szczególnie elegancko ubierać. Sporządzimy krótką listę gości, zamówimy coś do jedzenia i obejrzymy mnóstwo filmów, na które teraz nie mamy czasu.

Goście.

Jedzenie.

Filmy.

Zapisałam wszystko w notatniku.

– To brzmi doskonale – odezwała się Brit. – Mnie też się podoba pomysł ze skromną imprezką. I z filmami. Można zorganizować przyjęcie w takim stylu i przerobić wasz salonik na minikino. Przyniesiemy popcorn, draże – przekąski, jakie się chrupie w kinie.

Heather skinęła głową z uśmiechem.

– Super. Wybierzcie filmy. Wiecie, co lubię – to mówiąc, zmierzyła nas wzrokiem. – A przynajmniej powinnyście.

– Spokojnie, zrobimy listę tytułów – odparła Alison. Przewróciła kartkę i zasłoniła ją ramieniem, po czym zaczęła coś pisać. – Już mam kilka pomysłów.

Jak do tej pory jedynie Julia nie zabrała głosu w sprawie imprezy. Próbowałam skontaktować się z nią telepatycznie, żeby tylko coś powiedziała, zanim Heather na nią naskoczy.

– To brzmi nieźle – odezwała się wreszcie, jak gdyby usłyszała krzyki mojej podświadomości.

Zaniepokoił mnie jednak fałszywy entuzjazm w jej głosie.

Heather odwróciła się do niej tak gwałtownie, że aż podskoczyły kosmyki jej jasnych włosów. Przez dłuższą chwilę przyglądała się przyjaciółce bez słowa. Brit i ja wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia – szykowała się ostra wymiana zdań. Heather jednak odwróciła głowę i znów popatrzyła na nas.

Zrobiło mi się troszkę żal Julii, choć jednocześnie cieszyłam się, że to nie ja popadłam w niełaskę. Zawsze czułam się źle, kiedy Heather mnie ignorowała – martwiłam się, co knuje, kiedy mi nie dokucza. Zastanawiałam się, czy Julia czuje się tak samo. A może już przywykła do takiego traktowania?

– Pogadajmy o tym, co będzie do jedzenia – przerwałam ciszę.

Cała nasza piątka zaczęła przerzucać się propozycjami przekąsek. Kolejną godzinę spędziłyśmy, dyskutując o napojach i smakołykach. W końcu postanowiłyśmy, że nie obędzie się bez ogromnych kubków na napoje, popcornu i mnóstwa słodyczy. Uznałyśmy też, że zaproszenia muszą wyglądać jak bilety do kina.

– Koniecznie musimy... – Heather urwała, bo nagle zadzwonił jej telefon.

Podniosła smartfona i zmarszczyła czoło, patrząc na ekran.

– To moja mama – powiedziała ponurym tonem, po czym kliknęła zieloną słuchawkę i przyłożyła aparat do ucha. – Cześć, mamusiu.

Wszystkie wbiłyśmy wzrok w notatniki, żeby Heather nie pomyślała, że ją podsłuchujemy.

– Och, nie, mamusiu, naprawdę nie trzeba – mówiła. – To bardzo miło z waszej strony, ale zaczęłyśmy już z dziewczynami planować...

Przywódczyni Tria potarła czoło dłonią i po chwili dodała:

– Mamo, wiem, że trzynastka to ważne urodziny, ale...

Teraz widziałam, że z trudem usiłuje powstrzymać nerwy, bo jeśli będzie się dalej sprzeciwiała, pani Fox po prostu przestanie jej słuchać. Do tej pory zresztą chyba też jej nie słuchała.

– Tyle razy przyglądałam się, jak ty planujesz przyjęcia – tłumaczyła Heather. Westchnęła głęboko, próbując nie podnosić głosu. – Dlatego właśnie wiem, co mówić dziewczynom. A one rozumieją, czego chcę – to będzie skromna impreza w naszym apartamencie.

Heather machnęła drugą ręką, jak gdyby chciała powiedzieć, że się poddaje, po czym opadła ciężko na oparcie kanapy. Słyszałam nieustępliwy, surowy głos pani Fox – miałam wrażenie, że w pokoju dziewczyn nagle zrobiło się zimno.

Znów spojrzałyśmy z Brit po sobie. Wiedziałyśmy, że sprawy zaczynają przybierać zły obrót.

– Dobrze, mamo – wymamrotała cichutko Heather. – Dziękuję.

Odsunęła telefon od ucha i przycisnęła czerwoną słuchawkę, kończąc rozmowę. Po chwili ekran telefonu zrobił się czarny. Wszystkie spojrzałyśmy na nią, ale żadna się nie odezwała. Czekałyśmy, aż Heather zabierze głos jako pierwsza. Przeczesała palcami włosy i rzuciła notatnik na stolik, omal nie przewracając przy tym puszki ze sprite’em należącej do Alison.

– Moja mama przyjedzie w środę – oznajmiła.

– Co takiego? – wykrzyknęłyśmy chórem.

Heather nie wyglądała na wściekłą – była po prostu zrezygnowana.

– Okazuje się, że od kilku miesięcy planowała moje przyjęcie urodzinowe i nie pozwoli, żebyśmy się same tym zajęły. Ona chce, żeby to była największa impreza w tym sezonie.

– I chce tu przyjechać? – zdziwiła się Alison. – Po co? Przecież nigdy nie bywa w szkole.

Przywódczyni Tria wydała z siebie coś na kształt gorzkiego śmiechu.

– Prawda? Ale przecież musi nadzorować przygotowania do mojej imprezy, żeby wydarzenie było godne rodziny Foxów.

– Nie da się jej tego jakoś wyperswadować? – zagadnęła Brit.

– Nie znasz mojej matki – westchnęła Heather. – Jak się na coś uprze, to nie ma siły, żeby jej to wybić z głowy. Rozmawiała już z dyrektorką w tej sprawie. Będzie tu we środę wczesnym popołudniem, żeby nadzorować catering i firmę organizującą imprezy, którą na tę okazję wynajęła. Ma ludzi, którzy zajmą się każdym najdrobniejszym szczegółem MOICH urodzin.

– Nie chciała nawet słyszeć o tym, żebyś sobie sama zaplanowała imprezę? – pytała zaskoczona Alison. – Znam twoją mamę, ale to jednak niesprawiedliwe. W końcu to TWOJE trzynaste urodziny. Może powinnaś do niej później zadzwonić i spróbować to wyjaśnić jeszcze raz?

Heather pokręciła głową.

– Nie będzie mnie słuchać, Alison. Dobrze o tym wiesz. – Dziewczyna przez chwilę wpatrywała się w dal. – Zamiast wieczoru filmowego zaplanowała mi już wystawny bal, którego nie powstydziłby się żaden milioner z Nowego Jorku.

Julia wyprostowała się nagle i szeroko otwarła oczy.

– No to prosimy o jakieś szczegóły!

– Ech, to zwykłe przyjęcie w stylu Foxów. Kosztowne kreacje dla dziewcząt, czarne krawaty dla chłopców, sala balowa, kawior i inne przekąski, które nikomu nie będą smakowały. – Heather westchnęła ciężko. – I do tego jeszcze moja matka, która jak się rozkręci, to jest nie do opanowania.

– Znam twoją mamę – odezwałam się. – I tu masz rację, raczej nie zmieni zdania. Nie ma innego wyjścia – impreza będzie po jej myśli, ale to nie znaczy, że mamy się źle bawić.

Heather skinęła głową i wstała z kanapy.

– Ma się rozumieć. Zaraz wracam.

Skierowała się do swojego pokoju, odrobinę się garbiąc.

– Pójdziemy na imprezę, którą urządzi jej matka – szepnęła Alison. – Ale musimy też wyprawić dla Heather takie przyjęcie, o jakim marzy.

– Impreza-niespodzianka, a to ci dopiero! – ucieszyła się Brit.

Wszystkie zgodziłyśmy się, że tak trzeba zrobić, ale natychmiast umilkłyśmy, słysząc kroki Heather. Jeśli wszystkie cztery weźmiemy się do roboty, trzynaste urodziny najpopularniejszej dziewczyny w ósmej klasie będą jeszcze lepsze, niż mogłaby sobie wymarzyć.