Pax. Tom 5. Upiór

Tekst
Autorzy:Ingela Korsell, Asa Larsson, Henrik Jonsson
Z serii: PAX #5
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Rozdział 128

Rozdział 129

Rozdział 130

Rozdział 131

Rozdział 132

Rozdział 133

Rozdział 134

Rozdział 135

Rozdział 136

Rozdział 137

Rozdział 138

Rozdział 139

Rozdział 140

Rozdział 141

Rozdział 142

Rozdział 143

Rozdział 144

Rozdział 145

Rozdział 146

Rozdział 147

Rozdział 148

Rozdział 149

Rozdział 150

Rozdział 151

Rozdział 152

Rozdział 153

Rozdział 154

Rozdział 155

Rozdział 156

Rozdział 157

Rozdział 158

Rozdział 159

Rozdział 160

Rozdział 161

Rozdział 162

Rozdział 163

Rozdział 164

Rozdział 165

Rozdział 166

Rozdział 167

Rozdział 168

Rozdział 169

Rozdział 170

ytuł oryginału

GASTEN

Copyright © Åsa Larsson and Ingela Korsell 2015

Illustrations copyright © Henrik Jonsson 2015

Published by agreement with Ahlander Agency

Copyright © 2016 for the Polish edition by Media Rodzina Sp. z o.o.

Ilustracja na okładce

Henrik Jonsson

Projekt okładki

Henrik Jonsson i Lena Thunell

Opracowanie typograficzne

Lena Thunell

Opracowanie polskiej wersji okładki

Andrzej Komendziński

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki – z wyjątkiem cytatów w artykułach i przeglądach krytycznych – możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.

ISBN 978-83-8008-203-8

Media Rodzina Sp. z o.o. ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań tel. 61 827 08 60 mediarodzina@mediarodzina.pl www.mediarodzina.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


Rozdział 128
Czarna czarownica jest tutaj!

BJERA LEŻY MARTWA na podłodze. Ale w ciemności, w środku starej restauracji Strand słychać jakiś szelest. Viggo i Alrik spoglądają w górę, na wiszące na suficie wiechy czarownicy. Zaczęły się poruszać, kołyszą się na boki i złowrogo trzeszczą. Na schodach słychać czyjeś kroki. Estrid mocno obejmuje swój kij.

– Czarna czarownica jest tutaj! – szepce.

W drzwiach pojawia się Iris.

– TY! – krzyczy Alrik i zanim komukolwiek udaje się go powstrzymać, rzuca się na nią.

Iris i Alrik siłują się na podłodze między resztkami martwej bjery. Najpierw Alrik ma przewagę, ale jak tylko Iris otrząsa się z zaskoczenia, uderza Alrika pięścią prosto w nos.

Zwala go na bok, lecz gdy próbuje wstać, Alrik rzuca się na nogi Iris i ją przewraca.

– Zamknęłaś mnie tu z bjerą, żeby mnie zabiła! – krzyczy.

– Szkoda, że jej się to nie udało! – odkrzykuje Iris.

Magnar robi zdecydowany krok do przodu i odciąga Iris od Alrika. Estrid wskazuje na nią swoim kijem.

– Kto pierwszy się poruszy, posmakuje mojego kija! To się tyczy również ciebie, Alriku.

Iris natychmiast przestaje się wyrywać. Podnosi ręce do góry, jakby Estrid mierzyła w nią bronią.

– Włodarz kija! – szepce. – Nie zabijaj mnie!

Estrid spogląda na pozostałych pytającym wzrokiem. Włodarz kija? Co to oznacza? Lecz po chwili jej oczy zwężają się w szparki.

– Kim jesteś? – pyta surowo. – Odpowiadaj!

– To jest NIKT! – wykrzykuje Viggo. – To ona zrobiła bjerę. Z wełny swojego swetra. Ale w jaki sposób zdobyła krew Alrika, tego nie wiem.


– Ale ja wiem! – mówi Alrik ponuro. – Wzięła plaster z mojego policzka, gdy siedzieliśmy na huśtawkach na placu zabaw Lottenlund. I ma na imię Iris. Tak przynajmniej twierdzi!

– Kim jesteś? – pyta Estrid jeszcze raz, machając przy tym groźnie kijem. – Czy to ty zbudziłaś grima i mylinga? I ustawiłaś w ogrodzie chłopców pal przekleństwa?

– Wzięłam nożyce z grobu mylinga, by się obudził. Proszę, przestań mierzyć we mnie kijem!

– Będę mierzyć kijem, gdzie mi się podoba! – syczy Estrid. – A teraz masz mi wszystko opowiedzieć!

– W mieście jest czarna czarownica, z którą się skontaktowałam… – zaczyna Iris.

– Kto to taki?

– Nie wiem. Poznałyśmy się w necie, są takie specjalne strony… przecież wiesz, jesteś w końcu włodarzem kija.

– Mów szybciej – nakazuje Estrid.

– Czarownica napisała, że w Mariefred znajduje się magiczna biblioteka. Zaproponowała, że razem ją przejmiemy, jeśli uda mi się udowodnić, że jestem tego warta. I wykonać kilka zadań.

– Miałaś obudzić mylinga i stworzyć bjerę? – pyta Estrid. – Dlaczego?

– By posiać niepokój. Czas pulsuje. To w takich momentach kraje zmieniają królów, wybuchają rewolucje i wojny. I w takich momentach tajne biblioteki mogą zmienić strażników. Szczególnie jeśli są zaniedbywane.

– Zaniedbywane! – wybucha Estrid. – Posłuchaj no tylko, zajmowaliśmy się tą biblioteką w najlepszy z możliwych…

Przerywa i ze złością patrzy na Iris.

– Więc to wy jesteście strażnikami – mówi Iris. – Powinnam się była domyślić.

– A jak to wytłumaczysz? – pyta Estrid, wskazując kijem na martwą bjerę i wszystkie skradzione rzeczy.

– To ja zrobiłam bjerę – przyznaje Iris. – Alrik miał zostać oskarżony o kradzieże. Czarownica zostawiła tu coca-colę. Otrzymałam instrukcję, że mam mu ją podać, a potem wypuścić bjerę.

– Żeby mnie zabić! – mówi Alrik. – Jesteś naprawdę stuknięta!

Iris nie odpowiada. Przygląda się Estrid, która zaczyna grzebać kijem w resztkach bjery.

– Jeśli znajdę tu mojego kota, koniec z tobą – warczy Estrid.

 

– Kota! – wykrzykuje Viggo. – No halo! Przecież to Alrik mógł tu teraz leżeć!

– Ale nie leży – ucina Estrid.

Magnar podnosi tablety i telefony. Koperta z pieniędzmi Sorana też tu jest. Estrid odkłada kij, by wziąć kopertę. Podłoga jest nierówna i kij stacza się na bok. Iris wpatruje się w niego.

– Tu jest jakiś kot, biedaczysko – mówi Estrid. – Ale to nie mój.

– Musimy anonimowo poinformować policję o skradzionych rzeczach – stwierdza Magnar. – Gdy posprzątamy resztę. W przeciwnym razie ludzie będą za bardzo gadać.

– Ale co zrobimy z nią? – zastanawia się Estrid, wskazując ruchem głowy na Iris.

Wówczas twarz Iris wykrzywia się w drwiącym uśmiechu.

– Wy! Nic ze mną nie zrobicie! – mówi, wskazując na Estrid. – Jesteś ściemą! Nie jesteś włodarzem kija, tylko starą, bezwartościową wiejską czarownicą. A teraz spadam.


Rozdział 129
Co czarna czarownica zrobiła dla ciebie?

– NIGDZIE NIE IDZIESZ – mówi Estrid do Iris.

– Spróbuj mnie zatrzymać! – odpowiada Iris z oczami jak dwie wąskie szparki. – Jeśli wypowiesz przeciw mnie jakieś zaklęcie, zadbam o to, by robaki zjadły twój mózg. Stanie się to w trzy sekundy.

Potem Iris obraca się na pięcie i znika na schodach prowadzących w dół.

– Co?! – wykrzykuje Viggo. – Mamy jej pozwolić się zmyć, tak po prostu?

– A co według ciebie mam zrobić? – pyta Estrid ze złością. – Pobiec za nią i walnąć ją w łeb?

– Tak, co najmniej! – odpowiada Viggo wzburzony.

Magnar nic nie mówi. Przygląda się wiszącym na suficie wiechom czarownicy.

– Nie, nie może tak po prostu zniknąć – mówi. – Czy możecie posprzątać resztki bjery? Zebrać skradzione rzeczy w jedno miejsce? Ale tę wiechę czarownicy zabierzcie do domu.

Wskazuje na jedną z wiech.

Następnie wybiega z pomieszczenia.

– Chodź, Freja! – woła. – Potrzebuję cię!

Freja znika z Magnarem.

– Co chce zrobić Magnar? – pyta Viggo. – Czy ma zamiar zabić NIKOGO?

– BARDZO by mnie to zdziwiło – mruczy Estrid.

Na dworze jest ciemno, nie widać żywej duszy. Magnar dogania Iris przy pomoście łodzi parowej.

– Poczekaj! – woła zdyszany.

Iris gwałtownie się odwraca.

– Czego chcesz? – syczy. – Jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz, spalę ci ręce.

Zauważa Freję, która podchodzi do niej, machając ogonem i prosząc o pogłaskanie. Iris wyciąga dłoń, ale w ostatniej chwili się powstrzymuje. Krzyżuje ręce na piersi, po czym spogląda na Magnara hardym wzrokiem.

– Chcę tylko porozmawiać – mówi Magnar. – Dokąd teraz pójdziesz?

– Do… donikąd! Gówno cię to obchodzi!

– Posłuchaj mnie jedną minutę – prosi Magnar. – Jedną!

Iris kiwa głową, jakby liczyła w pamięci.

– Dziesięć sekund – zaczyna, dalej kiwając głową – piętnaście…

Ale na Magnara to nie działa.

– Myślę, że wróciłaś, by uratować Alrika – mówi spokojnie jak zwykle. Jestem pewny, że zmieniłaś zdanie. Może dopiero gdy opuściłaś restaurację, zrozumiałaś, jak bardzo niebezpieczna jest bjera. Czarna czarownica wykorzystała cię, prawda? Rozkopałaś grób dziecka przy starym sierocińcu. Stworzyłaś bjerę i zamknęłaś z nią Alrika. Spałaś na materacu w tym opuszczonym, zimnym budynku.

Iris nie odpowiada. Wyjmuje telefon z kieszeni, spogląda na niego i chowa z powrotem. Wygląda na to, że nie ma żadnych nowych wiadomości.

– Ale tak szczerze – kontynuuje Magnar – to co czarna czarownica zrobiła dla ciebie? Czy otrzymałaś od niej coś w zamian?

Freja trąca Iris łbem. Domaga się więcej pieszczot. Iris kuca i drapie psa pod brodą.

– Nie wykonałaś powierzonego ci zadania – mówi Magnar. – A poza tym zostałaś zdemaskowana. Dla czarnej czarownicy stałaś się bezużyteczna.

Iris zaciska wargi i wzrusza ramionami. Zachowuje się tak, jakby najbardziej interesowała ją Freja. Ale Magnar wie, że go słucha.

– Zgaduję, że nie masz dokąd pójść – mówi.

– Minuta minęła – stwierdza Iris, wstając.

Freja drapie ją łapą. Chcę więcej pieszczot, wydaje się mówić.

– Tak – mówi Magnar. – Ale ja mam w domu purée ziemniaczane i klopsiki domowej roboty. Lubisz? I robię najlepsze na świecie pączki z nadzieniem jabłkowym. Może najpierw byś coś zjadła? A potem możesz sobie pójść. Nikt nie będzie cię zatrzymywał.

– Klopsiki i pączki – powtarza Iris podejrzliwie. – Próbujesz mnie w jakiś sposób zwieść?

Magnar potrząsa głową.

– Nie – mówi. – Nie potrafię zwodzić, nawet jeślibym tego chciał. Nie jestem dobry w kłamaniu.


Rozdział 130
Po moim trupie

– MASZ RACJĘ – mówi Magnar, siadając przy stole kuchennym naprzeciw Iris. – Estrid nie jest wykształconą czarownicą. Po czym to poznałaś?

– …że jest ściemą? – pyta Iris.

Ma usta pełne klopsików. W jednej ręce trzyma widelec, w drugiej kawałek chleba. Wrzuca w siebie jedzenie. Chleb, klopsiki, purée ziemniaczane. U jej stóp leży Freja.

– Zorientowałam się prawie od razu – oznajmia Iris. – Prawdziwy włodarz kija mierzyłby we mnie przez cały czas. A ona zaczęła grzebać kijem w bjerze, jakby to były widły. Brak szacunku. A jak położyła kij na podłogę, to się stoczył, bo podłoga była pochyła. Kij nigdy nie odtacza się od swojego włodarza. Nawet na zboczu. Ten kij jest… niewychowany!

– Wygląda na to, że bardzo dużo wiesz – stwierdza Magnar. – Gdzie się tego wszystkiego nauczyłaś?

– Żadnych pytań na mój temat! – mówi Iris, mierząc w Magnara widelcem. – Jasne?

– Okej – mówi Magnar z namysłem. – Ale Estrid mogłaby się stać pierwszorzędną czarownicą. Jeśli zajęłabyś się jej kształceniem. Mogłabyś to zrobić?

– A niby dlaczego miałabym? I co z tymi pączkami jabłkowymi? Które podobno są najlepsze na świecie?

– Czy na pewno nie chcesz trzeciej dokładki klopsików i purée? – pyta Magnar z uśmiechem. – No więc pomyślałem sobie, że możemy zrobić w ten sposób: Jeśli zaczniesz kształcić Estrid, będziesz miała dostęp do biblioteki.

Widelec Iris zatrzymuje się w połowie drogi do ust.

– Czy to nie dlatego przyjechałaś do Mariefred? – pyta Magnar. – Dla biblioteki?

Gdy Iris nie odpowiada, kontynuuje:

– Zwykłem mówić, że ci, którzy błądzą, odnajdują nowe drogi. Nie wykonałaś powierzonego ci zadania. My też popełniliśmy błąd. Można powiedzieć – zabłądziliśmy. Ale teraz spotkaliśmy się. I znaleźliśmy nową drogę. Którą możemy pójść razem.

– Jak możesz mi ufać? – pyta Iris, odkładając widelec. – Nic o mnie nie wiesz.

– Tak, to prawda. Ale jestem gotów podjąć ryzyko. A co mam do stracenia?

– Czarna czarownica mnie zabije, jeśli przejdę na drugą stronę. Powinnam po prostu zmyć się z miasta.

– Tak, czarna czarownica najprawdopodobniej chce zabić nas wszystkich. Ale my trzymamy się razem. I biblioteka jest w naszym posiadaniu. Myślę, że jesteś silniejsza z nami niż w pojedynkę. A poza tym: Tu możesz spać w pościelonym łóżku. I do tego jeść moje pączki jabłkowe!

Iris krzywo się uśmiecha i odgryza kawałek jabłkowego pączka, którego podał jej Magnar. Potem znów poważnieje.

– Czarna czarownica napisała mi, że Alrik miał zostać znaleziony odurzony ze wszystkimi skradzionymi rzeczami. Wówczas nie mógłby dłużej zostać w mieście. Ale gdy stamtąd odeszłam, spotkałam jego młodszego brata.

– Vigga.

– Tak, i ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Więc wysłałam wiadomość do czarnej czarownicy z pytaniem, czy bjera na pewno nie jest niebezpieczna. I że chciałabym się z nią spotkać.

– Ach tak, i co ci odpowiedziała?

Iris wyjmuje komórkę.

Magnar czyta: „Trzymaj się z daleka od Strandrestaurangen. Musisz dla mnie zrobić ostatnią rzecz”.

Iris potrząsa głową.

– Jeszcze jedno zadanie i jeszcze jedno. Miałam wrażenie, że nigdy się to nie skończy. Wówczas zrozumiałam też, że bjera była niebezpieczna. Nie tylko dla małych zwierząt.

– I wtedy zawróciłaś? – pyta Magnar. – Żeby uratować Alrika.

Iris potakuje skinięciem głowy.

– Wzięłam jego rurkę i srebrną kulę. Wiedziałam, że mogę zastrzelić bjerę…

Iris milknie. Gdyż w tej samej chwili do kuchni wchodzi Estrid z Viggiem i Alrikiem.

– Co ona tutaj robi? – wybucha Estrid.

– Je kolację – odpowiada Iris, głośno bekając i uderzając pięścią w stół. – A teraz wybieram się do biblioteki.

– Do biblioteki! – wykrzykuje Estrid. – Po moim trupie!

– To się da załatwić – oznajmia Iris złowróżbnie, pomału wstając.


Rozdział 131
Czyś ty rozum postradał?

IRIS SIĘ ŚMIEJE.

– Spokojnie! – mówi do Estrid. – Nie mam zamiaru nikogo zabijać. Masz tyle poczucia humoru, co latarnia uliczna w kaftanie bezpieczeństwa.

– Bardzo śmieszne! – stwierdza cierpko Estrid. – Twoja noga nie postanie w bibliotece!

Magnar wstaje.

– Weź jeszcze jednego pączka – mówi łagodnym głosem do Iris. – Muszę porozmawiać z Estrid i moimi młodymi przyjaciółmi.

Magnar, Viggo, Alrik i Estrid wychodzą do ogrodu. Alrik trzęsie się z zimna. W powietrzu wirują malutkie płatki śniegu.

– Mam nadzieję, że masz jakieś dobre wytłumaczenie tego wszystkiego – odzywa się Estrid do Magnara ze złością. – Co ona tu robi?

– Posłuchajcie – mówi Magnar. – Czas pulsuje i nadchodzi ciemność. Musisz się kształcić, Estrid. Damir też to mówił.

– Ona ma mnie kształcić? – prycha Estrid. – Czyś ty rozum postradał?

– Przecież ona jest po stronie czarnej czarownicy! – wykrzykuje Viggo.

– Próbowała mnie zabić – mówi Alrik hardo. – Jeśli oczywiście ma to jakieś znaczenie.

– Ale wróciła, by cię uratować – odpowiada spokojnie Magnar. – Słuchajcie, wzięliście ze sobą wiechę czarownicy, o którą was prosiłem?

– Tam jest – mówi Estrid, wskazując na leżący obok ganku czarny worek.

– Czytałem o wiechach czarownicy – wyjaśnia Magnar. – Te, które wisiały nad jej łóżkiem, mają chronić przed złymi mocami. Może bała się spać tam sama… w opuszczonej restauracji. A ta wiecha ma uśmierzać smutek i tęsknotę.

– I? – pyta Estrid.

– Nikt nie tworzy wiechy uśmierzającej smutek i tęsknotę, jeśli nie czuje smutku i tęsknoty w swoim sercu. Może wydaje się harda, ale myślę, że w życiu nie miała lekko. A to, co uczyniła tobie, Alriku, było oczywiście złe, ale kto nie robił w swoim życiu głupich i niebezpiecznych rzeczy?

– Ale nigdy nie próbowaliśmy nikogo zabić! – wybucha Viggo.

Estrid spogląda w ziemię.

– To nie jest przypadek, że stanęła na naszej drodze – kontynuuje Magnar. – Może cię kształcić, Estrid.

– Nie! – odpowiada Estrid zdecydowanie.

– Czy naprawdę sądzicie, że mamy jakiś wybór? – pyta miękko Magnar. – Czy nie otarliśmy się o śmierć wystarczająco wiele razy?

Stoją przez chwilę w milczeniu, w ciemnym ogrodzie. Alrik czuje, że od śmiertelnego uścisku bjery boli go całe ciało. W końcu Estrid mówi:

– Niech więc tak będzie. Czwartek jest dniem czarownic, może mi wtedy udzielić lekcji. Jeśli przeżyjemy do czwartku, gdyż z pewnością zamorduje nas podczas snu.

– Ależ skąd – mówi Magnar, uśmiechając się. – Ona chce dostępu do biblioteki. Bez nas nie może tam wejść.

– A co jeśli zamorduje nas w bibliotece? – pyta Viggo.

– Nie, musiałaby przecież w końcu stamtąd wyjść, żeby coś zjeść i wypić – mówi Magnar. – A wtedy nie mogłaby już wejść z powrotem.

– Ale najpierw musi przeprowadzić ze mną lekcję – oznajmia Estrid zdecydowanym tonem. – Nie mam zamiaru dać się wystawić do wiatru tej dziewusze. Ja…

Milknie. Gdyż z ciemności wyłania się jej kot. Ociera się o jej nogi i mruczy z oddaniem. Estrid zupełnie zapomina o całej złości.

 

– Ach ty kocie, łobuzie! – mówi ciepło.

– Dobrze, więc ustalamy, że Iris zostaje! – stwierdza Magnar szybko, by Estrid nie zdążyła zmienić zdania. – Chodźmy do środka. Musimy zadzwonić do Andersa i Layli, by im powiedzieć, że chłopcy przyjdą później. Wtedy zdążymy wyprać i wysuszyć twoje ubrania, Alriku.

W kuchni zastają Iris śpiącą. Leży na podłodze, obejmując Freję. Freja też głęboko śpi. Iris ma nos zanurzony w sierści zwierzaka.

– Freja jest NASZYM psem – mówi Viggo wzburzony.

Alrik czuje ukłucie zazdrości jak cios w serce.

– Nienawidzę Iris – mówi cicho, tak cicho, że Magnar i Estrid nie słyszą. – Tak bardzo jej nienawidzę.

– Ja też – odszeptuje Viggo. – Ale mimo to nie mogę się doczekać czwartku. Zobaczymy lekcję magii, łapiesz? Jak myślisz, co będą robić?

– Nie obchodzi mnie to – odpowiada Alrik.

Ale to nie jest prawda, czuje to w sobie. Nienawidzi Iris. Ale i tak jest ciekawy. Wszystko jest teraz inaczej, myśli. Wszystko będzie inaczej.

Magnar ostrożnie budzi Iris, kładąc rękę na jej ramieniu.

– Chodź, pokażę ci, gdzie będziesz spać – mówi.


Magnar i Iris wchodzą stromymi schodami do pokoju na poddaszu. Iris rozgląda się dookoła. Pokój jest mały, ale przytulny. Na stoliku nocnym Magnar ustawił szklankę wody i kwiat doniczkowy. Łóżko jest świeżo pościelone, Iris czuje, że pachnie czystością. Na suficie wisi jej wiecha czarownicy. Ta, która leczy smutek i tęsknotę.

Iris spogląda na wiechę.

– Dlaczego ją tu przyniosłeś? – pyta.

– Pomyślałem sobie, że może chcesz ją zatrzymać – odpowiada Magnar ze spokojem. – Ale mogę ją zdjąć, jeśli wolisz.

Iris potrząsa głową.

– Niech zostanie – mówi. – Lecz nie wyobrażaj sobie, że coś o mnie wiesz. Nikt mnie nie zna.

Magnar potakująco kiwa głową.

– Cieszę się, że tu jesteś – mówi. – Myślę, że… tak miało być. Ale możesz stąd odejść, kiedy tylko zechcesz. Nikt nie będzie próbował ci w tym przeszkodzić. Każdego dnia możesz na nowo podejmować decyzję, czy chcesz zjeść z nami jeszcze raz kolację, przespać się jeszcze jedną noc w tym pokoju.

Freja przyszła za nimi. Ziewa teraz szeroko, jakby Magnar właśnie powiedział najnudniejszą na świecie rzecz. Iris i Magnar nie mogą powstrzymać śmiechu.

– Czasem tak sobie myślę, że życie jest dla nas łaskawe – mówi Magnar. – Otwieramy niewłaściwe drzwi, a za nimi mimo to czeka coś dobrego.

Iris udaje ziewnięcie, naśladując Freję. Ale robi to z szelmowskim błyskiem w oczach.

– W takim razie dobranoc – mówi Magnar. – A w czwartek to się dopiero będzie działo.

Gdyż Magnar nie wie, że już w środę będzie się działo. Ponieważ ktoś otworzy wówczas upiorom drogę do Mariefred.