Poskromienie złośnika

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Victoria Parker
Poskromienie złośnika

Tłumaczenie:

Katarzyna Berger-Kuźniar

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Monte Carlo, maj

Strzeżcie się, drogie damy! Kierowca rajdowy Lothario Finn Saint George powraca na salony!

Ubiegłej nocy po zacumowaniu jachtu w Porcie Monako, otoczony wianuszkiem pięknych kobiet, mężczyzna znany jako Najprzystojniejszy Rajdowiec Świata, w smokingu i ze słynnym tajemniczym uśmiechem, wkroczył do wnętrza Casino Grand w atmosferze przypominającej pojawienie się filmowego Jamesa Bonda. Charyzmatyczny, sześciokrotny mistrz świata przedarł się przez podekscytowany tłum fanów, rozsyłając na prawo i lewo pocałunki i taksujące spojrzenia. Sławnego playboya nie ostudziły nawet uwagi właściciela stajni rajdowej Scott Lansing, że czas najwyższy wyhamować z imprezami i wyciszyć niekorzystny rozgłos.

Wygląda na to, że Michael Scott nadal zmaga się z groźbami sponsorów, którzy rozważają wycofanie wartego ponad czterdzieści milionów funtów wsparcia dla jego zespołu.

Lothario Finn w życiu prywatnym zawsze wydawał się balansować na krawędzi, lecz ostatnio naprawdę zniechęca do siebie bardziej prorodzinnie nastawionych sponsorów. W zeszłym tygodniu sfotografowano go w klubie w Barcelonie, gdy bawił się na całego nie z jedną, ale oficjalnie z czterema kobietami. Różnorodność z pewnością nadaje życiu smak, jednak nie wszyscy muszą podzielać tę opinię!

I chociaż do otwarcia przez Księcia Monako tegorocznego sezonu wyścigów pozostały dwa dni, podejrzewa się, że Scott Lansing ma poważniejsze problemy niż tylko śledzenie barwnego życia Finna: najbardziej chodzi wszystkim o to, że faworyt w oczywisty sposób coraz częściej jeździ poniżej swoich możliwości: rajd w Australii zakończył się klapą, bo mistrz zajął jedynie trzecie miejsce, nie wspominając już o wyścigach w Malezji i Bahrajnie, gdzie nie otarł się nawet o miejsca medalowe, ustępując odwiecznym rywalom ze stajni Nemezis Hart. Gdy miesiąc temu na torze w Hiszpanii nie dokończył rajdu, gdyż roztrzaskał auto, nikt się już nie dziwił, entuzjaści rajdowi ochrzcili go „samochodowym kamikadze”, a Nemezis po raz pierwszy od lat zostało liderem!

Czy Saint George zatracił kontrolę? A może to tragiczny wypadek na łodzi z września zeszłego roku, w którym zginął Tom Scott, jego kolega z zespołu, doprowadził do takiej zmiany w zachowaniu świetnego kierowcy?

I tak, zazwyczaj nadający ton wyścigom, uwielbiany przez tłumy kobieciarz musi obecnie podwyższyć skuteczność i poprawić formę na torze oraz poza nim. Jeśli tak się nie stanie, Scott Lansing może się znaleźć w poważnych tarapatach finansowych. Jedno jest pewne: gdy całe Monako wstrzymuje oddech przed zbliżającym się rajdem, Michael Scott najprawdopodobniej przemierza nerwowo korytarze, modląc się o cud.

Tak, cud…

Serena Scott cisnęła zmiętą gazetę na biurko ojca.

– Pomylili się tylko co do jednego: NIE przemierzasz korytarzy!

– Na razie…

Spadająca gazeta przerwała absolutną ciszę panującą w luksusowym biurze na firmowym jachcie Scott Lansing. Teraz można było jeszcze usłyszeć przyspieszony oddech córki Scotta. Dziewczyna miała niejasne przeczucie, że już wkrótce pozna prawdziwą przyczynę, dla której o trzeciej nad ranem wyciągnięto ją z ukochanej sypialni w Londynie i zmuszono do błyskawicznej podróży na Lazurowe Wybrzeże. Obawiała się też, że prawda wcale jej nie zachwyci.

– Nie mam pojęcia, czym się martwisz – powiedziała spokojnie. – Finn zachowuje się jak typowy hedonista. Spoufala się z Bóg wie kim, imprezuje, pije, gra, przelatuje kolejne celebrytki, a na koniec spektakularnie rozbija samochód. Nic nowego. Doskonale o tym wiedziałeś dwa lata temu, podpisując z nim kontrakt.

– Tak źle jeszcze wtedy z nim nie było…

– Co masz na myśli?

– Nie potrafię tego wyjaśnić. Udaje, że wszystko jest w porządku, a zachowuje się, jakby chciał ze sobą skończyć.

Roześmiała się.

– On? Nieprawda. Jest kompletnie arogancki. Uważa się po prostu za niezniszczalnego.

– To coś więcej! Widzę w nim nagle… coś mrocznego… ciemnego.

– Ciemna strona mocy? Może przesadził z opalaniem?

– Potrafisz się tylko wygłupiać…

Tak, niestety. Finn Saint George budził w niej najpodlejsze odruchy, odkąd poznała go cztery lata wcześniej. Starała się zresztą nie pamiętać upokarzającego doświadczenia. Nazwijmy to: dostała za swoje i potraktowała zdarzenie jako nauczkę na przyszłość. Później, kiedy jako inżynier pracowała w zespole jednego z najsławniejszych na świecie konstruktorów samochodów, unikając jak ognia rozgłosu – za którym Finn uganiał się jak wściekły – ich drogi na szczęście już się rozeszły.

Niestety, typowe dla jej pecha, po dwóch latach znaleźli się w tej samej stajni. Uruchomił w niej wtedy najgłębsze pokłady instynktu samozachowawczego. Gdy na nią patrzył, widziała jedynie prowokację i kpinę. Okropny człowiek. Naprawdę taki casanowa nie musiał dawać jej na każdym kroku do zrozumienia, że nie jest uosobieniem seksu. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę.

Jednym słowem ich relacje od samego początku były tragiczne. Jego całkowity brak zasad zmroził Serenę, gdy się poznali, a kiedy tylko musieli się spotykać, brali się za łby. Potem… pozbawił ją złudzeń do końca.

– Posłuchaj, Sereno… Wiem, że się nie lubicie… – zaczął delikatnie ojciec – ale potrzebuję twojej pomocy w kwestii Finna.

Nie lubicie?! To chyba jakieś niedopowiedzenie!

Przypatrywała się badawczo ojcu. Michael Scott… Dla kobiet „Piękny Michael”. Dla niej? Tata. Prywatnie lub kiedy miała ochotę poczuć się jak córcia tatusia. Około pięćdziesiątki, doskonale zbudowany szpakowaty mężczyzna, były mistrz rajdowy, z wiekiem jeszcze bardziej przystojny – jeśli to w ogóle możliwe! Nie przypominał w niczym typowego ojca, raczej rasowego gwiazdora filmowego. Zazwyczaj mieli bardzo dobre, przyjacielskie relacje.

– Oczywiście to taki żart, tato? – odezwała się zachrypniętym z wrażenia głosem. – Bo widzisz… ja mogę Finna tylko… dobić. Raczej nie będę jego wybawcą.

Pokręcił głową.

– Wiem. Nie o to chodzi. Pomyślałem, że może ktoś młodszy lepiej do niego przemówi. Bo mnie, mówiąc zupełnie uczciwie, kończą się pomysły, samochody i pieniądze. Oglądałaś wypadek miesiąc temu? Zero rozsądku! Facet chyba po prostu chce się zabić.

– Pozwól mu! – szepnęła, zanim zdążyła pomyśleć, co mówi. Jedna z paskudniejszych cech jej charakteru: niewyparzony język wielokrotnie ściągał na nią niepotrzebne kłopoty.

– Mam nadzieję, że tak nie myślisz! – zbeształ ją krótko. – Poza tym nie zamierzam za swojego życia stracić już nikogo!

Zamknęła oczy. Nie! Oczywiście, że nie chciała niczego złego dla Finna! Nie lubiła go i tyle. Przyjrzała się jeszcze raz ojcu. Uważniej. Może i był dla niektórych playboyem, ale tak bardzo za nim tęskniła. Patrząc na cienie pod jego oczami, prawie odważyła się zapytać, jak sobie radzi ze stratą jedynego syna. Czy tęskni za córką, gdy nie są razem? Nie powiedziała jednak nic, bo Serena i Michael nie mieli zwyczaju rozmawiać na poważne tematy. Nie mieli, nie mają i nie zaczną. Miłość i ból muszą wrócić tam, gdzie ich miejsce. Za pracowicie latami budowany mur.

Tak, Serena była twarda. Nie płakała w poduszkę, nie użalała się nad niesprawiedliwością tego świata. Zresztą po co, jeżeli niczego to nie zmieniało. Wychowywał ją ojciec, nie zaznała kobiecych czułości ani emocji, więc nawet teraz, gdy nic nie mogło wypełnić pustki po tragicznie zmarłym bracie, radziła sobie z tym po męsku: „wstań, zajmij się czymś, posuwaj rzeczy naprzód”.

Szkoda, że nie zawsze potrafiła się tego trzymać.

– I tak nie przesiedzisz w Londynie całego sezonu, zabawiając się prototypem – kontynuował Scott. – Poza tym miał być już gotowy.

– I jest! W tym tygodniu przejdzie ostatnie testy.

– To dobrze, bo jesteś mi potrzebna tutaj. Skończą bez ciebie.

Jesteś mi tu potrzebna. Właśnie taki był! Sprytny. Wiedział doskonale, co kiedy powiedzieć.

– Nie, wcale nie jestem ci potrzebna. Potrzebujesz mnie, żebym się zajęła tym dzikusem. Problem w tym, że nie mam w ogóle ochoty go oglądać.

– Sereno! To nie była jego wina!

– Bez przerwy to powtarzasz.

Co nie było jego winą? Że zabrał Toma do Singapuru na wielką popijawę, z której wrócił cały swoim prywatnym odrzutowcem, a brata przywieziono w trumnie? Czy to, że namówił go na pływanie po pijaku łódką, wiedząc, że chłopak nie umie pływać, w rezultacie czego Tom utonął? Biedny Finn. Nie miał nawet na tyle przyzwoitości, by zjawić się na pogrzebie.

Po chwili uspokoiła się. Wiedziała przecież, że takie myślenie donikąd nie prowadzi.

– Wyobrażasz sobie, że mu wybaczę? Nie ma takiej opcji. Że polepszę mu samopoczucie? Nie. Bo niby czemu?

– Bo nasz zespół idzie na dno. Chcesz tego?

– Dobrze wiesz, że nie.

Stajnia Scott Lansing była dla niej wszystkim. Domem, rodziną, gronem przyjaciół i przyszywanych wujków. Ale zaistniałe okoliczności spowodowały, że stała się też źródłem skrajnych emocji, z którymi sobie nie radziła.

– To spójrz na wszystko bez uprzedzeń. Jeśli powtarzam, że Finn nie zawinił, przyjmij to do wiadomości i odpuść. Zrozum, że zdarzył się wypadek. Nie rozdrapuj ran, nikomu tym nie pomagasz, a już najmniej mnie.

Ogarnęły ją wyrzuty sumienia. Widziała, że ojciec cierpi. Jak wszyscy. W milczeniu, którego nienawidziła.

 

– Tom nie chciałby cię takiej znać. Oskarżającej Finna. Uciekającej w pracę. Ukrytej w Londynie…

– Wcale się nie ukrywam.

Wzruszył tylko pogardliwie ramionami.

Zgoda, może i się ukrywała. Ale najlepiej lizać rany w samotności. Tylko jak długo można być samotnym? Czuła się bardzo zmęczona. Straciła brata, który był przy okazji jej najbliższym przyjacielem. Czasami nie potrafiła sobie już wmówić, że po prostu ma żyć dalej.

Rodzicielstwo w wykonaniu Michaela Scotta było zjawiskiem szczególnym. Dziewczyna musiała mieć skórę jak słoń, by móc znieść prawie całoroczną tułaczkę po wyścigach samochodowych tylko w towarzystwie mężczyzn. Nie najlepszy to sposób na samotne wychowywanie córki i syna, ale Serena szczerze kochała swoje życie.

Jeżeli czasem przypatrywała się innym dzieciom w towarzystwie matek, to tylko dlatego, że zastanawiała się, jak by się im żyło pod opieką kobiety. Kiedy chwilami pragnęła mieszkać w normalnym domu i chodzić codziennie do szkoły w budynku z czerwonej cegły, pocieszała się, że ich życie jest ciekawsze. Gdy w okresie dojrzewania po nocach modliła się na głos, aby zbudzić się rano koło mamy, pamiętała, że jest Tom. Brat stanowił oparcie i rekompensatę wszystkich braków. Teraz zabrakło i jego.

Życie straciło kolor. Nikt więcej nie weźmie ją za rękę w środku nocy, żeby się nie bała tajemniczych cieni.

To znaczy, że nie potrzebujesz już tej ręki! Odpuść.

Przełknęła głośno i przygryzła delikatnie wargę. Po chwili zapytała cicho:

– Jeśli mówisz prawdę, jak mogę pomóc?

– Zrób coś, żeby zainteresował się prototypem… albo pracą… sam nie wiem… po prostu oderwij go od kobiet i butelki.

Niemożliwe.

– Przecież ja jestem kobietą!

– Tylko z nazwy.

– Wielkie dzięki.

Z drugiej strony wcale nie chciała być jak panienki Finna. W spódniczkach mini, na szpilkach, z blond loczkami prosto z lokówki. Wolała swoje dżinsy, adidasy, chłopięcą figurę i dziką fryzurę w kolorze, którego na darmo by szukać w sklepowej skali barw. Taką siebie uwielbiała.

– Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje teraz Finn, jest kolejna dziewczyna w sypialni – wyjaśnił cierpko ojciec. – Trzeba go kopnąć w tyłek, obudzić, postawić przed nim wyzwanie, a wy dwoje, nie czarujmy się, działacie na siebie jak płachta na byka. Dlatego cię proszę… Nie, wróć, nie proszę… każę ci mu pomóc. Jestem twoim pracodawcą. Płacę ci. Zatem zmiana zakresu obowiązków: przeprowadzasz się tu i pomagasz. – Trudna miłość ojca i córki! – A jak nie, to możesz się pożegnać ze swoim prototypem! Nigdy nie zobaczysz go w Silverstone.

Zabrakło jej tchu.

– Nie odważyłbyś się…

– Nie?

Pewnie, że by się odważył! Dla niego liczyły się pieniądze. Nie wierzył w wyjątkowość jej prototypu. Tymczasem rajdowy wóz, który zaprojektowała, był oczkiem w głowie i inspiracją Toma. Dzieckiem Sereny i nieżyjącego brata. Wynikiem trzech lat mozolnej pracy. Ujrzeć go na torze w Silverstone! Takie było największe marzenie Toma. Teraz to wszystko, co jej po nim zostało.

– To podłe, tato, po prostu podłe.

Przewrócił oczami.

– A może konieczne?

Westchnęła zrezygnowana.

– W porządku. Wygrałeś. Jak zawsze. Postaram się… – Nagle poczuła się nieswojo. W zasadzie nie miała pojęcia, jak ma się postarać. – Zresztą Finn na pewno sam się postara. Sponsorzy mu wybaczą. Monako ma w kieszeni. Tu zawsze wygrywa. Jak mu poszło w sesji kwalifikacyjnej? Będzie startował z pierwszej linii?

Ojciec zachmurzył się, co nie wróżyło nic dobrego.

– Zadławił silnik przed startem…

Zadławił silnik?!

– Czyli pojedzie jutro z ostatniej pozycji? Na jednym z najwolniejszych i najtrudniejszych torów świata?

– Dokładnie tak.

Zagotowało się w niej. Nieświadomie wyciągnęła dłoń w stronę portu.

– I zabawia się teraz z panienkami na swoim jachcie? Celebruje kolejną wpadkę?

Scott rozłożył bezradnie ramiona. Ten gest wystarczył, by Serena podskoczyła na równe nogi.

– Co on, do cholery, wyprawia? Czy jemu w ogóle zależy? Nie… nie próbuj nawet odpowiadać. Wszystko już rozumiem. „Wiadomość z ostatniej chwili”: ten człowiek myśli tylko o sobie!

To powiedziawszy, dziewczyna wypadła rozgorączkowana z gabinetu ojca. Zbiegając z jachtu, rzucił jeszcze:

– Zabiję go! Gołymi rękami!

– Córeczko! Panuj nad sobą! Pamiętaj, że go potrzebujemy! – zawołał za nią Scott.

Jasne. Najbardziej potrzebowali, by Tom mógł znów być z nimi. Ale, niestety, było to niewykonalne. Miała serdecznie dość Finna, jego zachowania i tego, co się przez niego stało z jej rodziną i zespołem. Całym życiem. Kolejny wyścig zapowiadał się tragicznie, ojciec starzał się z minuty na minutę, a faworyt zabawiał się w najlepsze!

Jak wielkim można być egoistą?

Nareszcie! Poczuła się silna. Poczuła, że odzyskuje kontrolę. Teraz zajmie się tym wszystkim. I to natychmiast!

ROZDZIAŁ DRUGI

Znalazłszy się w porcie, Serena rozglądała się nerwowo w poszukiwaniu „Ekstazy”. Nerwowo? Nawet pośród tak wielu przepięknych jachtów nie można było nie zauważyć akurat tego wysokiego trójpokładowca, przypominającego pałac na wodzie czy, lepiej, pięciogwiazdkowy hotel albo królewski liniowiec oceaniczny. Nerwowość więc miała inne źródło.

Ale nie ma mowy, żeby się teraz wycofała. Powie, co ma do powiedzenia, a Saint George wysłucha.

Brawura i adrenalina miały na nią zbawienny wpływ. Czuła się wolna, świeża, oczyszczona. Powinna była zdecydować się na tę konfrontację dużo wcześniej, zamiast od miesięcy zamiatać pod dywan własne uczucia, jakby nie miały dla niej najmniejszego znaczenia. Żałoba powoli ją zabijała, ale już dłużej na to nie pozwoli.

Gdy znalazła się przy samym jachcie, poślizgnęła się na prawie niewidocznej kałuży. Z dala rozległy się anonimowe rechoty, które na chwilę zagłuszyły głośną muzykę i szum wody. Czuła się tu tak swobodnie, jak by się czuła w morzu nieopodal stada rekinów.

To nie twoja bajka, Sereno. Nie myśl o tym, znajdź Finna, załatw, co masz załatwić, i w drogę.

We wnętrzu jachtu wszędzie, gdzie tylko można sobie wyobrazić, znajdowały się kobiety: leżały, siedziały, stały, wszystkie ubrane najbardziej skąpo, jak tylko się dało. Pośród nich znajdowało się paru bardzo zajętych facetów.

Miała dreszcze od samego spoglądania w kierunku tych ludzi. Szła naprzód, przez nikogo niezauważona. Nikt nie przestał się całować ani obejmować. Nikt też nie odłożył kieliszka z szampanem i nie umilkł. Na niczyich ustach nie zamarł śmiech.

Kiedy ona śmiała się po raz ostatni?

Dlaczego Finn i jego ferajna mogli się śmiać i bawić, gdy ona nadal nie potrafiła uronić nawet jednej łzy?

Bo chłopaki nie płaczą…

Nagle, nie wiadomo skąd, zastąpił jej drogę wielki, ponury ochroniarz. Bez ostrzeżenia wykręcił jej rękę.

– Au! – syknęła i mimo bólu zaczęła się szarpać. – Odczep się!

Uścisk olbrzyma zamiast się rozluźnić, stawał się nie do wytrzymania.

– Hej! No co ty! Puszczaj ją! Ona jest w porządku! – rozległ się nagle szorstki, znajomy głos.

Brutal puścił ją bez żadnej dyskusji. Pomyślała, że powinna natychmiast wrócić na zajęcia z samoobrony.

– Dzięki – wyszeptała, masując rękę.

– Wszystko gra, Sereno? – Głos należał do Jake’a Morgana, przystojnego protegowanego Scott Lansing o chłopięcej twarzy i kręconych czekoladowych włosach. Starała się nie mieć z nim nic wspólnego, bo na rajdach zajął miejsce Toma.

– Wspaniale! Odkąd to Finn potrzebuje ochrony?

– Tylko na imprezy, jak jest duży tłum.

– A gdzie w ogóle znajdę rozpustnego gospodarza?

– Nie wiem. Teraz go nie widziałem.

Świetnie! Próbuje kryć Finna!

– Nie ma sprawy. Sama go poszukam.

Miała właściwie ochotę puścić się pędem po błyszczącym pokładzie, czego oczywiście nie zrobiła. Jak na ironię, gdy zobaczyła przed sobą drzwi mogące ją doprowadzić do „jaskini lwa”, odczuła wyraźną ulgę.

Przepych i atmosfera tego miejsca zupełnie nie pasowały Serenie. Za drzwiami, za którymi spodziewała się zastać właściciela jachtu, zobaczyła kolejny korytarz, na którym znowu znajdowało się wiele innych drzwi. Czuła się jak w złym śnie.

Była jednak zdesperowana. Sama w to nie wierząc, zaczęła podsłuchiwać pod kolejnymi drzwiami… Dźwięki dobiegające przez drewniane futryny do końca wyprowadziły ją z równowagi.

Co się z tobą dzieje, skoncentruj się, zapanuj nad swoją chorą wyobraźnią!

W następnym pomieszczeniu para mówiła z wyraźnym amerykańskim akcentem. Kobieta wychwalała w niebogłosy czynności kochanka, on wtórował jej i zachęcał na wszelkie sposoby. Niespodziewanie oboje umilkli. Mimo tego Serena nie odeszła od drzwi i w skupieniu nasłuchiwała.

– Chyba już skończyli, co?

Tylko nie to! To się nie może dziać naprawdę!

Dziewczyna stała jak sparaliżowana. Nie potrafiła się odwrócić.

– Dobry wieczór, Serafino! Przyszłaś się do nas przyłączyć? – Jego aksamitny głos zabijał ją każdym wypowiadanym słowem. – Miejsce się zawsze znajdzie!

– Po moim trupie… – wyjąkała zażenowana. Miała ochotę zapaść się pod ziemię.

Trochę więcej niż pół metra za nią stał on, w całej okazałości, niedbale oparty o ścianę i bezczelnie uśmiechnięty: Lothario Finn Saint George. Musiała chyba wiele nagrzeszyć w poprzednim wcieleniu, skoro zasłużyła na taką sytuację.

Jak bardzo go nienawidziła! A mimo to niezmiennie robił na niej wrażenie. Nie zmienił się ani o jotę. Ten sam zadowolony z siebie, zdemoralizowany rozpustnik. Jakby się nic nie stało. Jakby nie roztrzaskał jej życia na drobne kawałki. „Serafino!”. Nikomu, ale to nikomu nie wolno było się tak zwracać do Sereny.

– Mogę cię zapewnić, że to nie wizyta towarzyska – odezwała się szorstkim głosem. – Inaczej nie zbliżałabym się do tego gniazda rozpusty!

– Ale jednak się zjawiłaś! Co więcej, zastałem cię w kompromitującej sytuacji. Podsłuchiwanie pod drzwiami na imprezie? Niegrzeczna dziewczynka. Powinienem przełożyć cię przez kolano.

Dziękowała losowi, że nie jest typową dziewczyną i nie potrafi się rumienić. Chociaż najbardziej bolało ją to, że w obecności Finna czuła się jak kobieta. Zawsze jednak, kiedy się spotykali, przechodzili niezmiennie przez tę samą procedurę: wzajemnego obrażania się i zastraszania. Tym razem zdecydowała, że nie będzie reagować. Z pewnością musiały być jakieś przesłanki, które uczyniły z Finna legendarnego kochanka i mężczyznę o ustach stworzonych do grzechu. Ale przecież wielu facetów ma piękne oczy i ciało…

Ciekawe, komu Serena chce zamydlić oczy takimi pustymi rozważaniami? Chyba samej sobie. Tymczasem tuż obok stoi ciemnoblond anioł, uosobienie seksu i męskiej urody, ucieleśnienie marzeń i fantazji wszystkich kobiet na świecie.

Jedyne pocieszenie dla niej, że jako inżynier z zawodu wie najlepiej, jakie usterki potrafią się kryć we wnętrzu silników w idealnie prezentujących się samochodach… Z ludźmi jest podobnie.

– W co ty grasz, Lothario? Nie sądzisz, że imprezowanie i picie na dzień przed ważnym wyścigiem może być groźne, nawet dla ciebie?

– Muszę jakoś odreagować sesję kwalifikacyjną, droga Serafino! Chyba że zaproponujesz coś, co zredukowałoby moje napięcie…

Skrzywiła się odruchowo, bo jej ciało zareagowało przychylnie na tę okropną sugestię.

– Z chęcią kopnę cię w tyłek… – powiedziała.

W odpowiedzi uśmiechnął się czarująco swym szerokim, zabójczym, destrukcyjnym uśmiechem, który rzucał płeć piękną na kolana.

– Bo pewnie nie chciałbyś, żeby angażować w nasze rozgrywki twoją twarz… – dodała.

Przez moment wydawało jej się, że przygasł, może pobladł. Ale po sekundzie na nowo kipiał energią. Miała ochotę rzucić się na niego z pięściami i stoczyć bitwę, na którą kiedyś nie było jej stać. Powstrzymywała się ostatkiem sił. Wtedy zauważyła, że Finn tak naprawdę z trudem hamuje rozbawienie.

– Jeśli można, to rzeczywiście wykluczmy z tego moją twarz. Wolałbym nie stresować swoich wielbicielek.

– Wygląda, że miałeś już dziś dość – rzuciła z niesmakiem.

– Wprost przeciwnie, właśnie zamierzałem zabrać się do dzieła.

– W porządku! Nikt ci nie zabrania zaliczyć paru panienek do wieczora, ale picie całą noc przed tak niebezpiecznym rajdem jest głupotą! Jest nieodpowiednie!

Westchnął tylko.

– Pokaż mi, co jest fajnego w odpowiednim zachowaniu. Już samo słowo jest nudne! Przyznasz mi rację?

 

– Nie, nie przyznam. Sponsorzy też tego nie zrobią. Przysięgam na Boga: jak się nie opamiętasz i nie zaczniesz działać dla dobra naszego zespołu, pożałujesz, że się urodziłeś.

– A wiesz, że ci nawet wierzę?

– To dobrze.

– Skoro więc nie przyszłaś tu, żeby się ze mną popieścić, to czemu zawdzięczam tę wizytę, ślicznotko?

Jego głos działał na nią jak dobry koniak. Gdy patrzyli sobie w oczy, wstrząsały nią niewidzialne wewnętrzne dreszcze. Coś bardzo prymitywnego i mistycznego zarazem. Jak bardzo nienawidziła siebie za takie emocje.

Ślicznotko?!

– Nie kpij ze mnie, Finn. Nie mam nastroju na twoje gierki. Chcę spokoju na jachcie i ciebie trzeźwego. Jak śmiesz imprezować, ryzykując powodzenie całego zespołu i pozwalając, żeby inni zamartwiali się o ciebie?

– Mną nie warto się zamartwiać. Strata czasu. Wiesz przecież, że interesują mnie innego rodzaju… doznania.

– Masz tupet… jak na kogoś, kto parę godzin temu znów wszystko zaprzepaścił. A może by tak dla odmiany pomyśleć, jak ratować sytuację? Piłeś? Przecież mogą cię w ogóle wykluczyć z wyścigu.

Pokręcił głową.

– Żadnego picia!

– Przysięgasz?

– Słowo honoru!

Słowo honoru. Ktoś zawsze tak mówił. No, jasne. Tom! Tom… Fala wspomnień nie do powstrzymania. Uciec stąd! Jak najdalej od tego okropnego człowieka. Wytłumaczyć ojcu, że bardzo się myli. Że stawia na niewłaściwego konia. Że nie mogą już dalej pracować z Finnem.

Tak, Sereno. Życie nie jest bajką. Ale co cię nie zabije, to cię wzmocni!

Przez ostatnie osiem miesięcy Finn wiele razy zastanawiał się, jak będzie wyglądało jego kolejne spotkanie z Serafiną Scott w tragicznie zmienionych okolicznościach. Nigdy jednak nie przyszło mu do głowy, że zastanie ją na swoim jachcie, przyklejoną do czyichś drzwi, nerwowo i pożądliwie przysłuchującą się odgłosom cudzej gry miłosnej, w napięciu czekającą na finał!

Jakież to musiało być fascynujące!

Drobna, opryskliwa, drażliwa i jednocześnie jakby sztucznie ugrzeczniona dziewczyna, za wszelką cenę pozująca na chłopczycę. Sytuacja, w jakiej się ostatecznie spotkali, podsunęła mu wiele pomysłów, jak postępować z nią dalej.

Chciał ją przeprosić, coś wytłumaczyć. Ale jednak nie tu i nie teraz. Niewłaściwe miejsce ani czas. Nie uwierzyłaby mu. Wyczekać na odpowiedni moment, chwilę słabości, wziąć w ramiona, przytulić? Ryzykowne. Mógłby nie wyjść żywy z takich objęć. Udawać uprzejmego angielskiego dżentelmena? Wbrew powszechnym opiniom przyszłoby mu to niezwykle łatwo. W ogóle chętnie wcielał się w role różnych typów mężczyzn zależnie od życzeń kobiet, z którymi akurat miał do czynienia. Problem zaczynał się dopiero, gdy chciano, aby był sobą.

W odniesieniu do Sereny nie mógł zaryzykować żadnego dziwacznego zachowania, bo obudziłby w niej podejrzenia i nie odstępowałaby go na krok. Z pewnością „zapracował” sobie na miano playboya, ciacha i wielu podobnych, na pewno jednak nie był idiotą. Od razu zaczęłaby wypytywać go o śmierć brata, a pytania te nie mają prawa wyjść z jej pięknych, pełnych ust, które pragnąłby pewnego dnia całować bez ograniczeń, kochając się z ich właścicielką.

Ostatecznie zadbał, by ich rozmowa przebiegała jak wszystkie poprzednie: jak zażarta sportowa walka. Żeby dziewczyna miała okazję znienawidzić go jeszcze bardziej i uciec jeszcze szybciej! Przeważająca część jego „ja” buntowała się na takie rozwiązanie, lecz zazwyczaj zwyciężał rozsądek. Bo gdyby na świecie istniała sprawiedliwość, półtora metra pod ziemią znajdowałby się on, a nie niewinny, wpatrzony w niego jak w superbohatera dzieciak.

Jednak śmierć omijała go konsekwentnie, nieważne, jak bardzo stąpał po krawędzi i ile samochodów roztrzaskał. Oparł się śmierci wiele razy. Najczęściej wybierała dobrych, a oszczędzała takich jak on, żeby się dłużej męczyli. Zasadniczo pogodził się też z perspektywą piekła. Uznał, że będzie pasowało do jego prawdziwej natury i nie może być gorsze niż piekło na ziemi, przez które przechodził codziennie od ośmiu miesięcy.

Wspaniale. Znów się rozkleja.

Nagle nieopodal skrzypnęła klamka i korytarzem przemknęła platynowa blondyna w skąpym bikini. Miła chwila rozproszenia uwagi. Gwiazdka z telenowel, od której bioder trudno oderwać wzrok.

Bo umysł w stu procentach przestawił się na fale Serafiny Scott po jej nieoczekiwanym pojawieniu się na jachcie!

– Jedna z twoich panienek – rzuciła pogardliwie Serena.

– Poczekaj, niech sobie przypomnę… nie pamiętam… ale mogę to zaraz nadrobić.

– Czy chociaż na chwilę mógłbyś się skupić i zacząć myśleć głową, a nie żadną inną częścią ciała?

– Mógłbym. Jeśli jakoś byś mi to wynagrodziła.

– Jesteś samolubnym sukinsynem. Po stracie Toma powinniśmy wszyscy zająć się ratowaniem tego, co pozostało. Wszyscy, ale nie konsumpcyjnie nastawiony, niezniszczalny, wielki Lothario Finn Saint George. Może chociaż postarasz się następnym razem utrzymać wóz w pozycji horyzontalnej.

– Przyznaję, że pozycja horyzontalna jest jedną z moich ulubionych, ale nie zawsze wszystko mi wychodzi.

Skrzywiła się tylko.

– Nigdy niczego nie traktujesz poważnie? W zeszłym miesiącu rozwaliłeś auto warte parę ładnych milionów funtów, które najprawdopodobniej więcej nie stanie na torze.

– Okej, to był pech. Zgadzam się.

– Wszystko jest dla ciebie jednym wielkim żartem?

– Ależ skąd. Po prostu staram się nie myśleć o złych stronach życia. Dla mnie szklanka jest zawsze w połowie pełna.

– Obawiam się, że ta szklanka wkrótce wyschnie, jeśli nie zaczniesz znów wygrywać.

Tak. Tylko że tu pojawił się pewien mały problem. Gdzieś zniknęła jego sławetna koncentracja. I spokój umysłu. Niesamowite atuty, które pozwalały panować nad dzikim zwierzęciem żyjącym wewnątrz jego ciała, skupiać się na walce i wygrywać w pięknym stylu. Teraz ich miejsce zajęły koszmarne wspomnienia. Powódź retrospekcji wymknęła się spod kontroli. Nawiedzały go, gdy tylko zamknął oczy.

Przecież to w końcu minie! Jest cały sezon, by wszystko nadrobić. Trzynaście wyścigów do mistrzostwa. Bułka z masłem.

– Nie ma się czym martwić, skarbie, zespół jest w bezpiecznych rękach.

Być może Michael Scott już w niego zwątpił. Może dlatego przysłał tu tę małą choleryczkę.

– Ciekawe, dlaczego mnie nie przekonujesz? Bo wszystko, czego się ostatnio tkniesz, nie przemienia się w złoto?

No tak. Kolejna runda.

– Kochanie, powinnaś mi bardziej zaufać.

– Po moim trupie. Przede wszystkim ufa się ludziom, których się lubi.

Nareszcie ktoś, kto go szczerze nie znosi, zamiast biegać za nim na palcach i mówić kłamstwa w stylu „to nie była twoja wina”. Takie tendencje przejawia Scott, lecz Finn nie jest ślepy i widzi prawdę w jego umęczonych oczach. Jednak jego szef ma na utrzymaniu zespół, wiążą go wielomilionowe kontrakty, więc nie ma wyboru. Musi z nim przetrwać do końca sezonu. I musi codziennie patrzeć mu w oczy. Aż niedobrze się robi. Scott to równy gość. Nie zasłużył na taką sytuację.

Po latach współpracy z różnymi stajniami początkowo miał nadzieję, że zakotwiczy się w Scott Lansing na dłużej. Szanował ich. Była to firma rodzinna, nie zaś bezlitosna maszynka do robienia pieniędzy. Stracił swoją szansę. Ale w tym sezonie wróci na podium, nawet gdyby miała to być ostatnia rzecz, którą zrobi w życiu.

Oczywiście pod warunkiem, że ta kobieta nie będzie mu wchodzić w drogę.

– Jeszcze mała prośba. Gdybyś mógł nie zwracać się do mnie „kochanie”. To słowo sugeruje pewien stopień zażyłości, a nas to raczej nie dotyczy.

Widział w jej niewiarygodnie pięknych oczach, jak bardzo chce mu zrobić przykrość. W oczach, które były zjawiskiem nie z tej ziemi, bo łączyły szarość z odcieniami starego złota, podkreślając tajemniczość i nieprzewidywalność ich właścicielki. Nie sposób nie wspomnieć tu o włosach, a właściwie ognistego koloru nieokiełznanej szopie, która również jednoznacznie uwidaczniała jej wyjątkowość.

Samo patrzenie na Serafinę było groźne, bo mogło się zakończyć uzależnieniem: krucha, gibka mała kobietka tak bardzo różniła się od wszystkich pań wokół. Uosabiała naturalność, nie prowokowała golizną, nie wspomagała swej urody botoksem, silikonem ani żadnymi barwnikami.

Dodatkowo była jedyną dziewczyną na świecie, której nie mógł tknąć. Nie dość, że pracował u jej ojca, to obiecał coś w tym stylu swemu przyjacielowi, zmarłemu bratu Sereny.