ConanTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Alowi

Mark Schultz

W HOŁDZIE ROBERTOWI E. HOWARDOWI

Uwielbiam te książki. Howard ma styl szorstki, tętniący życiem – to pisarstwo, które mieczem wycina sobie drogę wprost do serca, zaludnione naprawdę ponadczasowymi bohaterami. Z wielkim zapałem polecam je każdemu miłośnikowi fantasy.

David Gemmell, autor powieści Legenda oraz White Wolf

Wyraziste brzmienie narracji Roberta E. Howarda nadal, po tylu dekadach, oddziałuje na czytelników w równej mierze, gdy chodzi o dźwięczącą stal, grzmiący tętent końskich kopyt czy bryzgającą krew. Wykreowany przez niego Conan to prawdziwie wielka postać poszukiwacza przygód, daleka od stereotypów. Jego niesamowita muskulatura i budowa, gorący temperament oraz lubieżny śmiech stały się standardami, z którymi muszą mierzyć się wszyscy współcześni bohaterowie.

Eric Nylund, autor powieści Halo: The Fall of Reach oraz Signal to Noise

Cudowny gawędziarz Robert Howard stworzył po prostu giganta [Conana], w którego cieniu muszą znaleźć się wszystkie inne opowieści o bohaterach.

John Jakes, autor bestsellera z listy „New York Timesa” – trylogii „Północ i Południe”

Co do absolutnego, żywego strachu… Jakiż inny pisarz może równać się w swych dokonaniach z Robertem E. Howardem?

H.P. Lovecraft

Howard pisał literaturę wszelkiego rodzaju, dla każdego rynku, który tylko go zechciał, lecz jego prawdziwą miłością były opowieści niesamowite. Wniósł tyle fermentu, nowych, stałych odtąd elementów do fantasy, że zmienił kierunek jej rozwoju w Ameryce. Jego odejście od literatury szlachetnej i statycznego ukazywania rzeczywistości ma tę samą wagę co zmiany, jakie do nurtu amerykańskiej powieści detektywistycznej wnieśli Hammett, Chandler czy inni autorzy z kręgu czasopisma „Black Mask”.

Michael Moorcock, autor uhonorowanej wieloma nagrodami sagi o Elryku

Wigor, szybkość, żywotność – to elementy, w których sztukę Roberta E. Howarda trudno prześcignąć. No i jeszcze to wściekle galopujące tempo narracji.

Poul Anderson

Howard szczerze wierzył w podstawowe prawdy, na których zasadzają się jego opowieści. To tak, jakby mówił: „Tak właśnie wyglądało normalne życie w tych minionych, dzikich czasach”.

David Drake, autor zbioru opowiadań Grimmer Than Hell, redaktor antologii Dogs of War

W materii nieustannych, toczących się w szalonym tempie przygód oraz soczystych, wręcz kwiecistych scenerii nikt nawet nie zbliżył się do Howarda.

Harry Turtledove

Cimmeria (Cimmeria)

Pierwsza publikacja w fanzinie „The Howard Collector”, zima 1965

Feniks na mieczu (The Phoenix on the Sword)

Pierwsza publikacja w „Weird Tales”, grudzień 1932

Córka mroźnego olbrzyma (The Frost-Giant’s Daughter)

Oryginalna wersja opublikowana po raz pierwszy w wydaniu kolekcjonerskim Rogues in the House, red. Donald M. Grant, 1976

Bóg w amforze (The God in the Bowl)

Oryginalna wersja opublikowana po raz pierwszy w wydaniu kolekcjonerskim The Tower of the Elephant, red. Donald M. Grant, 1975

Wieża Słonia (The Tower of the Elephant)

Pierwsza publikacja w „Weird Tales”, marzec 1933

Szkarłatna Cytadela (The Scarlet Citadel)

Pierwsza publikacja w „Weird Tales”, styczeń 1933

Królowa Czarnego Wybrzeża (Queen of the Black Coast)

Pierwsza publikacja w „Weird Tales”, maj 1934

Czarny kolos (Black Colossus)

Pierwsza publikacja w „Weird Tales”, czerwiec 1933

Stalowe cienie pod księżycem (Iron Shadows in the Moon)

Pierwsza publikacja w „Weird Tales”, kwiecień 1934 jako Shadows in the Moonlight)

Xuthal o zmroku (Xuthal of the Dusk)

Pierwsza publikacja w „Weird Tales”, wrzesień 1933 (jako The Slithering Shadow)

Sadzawka czarnych ludzi (The Pool of the Black One)

Pierwsza publikacja w „Weird Tales”, październik 1933

Łotrzy w domu (Rogues in the House)

Pierwsza publikacja w „Weird Tales”, styczeń 1934

Kotlina zaginionych kobiet (The Vale of Lost Women)

Pierwsza publikacja w czasopiśmie „Magazine of Horror”, wiosna 1967

Diabeł w stali (The Devil in Iron)

Pierwsza publikacja w „Weird Tales”, sierpień 1934

Od tłumacza i redaktora wydania polskiego

Niniejsze wydanie opowieści o Conanie jest edycją wyjątkową, której celem jest jak najwierniejsze odtworzenie tekstów autorstwa Roberta E. Howarda w postaci pierwotnej, czyli takiej, w jakiej wyszły spod pióra albo, jak on sam to ujmuje, z jego maszyny do pisania.

Dlatego też w tej edycji zachowano pochodzące z edycji oryginalnej, choć na pierwszy rzut oka, zdałoby się, dziwne zasady tłumaczenia i redakcji, m.in. braki w numeracji niektórych rozdziałów, dodatkowy podział tekstu na bloki odpowiadające stronom maszynopisu, niektóre nazwy pisane raz wielką, a kiedy indziej małą literą, a nawet specjalnie oznaczone literówki.

Dociekliwi czytelnicy znajdą tu jeszcze więcej rozmaitych „smaczków”, które, mamy nadzieję, świadomie pozostawione, uatrakcyjnią lekturę i odkrywanie na nowo fascynującego świata epoki hyboryjskiej.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Przedmowa

No cóż. Minął szmat czasu.

Kiedy tak siedzę, przeglądając grafiki i obrazy stanowiące mój wkład do tej książki – efekt pracy, która zajęła ponad półtora roku – muszę przyznać, że mam mieszane uczucia.

Całkiem łatwo przyjąć do wiadomości, że twoim zadaniem będzie wydobyć ujętą w obraz istotę najsłynniejszego dzieła jednego z twoich ulubionych autorów; swoistego literackiego magnesu, który przyciąga cię od dzieciństwa. Łatwo póty, póki nie musisz tej wizualizacji dokonać.

Wierzcie mi, w ostatnich trzydziestu z górą latach wiele, wiele razy pozwalałem sobie na zabawę: co by było gdyby. I za każdym razem byłem naprawdę pod wielkim wrażeniem poddawanych mi przez wyobraźnię, majaczących gdzieś pod powiekami doskonałych ilustracji do Conana.

Kiedy jednak nadchodzi czas, by wziąć temat na warsztat, zakasać rękawy i przejść do konkretów, wszelkie wykoncypowane obrazy i wspaniałe projekty, jakie przedtem przewalały się przez twe niespójne myśli – tak jest, to wszystko o kant…

Conan Roberta E. Howarda okazał się nie tak łatwy do zilustrowania, jak to sobie wyobrażałem. Myślę, że po części dlatego, iż o ile opowieści o Cimmeryjczyku i jego epoce hyboryjskiej są wytworem heroiki epickiej – włączając w to mnóstwo dzielnych wojowników, pola okrutnych bitew oraz czyny wymagające siły, śmiałości czy zuchwalstwa, tak jak to ma miejsce w tradycji fantasy bohaterskiej – o tyle tym, co czyni je naprawdę wielkimi, jest ich głębsza, mroczniejsza wymowa. Osobisty, a więc postbohaterski styl, w jakim Howard je spisał, stał się w dużym stopniu elementem tradycji literackiej dwudziestego wieku, która odrzuca kwiecistość, wymuskanie i szlachetność z grona motywów związanych z epiką na stałe.

Howard wykorzystał elementy formalne literatury bohaterskiej, lecz nie przesycał swoich utworów zwykle związaną z nią pretensjonalną ckliwością. Do diabła, nie! Wziął jej elementy jak skórę owcy, pod którą napakował własnych treści, włączając w to utyskiwanie na okoliczności, jakie warunkowały jego własne życie. W literackim powarkiwaniu i poszczekiwaniu wyraził wszystkie ograniczenia i frustracje świata, jaki poznał – porosłych dębami krzaczastych równin i pól naftowych środkowego Teksasu, odizolowanego od całej reszty.

Moim zamiarem jest pokazać, iż chociaż Howardowe opowieści o Conanie mieszczą się w ramach klasycznej fantasy bohaterskiej, ich sedno – serce, które ożywia bestię – tkwi w odczuciach osobistych. Są one wkomponowane i popychają naprzód słynne już tempo Howardowej narracji poprzez szorstką bezpośredniość oraz zredukowane ukierunkowanie – nastawienie wyłącznie na osiągnięcie celu, co stanowi cechę wyróżniającą jego dokonań literackich. Odzwierciedlają one jego gniew na otaczający świat. Twórczość Howarda nie jest jednak gniewna i ponura tylko dlatego, że tak mu się podobało, lecz ponieważ odzwierciedla jego prawdziwe oblicze.

Geniusz Howarda polegał na tym, że brał formy literackie, jakie do niego przemawiały, i coś do nich dodawał, odejmował, a ostatecznie modelował tak, by w mroczny sposób odbijały jego głębokie osobiste przekonania – pogląd na życie jako niekończące się zmaganie i całkowitą jego daremność, gwarantujące jednak, że po drodze trafi ci się także coś dobrego. Jeśli masz szczęście.

My mamy szczęście, ponieważ otrzymujemy utwory rodem z epiki bohaterskiej Starego Świata reinterpretowanego przez pryzmat wrażliwości Teksańczyka, który przesiąkł zwyczajami i przekazami swego rodzinnego stanu – pełną przemocy historią krwawych sąsiedzkich bitew i wojen z Indianami, jak również bogatą tradycją ludowego gawędziarstwa południowych Stanów Zjednoczonych, z jej wszelkimi duchami i bagiennymi horrorami.

 

Ta mieszanka dała coś nowego, coś dobrego, ale – wracając do mej pierwotnej myśli – jednocześnie sprawiła, że wizualna interpretacja Conana stała się dla mnie dość trudna. Z jednej strony jestem przywiązany do pełnych życia, widowiskowych i bogatych opisów Howarda; do wzbudzającej lęk rozległości i wspaniałości epoki hyboryjskiej; do opowieści o Conanie jako epickiego mitu. Moim pragnieniem było więc ukazanie tego wszystkiego w sposób właściwy, zgodny z najlepszymi standardami ilustracji klasycznej. Z drugiej wszak strony to spontaniczność Howarda zrodzona w Nowym Świecie, jego łatwo uwalniana emocjonalna wybuchowość i niespokojny tryb życia sprawiły, że w jego opowieściach wszystko funkcjonuje tak, jak należy. Jest w nich tchnienie życia dużo głębsze niż w innych powstających wówczas utworach, a właściwe jego uchwycenie wymaga od obrazów, by były śmiałe, bezpośrednie i surowe.

Opowieści Howarda nie sposób pomylić z czym innym. Nikt nigdy nie napisze o Conanie – ani o żadnym innym bohaterze magii i miecza – z taką żarliwością i wyczuciem straszliwego piękna. Nigdy nie będzie żadnego innego prawdziwego Conana, który wyszedłby spod innego pióra. Cimmeryjczyk to postać zbyt osobista, spowita w zalety, ułomności i uprzedzenia samego Howarda. Takie dookreślenie pozwala także lepiej zrozumieć, dlaczego jest on zdecydowanie najlepiej znaną kreacją Teksańczyka.

U Howarda saga o Cimmeryjczyku stała na pierwszym, najważniejszym miejscu. I nie żebym chciał tu kogoś urazić, lecz wraz z Conanem dotarł on w swym pisarskim dorobku do miejsca, gdzie docenił znaczenie dalszego rozwoju w konkretnie sprecyzowanym kierunku.

Szeroką publikę zadowoli raz czy drugi jakiś literacki koncept, prezentujący świat stworzony z wyobraźnią, obracający się wokół dobrze skrojonej intrygi. Ale jeśli autor chce, by wracała ona wciąż do jego uniwersum, musi stworzyć dlań fundament w postaci atrakcyjnego, wyjątkowego bohatera, który będzie czymś więcej niż tylko konstruktem myślowym. Howardowi, czerpiącemu z osobowości gruboskórnych Teksańczyków, jakich dobrze znał, powiodło się to właśnie przy Cimmeryjczyku. Tak stworzył serię opowieści, której popularność przyćmiła wszystkie inne jego znakomite światy.

W Conanie otrzymujemy coś, co stanowi rzadkość w literaturze fantastycznej – bohatera, który naprawdę zmienia się i dorasta z tekstu na tekst. Nastoletni, nieostrożny Cimmeryjczyk, który zabija szydzącego zeń człowieka w Wieży Słonia, nie jest taki sam jak uparty osiłek ze złamanym sercem w Królowej Czarnego Wybrzeża i nie taki sam jak najemny weteran w Czarnym kolosie, zaczynający rozumieć, że zawsze przetrwać pozwala mu coś, co ma w sobie. Nie jest także Conanem, który jako król wspiera sztuki piękne (sztuki piękne, na litość Croma!), uznając w Feniksie na mieczu, że gdy jego już zabraknie, poezja będzie żyć nadal.

Barbarzyńca dorasta i dojrzewa i tym bardziej szkoda, że popularny wizerunek jego postaci ogranicza się przeważnie do rzucającej gniewne spojrzenia i zaciskającej szczęki morderczej maszyny opatrzonej węzłami mięśni. Howard stworzył go jako bohatera o wiele bardziej złożonego. Owszem, rozbija się i zabija, ale także rozmyśla i śmieje się – tak z siebie, jak z innych – kocha i porzuca, wątpi i odczuwa niepewność, działa bezinteresownie i potrafi dzielić odczucia zupełnie obcych istot. A ponad wszystko jest niesamowicie charyzmatyczny; żaden obcokrajowiec nie obejmie władzy nad wojskiem czy narodami bez wzbudzenia zaufania, lojalności i oddania. Nie jest on prostackim brutalem, ale postacią wielowymiarową, co starałem się oddać najlepiej, jak umiałem, przedstawiając go w różnym nastroju czy w odmiennych sytuacjach.

Nie każde opowiadanie w tym zbiorze można uznać za wielkie. Howard pisał na potrzeby miesięczników w szalonym tempie, a w tych warunkach osiągnięcie doskonałości pozostaje niemożliwe. A mimo to nawet teksty powstałe mniejszym nakładem sił, takie jak Kotlina zaginionych kobiet, zawierają passusy cudownie dopracowanej prozy. Popatrzmy choćby na opis rzezi w wiosce widzianej oczami Livii. Wszak to najbardziej spójny, wzbudzający nieodparte wrażenie obraz okrucieństwa dokonywanej masakry, jaki można napotkać w literaturze. Albo na opis nieziemskiego, srebrzącego się piękna podczas zejścia Livii w głąb nawiedzonej kotliny.

Niemniej większość tych historii jest wspaniała. Czy to Wieża Słonia, czy też Królowa Czarnego Wybrzeża – należą one bezdyskusyjnie do klasyki krótkich opowieści literackich, zdecydowanie zasługując na powszechniejszą znajomość i uznanie również poza swym gatunkiem.

Howard bez wątpienia umiał pisać, a utwory o Conanie są jego szczytowym osiągnięciem. Mam więc nadzieję, że nawet jeśli nie zainteresuje was moja interpretacja jego słów, będziecie w stanie zanurzyć się w nie i cieszyć Cimmeryjczykiem, a także jego światem oraz poruszającą prozą Howarda – przez pryzmat własnego wnętrza.

Mark Schultz

2002

Wprowadzenie

Kiedy w grudniu 1932 roku na stoiska z prasą trafiło kolejne wydanie magazynu „Weird Tales” [ang. opowieści niesamowite – przyp. tłum.], Robert E. Howard (1906–1936) nie zdawał sobie prawdopodobnie sprawy, że tworzy historię. Feniks na mieczu, wprowadzający jego nowego bohatera, Conana z Cimmerii, powstał w marcu tego samego roku. I nawet jeśli redaktor Farnsworth Wright uznał, że opowiadanie ma „fragmenty naprawdę doskonałe”, było to za mało, aby zapewnić mu miejsce na okładce. Pierwszy tekst o Conanie był po prostu jedną z opowieści zamieszczonych w tym konkretnym wydaniu „Weird Tales”.

Siedemdziesiąt lat później bohater ten osiągnął międzynarodową sławę. Opowieści o Conanie ukazały się praktycznie w każdym kraju świata. Jeden sukces wiódł za sobą kolejne, a Cimmeryjczyk zaczął pojawiać się w filmach fabularnych, komiksach, filmach animowanych, pastiszach, serialach telewizyjnych, grach fabularnych i na półkach z zabawkami. Podczas tego procesu to, co zrodziło się w wyobraźni Howarda, zostało rozmyte tak gruntownie, że często dostrzeżenie oryginalnych cech nadanych barbarzyńcy przez autora w ikonicznym, przetworzonym obrazie przyodzianego w futra superbohatera o przerośniętych muskułach, jaki utrwalił się w powszechnej świadomości, staje się wręcz niemożliwe.

Takie zjawisko nie jest rzadkością w dziejach kultury popularnej. Kiedy postać literacka stanie się taką ikoną, z całą pewnością wymknie się twórcy i zacznie żyć własnym życiem. Taki bohater jest wówczas ważniejszy od autora. Dracula, Fu Manchu czy Tarzan to postaci rozpoznawalne natychmiast, podczas gdy ich twórcy: Bram Stoker, Sax Rohmer i Edgar Rice Burroughs, cieszą się sławą zarówno mniejszą, jak i zależną wprost od popularności tych konkretnych bohaterów. Na przykład wielu czytelników Burroughsa po raz pierwszy zetknęło się z Tarzanem za pośrednictwem filmów czy pasków komiksowych, co w efekcie doprowadziło do zakupienia przez nich książek stanowiących jego korzenie. Wówczas sami mogli osądzić, czy adaptacje były wierne oryginałowi. Jednakże w przypadku Howarda było to niemożliwe. Do chwili powstania niniejszej publikacji historie o Conanie nigdy nie zostały wydane jako jednolity zbiór w postaci, w jakiej spisał je sam autor, i w porządku, w jakim je tworzył.

Choć w zasadzie nie ma nic złego w pomyśle tworzenia biografii bohatera, żaden badacz Sherlocka Holmesa nie ucieszyłby się nigdy z idei poprzestawiania oryginalnych tekstów Conan Doyle’a tak, aby odtwarzały raczej życie Holmesa niż kolejność, w jakiej powstawały. Ani też ze wstawiania pastiszy do ustalonego już kanonu. Tak właśnie jednak uczyniono z utworami o Conanie: nie tylko prezentowano je w układzie zgodnym z odtworzoną przez kogoś innego biografią, ale także pomiędzy opowieściami Howarda umieszczano jakieś próby naśladownictwa o wątpliwej (co najmniej) jakości. Później część tekstów samego Howarda została przepisana na nowo – różne nie-Conanowskie utwory pisarza przekształcono w należące do cyklu, a te, których nie zamyślał kończyć, dopełnili inni autorzy. Cała ta idea „pośmiertnej współpracy”, jak ją nazwano, sprawiła, że dla przeciętnego czytelnika trudne stało się ustalenie, co w tych zbiorach stanowi autentyczne dzieło Howarda, a co słabą imitację bądź tekst przepisany od nowa. Innymi słowy, ludzie zwabieni etykietą Howardowego Conana po zetknięciu się z adaptacjami i pastiszami trafiali po prostu wciąż na to samo, bez precyzyjnych informacji pozwalających oddzielić ziarno od plew. Uczyniło to krytyczną ocenę opowieści o Cimmeryjczyku sprawą naprawdę trudną, a Teksańczyka często poddawano osądom na podstawie pism, których nie był autorem, albo nawet takich, z którymi nie miał nic wspólnego.

Sam Howard sugerował, dlaczego tych historii nie powinno się przedstawiać w porządku wydarzeń zachodzących w życiu bohatera: „Spisując te opowieści, zawsze czułem się mniej ich twórcą, a bardziej kronikarzem jego przygód, jakby mi je opowiadał. To dlatego przeskakują one tak bardzo, bez następowania po sobie w jakimś określonym porządku. Przeciętny łowca przygód prawi historie o swym wędrownym życiu na chybił trafił, rzadko trzymając się jakiegoś uporządkowanego planu. Przytacza epizody tak, jak mu się nasuwają, oddzielone od siebie daleko przez miejsce i czas”. Wskutek tego teksty w niniejszym zbiorze publikowane są tak, jak nasunęły się autorowi, w porządku, w jakim powstawały – żadnych pastiszy, żadnych zmian ze względu na spójność, żadnego przepisywania na nowo. Taka prezentacja nie tylko uwzględnia intencje Howarda, ale zarazem rzuca zupełnie odmienne światło na stworzoną przez niego postać i jej ewolucję. Daje nam też nowe spojrzenie na kilka wiodących motywów serii.

Kiedy w grudniu 1932 roku wydanie „Weird Tales” pojawiło się w sprzedaży, Howard stawał się już jednym z filarów czasopisma. Magazyn opublikował pierwszy tekst Teksańczyka za pieniądze, Spear and Fang, w lipcu 1925 roku, a wraz z upływem lat jego utwory pojawiały się na łamach magazynu z narastającą częstotliwością. Wolfshead wywalczył mu miejsce na okładce edycji z kwietnia 1926 roku, a w Red Shadows w sierpniu 1928 roku wprowadził postać, która stała się legendą – Solomona Kane’a – ponownie pojawiając się na okładce. Rok później Howard zdobył podziw i szacunek swoich kolegów po piórze, w tym najbardziej znaczącego wśród nich: Howarda Phillipsa Lovecrafta, dwiema historiami o Kullu z Atlantydy – The Shadow Kingdom i The Mirrors of Tuzun Thune – opublikowanymi w wydaniach z sierpnia i września 1929 roku.

Można powiedzieć, że Robert E. Howard był swego rodzaju protegowanym redaktora „Weird Tales” Farnswortha Wrighta. Podsycał on rozkwitający talent Teksańczyka i później opisze go jako jedno ze swoich „odkryć literackich”, jak również jako „geniusza” i „przyjaciela”. Wright był doprawdy redaktorem niezwykłym. W świecie powtarzalnych i przesyconych banałem magazynów pulpowych „Weird Tales” często dorastał do swego podtytułu: „The Unique Magazine” [ang. czasopismo wyjątkowe – przyp. tłum.], krocząc po cienkiej granicy między wymogami komercyjnymi a literackimi ambicjami szefa. Podczas gdy opowieści Lovecrafta często odrzucano z uwagi na niezdolność bądź niechęć do uwzględnienia przez autora wymogów wydawniczych i sugestii redakcji, Howard był bardziej elastyczny. Ucząc się i uprzedzając oczekiwania wydawców, nie miał problemu z wypuszczaniem sztampowych tekstów – a sporadycznie tu i tam jakichś perełek – dla tak ogólnych magazynów jak „Fight Stories” albo „Action Stories”. Z drugiej strony Teksańczyk zdradzał prawdziwe inklinacje do tworzenia literatury ambitniejszej, co widać najlepiej w jego poezji. Nie było wszak dla niej dość żywotnego rynku. Dla młodego pisarza „Weird Tales” pojawił się we właściwym czasie. Ten atypowy magazyn opublikował wielką liczbę wierszy Howarda, jak również śmietankę jego beletrystyki: opowieści o Solomonie Kanie, Kullu, Branie Maku Mornie oraz Conanie Cimmeryjczyku. Nie przypadkiem z grona swych licznych bohaterów Teksańczyk stworzył wiersze tylko o tej czwórce (o ile przyjmiemy, że Cimmeria to wiersz o ojczyźnie barbarzyńcy). Był też wyraźnie głębiej zaangażowany w pisanie opowieści o Conanie niż w tworzenie utworów dla rynków bardziej ogólnych.

Warto podkreślić, że pierwsze opowiadanie o Cimmeryjczyku to przepisana na nowo historia o Kullu: By This Axe Rule!, ukończona w 1929 roku. Podobnie jak przy Conanie, w opowieściach o Kullu Howard koncentrował się na eksploatacji przygód barbarzyńcy w egzotycznych krainach z mitycznej przeszłości Ziemi. Na tym jednak podobieństwa się kończą, między 1929 a 1932 rokiem bowiem rozbudował swe ambicje związane z fantasy. Na początek udało mu się sprzedać kilka produkcji historycznych dających okazję do pisania z wielkim rozmachem. Wypuszczając swe pamiętne opowieści o późnych krucjatach, Howard nasycił je taką intensywnością fabuły, jakiej z rzadka później dawało się dorównać. Celował w opisie rozkładu potężnego niegdyś imperium Zamorza, kruszejącego pod wpływem wewnętrznych podziałów i zewnętrznych ataków – temat dyżurny przyszłych utworów o Conanie.

 

Regularna sprzedaż beletrystyki historycznej okazała się jednak zadaniem żmudnym. O swym zainteresowaniu tym gatunkiem i trudnościach występujących na rynku w 1933 roku Howard pisał tak: „Nie ma dla mnie innego literackiego rzemiosła, dającego mi nawet w połowie taką radość, jak pisanie o historii pod płaszczykiem beletrystyki. Chciałbym móc poświęcić resztę swego życia tego typu pracy… Jednakże pisząc coś takiego, nie zdołałbym wyżyć; rynki są skąpe, ich oczekiwania zbyt wąskie, a ukończenie jednego tekstu trwa zbyt długo. Próbuję tworzyć przynajmniej na tyle zgodnie z faktami, na ile to możliwe. Staram się popełniać względnie jak najmniej błędów. Przy mej ograniczonej wiedzy lubię, gdy kontekst i uwarunkowania są tak dokładne i realistyczne, jak tylko się da. Jeśli za bardzo przekręciłbym fakty, pozmieniał daty, jak czynią to niektórzy pisarze, albo wprowadził jakąś postać, nie trzymając się własnych odczuć co do miejsca i czasu, utraciłbym poczucie realizmu, a moi bohaterowie zostaliby zredukowani do roli żywych przedmiotów. A przecież główny nacisk w moich tekstach spoczywa w całości na koncepcji postaci. Gdybym stracił «czucie» bohatera, równie dobrze mógłbym podrzeć wszystko, co napisałem”.

Prawdopodobnie powyższe kwestie Howard miał ponownie na względzie, gdy w lutym 1932 roku przerabiał By This Axe I Rule! na Feniksa na mieczu. Opuszczając wątek miłosny i dodając odrobinę niesamowitości w wersji przerobionej, wiedział, co czyni. Inaczej niż w przypadku jego wcześniejszych serii, pierwsza opowieść o Conanie została skrojona dokładnie do potrzeb „Weird Tales”. Jakkolwiek objęcie kontrolą marketingowych aspektów opowiadania stanowiło jedną kwestię, to utrzymanie w ryzach sił twórczych, które tchnęły życie w postać barbarzyńcy, było czymś zupełnie odmiennym: „Ów człowiek, Conan, wyrósł nagle w mym umyśle, bez wielkiej pracy z mej strony, i natychmiast strumień historii spłynął spod mego pióra – albo raczej z maszyny do pisania – prawie że bez mojego wysiłku. Zdało się, że nie tyle tworzę, ile relacjonuję wydarzenia, które kiedyś nastąpiły. Kolejne epizody napierały na siebie tak prędko, że ledwo mogłem dotrzymać im kroku. Tygodniami nie robiłem nic innego, jak tylko pisałem o przygodach Conana. Jego postać zawładnęła moimi myślami zupełnie, spychając na bok wszystko inne, co stawało na drodze do zapisywania kolejnych tekstów”.

Ukazując Cimmeryjczyka w pierwszym opowiadaniu jako będącego w średnim wieku króla Aquilonii, w drugim jako młodego barbarzyńcę na północnych obrzeżach świata, a w trzecim jako młodego barbarzyńskiego złodzieja w cywilizowanym mieście Numalii – w każdym przypadku w innym okresie życia, przy wielkim rozproszeniu lokalizacji geograficznych – Howard podejmował ryzyko pogubienia się w tej postaci i jej uniwersum. Tak się stało w przypadku utworów o Kullu, gdzie utracone poczucie realizmu było zauważalne. I dlatego właśnie zdecydował, iż „kontekst i uwarunkowania” będą „dokładne i realistyczne”.

Stworzenie wewnętrznie spójnego świata było rozwiązaniem idealnym dla potrzeb i ambicji Howarda. Jego decyzji, by zaludnić swą epokę hyboryjską Cimmeryjczykami, Vanirami, Nemedyjczykami czy Afghulczykami – ludami o lekko tylko odmienionych nazwach zapożyczonych z historii bądź legend – nigdy nie pojmowano właściwie. Lata później Lovecraft zgani go za to: „Jedyną skazą na jego dorobku jest nieuleczalna skłonność R.E.H. do wynajdowania nazw przypominających za bardzo rzeczywiste – nazw, które nasuwają nam zupełnie inny zestaw skojarzeń”. Lovecraft oraz wielu innych po nim nie potrafili dostrzec, że Howard nigdy nie zamierzał tworzyć jakiegoś świata poza tym, w którym żyjemy, tak jak uczynił, pisząc o Kullu, i jak zrobiło mnóstwo twórców fantasy epickiej od tamtego czasu. Dobierając starannie nazwy, tak by przypominały te, które można znaleźć w historii czy w legendach, chciał się upewnić, iż żaden czytelnik nie zginie w domysłach, jak wyglądał Turańczyk, albo pozostanie nieświadom, iż Vanirowie oraz Æsirowie zamieszkują północne części świata. Rozciągając wiedzę z zakresu historii i geografii na potrzeby kreacji uniwersum będącego czymś nowym, a zarazem znajomym, rozmyślnie wkładał wiele wysiłku w skuteczne utrwalanie nazw, technika ta bowiem pozwalała mu wykreować egzotyczny kontekst przy jednoczesnym zastosowaniu minimalnego opisu. Tym samym, tworząc metodę pisania (pseudo-)historycznych opowieści bez ryzyka anachronizmów oraz błędów rzeczowych, zaspokajał również własną potrzebę posiadania „dokładnego i realistycznego” tła dla całej serii. Pierwsze trzy opowiadania o Conanie, ukończone przed powstaniem Epoki hyboryjskiej, można uznać za działania eksperymentalne, zanim jeszcze Howard pewnie ujął w cugle otoczenie swego bohatera i potencjał tkwiący w nowej serii. Dopiero za czwartym i piątym razem – przy Wieży Słonia i Szkarłatnej Cytadeli – dodał do swego nowego cyklu ów epicki i (pseudo-)historyczny wymiar. Patrząc z tego miejsca w przód, opowieści o Cimmeryjczyku stały się potem czymś więcej niż tylko zbiorem przygód barbarzyńskiego awanturnika w wymyślonym królestwie, jak to było w przypadku Kulla. Z tekstu na tekst Conan mógł zostać królem w średniowiecznej Europie (Szkarłatna Cytadela), dowódcą w antycznej Asyrii rozrywanej przez rywalizujące miasta-państwa (Czarny kolos) lub członkiem bandy dzikich kozaków – pojęcie dość przejrzyste – za wschodu. Jak napisał niegdyś Howard: „Moje studia nad historią są ustawicznym poszukiwaniem coraz to nowszych barbarzyńców, z epoki na epokę”. Powołując do życia epokę hyboryjską, stworzył sobie uniwersum, gdzie wszystkie barbarzyńskie ludy mogły współistnieć w tych samych ramach czasowych, a Conan Cimmeryjczyk stał się doskonałym nośnikiem wyrażającym jego pogląd na kwestie barbarzyństwa i cywilizacji.

W wielu z tych historii Cimmeryjczyk pojawia się na ziemiach leżących podczas epoki hyboryjskiej na pograniczach, gdzie barbaria ściera się z cywilizacją na wielką skalę, przy użyciu wojsk liczonych w dziesiątkach tysięcy. Echo owych monumentalnych bitew można odnaleźć w zdarzeniach o charakterze bardziej kameralnym, często dostarczających tym utworom pamiętnych scen i wersów dialogów, takich jak scena, kiedy Conan relacjonuje swój proces w Królowej Czarnego Wybrzeża: „Zdławiłem jednak swój gniew i zachowałem spokój, a sędzia darł się, że okazałem pogardę dla trybunału i powinno się mnie wtrącić do lochu, bym tam gnił, póki nie zdradzę swego przyjaciela. Wówczas, widząc, że wszyscy tam poszaleli, dobyłem miecza i rozłupałem czerep sędziemu”, albo zaprawiona goryczą poboczna uwaga Howarda w Wieży Słonia: „Ludzie cywilizowani są bardziej grubiańscy od barbarzyńców, ponieważ wiedzą, iż ich chamstwo nie rozszczepi ich czaszki. Z reguły”.

Większość prac Howarda, w tym opowieści o Conanie w szczególności, można w sposób jawny odczytywać jako drążenie tematu: „barbarzyństwo kontra cywilizacja”, gdzie pisarz stoi twardo po stronie barbarzyńców. Głęboko zakorzenione zainteresowanie tą kwestią stanowiło pożywkę dla jego twórczości i stało się głównym tematem korespondencyjnej dyskusji z Lovecraftem, zainicjowanej w 1930 roku. W konfrontacji z erudytą z Providence Teksańczyk poczuł się zmuszony do poparcia swych opinii wiedzą historyczną i polityczno-społeczną; w konsekwencji opowieści o Cimmeryjczyku całkiem często zawierają oddźwięki idei wyrażanych w korespondencji i na odwrót. Znając lepiej niż ktokolwiek inny opinie i przekonania Howarda, Lovecraft znajdował się w pozycji uprzywilejowanej do tego, by w pełni docenić opowieści o Conanie i ich podtekst. Krótko po śmierci Teksańczyka napisał więc tak: „Trudno opisać dokładnie, co sprawia, że utwory pana Howarda wyróżniają się tak znacząco; jednak ich prawdziwy sekret stanowi to, że w każdym można odnaleźć jego samego”. Spostrzegawczy pisarz dotyka tu kwestii stanowiącej główny klucz do serii o Conanie, tłumacząc zarazem „wewnętrzną siłę i szczerość” tych historii, jak i powód, dlaczego po żadnym pastiszu nie sposób nigdy oczekiwać, iż osiągnie poziom oryginału. O ile Howardowe opowiadania o Cimmeryjczyku można uznać za solidnie napisaną literaturę eskapistyczną, dostarczającą odbiorcy barwnych, nasyconych przygodą opowieści, o tyle najlepsze z nich niosą w sobie znacznie więcej.