Ukryta inteligencja hormonówTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Podczas rui widać wyraźnie, że to samica aktywnie zabiega o seks z wybranym samcem. Poddaje go próbie, żeby się przekonać, czy jest na tyle sprawny, by za nią podążyć. Preferuje określony typ samca.

To ona wybiera jego.

Tak to działa w prawdziwym świecie. W laboratorium wyglądało to (i nadal wygląda) inaczej. Nasza dziewczyna miała przynajmniej kołowrotek, więc mogła nieustannie czymś się zajmować, podczas gdy faceci w sąsiedniej klatce – przydzieleni losowo – byli po prostu za nudni.

W dziejach poszukiwań strategii zaspokajania przez samicę jej pragnień tkwi fascynująca historyczna ironia. Karol Darwin sugerował to wiele lat temu – w książce Dobór płciowy49 z 1871 roku50. Dokonywanie przez samice wyboru wydawało się Darwinowi konieczne dla wyjaśnienia tak ekstrawaganckich samczych popisów jak pawi ogon. Darwin głowił się, dlaczego estetyka samców aż tak przekonująco działa na samice, i podejrzewał, że to nie tylko ze względu na piękne barwy tych chłopaków. Ich ładne cechy wyglądu niosły jakieś głębsze znaczenie, mówiły może o czymś przydatnym, co samice mogły przekazać potomstwu. Być może to samo dotyczy również płci żeńskiej u ludzi.

A co z nami? Poszukiwanie rui u ludzi

Na początku XX wieku fizjolodzy zakładali, że ruja u ludzi istnieje. U zwierząt było to zjawisko bądź co bądź dobrze udokumentowane, w laboratorium i poza nim. Jednak ich przewidywania dotyczące wzorców kojarzenia się w pary aż do chwili obecnej okazywały się zbyt proste i w większości poniosły fiasko.

Mimo to naukowcom pracującym w połowie XX wieku istnienie u ludzi stanu podobnego do rui wydawało się rozsądnym założeniem. Zorientowali się już, że mogą uzyskać wgląd w fizjologię kobiecego cyklu miesięcznego przez obserwowanie cykli u innych zwierząt51. Szczury, jak się okazało, mają wzorzec hormonalny uderzająco podobny do ludzkiego52. Jednak w przeciwieństwie do ludzi szczury zapewniały badaczom możliwość eksperymentowania.

Naukowcy mogli pozbawiać zwierzęta działania hormonów albo je przywracać i obserwować efekty. Na przykład estradiol, hormon z rodziny estrogenów, osiąga szczyt tuż przed owulacją. Eksperymenty na szczurach wykazały, że estradiol odgrywa kluczową rolę w reakcji seksualnej samicy – wystarczy pozbawić ją działania tego hormonu, a zniweluje się bardzo ważny odruch lordozy, nieodzowny dla kopulacji i rozrodu; wystarczy przywrócić działanie, a odruch i następująca po nim aktywność seksualna powracają. Zważywszy na fizjologiczne podobieństwa między ludźmi i szczurami, myśl, że wzorce behawioralne obu gatunków również są podobne, wydawała się rozsądna.

Zgodnie z tą logiką nasuwałaby się prosta z pozoru hipoteza – kobiety będą częściej uprawiać seks w okresie płodności, przy wysokim poziomie estradiolu i największych szansach zajścia w ciążę. Faza płodności w danym cyklu obejmuje dzień owulacji i kilka dni przed nim, kiedy plemniki w drogach rodnych zachowują żywotność, oczekując na owulację53. U kobiet o typowej długości cyklu, wynoszącej około dwudziestu ośmiu dni, owa faza płodności zaczyna się około ośmiu dni od początku krwawienia miesięcznego. (W dużym przybliżeniu faza płodna przypada mniej więcej w połowie cyklu danej kobiety. Więcej szczegółów na temat cyklu hormonalnego zawiera rozdział 3 „W dwadzieścia osiem dni dookoła księżyca”).

Pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku naukowcy zaczęli sprawdzać te hipotezy, przeprowadzając pierwsze systematyczne badanie dotyczące czasu odbywania przez kobiety stosunków seksualnych i występowania orgazmów w całym cyklu54. Przez dziewięćdziesiąt dni kobiety wypełniały codziennie papierowe formularze i dostarczały je do skrzynki odbiorczej w laboratorium badawczym na Uniwersytecie Karoliny Północnej. Na formularzach badane zaznaczały, czy uprawiały seks i czy doznawały orgazmu. Odnotowano kilka spostrzeżeń. Pierwszym i najmniej zaskakującym był fakt, że kobiety więcej razy uprawiały seks, niż miały orgazm. Drugim i bardziej godnym uwagi było występowanie dwóch szczytów częstości zarówno stosunków, jak i orgazmów: jeden mniej więcej w połowie cyklu, czyli w przybliżeniu w okresie rui, a drugi (co już wyglądało bardziej tajemniczo) tuż przed menstruacją.

Po trzecie, stwierdzono olbrzymią zmienność wzorca seksu i orgazmu w całym cyklu u poszczególnych kobiet, co utrudniło wyciągnięcie jakichkolwiek solidnych wniosków w owym pierwszym badaniu tego rodzaju. U niektórych kobiet szczyty wykresów występowały w połowie cyklu. (Czy była to ruja klasyczna, przy której porę zarezerwowaną na seks stanowi okno płodności?). U innych krzywa w całym cyklu przebiegała jednostajnie – lub płasko, jak przy niskiej aktywności. (Czy to coś mówiło o jakości ich związków albo partnerów?). W drugim, przeprowadzonym około dziesięciu lat później badaniu autorzy stwierdzili znacznie bardziej przypadkowe współczynniki częstości stosunków i orgazmów w całym cyklu, co zrodziło więcej pytań niż odpowiedzi.

Należy pamiętać, że te badania odbywały się pod koniec lat sześćdziesiątych i w latach siedemdziesiątych XX wieku, kiedy proszenie zwykłych kobiet o udzielanie szczerych odpowiedzi w kwestii częstości uprawiania seksu oraz doznawania orgazmu, nawet w imię nauki, wciąż było nowatorskim pomysłem. Odkrycia Mastersa i Johnson dopiero zaczynały przebijać się do powszechnej świadomości, a dotyczące seksu ankiety „Cosmo” quiz Helen Gurley Brown dopiero w przyszłości miały się stać lekturą obowiązkową. (Brown objęła swoje stanowisko w 1965 roku, a na okładce numeru czasopisma z października wydrukowano: „Wybierz idealnego ojca oraz płeć swojego dziecka”. Czy przyszła autorka książki Sex and the Single Girl wiedziała coś o kobiecym wyborze strategicznym, o czym nie mieli pojęcia naukowcy?).

Późniejsze badania miały znowu pokazać, że kobiety uprawiają seks częściej w fazie płodnej55; w niektórych przypadkach stwierdzano wzrost częstości tylko seksu zainicjowanego przez kobietę56. W jednym badaniu w fazie płodnej wystąpił spadek częstości seksu zainicjowanego przez kobietę, ale wzrosła częstość „zachowań autoerotycznych” (innymi słowy, masturbacji)57. Uczestniczki badań wydawały się równie zróżnicowane jak same wyniki obserwacji, a do wielu badań włączano niewielkie grupy (liczące zaledwie trzynaście kobiet)58, a także zespoły mieszane, złożone z mężatek i niezamężnych studentek wyższych uczelni, zatem grupy te mogły nie być reprezentatywne dla ogółu kobiet. Tak więc trudno było dostrzec jakiekolwiek ogólne wzorce aktywności seksualnej kobiet w całym cyklu.

Przeprowadzono jednak godne uwagi badanie, które rzeczywiście wydawało się kompletne, jeśli wziąć pod uwagę jego obszerny zakres. Obejmowało ono przeszło dwadzieścia tysięcy kobiet w trzynastu krajach. Wynik obserwacji – ani śladu wzrostu częstości odbywanych przez kobiety stosunków płciowych w płodnych dniach cyklu59. Wniosek – u kobiet aktywność seksualna na pewno nie podlega żadnemu rodzajowi ścisłej kontroli hormonalnej. W tym punkcie paralela zwierząt i ludzi znika; kobiety, w odróżnieniu od samic innych gatunków, w pełni wyzwoliły się spod kontroli swoich hormonów.

Jednakże nauka rzadko pozwala, by jakiś wniosek utrzymał się długo. Także w tym wypadku zrodziło się dalsze pytanie: skoro aktywność seksualna kobiety nie podlega bezpośredniej regulacji hormonalnej, to co można powiedzieć o pragnieniu seksu?

Być może to jest myśl, która się liczy

Zachowania seksualne podlegają ograniczeniom przez różne czynniki, w tym posiadanie chętnego partnera oraz czasu na akt. Jednym z najsilniejszych wzorców zachowań seksualnych jest „efekt weekendu” – około 40 procent seksu danej pary przypada na weekend60. W odróżnieniu od szczurów leniuchujących w laboratoryjnych klatkach ludzie są zajęci – chodzą do szkoły albo do pracy, dbają o siebie oraz o dzieci, a także po prostu zajmują się sprawami codziennego dnia.

Nie zawsze dogodnie bywa uprawiać seks, nawet jeśli odczuwa się hormonalny impuls i wpisało się do kalendarza „randka wieczorem”. Zatem może najlepszym obszarem poszukiwań zmian przypominających ruję nie jest u ludzi aktywność seksualna, ale myśli i odczucia związane z seksem, podlegające zapewne o wiele mniejszym ograniczeniom ze strony wymogów codziennego życia. Jednak i w tym wypadku spostrzeżenia były zróżnicowane. W niektórych badaniach stwierdzano u kobiet wzrost ochoty na seks w płodnych dniach cyklu, ale w innych szczyt wykresu wypadał tuż przed początkiem miesiączki albo, ponownie, nie było wyraźnych wzorców61.

Podczas badań w mojej własnej pracowni na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles nie wykryliśmy u kobiet dowodów wzrostu odczuwanego ogólnego pożądania seksualnego w płodnych dniach cyklu, choć stosowaliśmy czułe metody obserwowania kobiet w miarę upływu czasu i weryfikowaliśmy fazy cyklu za pomocą testów hormonalnych62. Natomiast w siostrzanej uczelni – leżącym sto pięćdziesiąt kilometrów dalej na wybrzeżu Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara – mój kolega, psycholog Jim Roney, również stosujący rygorystyczne metody, otrzymał w swojej pracowni odmienne wyniki – ogólny wzrost pożądania seksualnego u kobiet w płodnych dniach cyklu. (Można się zastanawiać, czy coś tkwi w dwóch grupach studentów mężczyzn – UCLA kontra UCSB – o których rozmyślają kobiety, gdy składają raporty na temat swoich pragnień… Może ci pilni faceci w koszulach z kołnierzykami na guziczki są mniej pociągający w dniach rui niż goście na deskach surfingowych?)63.

 

Prosta hipoteza, że kobiety podczas płodnej fazy cyklu wykażą większą motywację do seksu – w myślach i uczynkach – nie zyskała spektakularnego wsparcia w postaci wyników badań naukowych mimo tego, co obserwujemy w zachowaniach zwierząt. Jednak czy to oznacza, że u ludzi nie istnieje stan przypominający ruję? Sądzę, że powinniśmy zadać inne pytanie: czy istnieje powód, by u kobiety występowała w cyklu taka zmienność wzorców zachowań?

Moim zdaniem odpowiedź brzmi „tak”. A przyczyną może być ukryta strategia hormonalna kobiet – nie każdy samiec się nada.

Poszukiwacze rui nadal szukają

Na pierwszy rzut oka wyniki wszystkich wspomnianych badań mogą nas przywieść do wniosku, że u ludzi bez wątpienia nie ma rui, jeśli postawimy sobie za cel zwyczajne znalezienie bliskich odpowiedników zachowania ludzi i zwierząt pod wpływem hormonów. A jeśli szukaliśmy niewłaściwego wzorca? Jeżeli tak, to naukowcy, którzy dali za wygraną, zrobili to przedwcześnie.

Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku badacze wykazali u kobiet istnienie odpowiednika szczurzego biegania w kołowrotku w płodnych dniach64. Przed pięćdziesięciu laty, jak wspomniałam w rozdziale 1, naukowcy ustalili, że samice szczurów najwięcej korzystały z kołowrotków w czasie rui. Uczestniczące w badaniu kobiety w ciągu trzech lub więcej pełnych cykli owulacyjnych podczas zwykłych czynności życiowych codziennie nosiły krokomierze. Ich aktywność lokomotoryczna wykazała trzy szczyty. Przeciętnie kobiety chodziły więcej w środku cyklu, co odpowiadało wynikom badania na szczurach, lecz także zaraz z początku i na końcu cyklu, to zaś wykazało, że ludzki wzorzec nie jest dokładnie taki sam jak szczurzy.

Niemniej był to skłaniający do refleksji dowód rzeczywistych zmian zachowania w trakcie cyklu. Na tym właśnie warto się skupić; niekoniecznie musi chodzić o to, jak zmienia się zachowanie i czy te zmiany odpowiadają stwierdzanym u szczurów; liczy się fakt, że w ogóle zmiany zachodzą, gdyż nie dzieje się to bez przyczyny. Zatem dlaczego zmiany zachodzą?

W kolejnym pionierskim badaniu, również z lat siedemdziesiątych XX wieku, kobiety przez piętnaście cykli owulacyjnych wkładały sobie na noc zwykłe bawełniane tampony, które miały wchłaniać woń pochwy65. Próbki zamrażano do czasu ukończenia przygotowań do „sesji wąchania”.

Podczas tych sesji do laboratorium zgłaszali się mężczyźni oraz kobiety i badali powonieniem próbki trzymane w szklanych słojach. Próbki zebrane w okresie owulacji oceniano jako atrakcyjniejsze pod względem zapachu niż te zgromadzone w innym momencie cyklu66. Wiele zwierząt wydziela zapach wabiący samce; wskazówki zapachowe, oznaczające płodny okres cyklu, należą do najbardziej rozpowszechnionych w królestwie zwierząt. (Oczywiście nie zapominajmy też o wpływie śmierdzących podkoszulków, ale szerzej omówimy to nieco później).

Oba wspomniane badania przyniosły naukowcom chcącym kontynuować poszukiwania rui u ludzi dostatecznie dużo obiecujących informacji. Dopiero jednak pod koniec lat dziewięćdziesiątych pojawiły się najbardziej frapujące dane na temat rui u ludzi, a fundament pod nie pomogły wówczas położyć badania w rodzącej się dopiero dziedzinie nauki – psychologii ewolucyjnej.

Przełom

W badaniach nad ludzkimi zachowaniami społecznymi – dlaczego robimy to, co robimy wspólnie z innymi – długo dominował zestaw przewodnich założeń: że ludzie ogromnie różnią się od innych zwierząt; że ludzie nie mają instynktów podobnych zwierzęcym (albo tylko nieliczne); że całość ludzkich zachowań jest wyuczona, a tym samym są one specyficzne kulturowo67. W latach osiemdziesiątych psycholodzy ewolucyjni zaczęli podważać te idee. Uważają oni bowiem, że darwinowską teorię ewolucji należy stosować nie tylko w odniesieniu do fizjologii człowieka, lecz także do psychologii – nasze ciała na pewno ulegały przystosowaniu, więc dotyczy to również naszych mózgów, a razem z nimi także myślenia i zachowań.

W toku ewolucji nasze mózgi powstały jako maszyny rozwiązujące problemy, podejmujące wyzwania, w których obliczu stawali nasi przodkowie: znalezienie pokarmu bogatego w składniki odżywcze, schronienia i oczywiście również partnerów do robienia dzieci. Jednym z fascynujących spostrzeżeń, które okazało się ostrogą dla psychologii ewolucyjnej, było odkrycie, że nasze mózgi wydają się przystosowane do przeszłości z epoki kamienia, a niekoniecznie do czasów teraźniejszych. Chodzi o to, że ludzkie obawy i fobie skupiają się na wężach, pająkach oraz innych pełzających istotach, lecz niekoniecznie na źródłach prawdziwego zagrożenia we współczesnym świecie. Nikt nie ma nawracających koszmarów sennych o uszkodzonych gniazdkach elektrycznych, podwyższonym poziomie cukru we krwi lub samochodach jeżdżących piętnaście kilometrów na godzinę powyżej dopuszczalnej prędkości, a przecież to takie rzeczy mogą nam z większym prawdopodobieństwem zaszkodzić. Wydaje się zatem, że w naszych współczesnych ludzkich umysłach tkwi dziedzictwo po przodkach z odległej przeszłości, tak więc powinniśmy poznać naszą ewolucyjną spuściznę, żeby w pełni pojąć nasze umysły i zachowania.

Inspiracją dla niektórych wczesnych prac z dziedziny psychologii ewolucyjnej stała się teoria opracowana przez biologa ewolucyjnego Roberta Triversa, powszechnie uznawanego za geniusza i jednego z ojców naszego współczesnego sposobu pojmowania ewolucji społeczeństwa. Teoria Triversa, znana jako teoria inwestycji rodzicielskiej, głosi, że jeśli chodzi o reprodukcję, między płciami istnieją uwarunkowane biologicznie różnice68.

Te idee opierają się na prostych regułach ekonomicznych i biologicznych. Płeć, która musi zainwestować więcej czasu i starań w wydanie na świat potomstwa, a przy tym podlega większym fizjologicznym limitom ograniczającym jego liczbę, będzie bardziej wybredna przy wyborze partnera. Płeć zaś, która inwestuje mniej i może mieć znacznie liczniejszą progeniturę, będzie rywalizować o dostęp do cennej „bioekonomicznie”, wiele inwestującej płci. Innymi słowy: „Uwaga, samice – berek, złap mnie!”.

Łatwo zauważyć, że u ssaków zazwyczaj samica inwestuje więcej: energetyczne wymogi, które musi spełnić w celu wytworzenia komórki jajowej (większe niż w przypadku małego plemnika), utrzymanie ciąży oraz wydzielanie mleka. Natomiast samce mogą wnieść w udziale tylko swoje gamety – plemniki (choć często wnoszą dużo więcej). Rzeczywiście, u wszystkich gatunków ssaków to samice przeważnie są płcią bardziej wybredną69. W przeciwieństwie do nich samce zwyk­le stanowią płeć silniej rywalizującą o dostęp do płci przeciwnej i mniej wybredną w doborze partnerek70.

Zastosowanie tej teorii do ludzi71 – wybredne kobiety, mniej wybredni mężczyźni – jest bardzo kontrowersyjne, częściowo dlatego, że narusza standardowe założenia, którymi kierują się autorzy badań nad ludzkimi zachowaniami. (Różnimy się od innych zwierząt, pamiętacie?). Jednak ogromna ilość danych przemawia na korzyść tych idei. Jedno z cokolwiek niechlubnych badań miało miejsce przed kilkoma dekadami na Uniwersytecie Stanu Floryda. W trakcie badań „wspólnicy” (czyli współpracownicy eksperymentatorów) – mężczyźni i kobiety – podchodzili do swoich kolegów, słuchaczy studiów licencjackich, i zagadywali: „Wpadłeś/aś mi w oko w kampusie. Widzę, że jesteś atrakcyjny/a”. Następnie wygłaszali jedną z trzech (losowo przypisanych) próśb: „Czy…” (1) „wyskoczysz gdzieś ze mną dziś wieczorem?”; (2) „wrócisz ze mną wieczorem do mojego mieszkania?”; lub (3) „pójdziesz dziś wieczorem ze mną do łóżka?”.

Wyniki były zadziwiające. Trzy czwarte mężczyzn godziło się na pójście do łóżka z pytającą, natomiast na taką propozycję nie zgodziła się ani jedna kobieta. Nieco większą skłonność do zgody kobiety przejawiały na propozycję udania się do mieszkania wspólnika (6 procent w jednym badaniu i 0 procent w innym), natomiast zgadzała się na to większość mężczyzn. Zgoda na propozycję randki rozkładała się u obu płci po połowie. Zatem nie było tak, że kobiety nie przejawiały zainteresowania wspólnikiem; po prostu w ogóle nie były skłonne do seksu z mężczyzną, którego wcześniej nie znały. Inaczej rzecz wygląda u facetów72. Opisane badanie wielokrotnie powtórzono z podobnymi wynikami, między innymi niedawno w Danii i we Francji, czyli w kulturach uważanych za najbardziej wyzwolone w sprawach seksu na świecie.

W jednym z najszerzej zakrojonych badań poświęconych różnicom płci wzięło udział ponad tysiąc sześciuset uczestników z całego świata. W tym badaniu, w którym pobrzmiewa echo innych przedsięwzięć tego typu, mężczyźni przejawiali większe zainteresowanie „rozmaitością seksualną”. Mężczyźni ze wszystkich kultur pytani o to, ile partnerek chcieliby mieć w ciągu następnych trzydziestu lat, wymieniali większą liczbę niż kobiety, zazwyczaj różniącą się dwukrotnie73. Istnieje bardzo wiele badań o podobnych wynikach. Wydaje się, że kobiety w większym stopniu niż mężczyźni muszą poznać lepiej ewentualnego partnera, zanim wyrażą zgodę na seks74. Mężczyźni zaś mają większą od kobiet skłonność do korzystania z okazji do krótkotrwałego związku seksualnego75. Podobnie w większym niż kobiety stopniu współzawodniczą o okazje do nawiązania związku76 i tak dalej.

Przyjrzyjmy się, w jaki sposób te schematy zachowań mogłyby zgadzać się z istnieniem rui u ludzi. W myśl teorii inwestycji rodzicielskiej można przewidywać, że kobiety (inwestujące dużo) będą bardzo wybredne przy wyborze partnerów do seksu. Zatem pogląd, że kobieta w rui generalnie wykazywałaby większe zainteresowanie seksem, ponieważ ten czas nadszedł, jest problematyczny. To nie miałoby sensu, żeby kobieta w okresie płodności, kiedy występuje szczytowe prawdopodobieństwo zajścia w ciążę, uganiała się za byle jakim mężczyzną lub go akceptowała. Wkrótce przecież czeka ją całe mnóstwo pracy, musi zatem uważnie wybierać partnera. Wobec tego możemy przewidywać, że sama wyszuka mężczyznę, który wniesie wkład w wydanie na świat zdobytego przez kobietę w ciężkim trudzie potomstwa.

Czego szukają kobiety podczas tej misji poszukiwawczej? Jedna możliwość (którą dogłębnie zbadamy w rozdziale 4) jest taka, że w toku ewolucji kobiety nauczyły się szukać mężczyzn o cechach wskazujących na posiadanie genów wysokiej jakości – na przykład takich, które mogą nadawać potomstwu dobre zdrowie lub atrakcyjność, żeby ono samo mogło konkurować o dobrego partnera77.

Jedną z takich cech jest symetria ciała – stopień pasowania do siebie obu jego stron. Wskazuje ona, że genetyczny projekt rozwoju ciała został zrealizowany z nielicznymi tylko wadami, co samo w sobie sygnalizuje brak genetycznych mutacji oraz zdolność oparcia się entropijnym siłom natury, które mogą zakłócić normalny rozwój (na przykład choroba zakaźna bądź inna lub uraz) i pozostawić po sobie ciało wykazujące tu i ówdzie jakieś mankamenty. Tak oto dochodzimy do racjonalnych podstaw badania ze śmierdzącymi podkoszulkami.

Symetryczny, śmierdzący i seksowny

Psycholog Steve Gangestad i biolog Randy Thornhill z Uniwersytetu Nowego Meksyku przez prawie dekadę badali związki między symetrią ciała mężczyzn a ich zachowaniami seksualnymi. Naukowcy stwierdzili na przykład, że mężczyźni o bardziej symetrycznych rysach byli oceniani jako posiadacze atrakcyjniejszych twarzy (choć pod tym względem wyniki były niejednorodne), mieli więcej partnerek seksualnych oraz – co fascynujące – wykazywali większe prawdopodobieństwo, iż nawiążą z kobietą romans (na przykład zostaną przez nią wybrani na partnera związku pozamałżeńskiego)78.

 

Na pewno to możliwe, że kobiety potrafią wykrywać symetrię wzrokowo, po prostu przyglądając się mężczyźnie. Jednak większość odchyleń od idealnej symetrii to prawdopodobnie zmiany zbyt subtelne, by można było je wykryć w ten sposób. Gangestad i Thornhill pomyśleli, że zapach mężczyzny również może stanowić dobry wskaźnik symetrii oraz cech, które kryją się za nią i dają jej początek (takich jak dobry stan zdrowia fizycznego, korzystne geny)79. Dlaczego zapach? Ponieważ badania wykazują, że zapach mężczyzny to dla kobiety bardzo ważne kryterium oceny potencjalnego partnera – jeśli pachnie przyjemnie, pociąga ją seksualnie, jeśli nie, jest jako partner niepożądany. (Owszem, to dlatego istnieje wart miliardy dolarów przemysł produkujący kosmetyki dla mężczyzn).

Następnie autorzy dowiedli, że kobiety mogą szczególnie preferować zapach mężczyzn o symetrycznej budowie wtedy, gdy szanse zajścia w ciążę są wysokie, a kobiety będą mogły zapewnić przekazanie potomstwu owych genów leżących u podłoża symetrii rysów80. Oto co stwierdzili.

W badaniu autorzy przeprowadzili u czterdziestu dwóch mężczyzn pomiary szerokości obu nadgarstków, długości obu małżowin usznych, długości palców obu rąk i tak dalej, co umożliwiło obliczenie stopnia symetrii ciała badanych. Po powrocie do domu mężczyźni uprali pościel w dostarczonym przez pracownię bezzapachowym detergencie. Nie używali żadnych sztucznych środków zapachowych (nawet dezodorantów), nie spożywali również potraw o silnym zapachu i wyrazistym smaku, jak czosnek i jagnięcina. Na noc nakładali udostępnione przez naukowców czyste, białe podkoszulki, których mieli używać przez dwie noce. Unikali dymu papierosowego i alkoholu, a w okresie używania podkoszulków powstrzymywali się od uprawiania seksu i spania z inną osobą. Po drugiej nocy zwrócili koszulki do pracowni w specjalnych plastikowych workach.

Godzinę po zwróceniu przez mężczyzn koszulek do laboratorium zgłosiły się pięćdziesiąt dwie kobiety, które krążyły od stanowiska do stanowiska, gdzie umieszczono podkoszulki w workach. Każda z kobiet solidnie powąchała wszystkie koszulki i oceniła, na ile seksowny zapach wydziela odzież. Przy wyjściu z laboratorium badane podały informacje o swoim cyklu menstruacyjnym, co umożliwiło Gangestadowi i Thornhillowi obliczenie fazy ich cyklu.

A oto wynik: kobiety w fazie wysokiej płodności oceniały zapach mężczyzn o symetrycznej budowie ciała jako bardziej seksowny i atrakcyjniejszy niż tych o słabiej wyrażonej symetrii81.

Było to szokujące odkrycie. Gangestad i Thornhill sformułowali tak subtelną hipotezę. Udokumentowane przez nich zjawisko, o ile było prawdziwe, daleko wykraczało poza czyjąkolwiek świadomość. Gdyby można było polegać na tych wynikach, oznaczałoby to, że kobiety – podobnie jak ich odpowiedniki z innych gatunków ssaków – wykazują rozbudzoną przez wysoką płodność preferencję takich cech u partnerów, które mogą służyć przekazywaniu potomstwu wartościowych genów. Oto pojawił się dowód, że strategiczny wybór u samic, wykazany na przykładach gryzoni, psów i małp, należy również do zachowań ludzkich. To oznaczało także, iż musimy zrozumieć rolę biologii – a zwłaszcza hormonów – w seksualności kobiet.

W następnym roku po przeprowadzeniu badania ze śmierdzącymi podkoszulkami pojawiło się podobnie niezwykłe odkrycie. W tym badaniu kobiety w płodnych dniach cyklu wydawały się preferować podobizny mężczyzn o bardziej męskich niż żeńskich rysach twarzy – szerszych szczękach, wydatniejszych podbródkach i generalnie wyrazistszych rysach – szczególnie wtedy, gdy oceniały tych mężczyzn raczej jako partnerów do seksu niż do związku na dłuższą metę82. Czy pamiętamy o preferowaniu samców o talerzowatych pyskach przez samice orangutanów? Podobnie jak samice orangutanów w okresie płodności preferowały samców z talerzami policzkowymi, może ludzkie kobiety w płodnych dniach wolały partnerów o szerszych szczękach. (Okazuje się, że opowieść o kobiecym zainteresowaniu męskimi obliczami jest bardziej skomplikowana niż ta o preferencjach dotyczących woni symetrii, a jej wartość podważa szereg niedawnych prób powtórzenia tego badania, ale generalny motyw – iż kobiety wolą bardziej męskie cechy zachowania i budowy ciała – może opierać się na prawdzie)83.

Wyniki obu tych przełomowych prac doprowadziły do przeprowadzenia kolejnych badań naukowych i wzbudziły olbrzymie zainteresowanie w społeczności naukowców84. Wydaje się, że kobiety preferują w płodnej fazie cyklu pewne rysy twarzy u mężczyzn. Obecnie w setkach badań naukowcy wykazują, że cykle hormonalne wpływają na ciała, mózgi, emocje, preferencje i relacje kobiet. Wspomniane wyniki jednocześnie potwierdzają głębokie hormonalne podobieństwa u samic wszystkich ssaków oraz unikatową psychologię seksualną kobiet.

Ruja u ludzi – stan obserwowany u zwierząt od tysięcy lat – jest realnym zjawiskiem.

16 S.W. Gangestad, R. Thornhill, Menstrual Cycle Variation in Women’s Preferences for the Scent of Symmetrical Men, „Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences” 265 (1998), 927–933.

17 Wskazówki sugerujące „dobre geny” mogły w starożytności powodować olbrzymie konsekwencje, nawet jeśli dzisiaj ich znaczenie jest niewielkie. Żyjemy w epoce współczesnej medycyny i obfitości pokarmu, a większość z nas wiedzie na ogół spokojny żywot. Zatem kiedy w tym miejscu oraz w całym tekście książki wspominam o „wskazówkach” lub „wskaźnikach” dobrych genów, mam na myśli te, których dawne kobiety używały jako kryteriów wyboru wartościowych mężczyzn. We współczesnym świecie niekoniecznie muszą one przynosić korzyści potomstwu.

18 R.J. Nelson, An Introduction to Behavioral Endocrinology, wyd. 3, Sinauer Associates, Sunderland, MA, 2005.

19 A.F. Dixson, Primate Sexuality: Comparative Studies of Prosimians, Monkeys, Apes, and Human Beings, wyd. 2, Oxford University Press, Oksford 2012.

20 O.F. Floody, D.W. Pfaff, Aggressive Behavior in Female Hamsters: The Hormonal Basis for Fluctuations in Female Aggressiveness Correlated with Estrous State, „Journal of Comparative and Physiological Psychology” 91 (1977), 443–464.

21 Ibidem; Nelson, Introduction to Behavioral Endocrinology.

22 Termin „lordoza” w anatomii człowieka i medycynie oznacza łukowate wygięcie kręgosłupa w płaszczyźnie widocznej z boku, skierowane wypukłością ku przodowi; tu oznacza możliwość wygięcia przez samicę grzbietu do pozycji umożliwiającej spółkowanie. C. Diakow, Motion Picture Analysis of Rat Mating Behavior, „Journal of Comparative and Physiological Psychology” 88 (1975), 704–712; D.W. Pfaff, C. Diakow, M. Montgomery, F.A. Jenkins, X-Ray Cinematographic Analysis of Lordosis in Female Rats, „Journal of Comparative and Physiological Psychology” 92 (1978), 937–941.

23 C. Diakow, Motion Picture Analysis of Rat Mating Behavior, „Journal of Comparative and Physiological Psychology” 88 (1975), 704–712; D.W. Pfaff, C. Diakow, M. Montgomery, F.A. Jenkins, X-Ray Cinematographic Analysis of Lordosis in Female Rats, „Journal of Comparative and Physiological Psychology” 92 (1978), 937–941.

24 Dixson, Primate Sexuality.

25 Ibidem; Nelson, Introduction to Behavioral Endocrinology.

26 M. Griffith, Aeschylus: Prometheus Bound, Cambridge University Press, Cambridge 1983.

27 Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Wydawnictwo Antyk, Kęty 2003.

28 Homer, Odyseja, przeł. L. Siemieński, wyd. 10, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1992.

29 Księga Jeremiasza 2,23–24, Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań–Warszawa 1980.

30 Nelson, Introduction to Behavioral Endocrinology.

31 Dixson, Primate Sexuality.

32 P.G. McDonald, B.J. Meyerson, The Effect of Oestradiol, Testosterone and Dihydrotestosterone on Sexual Motivation in the Ovariectomized Female Rat, „Physiology and Behavior” 11 (1973), 515–520; B.J. Meyerson, L. Lindström, E.-B. Nordström, A. Ågmo, Sexual Motivation in the Female Rat after Testosterone Treatment, „Physiology and Behavior” 11 (1973), 421–428.

33 F. Beach, Locks and Beagles, „American Psychologist” 24 (1969), 971–989.

34 Ibidem.

35 F. Beach, Sexual Attractivity, Proceptivity, and Receptivity in Female Mammals, „Hormones and Behavior” 7 (1976), 105–138.

36 W rozdziale 1 znajduje się więcej informacji na temat tej nierówności oraz działań podjętych w związku z nią przez grupy takie jak NIH.

37 Beach, Locks and Beagles. Beach opisał przemianę swojego sposobu myślenia w programowym referacie wygłoszonym na forum Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologicznego (American Psychological Association) – największego podówczas towarzystwa zawodowego grupującego psychologów. Z charakterystycznym dlań poczuciem humoru zatytułował swoją przemowę Locks and Beagles (Beagle w kleszczach).

38 M.K. McClintock, Sociobiology of Reproduction in the Norway Rat (Rattus norvegicus): Estrous Synchrony and the Role of the Female Rat in Copulatory Behavior, praca doktorska, „ProQuest Information and Learning”, 1975.

39 M.K. McClintock, N.T. Adler, The Role of the Female during Copulation in Wild and Domestic Norway Rats (Rattus norvegicus), „Behaviour” 67 (1978), 67–96.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?