Ukryta inteligencja hormonówTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

2

Poszukiwacze rui

Oto opowieść o naukowcach poszukujących niezidentyfikowanej wcześniej fazy kobiecych zachowań seksualnych i społecznych – fazy sterowanej przez hormony. Okazuje się, że jej odkrycie wymagało od nas ogólniejszej rewizji myślenia o kobiecej seksualności.

Słowa „samice w rui” przywodzą na myśl obrazy kotek penetrujących okoliczne alejki i donośnie przywołujących jurne kocury, żeby się z nimi parzyły, albo wyuzdanych kobiet tracących kontrolę nad sobą lub padających ofiarą pożądliwych mężczyzn.

Prawdziwa idea „rui” – to potoczna nazwa tej fazy cyklu płodności, w której prawdopodobieństwo zajścia w ciążę jest najwyższe – stanowi zagadnienie o wiele bardziej zróżnicowane, a jako biologiczne zjawisko występujące u zwierząt i ludzi zasługuje na właściwe zbadanie zamiast trywializowania go mianem „szybkiego numerku” w świecie natury. To nie takie proste jak powiedzenie: „Daj mi, dziecino (i daj mi dziecinę)”. Jeśli chcemy wiedzieć na pewno, jak hormony wpływają na kobiece zachowania seksualne, zacznijmy od bliższego przyjrzenia się tak zwanej rui, występującej tuż przed uwolnieniem przez jajniki komórek jajowych, które może zapłodnić każdy oczekujący plemnik. Większość ludzkich dziejów zajęło nam zrozumienie roli rui w procesie reprodukcji, a nadal jeszcze odkrywamy jej sekrety.

W nauce nasze ewoluujące poglądy na temat rui datują się od czasów starożytnych. Rozpoczynają się obrazami ponętnych śmiertelniczek lub bogiń, doprowadzonych do stanu gorączki przez pożądanie nakazujące im usidlić i zatrzymać przy sobie kochanka. Takie kobiety, mityczne lub prawdziwe – choć niekoniecznie w stanie „rui” – opisywano w jakiejś części relacji o nich jako istoty podległe władzy hormonów: kusicielkę Ewę, mściwą Herę, namiętną Kleopatrę oraz cały szereg innych femmes fatales, podstępnych królowych, czarownic i „czarnych wdów”. Takie opisy kreśliły budzący niemal grozę obraz nieokiełznanej kobiecości, paradoksalnie istniejący w czasach, kiedy kobiety często bywały bezwolnymi ofiarami ucisku.

Wraz z postępami nowoczesnej nauki nadeszła druga fala idei, a archetyp owładniętej gorączkową żądzą kobiety przyćmił (choć nigdy go całkowicie nie zastąpił) mniej groźny model – biernej niewiasty, którą comiesięczne wahania hormonalne czynią podatniejszą na męskie awanse. Na pukanie wybrańca podrywa się i szeroko otwiera drzwi. Był to miły i przyzwoity sposób pojmowania żeńskich hormonów, służących prawdopodobnie tylko jako środek gwarantujący zajście w ciążę i przedłużenie rodu.

Wreszcie istnieje i współczesna wersja opowieści o rui, w której kobiety odgrywają o wiele aktywniejszą rolę w kierowaniu własną seksualnością i rozrodem. Nie są one dawnymi lubieżnymi i histerycznymi istotami ani wyłącznie inkubatorami umożliwiającymi rozwój dziecka, owocu męskiego zainteresowania we właściwym momencie. Poszukiwanie tych wzorców kobiecych zachowań nie ujawniło niczego nowego na temat rzeczywistych zachowań kobiet (podobnie jak często okazuje się bezowocne również w badaniach na zwierzętach). Bardziej współczesne spojrzenie na ten problem umożliwiło nam ujawnienie prawdziwej istoty relacji między hormonami a kobiecą seksualnością oraz odkrycie stanu podobnego do rui u kobiet.

Ruja w Austin

Studia podyplomowe odbywałam na Uniwersytecie Teksańskim. Uczyłam się, pracowałam, a w upalne, parne wieczory w Austin zajmowałam się tym, co zazwyczaj robią wtedy studenci – bawiłam się na imprezach razem z innymi spoconymi kolegami ze studenckiej ławy, popijając z butelki chłodne piwo. Ponieważ w małym pomieszczeniu tkwiło tyle rozgrzanych ciał, wszyscy pachnieli nieco intensywniej, a zwłaszcza on…

Moja naukowa podróż śladem rui rozpoczęła się podczas studiów podyplomowych, nie tylko od badań prowadzonych w laboratorium, lecz również od obserwacji zmian w moim zachowaniu w pewnych okresach w miesiącu oraz takich samych wzorców u koleżanek. Z dnia na dzień zmieniał się u mnie sposób postrzegania mężczyzn, samej siebie oraz generalnie zainteresowanie przebywaniem w towarzystwie, podobnie też działo się z innymi kobietami. Dzięki znajomości teorii ewolucji nie uznawałam za wiarygodny poglądu, że te zmiany są rezultatem jakiegoś stereotypu dotyczącego kobiet – mówiącego o kobietach zmiennych lub przekornych albo dziewczynach na przemian namiętnych i oziębłych – a w miarę dalszego zgłębiania nauki przyciągały mnie paralele, które dostrzegałam między ludzkimi przeżyciami a doświadczeniami naszych zwierzęcych kuzynów.

Uczono mnie akceptowanych podówczas mądrości – że ludzie nie zmieniają seksualnych zachowań w trakcie fazy płodnej cyklu hormonalnego, a owulacja to wydarzenie całkowicie ukryte. Jednak niemal wszystkie ssaki podczas rui zachowywały się zupełnie inaczej. (Damy nie pozwalały sobie na obnoszenie się z tym, natomiast samice pawianów o nabrzmiałych genitaliach tak, i to w dosłownym sensie). Im więcej rozmyślałam o siłach ewolucyjnych kształtujących ludzi, tym mocniej kwestionowałam tamten pogląd.

W ewolucji chodzi o podejmowanie mądrych decyzji w sprawach rozrodu. Ewolucja człowieka z pewnością faworyzowałaby specjalny zestaw postanowień w kwestii wyboru partnera, uwzględniających również płodność. W przypadku i zwierząt, i ludzi korzyści i potencjalne koszty zachowań seksualnych są wysokie; pomyślny wybór partnera skutkuje utrwalaniem się genów, które dały początek owym pomyślnym decyzjom, a niepowodzenie oznacza ewolucyjną ślepą uliczkę. Dlaczego, u licha – zadawałam sobie pytanie – nasze mózgi miałyby w toku ewolucji pozostać obojętne na zachodzące w całym cyklu zmiany płodności?

Przywodzi mi to na myśl wieczór w Austin, kiedy zastanawiałam się właśnie nad tym pytaniem. Tamta impreza stała się dla mnie wspomnieniem o przemożnej sile. Siedziałam u boku przyjaciela, superprzystojnego faceta, uwielbiającego idee i zwolennika darwinizmu, podobnie jak ja. Myślę, że przyjechał wówczas rowerem, gdyż jego ciało emanowało silnym zapachem – pikantnym, żywicznym, piżmowym – który w zwykłych okolicznościach uznałabym za zbyt intensywny. Jednak tamtego wieczoru pomyślałam, że pachnie interesująco, a nawet – czyż to możliwe? – seksownie. Obrzuciłam go spojrzeniem. Nigdy przedtem nie zauważyłam, że jest atrakcyjny. Zazwyczaj uważałam, że ma twarz nieco zbyt kanciastą, za dużą, zbyt męską. Jednak coś sprawiło, że jego obraz w moich oczach zmienił się. Zauważałam to już przedtem, kiedy mężczyzna, z którym się spotykałam, początkowo nie wydawał mi się interesujący. Gdy zobaczyłam go później, zastanawiałam się, dlaczego nie zwróciłam na niego baczniejszej uwagi.

Kilka miesięcy później miał się ukazać artykuł naukowy – słynne obecnie „badanie ze śmierdzącymi podkoszulkami” – którego autorzy analizowali między innymi to, co kobiety w pewnych fazach cyklu uznają za atrakcyjne16. Wnioski zaś były między innymi następujące: kobiety odczuwają w fazie płodności większy pociąg do mężczyzn o symetrycznych rysach twarzy, a woń ich ciała daje sygnał przyciągający je do konkretnych mężczyzn. Symetria u mężczyzn jest ważnym sygnałem, gdyż może wskazywać na silny materiał genetyczny – geny dające wysoki poziom dostosowania, które kobieta może przekazać potomstwu, zapewniając mu tym samym przeżycie i sukces reprodukcyjny (przynajmniej w warunkach, w jakich żyli nasi przodkowie, kiedy ludzie stawali w obliczu groźby chorób lub urazów, nie mogąc przy tym skorzystać z usług miejscowego szpitala)17.

To badanie uświadomiło mi rzecz następującą: nie było tak, że nie zwracałam uwagi na pewien typ mężczyzn, tylko cechy, które uznawałam za atrakcyjne, mogły ulegać systematycznym zmianom w sposób zgodny z inteligencją hormonalną. Podczas tamtej imprezy nie popijałam po pros­tu piwa w towarzystwie mężczyzny, który znienacka wydał mi się przystojny i wydzielał zaskakująco seksowną woń; wykorzystywałam inteligencję hormonalną, by wywęszyć potencjalnego partnera – dokładnie tak, jak to robią niektóre zwierzęta. Tamten artykuł, który miał się stać kluczowym elementem opowieści o poszukiwaniu rui, stanowił pierwszy niezbity dowód, że również u ludzi płeć żeńska ma coś w rodzaju rui, którą nasi zwierzęcy kuzyni przez całe pokolenia wykorzystywali z największą dla siebie korzyścią.

Ruja: zacznijmy od zwierzęcego magnetyzmu

Zapewne trudno było dostrzec podobieństwa między rują u zwierząt i u ludzi, ponieważ zwierzęta, w przeciwieństwie do nas, są tak… oczywiste w manifestowaniu płodności (nie ma nic subtelnego w widoku pobudzonych i zaognionych zewnętrznych narządów płciowych u niektórych zwierząt w okresie rui). Jednak mimo radykalnych różnic dzielących zachowanie człowieka i zwierzęcia, jeśli poszukujemy związku, ważne jest zrozumienie sposobu, w jaki to biologiczne zjawisko występuje u wszystkich gatunków.

Ruja jest określoną fazą żeńskiej seksualności, jedną wyraźnie odgraniczoną częścią całego cyklu rujowego (nazywanego także cyklem hormonalnym lub cyklem płodności). Następuje bezpośrednio przed uwolnieniem przez jajniki komórek jajowych, które mogą ulec zapłodnieniu przez jakiś oczekujący plemnik. U szczurów, myszy, psów i wielu innych gatunków ruja to jedyna pora, kiedy samice spółkują, co stanowi wielką różnicę między zwierzętami a ludźmi (oraz, jak się okazuje, licznymi przedstawicielami rzędu naczelnych)18. Ale chyba we wszystkich gatunkach, u których występuje ruja – w tym i u nas – jest to pora, kiedy samice są dla samców szczególnie atrakcyjne19.

Samice spółkujące tylko podczas rui w innych porach cyklu rujowego przejawiają bardzo małe zainteresowanie swoimi samczymi odpowiednikami. Samice chomików traktują te ścisłe ramy czasowe z ekstremalną rygorystycznością – nigdy by się w ten sposób nie pomyślało o tych milutkich z wyglądu, małych kuleczkach futra, zwiniętych na posłaniu z wiórów w przytulnych klatkach. Samica chomika należy do najbardziej agresywnych samic w królestwie zwierząt. Brutalnie zaatakuje każdego napotkanego samca, przywierając do niego jak w zapasach i szybko tnąc go zębami, a niekiedy odbija się tylnymi łapami i odskakuje, unosząc w pysku kawał ciała przeciwnika20.

 

Jednak nie wtedy, kiedy jest w rui. Kiedy samica zbliża się do owulacji i wchodzi w okres rui, wyłania się z norki, zostawiając za sobą pachnący ślad wzywający samców, by podążali za nią. Gdy zjawia się samiec, samica zaprasza go do norki i podejmują seks. Jednak kiedy już zrobi swoje, to znaczy, że to koniec. Znowu staje się agresywna i będzie ścigać samca zaraz po jego wyjściu z norki21. (Właściciele sklepów ze zwierzętami domowymi wiedzą, że jeśli otworzą kontener z chomikami, których nie rozdzielono według płci, znajdą mnóstwo martwych samców ze śladami ugryzień).

Jednak chcieć to jedno, a móc – to co innego. Wiele gatunków, w tym i chomiki, jest fizycznie zdolnych do spółkowania wyłącznie podczas rui. U samic chomików kanał pochwy jest drożny tylko w tym okresie. Po rui powstaje u nich błona pozbawiona otworów – „pole siłowe chroniące przed penisem” – odcinająca samcom wszelki dostęp i możliwość seksu. („Chłopaki, nie ma mowy, a jeśli nie zostawicie mnie w spokoju, zagryzę was”).

Samice szczurów mają tak zwany odruch lordozy22, poddany ścisłej kontroli hormonalnej; lordoza może powstać jedynie podczas rui i jest konieczna, żeby samiec mógł odbyć kopulację23. Kiedy samiec przystępuje do spółkowania, ociera się o tylne łapy samicy, która odrzuca na bok ogon i przyjmuje odruchowo pozycję lordozy, wyginając grzbiet w łuk skierowany wypukłością ku dołowi i unosząc zad, dzięki czemu samiec może dokonać intromisji (to kolejny naukowy termin, ale nie musicie tego koniecznie sprawdzać). Bez przybrania pozycji lordozy przebieg kanału pochwy, skierowanego ku dołowi, mechanicznie uniemożliwia samcowi parzenie się z samicą.

Powyższe przemiany u samic wywołują hormony, które powodują nie tylko chęć spółkowania, lecz także możliwość wykonania tej czynności. Naukowcy wielokrotnie obserwujący te zjawiska są przekonani, że istnieje bezpośredni związek między hormonami rujowymi a żeńskimi zachowaniami seksualnymi.

Otwieranie okna

Tak więc w dużej części królestwa zwierząt samice uprawiają seks tylko w oknie czasowym największej płodności – stanie zwanym „rują klasyczną”. W innych fazach cyklu samice nie mają motywacji do wyszukiwania partnerów i nie zaakceptują żadnych podejmowanych przez samców prób kopulacji.

Małpy wąskonose, gibony, małpy człekokształtne – owszem, także ludzie – mogą uprawiać seks praktycznie w dowolnej fazie cyklu24. Jednak okazuje się, iż nawet wśród tych przedstawicieli rzędu naczelnych seks najczęściej odbywa się podczas rui klasycznej25, choć niektórzy zauważyli, że szympansy mogą przejawiać większy promiskuityzm w fazach niepłodnych. (A w przypadku ludzi, nawet jeśli w fazie otwartego okna w istocie nie następuje seks, to – jak się przekonamy później – powstaje przypominające ruję pożądanie seksualne). Albowiem odkąd tylko naukowcy (i liczni laicy) zwracali na to uwagę, dostrzegali, że u kobiet w okresie płodnym występują odmienne zachowania seksualne. Co jednak dokładnie oznaczają zmiany zachowań społecznych i seksualnych? Jak mamy interpretować te zachowania, jeśli chcemy naprawdę zrozumieć kobiety „pod władzą hormonów”?

Oto prosta odpowiedź. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zachowania rujowe – od samic chomików pozostawiających zapachowe wskazówki aż do kobiet uznających pewnych mężczyzn za bardziej atrakcyjnych niż inni – odzwierciedlają wzrost poziomu pragnienia uprawiania seksu. Z ewolucyjnego punktu widzenia to zdaje się mieć sens. Ruja to najlepszy moment na ciążę, więc kobiecy mózg dzięki hormonom płciowym odbiera tę wiadomość w jednej chwili: „Hej, dziewczyno! To odpowiednia pora, uprawiaj seks! Nie stań się ewolucyjną ślepą uliczką. Pozyskaj plemniki do zapłodnienia komórek jajowych i miej dzieci!”.

Istnieją dwie proste wersje tego scenariusza. W jednej samice ruszają na polowanie na samców i nakłaniają ich do seksu. W drugiej samice są bardziej bierne. Wysyłają pewne atrakcyjne wskazówki chemiczne i pozwalają się zjawiać chętnym samcom. Następnie po prostu okazują im gotowość na seks. Tak czy inaczej, samice pozyskują plemniki i wysyłają swoje geny w następne pokolenie. Misja wypełniona.

Okazuje się jednak, że to zbyt proste – zbyt proste dla zwierząt, a zdecydowanie zbyt proste dla ludzi. Odkrywamy bowiem, że w mózgu działa coś o wiele bardziej subtelnego i ciekawego, co sprawia, iż kobiety odgrywają podczas rui znacznie aktywniejszą rolę, niż wcześniej myślano. Chociaż wiemy, że ten okres wyznacza porę ich motywacji do uprawiania seksu, dowiadujemy się, iż kobiety są nadzwyczaj wybredne. Starannie wyszukują bowiem pewne rodzaje mężczyzn o określonych cechach.

Kobieca seksualność jest strategią. Jednak nie zawsze tak ją postrzegaliśmy.

Krótka historia szalonej kobiety

Starożytne greckie pochodzenie oznaczającego ruję łacińskiego słowa oestrus odsłania wcześnie powstałe i utrzymujące się poglądy na temat żeńskiej seksualności, dotyczącej bogiń, śmiertelniczek lub samic zwierząt. W tragedii Ajschylosa Prometeusz w okowach26 Zeus zakochuje się (po raz kolejny) w ponętnej, młodej istocie, która nie jest jego żoną – i to bardzo zazdrosną żoną Herą. Żeby ukryć pociągającą, zniewalającą Io przed swoją mściwą małżonką, Zeus przemienia kochankę w… krowę. (Można by pomyśleć, iż muszą gdzieś istnieć jacyś bardzo samotni farmerzy, którzy starają się przekonać ludzi, że ich inwentarz żywy to w istocie greckie boginie). Kiedy rozwścieczona Hera dowiaduje się o najnowszym akcie mężowskiej niewierności, wysyła gza – po grecku oistros – rodzaj muchy nękającej i gryzącej bydło. Giez dosłownie przyprawia nieszczęsną Io o szaleństwo i coraz dalej odpędza ją od domu i od Zeusa. Oistros wywołał u Io niespokojne pobudzenie, podobnie jak ruję uważano za stan doprowadzający samice ssaków do rozszalałej gorączki seksualnego pożądania.

Ajschylos wykorzystał oistros do opisu stanu szaleństwa. Później Platon użył tego terminu w Państwie27 na określenie obłąkania, a Homer w Odysei28 określił tak „blady przestrach”. Tak więc korzenie terminu oestrus, tłumaczonego współcześnie jako „ruja”, tkwią w słowie kojarzącym się z szaleństwem, gorączką, obłąkaniem, paniką. Grecy położyli podwaliny pod liczne wielkie idee, lecz ponoszą również odpowiedzialność za wykiełkowanie tej, która każe sądzić, że kobiety pod wpływem rui działają nielogicznie, stają się bezmyślne, lubieżne i rozwiązłe.

Odkąd ludzie żyli razem z udomowionymi psami, kotami i resztą inwentarza żywego, dostrzegali ruję u zwierząt, a zwłaszcza u samic, które sprawiały wrażenie chętnych do spółkowania. Idea rui u samic zwierząt pojawia się nawet w Starym Testamencie. Oto sam Bóg mówi o wielbłądzicy: „Młoda szybkonoga wielbłądzica, brykająca na wszystkie strony, wyrywając się na pustynię w swej niepohamowanej namiętności chwyta łapczywie powietrze. Któż powstrzyma jej żądzę? Ktokolwiek jej szuka, nie musi się trudzić: znajdzie ją w miesiącu jej rui”29. W czasach mieczy i sandałów płeć żeńską uważano za nieopanowaną i nienasyconą, gotową pójść ze wszystkimi samcami, „którzy mają na nią ochotę”, a ta idea miała okazać się trwała i była obecna aż do ery współczesnej.

Pod koniec XVIII wieku angielski tekst opisujący zwierzęta w rui był powszechnie dostępny, a sam termin pojawia się w pisemnych dokumentach dotyczących hodowli. Wiemy, że krowy w rui więcej ryczą i robią się niespokojne (jak ich starożytna protoplastka Io); podobnie zachowują się w rui świnie, owce i kozy – stają się głośniejsze i biegają lub chodzą wzdłuż płotów swoich zagród, jak gdyby szukały drogi wyjścia do miejsca, gdzie znajdą chłopaków30. Suki i kotki w rui prześlizgują się pod ogrodzeniami lub je przeskakują i przemierzają niekiedy całe kilometry w poszukiwaniu partnera. Samice rezusów w rui szybciej naciskają zasuwę, żeby otworzyć drzwi do klatki samca31. Samice szczurów w rui sforsują nawet naelektryzowaną siatkę, żeby dostać się do partnera32.

Wszystkie powyższe obserwacje w połączeniu z popularnymi opisami rozgorączkowanych samic przyczyniają się do powstania obrazu istot, u których podczas rui dochodzi do przekręcenia hormonalnego przełącznika wprawiającego je w podniecenie. Z chwilą zaś włączenia tego mechanizmu żądza u samic przeistacza się w „żądzę podróży” w poszukiwaniu jakiegokolwiek partnera do godów – przeskakują one płoty, rozbijają wrota, znoszą ból i zagrożenie, robią wszystko, żeby zaspokoić popęd seksualny.

Jednak powtarzam, że zachowanie zwierząt – a także nasze – nie jest takie proste. Podczas gdy naukowcy badający zwierzęta starali się rozszyfrować ich zachowania w okresie rui, wspomniane poglądy o rozwiązłych samicach w seksualnej gorączce dały początek kolejnej, bardzo odmiennej teorii, drastycznie umniejszającej pozycję płci żeńskiej. Z nieokiełz­nanego żywiołu przerodziła się ona w byt całkowicie uległy.

Chłopak spotyka dziewczynę, ona zaś jest „otwarta”

Po latach obserwacji zwierząt laboratoryjnych naukowcy zaczęli ponownie zastanawiać się nad rolą płci żeńskiej i zadawać sobie pytania, do jakiego stopnia rujowa seksualność steruje zachowaniami i procesem reprodukcji.

Czy samica w rui jest inicjatorką, czy raczej przyjmuje awanse samca? Naukowcy zmienili swój punkt widzenia na całkiem odwrotny w stosunku do opisów rozgorączkowanej samicy w rui. Przez dużą część XX wieku uważali, że samice w znacznej mierze poddają się biernie działaniom samca. (Chociaż badania skupiały się na zwierzętach, nowa perspektywa w pewnym sensie odzwierciedlała ludzkie społeczeństwo – poza murami pracowni mężczyźni tradycyjnie przewodzili, a kobiety na ogół podążały za nimi).

Ten pogląd z mężczyzną w roli przywódcy został zaszczepiony częściowo pod wpływem skupienia się na seksualnych zachowaniach samców, które naukowcy uważali za bardziej złożone od zachowań samic. Pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku Frank Beach, pionier badań nad zachowaniami seksualnymi, przeprowadził obserwacje, które wydawały się dokładnie to potwierdzać (choć później uczony zmienił poglądy)33. Badacz zauważył, że samce psów rasy beagle jeszcze długo po kastracji nadal z dobrym skutkiem spółkowały z samicami – nie po to, by spłodzić cały miot szczeniąt (bo to po kastracji nie było już możliwe), lecz ponieważ dzięki temu osiągały psi odpowiednik czegoś w rodzaju papierosa wypalanego w łóżku po stosunku płciowym. Oznaką pomyślnego spółkowania u psów jest zjawisko zwane zakleszczeniem postkoitalnym, kiedy zwierzęta przybierają pozycję „zad przy zadzie”, co ułatwia im penis samca, utrzymujący połączenie pary podczas pełnego przekazywania płynu nasiennego od samca do samicy. Samiec zostaje dosłownie „zablokowany” w drogach rodnych samicy aż do zakończenia procesu. Wykastrowane psy rasy beagle mogą nadal osiągać ten stan.

Natomiast usunięcie suce jajników (i w wyniku tego pozbawienie jej hormonów) kładzie nagły kres jej spółkowaniu, gdyż sprzeciwi się ona każdej próbie podjętej przez samca34. Wyniki badań Beacha sugerowały, że u samic zachowania seksualne pozostają pod ścisłą kontrolą hormonalną – włączają się podczas rui (o ile zwierzę ma nienaruszone jajniki wydzielające hormony), a poza tym okresem wyłączają się. Natomiast samce zachowują się w bardziej skomplikowany sposób, niepoddany dyktatowi cyklu hormonalnego.

Zatem samice w okresie rui, jak uważano, tylko reagują na pobudzenie przez samca35. Samiec (gryzoń lub pies) zbliża się do samicy, ona zaś, jeśli właśnie przechodzi ruję, jest „otwarta” na kopulację. Owa idea biernej samicy zgrabnie pasuje do paradygmatu samca dominującego w królestwie zwierząt; jeśli podziela się ten pogląd, to sensownie brzmią stwierdzenia, że to nie samica, ale samiec jest agresorem i inicjatorem. Oczywiście wielu ludzi faktycznie wierzyło, że tak się sprawy mają w naturze, częściowo dlatego, iż samic nie badano równie dokładnie. Nie zapominajmy o tendencji skupiania się na penisach w badaniach zwierząt (rozdział 1); ponieważ samic nie badano w laboratoriach tak obszernie jak samce, naukowcy po prostu mniej wiedzieli o ich zachowaniach seksualnych36.

 

Jednakże na horyzoncie pojawił się nowy sposób pojmowania zachowań seksualnych samców i samic. Ostatecznie Frank Beach sam zaczął rozważać na nowo teorię biernych zachowań samic, zwłaszcza gdy zaobserwował, co się dzieje między osobnikami psów rasy beagle w poprzedniej fazie spółkowania, znacznie wcześniejszej od momentu ich znalezienia się w kleszczach ostatecznego uścisku37.

Chłopak spotyka dziewczynę, ujęcie drugie – aktywna, nie bierna

Skoro to samce prowadziły w godowym tańcu, jeśli już do niego doszło, to jak wytłumaczyć ważne spostrzeżenia poczynione przez Beacha podczas badań? Samice w rui, zaobserwował uczony, dążą do skłonienia samca do ruszenia w pogoń. Jeśli samiec rasy beagle był przywiązany do palika i nie mógł ścigać tak uprzejmej samicy, ona traciła zainteresowanie i szukała innego psa. „Co takiego? Nie zamierzasz biec za mną? No cóż, w takim razie zapomnę o tobie!”. Beach pomyślał, że to może wskazywać na ogólniejszy wzorzec godów u zwierząt. Suka nie była po prostu wstydliwą, kuszącą samicą – dla psa miała to być prawdziwa próba. „Nie będę się z tobą parzyć, o ile nie udowodnisz, że potrafisz mnie doścignąć (lub wydać mi się atrakcyjny albo zalecać się do mnie, bądź inaczej dowieść, że jesteś wartościowym ojcem dla mojego potomstwa)”. Oto dowód, że suka – nawet w rui – nie szukała byle jakiego psa. Musiał być na tyle silny i sprawny, żeby ją złapać.

Co ciekawe, choć zapewne niezbyt zaskakujące, temat „wyboru strategicznego u samic” został rozpropagowany przez badania tworzącej się młodej żeńskiej kadry wkraczającej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku na niwę biologii. Psycholożka Martha McClintock zauważyła w pracy doktorskiej z 1974 roku, że niewiele wiadomo o dziko żyjących szczurach pomimo faktu, iż nasze wiadomości na temat reprodukcji i fizjologii opierają się na badaniach prowadzonych na tych zwierzętach – laboratoryjnych, hodowanych w klatkach38. Rozważmy typowy scenariusz seksu między szczurami w laboratorium, gdzie narodził się standardowy wzorzec biernej samicy. Ona reaguje odruchem lordozy, wygina grzbiet w łuk i pozwala samcowi, by z nią kopulował. Po kilku epizodach kopulacji samiec doznaje wytrysku nasienia. Chwilę odpoczywa, po czym wraca, by powtórzyć ten akt39. Po wielokrotnych epizodach krycia i ejakulacji – co w tym wypadku nie jest żadną niespodzianką – samica zachodzi w ciążę. Zatem w pracowni to samiec podejmuje zbliżenie, a samica na nie reaguje. Szast-prast i po krzyku.

Jednak dziko żyjące szczury zachowują się wobec siebie inaczej. McClintock, razem ze swoją rówieśniczką, biolożką Mary Erskine (pionierką neuronauki, uważaną za specjalistkę w dziedzinie zachowań szczurów), wykazała, że w naturalnym środowisku samice nie poddają się po prostu biernie awansom samców, jak w laboratorium. Samice szczurów zazwyczaj mieszkają w krętych norach z wieloma innymi samicami i samcami. Zastanówmy się nad tym przez chwilę. W pracowni szczury obu płci często się rozdziela, a mogą one nawet przebywać w stworzonej dla gryzoni wersji więziennej izolatki. Kiedy samiec i samica zostają umieszczone razem, samica nie ma szans wybrać sobie samca – po prostu dostaje go z przydziału. Skoro w podstawowych warunkach laboratoryjnych struktura społeczna jest postawiona na głowie, zachowania również mogą ulegać zmianom.

U dziko żyjących zwierząt samice bytują w owych tworzących labirynt norach blisko samców, zatem mogą zbliżać się do nich albo uciekać i mają sposobność nadawać tempo swoim zachowaniom seksualnym, wybierając kolejno samców, z którymi będą się parzyć40. Zamiast życia w wyłącznie dziewczęcej sypialni, w jaskrawym oświetleniu ujawniającym każdy ruch, mają do dyspozycji ciąg nocnych klubów z mnóstwem mrocznych zakamarków. Robią zatem, co im się podoba.

Badanie McClintock wykazuje, że u dziko żyjących szczurzyc kopulacje poprzedzają odrębne samicze zachowania. Samica najpierw zbliża się do wybranego samca, następnie biegnie przed nim, żeby jeszcze bardziej przyciągnąć jego uwagę, strzyże uszami, podskakuje i gwałtownie pędzi41. To drastyczna różnica w stosunku do seksu szczurów laboratoryjnych, kiedy samiec podchodzi od tyłu, po czym po prostu wskakuje na samicę. W naturalnych środowiskach samice parzą się wielokrotnie z różnymi samcami i okazuje się, że samce, które ejakulowały jako pierwsze i jako ostatnie w tej sekwencji spółkowania, płodzą najwięcej młodych. Wydaje się zatem, że dziko żyjące szczurzyce odgrywają nader aktywną rolę w doborze partnerów i decydują, które samce (jako pierwszy i ostatni) przekażą swoje geny potomstwu. Wybrańcy mogą być samcami najbardziej dominującymi, co może mieć związek ze zdrowiem potomstwa i jego przyszłym sukcesem reprodukcyjnym. Albo mogą mieć geny dobrze komponujące się z genotypem samicy, co może skutkować potomstwem wykazującym lepsze dostosowanie (patrz dyskusja o genach MHC w rozdziale 6). Samica trzymana w laboratoryjnej klatce nie ma możliwości wyboru partnera (ani parzenia się z więcej niż jednym samcem) i chyba niewiele może zrobić oprócz poddania się awansom samca, gdyż walka z nim byłaby po prostu daremną stratą energii, a mogłaby się też okazać niebezpieczna42.

Echo tego samego schematu wyboru strategicznego u samic pobrzmiewa w nowszym badaniu wykazującym, że samice w rui preferują i szukają dominujących samców. W pewnym badaniu terenowym zespół pod kierownictwem włoskiej biolożki Simony Cafazzo śledził stado zdziczałych psów żyjących na ulicach Rzymu. Badacze stwierdzili, że suki w rui szukały psów o wysokiej pozycji w stadzie i częściej z nimi spółkowały, dzięki czemu te konkretne samce płodziły więcej szczeniąt43.

Zatem będące w rui samice ssaków, takich jak gryzonie i psowate, zachowują się wybredniej, niż dawniej sądziliśmy. A co z niektórymi z naszych najbliższych kuzynów z rzędu naczelnych: szympansami i orangutanami? Chociaż tu dane są nieco zróżnicowane, wydaje się, że samice w rui preferują samców stojących wyżej w hierarchii, co ponownie dowodzi, iż starają się sprawować jakąś kontrolę nad tym, kogo wybiorą na ojca swojego potomstwa. Dziko żyjące szympansice z największym obrzękiem narządów płciowych (trudną do przeoczenia fizyczną oznaką rychłej owulacji) parzą się wielokrotnie ze stojącymi wysoko w hierarchii samcami, częściej niż w jakichkolwiek innych porach cyklu44. Nie możemy wykluczyć, iż te samce po prostu odstraszają konkurentów i w okresie największej płodności samic przeprowadzają swoją wolę, ale stawiałabym na to, że i samice dokonują aktywnego wyboru45.

Samice orangutanów w rui również angażują się w zachowania seksualne o strategicznym znaczeniu i podobnie faworyzują dominujących samców. Samce te są nie tylko fizycznie większe od niedominujących, lecz mają także wyróżniającą oznakę swojej dominacji – szerokie, mięsiste talerze policzkowe, być może związane z wyższym poziomem testosteronu46. Samice parzą się również z samcami niedominującymi o mniej wydatnych policzkach, ale w rui spółkują niemal wyłącznie z dominującymi osobnikami o dużych talerzach policzkowych47. Znowu gotowa jestem iść o zakład, że wybierają ojców dla swojego potomstwa i podobają im się partnerzy z szerokimi, miękkimi policzkami.

U pawianów niedźwiedzich samice z obrzękiem narządów płciowych tworzą „małżeństwa”. Może to zabrzmieć niczym nazwa jakiegoś uroczego rytuału (przywodzącego na myśl królową Wiktorię i jej ukochanego, księcia małżonka Alberta) albo termin prawniczy, ale to kolejna forma strategicznego zachowania seksualnego samicy. Małżeństwo u pawianów niedźwiedzich ma miejsce wtedy, gdy płodne samice siedzą blisko samców o wysokiej pozycji w hierarchii, pielęgnują ich i spółkują niemal wyłącznie z nimi48.

Czy pamiętacie naszą laboratoryjną szczurzycę w rui z rozdziału 1, biegającą bez końca w kołowrotku podczas badania z lat dwudziestych XX wieku? Zastanówmy się, po co miałaby podejmować swój bieg donikąd.

Jak to ostatecznie wykazały badania, szczurzyca – podobnie jak inne ssaki z naczelnymi włącznie – nie była rozgorączkowaną, spanikowaną samicą w rui, niespokojną i szalejącą od seksualnej energii. Nie była również pasywną biorczynią seksualnej atencji, podpierającą ścianę w oczekiwaniu na samca, który do niej podejdzie. Gdyby przebywała w swoim naturalnym środowisku, poruszałaby się swobodnie w poszukiwaniu odpowiedniego ojca dla swojego potomstwa, żeby się do niego zbliżyć. Był to taniec godowy, ale prawie zawsze przybierający formę „białego walca”.