Raport mniejszościTekst

Z serii: s-f
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Przełożył

Janusz Szczepański


Dom Wydawniczy REBIS

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20


Philip K. Dick i rosyjski poślizg w czasie

1

Jak wiadomo, 20 lutego 1974 roku do życia Philipa K. Dicka wtargnął Bóg. Wszystko zaczęło się od kurierki, która przyniosła do domu Dicka lekarstwo. Na jej piersi lśnił wisiorek w kształcie ryby – starożytny symbol chrześcijański. Dick doszedł do wniosku, że tajni chrześcijanie dają mu sygnał; tym bardziej że nie mógł nie pamiętać, iż bohater jego powieści Człowiek z Wysokiego Zamku doznał oświecenia, ujrzawszy pewną srebrną ozdóbkę.

Niedługo potem Dick zaczął doznawać wizji; trwały one przez resztę lutego i marzec, dlatego nadał on temu mistycznemu doświadczeniu nazwę „2-3-74”. Miał dziwne sny, działo się z nim coś niepojętego. Odkrył, że „czas rzeczywisty zatrzymał się w roku 70 po Chrystusie wraz ze zburzeniem świątyni jerozolimskiej. Ruszył ponownie w roku 1974”*; że okres pomiędzy tymi datami to nic więcej, jak „całkowicie fałszywy wtręt małpujący twórczy akt Umysłu”; że wieczne Imperium – inaczej Czarne Żelazne Więzienie – poprzez kabałę zniewala Ziemię, a tajni chrześcijanie zwyciężają owo Imperium, choć jest to niemożliwe. Na jakiś czas świadomość pisarza została opanowana przez obcy umysł imieniem Tomasz, który doprowadził życie Dicka do względnego ładu.

Część teorii, za których pomocą Dick próbował objaśnić wydarzenia 2-3-74, wiązała „boskie wtargnięcie” ze Związkiem Radzieckim. W liście do krytyka literackiego Petera Fittinga pisał: „Przez jakiś czas sądziłem, że przypadkiem dostałem się w zasięg eksperymentu psychotronicznego polegającego na przesyłaniu obrazów na duże odległości. Napisałem do laboratorium w Leningradzie o tym, co się zdarzyło; wówczas uważałem bowiem, że źródło sygnałów leży bardzo daleko, czyli w ZSRR”. Później Dick uznał, że źródło jest umiejscowione w okolicy gwiazdy Syriusz.

Doświadczenie 2-3-74 nie mogło nie pogłębić paranoi Dicka, przy czym przybrało to bardzo rozległą postać: za wrogów zostali uznani i prezydent Nixon (czyli Ferris F. Fremont, Antychryst z powieści Radio Wolne Albemuth), i Stanisław Lem (zdaniem Dicka „nie jednostka, lecz wieloosobowy komitet” propagujący komunizm wśród amerykańskich czytelników fantastyki). „Laboratorium w Leningradzie” pojawia się nieprzypadkowo – ZSRR i cały obóz socjalistyczny budziły wyjątkowe podejrzenia Dicka jako przejawy Imperium.

Radziecki motyw nasilił się, gdy pisarz otrzymał dwa listy. 18 marca 1974 roku nadeszła wiadomość z ZSRR, opisana w Valis następująco: „Nadawcą listu był ktoś, o kim Grubas słyszał po raz pierwszy (zresztą i tak nie był przyzwyczajony do otrzymywania listów ze Związku Sowieckiego), kto prosił o: 1) fotografię Grubasa, 2) próbkę jego pisma, a w szczególności jego podpis”. Mówiąc prościej, jego autograf. Przypominam: Koniolub Grubas to główny bohater Valis i alter ego samego Dicka.

W biografii Dicka Je suis vivant et vous êtes morts Emmanuel Carrère pisze, że list ten nadszedł z Tallina, stolicy Estońskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Mieszkam w Tallinie od urodzenia, byłem więc ogromnie ciekaw, kto z estońskich fanów zdołał w 1974 roku dotrzeć do samego Dicka. Odpowiedzi udzielił mi Jüri Kallas, nieprzypadkowo zwany w estońskim fandomie „guru fantastyki”. Nieżyjący już fan nazywał się Martin Roogna. Na początku lat 70. zdobył on adresy zachodnich autorów SF i rozesłał do nich listy z prośbą o zdjęcia i autografy. Wielu odpowiedziało, wśród nich Roger Zelazny (widziałem egzemplarz Karabinów Avalonu z dedykacją „dla Martina Roogna”) i Daniel Keyes. Piers Anthony był pod takim wrażeniem estońskiego fana, że trzecią część cyklu „Xanth” zatytułował Zamek Roogna.

Koniolub Grubas wystraszył się listu, ale Dick (jak powiedziała mi Tessa, wdowa po nim) nawiązał z estońskim fanem korespondencję. To był jednak dopiero początek. Nocą Dickowi przyśniło się, że za dwa dni otrzyma drugi list, od kobiety nazwiskiem Sadassa Ulna. I taki list rzeczywiście przyszedł. Jak czytamy w Valis, zawierał on kserokopie dwóch recenzji zamieszczonych w lewicowej gazecie „The Daily World”, dotyczących książek autorstwa obywatelki radzieckiej, członka partii komunistycznej, zamieszkałej jednakże w USA i krytykującej kapitalizm. W recenzjach podkreślono słowa: decline (upadek) i death (śmierć).

Drugi list Dick odebrał jako kolejny znak, że najwyraźniej stał się ofiarą eksperymentów rosyjskich służb specjalnych. On sam wyznawał lewicowe poglądy, jednak z partią komunistyczną nie sympatyzował. Przestraszony pisarz zadzwonił do FBI, czyli tak naprawdę do tajnej policji Imperium. Co go do tego skłoniło? Nikt tego nie wie i nikt też nie zna prawdziwego nazwiska Sadassy Ulny. Mam na ten temat pewną hipotezę, ale o tym później.

2

Zachodnia fantastyka w postalinowskim ZSRR dzieliła się na dobrą i złą. Autorzy tej dobrej „umiarkowanie krytykowali kapitalizm”, lub też przynajmniej nie ganili socjalizmu, a przede wszystkim pisali prosto i zrozumiale dla ludzi radzieckich. Zaliczali się do nich Isaac Asimov, Ray Bradbury, Robert Sheckley, Clifford Simak. Zła fantastyka była antyradziecka i/albo ideologicznie obca ustrojowi socjalistycznemu; takich autorów albo nie tłumaczono wcale (Frank Herbert), albo z rzadka i nie powieści, lecz jedynie nieszkodliwe opowiadania.

Tak stało się też w wypadku Philipa K. Dicka, wydanego po raz pierwszy po rosyjsku w 1958 roku, kiedy pisarz był jeszcze bardzo mało znany we własnej ojczyźnie. Radzieckie czasopismo „Ogoniok”, niestroniące od tematyki wojskowej, opublikowało opowiadanie Dicka Już nie żyjesz, Foster, antywojenne w wymowie i krytykujące wady kapitalizmu. Opisano w nim Amerykę, gdzie w dobrym tonie jest posiadać schron na wypadek wojny jądrowej i im jest on droższy, tym wyższy status jego właściciela. Oczywiście nikomu nie przyszło do głowy wypłacić Dickowi honorarium.

Kolejna publikacja ukazała się w drukującym fantastykę czasopiśmie „Wokrug swieta” 25 lat później. Pod tytułem W głubinie pamiati („W głębinach pamięci”) pojawiło się opowiadanie Przypomnimy to panu hurtowo, na którego podstawie w 1990 roku Paul Verhoeven nakręcił Pamięć absolutną z Arnoldem Schwarzeneggerem. Opowiadanie opublikowano ponownie w 1987 roku w popularnej serii fantastyki naukowej „Sbornik naucznoj fantastiki”. W roku 1985 w innym tomie tej samej serii wydano Grę wojenną, która zamyka listę publikacji Dicka w okresie przed pieriestrojką.

3

W 1988 roku w ZSRR otworzyły się bramy wolności – i pojawiła się możliwość wydawania „na wpół zakazanych” autorów SF. Opowiadania Dicka zaczęły wychodzić w czasopismach, które starały się zwiększyć nakład i przyciągnąć miłośników fantastyki. W ten sposób w czasopiśmie „Tiechnika i nauka” ukazał się Gdzie kryje się Wub, choć fabuła opowiadania nie ma nic wspólnego ani z techniką, ani z nauką.

Prawdziwym przełomem stała się publikacja w tymże roku powieści Przez ciemne zwierciadło w czasopiśmie literackim „Junost΄”, które wcześniej rzadko rozpieszczało czytelników fantastyką, zwłaszcza zagraniczną. Przez ciemne zwierciadło wydano w skróconym i niezbyt udanym przekładzie, pod zmienionym tytułem Pomutnienije („Zmętnienie”). Publikacji towarzyszyła krótka notatka, w duchu najlepszych radzieckich tradycji informująca, że autor był „człowiekiem o aktywnej pozycji społecznej: nie ukrywał poglądów antyfaszystowskich i zajmował się rehabilitacją narkomanów”. Pełne tłumaczenie Przez ciemne zwierciadło pojawiło się dwa lata później w zbiorze – co ciekawe – kryminałów, obok powieści Dashiella Hammetta i Agathy Christie. W tym samym czasie w ukraińskiej Odessie opublikowano przekład Tytańskich graczy.

W roku 1992 czytelników zalała istna powódź rosyjskich tłumaczeń Dicka – w ciągu roku wydano dziewięć jego książek (nie licząc ośmiu antologii zawierających opowiadania lub powieści jego autorstwa). Co prawda w rzeczywistości czytelnicy mogli zapoznać się tylko z pięcioma powieściami Dicka: Ubik, Czy androidy marzą o elektrycznych owcach, Człowiek z Wysokiego Zamku, Słoneczna loteria i Trzy stygmaty Palmera Eldritcha, ale za to trzy pierwsze tytuły wyszły w trzech, a nawet czterech tłumaczeniach.

Od tej chwili Philip K. Dick jest w Rosji wydawany stale i regularnie. Większość jego powieści przetłumaczono w latach 90. Najdłużej musieliśmy czekać na późnego Dicka – Valis wydano w 2004, Bożą inwazję w 2007, Transmigrację Timothy’ego Archera w 2008. Internetowa baza danych Fantlab.ru doliczyła się 82 książek Dicka wydanych w okresie 1990–2016 (bez antologii i czasopism). Dwukrotnie podejmowano próbę wydania dzieł zebranych pisarza. W 1998 działające na rynku rosyjskim łotewskie wydawnictwo Polaris z Rygi, mające w swoim dorobku wielotomowe wydania Heinleina, Harrisona, Simaka, Zelazny’ego, Sheckleya i innych autorów SF, sięgnęło także po Dicka, ale zbankrutowało po drugim tomie. Od roku 2010 wydawnictwo EKSMO publikowało serię „Wspomnit΄ wsio. Miry Filipa Dika” („Przypomnieć wszystko. Światy Philipa Dicka”) – osiem tomów zawierających 27 powieści.

 

Ogólną wiedzę o twórczości Dicka rosyjscy czytelnicy otrzymali w roku 1992 – wydanie Ubika w przekładzie autora fantastyki Andrieja Łazarczuka, wchodzące w skład serii „Oversun”, zawierało obszerną przedmowę z informacją o niemal wszystkich powieściach Dicka. Redaktor serii Andriej Czertkow tak wspomina swoją fascynację Dickiem, która zaczęła się w latach 80.: „Podczas korespondencji z fanami z innych miast okazało się, że istnieje zjawisko zwane w skrócie FLP («fantastyka w przekładach amatorskich»). Perełką w mojej kolekcji takich tłumaczeń stał się Ubik Dicka. W odróżnieniu od innych tekstów nie przysłano mi go w postaci ryzy zadrukowanych kartek, lecz jako oprawioną książkę ze skserowanymi ilustracjami. Tłumaczenia dokonano nie z angielskiego oryginału, lecz z polskiego przekładu, wydanego w serii «Stanisław Lem przedstawia»… Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Kiedy rok później naszym klubem miłośników fantastyki zainteresowało się KGB i zaczęto mnie wzywać na przesłuchania, przepadła cała moja kolekcja samizdatu poza jedną książką, którą udało się cudem ocalić – właśnie Ubikiem”.

Niestety liczba przekładów nie przeszła w jakość i w wielu wypadkach teksty Dicka po rosyjsku sporo odbiegają od oryginału. Za przykład niech posłuży tytuł książki The Grasshopper Lies Heavy z powieści „Człowiek z Wysokiego Zamku”. Tłumacze zinterpretowali go w duchu Apokalipsy św. Jana (9,3: „a z dymu wyszła szarańcza na ziemię”), podczas gdy w rzeczywistości jest to odniesienie do Księgi Koheleta, gdzie w angielskich przekładach Biblii jest wspomniany właśnie pasikonik (grasshopper), a nie szarańcza (locust). W polskim przekładzie Biblii w obu wypadkach pojawia się zresztą ten sam owad (Koh 12,5: „ociężałą stanie się szarańcza”), stąd także po polsku tytuł książki Abendsena do niego się odwołuje (Utyje szarańcza). Analogicznie, w tłumaczeniach Przez ciemne zwierciadło utracone zostały odniesienia do 1 Listu św. Pawła do Koryntian. Wiele książek Dicka nadal czeka na dobre rosyjskie tłumaczenie.

4

Temat „Dick w Rosji” byłby niekompletny bez omówienia związków Dicka z literaturą rosyjską. W pierwszej kolejności przychodzi tu na myśl porównanie między Dickiem a Dostojewskim. Lem zaczyna swoje posłowie do Ubika od rozważań na temat różnic między Zbrodnią i karą a powieściami Agathy Christie: w obu wypadkach chodzi o intrygę kryminalną, ale Dostojewski skupia się na innych problemach. Analogicznie wygląda różnica pomiędzy „wizjonerem” Dickiem a „szarlatanami” od SF. Emmanuel Carrère podczas wywiadu udzielonego autorowi tej przedmowy powiedział: „Dick to wielki pisarz nie tylko w fantastyce, ale i w literaturze w ogóle. Jestem przekonany, że Dick jest tak samo ważny dla XXI wieku, jak Dostojewski dla XIX stulecia. Nie sposób unać, że Dick był bardzo dobry stylistycznie, ale to samo dotyczy też Dostojewskiego…”. Dziwne, że w Exegesis („Egzegeza”) Dick, który tak bardzo interesował się różnymi wizjonerami, nie wspomina o Dostojewskim ani razu.

Być może w pewien sposób do Dicka nawiązuje nowela-pamflet Romana Kima „Kto ukrał Punnakana?” (1964). Kim był osobą niezwykle interesującą. Rosjanin o koreańskich korzeniach, wykształcony w Japonii, zdeklarowany komunista, współpracownik OGPU, zawodowy agent wywiadu, który pod koniec życia został pisarzem i czytał zachodnią fantastykę w oryginale. W 1963 roku Arkadij Strugacki pisał do brata Borysa, że Kim opowiadał o anglojęzycznej SF „z ogromnym smakiem i pasją, jak mógłby łakomczuch opowiadać o chińskich przysmakach”.

Otóż w owej noweli pojawia się „agent literacki Filip K.” (imiona bohaterów są kafkowskie), świetnie zorientowany w rynku wydawniczym USA. Są tam też wspomniani Asimov, Sheckley, Bradbury, Frederic Brown, Edmond Hamilton, Robert Heinlein (jako autor noweli „o tym, jak Kreml wysyła zarażone gremliny do Ameryki”, której w rzeczywistości nie napisał). Filip K. mówi o ZSRR w kontekście „badań polityczno-psychologicznych”, a także… przesyłania myśli na odległość. Jeśli to przypadek, to znaczący. Bardziej prawdopodobne jest, że Roman Kim czytał opowiadania i powieści Dicka, poznał sferę jego zainteresowań i – świadomie lub nie – odzwierciedlił ją na kartach swojego pamfletu.

Na tym można by zakończyć rozważania o Dicku i literaturze rosyjskiej. Pomimo popularności amerykańskiego pisarza w Rosji nie da się stwierdzić jego wyraźnego wpływu na któregoś z rodzimych autorów SF. Częściowo jest to spowodowane ogólnym spadkiem poziomu fantastyki – dziś w Rosji trudno mówić także o wpływie braci Strugackich, choć wielu nazywa siebie ich uczniami. Andriej Czertkow wymienia dwa nazwiska, zaznaczając, że nie może być mowy o rzeczywistym wpływie: „Pewne echa maniery Dicka można zauważyć w twórczości Andrieja Łazarczuka, ale nie jest to nic oczywistego. Najbliższy Dickowi duchem był wczesny Wiktor Pielewin”.

Sam Łazarczuk mówi, że dostrzegł w Dicku człowieka o pokrewnych poglądach: „Mnie także od dawna ciekawi, czy nasz świat jest taki, jakim go widzimy, i czy wszyscy widzimy go jednakowo? Dick raczej nie wywarł na mnie wpływu, bo kiedy tłumaczyłem Ubika, byłem już w pełni ukształtowany jako pisarz. Ale podobieństwa są, na przykład światopoglądowe – «solipsyzm krytyczny»”. To samo dotyczy Pielewina – u niego, jak zauważa Czertkow, występuje „podobny typ myślenia i zainteresowanie ezoteryką, psychodelią i ekstremalnymi formami filozofii”. Jednakże te podobieństwa są powierzchowne – zarówno Dick, jak i Pielewin odrzucają iluzje, żeby dotrzeć do prawdy, ale Rosjanin pisze książki z pozycji patriarchy buddyzmu zen, podczas gdy Dick ciąży ku chrześcijaństwu – i pierwszy pada ofiarą iluzorycznego świata.

Do ciekawostek raczej należy zaliczyć podobieństwo powieści Brudnopis Siergieja Łukjanienki i Płyńcie łzy moje, rzekł policjant – obie książki rozpoczynają się wypadnięciem bohatera z rzeczywistości, zapomnieniem przez rodzinę i bliskich. Tam, gdzie Dick osiąga metafizyczną głębię, Łukjanienko pisze rozrywkową fantastykę z wątpliwym morałem. Przykro to stwierdzić, ale dziś w rosyjskiej fantastyce nie znajdziemy pisarzy pokrewnych Dickowi.

5

Jest taki stary żart: pewien fizyk zapytany, kogo uważa za najwybitniejszego w swej dziedzinie współcześnie, odpowiada: „Jest nas kilku”. Mógłbym podobnie zażartować na temat oryginalnych artykułów rosyjskich o Dicku. W 2014 roku czasopismo „Mir fantastiki” opublikowało mój artykuł Przez mętne zwierciadło i co tam zobaczył Philip K. Dick, albo Imperium wcale nie zwyciężyło, bardzo długi i – mam nadzieję – dość sensowny. Zawarłem w nim próbę analizy życia i późnych książek Dicka oraz zrozumienia, czym było w rzeczywistości doświadczenie 2-3-74. Czy to mi się udało, niech osądzą czytelnicy. Artykuł w wersji rosyjskiej jest dostępny na stronie mirf.ru.

Zaciekawił mnie, między innymi, list od obywatelki radzieckiej, który wystraszył Dicka tak mocno, że go „spalił albo przekazał policji, albo FBI, albo CIA”. Prawdziwego nazwiska Sadassy Ulny nie znamy i sam Dick nigdzie go nie wymienia. Dlaczego? Jeśli list naprawdę istniał – rozważałem – zidentyfikowanie Sadassy Ulny nie powinno być trudne, radzieckich pisarek mieszkających w USA w latach 70. było przecież niewiele. Dokładnie przejrzałem dane wszystkich dysydentek, które wyemigrowały do Stanów przed rokiem 1970. Na próżno.

Na możliwą odpowiedź natknąłem się przypadkiem. Faktycznie, w tamtym okresie w USA przebywała radziecka obywatelka, komunistka, autorka opublikowanych przed rokiem 1974 dwutomowych wspomnień, które musiały wzbudzić zainteresowanie prasy. Niedługo wcześniej wyszła ona za mąż za architekta Petersa i zaczęła używać imienia Lana. Lana Peters, czyli Swietłana Josifowna Alliłujewa, córka Stalina.

Wyobraź sobie, czytelniku – atakują cię niezrozumiałe wizje i podejrzewasz, że KGB dokonuje na tobie eksperymentu. Śni ci się, że otrzymujesz list od niejakiej Sadassy Ulny. Dostajesz go i dociera do ciebie, że autorką jest córka Stalina. Dodajmy do tego jeszcze list od estońskiego fana. Stalin – Tallin. Lana – Ulna. „Sadassę” łatwo rozszyfrować, Stalin był przecież i markizem de Sade, i dyktatorem Bokassą…

To tylko hipoteza, ale Swietłana Alliłujewa mogła mieć powody, żeby napisać do Dicka. Do tego czasu mieszkała już w arizońskiej wspólnocie mistyków Taliesin West, interesowała się teozofią i różnymi religiami, tak więc książki Dicka mogły wzbudzić jej ciekawość. Nie wspominając już o tym, że – jak pisze Dick w Exegesis – w okresie, kiedy „owładnął” nim duch Tomasza, „pisał listy do ludzi, do których nigdy wcześniej nie pisał”. Niewykluczone, że Sadassa Ulna odpowiedziała na wiadomość napisaną przez Dicka w zmienionym stanie świadomości. Jeśli to była Alliłujewa, to przynajmniej staje się oczywiste, czemu Dick przestraszył się do tego stopnia, że zwrócił się do FBI, i dlaczego nigdy potem o niej nie wspomniał. Po prostu nikt by mu nie uwierzył.

6

W liście do Claudii Bush (studentki, która pisała pracę magisterską o jego książkach) Dick wymienia swoje teorie dotyczące 2-3-74 w następującej kolejności:

1) teoria okultystyczna: reinkarnacja,

2) istoty z kosmosu (latające talerze),

3) rosyjscy psychotronicy kontrolujący USA,

4) nauka: dysfunkcja Kozyriewa,

5) wskrzeszenie wczesnego chrześcijanina.

Prawdziwa jest, jak podkreśla Dick, teoria numer pięć. Zauważmy, że aż dwie teorie mają związek z Rosją. „Dysfunkcja Kozyriewa” nawiązuje do mechaniki przyczynowej Nikołaja Kozyriewa, radzieckiego fizyka, który opracował własną teorię czasu. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że „leningradzkie laboratorium”, do którego Dick pisał w sprawie przekazywania myśli na odległość, to położone pod Petersburgiem Obserwatorium w Pułkowie, gdzie na początku lat 60. XX wieku testowano teorię Kozyriewa.

W Exegesis Dick sugeruje, że „uczeni z Pułkowa odkryli na nowo Logos i nadali mu imię Chronos”. W rzeczywistości obserwacje astronomów z Pułkowa obaliły teorię czasu Kozyriewa. Jednak chodzi tu o fascynującą zbieżność, która, o ile wiem, nie została dotąd przez nikogo zauważona: w roku 1961 wśród osób zajmujących się testowaniem „mechaniki przyczynowej” znalazł się 28-letni Borys Strugacki, który był już wtedy – wraz z bratem Arkadijem – gwiazdą radzieckiej SF.

Może i lepiej, że Philip K. Dick nic o tym nie wiedział. Z pewnością stwierdziłby, że takie koincydencje się nie zdarzają. Ale co my wiemy o zbiegach okoliczności?

Nikołaj Karajew

przekład z rosyjskiego: Gata Kinga Kowalewska

Nikołaj Karajew – dziennikarz, tłumacz, eseista, pisarz SF. Urodzony i zamieszkały w Tallinie (Estonia). Przetłumaczył z angielskiego, estońskiego i japońskiego na rosyjski kilkanaście książek oraz zbiór esejów i opowiadań Kena Keseya. Opublikował wiele artykułów o autorach SF w rosyjskim czasopiśmie „Mir fantastiki”, wśród nich obszerny esej o Philipie K. Dicku, którego uważa za jednego z najciekawszych pisarzy XX stulecia.

* Ten i kolejne cytaty z polskiego wydania Valis w tłumaczeniu Lecha Jęczmyka.