StalkerTekst

Z serii: Ze Strachem
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Już w księgarniach:

Kjell Ola Dahl Czwarty napastnik

Thomas Enger Bóle fantomowe

Lotte i Søren Hammer Wszystko ma swoją cenę

Matti Rönkä Przyjaciele z daleka

Kjell Ola Dahl Wierny przyjaciel

Bernhard Jaumann Godzina szakala

Wojciech Chmielarz Farma lalek

Johan Theorin Święty Psychol

Friedrich Ani Ludzie za ścianą

Lars Kepler Świadek

Thomas Enger Żądza krwi

Kjell Ola Dahl Lodowa kąpiel

Bernhard Jaumann Kamienista ziemia

Jean Luc Bannalec Śmierć w Pont-Aven

Lars Kepler Piaskun

Johan Theorin Duch na wyspie

Johan Theorin Zmierzch (wyd. 2)

Wojciech Chmielarz Przejęcie

Martín Solares Czarne minuty

Jean Luc Bannalec Sztorm na Glenanach

Johan Theorin Nocna zamieć (wyd. 2)

Wojciech Chmielarz Wampir

Anna Kańtoch Łaska

W serii ukażą się także:

Wojciech Chmielarz Podpalacz (wyd. 2)

Wojciech Chmielarz Osiedle marzeń

Więcej informacji: czarne.com.pl

Lars Kepler

Stalker

Przełożyła Marta Rey-Radlińska


Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż autoryzowane pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Tytuł oryginału szwedzkiego Stalker

Projekt okładki Magdalena Palej

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Mark Owen / Arcangel Images

Copyright © by Lars Kepler, 2014

First published by Albert Bonniers Förlag, Stockholm, Sweden

Published in the Polish language by arrangement with Storytellers Literary Agency, Stockholm, Sweden and Macadamia Literary Agency, Warsaw, Poland

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2016

Copyright © for the Polish translation by Marta Rey-Radlińska, 2016

Redakcja Sandra Trela / d2d.pl

Korekta Ewa Czernatowicz / d2d.pl, Gabriela Niemiec / d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Agnieszka Frysztak / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-343-8

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Epilog

Przypisy

Kolofon

Dopiero po znalezieniu pierwszego ciała poważnie potraktowano ten film. Link do klipu na YouTubie trafił do skrzynki Krajowego Wydziału Kryminalnego w wiadomości bez tekstu, nadawca był nie do wyśledzenia. Sekretarz zrobił, co do niego należało, sprawdził link, obejrzał film, przyjął, że chodziło o trochę niezrozumiały żart, ale mimo to zanotował wszystko w dzienniku.

Dwa dni później ten sam film zgromadził trzech doświadczonych dochodzeniowców w niewielkim pokoju na ósmym piętrze budynku centrali wydziału kryminalnego. Najstarszy z mężczyzn zasiadł na skrzypiącym krześle z oparciem, pozostali dwaj stali.

Sekwencja, którą oglądali na szerokim monitorze komputera, trwała zaledwie pięćdziesiąt dwie sekundy.

Kamera drgała, filmując ukradkiem przez okno sypialni trzydziestokilkuletnią kobietę, która wkładała właśnie czarne rajstopy.

Trzej mężczyźni z wydziału kryminalnego przyglądali się dziwnym ruchom kobiety w pełnej ­zażenowania ciszy.

Żeby rajstopy leżały, jak trzeba, przekraczała niewidzialne przeszkody i robiła przysiady na szeroko rozstawionych nogach.

W poniedziałek rano ta sama kobieta została znaleziona w kuchni domku szeregowego na wyspie Lidingö pod Sztokholmem. Siedziała na podłodze z dziwnie rozwartymi ustami. Krew zachlapała okno i białą orchideę w doniczce. Ofiara miała na sobie jedynie rajstopy i biustonosz.

Badanie wykazało, że zmarła na skutek wykrwawienia z licznych ran ciętych i kłutych, które zadano z wyjątkową agresją, koncentrując się na twarzy i szyi.

Określenie „stalker” funkcjonuje w języku od początku osiemnastego wieku. Początkowo oznaczało włóczęgę albo kłusownika.

W 1921 roku francuski psychiatra de Clérambault opublikował studium pacjenta będącego w wyimaginowanym związku. Przypadek ten wiele osób uważa za pierwszą nowoczesną analizę stalkingu.

Dziś pojęcie „stalker” charakteryzuje osobę cierpiącą na zespół natarczywych zachowań, chorobliwą potrzebę kontrolowania innego człowieka.

Prawie dziesięć procent populacji doświadczyło jakiejś formy stalkingu.

Zazwyczaj stalker jest lub był w relacji ze swoją ofiarą, ale bardzo często obsesja na punkcie obcych ludzi lub sławnych osób to zwykły zbieg okoliczności.

Mimo że większość przypadków stalkingu nie prowadzi do podjęcia przez policję żadnych działań, zjawisko to traktowane jest poważnie, ponieważ patologiczna obsesja kryje potencjalne niebezpieczeństwo. Tak jak chmury burzowe pod wpływem prądów powietrznych mogą się przeobrazić w tornado, tak krucha równowaga między czcią i nienawiścią u stalkera może nagle się załamać i przerodzić w gwałtowną agresję.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

1

Jest za kwadrans dziewiąta, piątek dwudziestego drugiego sierpnia. Po leniwych zmierzchach pełni lata zmrok zapada z zaskakującą szybkością. Za przeszklonymi drzwiami Krajowego Urzędu Policji panują już ciemności.

Margot Silverman wysiada z windy i rusza w stronę zabezpieczonych drzwi w holu. Ma na sobie czarny, otulający kardigan, białą bluzkę opinającą się jej na piersiach i długie czarne spodnie, których wysoki pas rozciąga się na rosnącym brzuchu.

Bez pośpiechu zbliża się do drzwi obrotowych w szklanej ścianie. Strażnik siedzi za drewnianą ladą ze wzrokiem wbitym w ekran, a kamery ochrony filmują każdy zakątek wielkiego budynku przez całą dobę.

Włosy Margot mają jasny odcień polerowanej brzozy i zebrane są na plecach w ciężki warkocz. Kobieta ma trzydzieści sześć lat i jest w trzeciej ciąży. Wygląda kwitnąco z błyszczącymi oczami i zarumienionymi policzkami.

Po długim tygodniu pracy wraca do domu. Codziennie zostawała po godzinach i już dwa razy dostała ostrzeżenie, że przesadza.

Jest nowym ekspertem policji kryminalnej do spraw seryjnych zabójców, spree killerów i stalkerów. Zabójstwo Marii Carlsson to jej pierwsza samodzielna sprawa od czasu zajęcia stanowiska komisarza dochodzeniowego.

Brak świadków i podejrzanych. Ofiara była samotna, bezdzietna, zajmowała się marketingiem produktów w sieci­ IKEA, po śmierci ojca i przeprowadzce matki do domu opieki przejęła nieobciążony hipoteką dom szeregowy.

Maria dojeżdżała do pracy z kolegą, ale tego ranka nie czekała jak zwykle na ulicy Kyrkvägen. Kolega podjechał pod jej dom, zadzwonił do drzwi, zajrzał do środka, obszedł budynek naokoło i zobaczył ją przez okno. Siedziała na podłodze, jej twarz była zmasakrowana, głowa niemal odcięta od tułowia zwisała na bok, usta były szeroko otwarte.

Wyniki wstępnego raportu z sekcji zwłok przemawiają za celowym ułożeniem ust w ten sposób po śmierci ofiary, ale z zastrzeżeniem, że teoretycznie możliwe jest samoistne ich zastygnięcie w tej formie.

Rigor mortis zaczyna się w sercu i przeponie, ale już po dwóch godzinach zaznacza swą obecność w karku i szczękach.

Jest piątkowy wieczór, w przestronnym holu nie ma zbyt wielu osób. Dwóch policjantów w granatowych swetrach rozmawia ze sobą, a zmęczony prokurator wychodzi z sali, w której sąd rozpatrywał właśnie wniosek o tymczasowe aresztowanie.

Po tym, jak wyznaczono ją na prowadzącą śledztwo, Margot zdała sobie sprawę, że może cierpieć na przerost ambicji, że będzie chciała osiągnąć jak najwięcej, że będzie sobie wyobrażać niestworzone rzeczy.

Wyśmialiby ją, jeśli przyznałaby się do swoich podejrzeń, że to najprawdopodobniej seryjny morderca.

W tym tygodniu ponad dwieście razy obejrzała film z Marią Carlsson naciągającą rajstopy. Wszystko wskazywałoby na to, że została zabita zaraz po załadowaniu klipu na YouTube’a.

Margot próbowała zinterpretować filmik, ale nie dostrzegła w nim nic szczególnego. Ludzie fetyszyzujący rajstopy się zdarzają, jednak w tym przypadku nic nie sugerowało tego typu zboczenia.

 

Film jest jedynie wycinkiem z życia zwyczajnej kobiety. Samotnej, mającej dobrą pracę, która właśnie wybierała się na wieczorowy kurs rysunku komiksowego.

Nie da się rozstrzygnąć, dlaczego sprawca znajdował się w jej ogrodzie, czy był to zbieg okoliczności, czy też całe zdarzenie zostało szczegółowo zaplanowane. Jakkolwiek by było, kilka minut przed morderstwem sfilmował ją i musiał mieć ku temu jakiś powód.

A ponieważ wysłał link policji, chciał im coś pokazać.

Sprawca chce podkreślić coś, co ujrzał w tej kobiecie albo w tym typie kobiet. Może chodzi o wszystkie kobiety, może o całe społeczeństwo.

W oczach Margot ofiara nie wyróżniała się niczym szczególnym ani w wyglądzie, ani w zachowaniu. Na nagraniu skupia się po prostu na tym, żeby rajstopy dobrze leżały, marszczy czoło i wydyma usta.

Margot dwa razy odwiedziła dom przy Bredablicksvägen, ale najpierw obejrzała filmową dokumentację z oględzin miejsca zbrodni.

Materiał nakręcony przez sprawcę ma jakby miłosny charakter w porównaniu z tym zrobionym przez policję. Zbliżenia śladów po bestialskim mordzie są bezwzględne. Zmarła filmowana jest pod różnymi kątami. Siedzi na podłodze, nogi szeroko rozstawione, ciemna kałuża krwi. Pocięty biustonosz zwisa z jednej strony, biała pierś opiera się na wypchniętych wałkach brzucha. Z twarzy nie zostało prawie nic, tylko rozwarte usta w czerwonej brei.

Margot zatrzymuje się niby przypadkiem przy misie z owocami na stoliku obok kanapy i foteli, zerka na rozmawiającego przez komórkę strażnika i odwraca się do niego plecami. Przez kilka sekund przygląda się jego odbiciu w przeszklonej ścianie wychodzącej na atrium, a potem wkłada do torby sześć jabłek.

Sześć to za dużo, fakt, ale nie może się powstrzymać, dopóki nie weźmie wszystkich. Myśli sobie, że Jenny mog­łaby z nich zrobić wieczorem małą szarlotkę, z masłem karmelizowanym z cukrem i cynamonem.

Z zamyślenia wyrywa ją dzwonek telefonu. Spogląda na wyświetlacz i widzi zdjęcie Adama Youssefa, członka zespołu dochodzeniowego.

– Jesteś jeszcze w budynku? – pyta Adam. – Powiedz, że tak, bo mamy…

– Siedzę już w aucie na Klarastrandsleden – kłamie Margot. – O co chodzi?

– Dostaliśmy nowy film.

Margot czuje ściskanie w dołku, kładzie dłoń na zaokrąg­lonym brzuchu.

– Nowy film – powtarza.

– Przyjedziesz?

– Już zawracam – mówi Margot i rusza z powrotem. – Dopilnuj, żebyśmy dostali kopię.

Mogłaby wyjść przez główną bramę, pojechać do domu i przekazać sprawę Adamowi. Wystarczy jeden tele­fon i może mieć płatny urlop macierzyński przez następny rok. Pewnie by tak zrobiła, gdyby wiedziała, z czym już niedługo przyjdzie jej się zmierzyć.

Przyszłość kryje się w cieniu, ale planety wchodzą powoli w złowróżbne konstelacje. W tej właśnie chwili jej los tnie brzytwą na pół spokojną taflę jeziora przyszłości.

Światło w windzie sprawia, że Margot wygląda na starszą niż w rzeczywistości. Cienka, czarna linia konturówki wokół oczu prawie całkiem się wytarła. Kiedy odchyla głowę w tył, rozumie już, co koledzy mają na myśli, mówiąc, że przypomina własnego ojca, byłego komendanta wojewódzkiego policji, Ernesta Silvermana.

Winda staje na ósmym piętrze, Margot idzie pustym korytarzem najszybciej, jak jej na to pozwala duży brzuch. Ona i Adam przejęli stary pokój Joony Linny w tym samym tygodniu, w którym policja uczciła jego pamięć. Margot nie znała komisarza osobiście i nie miała z tym problemu.

– Masz szybki samochód – mówi Adam na widok Margot i uśmiecha się szeroko, pokazując swoje ostre zęby.

– Dosyć – odpowiada kobieta.

Adam Youssef ma dwadzieścia osiem lat i okrągłą twarz nastolatka. Jest nieostrzyżony, koszula z krótkim rękawem wysunęła mu się z dżinsów. Pochodzi z asyryjskiej rodziny, wychował się w Södertälje i grał w nogę w I dywizji piłkarskiej.

– Od kiedy film jest na YouTubie? – pyta Margot.

– Od trzech minut – odpowiada Adam. – On tam teraz jest. Stoi przed oknem i…

– Nie wiemy tego, ale…

– Ale tak nam się wydaje – przerywa jej Adam. – Tak myślę, musi tak być.

Margot odstawia ciężką torbę na podłogę, siada w swoim fotelu i dzwoni do techników.

– Cześć, tu Margot. Wysłaliście kopię? – pyta nerwowo. – Słuchaj, muszę zdobyć nazwę miejsca albo nazwisko kobiety, zidentyfikować miejsce albo człowieka… Wszystkie środki na to, macie pięć minut, róbcie, co kurwa chcecie, ale dajcie mi cokolwiek, czego mogłabym się uczepić, a daję słowo, że puszczę was do domu świętować piątek.

Odkłada telefon i podnosi pokrywę pudełka od pizzy leżącego na biurku Adama.

– Skończyłeś? – pyta.

Skrzynka odbiorcza brzdęka, a Margot pospiesznie wpycha sobie do ust brzeg pizzy. Na czole pogłębia się jej zmarszczka zniecierpliwienia. Kliknięciem otwiera plik i przełącza na tryb pełnoekranowy, odrzuca warkocz na plecy, włącza odtwarzanie i odsuwa się, żeby Adam też mógł widzieć.

Najpierw pojawia się rozświetlone okno podrygujące w ciemnościach. Kamera porusza się ostrożnie naprzód, kilka liści ociera się o soczewkę.

Po ramionach Margot przebiega zimny dreszcz.

W jasnym pokoju przed telewizorem stoi kobieta i wyjada lody z pudełka.

Spuściła spodnie treningowe, a teraz zdejmuje je, przydeptując nogawkę i przy okazji ściągając skarpetkę.

Zerka na telewizor, uśmiecha się do czegoś i ssie łyżkę.

W pokoju w komendzie słychać jedynie szum wentylatora w komputerze.

„Daj mi choć jeden szczegół, który będzie można wyśledzić”, prosi Margot, przyglądając się kobiecie, ładnym rysom twarzy, oczom, kościom policzkowym, zaokrągleniu czaszki. Ciało zdaje się parować, jest rozgrzane. Dopiero co skończyła ćwiczyć. Ma białe majtki z luźną, spraną gumką, biustonosz prześwituje spod przepoconej koszulki.

Margot pochyla się nad ekranem, brzuch naciska uda, warkocz z powrotem spada na ramię.

– Jeszcze minuta – mówi Adam.

Kobieta odstawia pudełko z lodami na stolik przy kanapie i wychodzi z pokoju, ciągnąc za sobą na prawej nodze spodnie od dresu.

Kamera podąża za nią, sunąc bokiem, mija wąskie drzwi do altany i zbliża się do okna sypialni, gdzie właśnie zapaliło się światło. Kobieta kopnięciem uwalnia nogę ze spodni, robiąc zamach w stronę krzesła z podłokietnikami, na którym leży czerwona poduszka. Spodnie fruną przez pokój, trafiają w ścianę za krzesłem i osuwają się na podłogę.

2

Kamera prześlizguje się przez ostatni odcinek ciemnego ogrodu, zatrzymuje się dokładnie przed oknem i chybocze się lekko, jakby pływała po wodzie.

– Zobaczyłaby go, gdyby tylko podniosła wzrok – szepcze Margot i czuje, jak serce jej przyspiesza.

Światło sypialni dociera do liści różanego krzewu i odbija się od soczewki kamery.

Adam siedzi, zakrywając usta dłonią.

Kobieta zdejmuje koszulkę, rzuca ją na krzesło, stoi przez chwilę w spranych majtkach i poplamionym biustonoszu, ze wzrokiem wbitym w telefon, który ładuje się na nocnym stoliku obok szklanki do połowy napełnionej wodą. Uda ma napięte, nabrzmiałe krwią po treningu, gumka od spodni zostawiła czerwony ślad na jej brzuchu.

Nie ma tatuaży ani widocznych blizn na ciele, tylko delikatne, białe ślady rozstępów po ciąży.

Pokój wygląda jak miliony innych sypialni. Nie ma w nim nic, co odstawałoby od normy.

Kamera drga i się cofa.

Kobieta bierze szklankę ze stolika i przytyka ją do ust, kiedy film się urywa.

– Kurwa, noż kurwa mać – powtarza zawzięcie Margot. – Gówno. Nic tam nie ma.

– Obejrzymy jeszcze raz – proponuje Adam.

– Możemy i tysiąc razy – odpowiada Margot, odjeżdżając fotelem do tyłu. – Proszę bardzo, do diabła, ale gówno znajdziesz.

– Widzę całą masę rzeczy, widzę…

– Widzisz willę, lata dziewięćdziesiąte, drzewa owocowe, róże, okna z potrójnymi szybami, czterdziestodwucalowy telewizor, lody Ben & Jerry. – Margot wskazuje komputer.

Nie myślała wcześniej o tym, że wszyscy ludzie tak niewiele się różnią. Przeciętni obywatele widziani przez okno reprezentują warstwę łudząco podobnych do siebie konformistów. Jeśli spojrzy się z dystansu, wszyscy mieszkają podobnie, wyglądają podobnie, robią podobne rzeczy i posiadają podobne przedmioty.

– Czy to nie chore? – mówi Adam rwącym się z napięcia głosem. – Po co on ładuje te filmy? Czego on, kurwa, chce?

Margot wygląda przez niewielkie okno i patrzy na czarne korony drzew parku Kronoberg odznaczające się na jasnym tle miasta.

– To bez wątpienia seryjny morderca – mówi. – Możemy jedynie naszkicować wstępny profil, żeby…

– A co jej to pomoże? – przerywa Adam i przygładza dłonią włosy. – On stoi pod jej oknem, a ty mówisz o profilu psychologicznym.

– To może pomóc następnej.

– Ale do diabła! – wybucha mężczyzna. – Musimy ogłosić…

– Zamknij się na chwilę – ucina Margot i bierze do ręki komórkę.

– Sama się zamknij! – Adam podnosi głos. – Mam prawo powiedzieć, co myślę, tak?! Uważam, że powinniśmy opublikować zdjęcie tej kobiety na portalach gazet wieczornych.

– Adam, posłuchaj… Mieliśmy nadzieję zidentyfikować ją od razu, nie trzeba znowu tak wiele, ale nie mamy nic. Pogadam z technikami, ale nie sądzę, by znaleźli coś więcej niż ostatnio.

– No ale jak się wsadzi jej zdjęcie do…

– Nie mam czasu na głupstwa – przerywa Margot. – Zastanów się. Wszystko wskazuje na to, że on ładuje klip prosto z ogrodu, istnieje więc czysto teoretyczna możliwość uratowania jej.

– Właśnie to chciałem powiedzieć.

– Ale minęło już pięć minut, a to długo, jeśli stoi się pod oknem.

Adam nachyla się, wlepiając wzrok w Margot. Oczy ma zmęczone, nabiegłe krwią, włosy sterczą mu pionowo w górę.

– Więc mamy się po prostu poddać?

– Nie ma czasu, ale musimy myśleć powoli – odpowiada Margot.

– Dobrze – zgadza się Adam, ale głos ma poirytowany.

– Sprawca zyskał wiarę we własne siły i wie, że nas sporo wyprzedza – wyjaśnia szybko kobieta i bierze ostatni kawałek pizzy. – Ale im więcej się o nim nauczymy, tym bliżej…

– Nauczymy się? Świetnie, ale nie mam w tej chwili na to ochoty. – Adam ociera pot spod nosa. – Nie udało się wyśledzić poprzedniego filmu, nie znaleźliśmy nic na miejscu zdarzenia i nie namierzymy nadawcy tego filmu.

– Nie, technicznie to raczej nieprawdopodobne, ale możemy go osaczyć, analizując filmy i rodzaj przemocy – wyjaśnia Margot. Czuje, jak płód porusza się w jej brzuchu. – Co my właściwie zobaczyliśmy do tej pory? Co nam pokazał i co sam zobaczył?

– Kobietę, która ćwiczyła, je lody i ogląda telewizję – odpowiada Adam.

– Co nam to mówi o mordercy?

– Że nie lubi kobiet, które jedzą lody… Nie wiem… – mówi Adam z jękiem i ukrywa twarz w dłoniach.

– Weź się w garść.

– Wybacz, ale…

– Ja myślę tak: zabójca załadował film pokazujący chwilę przed morderstwem – zaczyna Margot. – Nie spieszy się, napawa sytuacją i… chce nam pokazać żywe kobiety, zachować ich życie na filmie, może to właśnie żywe go interesują.

– Wojerysta – dopowiada Adam, czując, jak z obrzydzenia na rękach pojawia mu się gęsia skórka.

– Stalker – szepcze Margot.

– Powiedz, jak mam przefiltrować listę wszystkich świń, które wyszły z pierdla albo psychiatryka – prosi Adam i loguje się do policyjnego intranetu.

– Gwałciciel, gwałt ze szczególnym okrucieństwem, stalking.

Adam szybko wpisuje podane słowa i zagłębia się w sieć.

– Za dużo trafień – mówi. – Czas ucieka.

– Dodaj imię i nazwisko pierwszej ofiary.

– Zero trafień – wzdycha policjant, szarpiąc włosy.

– Seryjny gwałciciel z jakimś ograniczeniem, może jest wykastrowany chemicznie – rzuca Margot, myśląc intensywnie.

– Musimy zgrać rejestry, ale to zajmie za dużo czasu – stwierdza Adam, po czym wstaje. – Tak się nie da. Co robić, do diabła?

– Ona już nie żyje – odpowiada Margot, odchylając się na krześle. – Może zostało jej kilka minut, ale…

– Nie wiem, czy dam radę – mówi Adam. – Widzimy ją, jej twarz, jej dom… Boże, zaglądamy prosto w jej życie, ale nie dowiemy się, kim jest, dopóki nie zginie i ktoś nie znajdzie jej ciała.