Rozczarowanie demokracją

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zasada tolerancji nie wyklucza sporu światopoglądowego. Taki spór może służyć negocjowaniu i uzgadnianiu różnic ideologicznych i światopoglądowych. Sukces negocjacji staje się bardziej prawdopodobny, kiedy ich uczestnicy przyjmują założenie, że różnice między nimi nie mają charakteru antagonistycznego. Takie założenie przyjmują na przykład ruchy ekumeniczne. Uzgodnienia nie muszą dotyczyć treści wyznawanych ideologii – mogą się koncentrować na warunkach pokojowego współżycia i współpracy pomimo różnic ideologicznych.

Społeczeństwa europejskie mogą się szczycić wypracowanymi przez siebie praktycznymi zastosowaniami zasady tolerancji. Jednym z najważniejszych osiągnięć w tym zakresie było wypracowanie sposobów współżycia ludzi o różnych wyznaniach i postawach wobec religii. Od jakiegoś czasu jednak dotychczasowe sposoby zaczynają zawodzić. Dochodzi do różnych form konfrontacji ze społecznościami muzułmańskimi w Europie, a równocześnie coraz większego znaczenia nabierają ruchy polityczne kwestionujące różne elementy demokratycznego konsensusu.

Zasada tolerancji zawodzi, gdy na tle różnic światopoglądowych, czy też w związku z nimi, dochodzi do uformowania antagonistycznie nastawionych do siebie grup – wrogich obozów. Przyczynia się to do upolitycznienia tych różnic – rozbieżności światopoglądowe przekształcają się w konflikt polityczny. W takim konflikcie sprzeczności pomiędzy stronami są ujmowane w kategoriach moralno-ideologicznych, co prowadzi do poważnego zaostrzenia antagonizmu między nimi.

Zawodzić mogą także reguły gry rynkowej, zwłaszcza gdy uformują się silne grupy interesów, które naginają te reguły na swoją korzyść.

3.1. Procesy grupowe a konflikt międzygrupowy

Kiedy różnice światopoglądowe lub konflikty interesów stają się podstawą uformowania dwóch (lub więcej) przeciwnych obozów, sprzeczności między nimi przekształcają się w konflikt i walkę ugrupowań politycznych. Wówczas na przebieg tego konfliktu wywierają wpływ procesy grupowe.

Najpełniejszą wiedzę na temat roli procesów grupowych w rozwoju konfliktów międzygrupowych zawdzięczamy pracom Henri Tajfela i jego licznych współpracowników (Tajfel i in., 1971; Hogg, 2003; i in.), choć pewnych ustaleń już wcześniej dokonał Muzafer Sherif w swojej teorii wpływu społecznego (Sherif, 1936) oraz teorii powstawania i rozwiązywania konfliktów grupowych (Sherif i Sherif, 1953). Sformułowana i rozwinięta przez szkołę Tajfela teoria społecznej identyfikacji, a także zaproponowana przez jego współpracownika Johna Turnera teoria społecznej kategoryzacji (Turner i in., 1987) wywarły największy wpływ na rozwój psychologii grup. Obie te teorie uruchomiły lawinę badań prowadzonych w różnych krajach, na różnych kontynentach (Brown, 2006; Oyster, 2002).

Badania, o których tu mowa, dowodzą, że w grupie społecznej, zarówno małej, jak i dużej, działają pewne procesy psychologiczne, które wywierają wpływ na postawy i zachowania członków grupy. Wymienię tutaj te, które szczególnie mogą się przyczyniać do rozwoju konfliktów międzygrupowych.

Jedną z podstawowych konsekwencji przynależności do grupy społecznej jest pojawienie się poczucia My i rozróżnienia My–Oni, czyli poczucia przynależności i poczucia odrębności. Wiąże się to z powstawaniem grupowej (społecznej) tożsamości, a więc z myśleniem o sobie jako członku danej grupy. Siła owego poczucia przynależności i odrębności może być tym większa, im bardziej członkowie grupy się z nią utożsamiają. W państwach demokratycznych ważną rolę odgrywa podział na rywalizujące ze sobą partie polityczne. Osoby, które stają się członkami lub sympatykami określonej partii politycznej, zaczynają spostrzegać świat społeczny jako podzielony na „swoich” (czyli członków, sympatyków, zwolenników danej partii) i „obcych” (tych, którym się ta partia nie podoba).

Poczucie przynależności grupowej wywiera wpływ na percepcję społeczną – wyolbrzymieniu ulega spostrzegane podobieństwo wewnątrzgrupowe (niedocenianie różnic między członkami własnej grupy – poczucie, że „jesteśmy jednością”) oraz spostrzegane różnice międzygrupowe (przecenianie różnic między członkami grupy własnej i obcej – poczucie zasadniczych różnic pomiędzy My i Oni, poczucie obcości wobec „nich”). Efekt ten się nasila w sytuacjach konfrontacji z grupą obcą (na przykład na sali sejmowej). W sytuacjach wewnątrzgrupowych, na przykład w czasie dyskusji między członkami grupy, może on słabnąć lub zanikać.

Poczucie przynależności grupowej wywiera także wpływ na ocenę grupy własnej i grup obcych oraz ich członków. Charakterystyczną cechą tej oceny jest stronniczość – przecenianie pozytywnych cech grupy własnej i jej członków oraz negatywnych cech członków obcych grup. Tendencja ta bardzo wcześnie pojawia się w rozwoju umysłowym.

Zaobserwowała to między innymi Barbara Weigl, która badała stosunek polskich dzieci w młodszym wieku szkolnym do różnych narodowości. Porównując różnymi metodami ich oceny Polaków i oceny innych narodowości (Niemców, Romów, Żydów, Portugalczyków), stwierdziła, że oceny odnoszące się do Polaków były systematycznie wyższe niż oceny dotyczące przedstawicieli innych narodowości – Polacy w ocenie nawet najmłodszych dzieci byli lepsi, bardziej prawdomówni, bardziej pracowici i czyści (Weigl, 1999).

Zjawisko to, dobrze znane z życia codziennego (tendencja do uprzywilejowania „swoich” i dyskryminowania „obcych”), było wielokrotnie potwierdzane w badaniach psychologicznych. Jednym z jego przejawów jest polonocentryzm (Łukaszewski, 1999).

W zespole Marii Jarymowicz z Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzono wiele badań nad tym zjawiskiem. Porównywano na przykład stosunek młodych Polaków do postulatów mniejszości polskiej w Stanach Zjednoczonych i w Niemczech z ich stosunkiem do analogicznych postulatów mniejszości niemieckiej i żydowskiej w Polsce (Pawluczuk i Papaj). Poparcie dla postulatów mniejszości polskich wobec kraju zamieszkania okazało się wielokrotnie większe niż w wypadku postulatów mniejszości niemieckiej i żydowskiej wobec Polski (Jarymowicz, 2006).

W sytuacji konfliktu stronniczość ocen się nasila i może osiągnąć poziom pełnej ich dychotomizacji: wszystko, co robi moja grupa, jest dobre, a wszystko, co robi grupa antagonistyczna, jest złe (Bar-Tal, 2013). Zjawisko to można dobrze zaobserwować, czytając gazety lub oglądając programy stacji telewizyjnych związanych z różnymi obozami polityczymi.

Ten sposób spostrzegania swojej grupy umacnia się dzięki epistemicznej zależności od grupy własnej, czyli bezkrytycznego traktowania własnej grupy jako źródła prawdy. Grupa własna nie tylko staje się ważnym (a niekiedy głównym) źródłem wiedzy o świecie, lecz także umożliwia radzenie sobie z niepewnością wywoływaną przez nowe, nieznane sytuacje. Grupa tworzy interpretacje takich sytuacji, umożliwiając redukcję niepewności. Ta epistemiczna zależność od grupy wiąże się z podatnością na wpływ wewnątrzgrupowy (Postmes i in., 2005). Konsekwencją tej podatności jest ujednolicenie poglądów oraz gotowość do podejmowania działań, które grupa zaleca czy których wymaga.

Identyfikacja z grupą prowadzi do uzależnienia samooceny od statusu grupy własnej, a więc osobistego odczuwania jej sukcesów i niepowodzeń. Tak na przykład zwycięstwo własnej drużyny przeżywają jej kibice, a sukces wyborczy partii – jej członkowie i zwolennicy, prestiż własnego kraju – jego identyfikujący się z nim obywatele, czyjeś osiągnięcia zawodowe – bliscy krewni tej osoby i tym podobnie. Przeżywane w takich okolicznościach uczucie triumfu związanego z sukcesem „swoich” może się zmienić w uczucie upokorzenia, kiedy „swoi” ponoszą porażkę. Ten związek samooceny z sytuacją grupy własnej ma również efekt motywacyjny – pobudza do czynnego jej popierania, a także do tworzenia mitów o jej szczególnych walorach. Skłonność do tworzenia mitów o wyższości własnej grupy (wyższości rasy, narodu wybranego, własnej partii i tak dalej) może być czynnikiem zaogniającym konflikty, ponieważ implikuje obniżanie wartości innych grup.

Wielkość opisywanych tu efektów grupowych zależy od stopnia identyfikacji z daną grupą i od wyrazistości tożsamości grupowej (Reynolds i Turner, 2006, s. 243). Identyfikacja ta może być silniejsza, gdy jej podstawą staje się system przekonań światopoglądowych. Dochodzi w ten sposób do zbieżności dwóch procesów zaostrzających konflikt:

 procesu grupowego, który nasila różnicę My–Oni i dążenie do przewagi „nas” nad „nimi”; taki konflikt dość łatwo może przybrać formę gry o sumie zerowej;

 procesu ideologizacji konfliktu, który sprzeczności międzygrupowej nadaje charakter moralny – walki dobra ze złem i obrony świętości (szczególnie w grupach o przewadze zasad wiążących, takich jak lojalność, autorytet, świętość – kwestię tę omawiam w rozdziale 2).

Procesy te prowadzą do powstania ostrej dychotomii, uniemożliwiającej osiąganie porozumień, i do eskalacji walki. Wzrost intensywności walki zaś nasila procesy grupowe.

3.2. Rywalizacja międzygrupowa a różne formy przemocy w demokracji

W demokracji rywalizacja i walka międzygrupowa mogą przybierać formy przemocy symbolicznej, politycznej i ekonomicznej.

Przemoc symboliczna to działania mające na celu obniżenie pozycji przeciwnika (osoby, organizacji) w kolektywnym systemie znaczeń – obniżenie lub zniszczenie jego reputacji i prestiżu, wykazywanie, że jego poglądy na rzeczywistość są fałszywe i szkodliwe, że jego działania kierowane są niskimi pobudkami i służą obcym, wrogim wobec społeczeństwa celom. Obecnie jedną z jej najbardziej rozpowszechnionych form jest mowa nienawiści (hate speach) oraz fake news w mediach i w internecie.

 

Przemoc polityczna to wykorzystywanie politycznej przewagi do szkodzenia politycznym konkurentom lub do ograniczenia ich praw oraz do pozbawiania ich wszelkiego wpływu na prowadzoną politykę, słowem – ich polityczna eliminacja. Mogą temu służyć takie środki, jak przegłosowanie (zamiast debaty), ograniczanie praw, czystki polityczne, wzbudzanie w różnych segmentach społeczeństwa nastrojów lęku lub nienawiści, wykluczanie inaczej myślących z przestrzeni publicznej. Są to swoiste formy przemocy.

Przemoc ekonomiczna wiąże się z wykorzystywaniem przewagi ekonomicznej do niszczenia konkurentów i wymuszania uległości na kontrahentach lub zatrudnionych (kazus firmy Walmart). Przejawia się także w takich działaniach, jak zastraszanie czy terroryzowanie pracowników (kazus firmy Amazon), zmuszanie do dodatkowej pracy bez wynagrodzenia, lekceważenie pracowników i traktowanie ich z pogardą, mobbing i tym podobne. Ale przemoc wyraża się także w uciekaniu się do metod siłowych w konfliktach między zatrudnionymi i zatrudniającymi, takich jak strajk, lokaut, okupowanie zakładów pracy, burzliwe demonstracje z użyciem siły. Wypada jednak zauważyć, że przemoc stosowana przez pracowników niemal zawsze jest odpowiedzią na przemoc pracodawców. W ogóle cechą charakterystyczną przemocy jest to, że raz zainicjowana, uruchamia kontrprzemoc, co prowadzi do jej eskalacji.

W Polsce zjawiska przemocy ekonomicznej dość często spotkać można w relacjach między pracodawcami i pracownikami niemającymi żadnego społecznego oparcia – na przykład młodymi ludźmi pochodzącymi z ubogich rodzin, samotnymi kobietami mającymi dzieci na utrzymaniu, pochodzącymi z zagranicy robotnikami o niskich kwalifikacjach. Przemoc ta wyraża się między innymi w formie wydłużania czasu pracy bez wynagrodzenia, zatrudniania „na czarno”, za stawkę o połowę niższą od obowiązującej płacy minimalnej, zalegania z wynagrodzeniem i tak dalej.

Zaostrzony konflikt doprowadza do tego, że skrajne formy przemocy politycznej i symbolicznej stają się głównym sposobem uprawiania polityki, przyczyniając się do erozji demokratycznego etosu i demokratycznych form organizacji ładu politycznego. Ludzie zaangażowani w ostry konflikt ideologiczny odrzucają zasady konsensusu.

Bill O’Reilly, ikona amerykańskiego konserwatyzmu, pisze o sobie, że jest „wojownikiem wojny kulturowej” (culture warrior). Opisał to w następujących słowach:

„...zdecydowałem się [...] zostać wojownikiem w bezwzględnej (vicious) wojnie kulturowej, która toczy się obecnie w Stanach Zjednoczonych. Po jednej stronie stoi armia tradycjonalistów, takich jak ja, którzy wierzą, że Stany Zjednoczone mają dobre podstawy (well founded) i przyniosły światu ogromne dobro. Po drugiej stronie stoją zdeterminowane siły ruchu świeckich postępowców (secular progressives), którzy chcą radykalnie zmienić Amerykę” (O’Reilly, 2006, s. 1–2).

W ostatnich latach intensywność tej „wojny” wyraźnie wzrosła.

Jest to sposób myślenia, który, jak można sądzić, przygotowywał Stany Zjednoczone do zwycięstwa w wyborach prezydenckich takiej postaci, jak Donald Trump.

4. Czynniki osłabiające i ograniczające konflikt międzygrupowy

Konflikt międzygrupowy może być hamowany, jeżeli pozostające w konflikcie grupy czują się przynależne do większej całości społecznej, mają więc pewną wspólną, nadrzędną tożsamość. Taka nadrzędna tożsamość może polegać na przekonaniu, że zarówno członkowie własnego ugrupowania politycznego, jak i członkowie ugrupowania przeciwnego są obywatelami tego samego państwa, tego samego narodu. Wiążą się z tym wspólne wartości i wspólny kodeks zasad moralnych. Oznacza to, że rywalizujące ze sobą ugrupowania uznają pewien wspólny system normatywny i wspólne kryteria prawdy.

Taka większa całość społeczna miewa też wspólne symbole, wspólne autorytety, wspólny język, a w dużych wspólnotach, takich jak państwo, również instytucje, które mają się troszczyć o dobro wspólnoty i ją reprezentować. W państwach demokratycznych tę funkcję pełnią takie instytucje, jak urząd prezydenta (w niektórych krajach tę rolę, czysto symboliczną, odgrywa monarcha), parlament, najwyższy organ sądowy i inne. Wspólnota jest podtrzymywana przez wspólną pamięć historyczną, wspólne tradycje państwowe, wspólnych bohaterów, wspólne święta, czczone daty, miejsca i tym podobne, a jej system normatywny opiera się na zasadach skodyfikowanych w formie konstytucji (ale nie we wszystkich krajach). W państwach demokratycznych uznaje się, że nadrzędna wspólnota obejmuje wszystkich obywateli.

Dobrym przykładem uznawania owej nadrzędnej wspólnoty jest sposób przedstawiania partii opozycyjnych w Wielkiej Brytanii, gdzie mówi się o „opozycji Jej Królewskiej Mości”, podkreślając w ten sposób, że zarówno partia rządząca, jak i opozycja należą do tej samej całości reprezentowanej przez królową.

Przeprowadzono wiele badań psychologicznych nad znaczeniem nadrzędnej tożsamości dla stosunków międzygrupowych. Dovidio, Gaertner i Saguy (2007), którzy opracowali model wspólnej tożsamości obejmującej członków różnych grup (Common Ingroup Identity Model), badali na przykład studentów dwóch rywalizujących ze sobą uczelni, nazwijmy je tutaj A i B. W postawach studentów uczelni A zaobserwowano wiele uprzedzeń wobec studentów uczelni B i vice versa. Uprzedzenia te jednak słabły lub zanikały, kiedy obie grupy badano jako członków społeczności studenckiej, niezależnie od ich przynależności uczelnianej. Uświadomienie wspólnej kategorii (student) łagodziło antagonizmy (por. też koncepcję „podwójnej tożsamości” – Dovidio i in., 2007).

Istnienie nadrzędnej wspólnoty (przynależność do wspólnej kategorii) nie gwarantuje zlikwidowania czy osłabienia rywalizacji międzygrupowej. Wspólna kategoria bowiem niemal zawsze zawiera definicję „dobrego członka wspólnoty” – prototypu (definicję dobrego Polaka, dobrego obywatela czy dobrego członka organizacji, na przykład dobrego naukowca). Definicja ta daje podstawę do oceny członków wspólnoty i do rywalizacji między nimi, czy też pomiędzy grupami o to, kto jest lepszy, kto jest bardziej prawdziwym jej członkiem. Na przykład nadrzędna kategoria „polskość” może zawierać pewne mniej lub bardziej arbitralne koncepty dobrych czy prawdziwych Polaków i na ich podstawie inni Polacy zaliczani są do kategorii Polaków „gorszego sortu”.

Zjawiska te badała Amely Mummenday z Uniwersytetu w Lipsku wraz ze współpracownikami. Sformułowali oni model projekcji wewnątrzgrupowej (Ingroup Projection Model; Wenzel, Mummenday i Waldzus, 2007), który opisuje warunki nasilania się lub osłabiania rywalizacji między członkami wspólnoty. Podstawowym warunkiem osłabiania rywalizacji wewnątrzgrupowej jest konstruowanie wielowymiarowej definicji wspólnoty, a więc takiej, która zawiera różne kryteria „dobrego członka”.

Poczucie przynależności do wspólnoty i uznanie wspólnego systemu normatywnego tworzy ramy, które ograniczają ostrość walk między rywalizującymi grupami – wykluczają najbardziej destruktywne sposoby walki. W systemie demokratycznym wykluczają też przemoc bezpośrednią, bo wyklucza ją demokratyczna kultura polityczna.

4.1. Proces niszczenia demokratycznej wspólnoty a eskalacja konfliktów

Zapamiętałość w walce międzygrupowej może prowadzić do działań, które zmierzają do zniszczenia nadrzędnej tożsamości. Jednym z przejawów jest tworzenie takiej definicji wspólnoty, która wyklucza jakąś jej część (na przykład obywateli innego wyznania, innego pochodzenia etnicznego, bądź też zwolenników innej ideologii). Innymi słowy, jest to konstruowanie poznawcze obozu przeciwnego jako nienależącego do wspólnej kategorii – przykładem może być przeciwstawienie kategorii „prawdziwych Polaków” „zdrajcom” i „pachołkom obcych mocarstw”. Jasno wyraził to Patrick Buchanan w słynnym stwierdzeniu uznawanym za wezwanie do „wojny kulturowej”. Ten konserwatywny polityk i publicysta amerykański, doradca trzech republikańskich prezydentów (sam w 2000 roku ubiegał się o urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych), w przemówieniu na Konwencji Republikanów (2004) powiedział między innymi: „My już nie zamieszkujemy wspólnego moralnego uniwersum. Nie jesteśmy już jedną moralną wspólnotą. Tworzymy dwa odrębne kraje” (Krochik i Jost, 2011, s. 150).

Cieszący się wysokim autorytetem wśród polskiej prawicy poeta Jarosław Marek Rymkiewicz (udekorowany wysokim odznaczeniem państwowym przez polskiego prezydenta związanego z prawicą) w następujący sposób opisał siły rządzące w Polsce po zmianie systemu i utworzeniu władzy demokratycznej:

„W tym miejscu kończy się jasność i zaczyna kompletna ciemność – nie wiemy, skąd się oni, ci obcy, tutaj wzięli, kto ich tu przysłał, kto ich kontroluje oraz, nade wszystko, nie wiemy, czym oni tutaj zarządzają – co to jest za twór polityczny, państwowy, który tu założyli w roku 1989 i którym teraz władają. W PRL-u to było jako tako jasne – przysłali ich Moskale. [...] A teraz domyślamy się tylko, jaki jest cel tego zarządzania: mamy zostać zlikwidowani, mamy zniknąć” (Rymkiewicz, Gazeta Polska, 23.01.2013, wywiad).

Jest to skrajny sposób wyrażenia poglądu o podziale społeczeństwa na dwa obce sobie, wrogie obozy.

Nadrzędną tożsamość niszczą też ataki na symbole, osoby, instytucje, wydarzenia historyczne, które są ważne dla jakiejś części obywateli, a także na osoby i instytucje, które ową wspólną całość reprezentują, na przykład takie, które mają niszczyć autorytet wybranego w wolnych wyborach prezydenta – symbolu jedności państwa. Ale w ten autorytet godzić mogą zarówno niepohamowane oskarżenia i ubliżające mu ataki, jak i jego własne działania, które dają podstawę do zarzutu, że interes partyjny lub osobisty ceni wyżej niż interes państwa jako całości.

Dokonująca się w ten sposób dekonstrukcja nadrzędnej kategorii tożsamościowej, a więc rozpad społeczności na wrogie grupy, które nie widzą między sobą nic wspólnego, prowadzi do uruchomienia procesów infrahumanizacji (Demoulin i in., 2004), a także delegitymizacji i dehumanizacji przeciwnika (Bar-Tal, 1989, 2013; Staub, 1989). Delegitymizacja polega na przypisaniu grupy lub osoby do kategorii o skrajnie negatywnym znaczeniu, która wyłącza ją ze sfery normalnych obywateli, a tym samym uzasadnia ograniczenie jej praw. W skrajnym natężeniu może przybrać formę dehumanizacji, a więc wyłączenia ze sfery istot ludzkich, uznających podstawowe ludzkie normy i wartości. Tacy ludzie są opisywani w kategoriach, które odbierają im człowieczeństwo (na przykład robactwo, szczury, świnie, pasożyty), demonizują ich bądź opisują jako wyrzutków społeczeństwa (zdrajcy, mordercy i tym podobnie) – istoty te zasługują na odpowiednio złe traktowanie (Bar-Tal, 2013, s. 180).

Delegitymizacja uzasadnia pozbawienie przeciwnika praw i okrutne z nim postępowanie (por. propagandę antysemicką, wypowiedzi na temat uchodźców i tym podobne).

RAMKA 1.6

Dehumanizacja

W czasie, gdy w Rwandzie dokonywało się ludobójstwo obywateli należących do plemienia Tutsi przez mających władzę członków plemienia Hutu, Radio Hutu nadało program, w którym między innymi zapytywano, czy można zabijać dzieci Tutsi. Padła odpowiedź, że oczywiście można, bo Tutsi są jak szczury, a przecież zabija się zarówno dorosłe szczury, jak i małe szczury.

Infrahumanizacja i delegitymizacja uzasadniają gotowość do stosowania przemocy, zarówno symbolicznej, jak i politycznej. W grupach skrajnych pojawia się tendencja do stosowania przemocy fizycznej (tworzenie bojówek, planowanie zamachów, uzbrajanie zwolenników i tak dalej). Pojawiające się w Europie skrajnie nacjonalistyczne grupy dehumanizują „obcych”, zarówno pod względem etnicznym, jak i politycznym, i uciekają się do fizycznej przemocy, jak SMR (Szwedzki Ruch Oporu), który napada na imigrantów, atakuje lewicowe demonstracje, wychwala Breivika, czy też „Prawdziwi Węgrzy”, prześladujący ludzi o romskim wyglądzie, albo zorganizowane grupy blokujące Marsz Równości w Białymstoku przy użyciu kamieni, butelek i petard, pobicia osób o odmiennym kolorze skóry w różnych miastach w Polsce i tym podobne.

Wytworzenie wykluczającej koncepcji własnej wspólnoty (grupy), narodowej, religijnej czy politycznej, wyolbrzymione przekonanie o jej wielkości i znaczeniu, o niebezpieczeństwach, jakie jej grożą ze strony „obcych”, to podstawa tworzenia formacji, dla których naga przemoc jest naturalnym sposobem działania.

Cytowany uprzednio Jarosław Marek Rymkiewicz w wywiadzie dla prawicowego czasopisma powiada:

„[...] proszę nie mówić, że mord polityczny to jest coś strasznego. Polityczne mordowanie to jest używany od wieków sposób rozwiązywania problemów politycznych. Sposób jak każdy inny, ani zły, ani dobry – sposób zwykle skuteczny, przynoszący też zwykle korzystne (z punktu widzenia mordujących) rezultaty [...] polityczne mordowanie było stosowane także w naszej Rzeczypospolitej [...] od czasów niepamiętnych do czasów nowożytnych” (Rymkiewicz, Gazeta Polska, 5.06.2013).

 

Dlatego właśnie tak niebezpieczne dla życia społecznego są poglądy o rozpadzie społeczeństwa na dwa antagonistyczne obozy, zarówno wtedy, gdy jest mowa o odrębnych społeczeństwach republikanów i demokratów w Stanach Zjednoczonych, jak i o „dwóch narodach” w Polsce.

5. Zakończenie

W rozdziale tym starałem się opisać procesy społeczno-psychologiczne, które mogą się przyczyniać do osłabienia mechanizmów mających ograniczać czy eliminować przemoc jako dopuszczalny sposób osiągania celów grupowych, ekonomicznych i politycznych. Mechanizmy te to wykształcone historycznie liberalne instytucje polityczne (liberalna demokracja), liberalne instytucje ekonomiczne (wolny rynek) oraz liberalna kultura kształtująca liberalną mentalność. Liberalne instytucje i liberalna kultura mają związek z historycznie rozwijającym się procesem emancypacji jednostek ludzkich i z kształtowaniem indywidualistycznych wartości. Na ich fundamencie powstała ideologia praw człowieka, przez dużą część współczesnych państw uznawana za podstawę stosunków społeczno-politycznych. Ale jak pokazuje doświadczenie, skuteczność wspomnianych wcześniej mechanizmów mających eliminować przemoc z obszaru relacji międzyludzkich jest nader ograniczona. W tym rozdziale omawiam trzy powody tych ograniczeń.

Pierwszy z nich ma związek z faktem, że we współczesnych krajach demokratycznego kapitalizmu współistnieją kultury liberalne i konserwatywne. Dla kultur konserwatywnych główną wartością jest dobro wspólnoty i w imię tego dobra (różnie rozumianego) można i należy posługiwać się przemocą. Tendencje tego rodzaju nasilają się wtedy, gdy konserwatywne ideologie przybierają formę prawicowego autorytaryzmu. Prawicowy autorytaryzm jest swoistym mechanizmem obronnym tych grup społecznych, które czują się zagrożone. Źródłem zagrożenia może być między innymi rzeczywisty lub przypuszczalny napływ imigrantów, ekonomiczna niepewność, zmiany kulturowe sprzeczne z ich przekonaniami o tym, co jest dobre i słuszne.

Drugim przedstawionym tu powodem osłabienia mechanizmów kontroli nad przemocą są procesy będące następstwem rozwoju szczególnych form indywidualizmu. Jedną z nich jest radykalnie indywidualistyczna ideologia, ujmująca istotę ludzką w oderwaniu od jej związków społecznych, jako samowystarczalną, niezależną od innych jednostkę (self-contained individual). Ideologia ta przyczynia się do kształtowania skrajnie rywalizacyjnych stosunków społecznych. Ich konsekwencje zaś odczuwają przede wszystkim ci, którzy w społeczeństwie rynkowym czują się słabsi. Taka sytuacja u licznych odłamów społeczeństwa wytwarza podatność na populistyczną ideologię polityczną, sprzeczną z takimi wartościami, jak wolność i prawa jednostki. W tym klimacie społecznym istnieją sprzyjające warunki dla odradzania się przemocy.

Trzecim omawianym tu powodem jest tworzenie ugrupowań społecznych (partii, organizacji, ruchów) na podstawie różnic ideologicznych (kulturowych i światopoglądowych). Uaktywniają się wówczas procesy grupowe sprzyjające powstawaniu głębokich podziałów społecznych. Konflikty między takimi ugrupowaniami są szczególnie niebezpieczne, kiedy dochodzi do sprzężenia dwóch procesów: konfliktu tożsamościowego, wynikającego z przynależności do różnych grup (partii), i konfliktu ideologicznego. Taki konflikt ujmowany jest w kategoriach moralnych, a więc łatwo ulega eskalacji, stając się konfliktem destruktywnym.

[1] Pinker zwraca uwagę na rolę Oświecenia w tym procesie.

[2] Defekty mechanizmów rynkowych omawiam w rozdziałach 4 i 5, a defekty demokracji – w rozdziałach 6 i 7.

[3] Poglądy Ayn Rand omawiam bardziej szczegółowo w rozdziale 4.