Wszystkie barwy Toskanii

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Gotowa? Świetnie. – Rzeczowy, bezosobowy ton głosu; zawsze tak się do niej zwracał, bezosobowo.

Ruszyła za nim do wyjścia. Na zewnątrz, oślepiona słońcem, zmrużyła oczy i podążyła za Rafaelem w stronę garaży.

– Zaczekaj – zakomenderował i Magda zatrzymała się posłusznie, czekając, aż Rafael wyprowadzi samochód. Podjechał po chwili w czerwonym sportowym kabriolecie i otworzył drzwi od strony pasażera.

– Wsiadaj…

Zapadła się niemal w nisko umieszczony fotel. W tej samej chwili Rafael nachylił się, sięgając po jej pas. Zamarła, sparaliżowana jego bliskością i wcisnęła się jak mogła najgłębiej w fotel, ale Rafael szybko zapiął pas, wyprostował się, założył ciemne okulary, wrzucił bieg i samochód ruszył z rykiem silnika.

Pędzili doliną w stronę autostrady. Magda czuła się tak, jakby wsiadła do szalonej kolejki w wesołym miasteczku. Szybkość oszałamiała ją, toskańskie pejzaże przemykały przed oczami, zanim zdążyły utrwalić się na siatkówce.

Od czasu do czasu zerkała na Rafaela; prowadził pewnie, jakby był zrośnięty z maszyną.

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Mury Lukki były tak imponujące, jak to obiecywały przewodniki, ale nie one były celem wycieczki zaproponowanej przez Rafaela. Nie była nim też romańska katedra San Martino, ani żaden z zabytkowych kościołów w historycznej części miasta. Nie odwiedzili też Muzeum Pucciniego, jednego z najwybitniejszych synów Lukki, ani muzeum sztuki. Skierowali się prosto do kamieniczki w jednej z bocznych uliczek odchodzących od eleganckiej Via Fillungo. Magda szła, rozglądając się na boki, zachwycona pięknem starej architektury toskańskiego miasta.

– Wejdźmy. – Rafael wprowadził ją do wnętrza.

Młoda dziewczyna w recepcji uśmiechnęła się ciepło na widok Rafaela, wyszła zza biurka, ucałowała go w oba policzki i zaczęli rozmawiać po włosku.

Magda stała z boku, speszona, świadoma tego, że dziewczyna rzuca w jej stronę ciekawe spojrzenia, zadaje pytania: najwyraźniej rozmawiali o niej. Ściskała torbę w dłoni i czuła, że policzki zaczynają jej płonąć. Chciała się już odwrócić do okna, kiedy dziewczyna klasnęła ze śmiechem w dłonie i zwróciła się do niej:

– Znakomicie – odezwała się po angielsku. – Mamy mało czasu i mnóstwo do zrobienia, ale rezultat będzie fantastyczny! – Przywołała Magdę gestem. – Pozbędziemy się Rafaela. Przeszkadzałby nam tylko i wtrącał się niepotrzebnie. – Spojrzała na niego z lekką kpiną w oku. – Vattene! Vattene! A piu tardi. – Dała mu znak dłonią, żeby znikał.

Magda wreszcie odzyskała głos:

– O co chodzi?

Dziewczyna uśmiechnęła się tajemniczo.

– Niespodzianka.

Magda spojrzała pytająco na Rafaela, ale z jego twarzy nic nie mogła wyczytać. Powiedział coś po włosku, dziewczyna skinęła głową i zniknęła za jakimiś drzwiami, po czym zwrócił się do zakłopotanej Magdy:

– Nie denerwuj się – powiedział trochę ostrzejszym tonem, niż zamierzał. – Zdaj się na Olivię i wszystko będzie dobrze.

– Nic nie rozumiem.

Rafael milczał przez chwilę.

– Gdybym mógł cofnąć to, co usłyszałaś od mojego ojca dzisiaj rano, zrobiłbym to – powiedział w końcu. – Stało się, trudno. Mogę ci tylko powiedzieć, że nie aprobuję jego zachowania.

Magda zesztywniała na wspomnienie incydentu na korytarzu, schowała się na powrót w swojej skorupie. Chciała zapomnieć, co wykrzyczał na jej widok di Viscenti.

– Ale to prawda, co powiedział twój ojciec. Jestem… dla niego najgorszą obrazą. Żoną, jakiej nie jest w stanie zaakceptować. Jestem przeciwieństwem synowej, jakiej mógłby się spodziewać. Dlatego ożeniłeś się ze mną, a nie z kimś ze swojego świata. Chciałeś obrazić ojca.

Rafael chciał coś powiedzieć, ale Magda nie dopuściła go do słowa.

– Powiedziałam ci, że to nie ma znaczenia, bo nie ma. Wezmę za tę usługę sto tysięcy funtów i nie zgłaszam żadnych pretensji.

Mówiła z pozoru spokojnie, ale w jej głosie czuło się zdenerwowanie.

– Powiadasz, że to prawda, Magdo – odezwał się Rafael. – Mylisz się. Dowiodłaś, że to kłamstwo. Dowiodłaś to wszystkim, mojej ciotce, wujowi, Marii i Giuseppe. Chcę zamknąć tę sprawę.

Spojrzała na niego zdziwiona.

– Co jest kłamstwem? Powiedz. Że Benji nie ma ojca? Że moje ubrania wyglądają jak wyciągnięte ze śmietnika? Że zarabiam na życie szorowaniem toalet? Że taka ze mnie żona dla ciebie, jak z kopciucha dama? Co tu jest kłamstwem?

Rafaelowi zaczął drgać nerwowo policzek. Narastał w nim gniew, ten sam gniew, który czuł rano, ale oprócz gniewu coś jeszcze. Palące wyrzuty sumienia.

– Nie jesteś pierwszą i jedyną samotną matką. Dawniej „panna z dzieckiem” to był ktoś naznaczony piętnem, ale czasy się zmieniły i ludzie patrzą inaczej, nawet tutaj, we Włoszech. Rozmawialiśmy już o twojej sytuacji. Jesteś inteligentna i na pewno coś w życiu osiągniesz, kiedy już wydobędziesz się z biedy. Na to, kto cię urodził, nie masz i nie miałaś żadnego wpływu. A jeśli chodzi o wygląd, to trzeba o niego po prostu zadbać.

Odwrócił twarz, nie chciał patrzeć w jej pełne bólu oczy.

– Olivio. – W recepcji pojawiła się natychmiast dziewczyna.

– Wyjaśniłeś, o co chodzi? – zapytała po angielsku.

– To dobrze. – Uśmiechnęła się do Magdy. – W takim razie do dzieła.

– Spotkamy się na lunchu – powiedział Rafael i wyszedł.

Patrzyła za nim bezradnie. Co miała robić? Dogonić go i powiedzieć, że chce uciec z Toskanii, wracać do Londynu, nigdy więcej nie widzieć jego ojca ani jego samego? Nie mogła. Podpisała umowę i musiała wypełnić zadanie do końca.

– Chodźmy. – Olivia z uśmiechem wskazała drogę i Magda ruszyła za nią bezwolnie.

Rafael siedział w kawiarni przy placu, który był dwa tysiące lat temu rzymskim amfiteatrem. Po dwóch godzinach krążenia po mieście chciał trochę odpocząć.

Wiedziony niezrozumiałym impulsem postanowił zabrać Magdę do Lukki i powierzyć Olivii. Być może spodziewał się zbyt wiele, obarczył Olivię zbyt trudnym zadaniem. Może prezencji Magdy nie da się poprawić żadnym sposobem i dziewczyna przeżyje tylko kolejne upokorzenie.

Czy nie dość już przysporzył jej przykrości?

Zamówił jeszcze jedną kawę i sięgnął po gazetę. Być może wydarzenia na świecie pozwolą mu zapomnieć o własnych problemach.

Jakieś czterdzieści minut później odezwał się jego telefon komórkowy.

Pronto?

– Rafaelu. – To dzwoniła Olivia. – Skończyłyśmy. Czekam na ciebie w restauracji. Do zobaczenia.

Rafael po kilku minutach wszedł do restauracji, w której zarezerwował stolik. Olivię dojrzał od razu, ale Magdy z nią nie było. Być może jego znajoma doszła do wniosku, że z dziewczyną nie da się nic zrobić i chciała mu przekazać tę mało przyjemną wiadomość w cztery oczy. Pośród tłumu gości w barze jego uwagę przyciągnęła jakaś kobieta. Szczupła, o ślicznej linii pleców, siedziała do niego tyłem, sztywno wyprostowana. Miała na sobie prostą suknię z jedwabnej surówki w kolorze czerwonym. Ładnie ufarbowane jasne, połyskujące bursztynowymi refleksami włosy spływały swobodnie na plecy. Interesująca, pomyślał. Inna. Intrygująca. Ciekaw był jej twarzy.

Przywołał się do porządku, mówiąc sobie, że nie pora teraz zwracać uwagę na kobiety. Olivia obserwowała, jak idzie ku niej, ale nie przestaje zerkać na nieznajomą w czerwonej sukni. Podszedł i ucałował ją w oba policzki.

– I jak poszło? – zapytał po włosku, gotując się na najgorsze. Rozejrzał się raz jeszcze, ale nie dojrzał nigdzie Magdy.

– Sam zobacz – powiedziała Olivia z taką miną, jakby zaraz miała parsknąć śmiechem. Raz jeszcze się rozejrzał, omijając wzrokiem intrygującą nieznajomą.

– Magdo – powiedziała Olivia i usta jej drgnęły w powściąganym uśmiechu; doskonale widziała, że intryguje go kobieta w jedwabnej sukni i że robi wszystko, żeby na nią nie patrzeć. Świetnie się bawiła sytuacją.

Kątem oka dojrzał, że kobieta przy barze powoli się odwraca. Nie mógł się oprzeć, musiał na nią spojrzeć.

Przez chwilę wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. Coś złego działo się z jego oczami. Inaczej tego nie potrafił wyjaśnić. Kobieta przy barze miała twarz Magdy.

Miała i nie miała. Patrzył na niezwykłej urody kobietę, która przyciągała nie tylko jego wzrok.

Dio mio – szepnął. – Non posso credirici.

Olivia zaśmiała się, wyraźnie zadowolona z własnego dzieła, ale Rafael nie zwracał na nią uwagi: wpatrywał się jak urzeczony w Magdę, ciągle nie mogąc uwierzyć, że to ona.

Gdzieś zniknęła ziemista cera, oczy wydawały się znacznie większe, nabrały wyrazistości. Włosy lśniły, a usta…

Poczuł ucisk w żołądku. Miał ochotę zbliżyć wargi do tych ust i zamknąć je pocałunkiem.

– Podoba ci się?

Lekko kpiący ton głosu Olivii przywołał go do rzeczywistości, ale tylko na moment, bo nie mógł oderwać oczu od Magdy. Nie była wcale chuda: bardzo szczupła, ale nie chuda. Dlaczego uważał ją za chudzielca? Była wiotka, pełna wdzięku. Spojrzał na długie, zgrabne nogi i znowu przeniósł wzrok na twarz.

Wpatrywał się w nią z zachwytem.

Poczuł lekkie cmoknięcie w policzek.

Ciao, Rafaelu. Bawcie się dobrze – szepnęła Olivia i zniknęła. Nawet nie powiedział jej do widzenia.

– Magda?

Przygryzła wargę w charakterystyczny dla siebie sposób i dopiero teraz uwierzył, że to naprawdę ona.

Jeśli budziła w nim kiedyś jakieś uczucia, to była to w najlepszym razie litość, dość obmierzła litość dla zaniedbanej, żałosnej dziewczyny. Litość i wyrzuty sumienia, że naraził ją na wysłuchiwanie epitetów rzucanych przez ojca.

Skurczył się w sobie, zażenowany własnym postępowaniem.

 

Zrozumiał swój błąd, brak wrażliwości. Poranny incydent na korytarzu był niczym lustro, w którym się przejrzał. Nie był to przyjemny widok.

Chciał zadośćuczynić Magdzie za zło, które wyrządził ojciec. Które on sam jej wyrządził.

Targały nim wyrzuty sumienia, ale z nimi zdążył się już oswoić, zaskoczyło go coś innego, zupełnie nowe uczucie.

Pożądanie.

Magda czuła zupełny zamęt w głowie. Nie mogła uwierzyć, że Rafael di Viscenti, piękny, wyniosły Rafael, niedosiężny niczym starożytni bogowie, patrzy na nią… jak na kobietę. Na kobietę wartą spojrzenia.

Jakby dopiero teraz zaczęła dla niego istnieć. Wcześniej po prostu jej nie dostrzegał, a jeśli już zdarzyło mu się na nią spojrzeć, widziała w jego oczach albo politowanie, albo obrzydzenie.

I nagle zdarzył się cud. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ożyła dla niego, budziła zainteresowanie. Przyglądał się jej bardzo, bardzo uważnie.

Mgliście zdała sobie sprawę, że obok stoi kelner z kartami dań. Powiedział coś cicho, Rafael wziął karty, odpowiedział coś w roztargnieniu.

– Co będziesz jadła? – zwrócił się do niej.

Ciągle mówił lekko schrypniętym głosem, którego wcześniej u niego nie słyszała i który przyprawiał ją o mrowienie. Podniecał.

Trzy godziny spędzone u Olivii były najbardziej niezwykłym doświadczeniem w jej życiu. Poddała się po prostu „obróbce” i entuzjazmowi Olivii.

Nie miała pojęcia o istnieniu zabiegów upiększających, przez które przechodziła: kąpiel błotna, maseczki, masaże, wosk, nacieranie balsamami i kremami. Potem farbowanie włosów, modelowanie, makijaż… Kiedy stanęła w przymierzalni, kiedy włożyła jedwabną suknię, nie mogła uwierzyć, że osoba, którą widzi w lustrze, to ona.

– Powiedziałam ci, że będziesz wyglądała fantastycznie i dopięłam swego.

Rzeczywiście. Magda czuła się jak Kopciuszek po spotkaniu z Dobrą Wróżką. Zaczęła dziękować Olivii, a ta wybuchnęła śmiechem.

– Ciekawa jestem, jaką minę zrobi Rafael, kiedy cię zobaczy.

Rafael na jej widok osłupiał. Wreszcie gotowa była uwierzyć, że Olivia nie zrobiła z niej karykatury kobiety.

Rafael nachylił się ku niej i podał kartę.

– Chcesz, żebym tłumaczył?

Nie byłaby w tej chwili w stanie zliczyć do trzech, a co dopiero czytać menu po włosku.

Przełknęła z trudem ślinę.

– Wezmę coś prostego – szepnęła.

W oczach Rafaela zapaliły się złote iskierki, wyprostował się.

– Dobrze – powiedział z uśmiechem.

Widziała już, jak się uśmiechał: wczoraj wieczorem do ciotki, dzisiaj do Olivii, ale tym razem… tym razem uśmiech przeznaczony był dla niej. To niemożliwe, powtarzała sobie. To sen…

Jeśli był to sen, śniła nadal. Rafael ujął ją pod łokieć i poprowadził przez restaurację na niewielkie, pełne kwiatów patio; tu usiedli przy stoliku ocienionym parasolem.

Rafael zamawiał lunch i teraz ona z kolei mogła mu się przyglądać. Patrzyła na niego i ciągle nie mogła uwierzyć, że to nie sen, że wszystko dzieje się naprawdę, że oto siedzi przy stoliku z najpiękniejszym facetem na świecie.

Incredibile – powiedział, kiedy kelner odszedł. – Po prostu brak mi słów. – Rozłożył bezradnie ręce.

– To makijaż, fryzura i w ogóle wszystko… – mruknęła Magda zdławionym głosem.

– Właśnie, wszystko – podchwycił. – Byłem ślepy. Zupełnie ślepy. – W jego głosie zabrzmiała dziwna nuta. Magda podniosła wzrok, spojrzała mu w oczy i poczuła… Nie potrafiła tego nazwać.

– Byłem ślepy na wszystko – powtórzył. – Proszę cię… – jego głos zabrzmiał teraz inaczej. – Wybacz mi moją ślepotę i zawrzyjmy pokój.

Wyjął z kieszeni płaską okrągłą paczuszkę owiniętą w srebrny papier, przewiązaną złotą wstążeczką, zakup, którego dokonał, zostawiwszy Magdę pod opieką Olivii.

– Otwórz.

Posłusznie rozwiązała wstążeczkę, rozwinęła papier, otworzyła wieczko pudełka i jej oczom ukazał się niezwykle kunsztowny złoty naszyjnik.

– Przyjmij jako dowód mojej skruchy. Źle cię traktowałem i bardzo tego żałuję.

Magda poczuła ucisk w gardle.

– Nie mogę go przyjąć – powiedziała cicho. – To zupełnie niepotrzebne. Płacisz mi tak ogromne pieniądze, że…

Rafael położył rękę na jej dłoni, nie dał jej dokończyć zdania.

– Nie. – Jego głos zabrzmiał tak ostro, że spojrzała na niego z lękiem. – O tym nie będziemy mówić. Jeśli podoba ci się ten naszyjnik, załóż go. – Mówił już łagodniejszym tonem. – Będzie pasował do twojej sukni.

Tak, tak właśnie powinnam potraktować ten prezent, jako ozdobę do sukni. A suknia, makijaż, fryzura, wszystko, co zrobiła Olivia, było tylko spełnieniem życzeń Rafaela. Miał już dość kopciucha snującego się po jego domu i postanowił coś z tym zrobić. Niczego sobie nie wmawiaj. Nie wolno ci!

Wyjęła naszyjnik z pudełka i założyła, ale nie mogła zapiąć. Rafael poderwał się z krzesła.

– Pozwól…

Z Magdą zaczęły dziać się dziwne rzeczy, miała wrażenie, że cała krew odpłynęła jej do stóp. Dotknięcie palców Rafaela sprawiło, że poczuła mrowienie na karku.

Niechby ta chwila trwała wiecznie, pomyślała, przymykając oczy.

Ale Rafael już siedział z powrotem na swoim miejscu, przyglądał się naszyjnikowi…

I jej.

– Dzisiaj zaczniemy wszystko jeszcze raz od początku – powiedział, nie odrywając od niej oczu.

Cały dzień minął jak we śnie, a Rafael wydawał się zupełnie inną osobą. Już nie patrzył na nią jak na kopciucha i kamień obrazy dla ojca. Tamten Rafael zniknął. Został najwspanialszy mężczyzna na świecie. Mężczyzna, który traktował ją jak księżniczkę. Kręciło się jej w głowie, traciła poczucie rzeczywistości. Miała wrażenie, że unosi się nad ziemią, zamiast po niej twardo stąpać.

W czasie lunchu, który zdawał się nie mieć końca, rozmawiali na tematy neutralne. On opowiadał jej o Lukce, Toskanii, o historii Włoch i o współczesności.

Magda, początkowo spięta, w końcu się rozluźniła.

Sączyła powoli wino, słuchała uważnie wyjaśnień Rafaela, zadawała pytania i odnotowywała w pamięci każde jego słowo, każdy gest i uśmiech.

Dopiero pod koniec lunchu ocknęła się z cudownego snu, wróciła na ziemię.

Benji.

– Czy mogę zadzwonić do Marii? – zapytała zdjęta wyrzutami sumienia.

– Oczywiście.

Nie dał jej jednak telefonu. Wyjął aparat z kieszeni, wybrał numer, zamienił kilka zdań i rozłączył się.

– Benji bawił się całe rano. Zjadł ogromny lunch i teraz śpi spokojnie, ale Maria mówi, że byłoby dobrze, gdybyś wróciła, zanim się obudzi. Odłożymy zatem zwiedzanie miasta na kiedy indziej. Zrobimy sobie tylko krótki spacer wzdłuż murów i jedziemy do domu.

Kiedy wyszli z restauracji, założyła okulary przeciwsłoneczne; Olivia pomyślała nawet o tym drobiazgu. Teraz mogła bezpiecznie przyglądać się Rafaelowi zza ciemnych szkieł.

Po kilku minutach przechadzki uświadomiła sobie, że oboje budzą powszechne zainteresowanie. Szczególnie ona. Przechodzący mężczyźni przyglądali się jej całkiem otwarcie, miała wrażenie, że rozbierają ją wzrokiem.

– My, Włosi, nie wstydzimy się okazywać podziwu, kiedy widzimy piękną kobietę – powiedział Rafael z lekko drwiącym uśmiechem. – Nie bój się, dopóki jesteś ze mną, nikt się nie ośmieli cię zaczepić. Samotne spacery jednak bym odradzał – dodał sucho.

Magda zaczerwieniła się.

Nazwał mnie „piękną kobietą”.

Pod murami poczuła się pewniej. Było tu więcej turystów.

– Bogaci mieszkańcy Lukki zaczęli w szesnastym wieku budować letnie wille poza murami miasta – opowiadał Rafael, kiedy się zatrzymali. – Kilka z nich można zwiedzać. Może któregoś dnia wybierzemy się do jednej z nich. W Toskanii jest tyle do oglądania…

– Nie musisz się mną zajmować – powiedziała Magda. – Mogę spędzać czas w rezydencji, a ty na pewno masz dużo własnych zajęć.

– Nie mam nic pilnego do roboty. – Zebranie zarządu miało się odbyć dopiero za tydzień, ale ta zwłoka go nie martwiła. Ojciec był zbyt dumny, by wycofać się z raz danej obietnicy.

Nie chciał teraz myśleć o ojcu, natychmiast budził się w nim gniew. Wiedział tylko, że po powrocie zmusi Enrica, by uznał Magdę. Gdyby mógł, cofnąłby wszystko, co o niej powiedział i co ojciec wykrzyczał rano.

Spojrzał na drobną postać sięgającą mu zaledwie do ramienia. Ciągle jeszcze nie mógł uwierzyć, że tak się odmieniła. Na wysokich obcasach poruszała się zupełnie inaczej niż zwykle, inaczej też prezentowała się jej sylwetka w doskonale skrojonej sukni. W ciągu kilku godzin przeistoczyła się w niezwykłą, zjawiskową istotę. Promieniała, tylko tak można było określić zmianę, która w niej zaszła.

Chciał, by taką właśnie ujrzał ją ojciec. By docenił nie tylko jej urodę, ale i inteligencję, wykształcenie, które potrafiła zdobyć, czytając książki. By zrozumiał, jak bardzo był wobec niej okrutny. By docenił jej oddanie synkowi.

Zachmurzył się nagle.

– Opowiedz mi o ojcu Benjiego – poprosił bez zastanowienia.

Magda zatrzymała się, zaskoczona. Dlaczego chce wiedzieć?

– Niełatwo mi o tym mówić… – zaczęła, szukając słów. – Kiedy byłam w domu…

– W domu?

– W domu dziecka. W sierocińcu. Nie wiem, jak to będzie po włosku.

Brefotrofio. – A więc Magda była orfano? – Co się stało z twoimi rodzicami?

– Nie wiem…

– Jak to nie wiesz?

– Nie wiem, kim byli moi rodzice. Zostałam znaleziona… kilka godzin po urodzeniu. Policja próbowała odnaleźć tę kobietę, dziewczynę pewnie, bo na ogół to młode dziewczyny porzucają dzieci. Musiała być młodziutka. Niechciana ciąża… I dlatego pozbyła się mnie. Można to zrozumieć – dokończyła cicho.

Rafael milczał i Magda podjęła po chwili tym samym napiętym tonem, choć starała się, żeby jej głos brzmiał normalnie:

– Tak więc nie potrafię powiedzieć, kim była moja matka, i nie mam pojęcia, kto był moim ojcem. Być może nie wiedział w ogóle, że zostanie ojcem… A może moja matka nie wiedziała, z kim zaszła w ciążę. – Wzięła głęboki oddech. – I tak trafiłam do domu dziecka…

Rafaela przeszedł dreszcz.

– Nie wiedziałem…

Magdę jakby ktoś smagnął batem. Zatrzymała się, skuliła w sobie. Atmosfera porozumienia, którą zdołali zbudować w czasie lunchu, prysła w jednej chwili. Po co mu powiedziała? Dlaczego nie zbyła jego pytania o Benjiego jakąś enigmatyczną odpowiedzią?

– Myślałam, że wiesz – wykrztusiła. – W moim akcie urodzenia jest przecież napisane „rodzice nieznani”. Miałeś go przecież w ręku…

– Nie zauważyłem – odparł roztargnionym głosem.

Magda przygryzła wargę. Oczywiście, dlaczego Rafael di Viscenti miałby zawracać sobie głowę takimi szczegółami jak jej akt urodzenia?

– Chciałaś opowiedzieć o ojcu Benjiego – przypomniał jej tym samym nieobecnym tonem.

– Tak. Kaz i ja… To była przyjaźń jeszcze z domu dziecka. My… pamiętam nas zawsze razem, a potem… wszystko się skomplikowało. – Trudno jej było mówić o bolesnej przeszłości. – Przyszła pora zacząć dorosłe życie. Kaz i ja… Znowu razem, już na swoim, wspólne mieszkanie… A potem rak. Leczenie. Choroba się cofnęła, ale po dwóch latach pojawiły się przerzuty. Urodził się Benji i zaraz potem Kaz… – przerwała na chwilę. – Rak okazał się silniejszy.

Nie mogła mówić dalej. Po prostu nie mogła. Szła przed siebie, nic nie widząc przez łzy.

Rafael chwycił ją za ramię, obrócił ku sobie.

– Wstydzę się – powiedział cicho. – Wstydzę się wszystkiego, co o tobie myślałem, wstydzę się każdego słowa, które wypowiedziałem na twój temat…

Zaciskała z całych sił powieki, usiłując powstrzymać łzy. Czuła, że jeszcze chwila, a rozszlocha się w głos.

Rafael zdjął jej okulary.

– Nie płacz, popsujesz sobie makijaż – próbował zażartować, delikatnie otarł Magdzie łzy z rzęs, spojrzał jej w oczy.

Nagle czas się zatrzymał. Świat stanął w miejscu. Wszystko przestało istnieć. Był tylko Rafael, jego twarz, jego zagadkowe spojrzenie.

Musnął delikatnie kosmyk jej włosów.

– Śliczne – szepnął i Magda poczuła jego wargi na swoich ustach. Rafael di Viscenti, najwspanialszy facet na całym świecie, pocałował ją.

Pocałunek trwał całą wieczność… i skończył się zbyt szybko.

Rafael odsunął się, założył jej z powrotem okulary na nos, wziął ją pod rękę.

– Wracajmy do samochodu – powiedział.

Szła obok niego oszołomiona, jak we mgle, nie była w stanie w ogóle myśleć, czuła kompletną pustkę w głowie.

W drodze powrotnej prawie nie odzywali się do siebie. Rafael jechał szybko, swoim zwyczajem przekraczając dozwoloną prędkość, ale teraz, inaczej niż rano, nie było w nim gniewu, złości.

 

Od czasu do czasu zerkał na Magdę i wtedy na jego ustach pojawiał się ledwie zauważalny uśmiech, jakby z czegoś bardzo, ale to bardzo się cieszył. Nie potrafiła powiedzieć, co go wprawiło w dobry nastrój, ale wiedziała jedno: pragnęła, żeby ta podróż nigdy się nie skończyła.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?