BłądTekst

Z serii: Off-Campus #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 6
Grace

Gdy wchodzę do Coffee Hut, taty jeszcze nie ma, więc zamawiam zieloną herbatę i znajduję dla nas dwa wygodne fotele w kącie. Jest sobotni poranek i kawiarnia świeci pustkami. Mam przeczucie, że większość studentów leczy teraz kaca po piątkowych baletach.

Rozsiadam się w pluszowym fotelu, gdy rozlega się dźwięk dzwonka powieszonego przy drzwiach kawiarni i tata wchodzi do środka. Ma na sobie swoją ulubioną brązową marynarkę i spodnie w kolorze khaki zaprasowane na kant. Mama mówi, że to styl „poważnego profesora”.

— Cześć, skarbie — wita się. — Zamówię tylko kawę.

Minutę później dołącza do mnie i wygląda na bardziej zabieganego niż zazwyczaj.

— Przepraszam za spóźnienie. Wpadłem do gabinetu po kilka prac i zatrzymała mnie jedna ze studentek. Chciała porozmawiać na temat pracy zaliczeniowej.

— Nie ma sprawy. Sama dopiero co przyszłam. — Podnoszę wieczko kubka i gorąca para unosi się do mojej twarzy. — Jak ci minął tydzień?

— W biegu. Zacząłem się martwić jakością prac zaliczeniowych, więc wydłużyłem godziny dyżurów dla studentów, którzy mieli pytania na temat egzaminu. Do dwudziestej drugiej siedzę na kampusie.

Marszczę czoło.

— Nie zapomniałeś chyba o swoim asystencie? Nie może ci pomóc?

— Pomaga mi, ale dobrze wiesz, że lubię te interakcje ze studentami.

Tak, dobrze o tym wiem i pewnie dlatego wszyscy jego studenci tak za nim przepadają. Tata wykłada biologię molekularną w Briar, przedmiot, który mógłby się nie cieszyć popularnością, a tymczasem by dostać się na jego zajęcia, trzeba wpisać się na listę oczekujących. Byłam na kilku jego wykładach w tym roku i muszę przyznać, że potrafi przedstawić te niewiarygodnie nudne zagadnienia w ciekawy sposób.

Tata popija kawę i zerka na mnie znad brzegu kubka.

— A więc zarezerwowałem Ferro’s na osiemnastą trzydzieści w piątek. Czy solenizantka się zgadza?

Przewracam oczami. Nigdy nie przepadałam za urodzinami. O wiele bardziej pasują mi kameralne spotkania, a w idealnym życiu w ogóle zrezygnowałabym z obchodzenia urodzin. Ale mama to „imprezoholiczka”: przyjęcia niespodzianki, jajcarskie prezenty, zmuszanie kelnerów, by odśpiewali Sto lat… słowem — torturuje mnie, jak może. Pewnie kręci ją zawstydzanie jedynej córki. Ale odkąd wyprowadziła się do Paryża trzy lata temu, nie miałam okazji, by świętować z nią urodziny, więc scedowała obowiązki publicznego ośmieszania na tatę.

— Solenizantka się zgodzi, pod warunkiem obietnicy, że nikt nie będzie dla niej śpiewał.

Tata blednie.

— Boże drogi, czy ty myślisz, że ja miałbym na to ochotę? Za żadne skarby. Zjemy dobrą kolację w spokojnej atmosferze, a kiedy będziesz rozmawiała z mamą, możesz jej powiedzieć, że śpiewaliśmy przy akompaniamencie orkiestry stojącej przy naszym stoliku.

— Umowa stoi.

— Jesteś pewna, że nie masz nic przeciwko kolacji, która nie wypada dokładnie w dzień twoich urodzin? Jeśli wolałabyś jednak świętować w środę wieczorem, odwołam dyżur.

— Piątek jest w porządku — zapewniam go.

— No dobrze, w takim razie jesteśmy umówieni. Aha, i rozmawiałem ponownie z mamą wczoraj wieczorem — dodaje. — Pytała, czy zastanawiałaś się nad zmianą rezerwacji samolotu na maj. Bardzo by chciała spędzić z tobą trzy, a nie dwa miesiące.

Waham się. Cieszę się na wyjazd do mamy tego lata, ale aż trzy miesiące? Nawet dwa to już dla mnie dużo — dlatego uparłam się na powrót w pierwszym tygodniu sierpnia, choć zajęcia zaczynają się dopiero pod koniec miesiąca. Żeby mnie nikt źle nie zrozumiał — uwielbiam swoją mamę. Jest zabawna i spontaniczna, pełna życia i pozytywnej energii. W jej towarzystwie masz wrażenie, jakby osobista cheerleaderka podążała za tobą krok w krok, wymachując swoimi pomponami. Ale przy tym jest też… wykańczająca. To mała dziewczynka w ciele dorosłej kobiety, która oddaje się każdej zachciance i zapomina o konsekwencjach.

— Muszę to jeszcze przemyśleć — odpowiadam. — Nie wiem, czy mam tyle energii, by za nią nadążyć.

Tata się śmieje.

— No cóż, skarbie, oboje wiemy, że odpowiedź brzmi „nie”. Nikt nie ma tyle energii, by za nią nadążyć.

On z pewnością jej nie miał, ale na szczęście ich rozwód przebiegł w całkowicie polubownej atmosferze. Myślę, że kiedy mama oznajmiła, że odchodzi, tacie raczej ulżyło. A kiedy podjęła decyzję o przeprowadzce do Paryża w celu „odnalezienia siebie” oraz „odkrycia na nowo świata jej sztuki”, wspierał ją całym sercem.

— Dam ci znać w ten weekend, dobrze? — Sięgam po herbatę, ale moja dłoń zamiera w bezruchu na dźwięk dzwonka.

Do środka wpada ciemnowłosy chłopak w bluzie drużyny hokejowej i przez jedną mrożącą krew w żyłach chwilę wydaje mi się, że to Logan.

Ale nie. To ktoś inny. Niższy, bardziej krępy i nie tak zabójczo przystojny.

Przeszywa mnie rozczarowanie, które wypędzam siłą. Nawet gdyby Logan faktycznie wszedł przez te drzwi, to czego bym się spodziewała? Że podszedłby i mnie pocałował? Zaprosił na randkę?

Peeewnie. Doprowadziłam faceta do orgazmu, a on nawet nie wytrzymał chwili dłużej, by cmoknąć mnie na pożegnanie. No więc lepiej, żebym przejrzała na oczy: jestem tylko kolejną dziewczyną na długiej liście podbojów Logana.

I szczerze? Mam to gdzieś. Może to i brzmi żałośnie, ale fakt, że zostałam… zdobyta przez Logana, to bez dwóch zdań najjaśniejszy punkt mojego pierwszego roku na studiach.

Logan

— Czy zdarzyło ci się, by jakaś laska udawała przy tobie orgazm? — walę prosto z mostu. Jest ósma rano w poniedziałek, a ja nerwowo bębnię palcami o kuchenny blat, wpatrując się w mojego współlokatora.

Dean, który był właśnie w połowie drogi do lodówki, zatrzymuje się tak gwałtownie, że gdyby miał teraz łyżwy, z pewnością wycierałbym drobinki lodu z twarzy.

— Sorry, ale nie dosłyszałem. Możesz powtórzyć?

Wyraz jego twarzy to czysta niewinność, więc dopiero po powtórzeniu pytania uświadamiam sobie, że się ze mnie nabija. Dean zwija się, a szczere łzy ściekają mu po policzkach, gdy zatacza się ze śmiechu.

— Dobrze słyszałem za pierwszym razem — rechocze. — Ale chciałem usłyszeć, jak jeszcze raz o to pytasz… O kurde, chyba się zaraz posikam… — Kolejna salwa śmiechu bulgocze w jego gardle. — Stuknąłeś jakąś panienkę, a ona udawała?

Zaciskam szczękę z taką siłą, że mi zęby trzeszczą. Co mi, do diabła, strzeliło do głowy, by uznać, że zwierzenie się Deanowi to dobry pomysł?

— Nie — mruczę.

Dean wciąż zanosi się histerycznym śmiechem.

— Skąd wiesz, że udawała? Przyznała ci się po wszystkim? O Boże, proszę, powiedz, że tak!

Wpatruję się w swój kubek.

— Nic mi nie powiedziała. Po prostu tak mi się wydaje, OK?

Dean otwiera lodówkę i sięga po karton soku pomarańczowego, nadal krztusząc się ze śmiechu.

— To jest dopiero historia. Czołowy podrywacz na kampusie nie doprowadził laski do orgazmu. Właśnie sam dałeś mi powód, bym mógł się z ciebie nabijać przez następne lata!

Faktycznie, dałem dupy. Ale nikt nie twierdził, że jestem mądry.

I czemu, do cholery, w ogóle zawracam sobie tym głowę? Przez cały weekend walczyłem z pokusą, by zobaczyć się z Grace. Zmusiłem się do nauki do egzaminów. Rozegrałem sześciogodzinny maraton w Ice Pro z Tuckiem. A nawet posprzątałem pokój i zrobiłem pranie.

Aż otworzyłem oczy dzisiejszego ranka i stwierdziłem, że nie wytrzymam ani chwili dłużej.

Wiem, jak się zabrać do tych rzeczy, cholera jasna. Kobiety wiedzą, że igraszki z Johnem Loganem zawsze kończą się satysfakcjonującym uśmiechem na ich twarzach, a świadomość, że być może nie zaspokoiłem Grace, doprowadza mnie do szału. Gryzie mnie to całymi dniami. I nocami, do jasnej cholery.

Wiecie co? Pieprzyć to. Może i nie mam jej telefonu, ale wiem, gdzie mieszka, i nie ma opcji, bym dał radę skupić się na czymkolwiek innym, dopóki nie wyprostuję tej porąbanej sytuacji.

Porzucenie niezaspokojonej dziewczyny jest nie tylko żenujące. To niedopuszczalne.

* * *

Trzydzieści minut później stoję przed drzwiami pokoju Grace.

Pojawienie się w akademiku dziewczyny o ósmej trzydzieści rano może i nie jest najlepszym sposobem na zapunktowanie, ale skoro moje głupie ego odmawia oddalenia się stąd, biorę głęboki oddech i stukam pięścią w drzwi.

Grace otwiera sekundę później.

Ubrana jedynie w szlafrok.

Otwiera szeroko oczy na mój widok, a jej głos zmienia się w pisk.

— Cześć.

Przełykając ślinę, ze wszystkich sił staram się nie skupiać na fakcie, że najprawdopodobniej jest kompletnie naga pod tym szlafrokiem. Biały frotowy materiał sięga jej do kolan, pasek ciasno owija ją w talii, ale dekolt rozchylił się częściowo i mogę podziwiać rowek między jej piersiami.

— Cześć. — Mój głos brzmi zgryźliwie, więc odchrząkuję. — Mogę wejść?

— Eee. Pewnie.

Zamyka za mną drzwi, a potem obraca głowę i widzę niepewny uśmiech na jej ustach.

— Nie mam za dużo czasu. Za godzinę zaczyna się mój ostatni wykład z psychologii, muszę się ubrać i przejść przez cały kampus.

— W porządku. Ja też się spieszę. Mam seminarium za pół godziny. — Wpycham dłonie do kieszeni, by powstrzymać je przed nieznośnym wierceniem. Denerwuję się i sam nie wiem dlaczego. Do tej pory rozmowy z laskami nie stanowiły dla mnie problemu.

— Co słychać? — Chwyta nonszalancko brzegi szlafroka, jakby uświadomiła sobie, że niewiele brakuje, by rozchyliły się na dobre.

 

— Nie skończyłaś, prawda? — Pytanie wylatuje z moich ust, nim zdołałem je powstrzymać.

— Czego nie sko… — urywa w pół słowa, a jej policzki pokrywają się rumieńcem. — Och. Chodzi ci o…

Zgrzytam zębami i przytakuję.

— No… nie — wyznaje. — Nie skończyłam.

Walczę z tym, by moich ust nie wykrzywił jakiś grymas.

— Dlaczego powiedziałaś, że było inaczej?

— Nie wiem. — Wzdycha. — Ty już załatwiłeś, co trzeba. I pewnie nie chciałam zranić twojego ego. Czytałam kiedyś artykuł na temat wrażliwości facetów na tym punkcie, o tym, że gdy nie doprowadzą kobiety do orgazmu, to czują się niedowartościowani. A wiedziałeś, że jakieś dziesięć procent kobiet w ogóle nie osiąga orgazmu podczas aktywności seksualnej? Więc gdyby trzymać się tych statystyk, mężczyźni nie powinni się czuć…

— Znów zaczynasz paplać.

Ma zmieszaną minę.

— Sorry.

— Nie szkodzi. Cieszę się, że martwisz się o moje ego. — Uśmiecham się do niej. — Bo powinnaś.

Wygląda na zaskoczoną.

— Dlaczego?

— Dlatego, że nie mogę przestać myśleć o tym, że nie doprowadziłem cię do orgazmu. — Wzruszam ramionami. — I o tym, jak bardzo chcę to naprawić.

Rozdział 7
Logan

W ciągu kilku sekund policzki Grace zmieniają się z liliowobiałych w bladoróżowe. W życiu nie widziałem twarzy, na której tak szybko malują się uczucia. Doceniam fakt, że z taką łatwością mogę ją rozgryźć, w przeciwnym razie jej przeciągające się milczenie co do mojej ostatniej uwagi mogłoby mnie zmartwić. Ale zaintrygowane płomyki w jej oczach potwierdzają, że się nie przestraszyła.

— Czyżby? — Marszczy czoło.

— Tak. — Moje usta wykrzywiają się w uśmieszku, gdy robię krok w jej stronę. — Więc pozwolisz mi…

Przerażenie ogarnia jej twarz.

— Na co?

— Doprowadzić cię do orgazmu…

Z satysfakcją odnotowuję fakt, że niepokój na jej twarzy przeistoczył się w gorące podniecenie.

O tak, nie przestraszyłem jej ani troszeczkę. Za to ją rozpaliłem.

— Ee… — Słyszę zdławiony śmiech. — Po raz pierwszy w życiu facet zadaje mi takie pytanie. Masz chyba świadomość, że to brzmi zupełnie absurdalnie, tak?

— Chcesz porozmawiać o absurdach? O niczym innym nie fantazjowałem przez cały pieprzony weekend. — Czuję, że podnosi się we mnie poziom frustracji. — Zazwyczaj nie zachowuję się jak ostatni dupek, rozumiesz? Mogę spierdolić różne rzeczy, ale zawsze się upewniam, że kobieta dobrze się bawi w moim towarzystwie.

Wzdycha.

— Ale ja naprawdę dobrze się bawiłam.

— Bawiłabyś się jeszcze lepiej, gdybym nie zwinął się zaraz po wystrzeleniu armaty. — Słysząc jej śmiech, wzdycham głęboko. — Łamiesz mi serce, ślicznotko. Opowiadam tu, jak bardzo chcę ci ofiarować odlotowy orgazm, a ty się ze mnie śmiejesz? — I ja uśmiecham się szeroko. — Czy nie ustaliliśmy już, że moje ego jest wyjątkowo wrażliwe?

Jej usta nadal drżą.

— Myślałam, że musisz już iść — przypomina mi.

— Dojdę stąd do biblioteki w dziesięć minut. Co oznacza, że zostało mi dwadzieścia minut. — Uśmiecham się diabelsko. — Jeśli nie dam rady doprowadzić cię do orgazmu w dwadzieścia minut, to będę miał pewność, że robię coś nie tak.

Grace bawi się mokrym kosmykiem ciemnych włosów. Jest ewidentnie zdenerwowana. Moje spojrzenie przesuwa się na jej lśniące usta, które właśnie zwilżyła językiem. Pragnienie pocałowania jej burzy mi krew w żyłach, a napięcie wiszące w powietrzu jest tak gęste, że można je kroić nożem.

Robię kolejny krok.

— Więc?

— Eee… — Jej oddech drży gorączkowo. — Pewnie. Jeśli tego chcesz.

Zaczynam się śmiać.

— Jasne, kurwa, że chcę. Pytanie, czy ty tego chcesz?

— Taaak. — Odchrząkuje. — Tak.

Przysuwam się bliżej, a jej oczy rozbłysły na nowo. Ona mnie pragnie. Ja też jej pragnę, ale rozkazuję gwałtownie twardniejącemu fiutowi zachowywać się, jak należy. „Tu nie chodzi o nas, stary. Tylko o nią”.

Mój kutas reaguje nerwowo, ale nie ma opcji, bym pozwolił mu przejść do działania. Gdyby chodziło o jakąś inną panienkę, może i zaproponowałbym szybki numerek, ale jeśli mój dziewiczy radar nie szwankuje, to Grace z całą pewnością jest dziewicą. Nie dość, że nie mam teraz wystarczająco dużo czasu, to w dodatku nie bardzo mam ochotę brać na siebie odpowiedzialność za jej pierwszy raz.

Ale to… Sięgam po pasek jej szlafroka i powoli go pociągam… to akurat mogę zrobić z wielką przyjemnością.

I tym razem zamierzam zrobić to dobrze.

Nie rozchylam szlafroka do końca. Po prostu wsuwam dłoń przez szczelinę w materiale i delikatnie pieszczę nagą skórę na jej biodrze. Drży, jak tylko jej dotykam. Wbija we mnie skupione jasnobrązowe oczy, a gdy moja dłoń po raz kolejny muska ją niczym piórko, jęczy cicho i przysuwa się bliżej.

— Idź na łóżko — mówię chrapliwym głosem, pchając ją delikatnie do tyłu.

Siada na krawędzi materaca, ale się nie kładzie. Nie spuszcza ze mnie skupionego wzroku, jakby czekała tylko, aż wydam jej kolejne polecenie.

Wypuszczam powietrze z płuc, klękam przed nią i po raz ostatni pociągam za szlafrok, zsuwając go jej na ramiona. Powietrze, który właśnie wypuściłem, zasysa się z powrotem w moje płuca. O kurwa. Na widok jej nagiego ciała mój fiut zwija się z bólu. Jest smukła, wąska w biodrach, ma długie i gładkie nogi i małe cycki z najśliczniejszymi, różowymi sutkami. Moją buzię zalewa ślina, gdy się pochylam, by dotknąć językiem jednego sutka. Nie mogę się powstrzymać. Muszę jej posmakować.

— O kurwa — wzdycham przed nabrzmiałym pąkiem i obejmuję go wargami.

Grace skomli, wyginając plecy i wpychając pierś głębiej w moje usta. Jezus, pragnę ssać i baraszkować z jej cyckami cały dzień. Od zawsze kręcą mnie cycki i myśl, że miałbym zostać w tej pozycji na wieki, wysyła rozgrzany impuls do samego czubka mojego fiuta. Ale kołyszące się bezwiednie biodra Grace przypominają mi, że dziś liczy się każda minuta. I, do jasnej cholery, nie wyjdę stąd, dopóki nie będzie miała orgazmu.

Uwalniam jej mokry sutek i kładę dłonie na jej udach. Tak drżą pod moimi palcami, że zaczynam chichotać.

— Wszystko dobrze?

Przytakuje bez słowa.

Zadowolony, że wciąż ma ochotę, rozchylam jej nogi szerzej, przesuwam się po podłodze i zbliżam usta do jej cipki.

Natychmiast mi staje.

Kurwa, uwielbiam pieścić dziewczyny w ten sposób. Gdy w wieku piętnastu lat po raz pierwszy zrobiłem minetę, podnieciłem się tak cholernie, że spuściłem się w spodnie. Teraz nie daję się już tak szybko, ale muszę przyznać, że gładka i ciepła pipka Grace pod moim językiem sprawia, że mój fiut twardnieje za trzech.

Powoli i z namysłem liżę jej łechtaczkę, a ona jęczy z rozkoszy. Odchyla się do tyłu, opierając na łokciach, i zerkam na nią, by się przekonać, że zamknęła oczy. Ma rozchylone usta, puls drży wyraźnie na środku jej gardła i to jest wystarczająca zachęta, bym kontynuował.

Eksploruję językiem łechtaczkę, aż trafiam na otwór. Jest cała mokra. O kurde. Może jednak powinienem zacząć się martwić o powtórkę wtopy ze spuszczeniem się w gacie, ponieważ moje jajka napięły się tak cholernie, że za chwilę pękną.

Zaciskam pośladki, by zapanować nad dzikim mrowieniem u podstawy kręgosłupa, i skupiam uwagę, by zadowolić Grace. Toruję sobie językiem drogę powrotną do nabrzmiałej łechtaczki, która błaga mnie, bym poświęcił jej jeszcze uwagę. Delikatnie trącam ją językiem, całuję, ssę i badam każdą jej odpowiedź, by się dowiedzieć, co jej się najbardziej podoba. Gdy robię to powoli i delikatnie — stwierdzam. Jej jęki stają się bardziej desperackie i szybciej kołysze biodrami, gdy kuszę ją w ten sposób.

Tyle tylko, że kuszenie jej kusi i mnie i teraz mój fiut jest boleśnie przyciśnięty do rozporka. Zanim skończymy, ząbki rozporka zdążą się wyryć na moim sprzęcie.

Wsuwam w nią ostrożnie opuszek palca wskazującego i zostaję natychmiast nagrodzony gardłowym krzykiem.

— Dobrze? — pytam szeptem, spoglądając na nią.

Opuściła powieki.

— Yhm…

Rozsadza mnie satysfakcja. To zachęta do wysiłku, ona sprawia, że jestem jeszcze bardziej zdeterminowany, by pchnąć ją do granic wytrzymałości. Zabieram się z powrotem do działania. Powolnie pieszczę jej łechtaczkę, podczas gdy mój palec wsuwa się głębiej i głębiej, aż w końcu w pełni się w niej zanurza. Jest ciasna. Naprawdę ciasna. I mokra. Boże. Naprawdę mokra.

I jeśli wkrótce nie dojdzie, moje spodnie z pewnością też będą mokre, ponieważ jestem tak blisko eksplozji, że…

— Teraz — jęczy.

I niech mnie diabli, jeśli nie ma orgazmu. Jej łechtaczka pulsuje pod moim językiem, a cipka zaciska się wokół palca niczym imadło. Nie należy do krzykaczy. Ani do wielbicielek jęków, ale te lekko chropawe dźwięki, które opuszczają jej usta, są bardziej seksowne niż jakiekolwiek inne odgłosy gwiazdy porno.

Towarzyszę jej w czasie orgazmu, głaszczę ją od środka i ssę łechtaczkę, a ona wzdryga się w ciszy na łóżku. Kilka sekund później zaczyna się śmiać i wijąc się, próbuje się wyswobodzić z mojego uścisku.

— Łaskoczesz mnie — wykrztusza z siebie.

Unoszę uśmiechniętą głowę.

— Sorry.

— Nie wolno ci teraz używać tego słowa. Nie po… — Połyka słowo. — To było… niesamowite. — Siada powoli, jej oczy pokrywa mgiełka przyjemności. — Nie mam pojęcia, co jeszcze powiedzieć. Bardzo dziękuję?

Śmiech bulgocze mi w gardle.

— Nie ma za co.

Wstaję, ale moje nogi są dziwnie słabe. Wciąż jestem absurdalnie twardy, lecz budzik stojący na nocnym stoliku oznajmia mi, że mam dokładnie jedenaście minut na dojście do biblioteki. W innych okolicznościach nie przejmowałbym się spóźnieniem, ale to ostatnie seminarium przed jutrzejszym zakończeniem wykładów z marketingu. Na egzamin idę z dopuszczającym, więc oblanie tego przedmiotu jest przerażająco prawdopodobne, ale jednak nie mam zamiaru do tego dopuścić. Ten kurs jest ważną częścią mojego dyplomu i nie mam ochoty go powtarzać w przyszłym roku.

— Muszę już iść, bo inaczej spóźnię się na zajęcia. — Spotykam jej spojrzenie. — Dasz mi swój numer?

— Och. Eee…

Jej wahanie wywołuje mój niepokój. Raz na ruski rok proszę dziewczynę o numer telefonu, a ona nie jest pewna, czy mi go dać? Po tym, jak wysłałem ją w kosmos?

Jezus. Czyżbym aż tak stracił formę?

Unoszę brwi, a w moim głosie wybrzmiewa wyzywająca nuta.

— Chyba, że tego nie chcesz.

— Nie. To znaczy tak. Chcę. — Przygryza dolną wargę. — Teraz?

Wymuszam śmiech, który, mam nadzieję, brzmi raczej kokieteryjnie niż nerwowo.

— Teraz byłoby świetnie. — Sięgam po telefon z tylnej kieszeni i otwieram nowy kontakt. — Dawaj.

Recytuje ciąg cyfr. Tak szybko, że muszę ją zatrzymać i prosić o powtórzenie. Wpisuję jej imię, zapisuję kontakt i wpycham telefon do kieszeni.

— Może kiedyś znów się spikniemy? Moglibyśmy obejrzeć kolejną część Szklanej pułapki

— Aha, pewnie. Niezły pomysł.

Jaja sobie ze mnie robi? Znowu to „aha, pewnie”?

Co, do cholery, trzeba zrobić, by wycisnąć STRASZNIE BYM CHCIAŁA! z tej laski?

— No dobra. — Przełykam ślinę. — W takim razie zadzwonię.

Nie odzywa się słowem i w zaistniałej ciszy zaczynam czuć się niezręcznie.

A potem dostaję zaćmienia i robię najgłupszą rzecz w życiu. Co mówi samo za siebie, bo mam niezły udział w szerzeniu głupoty na świecie.

Całuję ją w czoło.

Nie w usta. Nie w policzek. W pierdolone czoło.

„Niezłe posunięcie, stary. Gratuluję”.

Spogląda na mnie z rozbawieniem, ale nie daję jej szansy na skomentowanie tego debilnego ruchu.

— Zadzwonię — mamroczę.

I po raz drugi w ciągu trzech dni wychodzę z akademika Grace, czując się jak ostatni dupek.