Zakochana bez pamięci

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Czy zrozumiałaby jego ból? Wątpił, czy ona lub ktokolwiek inny potrafiłby sobie wyobrazić, co przeżył, gdy test DNA wykazał, że uwielbiany chłopczyk, którego wychowywał przez sześć lat jako własne dziecko, nie jest jego synem.

Był zrozpaczony jak po śmierci najbliższej osoby. Stracił dziecko i życiową rolę jako ojciec. Obiecał Henry’emu, że zawsze pozostaną przyjaciółmi, ale nic nie mogło zmienić bolesnej prawdy, że nie łączą ich więzy krwi.

Zadzwonił z pokładu prywatnego odrzutowca do wychowawcy chłopca, który pocieszył go, że zdjęcie rentgenowskie wykluczyło złamanie. Po przylocie do Paryża pospieszył natychmiast do szpitala i do izolatki, w której go umieszczono. Był śmiertelnie blady, ale powitał go uśmiechem.

– Tato! Boli mnie ramię.

– Ustaliliśmy, że będziesz nazywał mnie Leo – przypomniał łagodnie Leandro, choć serce mu krwawiło, jakby wbito w nie sztylet. – Doktor mówi, że nadciągnąłeś tylko kilka ścięgien. Na razie niewiele można zrobić. Musisz odpoczywać i czekać, aż wyzdrowiejesz. Jak cię wypiszą, zabiorę cię do domu, jeżeli twoja mama wyrazi zgodę.

– Super! Zamówimy pizzę na kolację?

– Dobrze, że przynajmniej dopisuje ci apetyt – mruknął Leandro z kwaśną miną.

– Mama wyjechała na wakacje na Barbados z moim prawdziwym ojcem, dlatego pan Bergier zadzwonił do ciebie. Wiedziałem, że przylecisz. Szkoda, że nie jesteś moim prawdziwym tatą – westchnął na koniec ze smutkiem.

Leandro posmutniał jeszcze bardziej.

– Zawsze zostaniemy najlepszymi kumplami. Nic tego nie zmieni. – zapewnił z całą mocą. – Środki przeciwbólowe, które dostałeś, zaraz zaczną działać. Spróbuj usnąć, a ja zadzwonię do twojej mamy. Pewnie się o ciebie martwi.

– Nie sądzę. Zbyt dobrze się bawią z Dominikiem, by myśleć o mnie.

– Niemożliwe. Na pewno cię kochają – pocieszył Leandro wbrew własnemu przekonaniu.

Nie znosił poczucia bezradności, ale nie mógł zmienić lekceważącego stosunku Nicole do macierzyństwa. Pamiętał, jak cierpiał z powodu odrzucenia, kiedy matka nie odwiedziła go w planowanym terminie, bo zapomniała albo gdzieś występowała. W dzieciństwie wciąż doznawał rozczarowań i rozgoryczenia. Żeby Henry’ego nie spotkało to samo, stłumił gniew podczas rozmowy z byłą żoną.

– Skoro Henry’emu nic poważnego nie dolega, nie widzę powodu, żeby wracać – oświadczyła niefrasobliwie. – Dopiero przybyliśmy z Dominikiem na St Lucię. Potrzebuję trochę wytchnienia.

Leandro omal nie spytał, czy odpoczywa od zakupów, czy od wizyt w salonach piękności. Ponieważ jednak nie miał żadnych praw do Henry’ego, przemilczał uszczypliwe uwagi, żeby jej nie drażnić. Wiedział, że zabroniłaby mu kontaktów z chłopcem, nie bacząc na to, że o nie prosił.

Nienawiść, którą do niej poczuł w momencie odkrycia zdrady, ustąpiła miejsca głębokiej pogardzie. Nie słuchał jej narzekań, że żona Dominica żąda wysokiego zadośćuczynienia za rozwód. Jego myśli wciąż krążyły wokół Marnie. Szokowało go, jak wiele różniło obie panie.

Tęsknił za Marnie podczas pobytu w Nowym Jorku. Brakowało mu jej nie tylko w sypialni. Choć rozsądek podpowiadał, że co najmniej o pół roku przeciągnął romans, nie miał jeszcze ochoty go zakończyć. Nadal jej pożądał. Poza tym dręczyły go wyrzuty sumienia, że tak paskudnie potraktował ją na przyjęciu. Czy złamie własne zasady, jeżeli wynagrodzi jej przykrość upominkiem? Ale jakim? Biżuteria mogłaby rozbudzić w niej złudne nadzieje na uczucie. Kwiaty wydały mu się zbyt bezosobowe. Zresztą zwykle obdarowywał nimi kochanki na zakończenie znajomości.

Szkoda, że nie znał jej zainteresowań. Nie miał pojęcia, co lubi robić w wolnym czasie. Przez cały czas pozostawała w tle, pogodna, uśmiechnięta, gdy podawała mu martini po powrocie z pracy i zawsze chętna do miłosnych igraszek. Była wprost idealną kochanką.

Przypomniał sobie, że wcześniej tego lata popłynęli jego jachtem w rejs na Riwierę Francuską. Pewnej nocy kochali się na pokładzie. Marnie wyznała, że lubi patrzeć w gwiazdy. Nagle znalazł rozwiązanie problemu. Kupi jej atlas nieba. W ten sposób okaże zainteresowanie, ale nie przesadne.

Zadowolony z rozwiązania, uprzejmie wysłuchał do końca narzekań byłej żony. Nudziły go śmiertelnie, ale wytrzymał jeszcze kilka minut. W końcu zdołał dyplomatycznie zakończyć rozmowę, żeby wrócić do łóżka Henry’ego.

ROZDZIAŁ TRZECI

– Szkoda, że Leandro nie przyjedzie. Bardzo chcieliśmy z wujkiem go poznać – narzekała przy weselnym stole ciocia Susan, siostra mamy Marnie. – Mówisz, że musiał niespodziewanie wyjechać do Paryża?

– Tak. Jego przyjaciel został ranny w wypadku, ale nie znam szczegółów.

Marnie miała nadzieję, że zadzwoni, ale nie dał znaku życia od dwóch dni, od momentu opuszczenia Londynu.

– Może odwiedzicie nas w któryś wolny weekend? – zasugerowała ciocia. – Chciałabym mieć pewność, że moja jedyna siostrzenica spotkała przyzwoitego człowieka, który o nią zadba.

– Nie potrzebuję opieki. Sama sobie radziłam, odkąd tata odszedł, a mama wpadła w depresję. Pod koniec życia całymi dniami nie wstawała z łóżka.

– Żałuję, że nie znałam stanu Sheeny. Romans męża musiał ją załamać.

– Mama ostrzegła mnie i bliźniaków, że zabiorą nas do domu dziecka, jeżeli ujawnimy komukolwiek jej problemy zdrowotne.

– Pewnie po wypadku nastąpiło pogorszenie. Biedny Luke. Dwadzieścia lat to o wiele za wcześnie, żeby umierać. Kiedy ostatnio miałaś kontakt z Jakiem?

– Pięć lat temu. Przyznał, że bierze narkotyki, ponieważ nie potrafi się pogodzić ze śmiercią Luke’a. Prosił mnie o pieniądze, ale nie miałam. Zasiłek mamy i moje skromne zarobki z pracy na część etatu, kiedy studiowałam, ledwie starczały na utrzymanie.

Na wspomnienie brata łzy napłynęły Marnie do oczu. Dorastając, uwielbiała o dwa lata starszych bliźniaków. Tworzyli szczęśliwą rodzinę, zwłaszcza gdy ojciec, kierowca ciężarówki, wracał z dalekich podróży. Ale źle sobie radził z chorobą żony. Kiedy Marnie miała jedenaście lat, porzucił ich i przestał spłacać kredyt hipoteczny za wygodny, rodzinny dom. Ponieważ matka nie pracowała z powodu depresji, została przeniesiona wraz z córką i synami na osiedle socjalne. Tam chłopcy wstąpili do gangu, który działał aż do śmierci Luke’a. Zginął tragicznie, po upadku z motocykla, który prowadził Jake.

Marnie wróciła do teraźniejszości, gdy kelner przyniósł musujące wino, żeby wznieśli toast za zdrowie młodej pary.

– Nie masz ochoty na szampana? – zapytał wujek Brian, gdy poprosiła o sok.

– Sok lepiej odświeża w taki upał. Zresztą ostatnio alkohol mi nie smakuje.

– Przeciwnie niż ser – zauważył wujek, zerkając na jej pełny talerz. – Nie jesteś w ciąży? Pamiętam, że Susan pochłaniała kilogramy cheddara, kiedy oczekiwała Gemmy.

– Brianie! – upomniała go surowo żona.

Marnie nie wpadła w popłoch. Na szczęście nie musiała się obawiać nieplanowanej ciąży. Po latach ciężkich ataków migreny podczas menstruacji lekarz przepisał jej tabletki antykoncepcyjne, które brała bez przerw. Dzięki temu obfite krwawienie ustało wraz z potwornymi bólami głowy.

Po kolacji urządzono dyskotekę, po której państwo młodzi, Gemma i Andrew, wyruszyli w podróż poślubną. Goście żegnali ich brawami i okrzykami, gdy wyjeżdżali, ciągnąc za sobą puszki, które ktoś przywiązał do rury wydechowej.

Wracając do domu pociągiem, Marnie myślała, że chciałaby mieć takie wesele, gdyby wyszła za mąż. Niestety nie uczestniczyłby w nim nikt z najbliższej rodziny. Matka i jeden z braci nie żyli, a z drugim i z ojcem straciła kontakt. Zresztą Leandro nigdy nie mówił o przyszłości. Czy żądała za dużo od życia, pragnąc wiedzieć, dokąd ich związek zmierza?

Odłożyła czasopismo, które kupiła na podróż, i sięgnęła po gazetę, którą ktoś zostawił na sąsiednim siedzeniu. Wypełniały ją plotki i zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyła Leandra z piękną brunetką.

Rozpoznała ją jako Stephanie Sedoyene, słynną francuską modelkę, która obecnie reklamowała ekskluzywne perfumy. Reporterzy po obu stronach Kanału La Manche nieustannie deptali jej po piętach. Pewnie dlatego nie wyglądali z Leandrem na zadowolonych, gdy wychodzili z paryskiej restauracji.

Czy to ona przesłała mu wiadomość przed wyjazdem do Paryża? Czy naprawdę pojechał odwiedzić rannego przyjaciela, czy raczej ją? Na fotografii obejmował ją ramieniem, jakby łączyła ich bliska zażyłość.

Zabroniła sobie wyciągać zbyt daleko idące wnioski. Nie słuchała głosu rozsądku, który podpowiadał, że Leandro bez trudu mógłby sobie znaleźć zachwycającą modelkę zamiast kelnerki o przeciętnej urodzie z tendencją do tycia. Lecz podejrzenia wkradły się do jej umysłu jak zdradliwy wąż. Po co jeździł co miesiąc do Paryża? Czy nie odwiedzał Stephanie Sedoyene?

Gdy zamknęła oczy, powróciły wspomnienia z dzieciństwa. Ponownie usłyszała głos matki, atakującej ojca: „Co to za jedna? Nie próbuj mi mydlić oczu. Śledziłam cię w piątek, kiedy rzekomo wyszedłeś do klubu. Widziałam, jak wchodziłeś do hotelu z tą blondynką”.

Pomysł wypytania Leandra na temat fotografii budził w Marnie odrazę. Nie zamierzała iść w ślady obsesyjnie zaborczej matki. Szybko odłożyła gazetę z powrotem na siedzenie, ale nie potrafiła wyrzucić z pamięci tego, co zobaczyła.

Gdy szła, zamyślona, ze stacji na Eaton Square, wyrwał ją z zadumy głos, którego od lat nie słyszała:

– Marnie?

Odwróciwszy głowę, spostrzegła mężczyznę zmierzającego chodnikiem w jej kierunku. Przez kilka sekund myślała, że widzi ducha.

– Luke? Nie, Jake! Tak dawno cię nie widziałam! – wykrzyknęła.

Mimo że od wypadku minęło pięć lat, zobaczyła w wychudłej twarzy brata ból. Wyglądał znacznie starzej niż wtedy, kiedy ostatnio go widziała.

 

– Wolałbym, żeby to Luke przeżył – westchnął ciężko.

– Gdzie się podziewałeś przez tyle lat?

– Tu i tam… przeważnie w piekle. – Zerknął na elegancki dom. – Wygląda na to, że dobrze się urządziłaś.

– To nie moja własność. Mieszkam… u przyjaciela – wyznała z zażenowaniem.

– To nie moja sprawa, o ile jesteś szczęśliwa.

– Jestem. Leandro to wspaniały facet. Żałuję, że go nie poznasz, ale wyjechał na dłużej. Jak mnie znalazłeś?

– Poszedłem do Silden Estate. Zastałem mieszkanie opuszczone, ale pamiętałem, że pracowałaś w barze na King’s Road. Poszedłem więc tam. Jedna z kelnerek dała mi twój adres i numer telefonu. Ponieważ rozbiłem swój aparat, nie mogłem zadzwonić, więc wyruszyłem na poszukiwanie. Przykro mi, że zniknąłem na tyle lat, ale, prawdę mówiąc, siedziałem w więzieniu za kradzież. Włamywałem się do domów i sprzedawałem to, co ukradłem, żeby kupić narkotyki. Teraz okropnie mi wstyd. Nie potrafiłem się pogodzić ze śmiercią Luke’a, ale to żadne usprawiedliwienie.

– Och, Jake! – westchnęła ciężko Marnie. – Szkoda, że nie mogłam ci pomóc.

– Najdziwniejsze, że więzienie wyprowadziło mnie na prostą. Zrobię wszystko, żeby nie wrócić do tego piekła. Przestałem brać narkotyki i układam sobie życie. Jutro jadę pociągiem do Szkocji. Lord Tannock zatrudnia mnie jako dozorcę obiektów sportowych, których jest właścicielem. Bardzo go cenię za to, że dał mi szansę. Nigdy nie zapomniałem mojej młodszej siostrzyczki. Koniecznie chciałem sprawdzić przed wyjazdem, jak sobie radzisz.

Wyznanie Jake’a tak głęboko poruszyło Marnie, że nie zdołała wydobyć głosu ze ściśniętego gardła. Zarzuciła mu tylko ręce na szyję i mocno uściskała.

– Dobrze, że cię widzę. Masz gdzie zanocować przed wyjazdem?

– Nie. Wszystko wydałem na bilet. Ale noc jest ciepła, a ja nieraz spałem na ławce w parku.

– Chodź do mnie – zaproponowała bez zastanowienia.

Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nigdy nie powiedziała Leandrowi, że ma brata. Była jednak pewna, że nie chciałby, żeby Jake nocował na ulicy. Zadzwoniła, żeby go poinformować, ale nadal nie odpowiadał. Postanowiła spróbować jeszcze raz później i wprowadziła Jake’a do domu. Jake zagwizdał na widok posadzki z białego marmuru w holu i wspaniałego kryształowego żyrandola.

– Twój chłopak musi być nadziany. Nic dziwnego, że jesteś z nim szczęśliwa – stwierdził.

– Kochałabym go równie mocno, gdyby nie był bogaty – wyznała zgodnie z prawdą, choć nie wiedziała, czy Leandro odwzajemnia jej uczucia.

Ogarnęło ją jeszcze większe współczucie, gdy wyobraziła sobie, jak bardzo Jake musiał cierpieć. Jej studia pomogły złagodzić ból, ale on stracił bliźniaczego brata. Bardzo pragnęła mu pomóc. Nagle wpadła na pomysł, jak to zrobić:

– Perły babci! – wykrzyknęła.

– Słucham?

– Babcia Alice zostawiła w spadku biżuterię córkom. Mama odziedziczyła perły, a ciocia Susan pierścionek z rubinem. Mama nie sporządziła testamentu, zanim wzięła nadmierną dawkę leków. Nigdy nie potrafiłam odgadnąć, czy nie chciała żyć, czy w ten sposób próbowała wołać o pomoc. Ale teraz naszyjnik należy do nas. Włożyłam go ostatnio na przyjęcie, ale weź go proszę. Jeżeli go sprzedasz, zyskasz dość pieniędzy, by przeżyć do pierwszej wypłaty.

– Nie musisz mi go dawać – zaprotestował Jake.

Ale Marnie już otworzyła gabinet Leandra i odsunęła panel ściany, zasłaniający sejf. Kiedy zamieszkała u Leandra, kazał jej umieścić w nim wszystkie wartościowe przedmioty. Marnie nie posiadała nic prócz naszyjnika z pereł. Nie rozumiała, dlaczego mama go nie sprzedała, kiedy potrzebowali pieniędzy. Ponieważ pamiętała kombinację liczb, otwarcie sejfu zajęło jej kilka sekund. Jake wbił wzrok w niezliczone aksamitne pudełeczka.

– Czy wszystkie zawierają biżuterię? – zapytał.

Marnie skinęła głową, zajęta poszukiwaniem pereł. W końcu je znalazła, wręczyła bratu i zamknęła drzwiczki.

– Teraz ugotuję ci coś na kolację – oświadczyła. – Strasznie wychudłeś. Dam głowę, że od dawna nie zjadłeś porządnego posiłku.

Przez cały wieczór wydzwaniała do Leandra, ale wyłączył telefon. Jej myśli wciąż krążyły wokół jego zdjęcia w gazecie, ale pamiętała, że obsesyjna zazdrość matki pchnęła ojca w ramiona innej.

Szykując się do snu, pochwyciła odbicie swojej sylwetki w lustrze. Przybyło jej sporo nie tylko w biuście i biodrach, ale, co najgorsze, również w talii. Popatrzyła z poczuciem winy na talerz, napełniony serem i krakersami, który przygotowała sobie na przekąskę przed snem. Nie wystraszyła jej wzmianka wuja Briana o ciążowych zachciankach cioci. Nie groziła jej niepożądana ciąża, ale nadwaga jak najbardziej, jeżeli nie zmobilizuje się do ćwiczeń. Leandro twierdził, że pociąga go jej figura klepsydry. Żałowała, że przebywa zbyt daleko, by uśmierzyć jej obawy co do przyszłości związku.

– Marnie?

Marnie otworzyła oczy. Zamrugała powiekami, gdy poraziło ją jasne słońce przez okno.

– Wyglądasz na zaskoczoną, cara – stwierdził Leandro. – Nie odebrałaś wiadomości, że wracam do domu?

– Nie. Zasnęłam.

Zerknęła na zegarek, zdziwiona, że zmorzył ją sen o wpół do czwartej po południu. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że brat został u niej na noc. Kiedy rano wstała do pracy, stwierdziła, że odszedł bez pożegnania.

Leandro rzucił niedbale marynarkę na krzesło. Usiadł na brzegu łóżka bardzo blisko niej. Serce przyspieszyło rytm, gdy poczuła znajomy zapach piżma, zmieszany z jego własnym.

– Dlaczego śpisz w dzień? Jesteś chora? – zapytał z troską.

– Zemdlałam w pracy.

Przypomniała sobie, że dostała mdłości, gdy serwowała kawę klientom. Po powrocie do kuchni odnosiła wrażenie, że podłoga faluje.

– Szef kuchni podejrzewa udar słoneczny. Chyba dobrze, że zapowiadają burze.

– Lepiej idź do lekarza. Niemożliwe, żebyś zemdlała z gorąca. Może brakuje ci jakichś witamin.

– Wykluczone. Mam kondycję wołu.

I figurę też – dodała jedynie w myślach, zawstydzona badawczym spojrzeniem Leandra. Jedna z kelnerek odwiozła ją do domu. Marnie była tak zmęczona, że zrzuciła tylko sukienkę i położyła się do łóżka w samej bieliźnie.

– Masz rumieńce na policzkach – zauważył Leandro. – Ale dlaczego nosisz stanik za mały co najmniej o dwa rozmiary? Nic dziwnego, że nie możesz prawidłowo oddychać. – Rozpiął jej biustonosz i powiódł palcem wzdłuż czerwonego śladu po gumce. – Kup sobie nowy z karty kredytowej, którą ci dałem. Lubię cię oglądać w seksownej bieliźnie, cara.

– Nie chcę, żebyś płacił za moje ubrania – zaprotestowała.

Z trudem skupiała uwagę na rozmowie, gdy pożerał ją wzrokiem. Potrafił rozpalić ją samym spojrzeniem. Gwałtownie nabrała powietrza, gdy powiódł kciukiem wokół nabrzmiałych sutków. Pragnęła go do bólu. Wstrzymała oddech, gdy pochylił głowę.

– Czy na pewno dobrze się czujesz? – dopytywał się z troską. – Może zrobić ci coś do zjedzenia? Jesteś głodna?

– Mam apetyt tylko na ciebie – wyznała szczerze, wplatając palce w jego włosy. – Pocałuj mnie.

Leandro nie potrzebował lepszej zachęty. Po namiętnym pocałunku rozebrał ją do naga. Marnie najchętniej wsunęłaby się pod narzutę, żeby ukryć zbyt obfite krągłości.

– Przytyłam ostatnio – narzekała.

– Nie opowiadaj bzdur. Masz wspaniałe kształty. Brakowało mi ich podczas samotnych nocy w Nowym Jorku.

Przeraziło go to wyznanie. Za żadną kobietą do tej pory nie tęsknił. Wytłumaczył sobie, że nawet jeśli Marnie wyjątkowo go pociąga, nie znaczy dla niego więcej niż inne. Następna kochanka z pewnością dostarczy mu równie wiele satysfakcji w łóżku.

Uspokojony, z przyjemnością wziął ją w posiadanie. Wkrótce wykrzykiwała jego imię w ekstazie.

Gdy ochłonęli, pogładził ją po włosach i wyszedł do łazienki. Kilka minut później, po powrocie do sypialni, wyciągnął z walizki paczuszkę, którą wręczył Marnie.

– Otwórz. To prezent.

Ogromnie ją ucieszył. Zadowolona, że pamiętał o rocznicy, zdjęła papier i przeczytała tytuł: „Poradnik dla początkujących obserwatorów nieba”.

– Podczas rejsu we Francji mówiłaś, że interesują cię gwiazdy i planety – wyjaśnił. – Pomyślałem, że ci się spodoba.

Marnie nie śmiała wyznać, że w wieku piętnastu lat przeczytała podobną książkę, która rozbudziła w niej zainteresowanie astronomią. Usiłowała ukryć rozczarowanie, że nie podarował jej czegoś bardziej romantycznego i że nie wspomniał o rocznicy związku. Wytłumaczyła sobie, że najważniejsze, że jej słuchał i wybrał upominek, który uznał za zgodny z jej zainteresowaniami.

– Dziękuję. Jest prześliczna – wymamrotała.

Podjęła decyzję, że najwyższa pora poinformować go o propozycji NASA. Wstała, wzięła głęboki oddech i oświadczyła:

– Muszę z tobą porozmawiać.

Lecz Leandro właśnie sprawdzał wiadomości na ekranie telefonu. Rzucił jej tylko przelotne spojrzenie.

– Pewnie o weselu? Jak było?

– Wspaniale. Ciocia i wujek żałowali, że nie mogłeś przyjechać. Zaprosili nas na wrzesień. Oddadzą nam do użytku swój domek na plaży.

– Niestety to niemożliwe. Wyjeżdżam do Florencji na cały przyszły miesiąc.

– Nie wspomniałeś o tym ani słowem.

– Mam mnóstwo zajęć. Nie zawsze mogę cię na bieżąco informować.

– To służbowa podróż?

– Oczywiście – rzucił krótko, wyraźnie zniecierpliwiony jej dociekaniem. – Ostatnio kupiłem zrujnowany teatr i zamierzam doglądać renowacji. – Podszedł do toaletki, przy której rozczesywała włosy, odchylił połę szlafroczka i powiódł wargami wzdłuż jej obojczyka. – Chciałbym, żebyś poleciała ze mną i zamieszkała w mojej willi. To piękna posiadłość. Jako chłopiec spędziłem tam wspaniałe dni z mamą i dziadkami.

Kilka tygodni corocznych wakacji z dala od surowego ojca i bezosobowego mieszkania w Nowym Jorku stanowiły jego najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. Nigdy nie zabrał żadnej kochanki w miejsce, z którym łączyła go szczególna emocjonalna więź. Miał nadzieję, że nie przekracza wyznaczonych sobie granic, zapraszając tam Marnie. Uznał, że to rozsądniejsze rozwiązanie niż cotygodniowe wizyty w Londynie.

Spostrzegłszy jej niepewną minę, od razu odgadł przyczynę jej wahania.

– Zdaję sobie sprawę, że niełatwo ci będzie uzyskać miesięczny urlop w barze, ale przyszło mi do głowy, że może lepiej, żebyś w ogóle nie pracowała. Byłoby wygodniej, gdybyś mogła ze mną podróżować.

– Wygodniej?

Ostatnie słowo odebrało Marnie całą radość z zaproszenia. Przestała wierzyć, że Leandro pragnie zacieśnić łączącą ich wieź. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak zareaguje na wieść o stypendium. Żałowała, że wcześniej nie postawiła na szczerość.

– Nie zależy mi na posadzie kelnerki – wyznała szczerze. – Prawdę mówiąc, już złożyłam wymówienie.

– Więc co ci przeszkadza wyjechać ze mną?

– Dostałam stypendium doktoranckie w ośrodku badawczym NASA w Kalifornii. Następnych dziewięć miesięcy spędzę w Ameryce.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?