Weneckie porankiTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Chantelle Shaw
Weneckie poranki

Tłumaczenie

Monika Łesyszak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Drago Cassari bezradnie patrzył na nieruchomą postać i poszarzałą twarz kuzyna leżącego na oddziale intensywnej terapii w szpitalu w Mestre, w Wenecji. Tylko ledwie dostrzegalne unoszenie klatki piersiowej i wskazania monitorów przy łóżku świadczyły o tym, że nadal żyje dzięki podłączonym kroplówkom. Trzy dni po wyciągnięciu z rozbitego samochodu zaczął wreszcie samodzielnie oddychać. Nawet coś wymamrotał. Jedno słowo. Imię. Drago zwrócił wzrok na matkę i ciocię.

– Kim, do diabła, jest ta Jess? – zapytał.

– Nie mam pojęcia – zaszlochała ciotka Dorotea. – Sam wiesz, jak dziwnie się ostatnio zachowywał. Rzadko kiedy odbierał telefony. Dopiero kilka dni przed wypadkiem wyznał… że porzucił studia i zamieszkał z kobietą nazwiskiem Jess Harper – dodała łamiącym się głosem.

– Pewnie z kochanką – skomentował Drago.

Nie zdziwiło go, że Angelo zrezygnował ze studiów ekonomicznych na prywatnej londyńskiej uczelni. Rozpieszczany przez matkę po śmierci ojca unikał jak ognia jakiegokolwiek wysiłku. Zaskoczyło go natomiast, że nieśmiały młodzieniec najwyraźniej zdołał przełamać zahamowania wobec płci przeciwnej.

– Czy podał ci adres? Muszę ją odnaleźć i sprowadzić do niego. – Drago przeniósł wzrok na neurologa obecnego na sali. – Czy myśli pan, doktorze, że głos tej dziewczyny pomoże mu odzyskać przytomność?

– Niewykluczone, jeżeli łączy ich bliska zażyłość – odrzekł ostrożnie lekarz.

– To zły pomysł – załkała ponownie ciotka Dorotea. – Ona ma na niego fatalny wpływ.

– Dlaczego tak sądzisz?

Drago nie okazał zniecierpliwienia, gdy ciocia z płaczem opadła na krzesło. Rozumiał jej rozpacz. Jemu samemu łzy napłynęły do oczu, gdy po raz pierwszy zobaczył kuzyna po operacji tamowania krwotoku do mózgu. Dwudziestodwuletni Angelo pod wieloma względami nadal pozostał chłopcem. Na Draga w jego wieku spadła cała odpowiedzialność za rodzinną firmę. Po śmierci ojca i stryja, przysypanych lawiną podczas jazdy na nartach, został prezesem rodzinnego przedsiębiorstwa, Cassa di Cassari. Musiał też zaopiekować się załamaną matką i ciotką i zastąpić ojca siedmioletniemu wówczas Angelowi.

Wiele by dał, by móc pocieszyć obie panie. Cierpiał męki niepewności, czy kuzyn przeżyje i czy odzyska władze umysłowe. Rzutki, przedsiębiorczy Drago przez piętnaście lat pełnił funkcję głowy rodziny. Nie znosił poczucia bezradności. Jedyną nadzieję dostrzegł w tajemniczej znajomej Angela.

Jego matka delikatnie poklepała bratową po ramieniu.

– Musisz powiedzieć Dragowi, co Angelo zrobił i dlaczego tak cię trapi jego związek z tą Angielką.

Ciotka przez chwilę milczała, nim znów zaszlochała:

– Dał jej mnóstwo pieniędzy, cały spadek po ojcu. Ale to nie wszystko. Jess Harper ma kryminalną przeszłość.

– Skąd wiesz?

– Tydzień temu Maurio Rochas, jego doradca finansowy, zawiadomił mnie, że Angelo wycofał całą sumę zdeponowaną w funduszu powierniczym, który odziedziczył po ojcu. Gdy spytałam Angela, co zrobił z pieniędzmi, ofuknął mnie szorstko jak nigdy. W końcu wyznał, że pożyczył je tej Harper, ale nie wyjaśnił, na co ich potrzebowała ani kiedy odda.

Większość aktywów Angela stanowiły akcje i udziały w różnych inwestycjach, ale dysponował też dużą ilością gotówki, którą przekazał kryminalistce.

– Odpowiadał wymijająco – ciągnęła ciotka Dorotea. – Czułam, że coś przede mną ukrywa. Tak mnie to zmartwiło, że ponownie zadzwoniłam do Mauria. Poinformował mnie, że w trosce o Angela zebrał informacje o tej Angielce. Kilka lat temu była skazana za oszustwo.

Drago zaklął. Czy jego bliscy do końca życia będą go obarczać swoimi problemami, zamiast wziąć swoje życie we własne ręce? Zachęcił kuzyna do studiowania za granicą w nadziei, że uzyska samodzielność i wydorośleje. On tymczasem od razu wpadł w kłopoty.

– Co ten dureń nabroił? – wymamrotał pod nosem.

Niestety Dorotea miała doskonały słuch.

– Jak możesz obwiniać Angela, kiedy jego życie wisi na włosku? Pewnie ta Jess Harper opowiedziała jakąś historyjkę, która go poruszyła. Wiesz, jakie ma miękkie serce. Chyba pamiętasz, jak sam w jego wieku uległeś urokowi pewnej Rosjanki i niemal doprowadziłeś do bankructwa Cassa di Cassari?

Drago zacisnął zęby ze wstydu. Oczarowany obiecującym spojrzeniem Natalii Jenki utonął w jej ciemnych oczach. Przekonał zarząd rodzinnego przedsiębiorstwa, że warto zainwestować w proponowane przez nią przedsięwzięcie. Okradziony przez rosyjską piękność, omal nie przypłacił ogromnych strat utratą stanowiska. Niewiele brakowało, by otrzymał wotum nieufności. Od tamtej pory ciężko pracował, by odrobić straty i odzyskać dobre imię. Pod jego rządami założone przez prapradziadka przedsiębiorstwo, wytwarzające luksusową pościel i tkaniny dekoracyjne, zyskało czołową pozycję na włoskim i światowym rynku. Na ostatnim posiedzeniu zarządu z dumą oznajmił, że ich akcje zyskały na ostatniej giełdzie rekordowe ceny, które przyniosą miliardowe zyski. Ani współudziałowcy, ani rodzina nie zdawali sobie sprawy, jak wiele poświęcił, by osiągnąć sukces. Zapłacił za niego poczuciem osamotnienia i wewnętrznej pustki.

Na próżno próbował odpędzić przygnębiające wspomnienia. Ponieważ wciąż powracały, zwrócił wzrok na nieprzytomnego kuzyna. Wątpił, czy ciotka przeżyje śmierć jedynego syna. Przysiągł sobie, że jeżeli istnieje choćby cień szansy, że głos tej Angielki go obudzi, zrobi wszystko, żeby ją ściągnąć do szpitala.

– Dokąd idziesz? – spytała drżącym głosem Dorotea, gdy nagle ruszył ku drzwiom.

– Odnaleźć Jess Harper. Daję słowo, że gdy ją spotkam, zażądam wyjaśnień – dodał na odchodnym.

Jess z trudem wniosła do mieszkania ciężką skrzynkę z narzędziami i torby wypchane zakupami. Podnosiła z podłogi dwa rachunki i pismo z banku. Zrobiło jej się gorąco. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że stać ją już na terminowe regulowanie należności. Nie potrafiła przewidzieć, czy kiedykolwiek zdoła przezwyciężyć dawne lęki.

Idąc korytarzem, zajrzała do pokoju Angela. Znów zastała tam nietypowy, wzorowy porządek, co oznaczało, że jeszcze nie wrócił. Zniknął trzy dni temu. Nie odbierał telefonów. Pewnie znalazł sobie inną posadę jak wielu jej dorywczych pracowników.

Lecz Angelo nie przypominał innych ludzi, których zatrudniała. Wbrew zapewnieniom nie posiadał żadnego doświadczenia w pracach remontowych. Szybko odgadła, że nigdy nie trzymał pędzla w dłoni. Mimo niewątpliwej inteligencji i doskonałej angielszczyzny, nie licząc mocnego obcego akcentu, twierdził, że jest bezdomnym imigrantem.

Ponieważ jego delikatność przypominała Jess najlepszego przyjaciela z domu dziecka imieniem Daniel, spontanicznie zaproponowała mu wolny pokój w swoim mieszkaniu, póki nie stanie na własnych nogach. Okazywał jej wdzięczność na każdym kroku, toteż dziwiło ją, że odszedł bez pożegnania. Najdziwniejsze, że zostawił cały swój dobytek łącznie z ukochaną gitarą.

Po namyśle uznała, że chyba za wcześnie zgłaszać zaginięcie. Mimo że od jej burzliwego dzieciństwa minęło wiele lat, nadal nie ufała policji. Ale jeśli leżał gdzieś w szpitalu, chory, nieszczęśliwy, sam jak palec? Jess doskonale znała dojmujące poczucie osamotnienia. Pamiętała, jak boli świadomość, że nikogo na świecie nie obchodzi jej los.

W końcu postanowiła zaczekać do jutra. Rzuciła torbę z zakupami na kuchenny blat i wyciągnęła mrożonkę na kolację. Zniknięcie Angela pomieszało jej szyki. Nie znała wprawdzie gorszego malarza, ale ostatnie, wyjątkowo skomplikowane kolorystycznie zlecenie wymagało wiele pracy. Potrzebowała każdej pary rąk, żeby wykonać je w terminie.

Na paczce makaronu z sosem bolońskim wyczytała, że trzeba go odgrzewać sześć minut. W jej odczuciu była to cała wieczność. Nie jadła lunchu. Żołądek z głodu przysychał jej do kręgosłupa. Niecierpliwie rozerwała śrubokrętem zewnętrzną folię, wsunęła tackę do kuchenki mikrofalowej i poszła wziąć prysznic.

Na urodziny kupiła sobie luksusowe mydło w płynie nadające skórze gładkość jedwabiu. Potrzebowała też znacznej ilości szamponu, żeby zmyć z włosów białą farbę po malowaniu sufitu. Podwładni wyśmialiby bezlitośnie jej kobiece zachcianki. Niełatwo kobiecie kierować wyłącznie męską załogą, ale trudne dzieciństwo przygotowało ją na pokonywanie przeszkód.

Po natarczywym dzwonku do drzwi sygnał mikrofalówki poinformował, że jedzenie jest gotowe. Narzuciła szlafrok i bez wahania podążyła wprost do kuchni. Danie brzydko pachniało rozgrzanym plastikiem, ale głód nie pozwalał wybrzydzać. Gdy rozrywała w pośpiechu zabezpieczającą folię, gorąca para poparzyła jej palce. Tymczasem nieproszony gość znów zaczął dzwonić, długo, natrętnie, natarczywie. Trzeciego dzwonka nie mogła już zignorować. Nagle przyszło jej do głowy, że może Angelo wrócił.

Drago oderwał rękę od dzwonka. Omal nie zaklął z bezsilnej złości, że nie zastał nikogo. Przekroczył dozwoloną prędkość, pędząc z lotniska pod podany przez prawnika ciotki adres. Maurio Rochas odkrył, że Jess Harper jest malarką. Prawdopodobnie odnosiła sukcesy, skoro mieszkała w drogiej dzielnicy w północno-zachodnim Londynie w okazałym budynku w stylu art deco, obecnie podzielonym na sześć luksusowych mieszkań.

Maurio nic więcej o niej nie wiedział. Detektyw, którego Drago wynajął, nie dostarczył jeszcze żadnych informacji. Jednak kwestia, dlaczego Angelo pożyczył pieniądze tej Angielce, straciła na znaczeniu wobec nadziei, że jej głos może wybudzić go ze śpiączki.

Gdzie znikła? Może malowała w pracowni? Postanowił spróbować uzyskać adres od sąsiada. Wyczerpany po trzech nieprzespanych nocach, zrozpaczony, że traci czas, gdy Angelo umiera, nacisnął dzwonek po raz trzeci. Dopiero w obliczu zagrożenia życia uświadomił sobie, jak bardzo pokochał tego wrażliwego, poważnego chłopca, któremu zastępował zmarłego ojca. Zrezygnowany, ruszył ku schodom, gdy ktoś otworzył drzwi mieszkania na drugim piętrze.

 

– Och! – westchnął damski głos. – Myślałam, że to ktoś inny.

Drago odwrócił głowę. Na widok drobnej postaci stojącej w progu, zaparło mu dech, jak niegdyś, w latach młodości, gdy stracił głowę dla prześlicznej Rosjanki. Choć teraz miał trzydzieści siedem lat i bogate doświadczenie erotyczne, widok drobnych piersi widocznych przez szlafrok, rozpalił mu krew w żyłach. Z wysiłkiem przeniósł wzrok na idealny owal twarzy o wysokich kościach policzkowych i skośnych, zielonych oczach. Ciemnorude, mokre włosy pięknie kontrastowały z porcelanową cerą. Choć ostatnio znużyły go przelotne romanse, najchętniej porwałby ją w ramiona i kochał do utraty tchu. W skrytości ducha życzył sobie, żeby informacje zebrane przez prawnika okazały się błędne. Ogarnęła go zazdrość, gdy wyobraził ją sobie splecioną w uścisku z Angelem.

– W czym mogę panu pomóc? – wyrwał go z niestosownych rozważań lekko schrypnięty głos gospodyni.

– Pani Jess Harper?

– A kto pyta?

– Drago Cassari. Podobno mój kuzyn, Angelo, mieszkał z panią.

– Kuzyn?! – wykrzyknęła z bezgranicznym zdumieniem. – Twierdził, że nie ma nikogo bliskiego na świecie. Nie do wiary! Czy potrafi pan jakoś udowodnić pokrewieństwo?

Zirytowany jej podejrzliwością, Drago wyciągnął telefon komórkowy i pokazał wspólne zdjęcie z Angelem i jego matką.

– Zrobiliśmy je pół roku temu podczas otwarcia nowego salonu Cassa di Cassari w Mediolanie – wyjaśnił, wręczając jej aparat.

Jess dość długo patrzyła w milczeniu na ekran, zanim w końcu przemówiła:

– To z całą pewnością Angelo, choć nigdy wcześniej nie widziałam go w smokingu. Nie rozumiem, czemu nigdy nie wspomniał o swojej rodzinie – dodała z zakłopotaniem.

Draga bynajmniej nie zdziwiła skrytość Angela. Rodzina Cassarich należała do najbogatszych we Włoszech i przyciągała powszechną uwagę. Dziennikarze od dzieciństwa deptali Dragowi po piętach. Dlatego radził podopiecznemu starannie dobierać przyjaciół. Aczkolwiek zważywszy na kryminalną przeszłość przyjaciółki Angela, jego nauki najwyraźniej poszły w las. Musiał mimo to przyznać, że zdziwiona mina Jess Harper wyglądała niezwykle przekonująco, gdy ponownie zerknęła na fotografię.

– Na Oxford Street widziałam sklep Cassa di Cassari z przepiękną, lecz potwornie drogą pościelą i innymi artykułami do dekoracji wnętrz. Nigdy nie kojarzyłam go z nazwiskiem Angela. Przypuszczam, że to tylko przypadkowa zbieżność. Niemożliwe, żeby pochodził z tak słynnej rodziny.

Drago nie wierzył, że nie była świadoma pokrewieństwa.

– Nasz prapradziadek założył firmę wkrótce po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Po śmierci naszych ojców odziedziczyłem siedemdziesiąt procent udziałów, a Angelo trzydzieści.

Drago zmrużył oczy, gdy wydała okrzyk zdziwienia. Nie potrafił rozstrzygnąć, czy naprawdę nie wiedziała, czy tak świetnie grała nieświadomą. Może żałowała, że nie „pożyczyła” więcej. Postanowił odłożyć wyjaśnienia do czasu, aż Angelo odzyska świadomość. Jess oddała mu telefon.

– Nie wiem, czemu Angelo mnie okłamał ani gdzie obecnie przebywa. Odszedł kilka dni temu, nie mówiąc dokąd. Niestety, nie mogę panu pomóc – dodała, zamykając drzwi, lecz Drago w ostatniej chwili wsunął stopę pomiędzy drzwi i futrynę.

– Leży w szpitalu. Walczy o życie.

Jess zamarła z przerażenia. Złość na Angela, że ją okłamał, ustąpiła miejsca strachowi o jego życie i wyrzutom sumienia, że nie zgłosiła zaginięcia. Uświadomiła sobie, że tak kulturalny młodzieniec nie odszedłby bez pożegnania.

– Czy to… coś poważnego? – spytała drżącym głosem.

– Uległ wypadkowi samochodowemu. Doznał ciężkiego urazu głowy. Jest nieprzytomny od trzech dni.

Jess o mało nie zemdlała. Przypomniała sobie, że wieczór przed zniknięciem Angela usmażyła mu omlet – jedno z niewielu dań, jakie potrafiła przygotować. Podziękował serdecznie, a potem pomógł pozmywać. Gdy nie wrócił następnego dnia, pomyślała, że, nawykły do samotności, zapomniał ją poinformować, dokąd wyjeżdża. Później jednak zaczęła się o niego martwić.

– Przyjechałem zapytać, czy zechciałaby pani odwiedzić go w szpitalu – wyrwał ją z zadumy głos Draga. – Im dłużej pozostaje nieprzytomny, tym większe ryzyko trwałego uszkodzenia mózgu.

– Naprawdę jest z nim tak źle? – wyszeptała z przerażeniem.

Nagle powróciły wspomnienia agonii Daniela po tym, jak jadący z zawrotną prędkością samochód zrzucił go z roweru. Jej szesnastoletni przyjaciel wyglądał, jakby spał, lecz pielęgniarka z oddziału intensywnej terapii wyjaśniła, że mózg przestał pracować i tylko respirator podtrzymuje oddychanie. Jess przeżyła wstrząs, gdy zmarł. Nawet teraz, po latach, na wspomnienie tej tragedii łzy napłynęły jej do oczu. Czy Angelo też umrze? Grobowa mina gościa nie pozostawiała wątpliwości, że to wielce prawdopodobne.

– Oczywiście, że do niego pojadę – zapewniła schrypniętym głosem.

Gdy podniosła wzrok na twarz Draga Cassariego, dostrzegła pewne podobieństwo. Miał taką samą oliwkową skórę i ciemne, prawie czarne włosy, równie gęste, lecz nie kręcone jak u Angela, tylko proste i gładkie. O ile Angela określiłaby mianem ładnego chłopca o subtelnych rysach, łagodnym spojrzeniu i nieśmiałym uśmiechu, o tyle w osobie jego kuzyna widziała modelowy okaz dojrzałej męskiej urody. Nie mogła oderwać wzroku od ukośnych kości policzkowych, hebanowych włosów, ciemnych oczu pod gęstymi brwiami, mocnego zarysu żuchwy i zmysłowych ust. Gdy wyobraziła sobie, jak namiętnie by ją całował, jej serce przyspieszyło rytm. Zawstydzona, odwróciła wzrok.

– Oczywiście, że pojadę do szpitala – powtórzyła. – Tylko coś na siebie włożę.

Ostatnie zdanie uświadomiło jej, że stoi przed obcym zupełnie naga pod szlafrokiem. Drago Cassari niemal rozbierał ją wzrokiem. Dziwny błysk w jego oczach rozbudził dawno tłumione tęsknoty. Nie rozumiała dlaczego. Przywykła do męskiego towarzystwa. Traktowała kolegów z pracy jak kumpli. Tylko raz w życiu kogoś zapragnęła. Przypłaciła swoje zauroczenie upokorzeniem i bólem, który chyba nigdy nie minie.

Później całą energię wkładała w pracę albo też ze strachu przed kolejnym zawodem unikała bliższych zażyłości z płcią przeciwną. Od czasu uczuciowej porażki nie zapragnęła nikogo. Nie potrafiła wyjaśnić, czemu ten obcy tak silnie na nią działa. Nie, żaden obcy tylko kuzyn Angela, sprostowała w myślach, zawstydzona, że pozwoliła sobie na erotyczne fantazje, podczas gdy jej miły lokator potrzebuje ratunku. Wzięła głęboki oddech, przełamała opory i otworzyła drzwi na oścież, by wpuścić atrakcyjnego przybysza do środka.

– Czy zechce pan chwilę zaczekać? – poprosiła. – Wrócę dosłownie za minutę.

– Dziękuję.

Gdy wszedł do środka, Jess odniosła wrażenie, że zajmuje całą wolną przestrzeń w wąskim przedpokoju. Czarne spodnie, koszula i marynarka podkreślały jego wysoki wzrost i atletyczną sylwetkę. Jess oceniła, że mierzy sobie prawie metr dziewięćdziesiąt. Gdy mijał ją w przejściu, zapach wody kolońskiej ze zmysłową nutą piżma rozpalił jej zmysły. Przerażona własną reakcją, wskazała mu drogę do salonu.

– Gdy będzie się pani szykować, zadzwonię do szpitala, spytać o stan Angela – oznajmił. – Mam nadzieję, że ma pani ważny paszport?

Jess zamarła w bezruchu w połowie drogi.

– Po co mi paszport w szpitalu? – spytała z bezgranicznym zdumieniem. – To on nie leży w Royal Free Hospital? Gdzie uległ wypadkowi? Dokąd go zabrano?

Drago podszedł do okna ze wspaniałym widokiem na tereny zielone podmiejskiej dzielnicy Hampstead. Stylowy wystrój wnętrza i piękne umeblowanie potwierdziły jego przypuszczenie, że Jess Harper musi dobrze zarabiać, skoro stać ją na tak luksusowe mieszkanie.

– Rozbił samochód we Włoszech w drodze z lotniska do Wenecji – wyjaśnił, zwracając ponownie wzrok na gospodynię. – Przypuszczam, że wracał do domu, ale tam nie dotarł. Przewieziono go do szpitala w Mestre, w lądowej części Wenecji.

W tym momencie zabrzęczał jego telefon. Drago Cassari popatrzył na ekran.

– Otrzymałem wiadomość, że mój samolot już zatankował paliwo – oświadczył. – Czy będzie pani gotowa do drogi za pięć minut?

ROZDZIAŁ DRUGI

– Samolot? Nie mogę polecieć do Wenecji – zaprotestowała Jess, niemal pewna, że doznała halucynacji po sześciu filiżankach mocnej kawy, które wypiła zamiast lunchu.

– Nie zależy pani na Angelu? Myślałem, że łączy was bliska zażyłość – odparował szorstko.

– Oczywiście, że obchodzi mnie jego los, ale nic nas nie łączy. Poznałam go dwa miesiące temu, gdy zaczął u mnie pracować.

– W jakim charakterze? Podobno jest pani malarką. Pozował pani?

– Nie maluję dzieł sztuki, tylko ściany i sufity – wyjaśniła Jess, wręczając mu wizytówkę z nazwą firmy: T&J Decorators, numerem telefonu i adresem internetowym.

Drago obejrzał ją, po czym przeniósł wzrok z powrotem na Jess. Nie mógł uwierzyć, że ta filigranowa kobietka pracuje fizycznie.

– Projektuje pani dla nich wnętrza czy siedzi w biurze? Trudno uwierzyć, że zarabia pani na życie remontowaniem mieszkań.

– Wykonuję niektóre prace wykończeniowe, ale z zawodu jestem dyplomowanym cieślą – odrzekła z godnością, urażona nutą pogardy, którą wedle własnej oceny usłyszała w jego głosie. – Kieruję też brygadą i pilnuję, żeby moi podwładni wykonywali zlecenia w terminie i przestrzegali bezpieczeństwa i higieny pracy.

– To dość nietypowa kariera dla kobiety – skomentował z niedowierzaniem.

Jess kusiło, żeby mu uświadomić, że niewiele zawodów pozostaje dostępnych dla osób, które porzuciły szkołę i nie zdobyły żadnego wykształcenia.

– Twierdzi pani, że zatrudniła Angela jako malarza? Dlaczego członek jednej z najbogatszych rodzin we Włoszech miałby pracować fizycznie?

– Niech pan mi to wyjaśni. Przyjęłam go, bo brakowało mi rąk do pracy. Prawdę mówiąc, fatalnie mu szło, ale mu współczułam, ponieważ twierdził, że nie ma pieniędzy ani dachu nad głową. Pozwoliłam mu zamieszkać u mnie, póki nie zarobi na wynajem własnego lokum.

Drago Cassari obrzucił ją podejrzliwym spojrzeniem.

– Dlaczego przyjęła pani do siebie obcego człowieka?

– Ponieważ wiem, co to znaczy spaść na samo dno – odrzekła ze smutkiem.

Doskonale pamiętała czasy, gdy nie miała po co żyć, póki przybrani rodzice nie zapewnili jej domu i przyszłości. Wyczuła rozpacz Angela, dlatego chciała mu pomóc, tak jak Margaret i Ted Robbinsowie pomogli jej. Teraz czuła się oszukana. Czemu potomek bogatego rodu zmyślił dramatyczną historyjkę o bezdomności i nędzy?

– Skąd się pan o mnie dowiedział? – spytała zaniepokojona wcześniejszym stwierdzeniem, że o niej słyszał. Nabrała bowiem podejrzeń, że zbierał o niej informacje, może nawet kazał ją śledzić.

– Angelo mówił matce o pani. Przypuszczalnie podał jej adres, pod którym zamieszkał w Londynie.

– Ach… prawdopodobnie tak – wymamrotała niepewnie.

Drago obserwował ją bacznie przez kilka sekund. Nie zamierzał wyjawiać, co wie, póki nie zbierze więcej informacji. Popatrzył na zegarek.

– Musimy już iść.

Jess przygryzła wargę. Żal jej było Angela, ale nie mogła porzucić pracy.

– Przykro mi, ale nie polecę z panem. Prowadzę interes. Zalegamy z robotą i…

– Dziś rano oprzytomniał na chwilę i pytał o panią – przerwał jej Drago w pół zdania, zaglądając głęboko w oczy. – W pani jedyna nadzieja. Być może pani głos go obudzi.

Jess wzięła głęboki oddech.

– Panie Cassari…

– Drago. Ponieważ jest pani przyjaciółką Angela, dajmy spokój formalnościom.

Jess zadrżała, gdy podszedł bliżej i położył jej palec na ustach, żeby ją uciszyć.

– Proszę, Jess. Angelo potrzebuje twojej pomocy. Ja też. Traktuję go jak brata, a nawet jak syna. Zastępowałem mu ojca od czasu, gdy go stracił.

Jak mogła odmówić tak żarliwej prośbie? Ból ścisnął jej serce na myśl, że Angelo walczy o życie. Kilka dni wcześniej słuchała, jak grał na gitarze. Jeżeli istniała jakakolwiek szansa, że go uratuje, musiała spróbować. Zdrowy rozsądek protestował, że to szaleństwo lecieć za granicę z nieznajomym, ale prześladował ją obraz Daniela z ostatniej wizyty w szpitalu. Umarł kilka dni później. Nie pozwolono jej uczestniczyć w pogrzebie. Dyrektor sierocińca orzekł, że to zbyt bolesne przeżycie dla młodziutkiej dziewczyny. Nie otrzymała szansy, żeby go pożegnać.

 

– Dobrze, pojadę z tobą – odpowiedziała drżącym głosem. – Ale najpierw muszę zadzwonić do kilku osób, załatwić sobie zastępstwo w pracy.

Postanowiła powierzyć kierowanie robotą Mike’owi, któremu ufała. Nie wątpiła, że dopilnuje, żeby pracownicy porządnie i terminowo wykonali zlecenie. Niechętnie opuszczała firmę nawet na krótko. Jak większość przedsiębiorców w tej branży odczuła skutki recesji. Na szczęście niedawny przypływ gotówki zapewnił jej stabilność finansową – o ile będzie ciężko pracować i zdobywać nowych klientów.

– Mogę wyjechać tylko na kilka dni – zastrzegła.

Drago bacznie obserwował jej twarz. Patrzył na nią jak drapieżnik na ofiarę. Wytłumaczyła sobie jednak zaraz, że pewnie ponosi ją wyobraźnia. Miał zniewalający uśmiech, ale jedyny prawdziwy powód do niepokoju stanowiła jej własna reakcja na tego człowieka.

– Dziękuję – wymamrotał lekko schrypniętym głosem, od którego ciarki jej przeszły po plecach. – Mam nadzieję, że Angelo zareaguje na twój głos. Kiedy nadejdzie czas wyjazdu z Włoch, zorganizuję ci powrót moim samolotem. – Kiedy rozwiążę zagadkę zaginionego spadku Angela, dodał w myślach.

Wbrew woli jego oczy same podążyły ku wycięciu dekoltu szlafroka. Wyobraził sobie mlecznobiałe uda Jess splecione z własnymi, oliwkowymi. Gdy napotkał jej spojrzenie, rumieniec na policzkach powiedział mu, że odwzajemnia jego pragnienia. W innych okolicznościach uwiódłby tę jasną angielską różę, ale nie mógł sobie pozwolić, by zaślepiła go żądza. Musiał zachować trzeźwy umysł w obliczu walki o życie kuzyna i nierozwikłanej zagadki zaginionych pieniędzy.

– Jeżeli pozwolisz, ubiorę się i szybko zjem kolację – poprosiła Jess. – Nic nie jadłam przez cały dzień. Przygotowałam ją przed twoim przyjściem. Podgrzeję ją w ciągu kilku sekund.

Santa Madonna! Czyżby to twój posiłek tak śmierdział? Myślałem, że to odór z zapchanych rur.

Uraził ją do żywego. Wątpiła, czy kiedykolwiek cierpiał taki głód jak ona w dzieciństwie.

– Przypuszczam, że rzadko jadasz potrawy z mikrofalówki – odburknęła z urazą.

– Nigdy i nie zamierzam próbować. Zjemy w samolocie. Proszę, pospiesz się. Czas nagli. Angelo potrzebuje pilnej pomocy.

Nim wylądowali na lotnisku Marco Polo, Jess zdążyła wyrobić sobie zdanie o Dragu Cassarim. Potężny i władczy, budził powszechny respekt, przypuszczalnie z powodu bajecznego bogactwa. Gdy wkroczyli na pokład, steward w mundurze podprowadził ją do jednej z wyściełanych sof i wręczył lampkę szampana. Później podano im wytworny posiłek, podobny zapewne do tych, jakie serwują w pięciogwiazdkowych hotelach. Czuła się, jakby weszła do innego, nieznanego świata.

W holu lotniska uświadomiła sobie, że jej sprane dżinsy bardzo wyblakły, a skurczony w praniu podkoszulek odsłania kawałek brzucha. Tymczasem Drago wyglądał jak z żurnala. Nieodparcie atrakcyjny, przyciągał spojrzenia wszystkich mijanych pań. Jednodniowy zarost jeszcze dodawał mu męskiego uroku. Podczas lotu cały czas rozmawiał przez telefon po włosku. Posępna mina świadczyła o tym, że nie otrzymał pomyślnych wiadomości. Przerażona Jess błagała w myślach Boga, by zachował Angela przy życiu. Zaprzyjaźnili się, odkąd u niej zamieszkał. Jeszcze nie ochłonęła po usłyszeniu szokującej informacji o jego pokrewieństwie z przerażającym, apodyktycznym mężczyzną, który właśnie otworzył dla niej drzwi i czekał, aż przejdzie.

– Dzwoniłeś do szpitala? – spytała, gdy do niego dołączyła. – Co z Angelem?

– Bez zmian – odrzekł lakonicznie.

Drago nie potrafił rozstrzygnąć, czy troska w głosie Jess jest autentyczna, czy udawana. Podczas podróży usiłował wyrobić sobie o niej zdanie na podstawie skąpych informacji, jakie posiadał. Lecz kiedy patrzył z podziwem na jedwabiste, gęste włosy, które po wyschnięciu przybrały kolor jesiennych liści, zapominał zarówno o jej kryminalnej przeszłości, jak i o tym, że wyłudziła fortunę od jego krewnego.

Modne, obcisłe dżinsy i przykrótka bluzka podkreślały smukłość figury i krągłość drobnych piersi. Z plecakiem i gitarą wyglądała, jakby jechała na festiwal rockowy, a nie do szpitala. Mimo nieodpowiedniego stroju z trudem oderwał od niej wzrok.

– Moi ludzie ostrzegli mnie, że dziennikarze już usłyszeli o wypadku. Prawdopodobnie zawiadomił ich ktoś z personelu – dodał z rozgoryczeniem. – Czatują przy szpitalu i wokół lotniska. Pilnuj się mnie. Mój samochód zaraz nadjedzie. Fico, mój ochroniarz, utoruje nam drogę.

– Zatrudniasz osobistą ochronę? – spytała z bezgranicznym zdumieniem.

– Potrafię się sam obronić, ale ostrożność nigdy nie zawadzi. Jestem znany we Włoszech, a niedawno porwano kilka zamożnych osób. Niejeden gang przestępczy chętnie uwięziłby mnie dla miliardowego okupu. Zadziwiające, co niektórzy ludzie potrafią zrobić dla pieniędzy – dodał, wyraźnie rozbawiony jej zdziwioną miną, gdy uświadomiła sobie poziom jego bogactwa.

Mimo panujących na zewnątrz ciemności, dostrzegła przez szybę tłum ludzi.

– Wezmę twój plecak – zaproponował Drago. Gdy zdjął go z jej ramion, zaskoczyła go jego lekkość. – Niewiele zabrałaś. Mówiłem, żebyś spakowała rzeczy na kilka dni, w razie gdyby Angelo nie od razu zareagował na twój głos.

– Wzięłam wszystkie ubrania, których nie zachlapałam farbą – odrzekła urażona jego arogancją. – Nie posiadam ich wiele.

– I chyba żadnego w stosownym rozmiarze – skomentował z przekąsem, patrząc znacząco na przykrótką, obcisłą bluzeczkę.

Ku przerażeniu Jess piersi jej nabrzmiały pod jego spojrzeniem. Żałowała, że nie zabrała jednego z nielicznych staników. Nie wkładała ich do pracy, żeby nie krępowały ruchów, a kiedy pakowała bagaż, wszystkie jak na złość gdzieś znikły.

Gdy dostrzegła w oczach Draga błysk pożądania i serce zabiło jej mocniej. Żaden mężczyzna tak silnie na nią nie działał od czasu, gdy chodziła z Sebastianem Loxleyem. Lecz Seb jej nie kochał. Samo wspomnienie uczuciowej klęski powinno stanowić wystarczające ostrzeżenie. Tymczasem Drago obserwował ją spod półprzymkniętych powiek, więc nie potrafiła nic odczytać z jego oczu. Odetchnęła z ulgą, gdy w drzwiach stanął postawny mężczyzna i przemówił do niego po włosku.

– Samochód czeka. Idziemy – zarządził Drago po wysłuchaniu raportu.

Ku jej zaskoczeniu ujął ją pod ramię i przyciągnął do siebie. Zmysłowy zapach wody kolońskiej drażnił jej zmysły. Ledwie wyszli, oślepił ją błysk fleszy. Mimo wysiłków ochrony gromada reporterów ruszyła na nich jak stado wilków, przekrzykując się nawzajem po włosku. Dotarcie do oczekującej limuzyny trwało w odczuciu Jess całe wieki. Drago otworzył dla niej drzwi. Zaklął pod nosem na widok gitary.

– Musiałaś ją wziąć? – narzekał. – Chyba oglądałaś za dużo romansów, jeśli wierzysz, że twoja muzyka go obudzi.

– To wcale niewykluczone – prychnęła, oburzona jego sarkazmem. – Ta gitara nie należy do mnie, tylko do Angela. Na pewno zechce ją mieć przy sobie, kiedy odzyska przytomność. Chyba wiesz, ile dla niego znaczy.

– W ogóle nie miałem pojęcia, że umie grać.

– Przecież ciągle gra, naprawdę wspaniale. Marzy o karierze muzycznej. Jak to możliwe, że tak słabo znasz kuzyna, którego uważasz za brata? – dodała, patrząc na niego z nieskrywaną dezaprobatą.

– To, że nie znam jego hobby, nie znaczy, że nie jest mi bliski.

– To nie hobby. To namiętność.

– Namiętność? – powtórzył tak zmysłowym głosem, że nagle zapragnęła, żeby ją pocałował.

Siedzieli sami z tyłu limuzyny, oddzieleni szybą od kierowcy i ochroniarza. Panujące wewnątrz ciemności tworzyły intymny nastrój. Wyglądało na to, że Drago odgadł jej pragnienie. Znów patrzył na nią jak drapieżnik na ofiarę, lecz zaraz obojętnie wzruszył ramionami.

– Przyznaję, że nie wiedziałem o jego zainteresowaniu muzyką. Czy ty też muzykujesz?

– Angelo uczył mnie kilku piosenek, ale niespecjalnie mi szło.