Słońce Sycylii

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Chantelle Shaw
Słońce Sycylii

Tłumaczenie:

Alina Patkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Jakiś mężczyzna chce się z tobą zobaczyć.

Darcey podniosła wzrok znad biurka. Sue, jej zwykle niewzruszona sekretarka, wydawała się dziwnie spłoszona.

– Mówi, że nazywa się Salvatore Castellano – ciągnęła. – Przychodzi z polecenia Jamesa Forbesa i chce umówić terapię dla swojej córki.

– Przecież James wie, że zamykamy oddział – zdziwiła się Darcey. James Forbes był szefem pediatrycznego programu wszczepiania implantów ślimakowych i bardzo głośno potępiał cięcia finansowe, które dotknęły oddział terapii mowy.

Sue wzruszyła ramionami.

– Mówiłam mu, ale on się upiera, że chce się z tobą zobaczyć. Chyba należy do mężczyzn, którzy przywykli dostawać to, czego chcą. Rozumiesz, typ południowca, ciemny i namiętny. I do tego bardzo przystojny, choć jako mężatka z dwudziestoczteroletnim stażem może nie powinnam tego mówić.

Darcey uniosła brwi. Zaintrygował ją mężczyzna, który wywarł na Sue takie wrażenie. Na szczęście nie musiała się obawiać, że sama zareaguje podobnie. Odkąd została rozwódką, zamierzała się zadowalać mężczyznami bezpiecznymi i może nawet nieco nudnymi, ale z pewnością nie tak ostentacyjnie przystojnymi jak jej były mąż. Wyjrzała przez okno. Obok jej samochodu stała lśniąca czarna limuzyna. Jej kontrakt już nie obowiązywał i nie musiała się spotykać z tym Salvatorem Castellano, ale właściwie, co jej zależało? Czekał na nią tylko pusty dom i samotna kolacja, o ile zechce jej się cokolwiek ugotować.

– Możesz go wprowadzić.

Sue wyszła, a Darcey wróciła do porządkowania szuflad w biurku. Wszystkie teczki były już wyjęte z szafek, pozostało tylko pozdejmować ze ścian dyplomy i certyfikaty, które wyszczególniały jej kwalifikacje. Licencjat z wyróżnieniem, wyższe studia z nauk przyrodniczych ze specjalizacją z terapii mowy, dyplom starszego klinicysty dający jej prawo do zajmowania się niesłyszącymi. Niestety, to, że była ekspertem w swojej dziedzinie, nie wystarczyło, by ocalić jej stanowisko pracy. Budżet londyńskiej służby zdrowia został poważnie obcięty i Darcey padła ofiarą zwolnień. Musiała pomyśleć o swojej przyszłości i pogodzić się wreszcie z przeszłością. Zamierzała wziąć sobie kilka miesięcy wolnego na lato i przygotować się do założenia prywatnej praktyki, ale przede wszystkim chciała wreszcie zostawić za sobą rozwód i raz na zawsze przestać myśleć o tym oszuście, byłym mężu.

Spojrzała na tabliczkę na biurku. Gdy wyszła za Marcusa, zmieniła nazwisko na Darcey Rivers i po rozwodzie zachowała to nazwisko, nie chcąc wracać do panieńskiego, które było zbyt dobrze znane. Odkrycie, że Marcus ożenił się z nią, bo miał nadzieję, że wejdzie do słynnej w kręgach teatru rodziny Hartów pomoże mu w karierze aktorskiej, było dla niej bolesnym upokorzeniem. Niestety, była w nim tak zakochana, tak oczarowana jego urodą, dowcipem i urokiem, że impulsywnie przyjęła oświadczyny po zaledwie czterech miesiącach znajomości.

Podeszła do okna i sięgnęła po doniczkę z paprotką, którą odziedziczyła wraz z całym wyposażeniem gabinetu przed dwoma laty, gdy objęła stanowisko starszego specjalisty terapii mowy. Roślina była wtedy niemal zupełnie uschnięta. Sue twierdziła, że ten gatunek paprotki bardzo trudno jest utrzymać w dobrej formie i chciała ją wyrzucić, ale Darcey lubiła wyzwania. Pod jej troskliwą ręką paprotka odżyła i wypuściła całą masę jasnozielonych, koronkowych liści.

– Nie martw się, zabiorę cię ze sobą do domu – mruknęła. Czytała gdzieś, że kwiaty reagują, gdy się do nich mówi, choć była to sprawa tylko między nią a paprotką. W końcu była dorosłą, wykształconą i rozsądną kobietą. Jej rodzina i przyjaciele nie posiadaliby się ze zdumienia, gdyby się dowiedzieli, że rozmawia z kwiatkami.

Drzwi gabinetu znów się otworzyły i Sue wprowadziła mężczyznę. Wpadające przez okno słońce oświetliło jego twarz. Zupełnie nie przypominał Marcusa, ale nie sprawiał też wrażenia nudnego i bezpiecznego, i Darcey zrozumiała, co sekretarka miała na myśli. Ten mężczyzna wyglądał, jakby wyszedł z innego stulecia, z czasów, gdy rycerze toczyli krwawe bitwy na koniach i ratowali damy z opresji. Może sprawiała to niebezpiecznie seksowna kombinacja czarnych dżinsów i takiejże koszuli ze znoszoną skórzaną kurtką na szerokich ramionach, a może imponujący wzrost. Miał dobrze ponad metr dziewięćdziesiąt; gdy wchodził do gabinetu, czubek jego głowy otarł się o futrynę drzwi. Ale prawdziwy wstrząs Darcey poczuła dopiero wtedy, gdy podniosła wzrok na jego twarz. Nie był ładnym chłopcem o konwencjonalnej urodzie, jak Marcus. Miał ostre rysy, kwadratową szczękę, wyrazisty nos, przenikliwe ciemne oczy pod gęstymi brwiami i usta mocno zaciśnięte, jakby rzadko się uśmiechał. Ciemne, niemal czarne włosy opadały mu na ramiona, jakby niewiele dbał o swój wygląd i nie lubił odwiedzać fryzjera. Darcey poczuła nieoczekiwane podniecenie. Odkąd odkryła, że Marcus sypiał z modelką z silikonowym biustem, czuła się martwa i wypalona emocjonalnie, toteż teraz ze zdumieniem wstrzymała oddech. Wyczuła siłę emanującą z tego obcego i po raz pierwszy w życiu uświadomiła sobie zasadniczą różnicę między mężczyzną a kobietą.

Jakoś udało jej się opanować i uśmiechnąć uprzejmie.

– W czym mogę panu pomóc, panie Castellano?

Zerknął na tabliczkę z nazwiskiem na jej biurku i zmarszczył brwi.

– To pani jest Darcey Rivers? – zapytał arogancko, z silnym włoskim akcentem.

– Tak – odpowiedziała chłodno.

– Spodziewałem się kogoś starszego.

James Forbes powiedział mu, że Darcey Rivers jest doświadczoną specjalistką od terapii mowy i w umyśle Salvatorego powstał obraz zasadniczej, siwowłosej kobiety w tweedowej garsonce i okularach. Tymczasem stała przed nim drobna dziewczyna z twarzą w kształcie serca, raczej ładna niż piękna. Usta miała zbyt szerokie, a oczy wydawały się za duże w drobnej twarzy, przez co trochę przypominała elfa. Krótko obcięte brązowe włosy błyszczały w blasku słońca jak jedwab, dopasowany kostium w stylu lat czterdziestych podkreślał szczupłą talię i zaokrąglone biodra. Nogi miała smukłe i zapewne nosiła dziesięciocentymetrowe obcasy, bo chciała się wydawać wyższa.

Zarumieniła się pod jego spojrzeniem.

– Przykro mi, jeśli czuje się pan rozczarowany – rzekła z wyraźną ironią.

– Nie jestem rozczarowany, panno Rivers, raczej zdziwiony. Jak na tak wysokie kwalifikacje, wydaje się pani bardzo młoda.

Darcey dobrze wiedziała, że wygląda na co najmniej pięć lat mniej, niż miała naprawdę. Na studiach i w pracy wciąż musiała walczyć o to, by traktowano ją poważnie.

– Mam dwadzieścia osiem lat – powiedziała sztywno. – A nazwisko Rivers jest po mężu.

– Bardzo przepraszam, pani Rivers. – Wyraz jego twarzy nie zmienił się, ale spojrzenie wciąż się w nią wwiercało. – Cieszę się, że to już jest wyjaśnione. Może teraz usiądziemy i powiem pani, po co tu przyszedłem.

Jego arogancja była irytująca. Darcey miała ochotę mu powiedzieć, by się stąd wynosił, ale zawahała się, gdy zauważyła, że pan Castellano wyraźnie kuleje.

– Strzaskana kość udowa. Skutek wypadku samochodowego – wyjaśnił krótko. – Mam w nodze kilogram żelastwa.

A więc zauważył jej spojrzenie. Znów poczuła się jak szesnastolatka – niedojrzała i pozbawiona pewności siebie, jaką mieli pozostali członkowie jej rodziny. „Nie zachowuj się jak szara myszka, dziecko – powtarzał jej ciągle ojciec. – Graj dla publiczności i uwierz w siebie, bo jeśli ty nie będziesz w siebie wierzyć, to kto ma to robić?”. Często myślała, że dobrze mu mówić. Joshua Hart uważany był za jednego z najlepszych aktorów szekspirowskich. Był charyzmatyczny, podniecający i nieprzewidywalny, ale gdy skupiał się na roli, dzieci schodziły na daleki plan. Oprócz tego, że grał, również pisał sztuki. Trzy z nich wystawiono na West Endzie. Z całą pewnością nie brakowało mu wiary w siebie. „Aktorstwo masz we krwi – powtarzał często córce. – Jak mogłoby być inaczej, skoro odziedziczyłaś geny po mnie i po matce?” Jej matka Claudia również była utalentowaną aktorką, a brat i dwie siostry poszli w ślady rodziców. Tylko Darcey wybrała inną ścieżkę życiową. Joshua nie krył rozczarowania tą decyzją. Czasami Darcey miała wrażenie, że traktował to jak osobistą obrazę. Nigdy nie był łatwy we współżyciu, a w ostatnich latach przepaść między nimi stawała się coraz szersza.

– Pani Rivers?

Głos Salvatorego Castellano przywołał ją do teraźniejszości. Nie czekając na zaproszenie, odsunął sobie krzesło i usiadł, wyciągając sztywno przed siebie chorą nogę. Darcey uznała, że czas już przejąć kontrolę nad sytuacją.

– Obawiam się, panie Castellano, że mogę poświęcić panu tylko kilka minut – stwierdziła krótko. – Mam jeszcze dzisiaj sporo do zrobienia.

Castellano uniósł brwi.

– Chce pani powiedzieć, że jest pani dzisiaj z kimś umówiona? James Forbes mówił, że wasz oddział jest już zamknięty.

Zarumieniła się, bo w gruncie rzeczy nie miała tego dnia nic więcej do roboty. Usiadła za biurkiem i postawiła przed sobą doniczkę z paprotką jak zaporę obronną.

– To prawda. Przyszłam tu tylko po to, żeby posprzątać w gabinecie, ale potem mam własne sprawy.

Ciekaw był, co to za sprawy. Może spieszyło jej się do domu, do męża? Spojrzał na jej lewą rękę. Nie nosiła obrączki. Ale w końcu prywatne życie pani Darcey Rivers nie powinno go interesować.

– Przyszedłem do pani, bo chcę zatrudnić terapeutę mowy, który specjalizuje się w pracy z niesłyszącymi dziećmi, zwłaszcza z takimi, które mają wszczepione implanty ślimakowe – wyjaśnił. – Mojej pięcioletniej córce przed dwoma miesiącami wstawiono takie implanty z obu stron. Rosa cierpi na głęboką utratę słuchu. Komunikuje się językiem migowym, ale nie ma żadnych umiejętności głosowych.

 

Darcey usiadła przy biurku, sądząc, że to miejsce doda jej autorytetu i pewności siebie, ale przekonała się, że Salvatore Castellano z bliska jest jeszcze bardziej atrakcyjny. Otrząsnęła się z tego wrażenia i skupiła na tym, co mówił.

– Czy pańskiej córce zakładano implanty w Anglii?

– Tak. James Forbes jest jej audiologiem.

– W takim razie James na pewno wyjaśnił panu, że choć zamykamy oddział, szpital będzie kontynuował program terapii mowy, ale na mniejszą skalę i ze zmniejszoną liczbą terapeutów. Niestety, to oznacza, że kolejka do badania dzieci będzie dłuższa – powiedziała z żalem.

– Rosa nie kwalifikuje się do programu prowadzonego przez publiczną służbę zdrowia. Była prywatną pacjentką Jamesa.

– Rozumiem – powiedziała Darcey powoli. – Ale nie rozumiem, dlaczego James polecił właśnie mnie? Nawet gdyby oddział miał działać dalej, nie mogłabym zbadać pańskiej córki, bo pracuję… pracowałam – poprawiła się z grymasem – w publicznej służbie zdrowia.

– James mówił, że zamierza pani otworzyć prywatną praktykę.

– Mam nadzieję, że tak się stanie w przyszłości, ale na razie zamierzam wziąć sobie kilka miesięcy wolnego i spędzić lato na południu Francji. Przykro mi, panie Castellano, że nie jestem w stanie panu pomóc, ale mogę podać nazwiska kilku terapeutów, którzy z pewnością chętnie zgodzą się pracować z pańską córką.

Na posągowej twarzy Salvatorego nie widać było rozczarowania, ale znów przeszył ją przenikliwym spojrzeniem i jego głos przybrał stalowe brzmienie.

– James twierdzi, że pani jest najlepsza. Chcę dla mojej córki tego, co najlepsze, i gotów jestem zapłacić każde honorarium, jakie uzna pani za stosowne wyznaczyć.

Darcey zmarszczyła brwi.

– Nie chodzi o pieniądze.

– Pani Rivers, doświadczenie nauczyło mnie, że zawsze chodzi o pieniądze.

Wzburzyło ją szyderstwo w jego głosie. Zapewne sądził, że zdecydowała się otworzyć prywatną praktykę, by więcej zarabiać, ale nic nie mogło być dalsze od prawdy. Zależało jej przede wszystkim na większej swobodzie działania. Chciała wprowadzać w życie własne pomysły i zwiększyć szanse niedosłyszących dzieci na skuteczną terapię. Ten temat bardzo głęboko poruszał ją osobiście. Miała jednak wrażenie, że nawet gdyby próbowała to wyjaśnić, Castellano nie zrozumiałby, zaczęła zatem z innej beczki.

– Oczywiście, rozumiem, że pan, a także mama Rosy, życzylibyście sobie, by terapia zaczęła się jak najszybciej. Wszystkie badania wskazują na to, że dzieci z implantami ślimakowymi mogą rozwinąć zdolności komunikacyjne i językowe, jeśli terapia zostanie wprowadzona wkrótce po założeniu implantów.

Zastanawiała się, gdzie jest matka dziecka. Dziwne, że nie przyszła tu razem z ojcem. W głowie Darcey rozdzwoniły się dzwonki alarmowe. Miała już doświadczenia z rodzicami, którzy nie potrafili się zgodzić co do tego, jakiej pomocy pragną dla swojego dziecka.

– Zakładam, że matka pańskiej córki zgadza się z decyzją o zatrudnieniu terapeuty?

– Moja żona zmarła, gdy Rosa była jeszcze niemowlęciem.

Zaskoczył ją zupełny brak emocji w jego głosie.

– Bardzo mi przykro – wymamrotała, ogarnięta współczuciem dla dziecka. Pomyślała o własnej matce, u której przed sześcioma miesiącami zdiagnozowano złośliwego czerniaka. Na szczęście Claudia dobrze zareagowała na leczenie, ale Darcey pamiętała swoje przygnębienie, gdy obawiała się, że może stracić matkę, i serce jej się ściskało na myśl o córce Salvatorego.

Podniosła na niego wzrok. Przyglądał jej się z napięciem. Z daleka jego oczy wydawały się czarne, teraz jednak dostrzegła, że były ciemnobrązowe, otoczone gęstymi, czarnymi rzęsami. Czy ten człowiek kiedykolwiek się uśmiechał? Przesunęła wzrok na surowe usta, ale zaraz wstrzymała oddech i powiedziała szybko:

– Chciałabym pomóc pańskiej córce, ale jak już wyjaśniłam, przez kilka najbliższych miesięcy nie będzie mnie w kraju.

– Wspomniała pani chyba, że wybiera się na Riwierę Francuską?

– Tak. Moja rodzina ma dom w Le Lavandou. Zamierzam potraktować ten dom jako bazę i podróżować po całym wybrzeżu, może nawet wpaść do Włoch.

Castellano popatrzył na nią z namysłem.

– Brzmi to tak, jakby wybierała się pani sama. Dlaczego mąż z panią nie jedzie?

Już miała na końcu języka, że to nie jego sprawa, ale coś w jego twarzy kazało jej odwrócić wzrok.

– Prawdę mówiąc, jestem rozwiedziona – wyjaśniła sztywno.

– I nie ma w pani życiu nikogo innego? Nikt nie będzie pani towarzyszył?

– Naprawdę nie rozumiem…

– Bo jeśli tak – przerwał jej – to równie dobrze może pani spędzić lato na Sycylii i pomóc mojej córce. Sycylia to najpiękniejsza część Włoch. Choć możliwe, że nie jestem obiektywny.

Kąciki jego ust uniosły się. Nie był to właściwie uśmiech, ale w każdym razie dowód, że ten człowiek nie był zrobiony z lodu, a może nawet miał poczucie humoru.

– Jest pan Sycylijczykiem?

– Do głębi duszy.

Naraz jego akcent stał się wyraźniejszy. Po raz pierwszy od chwili, gdy wszedł do gabinetu, Darcey usłyszała w jego głosie emocje, żarliwą dumę z własnego dziedzictwa.

– Mieszkam w zamku, który jeden z moich przodków zbudował w trzynastym wieku. Nazywa się Torre d’Aquila. Został odnowiony i wyremontowany. Ma wszystkie udogodnienia, jakich można oczekiwać w dwudziestym pierwszym wieku – wyjaśnił na widok powątpiewania na jej twarzy. – Będzie tam pani bardzo wygodnie. Mamy prywatny basen, a niedaleko jest plaża.

Darcey podniosła rękę.

– Panie Castellano, pański zamek z pewnością jest piękny, ale ja jeszcze się nie zgodziłam pojechać na Sycylię. Po pierwsze, nie znam włoskiego i nie będę w stanie pomóc Rosie w nauce ojczystego języka…

– Z kilku powodów zdecydowałem, że lepiej będzie, jeśli nauczy się angielskiego. Moja żona Adriana była w połowie Angielką i chciałbym, żeby Rosa nauczyła się języka swojej matki. Poza tym James Forbes twierdzi, że skoro już słyszy dźwięki dzięki implantom, to być może będzie w stanie nauczyć się również włoskiego.

Darcey skinęła głową.

– Znam dwujęzyczne dzieci z implantami, ale oczywiście na początek należy się skoncentrować na jednym języku. James z pewnością to panu wyjaśnił. Pańska córka słyszy już dźwięki, ale rozwój umiejętności językowych to powolny proces. Będzie potrzebowała wiele wsparcia i cierpliwości ze strony rodziny, a także długotrwałej terapii.

– Rosa potrafi się komunikować przy użyciu brytyjskiego języka migowego. James mówił, że jest pani w nim biegła? – Salvatore pochylił się nad biurkiem i pochwycił jej spojrzenie. – James bardzo pochlebnie wyrażał się o pani profesjonalizmie i umiejętnościach. Ale co najważniejsze, powiedział, że ma pani wiele zrozumienia dla niesłyszących dzieci.

– Moja siostra przeszła w dzieciństwie zapalenie opon mózgowych i utraciła słuch w osiemdziesięciu procentach – wyjaśniła Darcey. – Widziałam, jak Mina walczyła z własną głuchotą i właśnie dlatego zdecydowałam się na pracę z niesłyszącymi dziećmi.

Salvatore usłyszał w jej głosie emocje i wyczuł, że Darcey mięknie. Zdecydowany nie wypuścić tej przewagi z rąk, wyjął z kieszeni portfel, a z niego fotografię córki.

– Rosa jest bardzo nieśmiała i trudno jej nawiązać kontakt z ludźmi. Mam nadzieję, że opanowanie języka doda jej pewności siebie i sądzę, że pani, Darcey, jest w stanie jej to dać. James Forbes jest przekonany, że nikt nie zrobi tego lepiej od pani.

Jego ciemne oczy zdawały się ją hipnotyzować. Udało mu się poruszyć jej emocje. Miał rację. Język był darem, ale większość ludzi uważała zdolność słyszenia dźwięków i mowę za oczywiste. Mina wyznała jej kiedyś, że gdy straciła słuch, czuła się samotna, odizolowana od wszystkich. Popatrzyła na zdjęcie ślicznej dziewczynki z masą ciemnych loków otaczających delikatną twarz. Na fotografii oczywiście nie widać było głuchoty Rosy, ale gdy Darcey przyjrzała się uważniej, dostrzegła wyraz samotności w jej oczach. Właściwie dlaczego nie miałaby się spotkać z tą dziewczynką i sprawdzić, jakie są jej potrzeby? Potem mogłaby przekazać ją w ręce któregoś z kolegów, którzy również dostali wypowiedzenie. Ktoś z nich z pewnością zechciałby się zająć Rosą.

Salvatore zauważył w jej oczach niezdecydowanie. Miała piękne oczy o niezwykłym jasnozielonym odcieniu, dokładnie takim samym jak perydotyt w wisiorku, który nosiła. Delikatny zapach jej perfum z nutą jaśminu i róży drażnił jego zmysły, wzrok przyciągały złociste piegi na nosie i policzkach. Zacisnął usta, przypominając sobie o celu tej wizyty. Jego córka potrzebowała pomocy terapeuty, a pani Rivers miała doskonałe rekomendacje. Fakt, że była atrakcyjna, nie miał żadnego znaczenia.

– Na razie proszę panią tylko o to, żeby spotkała się pani z Rosą w moim londyńskim domu. A potem zobaczymy.

Darcey przygryzła wargę.

– To nie to, że nie chcę pomóc pańskiej córce…

– To dobrze – przerwał jej. – Najlepiej byłoby, gdyby spotkała się pani z nią od razu. – Podniósł się. Był tak wysoki, że Darcey musiała zadrzeć głowę do góry, by na niego spojrzeć. – Czy może pani przełożyć to, co ma pani do zrobienia dzisiaj po południu?

Był jak walec parowy i wyraźnie nie znał słowa „nie”. Musiała jednak przyznać, że podziwia jego determinację.

– Chyba tak – przyznała, rumieniąc się lekko. – Ale jestem już spakowana i w piątek wyjeżdżam do Francji, więc naprawdę nie widzę w tym sensu.

Ciemne oczy nie schodziły z jej twarzy.

– Nie powiedziałaby pani tego na miejscu mojej córki. Rosa, niestety, nie może powiedzieć nic. Nie potrafi wyrazić swoich myśli, nadziei ani lęków.

Darcey zdawała sobie sprawę, że Salvatore Castellano próbuje grać na jej emocjach, ale ta próba okazała się skuteczna. Wyrzuciła ręce do góry w geście poddania.

– Dobrze. Pójdę z panem i sprawdzę, jakiego rodzaju terapii potrzebuje pańska córka, a potem, jeśli pan się zgodzi, przekażę ją pod opiekę któregoś z kolegów. Ale w żadnym razie nie pojadę z panem na Sycylię.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Wezmę samochód – powiedziała Darcey, gdy wyszli na parking. Pomimo chorej nogi Salvatore stawiał dwa razy dłuższe kroki niż ona. Próbowała dotrzymać mu tempa, stukając wysokimi obcasami po asfalcie.

– Nie ma potrzeby, żeby przepychała się pani przez centrum Londynu. Może pani pojechać ze mną. Później podrzucę tu panią z powrotem.

Darcey potrząsnęła głową.

– Nie znam pana, panie Castellano, a nie wsiądę do samochodu obcego człowieka.

Bardzo poważnie traktowała wszystko, co dotyczyło osobistego bezpieczeństwa. Jej rodzice prowadzili obwoźny teatr i oprócz spektakli dla niesłyszących grywali również w szkołach i klubach młodzieżowych, a także prowadzili warsztaty promujące bezpieczne zachowania. Darcey często z nimi występowała, zanim zajęła się własną karierą.

– Obiecuję, że nie będę próbował zgwałcić pani na tylnym siedzeniu – mruknął Salvatore. – Może pani usiąść z przodu, obok szofera.

Przez szyby z przydymionego szkła Darcey dostrzegła we wnętrzu bentleya sylwetkę szofera i poczuła się jak idiotka.

– A co do tego, że jestem obcym człowiekiem – ciągnął Salvatore – czy pija pani wino?

Spojrzała na niego ze zdziwieniem.

– Od czasu do czasu. Mój ojciec interesuje się dobrymi winami i ma sporą kolekcję.

– W takim razie z pewnością będzie wiedział, że najlepsze wina na Sycylii pochodzą z Castellano Estate. – Sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i podał jej wizytówkę. Darcey rozpoznała logo.

– Wino Castellano? Widziałam taką etykietę w supermarketach i sklepach winiarskich. Mój ojciec twierdzi, że to najlepsze wina, jakie kiedykolwiek powstały na Sycylii. – Popatrzyła na niego niepewnie. – Pracuje pan w tej firmie?

– Jestem jej właścicielem – odrzekł chłodno. – A w każdym razie właścicielem winnic, winiarni i sieci dystrybucji, która należy do Castellano Group. Mój ojciec przed rokiem odszedł na emeryturę i teraz ja prowadzę firmę wspólnie z bratem. Sergio odpowiada za nieruchomości. – Otworzył przed nią tylne drzwiczki bentleya. – Skoro już wie pani o mnie wszystko, czy zgodzi się pani pojechać ze mną do Mayfair?

Musiał być rzeczywiście bardzo bogaty, skoro stać go było na dom w najdroższej części Londynu, Darcey jednak potrząsnęła głową.

 

– Mimo wszystko wolę wziąć swój samochód. – Pomyślała, że w ten sposób nie straci kontroli nad sytuacją i będzie mogła wyjść od niego, kiedy zechce. – Pojadę za panem, ale na wszelki wypadek proszę podać mi adres. Wpiszę go w nawigację.

Podał jej kod pocztowy.

– To przy Park Lane, niedaleko Marble Arch. Ze względu na Rosę prościej będzie, jeśli porzucimy oficjalne formy i będziemy się zwracać do siebie po imieniu. Darcey to bardzo ładne imię.

– Jest zarówno irlandzkie, jak i francuskie. Mój ojciec jest w połowie Irlandczykiem, a w połowie Francuzem. To on je wybrał.

– A Salvatore oznacza zbawcę. – Ku zdziwieniu Darcey zaśmiał się szorstko i w jego oczach znów mignęło cierpienie. – Doskonale zdaję sobie sprawę, jakie to ironiczne.

Nie była pewna, co chciał przez to powiedzieć, ale nim zdążyła zapytać, wsunął się na tylne siedzenie bentleya i skrył za przyciemnioną szybą. Darcey zapaliła silnik swojego auta i pojechała za nim. Zaczynała się godzina szczytu. Straciła z oczu bentleya, zanim jeszcze przejechała przez Oxford Street i skręciła w Park Lane. Naprzeciwko znajdowały się Marble Arch i zielona oaza Hyde Parku, ale skupiona na szukaniu adresu, który Salvatore jej podał, nie zwracała uwagi na słynne londyńskie widoki. Zauważyła bentleya zaparkowanego przed imponującą neoklasycystyczną rezydencją. Szybko włączyła kierunkowskaz, zmieniła pas i wcisnęła się na wolne miejsce parkingowe. Salvatore stał na schodach prowadzących do wejścia, zajęty rozmową z atrakcyjną blondynką w bardzo krótkiej spódnicy i bluzce z dużym dekoltem. Kobieta obróciła się na pięcie, chcąc odejść, ale Salvatore zbiegł za nią po schodkach i pochwycił ją za ramię.

Darcey poczuła się nieswojo na myśl, że jest świadkiem sprzeczki kochanków, pozostała zatem w samochodzie. Kobieta wyrwała się z uścisku Salvatorego i wskoczyła do czekającej taksówki, która natychmiast ruszyła. Darcey również miała ochotę odjechać, ale Salvatore już szedł w jej stronę, toteż z westchnieniem wysiadła i stanęła naprzeciwko niego.

– Chyba byłoby lepiej, gdybym sobie pojechała? – powiedziała i na widok jego zmarszczonych brwi dodała: – Widziałam, jak się kłóciłeś ze swoją dziewczyną, i miałam wrażenie, że masz ochotę za nią pojechać.

– To nie była moja dziewczyna – odrzekł Salvatore krótko. Darcey dopiero teraz zauważyła jego napięcie. – Sharon to opiekunka mojej córki. Wynająłem ją przez agencję, gdy przywiozłem Rosę do Anglii na operację wszczepienia implantów. Umówiliśmy się, że pojedzie ze mną na Sycylię i w dalszym ciągu będzie się opiekować moją córką, ale właśnie mi powiedziała, że wróciła do swojego chłopaka i wyjeżdża z nim do Birmingham.

– Więc kto teraz zajmuje się Rosą?

– Sharon mówi, że poprosiła o to jedną z pokojówek.

– Biedne dziecko – powiedziała Darcey łagodnie.

W ciemnych oczach Salvatorego błysnęło uczucie.

– Luisa, niania, która zajmowała się Rosą od pierwszych dni jej życia, wyszła za mąż niedługo przed naszym przyjazdem do Anglii. Trudno było w tak krótkim czasie znaleźć kogoś, kto znałby język migowy. Sharon była jedyną taką osobą w rejestrze agencji. Przyznaję, że kiedy ją przyjmowałem do pracy, nie wiedziałem o jej problemach z chłopakiem. – Spojrzał na Darcey. – Chodź, poznasz moją córkę.

Ruszył w stronę domu. Darcey po chwili wahania poszła za nim.

– Czy Rosa była blisko związana z poprzednią opiekunką?

Salvatore wzruszył ramionami.

– Chyba tak. Moja córka nie pamięta matki. Pamięta tylko Luisę. Sądzę, że na początku za nią tęskniła, ale to odporne dziecko.

Gdy mówił o córce, w jego głosie pojawiał się dziwny dystans. Darcey nie była pewna, czy pięciolatka może być tak odporna, jak sądził, ale nie skomentowała tego. Weszła za nim do holu wyłożonego szarym marmurem i umeblowanego antykami. Przypominał hol pięciogwiazdkowego hotelu i wydawał się równie bezosobowy. Było jasne, że najlepsi projektanci wnętrz dostali tu wolną rękę i nieograniczony budżet. Było to piękne pomieszczenie, ale nie dom. Wydawało się równie zimne i nieprzyjazne jak właściciel. Patrzyła na jego twardy profil, idąc na górę po szerokich schodach.

– To piękny dom.

– Tak sądzisz? Jak na mój gust za dużo tych marmurów, ale chyba robi wrażenie. – W jego tonie zabrzmiała nuta szyderstwa. – Mój brat kupił ten dom jako inwestycję. Potem ożenił się z Angielką i zamierzał urządzić tu swoją bazę w Londynie, ale mają bardzo żywego czteroletniego syna, a teraz w drodze jest kolejne dziecko i rzadko przyjeżdżają do Anglii, dlatego odkupiłem od niego ten dom. Przez większość czasu wynajmuję go szejkowi arabskiemu. Zatrzymałem się tu dopiero kilka miesięcy temu, gdy przywiozłem Rosę na operację.

Otworzył drzwi do pokoju, który najwyraźniej usiłowano przystosować dla dziecka. Na ścianie wisiały plakaty z wróżkami, a w kącie stał duży domek dla lalek. Darcey zauważyła jakiś ruch przy oknie. Z parapetu ześliznęła się dziewczynka i pobiegła w ich stronę. Była wysoka jak na swój wiek i jeszcze ładniejsza niż na zdjęciu. Miała kędzierzawe włosy związane w koński ogon i zdumiewająco piękne ciemne oczy o długich rzęsach. O jej głuchocie świadczyła tylko nieduża słuchawka przy uchu połączona kabelkiem z akumulatorem ukrytym pod koszulką. Darcey wiedziała, że drugi przewód łączy słuchawkę z niedużym krążkiem przyklejonym do głowy dziecka w miejscu, gdzie w kości czaszki wszczepiony był implant.

Na widok ojca Rosa rozpromieniła się, ale podchodząc bliżej, zwolniła i uśmiechnęła się niepewnie. Darcey spodziewała się, że Salvatore pochwyci dziecko w ramiona, ale on tylko pogładził je po głowie jak daleki wujek, który nie potrafi rozmawiać z dziećmi. Na widok błysku żalu w oczach Rosy ogarnęło ją współczucie i miała ochotę go zapytać: dlaczego nie przytulisz swojej córki? Przypomniała sobie chwile, gdy sama w dzieciństwie czuła się odrzucona przez ojca. Joshua nigdy nie był rozmyślnie okrutny, ale zaabsorbowany sobą, często nie zważał na uczucia innych. W dorosłym wieku Darcey zrozumiała jego artystyczny temperament, ale w dzieciństwie bolało ją to i była przekonana, że musiała go czymś rozgniewać.

Pochyliła się i jej twarz znalazła się na wysokości twarzy Rosy.

– Dzień dobry, Roso. Nazywam się Darcey – powiedziała łagodnie, jednocześnie powtarzając to samo językiem migowym.

Dzień dobry – zamigała Rosa, ale nie próbowała się odezwać. Podniosła wzrok na ojca. Gdzie jest Sharon?

Salvatore zawahał się i odpowiedział również językiem migowym.

Musiała odwiedzić przyjaciela.

Kiedy wróci?

Po kolejnej chwili ojciec odmigał.

Nie wróci.

Usta Rosy zadrżały. Darcey zerknęła na Salvatorego, pragnąc, by wziął córkę na ręce i pocieszył, ale on tylko zamigał: Darcey tu przyszła, żeby się z tobą pobawić.

No tak, najłatwiej jest zrzucić problem na kogoś innego, pomyślała Darcey ze złością. Nie potrafiła zrozumieć tego człowieka. Determinacja, żeby znaleźć terapeutę dla Rosy, świadczyła, że troszczy się o córkę, zdawało się jednak, że nie potrafi okazać jej żadnych uczuć. Darcey mogła tylko zgadywać, jaki wpływ jego emocjonalne oddalenie może mieć na pięcioletnią córkę, która wychowywała się bez matki i do tego musiała sobie radzić z głuchotą. Rosa potrzebowała miłości ojca bardziej niż inne dzieci, ale zdawało się, że Salvatore ma serce z kamienia.

– Muszę przeprowadzić obserwację, żeby zdecydować, na jakim poziomie powinna przebiegać terapia Rosy. To zajmie jakąś godzinę. – Zmarszczyła brwi, gdy Salvatore ruszył do wyjścia. – Sądziłam, że zechcesz przy tym być.

– Zostawię cię tu i zadzwonię do agencji, żeby poszukali kogoś na miejsce Sharon. – Nie widział powodu, by jej wyjaśniać, że przed chwilą otrzymał wiadomość od brata, który prosił go o pilny kontakt.

– Ale…

– Rosa z pewnością będzie lepiej reagować, jeśli mnie tu nie będzie – przerwał jej niegrzecznie i zauważył jej ponure spojrzenie. Zapewne nie uważała go za dobrego ojca. Poczuł wyrzuty sumienia. Miała rację; nie był takim ojcem, jakim chciałby być. Prawdę mówiąc, nie wiedział, jak powinien się zachowywać kochający ojciec. Jego ojciec w dzieciństwie był dla niego bardzo odległą postacią, a co do matki – cóż, lepiej było o niej nie wspominać. Miał pięć lat, gdy Patti odeszła. Nigdy nie zrozumiał, dlaczego nie pozwoliła jemu ani bratu nazywać się mamą. Pewnego dnia znikła, zabierając Sergia ze sobą. Salvatore był wtedy przekonany, że matka kochała jego brata i dlatego zabrała go ze sobą do Ameryki. Okazało się, że Sergia również nie kochała. Brat powiedział mu niedawno, że Patti była alkoholiczką i często go biła, gdy wypiła za dużo. Savatore sam nie wiedział, czy poczuł się lepiej, czy gorzej, gdy jego iluzje na temat matki zostały zniszczone. Przez wiele lat stawiał ją na piedestale, przekonany, że nie był wart jej miłości. To przekonanie wciąż było głęboko wrośnięte w jego duszę i może dlatego tak trudno przychodziło mu okazywanie emocji. Żałował, że nie jest inaczej, że nie potrafi okazywać Rosie miłości tak, jak jego brat swojemu synowi, ale w jego duszy wciąż tliło się poczucie winy, że Rosa wychowuje się bez matki, i lęk, że któregoś dnia dowie się prawdy i może go za to znienawidzi.