Grecki kochanek

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Chantelle Shaw
Grecki kochanek

Tłumaczenie:

Piotr Art

ROZDZIAŁ PIERWSZY

O wpół do trzeciej po południu Ateny prażyły się pod bezchmurnym niebem. Powietrze falowało nad schodami prowadzącymi do biurowca Kalakos Shipping, a w promieniach palącego słońca fronton budynku z brązowego szkła sprawiał takie wrażenie, jakby płonął.

Kiedy Louise podeszła do wejścia, drzwi otworzyły się automatycznie. W środku, w minimalistycznym, choć eleganckim wnętrzu, które na szczęście było klimatyzowane, panował przyjemny chłód. Podeszła do recepcji, stukając niemiłosiernie głośno obcasami szpilek o marmurową podłogę.

Recepcjonistka była równie elegancka jak otoczenie i miała dyskretny makijaż. Uśmiechnęła się uprzejmie, pytająco.

– Nazywam się Louise Frobisher. Mam spotkanie z Dimitrim Kalakosem – powiedziała Louise płynnym greckim. Jedną z niewielu zalet koczowniczego trybu życia, jaki wiodła, będąc dzieckiem, był dryg do języków.

Recepcjonistka zerknęła do dziennika spotkań i zmarszczyła idealnie wyregulowane brwi.

– Przykro mi, ale z tego, co widzę, pan Kalakos nie zaplanował dziś spotkania z panią.

Louise była przygotowana na taką odpowiedź.

– To osobista wizyta. Zapewniam, że pan Kalakos bardzo się ucieszy – powiedziała.

Owszem, zdawała sobie sprawę, jak bardzo jest to dalekie od rzeczywistości. Ale zaryzykowała, wiedząc, że Dimitri cieszy się reputacją playboya. Przy odrobinie szczęścia recepcjonistka być może uwierzy, że ma do czynienia z jedną z jego licznych kochanek, o których często donosiły rubryki towarzyskie. To dlatego Louise założyła wysokie szpilki i spódniczkę o dobre kilkanaście centymetrów krótszą od tych, które zwykle nosiła. Rozpuściła też włosy, na co dzień spięte w kok, i nałożyła na twarz grubą warstwę makijażu. Całości dopełniał brylantowy wisiorek w kształcie heraldycznej lilii na złotym łańcuszku. Była to jej jedyna biżuteria, którą odziedziczyła po babci. Miała nadzieję, że babcia Céline spogląda teraz na nią z góry i trzyma kciuki.

Przeczytała kiedyś, że oszuści często osiągają cel dzięki absolutnej bezczelności. Dlatego, kiedy recepcjonistka stwierdziła, że musi to skonsultować z osobistą sekretarką pana Kalakosa, Louise zaśmiała się drwiąco i ruszyła w stronę windy. Znała to miejsce sprzed wielu lat, kiedy jej matka była kochanką Kostasa Kalakosa, i była pewna, że Dimitri zajmuje dziś biuro na najwyższym piętrze. To samo, w którym niegdyś urzędował jej ojciec.

– Dimitri z pewnością mnie przyjmie. I zaręczam, że nie będzie chciał, by mu przeszkadzać przez dłuższy czas – wycedziła na odchodne.

Recepcjonistka spojrzała na nią niepewnie, ale na szczęście zrezygnowała z próby powstrzymania jej siłą. Mimo to, gdy zamknęły się drzwi windy, Louise opuściła brawura. Przypomniała sobie okoliczności spotkania z Dimitrim siedem lat temu. Na wspomnienie upokorzenia, jakiego wówczas doznała, poczuła ucisk w żołądku. Mimo to opanowała się, wiedząc, że Dimitri jest w tej chwili ostatnią osobą, która może uratować jej matkę.

Można było przewidzieć, że z osobistą sekretarką prezesa nie poradzi sobie równie łatwo jak z recepcjonistką. Aletha Pagnotis – jak wynikało z tabliczki na drzwiach – zadzwoniła wprawdzie do szefa i przekazała prośbę o krótkie spotkanie, jednak spotkała się ze zdecydowaną odmową.

– Jeśli poda mi pani cel wizyty, być może pan Kalakos zmieni decyzję – powiedziała Aletha Pagnotis, wyraźnie znużona widokiem nieproszonego gościa, który od pół godziny uparcie siedział w sekretariacie.

Cel był zbyt osobisty, by omawiać go z kimś zupełnie obcym, ale nagle Louise przypomniała sobie, że na Eirenne wszyscy znali ją jako Loulou, bo tak wówczas nazywała ją matka. A ponieważ nosi inne nazwisko niż Tina, być może Dimitri nie skojarzył, kim jest jego gość.

Sekretarka zrobiła zaskoczoną minę, ale poszła do gabinetu szefa, by przekazać mu nową wiadomość od Louise.

Aromat świeżo parzonej kawy miło podrażnił węch Dimitriego. Nie musiał spoglądać na platynowego rolexa, by wiedzieć, że jest punkt trzecia. Aletha zawsze podawała mu kawę o tej porze. Pracowała u niego już od pięciu lat. Dzięki niej sekretariat funkcjonował z precyzją dobrze naoliwionej maszynerii.

Dimitri nie podniósł wzroku znad kolumn liczb, ale był świadomy obecności sekretarki. Usłyszał, że stawia tacę na biurku.

– Dimitri, czy mogę na chwilę oderwać cię od pracy?

Podniósł wzrok i zmarszczył brwi.

– Prosiłem, żeby mi nie przeszkadzać – odparł z lekkim zniecierpliwieniem w głosie.

– Tak, wiem… ale ta młoda kobieta, która wcześniej prosiła o spotkanie, wciąż tu siedzi.

– Przecież powiedziałem, że nie znam żadnej Louise Frobisher. Jeśli nie umie podać ważnego celu wizyty, to radzę wezwać ochronę.

Aletha doskonale odczytała irytację w głosie szefa. Nic bardziej go nie drażniło niż to, że ktoś przeszkadza mu w pracy. Trzydziestotrzyletni Dimitri był jednym z najpotężniejszych biznesmenów w Grecji. Jeszcze zanim po śmierci ojca przejął stery Kalakos Shipping, założył portal internetowy zajmujący się sprzedażą luksusowych towarów na rynkach azjatyckich, i w ciągu kilku lat dorobił się milionów. W środowisku biznesowym znany był jako błyskotliwy i bezwzględny negocjator.

Aletha czasami odnosiła wrażenie, że Dimitri nadal próbuje coś udowodnić własnemu ojcu, który zmarł trzy lata temu. Konflikt między nimi był tajemnicą poliszynela. Bolała nad tym, że nigdy nie zdołali się pogodzić.

Dimitri pracował bardzo ciężko. Od pracowników również wymagał, by wszystko działało jak w zegarku, i płacił im doskonale. Normalnie nie zawracałaby mu głowy kimś, kto pojawił się niezapowiedziany. Ale w niemej determinacji Angielki Aletha wyczuła cień rozpaczy.

– Pani Frobisher powiedziała, że znasz ją sprzed lat jako Loulou. I że chce porozmawiać o Eirenne.

Aletha była przekonana, że wiernie przekazuje wiadomość, ale słysząc własne słowa, uznała, że brzmią raczej śmiesznie, więc zacisnęła dłonie, przygotowując się na wybuch złości szefa.

Dimitri zmrużył oczy i przyglądał jej się przez dłuższą chwilę. Kiedy wreszcie przemówił, nie posiadała się ze zdziwienia.

– Poinformuj ją, że mam dla niej trzy minuty, i zaproś tutaj.

– Kiedy to Loulou Hobbs stała się Louise Frobisher?

Dimitri siedział za ogromnym, mahoniowym biurkiem. Nie podniósł się na powitanie, ale uwadze Louise nie umknęło to, że nadal jest oszałamiająco przystojny.

Kiedy asystentka dyskretnie wyszła z gabinetu, Dimitri rozparł się w fotelu i zlustrował Louise wzrokiem, który sprawił, że się zarumieniła. Teraz żałowała, że nie założyła nieco dłuższej spódniczki. Nie, wcale nie była aż tak krótka, sięgała nieco powyżej kolan. Ale cały ubiór, choć elegancki, był lekko wyzywający i bardzo różnił się od praktycznego, granatowego żakietu, który przeważnie zakładała do pracy w muzeum.

W odróżnieniu od matki, która pragnęła bezustannie znajdować się w centrum zainteresowania, Louise wolała stać w cieniu. Nie przywykła do takich spojrzeń, jakim teraz lustrował ją Dimitri – jak gdyby była wyjątkowo piękna, a on wyobrażał sobie ją nagą. Policzki zapiekły ją jeszcze mocniej.

Przypomniała sobie, że już kiedyś mu się spodobała. Czyżby wybrała taki ubiór, żeby pokazać mu, co stracił? Swego czasu powiedział jej, że jest piękna. Ale pewnie wcale tak nie myślał. Cóż, lepiej nie wspominać tego, co zdarzyło się na Eirenne.

– Czyżbyś wyszła za mąż? Frobisher to nazwisko małżonka?

– Nie, nie jestem zamężna. Zawsze byłam Louise Frobisher. A Loulou… to mama dawniej nazywała mnie tak głupio. A nazwisko mam po ojcu, choć Tina nigdy za niego nie wyszła. Rozstali się, kiedy miałam kilka miesięcy.

Dimitri zmarszczył brwi.

– Nie dziwi mnie, że twój ojciec znalazł się na długiej liście kochanków Tiny. Masz szczęście, że zapamiętała jego nazwisko.

– No proszę, i kto to mówi! – odparowała Louise.

To prawda, że Tina nigdy nie była dobrą matką. Większość dzieciństwa Louise spędziła w rozmaitych szkołach z internatem, podczas gdy matka szalała po Europie w towarzystwie kolejnych mężczyzn. Ale odkąd Tina zachorowała na raka, to już nie ma znaczenia.

– Z tego, co czytam w kolorowych czasopismach, wynika, że jesteś playboyem, który zmienia kobiety jak rękawiczki. Przyznaję, że matka nie jest ideałem, ale czy akurat ty masz prawo ją krytykować? – dodała.

– Przynajmniej nie rozbijam małżeństw – odparł stanowczo. – Nigdy nie ukradłem nikomu partnerki ani nie zrujnowałem szczęśliwego związku. A faktem jest, że przez Tinę ojciec złamał mojej matce serce.

Słowa Dimitriego ugodziły Louise jak seria z automatu. Choć nie miała powodu, by czuć się winna, po raz kolejny pożałowała, że matka wdała się romans z Kostasem Kalakosem.

– Do tanga potrzeba dwojga – powiedziała cicho. – To twój ojciec postanowił zostawić żonę dla Tiny…

– Ponieważ uganiała się za nim i używała wszelkich sztuczek, by go usidlić. Kiedy Tina spotkała go na przyjęciu w Monako, rzekomo przypadkowo, doskonale wiedziała, kim jest. Dostała informację, że ojciec tam będzie, i stanęła na głowie, żeby zdobyć zaproszenie. Miała tylko jeden cel: usidlić bogatego kochanka.

Dimitri z trudem opanował gniew. Kiedy pierwszy raz ujrzał Tinę Hobbs, doskonale wiedział, z kim ma do czynienia – z chciwą ladacznicą, która jak pijawka wsysa się w każdego bogacza na tyle naiwnego, by dać się uwieść wielkiemu biustowi i obietnicy seksualnej nirwany. Właśnie to bolało go najbardziej – że w gruncie rzeczy ojciec okazał się człowiekiem głupim. Stracił do niego szacunek, choć dawniej miał go za idola. Ale zdawał sobie sprawę, że Louise nie miała z tym nic wspólnego. Kiedy ją poznał w trakcie odwiedzin u ojca na jego prywatnej wysepce położonej na Morzu Egejskim, była niezgrabną dziewczynką z aparatem na zębach. Przyjeżdżała tam bardzo rzadko, w zasadzie tylko na wakacje. Natomiast gdy Dimitri wybrał się tam po raz ostatni, już po pamiętnej awanturze z ojcem, niespodziewanie zastał Louise samą. Tyle że nie była już dziewczynką, a dziewiętnastoletnią, inteligentną kobietą, całkowicie nieświadomą własnej urody. A jemu po raz pierwszy w życiu zabrakło słów. Dlatego ją pocałował…

 

Dimitri wrócił myślami do teraźniejszości. Tamte chwile nie są warte wspomnień. Choć trzeba przyznać, że w ciągu siedmiu lat śliczna Loulou wyrosła na przepiękną Louise. Uważnie przyjrzał się jej długim jasnym włosom, które okalały piękną twarz i opadały burzą loków na plecy, szafirowym oczom i kuszącym ustom. Zauważył krągłe piersi obciśnięte szkarłatną marynarką podkreślającą szczupłą talię. Niespodziewanie ogarnęło go pożądanie. Krótka spódniczka nie zakrywała nóg, szczupłych i długich, odzianych w jasne pończochy. Niespiesznie uniósł wzrok, zatrzymując go na jej wargach, miękkich, wilgotnych, lekko rozchylonych. Poczuł chęć, by znów ich posmakować, jak wtedy, wiele lat temu.

Louise wstrzymała oddech. Zdała sobie sprawę, że między nią a Dimitrim dosłownie iskrzy. Sama też nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Kiedy wchodziła do gabinetu, jej pierwszą myślą było to, że Dimitri wygląda wciąż tak samo. Nadal trzyma głowę arogancko podniesioną, jak gdyby wydawało mu się, że jest lepszy od innych. I choć musi być już po trzydziestce, włosy nadal ma kruczoczarne, bez śladu siwizny.

Oczywiście nieco się zmienił. Siedem lat temu wyglądał jak młodzieniec z reklamy wody po goleniu. Teraz rysy jego twarzy zaostrzyły się i nabrały bardziej męskiego wyrazu. Znikł chłopięcy powab, a zastąpiła dzika, samcza uroda.

Kiedy wstał, zauważyła, że jest bardzo wysoki – ma pewnie ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Z niespodziewaną przyjemnością zaczęła podziwiać jego posturę atlety, wąskie biodra i czarne włosy na torsie wystające zza rozpiętej pod szyją koszuli.

Owładnęły nią wspomnienia. Przed oczami stanął jej obraz młodego Dimitriego nad basenem willi na Eirenne, w samych kąpielówkach, tak skąpych, że pozostawiały niewiele do domysłu. Wcale jednak nie potrzebowała wyobrażać go sobie nagiego. Przecież znała każdy skrawek jego skóry. Kiedyś dotykała jej i głaskała ją, czuła na sobie ciężar jego ciała …

– Po co tu przyszłaś?

Zadane obcesowo pytanie gwałtownie przerwało niepokojący tok jej myśli.

– Muszę z tobą porozmawiać – odparła.

– To śmieszne – zauważył Dimitri z ironią w głosie. – Pamiętam, że kiedyś poprosiłem cię o to samo, ale nie uznałaś za stosowne mnie wysłuchać. Dlaczego uważasz, że teraz ja powinienem wysłuchać ciebie?

Louise przyjęła tę aluzję do przeszłości z niemałym zaskoczeniem. Wydawało jej się, że Dimitri już zapomniał o tym krótkim okresie, który spędzili razem. Dla niej były to magiczne dni. Natomiast dla niego, jak się później okazało, nie znaczyły nic.

– Ponieważ z pewnością zainteresuje cię to, co mam do powiedzenia. Wystawiam Eirenne na sprzedaż. Pomyślałam, że może chciałbyś ją kupić.

Dimitri otworzył szeroko oczy, lecz po chwili roześmiał się drwiąco.

– Nie kupić, ale raczej odkupić. Ta wyspa należała do mojej rodziny przez czterdzieści lat, zanim twoja matka przekonała mojego ojca, gdy był na łożu śmierci, by zmienił testament i zostawił Eirenne jej. Nie masz moralnego prawa, by ją sprzedawać. Co więcej, w ogóle nie masz takiego prawa. Jak wiemy, Kostas zostawił ją Tinie.

– Prawdę mówiąc, obecnie ja jestem właścicielką Eirenne. Kilka lat temu mama przepisała wyspę na mnie, więc mam prawny tytuł, by ją sprzedać. A Tina zgadza się z tą decyzją – odparła Louise, przyznając w myślach, że tylko pierwsza część jej wypowiedzi jest prawdziwa. Faktycznie, za namową księgowego matka przepisała kiedyś wyspę na nią, ale wyłącznie ze względów podatkowych. I choć Louise nigdy nie uważała się za właścicielkę Eirenne, postanowiła ją sprzedać, by zdobyć pieniądze na leczenie matki w Stanach Zjednoczonych. Natomiast wcale nie omówiła tego z Tiną, która była zbyt chora, by myśleć o skomplikowanych transakcjach.

Louise spojrzała hardo na Dimitriego i postanowiła, że stawi czoło emanującej z niego agresji.

– Eirenne została wyceniona na trzy miliony funtów. Jestem gotowa sprzedać ją tobie za milion – dodała.

Dimitri zmarszczył brwi.

– Dlaczego cena jest tak niska?

– Ponieważ muszę ją sprzedać szybko.

Nawet nie próbowała wytłumaczyć, że zawsze czuła się bardzo nieswojo, wiedząc, że Kostas Kalakos zapisał wyspę jej matce, a nie własnej rodzinie. Wiedziała, że Dimitri jej nie uwierzy, a poza tym nie chciała wprowadzać do tej propozycji wątków natury emocjonalnej. Potrzebowała tylko szybko pozbyć się wyspy i była pewna, że Dimitri z chęcią ją kupi. Koniec, kropka.

– Wiem, że chciałeś odkupić Eirenne od matki wkrótce po śmierci Kostasa, ale odmówiła. Teraz ja daję ci szansę, żebyś zrealizował ten zamiar.

Dimitri żachnął się.

– Niech zgadnę. Tina chce, żebyś sprzedała wyspę, bo przepuściła wszystkie pieniądze, które zostawił jej Kostas, prawda?

Louise pomyślała, że jego słowa, niestety, są boleśnie bliskie prawdy. Od śmierci Kostasa Tina prowadziła ekstrawaganckie życie, nie zważając na pisma z banku ostrzegające, że jej majątek gwałtownie topnieje.

– Nie mam ochoty dyskutować o przyczynach, ale jeśli nie skorzystasz z oferty, wystawię Eirenne na sprzedaż. Chyba zdajesz sobie sprawę, że zainteresowanie będzie ogromne.

– Zainteresowanie z pewnością. Ale chyba nie zauważyłaś, w jakiej sytuacji gospodarczej znalazła się ostatnio Grecja. Wątpię, żebyś zdołała szybko sprzedać Eirenne. Nie zainwestuje w nią nikt z branży turystycznej, ponieważ, na całe szczęście, wyspa jest zbyt mała, by zabudować ją hotelami.

Powtórzył dokładnie to, co Louise usłyszała od agenta nieruchomości. Poczuła skurcz w żołądku. Matka nie może czekać.

Dimitri przyjrzał jej się uważnie, bo zauważył, że nagle zbladła. Choć sprawiała wrażenie osoby pewnej siebie i zdecydowanej, wyczuwał w niej tę samą wrażliwość i bezbronność co siedem lat temu.

Była wtedy na pierwszym roku studiów. Uwagę Dimitriego przykuł jej entuzjastyczny stosunek do świata, a szczególnie do sztuki. Sam miał dopiero dwadzieścia kilka lat, ale był już znużony korowodami eleganckich kobiet ze śmietanki towarzyskiej, które bez żenady paradowały przed nim w nadziei, że zaciągnie je do łóżka. Natomiast Loulou, którą poznał tamtej wiosny na Eirenne, była zupełnie inna, nie tylko od nich, ale i od nieśmiałej dziewczynki, którą wcześniej ledwie zauważał przy okazji rzadkich spotkań w willi ojca.

Tamtej wiosny potrafili rozmawiać godzinami. O ważnych sprawach. Wkrótce Dimitri zorientował się, że ceni sobie jej przyjaźń i szczerość, że podziwia za urodę, nie tylko fizyczną, ale i wewnętrzną. Wydawało mu się, że trafił na kogoś wyjątkowego. Ale przekonał się, że nie ma racji.

Poczuł lekki żal, ale natychmiast stanowczo wyrzucił go z serca.

– Mam wrażenie, że coś przede mną ukrywasz. Dlaczego chcesz sprzedać wyspę znacznie poniżej wartości? – spytał, ale kiedy nie doczekał się odpowiedzi, wzruszył tylko ramionami. – Dziękuję za propozycję, ale nie jestem już zainteresowany Eirenne. Wiąże się z nią zbyt wiele smutnych wydarzeń, o których wolałbym zapomnieć.

Louise uznała, że pewnie świadomie chce jej zrobić przykrość. Bez wątpienia chodzi mu o romans ojca z jej matką. Dla Tiny Kostas porzucił kiedyś żonę i wyprowadził się z nią na Eirenne.

Dimitri spojrzał znacząco na zegarek.

– Twoje trzy minuty właśnie dobiegły końca. Pracownik ochrony odprowadzi cię do wyjścia z budynku.

– Nie… poczekaj! – Zaskoczona jego reakcją Louise rzuciła się w stronę biurka, nie chcąc dopuścić, by podniósł słuchawkę. A kiedy dotknęła jego dłoni, poczuła gwałtowny dreszcz. Cofnęła rękę i głośno westchnęła.

Czuła na sobie jego spojrzenie, ale była zbyt roztrzęsiona, by podnieść wzrok. Nie była przygotowana na odmowę. Ogarnęła ją gonitwa myśli. Nie ma wyjścia, musi szybko wystawić Eirenne na sprzedaż za tę samą cenę, którą zaproponowała Dimitriemu. Ale istnieje ryzyko, że na kupca poczeka wiele miesięcy, a przecież Tinie nie zostało wiele czasu. Przed oczami stanęła jej mizerna twarz matki i spojrzenie wyrażające ból. Nawet jaskrawoczerwona szminka, którą pielęgniarka codziennie malowała Tinie usta, wyglądała nienaturalnie na tle popielatej cery.

– Boję się, Loulou – wyszeptała Tina, gdy Louise widziała ją ostatnio.

– Wszystko będzie dobrze. Obiecuję – odparła Louise i pocałowała ją na dobranoc.

Zrobi wszystko co w jej mocy, by dotrzymać słowa. Musi zdobyć pieniądze na leczenie. Musi sprzedać Dimitriemu wyspę, która w jej przekonaniu wciąż mu się należy. Suma, jaką uzyska, powinna wystarczyć na opłacenie eksperymentalnej terapii w szpitalu w Massachusetts, oraz na codzienne życie, kiedy Tina wróci już do zdrowia.

Louise pomyślała, że musi wierzyć w szczęśliwe zakończenie. Śmierć matki nie wchodzi w rachubę. Tyle że odmowa ze strony Dimitriego stanowi poważny cios dla jej planów.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Byłam przekonana, że zgodzisz się bez wahania. – Louise miała nadzieję, że Dimitri nie usłyszy tonu rozpaczy w jej głosie. – Pamiętam, jak kiedyś mi powiedziałeś, że Eirenne bardzo wiele dla ciebie znaczy, bo wiążą się z nią cudowne wspomnienia z dzieciństwa.

Dimitri zacisnął zęby.

– Tak, to były cudowne czasy. Dla mnie, mojej siostry i rodziców. Na Eirenne spędzaliśmy każde wakacje. Do czasu, aż Tina zniszczyła naszą rodzinę. A teraz masz czelność proponować mi kupno wyspy, która powinna być moją własnością? Pewnie oddasz pieniądze matce, by mogła nadal żyć w luksusie. Masz mnie za frajera? Lepiej zaproponuj jej, żeby znalazła sobie następnego bogatego kochanka. Albo zajęła się uczciwą pracą. To byłaby dla niej wielka odmiana – zaśmiał się ironicznie. – Pracująca Tina! Coś takiego! Chyba że za pracę uważa się leżenie na plecach.

– Ani słowa więcej! – krzyknęła ostrzegawczo Louise. Potworny obraz matki nakreślony przez Dimitriego doprowadził ją na skraj emocjonalnego załamania. Choć wcale nie dlatego, że był nieprawdziwy. Rzeczywiście, Tina nigdy nie pracowała. Zawsze utrzymywał ją jakiś bogaty kochanek. Do czasu, aż znalazła bogatszego.

Ale to przecież jej matka. Umierająca matka. Louise nie pozwoli, by Dimitri tak jej uwłaczał. Jednak, z drugiej strony, nie może sobie pozwolić, by wyjść stąd z niczym. Trzeba schować dumę do kieszeni.

– Jak już powiedziałam, jestem prawną właścicielką Eirenne i sprzedaję ją, bo potrzebuję pieniędzy – powiedziała opanowanym tonem.

Dimitri zmarszczył brwi.

– Chcesz powiedzieć, że to mają być pieniądze dla ciebie? Na co ci milion funtów?

– Jak to na co? Mam wydatki. – Louise zarumieniła się pod spojrzeniem Dimitriego. Nagana w jego wzroku zabolała jak cios nożem, ale musi go przekonać, że sama potrzebuje pieniędzy. Jeśli Dimitri zorientuje się, że chodzi o Tinę, nigdy nie kupi wyspy. – Z tego co pamiętam, Eirenne jest bardzo ładnym miejscem, ale wolę gotówkę niż szarą skałę na środku morza.

Dimitri postanowił nie okazywać, jak bardzo jest zawiedziony, że Louise okazała się tak podobna do matki. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Siedem lat temu był przekonany, że ma ona, w odróżnieniu od Tiny, kręgosłup moralny. Ale sądząc po eleganckim ubiorze oraz nieco wyzywającej fryzurze i makijażu, lubi zbytek. No i ten wisiorek… Na pewno wart jest fortunę. Nie zdziwiłby się, gdyby dostała go od bogatego kochanka.

A przecież siedem lat temu była taka niewinna. Może nie pod względem seksualnym, choć z drugiej strony, kiedy zaciągnął ją do łóżka, miał wrażenie, że zupełnie brak jej doświadczenia. Początkowo była zawstydzona, trochę się opierała, ale w końcu ogarnęła ją taka namiętność, że trudno byłoby podejrzewać ją o dziewictwo. Nawet teraz pamięta, jak go obejmowała, jak cichutko pojękiwała z rozkoszy, kiedy pieścił ją i całował każdy skrawek jej ciała.

Cóż, pewnie doskonale udawała, pomyślał Dimitri odwracając wzrok w stronę okna. Nieodrodna córeczka mamusi.

Ale dlaczego wciąż tak na niego działa? Tak bardzo, że z chęcią przeskoczyłby przez biurko i chwycił ją w ramiona. Wyobraził sobie, że ją całuje, wciska język między jej wargi, wsuwa dłoń pod spódnicę.

 

Zaklął siarczyście pod nosem. Loulou, którą znał przed laty, odeszła na zawsze. Może istniała tylko w jego wyobraźni? Może on sam ją wówczas gloryfikował, choć nie była tego warta?

Odwrócił wzrok od okna. Kiedy zaproponowała mu kupno Eirenne, automatycznie odmówił. Ale teraz poczuł, że zwycięża w nim instynkt biznesmena. Wyspa jest warta co najmniej dwa razy więcej. A powód, dla którego Louise chce ją sprzedać, jest zupełnie nieważny.

Trzy lata temu jego adwokaci usiłowali podważyć testament ojca, lecz bezskutecznie. Musiał pogodzić się z faktem, że już nigdy nie odzyska wyspy. A teraz niespodziewanie trafia się taka okazja… Byłby głupcem, gdyby pokierował się dumą i z niej zrezygnował.

– Muszę się zastanowić – powiedział.

Louise przez chwilę miała wrażenie, że się przesłyszała. Kilka minut wcześniej Dimitri stanowczo odmówił, a teraz nagle zmienił zdanie?

– Kiedy mi dasz odpowiedź? – spytała. Nie chciała naciskać, ale z drugiej strony wiedziała, jak cenny jest każdy dzień.

– W ciągu trzech dni. Zadzwonię do ciebie do hotelu. Gdzie się zatrzymałaś?

– Nigdzie. Przyleciałam wczoraj wieczorem i wracam jeszcze dziś. Nie mogę zostać.

Dlaczego? – zastanowił się Dimitri. Czyżby miała kochanka, który nie życzy sobie, by opuszczała go na dłużej? Czy to ten, który kupił jej brylantowy wisiorek? Poczuł, że gotuje mu się krew w żyłach. Ale przecież to nie jego interes. I w ogóle go to nie obchodzi.

– W takim razie jak mogę się z tobą skontaktować? – spytał, podając jej notatnik i pióro, a kiedy spojrzał na adres w eleganckiej dzielnicy Paryża, znów poczuł złość. Doskonale wiedział, ile kosztują nieruchomości w tej okolicy. Rok wcześniej kupił tam apartamentowiec. Opanował się jednak i pomyślał, że może Louise ma doskonałą pracę. Nie powinien brać za pewnik, że ktoś ją utrzymuje. W końcu, jak sama stwierdziła, potrzebuje pieniędzy. Z drugiej strony musiałaby robić niezłą karierę, by pozwolić sobie na wynajem mieszkania w bezpośrednim sąsiedztwie Champs-Élysées.

Dimitri miał już dość tej sytuacji. Podszedł do drzwi i otworzył je na oścież.

– Dam ci znać – rzekł.

Louise spojrzała mu prosto w oczy, ale nie wyczytała w nich dosłownie nic. Nie ma wyjścia. Musi poczekać trzy dni, które pewnie będą się ciągnęły w nieskończoność.

– Dziękuję – powiedziała, kierując się do wyjścia na drżących nogach. Mijając Dimitriego poczuła zapach wody kolońskiej wymieszanej z jego własną, męską wonią, której nigdy nie zapomniała. Nagle, bardziej niż czegokolwiek na świecie, zapragnęła rzucić mu się na szyję, przytulić policzek do muskularnego torsu i usłyszeć bicie jego serca. Nie mogła się powstrzymać przed tym, by spojrzeć mu w oczy. Poczuła taką suchość w ustach, że musiała delikatnie zwilżyć wargi językiem.

Dimitri zmrużył oczy. Cóż za kusicielka! Z przerażeniem uświadomił sobie, że ma erekcję. Przez ułamek sekundy nieomal poddał się żarliwemu pragnieniu, by wciągnąć ją z powrotem do gabinetu, zatrzasnąć drzwi i zedrzeć z niej ubranie. Już nie pamiętał, kiedy jakaś kobieta tak na niego podziałała. Zawsze chlubił się tym, że potrafi zapanować nad żądzą, a teraz nie jest w stanie zrozumieć, co się dzieje w jego umyśle i w jego ciele.

– Do widzenia – wycedził przez zaciśnięte zęby.

Kiedy Louise usłyszała, że drzwi się za nią zamknęły, oparła się o ścianę i wzięła głęboki oddech. Nie potrafiła wytłumaczyć sobie, dlaczego Dimitri wciąż wywiera na niej takie wrażenie. To prawda, jest diabelnie urodziwy, ale przecież często zdarza jej się poznawać wyjątkowo przystojnych mężczyzn i nigdy nie ma wrażenia, że dostała cios w splot słoneczny.

Z drugiej strony, nigdy nie spotkała żadnego, który byłby aż tak pociągający jak Dimitri. Przy żadnym nie uginały się pod nią nogi, żaden nie prowokował tak szalonych fantazji seksualnych. Siedem lat temu była nim totalnie zauroczona. Co przerażające, nic się pod tym względem nie zmieniło.

Dimitri podszedł do biurka. Wciąż stał mu przed oczami wyraz niewypowiedzianej ulgi na twarzy Louise, kiedy obwieścił, że rozważy kupno wyspy. Usiadł przy biurku, ale nie mógł się skupić na sprawozdaniu finansowym. W końcu sięgnął po telefon i zadzwonił do prywatnego detektywa, z którego usług korzystał od czasu do czasu.

– Chciałbym uzyskać informacje o niejakiej Louise Frobisher. Mam jej paryski adres. Potrzebuję typowych danych: gdzie pracuje, o ile w ogóle, jakich ma znajomych… kto jest jej kochankiem.

Louise dotarła do domu po północy. Mieszkała tu od czterech lat i miała bardzo blisko do Luwru, gdzie pracowała. Zajmowała mieszkanie na poddaszu, na szóstym piętrze. Było ono niewielkie, ale widok z balkonu na dachy Paryża wynagradzał brak przestrzeni.

Szybko zrzuciła pantofle i odstawiła walizkę. Dwudniowa podróż do Aten była wyjątkowo męcząca, nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Dlatego z wielką radością powitała kotkę Madeleine, która zeskoczyła z poduszki na parapecie i zaczęła się do niej łasić.

– Nie patrz na mnie z takim wyrzutem – powiedziała. – Nie zostawiłam cię samej. Benoit na pewno dobrze o ciebie zadbał.

W ostatnich miesiącach, kiedy Louise spędzała dużo czasu u matki w szpitalu, zawsze mogła liczyć na pomoc mieszkającego piętro niżej sąsiada, Benoita. Zdecydowała, że podziękuje mu jutro, a teraz marzyła tylko o tym, by się przespać. Szybko wzięła prysznic i wskoczyła do łóżka. Niestety, sen nie przychodził. W głowie huczało jej od niepokojących myśli. Spotkanie z Dimitrim okazało się bardziej bolesne, niż przypuszczała. A choć minęło już siedem długich lat, wspomnienia powróciły jak bumerang i nie chciały ulecieć.

Pojechała wtedy na Eirenne w trakcie ferii wielkanocnych. Znajomi ze studiów próbowali ją przekonać, by została w Sheffield, ale wolała przygotować się do egzaminów z dala od wiecznie imprezujących współmieszkańców. Poza tym chciała spędzić dziewiętnaste urodziny z matką. Kiedy jednak dotarła na wyspę, okazało się, że Tina i Kostas właśnie wybierają się w podróż do Dubaju. Nie po raz pierwszy matka zapomniała o jej urodzinach. Od urodzenia Louise żyła w cieniu kochanków Tiny i zdążyła się do tego przyzwyczaić. Trudno. Pocieszyła się myślą, że przynajmniej dobrze przygotuje się do egzaminów. Jednak czuła się samotna na wyspie, na której oprócz niej było tylko kilka osób służby.

Któregoś dnia, znużona nauką, postanowiła wybrać się na przejażdżkę rowerową. Eirenne była malutką wysepką, ale podczas wcześniejszych wizyt Louise nie oddalała się zbytnio od ogromnej willi, którą Kostas wybudował dla kochanki, więc nie znała jej praktycznie w ogóle. Jechała ostrożnie drogą okrążającą wyspę, starannie omijając wyboje. Nagle zza zakrętu wypadł motorower, którego kierowca gwałtownie zboczył, by uniknąć kolizji. Zaskoczona Louise straciła równowagę i przewróciła się na drogę, ocierając skórę na ręce.

– Trzeba uważać! – zawołał kierowca motoroweru, a Louise rozpoznała jego głos, choć widziała Dimitriego tylko parę razy w życiu.

– O mało mnie nie rozjechałeś – próbowała się bronić. – Pirat drogowy! Nieźle zaczęły się moje urodziny. Trzeba było zostać w Anglii.

Wyraz twarzy Dimitriego zmienił się w ułamku sekundy. Roześmiał się głośno i spojrzał na nią z rozbawieniem.

– Czyli jednak potrafisz mówić? Wcześniej zawsze milczałaś w mojej obecności.

– Pewnie wydaje ci się, że robiłeś na mnie piorunujące wrażenie – zawołała Louise i zaczerwieniła się. Za nic w świecie nie przyznałaby się, że jest nim zauroczona od czasu, kiedy skończyła szesnaście lat.

– Krew ci leci z ręki – zauważył Dimitri. – Pozwól, że zabiorę cię do domu i opatrzę ranę.

– Ale Villa Aphrodite jest tam. – Pokazała ręką, widząc, że Dimitri rusza w przeciwną stronę. – Gdzie się zatrzymałeś? Nie widziałam cię od przyjazdu. Wydawało mi się, że po ostatniej awanturze Kostas zabronił ci tu przyjeżdżać.

– Nie mam ochoty przebywać w tym paskudnym, monstrualnym bunkrze, który ojciec postawił dla swojej dziwki – odparł rozgniewany. – Mieszkam w starym domu, który dawno temu wybudował dziadek. Nazwał go Iremia, co znaczy „zacisze”. Choć od czasu, kiedy pojawiła się tu twoja matka, wyspa przestała być zaciszna.