Klejnot Morza Egejskiego

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Maggie Cox
Klejnot Morza Egejskiego

Tłumaczenie

Agnieszka Wąsowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Bilety do kontroli proszę.

Natalie Carr zaledwie zdążyła opaść na fotel. Otworzyła przepastną czerwoną torbę, żeby wyjąć bilet, i z przerażeniem skonstatowała, że nigdzie nie może go znaleźć. Serce zaczęło jej bić jak oszalałe. Mimo to uśmiechnęła się przepraszająco do konduktora.

– Przepraszam… Wiem, że powinien gdzieś tu być…

Ale go nie było. Widocznie zostawiła go w damskiej toalecie, do której poszła tuż przed wejściem na peron. Wyjęła go, żeby sprawdzić numer swojego miejsca, i najwyraźniej zostawiła na blacie obok lustra.

Westchnęła zrezygnowana.

– Obawiam się, że musiałam go zgubić. Chyba zostawiłam w toalecie, w której byłam tuż przed wejściem do pociągu. Jeśli zdążę, mogę po niego wrócić.

– Obawiam się, że będzie pani musiała kupić następny. W przeciwnym razie będę zmuszony poprosić panią o opuszczenie pociągu na najbliższej stacji.

Ton głosu konduktora jasno wskazywał, że nie jest zgodny pójść na żaden kompromis. Natalie nie wiedziała, co zrobić. Nie miała ze sobą gotówki. Ten bilet przysłał jej ojciec, który błagał ją, żeby „nie opuszczała go w potrzebie”. W pośpiechu wzięła ze sobą torebkę, w której miała jedynie trochę drobnych i żadnych kart kredytowych.

– Ale ja koniecznie muszę dotrzeć dziś do Londynu. Nie mógłby pan spisać moich danych, a ja uiszczę opłatę po dotarciu na miejsce?

– Obawiam się, że to niemożliwe…

– Ja zapłacę za tę panią.

Natalie dopiero teraz dostrzegła siedzącego pod oknem pasażera. Była zdziwiona, że do tej pory nie zwróciła na niego uwagi. Jeśli nie zapach jego bez wątpienia kosztownej wody kolońskiej, to doskonale skrojony szary garnitur jasno wskazywał na to, że jest człowiekiem o doskonałym guście i w dodatku bardzo zamożnym. Był opalony, choć nieprzesadnie, miał szafirowe oczy i jasne włosy. Patrzenie na jego twarz było prawdziwą przyjemnością, zupełnie, jakby kontemplowała jakieś dzieło sztuki. Poczuła nieoczekiwaną falę gorąca, która zalała jej ciało. Nie znała tego człowieka i nic o nim nie wiedziała. Nie miała pojęcia, dlaczego zaproponował, że kupi jej bilet. Od razu przyszły jej do głowy artykuły z prasy, gdzie pełno było opowieści o kobietach, które ginęły z rąk „przyzwoitych” mężczyzn.

– To bardzo uprzejmie z pana strony, ale nie mogę przyjąć tej propozycji. Nawet pana nie znam.

Mężczyzna odezwał się cichym głosem z lekkim akcentem, którego nie potrafiła rozpoznać.

– Załatwmy najpierw sprawę biletu, a potem się przedstawię.

– Ale ja naprawdę nie mogę pozwolić, żeby zapłacił pan za mój bilet.

– Dlaczego? Przecież sama pani powiedziała, że jeszcze dziś musi dotrzeć do Londynu.

Rzeczywiście, znalazła się w sytuacji bez wyjścia, i nieznajomy doskonale o tym wiedział. Mimo to wciąż się opierała.

– To prawda, że muszę dojechać do Londynu. Ale przecież się nie znamy.

– Boi się pani mi zaufać? – spytał z lekkim uśmiechem, w którym dało się dostrzec cień rozbawienia. Zakłopotanie Natalie sięgnęło zenitu.

– Bierze pani ten bilet czy nie? – Konduktor nie krył zniecierpliwienia.

– Sama nie wiem…

– Zdecydowanie tak. Dziękujemy. – Mężczyzna jednym zdaniem rozstrzygnął kwestię.

Jej protesty na nic się nie zdały. Ten facet nie tylko wyglądał jak Adonis, ale miał przy tym zniewalający głos, któremu nie potrafiła się oprzeć. Czuła, jak jej opór słabnie.

– Dobrze… jeśli jest pan pewien.

Naprawdę musiała się dostać do Londynu. Poza tym instynkt podpowiadał jej, że ten człowiek nie stanowi żadnego zagrożenia. Mogła jedynie mieć nadzieję, że się nie myli. Konduktor przyglądał im się z zainteresowaniem, jakby się zastanawiał, dlaczego ten przystojny, dobrze wyglądający mężczyzna chce kupić bilet zupełnie obcej osobie. Nie wyglądała na kobietę, która mogłaby zwrócić uwagę takiego mężczyzny. Miała na sobie luźną bluzkę, dżinsy, jasne długie włosy związała z tyłu głowy i prawie nie nosiła makijażu. Dobrze, że przynajmniej podkreśliła ogromne szare oczy kredką, dzięki czemu wyglądała nieco bardziej interesująco.

Musiała dotrzeć dziś do ojca. Nie mogła zapomnieć jego pełnego niepokoju głosu, kiedy zadzwoniła potwierdzić, że dostała bilet i przyjedzie. Musiał być w wielkiej potrzebie, skoro zdecydował się prosić ją o pomoc. Zatem jednak był człowiekiem jak inni, a nie, jak oskarżała go matka, bezduszną maszynką do robienia pieniędzy. Kiedyś słyszała, jak matka zarzuciła mu, że nie jest w stanie nikogo pokochać i że liczy się dla niego tylko praca. To ona właśnie stała się główną przyczyną ich rozstania.

Po rozwodzie matka wyjechała do Hampshire i Natalie, która miała wówczas szesnaście lat, pojechała z nią. Kochała ojca, ale wiedziała, że nie jest to człowiek, z którym mogłaby mieszkać. W ciągu ostatnich lat odwiedzała go tak często, jak mogła, i przekonała się, że doskonale wiedział o tym, że pieniądze nie zastąpią bliskiej osoby.

Od czasu do czasu dało się dostrzec w jego oczach samotność i smutek. N pewno bardzo przeżył rozstanie z rodziną. Pociecha, jakiej szukał w ramionach młodych kobiet, była zwodnicza. Żałował tego, że nie ma już rodziny i nic go już nie cieszyło… nawet sieć małych hoteli, która przyniosła mu fortunę.

– Poproszę o bilet w jedną stronę. I nie musi to być bilet w pierwszej klasie. Zazwyczaj podróżuję drugą.

Nie mogła nie odczuwać zawstydzenia i zakłopotania, kiedy jej towarzysz wyjął kartę kredytową, żeby zapłacić. Cieszyła się, że są jedynymi pasażerami w przedziale. Gdyby ktoś zobaczył ją w tej sytuacji, ze wstydu zapewne zapadłaby się pod ziemię. Nieznajomy nie posłuchał jej prośby i kupił bilet w pierwszej klasie. Mogła mieć tylko nadzieję, że uwierzył w jej tłumaczenie o tym, że ojciec przesłał jej bilet. Nie wyglądała na osobę, która z zasady podróżuje w pierwszej klasie.

Ojciec zawsze podróżował pierwszą klasą i odruchowo kupił Natalie taki sam bilet. Teraz żałowała, że to zrobił.

Konduktor wydał bilet, życzył przyjemnej podróży i wyszedł. Nieznajomy uśmiechnął się i podał jej bilet. Bez słowa wzięła go do ręki.

– To bardzo miłe z pana strony – odezwała się po chwili.

– Cała przyjemność po mojej stronie.

– Zechce pan zapisać mi swoje nazwisko i adres, żebym mogła oddać panu pieniądze?

– Będziemy mieli mnóstwo czasu, żeby się tym zająć. Może załatwimy tę sprawę po dotarciu do Londynu?

Natalie nie wiedziała, co powiedzieć. Z ciężkim westchnieniem położyła torbę na siedzeniu obok.

– Może się sobie przedstawimy, żeby rozluźnić atmosferę? – zaproponował.

– Zgoda. Mam na imię Natalie.

Nie wiedziała, dlaczego nie podała nazwiska. Czyżby dlatego, że ten mężczyzna ją zauroczył? Ile razy była świadkiem tego, jak jej przyjaciółki na widok przystojnych mężczyzn kompletnie traciły głowę? Ale ona była inna. Raczej zostanie sama do końca życia, niż pozwoli sobie uwierzyć w to, że jest kimś innym, niż była w rzeczywistości.

– Ja mam na imię Ludovic, ale rodzina i przyjaciele nazywają mnie Ludo.

– Ludovic? To dość niespotykane imię.

– W naszej rodzinie nosi je większość mężczyzn. A Natalie? Czy to także rodzinne imię?

– Bynajmniej. Zostałam nazwana po przyjaciółce mojej matki, która zmarła, gdy były nastolatkami. Mama zawsze mówiła, że nadała mi to imię na jej cześć.

– To miłe. Jeśli wolno mi to powiedzieć, odnoszę wrażenie, że w pani żyłach płynie domieszka jakiejś innej krwi. Mam rację?

– Jestem pół-Greczynką. Moja mama urodziła się na Krecie, ale przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii w wieku siedemnastu lat.

– A pani ojciec?

– Jest londyńczykiem.

– Zatem ma pani w sobie żar południa i chłód północy. Cóż za fascynująca kombinacja.

– Ujął pan to bardzo poetycko.

Natalie nie chciała być niegrzeczna, ale przed dotarciem do Londynu potrzebowała trochę czasu dla siebie. Zmarszczyła brwi.

– Widzę, że panią obraziłem. Proszę mi wybaczyć, nie miałem takiego zamiaru.

– Nie chodzi o to. Tyle tylko, że muszę jeszcze parę rzeczy przemyśleć przed spotkaniem, które mnie czeka.

– To spotkanie związane z pracą?

Uśmiechnęła się lekko.

– Mówiłam panu, że to tata przesłał mi bilet. Jadę się z nim zobaczyć. Ostatni raz widzieliśmy się ponad trzy miesiące temu i rozmawiając z nim, odniosłam wrażenie, że ma jakieś zmartwienie. Mam nadzieję, że to nic związanego ze zdrowiem. Przebył już jeden zawał.

– Przykro mi to słyszeć. Mieszka w mieście?

– Tak.

– A pani w Hampshire?

– Tak. Mieszkam z matką w niewielkiej wiosce Stillwater. Zna ją pan?

– Tak się składa, że znam. Mam dom niedaleko stamtąd w Winter Lake.

– Och!

Winter Lake było jednym z bardziej znanych kurortów w Hampshire. Miejscowi ludzie nazywali to miasteczko Osadą Milionerów. Ludovic musiał być bardzo majętny, skoro miał tak dom. Nie wiedzieć czemu, świadomość tego faktu sprawiła, że poczuła się nieswojo.

Pochylił się nieco do przodu i położył rękę na oparciu fotela. Dostrzegła przy tym na jego palcu złoty sygnet z onyksem, który zapewne był jakimś rodzinnym klejnotem.

– Skoro mieszka pani z matką, domyślam się, że pani rodzice są rozwiedzieni?

– To prawda.

– Jest pani bardzo związana z ojcem?

To niespodziewane pytanie całkiem ją zaskoczyło. Spojrzała w ocienione długimi rzęsami niebieskie oczy, zastanawiając się, co odpowiedzieć. I jak dużo może wyznać temu nieznajomemu.

 

– W przeszłości byliśmy sobie bardzo bliscy. Po rozwodzie rodziców sprawy nieco się skomplikowały. Ostatnie lata były znacznie lepsze. Poza tym to mój jedyny ojciec i zależy mi na nim. Dlatego tak bardzo chcę dotrzeć do Londynu i przekonać się, co go trapi.

– Pani ojciec jest bardzo szczęśliwym człowiekiem, że ma taką oddaną i troskliwą córkę.

– Staram się taką być. Choć, jeśli mam być szczera, czasami z trudem mi to przychodzi. Mój ojciec nie jest łatwym człowiekiem i niekiedy naprawdę trudno go zrozumieć. – Co ją podkusiło, żeby opowiadać temu nieznajomemu takie intymne szczegóły z ich życia?

– A pan ma dzieci? – spytała, żeby zmienić temat.

Po jego twarzy przebiegł cień i Natalie natychmiast pożałowała, że zadała to pytanie.

– Nie. Dzieci potrzebują stabilizacji, a w obecnej chwili moje życie nie jest zbyt uporządkowane.

– Zgaduję, że nie jest pan obecnie w stałym związku?

Miała wrażenie, że w jego oczach dostrzegła cień rozbawienia. Natychmiast pożałowała tego pytania. Dlaczego miałby chcieć oświecić ją w kwestii swojego życia osobistego? W końcu była jedynie przypadkowo spotkaną osobą, z którą nic go nie łączyło.

– Rzeczywiście.

Tą enigmatyczną odpowiedzią zakończył temat. Natalie stłumiła ziewnięcie i uśmiechnęła się przepraszająco.

– Jeśli nie ma pan nic przeciwko temu, chyba się trochę zdrzemnę. Wczoraj późno wróciłam z kolacji i teraz brak snu daje o sobie znać.

– Proszę się nie krępować. Ja mam trochę pracy do zrobienia, więc doskonale się składa. – Ludo skinął w kierunku otwartego na stoliku laptopa. – Porozmawiamy później.

Zabrzmiało to jak obietnica.

Natalie wygodnie oparła głowę o zagłówek i po chwili zasnęła.

Byli w ogrodzie ich domu w Londynie. Tata trzymał ją na rękach i obracał w powietrzu dookoła.

– Tato, przestań! Kręci mi się w głowie – krzyczała.

Nad ich głowami świeciło piękne słońce i zewsząd dochodził śpiew ptaków. Była szczęśliwa. Idyllę przerwała matka, wołając ich na herbatę.

Sen skończył się równie nagle, jak się zaczął. Niestety, był to tylko sen. Sen, w którym czuła się bezpieczna i kochana, a jej rodzice byli ze sobą szczęśliwi.

Powoli wracała do rzeczywistości. Usłyszała dźwięk przesuwanych drzwi i do przedziału zajrzała kelnerka, pchając przed sobą wózek z napojami i przekąskami.

– Życzy pan sobie czegoś do picia, sir? – spytała Ludovica.

Ludo uniósł brwi i spojrzał pytająco na Natalie.

– Widzę, że wróciła pani do świata żywych. Ma pani ochotę na kawę i kanapkę? Jest już prawie pora na lunch.

– Naprawdę? – Poprawiła się w fotelu i automatycznie spojrzała na zegarek. Ze zdumieniem skonstatowała, że spała ponad godzinę.

– Chętnie napiję się kawy.

– Jaką pani pije? Z mleczkiem?

– Z mleczkiem i z cukrem, poproszę.

– A co z kanapką? – Zwrócił się do kelnerki. – Poproszę o menu.

Kobieta podała mu menu, a on wręczył je Natalie. Spojrzała na wydrukowaną złotą czcionką listę.

– Wezmę tę z szynką i ciemnym pieczywem. Dziękuję.

– Ja poproszę o to samo, tylko kawa czarna.

Poczekał na zrealizowanie zamówienia, po czym odezwał się ponownie.

– Miałem wrażenie, że coś się pani śniło – zauważył.

Natalie znieruchomiała.

– Czyżbym mówiła przez sen?

– Nie, ale za to lekko pani pochrapywała.

No tak, tego jej tylko brakowało.

– Ja nie chrapię – odparła obronnym tonem. – A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

– Pani chłopak z pewnością jest zbyt grzeczny, żeby pani o tym powiedzieć – uśmiechnął się i upił łyk kawy.

– Nie mam chłopaka, a gdybym nawet miała, nie powinien pan od razu zakładać, że…

– Że ze sobą sypiacie? – dokończył za nią gładko.

Natalie nie chciała mu się wydać niedoświadczona i naiwna. Ugryzła kawałek kanapki i posłodziła kawę.

– Całkiem dobra. Nie zdawałam sobie sprawy, że jestem taka głodna. To chyba dlatego, że nie zjadłam dziś śniadania.

– Porządne śniadanie to podstawa udanego dnia.

– Moja mama zawsze to powtarza.

– Wspomniała pani, że pochodzi z Krety?

Natalie wychowała się na opowieściach matki o rodzinnym kraju. Ona sama była w Grecji zaledwie kilka razy.

– To prawda. Był pan tam kiedyś?

– Byłem. To piękna wyspa.

– Mnie też się podoba. Chętnie bym tam jeszcze pojechała. – Jej zielone oczy zalśniły. – Ciągle jednak coś staje na przeszkodzie. Jak nie praca, to inne zobowiązania.

– Pani kariera musi pochłaniać wiele czasu.

Natalie uśmiechnęła się.

– Nie nazwałabym tego karierą, ale lubię swoją pracę. Razem z mamą prowadzimy niewielki pensjonat.

– Co sprawia pani szczególną przyjemność? Codzienne prowadzenie pensjonatu czy też raczej związane z tym sprawy formalne i finansowe?

Natalie zajęła się prowadzeniem pensjonatu dlatego, że jej ojciec był właścicielem sieci doskonale prosperujących hoteli. To od niego wiele się nauczyła i polubiła to zajęcie.

– Szczerze mówiąc, lubię wszystkie aspekty tej pracy, jednak większość spotkań biznesowych prowadzi moja mama. Jest doskonałą menedżerką i kucharką. Goście po prostu ją uwielbiają. Ja zajmuję się głównie sprawami formalnymi i doglądaniem wszystkiego. Przychodzi mi to z większą naturalnością niż jej.

– Lubi pani być za coś odpowiedzialna?

Jego pytanie wprawiło ją w zakłopotanie. Czyżby uważał, że się przechwala?

– Czy zabrzmiało to tak, jakbym była typem agresywnej bizneswomen?

Przystojny rozmówca potrząsnął przecząco głową.

– Bynajmniej. Zresztą nie ma nic złego w tym, że jest się stanowczym w interesach, zwłaszcza kiedy sytuacja tego wymaga. W moim przekonaniu to duża zaleta.

– Dziękuję. – Natalie z wdzięcznością przyjęła komplement, jednocześnie uzmysławiając sobie, że Ludo prawie wcale nie mówi o sobie.

Ciekawe, czym się zajmował. Sądząc po ubraniu, musiał doskonale zarabiać. Chętnie by się czegoś o nim dowiedziała. Postanowiła zadać mu kilka pytań.

– Nie obrazi się pan, jeśli spytam, jak pan zarabia na życie?

Ludo spojrzał przed siebie, po czym z czarującym uśmiechem zwrócił wzrok na nią. Wstrzymała oddech, odwzajemniając spojrzenie.

– Prowadzę bardzo rozległe interesy w różnych branżach.

– Można więc powiedzieć, że jest pan biznesmenem?

W odpowiedzi wzruszył ramionami. Dlaczego był taki tajemniczy? Czyżby myślał, że jest zainteresowana jego pieniędzmi? Nie, po tym co dla niej zrobił, nie mogła tak o nim myśleć.

– Nie chciałbym psuć pani podróży opowiadaniem o tym, co robię. Zresztą, wolę rozmawiać o pani.

– Powiedziałam już panu, czym się zajmuję.

– Ale to jeszcze nie mówi, kim pani jest. Chciałbym się więcej dowiedzieć o pani życiu, o tym, co panią interesuje i co pani lubi.

Zarumieniła się. Jego wyznanie sprawiło jej niekłamaną przyjemność. Ostatni raz czuła coś podobnego, kiedy w szkole pocałował ją chłopak, który bardzo jej się wówczas spodobał. Ta fascynacja minęła po kilku miesiącach, ale do tej pory pamiętała uczucie podniecenia, jakiego doświadczyła, gdy ją całował. Pocałunek był niewinny i czuły i zrobił na niej wielkie wrażenie.

Przejechała palcami przez włosy i spuściła oczy. Czuła na sobie wzrok Ludovica. Jak by to było, gdyby teraz ją pocałował? Na pewno zupełnie inaczej niż wtedy w szkole.

Zrobiła głęboki wdech, żeby się uspokoić.

– Jeśli pyta pan o moje hobby i zainteresowania, to jestem pewna, że wydadzą się panu zupełnie zwyczajne, żeby nie powiedzieć nudne.

– Proszę spróbować.

Omal nie powiedziała na głos tego, co pomyślała: Kiedy patrzy pan na mnie w ten sposób, nie mogę się na niczym skoncentrować. Nie mogę oderwać wzroku od dołeczków, które pojawiają się w pana policzkach, gdy się pan uśmiecha.

Zaskoczona wrażeniem, jakie ta myśl na niej zrobiła, pospiesznie odwróciła wzrok.

– Lubię niewyszukane rozrywki. Czytanie, chodzenie do kina. Uwielbiam oglądać filmy, dzięki którym mogę zapomnieć na chwilę o szarej rzeczywistości i przenieść się w inny świat. Dużo słucham muzyki i bardzo lubię długie spacery, zwłaszcza po plaży.

– Nie widzę w tym nic zwyczajnego ani nudnego. Czasami okazuje się, że te najprostsze czynności, które uważamy za dane raz na zawsze, są najlepsze. Zgodzi się pani ze mną? Ja mogę jedynie żałować, że nie mam wystarczająco dużo czasu na te proste przyjemności.

– Przecież to niemożliwe, żeby był pan zajęty przez cały czas. Nie można pracować dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Ludo zdawał się rozważać jej słowa. Nie spuszczał z niej wzroku i kiedy minęła dłuższa chwila, Natalie zaczęła się czuć nieswojo. Spojrzała na zegarek.

– Wkrótce dojedziemy do Londynu – oznajmiła, sięgając po torebkę. Wyjęła z niej długopis i notes. – Może mi pan podyktować swoje nazwisko i adres?

– Równie dobrze możemy to zrobić, kiedy wysiądziemy z pociągu.

Zaczął jeść kanapkę, jakby był przekonany, że Natalie nie będzie mu się sprzeciwiać. Przez chwilę miała nawet zamiar to zrobić, ale zrezygnowała.

– Po prostu zawsze spłacam swoje długi. Nie lubię być nikomu nic winna.

Pogrążyła się w milczeniu. Widząc, że nie dokończyła lunchu, Ludo zmarszczył brwi.

– Niech pani skończy kanapkę – poradził. – Nie jadła pani śniadania, a ma pani przed sobą trudne spotkanie z ojcem.

– Trudne?

– Wyczerpujące emocjonalnie. Jeśli rzeczywiście ma jakiś problem, nie będzie to łatwe dla żadnego z was.

Jego uwaga ponownie rozbudziła w niej niepokój. Jeśli stan zdrowia ojca się pogorszył, to bardzo się zmartwi. Mieli za sobą różne chwile, ale kochała go i nie zniosłaby, gdyby opuścił ją w tak młodym wieku. Miał zaledwie sześćdziesiąt lat.

– Ma pan rację. Na pewno oboje to przeżyjemy. – W zamyśleniu ugryzła kawałek kanapki.

– Jestem przekonany, że niezależnie od tego, co się wydarzy, oboje będziecie dla siebie wsparciem.

W tej chwili zadzwonił telefon Ludovica. Spojrzał na wyświetlacz, żeby sprawdzić, kto to.

– Obawiam się, że będę musiał odebrać. Wyjdę na korytarz.

Kiedy wstał, zobaczyła, jak bardzo jest wysoki. Był zbudowany jak atleta, co dawało się dostrzec nawet pod tym doskonale skrojonym garniturem. Nie mogła oderwać od niego wzroku, niczym zachwycona nastolatka wpatrzona w swojego idola. Skinęła głową w geście przyzwolenia.

– Naturalnie, bardzo proszę.

Kiedy drzwi przedziału otworzyły się, postąpił krok do przodu, ale zatrzymał się na chwilę i zwrócił w jej stronę.

– Tylko niech mi pani przez ten czas nie ucieknie, Natalie, dobrze?

ROZDZIAŁ DRUGI

– Mam nadzieję, że wszystkie dokumenty są przygotowane?

Osobisty asystent Ludovica, Nick, z którym rozmawiał przez telefon, potwierdził, że wszystko jest w absolutnym porządku.

– Umówiłeś spotkanie na jutro, tak jak prosiłem?

– Tak. Nasz klient ma przyjechać do biura razem ze swoim prawnikiem na dziesiątą czterdzieści pięć. Tak jak pan prosił.

– Pamiętałeś o tym, żeby powiadomić Godricha?

– Naturalnie.

– Dobrze. Wygląda na to, że wszystko załatwiłeś. W takim razie do zobaczenia w biurze. Przejrzymy jeszcze raz dokumenty, żeby się upewnić, czy wszystko jest w dopięte na ostatni guzik.

Ludo skończył rozmowę i oparł się o ścianę przedziału. Odczuwał nietypowe zdenerwowanie. Nie chodziło o czekającą go rozmowę. Był znany z podejmowania śmiałych decyzji, które niektórzy uważali za nieco ryzykowne. Tak w końcu zdobył fortunę.

Nie. Przyczyną jego niepokoju była towarzyszka podróży. Jak to możliwe, żeby tak niepozorna dziewczyna, szczupła i drobna, z długimi jasnymi włosami i ogromnymi zielonymi oczami zawładnęła jego wyobraźnią?

Potrząsnął z niedowierzaniem głową. W niczym nie przypominała długonogich piękności, z którymi zazwyczaj się spotykał. Odkąd usłyszał jej słodki głos, zupełnie go zauroczyła. A jeszcze na dodatek okazała się pół-Greczynką. Cóż za niesłychany zbieg okoliczności.

Wyjrzał przez okno na mijaną okolicę. Przemysłowe budynki wskazywały na to, że dojeżdżają do miasta. Powoli zbliżał się moment, w którym będzie musiał podjąć decyzję, czy chce się poddać zauroczeniu, jakie odczuwał, czy też nie. Natalie chciała zwrócić mu pieniądze za bilet, choć on niechętnie dawał swój prywatny adres obcym ludziom, nawet tak uroczym i ładnym jak ona.

 

Choć w interesach często kierował się intuicją, w życiu prywatnym nigdy nie podejmował nieprzemyślanych decyzji. Doskonale wiedział, jak zwodnicze może być pożądanie i dokąd może człowieka zaprowadzić. Miał w tym zakresie niezbyt dobre doświadczenia. Chętnie obdarowywał swoje kobiety drogimi podarkami. Dawał im piękne stroje, cenną biżuterię, ale one zawsze pragnęły więcej. Miały oczekiwania, których nie był w stanie spełnić. Większość z nich najchętniej zaprowadziłaby go przed ołtarz. A na to nie chciał się zgodzić, niezależnie od tego, jak bardzo jego ukochana rodzina przypominała mu, że już najwyższa pora, by się ustatkował.

Jego matka pragnęła zostać babcią. Jej jedyny syn miał już trzydzieści sześć lat i nic nie wskazywało na to, żeby miał spełnić to marzenie. Miała nadzieję, że w końcu pozna „odpowiednią” kobietę, czyli taką, która spełni oczekiwania jej i męża. Niełatwo było jednak spotkać taką, która bardziej niż jego majątku pragnęłaby jego samego i dzieci. Ludo jak magnes przyciągał do siebie płytkie, czasami nawet zepsute kobiety, których powinien unikać jak ognia.

Prawda była taka, że miał już serdecznie dosyć całej tej szopki z małżeństwem. W skrytości ducha marzył o poznaniu kobiety podobnej do niego – ciepłej, inteligentnej, obdarzonej poczuciem humoru i łagodnym usposobieniem. Dlatego nie chciał zdradzić Natalie, kim jest. Gdyby się dowiedziała, jak bardzo jest bogaty i w jakim środowisku się obraca, nigdy nie miałby pewności, czy spotyka się z nim dla niego, czy też dla jego pieniędzy. I tak już zdradził jej, że mieszka w Winter Lake. Zresztą, zapewne i bez tego domyśliła się, że jest zamożny. Podróżował pierwszą klasą, kupił jej bilet i miał na sobie drogi garnitur.

Powiedziała mu, że bilet przysłał jej ojciec. Czy to oznaczało, że był bogatym człowiekiem? Jeśli tak, to Natalie zapewne przywykła do życia na pewnym poziomie. Czy szukała kogoś równie majętnego jak ona?

Ludo uznał, że zamiast dawać jej swój adres, poprosi ją o telefon. W ten sposób będzie miał kontrolę nad sytuacją. Umówi się z nią na drinka i zorientuje co do jej zamiarów. Jeśli sprawy między nimi ułożą się pomyślnie, chętnie zdradzi jej więcej szczegółów dotyczących własnego życia.

Zadowolony z podjętej decyzji, westchnął głęboko i wsunął telefon do kieszeni marynarki. Zanim nacisnął przycisk otwierający drzwi, spojrzał przez szybę na siedzącą w środku dziewczynę. Z podpartą na zwiniętej dłoni brodą wyglądała przez okno. Na ten widok automatycznie się uśmiechnął. Nie mógł się już doczekać, kiedy zaproponuje jej spotkanie. W końcu dlaczego miałaby się nie zgodzić?

– Nie rozumiem. Mówi pan, że mamy się spotkać na drinka?

Natalie patrzyła z niedowierzaniem na stojącego obok niej Adonisa. Najwyraźniej się przesłyszała. Propozycja Ludovica zabrzmiała tak, jakby zapraszał ją na randkę. Dlaczego jednak miałby to robić? To nie miało żadnego sensu. Może po prostu źle go zrozumiała.

Stali na peronie i nie było kobiety, która by się za nim nie obejrzała. Na pewno zastanawiały się, jak to możliwe, żeby taka szara myszka jak ona na tak długo przykuła jego uwagę.

– Dokładnie tak.

Jego błękitne oczy patrzyły na nią intensywnie. Siła tego wzroku sprawiała, że czuła się jak targana wiatrem chorągiewka, która w każdej chwili może zostać porwana przez wichurę. Przycisnęła do siebie czerwoną torbę, jakby była to tarcza ochronna. Propozycja Ludovica zamiast poprawić jej samopoczucie, sprawiła, że poczuła się niepewnie. Fakt, że była ubrana w dżinsy i indyjską bluzkę, wcale jej nie pomagał.

– Ale dlaczego? Poprosiłam jedynie o pański adres, żeby zwrócić pieniądze za bilet. Powiedział pan, że jest bardzo zajętym człowiekiem. Po co więc zapraszać mnie na drinka, kiedy najzwyczajniej w świecie mogłabym przesłać panu czek?

Potrząsnął głową, jakby jej odpowiedź go rozbawiła. Najwyraźniej nie był przyzwyczajony do tego, żeby kobiety mu się sprzeciwiały.

– Powiedzmy, że robię to po to, aby znów się z panią zobaczyć, Natalie. Czy taka możliwość nie powstała w pani głowie? W końcu powiedziała mi pani w pociągu, że z nikim się aktualnie nie spotyka.

Rzeczywiście tak było. Zrobiła to po uwadze Ludovica na temat chrapania. Na samo wspomnienie zarumieniła się jak piwonia.

Mimo zakłopotania podniosła głowę i spojrzała mu wyzywająco w oczy.

– A pan? Czy pan jest wolny? Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że ma pan żonę i sześcioro dzieci.

Ludo odrzucił do tyłu głowę i głośno się roześmiał. Ten śmiech podziałał na jej zmysły w zadziwiający sposób. Poczuła się tak, jakby ktoś przejechał po jej skórze delikatnym piórkiem. Owszem, miała ochotę go znów zobaczyć, nawet jeśli pochodził z zupełnie innego świata niż ona.

– Zapewniam panią, że nie jestem żonaty i nie mam dzieci. Mówiłem już, że jestem na to zbyt zajęty. Nie wierzy mi pani?

Jego twarz spoważniała. Wokół nich było coraz mniej ludzi. Natalie wzruszyła ramionami.

– Mam jedynie nadzieję, że mówi pan prawdę. To dla mnie bardzo ważne. W takim razie zgoda. Kiedy mielibyśmy się spotkać?

– Jak długo zamierza pani zostać w Londynie?

– Myślę, że kilka dni. Chyba że się okaże, że tata potrzebuje mnie na dłużej. – Na samą myśl o tym, że ojciec mógłby być poważnie chory, zadrżała.

– Skoro tak, zdaje się, że nie mamy zbyt dużo czasu. Proponuję zatem, żebyśmy się spotkali jutro wieczorem. Co pani na to? Mógłbym zarezerwować dla nas stolik u Claridges. Która godzina pani odpowiada?

– Myślałam, że mamy się spotkać jedynie na drinka?

– Nie ma pani zwyczaju jadać kolacji?

– Tak, ale…

– A zatem o której?

– O ósmej?

– Niech będzie o ósmej. Niech mi pani poda swój numer telefonu. Zadzwonię, gdybym miał się spóźnić.

– Zgoda, ale proszę nie zapomnieć, że to ja mogę się spóźnić. Jeśli mój ojciec nie będzie się czuł dobrze, to mogę nie zdążyć. Poproszę zatem o pański numer telefonu.

Ludo uśmiechnął się enigmatycznie i zapisał jej swój numer na kartce.

Nie potrafiła przyzwyczaić się do tego, że drzwi do wielkiego wiktoriańskiego budynku, w którym mieszkał ojciec, otwierał portier. Czuła się tu trochę nie na miejscu, jakby udawała kogoś lepszego, niż w rzeczywistości jest.

Matka mieszkała w zupełnie innych warunkach. Była miłośniczką prostoty i naturalności, podczas gdy ojciec był prawdziwym hedonistą, który aż do przesady był rozmiłowany w posiadaniu materialnych dóbr. Choć ciężko pracował, miał skłonność do lekkomyślnego wydawania pieniędzy.

Teraz jednak, kiedy jechała windą do jego mieszkania, nie chciała o tym myśleć. Była zaniepokojona tym, czego za chwilę się dowie i co zobaczy.

Kiedy Bill Carr otworzył drzwi, jej najgorsze podejrzenia potwierdziły się. Wyglądał okropnie. Odkąd ostatnio go widziała, niezwykle się postarzał. Był wysokim, przystojnym mężczyzną, noszącym się z godnością, ale dziś wyglądał na zaniedbanego człowieka, który potrzebuje czyjegoś zainteresowania. Miał wygniecioną koszulę, a spodnie wyglądały, jakby w nich spał. W ręku trzymał szklankę z dużą ilością whisky. Kiedy otworzył usta, żeby się z nią przywitać, poczuła wyraźny zapach alkoholu.

– Natalie! Całe szczęście, że przyjechałaś! Myślałem, że już się ciebie nie doczekam!

Objął ją i uścisnął na powitanie. Natalie odstawiła torbę i postarała się przybrać beztroską minę. Instynkt podpowiadał jej, że sprawa jest poważniejsza, niż początkowo sądziła.

Uniosła głowę, starając się, aby jej uśmiech był pokrzepiający.

– Nigdy cię nie zawiodłam, tato. – Pocałowała go w policzek, wciągając w nozdrza znajomy zapach wody po goleniu zmieszany z zapachem whisky.

– Miałaś dobrą podróż? – spytał, zamykając za nią drzwi.

– Tak. Miło było podróżować pierwszą klasą, ale naprawdę nie musiałeś narażać się na takie koszty.

Mimo woli przypomniała sobie swojego uroczego towarzysza podróży. Ludovica. Podobało jej się to imię. Miało w sobie nutkę tajemniczości, podobnie jak mężczyzna, który je nosił. Nie zdradził jej swojego nazwiska, ale i tak każda chwila wspólnie spędzonej podróży wryła się w jej pamięć na zawsze. Zwłaszcza jego niski, seksowny głos i niezwykłe błękitne oczy. Na myśl o tym, że jutro mają się spotkać na kolacji, jej serce podskoczyło z radości.

– Zawsze chciałem ci dać wszystko, co najlepsze, kochanie. Moje rozstanie z mamą niczego w tym względzie nie zmieniło. A tak przy okazji, jak ona się czuje?

To pytanie przywołało ją do rzeczywistości. Natalie doskonale wiedziała, że ojciec nigdy nie doszedł do siebie po rozwodzie z żoną. Miał poczucie straty i nic nie mogło tego zmienić.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?