Sycylijski patronne

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Penny Jordan
Sycylijski patronne

Tłumaczenie:

Krzysztof Puławski

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Zatem pani dziadkowie chcieli, by ich prochy spoczęły właśnie tu, na cmentarzu kościoła Santa Maria?

Szorstki głos mężczyzny nie zdradzał żadnych uczuć, podobnie jak ukryta w cieniu twarz. Kości policzkowe okalały promyki słońca i twarz wyglądała tak, jakby wyszła spod pędzla Leonarda, zdradzając przy tym pochodzenie modela. Widziała skośną, schodzącą w dół do zaciśniętych ust linię, oliwkową cerę i dumny orli nos. Wszystko to wskazywało na mieszaninę genów, poczynając od pierwszych plemion, które najechały Sycylię. Przodkowie tego mężczyzny zawsze brali siłą to, co było im potrzebne. A teraz on zwrócił uwagę właśnie na nią.

Zapragnęła się ukryć i cofnęła się instynktownie. But na wysokim obcasie natrafił na fragment położonego z tyłu pomnika i zachwiała się niebezpiecznie.

– Uwaga!

Złapał ją za rękę z taką prędkością, że aż zaparło jej dech w piersi. Zastygła niczym królik na widok sokoła, od którego zresztą pochodziło jego nazwisko – Falconari. Długie szczupłe palce zacisnęły się wokół jej nadgarstka. Poczuła jego przesycony zapachem mięty oddech, kiedy pochylił się w jej stronę.

Nie mogła się ruszyć. Nie mogła wydobyć z siebie głosu, a nawet myśleć. Pozostały jej tylko gorące uczucia, które przetaczały się niczym lawa po jej wnętrzu. To była prawdziwa tortura. Tak, tortura… Mężczyzna trzymał ją mocno, ale… beznamiętnie. W jego oczach była tylko obojętność.

– Proszę mnie puścić – szepnęła i zabrzmiało to jak zduszony okrzyk bezbronnej ofiary, a nie polecenie pewnej siebie, niezależnej kobiety.

Pachniała różami i lawendą i wyglądała jak typowa Angielka. Tak nawet mówiła, dopóki jej nie dotknął, bo wtedy w jej głosie pojawiły się pełne namiętności południowe tony. To zdradzało, że jej rodzina pochodzi z Sycylii.

– Proszę mnie puścić! – powiedziała stanowczo.

Caesar zacisnął usta, gdyż te słowa wyzwoliły w nim serię obrazów. Wspomnienia były tak bolesne, że natychmiast usunął je z pamięci. Tyle bólu, zniszczeń i poczucia winy, z którymi musiał się mierzyć.

Dlaczego więc chciał to zrobić? Czy nie wzbudzi to w niej tylko oburzenia i nie zwiększy jego poczucia winy?

Nie miał wyjścia. Powinien myśleć o ważniejszych rzeczach. Jak zwykle, musiał pamiętać o rodzinie oraz o tym, do czego zobowiązywało go nazwisko. Tak naprawdę nie mieli wyboru, i to była jego wina. Tak, to wszystko była jego wina.

Serce zabiło mu mocniej. Nie wziął wcześniej pod uwagę tego, że ta kobieta może go tak pociągać i że będzie ją otaczała aura zmysłowości. Podobnie jak Etna mogła być pokryta śniegiem i lodem, ale w jej wnętrzu przelewała się lawa. Co gorsza, nie potrafił pozostać na to obojętny.

Dlaczego? Znał przecież wiele pięknych, zmysłowych kobiet, gotowych dzielić z nim stół i… łoże. I pozwalał na to do chwili, aż odkrył, że tego rodzaju przyjemności wywołują pustkę i potęgują tęsknotę za czymś bardziej znaczącym. Wiedział jednak, że nie zbuduje prawdziwego związku z kobietami, z którymi się spotykał.

Uznał w końcu, że tak naprawdę nie może kochać, powinien więc pójść w ślady przodków i wypełnić obowiązek. Przecież to od niego zależała przyszłość jego poddanych.

Już od dziecka wpajano mu, co ma robić. Nawet kiedy jako sześciolatek płakał po śmierci rodziców, powtarzano mu, jak powinien się odpowiednio zachowywać. Rodzina wysłała specjalne poselstwo na rozmowy – musiał zrozumieć, co to znaczy zająć miejsce ojca. Osoby z zewnątrz mogłyby to uznać za mało delikatne, a nawet okrutne. Robił wszystko, by zmienić te zwyczaje, ale był to długi i mozolny proces – zwłaszcza że główny członek jego rady był przeciwny nowościom. Jednak Caesar nie był już dzieckiem i zdecydował, że musi przeprowadzić zmiany w swoim księstwie.

Zmiany. Caesar pogrążył się na moment w myślach. Czy można zmienić coś, co od lat stanowiło podstawę życia? Naprawić dawne błędy? Znaleźć sposób, by…?

Potrząsnął głową, chcąc odpędzić tę myśl. Musiał powrócić do teraźniejszości.

– Nie odpowiedziała pani na moje pytanie na temat dziadków – przypomniał dziewczynie.

Louise nie spodobał się jego władczy ton, ale ucieszyła się, że znowu zaczęli rozmawiać. Wydawało się, że sytuacja między nimi wraca do normy.

– Takie było ich życzenie – odparła.

Chciała, żeby ta audiencja dobiegła już końca. Stanowiła zaprzeczenie wszystkiego, w co wierzyła. Miała już dość przystojnego, seksownego księcia, który mógł sobie pozwolić na arystokratyczną nonszalancję tylko dlatego, że przed wiekami to jego rodzina przekazała ziemię pod budowę miasteczka. Tak to zawsze wyglądało w tej odległej, rządzącej się niemal feudalnymi prawami części Sycylii.

Książę był właścicielem miejscowego kościoła, wioski i otaczających ją ziem. Nosił też tytuł patronne, czyli ojca tych wszystkich, którzy tu zamieszkiwali – łącznie z żyjącymi na wyspie członkami jej rodziny. Ta rola, podobnie jak ziemie, była dziedziczna. Wiedziała od dziadków, że Caesar uczył się jej od dzieciństwa. Dziadkowie starali się nie skarżyć, ale wiele razy opowiadali o tym, jak musieli ciężko pracować w dobrach należących do rodziców stojącego przed nią i milczącego jak grób człowieka.

Louise zadrżała i spojrzała tam, gdzie postrzępione górskie szczyty łączyły się z bezchmurnym niebem. Tam właśnie, bezpośrednio pod rozgrzanym kręgiem słońca, stała Etna. Nie lubiła grzmotów, które rodziły się w tych górach. Pamiętała, jak nagle na horyzoncie pojawiały się ciemne, budzące strach burzowe chmury, niebezpieczne jak człowiek, który właśnie wbijał w nią wzrok.

Caesar musiał przyznać, że wcale nie jest taka, jak się spodziewał. Ani pszeniczne włosy, ani zielone oczy nie należały do typowych na Sycylii, chociaż Louise nosiła się z właściwą dla Włoszek dumą. Była średniego wzrostu i bardzo szczupła. Może nawet zbyt chuda, pomyślał, patrząc na jej wąski, lekko opalony nadgarstek. Owal twarzy i wysokie kości policzkowe przywodziły na myśl obrazy dawnych mistrzów. Była piękna i mężczyźni z pewnością często się za nią oglądali. Jednak wydawało mu się, że jej łagodność i spokój nie są w pełni naturalne.

Zastanawiał się, co do niej czuje teraz, kiedy w końcu ma ją przed sobą. Obrócił się lekko, tak by nie widziała wyrazu jego twarzy. Czyżby bał się tego, co mogłaby z niej wyczytać? W końcu jej zawód zmuszał ją do odnajdywania w ludzkiej psychice tego, co się tam kryło. A Caesar obawiał się takiej penetracji.

Mogła przecież rozdrapać stare rany, przypomnieć mu o poczuciu winy i żalu, które musiały ustąpić pod naporem obowiązku. A może nie chodziło tylko o poczucie winy? Może czuł też wstyd z powodu tego, co się stało? Wcale nie musiał o to siebie pytać, gdyż od ponad dwudziestu lat nosił ten podwójny ciężar. I nic nie wskazywało na to, by miało się to skończyć. Caesar próbował naprawić to, co się stało – wysłał list, ale nigdy nie otrzymał odpowiedzi. Pisał w nim, że przeprasza, że ma nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Te słowa wydawały mu się kiedyś tak ważne, tak trudno je było przenieść na papier, a teraz miał wrażenie, że brzmiały sztucznie i sucho. Nie wybaczono mu, nie puszczono w niepamięć tego, co się stało. Czegóż innego mógł się spodziewać? To, co zrobił, nie zasługiwało na rozgrzeszenie.

Poczucie winy stanowiło ciężar, który musiał dźwigać przez całe życie. Jednak było karą, o której tylko on wiedział. Nie mógł przecież zmienić tego, co się już stało. Przypuszczał też, że nie zdołałby naprawić czy zrekompensować tej krzywdy. Zatem to spotkanie nie powiększyło jego poczucia winy, ale sprawiło, że zaczął ją odczuwać mocniej i wyraźniej, jakby to był ból o czysto fizycznym, a nie duchowym charakterze.

Rozmawiali po angielsku – sam tak zadecydował – i gdyby ktokolwiek ją teraz zobaczył, uznałby, że prosta niebieska sukienka z białymi rękawkami, które zakrywały ramiona, wskazuje, że pochodzi z klasy średniej, jest dobrze wykształcona i przyjechała tu na wakacje.

Nazywała się Louise Anderson i była wnuczką pochodzących z Sycylii małżonków, których prochy przywiozła tu z zamiarem pochowania ich na miejscowym cmentarzyku. Jej matka była ich córką, a ojciec Australijczykiem, którego rodzina także pochodziła z wyspy.

Caesar poruszył się i wyczuł list, który włożył do wewnętrznej kieszeni marynarki.

Louise czuła, że jest coraz bardziej spięta, bo powoli docierało do niej, że stała się przedmiotem manipulacji przyglądającego jej się uważnie mężczyzny. Członkowie rodu Falconarich zawsze potrafili być okrutni w stosunku do tych, w których wyczuli słabość. Można było o tym nie tylko usłyszeć od miejscowych, ale też przeczytać w historycznych opracowaniach. Jednak książę nie miał powodów, by zachowywać się tak w stosunku do jej zmarłych dziadków. Ani też do niej.

Oburzyło ją, kiedy przeczytała list od miejscowego proboszcza, do którego zwróciła się z prośbą po śmierci dziadków. Ksiądz informował, że musi uzyskać zgodę księcia Falconariego – co jego zdaniem było tylko formalnością – by móc tu pogrzebać prochy zmarłych. Proboszcz podjął się też, że sam ustali termin audiencji.

Wolałaby się spotkać z księciem w zgiełkliwym hotelu, a nie w tym cichym, odludnym miejscu, gdzie kolejne kamienie nagrobne mówiły tak wiele o tych, którzy tu spoczęli. Jednak słowo Falconarich stanowiło tutaj prawo. To wystarczyło, by znowu się cofnęła, sprawdziwszy wcześniej, czy z tyłu nie znajduje się jakaś przeszkoda. Miała nadzieję zdystansować się w ten sposób do władzy, którą dysponował książę, a także… aury erotyzmu, która go otaczała.

Louise zadrżała. Nie była przygotowana na to, że od razu uzna go za pociągającego. I to aż tak bardzo.

Walczyła z tymi myślami, próbując usunąć je z głowy, gdy nagle dobiegł do niej jego władczy głos i przywołał do rzeczywistości.

 

– Pani dziadkowie wyjechali do Londynu zaraz po ślubie i mieszkali tam przez całe życie. Chce pani powiedzieć, że po śmierci zapragnęli powrócić na naszą wyspę?

Pomyślała, że to typowe dla tych wszystkich aroganckich, dominujących mężczyzn, którzy mają tyle władzy, by kwestionować pragnienia innych osób. A książę robił to tak, jakby jej dziadkowie wciąż byli jego poddanymi. Krew się w niej zagotowała i stwierdziła, że ten elegancki mężczyzna wcale jej się nie podoba. Wręcz przeciwnie, na jego widok czuje niesmak. To są jej uczucia, do których ma prawo, tak jak jej dziadkowie mogli zapragnąć, by po śmierci spocząć w ziemi przodków.

– Wyjechali, ponieważ nie mieli tu pracy. Nawet takiej na ziemiach książęcych, którą ich przodkowie wykonywali za marne grosze. Chcieli tu spocząć, bo Sycylia nigdy nie przestała być ich ojczyzną.

Caesar wyczuł wrogość w jej głosie. Te słowa stanowiły oskarżenie.

– To dziwne… – zawahał się – że to właśnie pani powierzono zadanie pogrzebania ich, a nie ich córce, a pani matce.

Znowu wyczuł list w wewnętrznej kieszeni marynarki. Mały przedmiot, który dręczył go niczym wyrzut sumienia. Pomyślał, że powinien przeprosić Louise. Nie może jednak wracać do przeszłości. Wszystko to winno pokryć się kurzem zapomnienia. Nie może pozwolić sobie na takie gesty. Zwłaszcza teraz, w tak ważnym dla siebie momencie.

– Mama ze swoim drugim mężem mieszka w Palm Springs. I to już od dawna. A ja jestem z Londynu.

– Mieszkała tam pani z dziadkami, prawda? – Chociaż miało to być pytanie, zabrzmiało raczej jak stwierdzenie faktu.

Czyżby chciał sprowokować wybuch złości, żeby mieć pretekst do odmowy? Z całą pewnością był do tego zdolny. Zdecydowała więc, że nie da mu tej satysfakcji. Potrafiła dobrze ukryć swoje uczucia. Miała w tym spore doświadczenie, co wynikało z faktu, że jej własna rodzina uznała ją za czarną owcę. Na myśl o tym zawsze czuła wstyd i wiedziała, że właśnie z tego powodu trudno jej będzie zachować dumę czy poczucie niezależności.

– Tak – odparła. – Zamieszkałam tam po rozwodzie rodziców.

– Ale nie bezpośrednio?

To pytanie przypominało pchnięcie szpadą. Poczuła ból w sercu, choć wiedziała, że nie powinna. Nie zamierzała jednak pokazywać, jak bardzo ją dotknęło.

– Nie bezpośrednio – przyznała, nie patrząc na księcia. Spojrzała na mogiłkę za jego plecami, tak małą i prostą, że powinny w niej spocząć wszystkie jej nadzieje, którym rozwód rodziców położył kres.

– Najpierw mieszkała pani z ojcem. To trochę dziwny wybór jak na osiemnastoletnią dziewczynę…

Louise nie pytała, skąd ma te wszystkie informacje. Przed spotkaniem proboszcz zażądał od niej, by napisała historię swojej rodziny od momentu wyjazdu dziadków z Sycylii. Znając lokalne zwyczaje, domyśliła się, że miejscowi wykorzystali też swoje londyńskie kontakty.

Ta myśl spowodowała, że ścisnęło ją w żołądku. Co będzie, jeśli nie zdoła spełnić ostatniej woli dziadków? Jeśli książę Falconari nie pozwoli ich tu pogrzebać?

Louise odruchowo spuściła głowę. Słońce znad cyprysów zalśniło w jej złotych włosach. Prawdę mówiąc, wbrew zapowiedziom, spodziewała się, że na spotkanie przyjdzie ksiądz, a nie sam książę. W dodatku czuła, że między nimi dzieje się coś dziwnego, co pogłębiało jeszcze jej niepokój. Caesar Falconari spoglądał na nią dziwnie i często milczał przez dłuższy czas, co mogło oznaczać, że powinna przygotować się na najgorsze. Pragnęła jak najszybciej stąd uciec. Powstrzymywała się jedynie olbrzymim wysiłkiem woli. Ucieczka nie miała sensu i mogła przypominać ewakuację w czasie wybuchu wulkanu. Niewiele by to dało. Odwróciłaby się jedynie tyłem do pożogi, która pochłonęłaby ją po paru minutach. Już lepiej stawić czoło niebezpieczeństwu i polec, broniąc swoich pozycji.

Spojrzała więc na księcia i z trudem powstrzymała się, by nie powiedzieć czegoś, czego nie powinna: że księciu nic do tego, że nigdy nie była z matką blisko, bo ta wolała zajmować się swoimi kolejnymi romansami lub przyjęciami niż rozmową z córką. Prawdę mówiąc, niemal zupełnie usunęła się z życia Louise. Kiedy któregoś dnia oznajmiła, że zaczyna nowe życie i przeprowadza się do Palm Springs, Louise niemal odetchnęła z ulgą. Miała przynajmniej pretekst, by z nią nie jechać. Jednak z ojcem też nie było do końca dobrze. Jego obecność przypominała jej o własnych porażkach.

Westchnęła i dopiero po chwili zdecydowała się na odpowiedź:

– Kończyłam właśnie szkołę, miałam egzaminy i nie mogłam się przeprowadzić. Rodzice co prawda sprzedali dom, ale ojciec miał mieszkanie służbowe w Londynie i dlatego zdecydowałam się z nim zostać.

Kolejne pytania wydawały jej się zbyt obcesowe, ale wiedziała, że nie powinna denerwować księcia. Może go co najwyżej jeszcze bardziej znienawidzić za to grzebanie w przeszłości, o której starała się zapomnieć. Chodziło tylko o to, by skłonić tego aroganckiego, zadufanego w sobie arystokratę, by zgodził się na pochówek. Gdy to się stanie, będzie mogła dać upust swoim uczuciom. Wtedy będzie również w stanie zapomnieć o przeszłości, z pełną świadomością tego, że nie nadużyła zaufania dziadków.

Louise poczuła gorycz w ustach. Pomyślała, jak bardzo zmieniła się od rozwodu rodziców. Nie była już miotaną emocjami osiemnastoletnią dziewczyną, która zapłaciła tak wysoką cenę za brak opanowania.

Wciąż jednak nie lubiła myśleć o niespokojnych latach poprzedzających rozwód rodziców. Wolała też nie rozmawiać na ten temat. Rodzice traktowali ją wówczas jak niechcianą przesyłkę, którą ktoś musiał się zająć. W końcu się rozstali, a ona czuła się źle zarówno z matką, jak i z ojcem, zwłaszcza po tym, jak znalazł sobie narzeczoną. I wreszcie zrobiła coś, co zdaniem rodziców – po raz pierwszy zgodnych w jakiejś kwestii – sprowadziło wstyd na całą rodzinę. Dlatego właśnie żadne z nich nie chciało jej przyjąć. Żadne nie potrafiło znaleźć dla niej miejsca w nowym życiu, jakie dla siebie budowało.

Z perspektywy czasu musiała przyznać, że mieli podstawy do tego, by uznać ją za trudne dziecko. Czy tak rozpaczliwie próbowała zdobyć miłość ojca dlatego, że wciąż zajmował się pracą i traktował ją jak przedmiot? A może instynktownie czuła, że zdecydował się na ślub tylko dlatego, że spodziewali się dziecka, które później traktował z pogłębiającą się niechęcią wraz z tym, jak coraz bardziej psuł się jego związek?

Był przecież znanym wykładowcą, wszyscy przepowiadali mu wspaniałą przyszłość i wcale nie miał ochoty żenić się z dziewczyną, która była z nim w ciąży. Pojawiły się jednak naciski ze strony jego zwierzchnika z Cambridge, którego rodzina również pochodziła z Sycylii. Zatem młody asystent musiał ożenić się ze studentką, która potraktowała go jako możliwość wyrwania się ze swego ciasnego, rządzącego się surowymi prawami środowiska.

Louise nie uważała się za Sycylijkę, jednak miała w sobie tyle południowej krwi, by czuć olbrzymi ból związany z brakiem miłości ze strony ojca. Włosi zawsze byli dumni ze swoich dzieci i starali się je chronić. Związki rodzinne były dla nich niezwykle ważne. A ojciec nie chciał jej, bo pokrzyżowała mu plany. Wiedziała, że tylko go denerwuje, tym bardziej, im mocniej buntowała się przeciwko takiej sytuacji. Ojciec lubił podróżować, spotykać się z ludźmi, rozmawiać, ale nie miał potrzeby bliskości. Nie sądziła, by potrafił się z kimś tak naprawdę związać. Dlatego wszelkie próby zdobycia jego miłości były z góry skazane na porażkę.

Trzymała się kurczowo fikcyjnego świata, który sobie stworzyła. Była w nim ukochaną córką swojego tatusia. Chwaliła się tym nawet w ekskluzywnej szkole z internatem, do której wysłała ją matka. Mieszkała tam z dziewczętami bogatych i sławnych rodziców i była z ojca naprawdę dumna. Prowadził w BBC program, który popularyzował idee nauki, a jej koleżanki zazdrościły jej tak przystojnego i mądrego taty. Niektóre się nawet w nim podkochiwały, co nie było oczywiście niczym nowym.

Po latach musiała przyznać, że to płytkie, nastawione na współzawodnictwo środowisko obudziło w niej najgorsze instynkty. A ponieważ w dzieciństwie nauczyła się, że dzięki złemu zachowaniu otoczenie bardziej się nią interesuje, w szkole robiła to samo. Wciąż jednak pamiętała o ojcu, liczyła na jego miłość i może dlatego nie dochodziło do najgorszego.

Gdy okazało się, że ojciec związał się ze swoją asystentką z Australii, Melindą Lorrimar, coś załamało się w życiu Louise. Melinda miała wtedy dwadzieścia siedem lat, a ona osiemnaście, i to, że zaczęły rywalizować o jego względy, było chyba czymś naturalnym.

Louise bardzo zazdrościła Melindzie, pięknej rozwódce, która od początku chciała się jej pozbyć z domu i której dwie córeczki szybko zawładnęły całym mieszkaniem. Zajęły nawet pokój Louise, która tak bardzo chciała zwrócić na siebie uwagę ojca, że ufarbowała włosy na czarno, ponieważ macocha i jej córki były brunetkami. Miała więc czarne włosy, nosiła zbyt kuse ubrania i robiła sobie wyzywający makijaż, a wszystko po to, by odzyskać miłość ojca. Widziała, że ten adoruje Melindę i uznała, że jeśli będzie bardziej seksowna i mężczyźni będą zwracać na nią jeszcze większą uwagę, to ojciec zacznie ją doceniać, tak jak doceniał swoją partnerkę, a wcześniej byłą żonę. Kiedy to się nie udało, uznała, że najlepiej będzie go szokować. Wszystko było lepsze od obojętności.

Gdy skończyła osiemnaście lat, pragnienie miłości stało się tak dojmujące, że straciła naturalne wyczucie tego, co może robić. Czuła, że jest nieudacznikiem, domowym kopciuszkiem, i gotowa była zrobić wszystko, by to zmienić. Nie miała doświadczeń erotycznych i koncentrowała się wyłącznie na ojcu. Myślała oczywiście o tym, że kiedyś spotka chłopaka, który jej się spodoba, ale wcześniej musiała zdobyć miłość tego, na którym najbardziej jej zależało.

Wciąż o tym myślała, nie zdając sobie sprawy, jak może to być niszczące i niebezpieczne. Żadne z rodziców nie pofatygowało się, by z nią o tym porozmawiać. Stanowiła dla nich jedynie przypomnienie błędu, który kiedyś popełnili.

– Ale na studiach mieszkała pani już z dziadkami, nie z ojcem? – Książę ciągnął przesłuchanie. Jego głos przywołał ją do rzeczywistości.

Poczuła dreszcz, który przebiegł jej po plecach. Ten mężczyzna w eleganckim ubraniu miał w sobie coś takiego, co kazało myśleć kobietom, jak wyglądałby bez niego. Louise nigdy nie spotkała kogoś tak seksownego i teraz zaczęła się zastanawiać, jak by to było…

Nagle znieruchomiała zdumiona. Była przerażona tym, co się z nią działo. Jak to możliwe, że mogło jej to w ogóle przyjść do głowy?! Przecież nigdy nie miewała podobnych myśli. To musiało być działanie południowego słońca, które sprawiało, że na jej czole i całym ciele pojawiały się niewielkie kropelki potu. Czuła narastającą falę paniki. Nie, to niemożliwe! Tak nie może być! To… to niesprawiedliwe!

Poczuła, że nieruchomieje. Był to ten sam złowrogi bezruch, który pojawia się tuż przed burzą. Coś takiego nie powinno się było zdarzyć i sama nie miała pojęcia, skąd u niej takie myśli. Powinna przede wszystkim pamiętać, że książę jest człowiekiem niebezpiecznym i trzeba się go strzec. Doskonale wiedziała, jaką radość sprawiłoby mu, gdyby mógł ją upokorzyć.

Na szczęście nie była już niedojrzałą osiemnastolatką i szybko zaczęła się wyswobadzać z pajęczej sieci własnych skojarzeń i doznań.

– Skoro pan o tym wie, zapewne dotarły do pana też wieści o moim złym zachowaniu. Macocha obawiała się, że mogę mieć zły wpływ na jej córki i ojciec powiedział, że mam się wyprowadzić.

– Wyrzucili panią z domu.

To było stwierdzenie faktu, a nie pytanie.

Czuł się tak, jakby ktoś zaczął obracać nóż w jego ranie. Do starych win doszły nowe. Był zdruzgotany.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat starał się naprawić dawne winy. Jednak to, co się stało z Louise, która jako dziecko powinna była liczyć na miłość i zrozumienie rodziców, wydało mu się szczególnie okrutne. I chociaż on sam nigdy nie chciał jej skrzywdzić, dotarło do niego, że konsekwencje dawnych błędów były znacznie poważniejsze, niż można by się tego spodziewać. Teraz zaczął rozumieć, dlaczego nigdy nie odpowiedziała na jego list, w którym przyznawał się do winy i prosił o wybaczenie.

Jako Sycylijczyk dziwił się temu, że ojciec mógł się wyprzeć własnego dziecka, choćby nawet swoim zachowaniem wywołało skandal, który miał pozostać niezmywalną plamą na honorze całej rodziny.

Louise poczuła, że cała robi się czerwona. Czy to z powodu wstydu, czy może dawnego przekonania, że dzieje jej się krzywda? I czy to miało teraz znaczenie? Z pewnością nie powinno mieć wpływu na jej obecne życie. Studia i późniejsze kursy, na których uczyła się godzenia skłóconych rodzin, uświadomiły jej, jak ważne jest to, by uznać swoje prawo do błędów, a kiedy już je popełnimy – rozpoznania ich i pogodzenia się z ich konsekwencjami, by móc żyć dalej.

 

– Chcieli się przeprowadzić do Australii, więc oczywiście decyzja o sprzedaniu mieszkania nie była bezpodstawna. Poza tym ja byłam już w sensie prawnym dorosła, a w dodatku miałam zacząć studia. – Zawahała się chwilę. – Ale tak, wyrzucili mnie.

Była więc zupełnie samotna i opuszczona w momencie, gdy on podróżował daleko, starając się nauczyć tego, jak pomóc najbiedniejszym z całego świata. To była próba zadośćuczynienia. Chciał pozbyć się poczucia winy, które go przygniatało. Pragnął również znaleźć nowy sposób życia, na którym mogliby skorzystać jego poddani z Sycylii.

Jednak mówienie jej o tym nie miało żadnego sensu. Widział, że jest wrogo nastawiona do niego i do wszystkiego, cokolwiek by powiedział.

– Właśnie wtedy przeprowadziła się pani do dziadków, tak? – zadał kolejne pytanie. Łatwiej było trzymać się faktów, niż wchodzić w sferę emocji.

Louise czuła, że jest coraz bardziej spięta. Czy książę nie upokorzył jej już w dostatecznym stopniu? Czy musi jeszcze wywlekać te straszne sprawy z przeszłości? Nawet teraz z przykrością myślała o tamtych chwilach, gdy czuła się porzucona i niechciana. Przechodziła wówczas prawdziwe męki i uważała się niemal za społecznego wyrzutka.

Dziadkowie ją ocalili. Ich miłość pozwoliła jej wygrzebać się z czarnego dołu, w którym się wówczas znalazła.

Właśnie wtedy zrozumiała, jak ważna jest dla dziecka miłość i poczucie bezpieczeństwa. Pojęła też, czym powinna być rodzina. Dzięki temu zaczęła się powoli zmieniać i zmieniła też swoje podejście do życia. Obiecała sobie również, że któregoś dnia odwdzięczy się dziadkom za to wszystko, co dla niej zrobili.

– Mhm – potwierdziła.

– To było zapewne bardzo odważne z ich strony, jeśli weźmiemy pod uwagę…

– To, co zrobiłam? Tak, z pewnością. Wiele osób krytykowało ich i potępiało, podobnie jak mnie samą. Skoro stałam się hańbą rodziny, mogłam też zhańbić całe środowisko… Ale przecież pan wie to wszystko, prawda? Wie pan, co zrobiłam. I że było to skierowane nie tylko we mnie samą, ale również w dziadków i w całą rodzinę. Jej członkowie wstydzili się wymówić moje imię. Wie pan, jak bardzo dziadkowie cierpieli z tego powodu, ile im jestem winna i że zniosę dalsze poniżenia, byle tylko spełnić ich wolę.

Chciał coś powiedzieć: przeprosić, przyznać, że jest mu przykro, ale wiedział, że musi być twardy. Chodziło tu o coś więcej niż tylko ich emocje. Niezależnie od tego, czy im się to podobało, oboje stanowili część czegoś większego, a ich życie miało wpływ na życie tutejszej społeczności. Nie mogli udawać, że tego nie zauważają, trudno by im też było z tego zrezygnować.

– Chce pani spełnić wolę dziadków i pochować ich prochy na tym cmentarzu?

– Zawsze tego pragnęli, a stało się to dla nich jeszcze ważniejsze po tym… – zawahała się – co zrobiłam. Ten pochówek to dla nich jedyny sposób, by powrócić do społeczności i tego kościoła, w którym ich ochrzczono, bierzmowano i gdzie wzięli ślub. Zrobię wszystko, by mogli tu spocząć.

Caesar nie spodziewał się, że będzie aż tak szczera. Był przygotowany na wrogość czy złość, jednak ta postawa zupełnie go zaskoczyła. Patrzył na nią ze współczuciem, niepasującym zupełnie do dawnych wartości, na straży których postawiła go tradycja. Miał przed sobą młodą kobietę, która się do nich nie dostosowała i w konsekwencji poniosła za to karę.

Znowu poczuł list w kieszeni. Miał wrażenie, że jest to sztylet, który obraca się powoli ku jego sercu.

Louise pomyślała, że traci panowanie nad sobą. Musi uważać. Nie powinna czynić zbytecznych deklaracji i przechodzić do defensywy. Ogólnie rzecz biorąc, jej prośba wcale nie była tak wielka i normalnie nie powinno być z tym żadnych problemów. A jednak między nią a księciem rozgrywała się jakaś dziwna gra. Chociaż z drugiej strony, cóż znaczy jeszcze jedno małe upokorzenie po tym wszystkim, co przeszła? Zaraz jednak przypomniała sobie przysłowie o źdźble, które złamało grzbiet wielbłąda, i uśmiechnęła się gorzko.

Kiedy dziadkowie wzięli ją do siebie, była jeszcze w szoku i pełna pretensji do świata. W ogóle nie mogła myśleć, nie potrafiła też zająć się sobą. Większość czasu spędzała w łóżku, nie zwracając uwagi na piękny dom w Notting Hill, który dziadkowie mogli kupić, kiedy w końcu ich restauracja stałą się popularna w całym Londynie. Przykrywała się cała kołdrą, chcąc zapomnieć o bożym świecie.

Dom dziadków stał się jej schronieniem. Otrzymała w nim to, czego nie mogła dostać gdzie indziej. Przygarnęli ją i obdarzyli miłością, kiedy wszyscy inni wstydzili się nawet o niej mówić. Wstyd. Jedna z najgorszych rzeczy dla dumnych Sycylijczyków. Louise poczuła ból i gniew na myśl o swoim wstydzie. Wcale nie chciała tu przyjeżdżać, ale czuła się związana obietnicą, którą dała dziadkom.

Myślała oczywiście o tym, czego mogą tu od niej zażądać, jaką pokutę wyznaczą za to, że splamiła nazwisko swojej rodziny, nie przypuszczała jednak, że spotka się z tym surowym arystokratą. Wydawało jej się raczej, że książę, podobnie jak ona, nie będzie miał najmniejszej ochoty na spotkanie. Najwyraźniej nie doceniła tego, jak bardzo potrafi być arogancki.

– Jak zapewne się pani orientuje, nie mogę sam podjąć decyzji w tej sprawie. Starszyzna…

– Zrobi to, co pan każe – wpadła mu w słowo. – Przecież oboje wiemy, że jest pan tu niekwestionowalnym autorytetem. Może pan spełnić życzenie moich dziadków. Odmowa byłaby nie tylko niezrozumiała, ale też okrutna. Oznaczałoby to karanie ich za to…

– Taka już jest nasza społeczność. Jeśli jeden członek rodziny zrobi coś złego, wszyscy inni cierpią z tego powodu.

– I uważa pan, że to jest w porządku? – spytała pogardliwie, a następnie dodała cierpko: – No tak, oczywiście.

– Ludzie w tej części Sycylii żyją według zasad, które obowiązują od stuleci. Oczywiście dostrzegam ich wady i chciałbym je zmienić, tak by moim poddanym żyło się lepiej, jednak jeśli chcemy uniknąć konfliktów, musimy to robić wolno i ostrożnie.

Louise wiedziała, że ma rację, choćby nawet nie chciała powiedzieć tego głośno. I chociaż jako kobieta niezależna chętnie podyskutowałaby z nim na ten temat owych zmian, to musiała sobie przypomnieć, że przyjechała tu w zupełnie innym celu.

– Dziadkowie zrobili naprawdę dużo dla swojej społeczności. Na początku przysyłali pieniądze rodzicom i rodzeństwu, a potem zatrudniali ludzi z wioski u siebie w Londynie. Dawali im mieszkanie i pomagali. Przekazywali też pieniądze kościołowi i miejscowej fundacji dobroczynnej. Mają więc prawo do tego, by tu spocząć, otoczeni szacunkiem i miłością.

Caesar musiał przyznać, że była dobrze przygotowana do tej rozmowy. Nikt też nie mógłby zakwestionować jej uczuć względem zmarłych. Dyskretny sygnał komórki przypomniał mu o napiętym kalendarzu. Nie sądził, że spotkanie z Louise zajmie aż tyle czasu. A przecież wiele zostało do ustalenia.

– Przepraszam, jestem umówiony – powiedział. – Musimy jednak omówić jeszcze parę rzeczy. Zadzwonię do pani.

Zaczął się zbierać, dając do zrozumienia, że nie udzieli jej teraz odpowiedzi. Było to wyjątkowo okrutne, ale przecież tacy byli przedstawiciele rodu Falconarich. Być może nie powinna się spodziewać niczego innego. Poczuła ulgę, gdy zobaczyła, że odchodzi? Czyżby znaczyło to, że straciła już siły do dalszej walki?

Oddalił się zaledwie parę metrów, przystanął i obrócił się w jej stronę. Przeświecające przez korony cyprysów promienie padły na jego kości policzkowe. Wyglądał teraz jak dawny wojownik, połączenie Rzymianina i Maura z czasów przedchrześcijańskich.

– Czy przyjechała tu pani ze swoim synem? – spytał.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?