Wesele w ArgentynieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Susan Stephens
Wesele w Argentynie

Tłumaczenie:

Monika Łesyszak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dwoje spośród gości zgromadzonych pod lśniącym namiotem nie wyglądało na zainteresowanych przebiegiem wesela. Fotoreporterka Romily Winner – dla znajomych Romy – z oczywistych względów zachowywała zawodowy dystans. Braku zainteresowania Kruza Acosty, brata pana młodego, nie usprawiedliwiało nic.

Romy skryła się w cieniu i wycelowała w niego obiektyw. Aparycja śniadego, postawnego bruneta o mrocznym obliczu doskonale pasowała do surowego krajobrazu argentyńskiej pampy. Romy zwykle nie ulegała emocjom podczas pracy, lecz najbardziej tajemniczy spośród sławnych braci Acostów niezmiernie ją fascynował, nie tylko dlatego, że każdy wydawca na świecie zapłaciłby fortunę za jego fotografie. Przypuszczalnie jego groźny wygląd i wojownicze spojrzenie przyciągały uwagę i skłaniały do plotek. Mówiono, że weteran Sił Specjalnych, kształcony w Europie i Ameryce, służył obecnie dwóm rządom. W gruncie rzeczy niewiele o nim wiedziano, nie licząc sukcesów zarówno w interesach, jak i na boisku do polo, co jeszcze podsycało zaciekawienie jego osobą.

Romy poznawała go bliżej za pomocą soczewek obiektywu podczas wesela jego brata Nacha z uroczą, niewidomą Grace. Gdy omiótł wzrokiem bogato udekorowany namiot, z pewnością w poszukiwaniu nieproszonych gości, przykucnęła ukradkiem, żeby jej nie spostrzegł.

Powiedziała sobie, że najwyższa pora zapomnieć o atrakcyjnym wojowniku i skupić uwagę na powierzonym zadaniu, choć Ronalda, wydawcę gazety „Rock!”, dla której pracowała, z pewnością ucieszyłby widok kilku niestandardowych ujęć słynnego żołnierza.

Z duszą na ramieniu ostatni raz nacisnęła migawkę, gdy Kruz zwrócił wzrok w jej stronę. Tworzenie fotoreportażu z wesela sprawiłoby jej ogromną przyjemność, gdyby uzyskała akredytację. Niestety, nikt nie zaprosił oficjalnie reporterki gazety uważanej przez wielu za szmatławiec polujący na skandale. Pracowała na sekretne zlecenie panny młodej, od której dostała zgodę na publikację niektórych ujęć.

Grace poznała znaną reporterkę przez Holly Acostę, koleżankę Romy z redakcji. W ciągu ostatnich trzech miesięcy trzy panie często się spotykały. W rezultacie Grace zadeklarowała, że nie pozwoli nikomu innemu udokumentować ceremonii dla narzeczonego, Nacha i dzieci, które planowała mu urodzić w przyszłości. Odwaga niewidomej dziewczyny tak zaimponowała Romy, że wyraziła zgodę. W krótkim czasie Grace stała się bardziej przyjaciółką niż klientką. Romy wątpiła jednak, czy gdyby Kruz złapał ją na gorącym uczynku, podzielałby entuzjazm bratowej.

Groźna, tajemnicza postać weterana Sił Specjalnych fascynowała ją i przerażała równocześnie. Oczy same podążały za człowiekiem, który ze zbuntowanego młodzieńca wyrósł na bohatera, odznaczonego wieloma orderami za odwagę na polu bitwy. Obecnie prowadził doskonale prosperującą firmę ochroniarską, toteż powierzono mu zadbanie o bezpieczeństwo uczestników ceremonii.

Wstrzymała oddech ze strachu, gdy spojrzał w jej stronę. Nie wątpiła, że ją spostrzegł. Nie wiedziała tylko, co teraz zrobi. Nie po to przemierzyła pół świata, żeby wrócić do Londynu z pustymi rękami lub zawieść pannę młodą. Nie pozwoli, żeby ten groźny wojownik udaremnił jej wysiłki. Dyskretnie wmieszała się w tłum i opuściła aparat. Przejrzawszy zrobione fotografie, stwierdziła, że subtelna uroda Grace jeszcze nabrała blasku, gdy stała pod ukwieconym baldachimem pomiędzy mężem, a jego równie postawnym bratem.

Na próżno ukradkiem omiotła wzrokiem wnętrze w poszukiwaniu cienia. Odkąd wirusowa choroba odebrała Grace wzrok, dostrzegała tylko światło. Dlatego olbrzymi namiot oświetlały kryształowe, weneckie żyrandole, a gości poproszono o założenie jasnych, błyszczących strojów.

Gdy tłum powoli przesuwał się w kierunku gospodarzy, Romy spuściła głowę. Tylko czterej zabójczo przystojni bracia Acosta stali w miejscu. Najstarszy, Nacho, pożerał wzrokiem świeżo poślubioną małżonkę. Powietrze aż iskrzyło od gorących spojrzeń Diega i jego żony Maxie, organizatorki przyjęcia. Ruiz Acosta najwyraźniej nie mógł się doczekać, aż zaciągnie do łóżka swoją żonę, Holly, koleżankę Romy z redakcji. Lucia Acosta, jedyna siostra w rodzinie, otwarcie kokietowała męża, Luke’a Forstera, niezwykle fotogenicznego amerykańskiego gracza w polo.

Tylko Kruz pozostał kawalerem. No i co z tego? Nawet jeśli aparat go uwielbiał, Romy nie musiała. Te blizny i posępne oblicze powinny ją odpychać, lecz zamiast tego pociągały nieodparcie. Zaskoczyło ją, że gdy zwrócił wzrok na Grace, rysy mu nagle złagodniały. Nie odparła pokusy, by wycelować w nich obiektyw. Takie ujęcia na żywo, znienacka, określano w jej branży mianem złotych żył. Właśnie umiejętności błyskawicznego utrwalania takich ulotnych chwil zawdzięczała swoją doskonałą reputację.

Nim zdążyła sobie pogratulować sukcesu, Kruz ponownie na nią spojrzał. Zrozumiała, co czuje królik na jezdni, sparaliżowany strachem na widok świateł samochodu. Gdy zrobił krok w jej kierunku, zostało jej na tyle przytomności umysłu, by schować aparat do torby i pośpieszyć ku wyjściu.

Sama siebie nie rozumiała. Nie wpadała łatwo w popłoch niczym wylękniona debiutantka. Nie brakowało jej doświadczenia ani w zawodzie, ani w kontaktach z płcią przeciwną. Dlaczego więc zapierało jej dech właśnie na widok tego człowieka? Widocznie sama świadomość, że ściga ją mężczyzna, wyglądający jak uosobienie najśmielszych erotycznych fantazji, wprawiała ją w stan radosnego podniecenia.

Nim zdążył na dobre ją wypłoszyć, sfotografowała ukradkiem zza masztu namiotu kompozycje kwiatowe z mocno pachnących białych różyczek i puszystych, bladoróżowych peonii. Strop ozdobiono wstążkami z białej satyny, srebrnymi dzwoneczkami i bukiecikami kwiatów. Choć Grace nie mogła ich zobaczyć, organizatorka zapewniła, że ich aromat sprawi jej wielką przyjemność. Romy zaplanowała, że zrobi dla niej dokumentację fotograficzną ze szczegółowymi opisami alfabetem Braille’a.

– Cześć, Romy!

Romy podskoczyła ze strachu, gdy ktoś dotknął jej ramienia. Odetchnęła z ulgą na widok celebryty, liczącego na zdjęcie w gazecie. Otrzymała niespodziewaną szansę zarobienia sporych pieniędzy, których bardzo potrzebowała, choć osobiście wolałaby fotografować zwyczajnych ludzi w niezwykłych sytuacjach. Obiecała sobie, że kiedyś zrealizuje to marzenie, ale na razie skorzystała z okazji, którą ofiarował jej los.

Goście już siadali za stołami. Tłum stojących rzedniał. Romy uznała, że najwyższa pora uciekać. Zwykle wmieszanie się w tłum przychodziło jej bez trudu, ale tym razem wątpiła, czy zdoła umknąć przed bystrym okiem Kruza Acosty. Pożegnawszy gwiazdora, znalazła sobie stanowisko obserwacyjne za olbrzymim bukietem, skąd mogła do woli obserwować grę mięśni przy każdym poruszeniu się Kruza. Rozpalona wyobraźnia podsunęła jej jego wizerunek bez garnituru. Grace poinformowała ją, że choć Kruz za swój dom uważa argentyńskie pampasy, zamierza otworzyć firmę w Londynie.

– Tuż obok redakcji „Rocka!” – dodała radośnie, jakby przekazywała wyjątkowo pomyślną wiadomość.

Romy nie podzielała jej entuzjazmu. Jej zdaniem to bliskie sąsiedztwo mogło przynieść co najwyżej kłopoty. Tym niemniej sam jego widok rozpalał krew w żyłach. Poszukała go wzrokiem, ale nie wypatrzyła. Widocznie skorzystał z któregoś z licznych wyjść. Postanowiła więcej nie ryzykować, tylko jak najszybciej wrócić do wozu transmisyjnego. Na szczęście stał niedaleko, a Holly dała jej klucz. Ponieważ nie opuszczało jej poczucie, że ktoś ją śledzi, przyspieszyła kroku. W gruncie rzeczy nie miała powodów do obaw. Ponieważ nie urosła duża, koleżanki dokuczały wątłej dziewczynce, więc z konieczności w dzieciństwie zaczęła trenować kick-boxing. Każdego, kto by spróbował odebrać jej aparat, czekała przykra niespodzianka.

Kruz rozpoznał dziewczynę spieszącą ku wyjściu. Nie zamierzał pozwolić jej umknąć. Jako że sam podpisywał akredytacje dla dziennikarzy, wiedział, że takowej nie otrzymała. Uchodziła za nieustraszoną poszukiwaczkę ciekawych historii. Szybko zyskała reputację uzdolnionej, wnikliwej obserwatorki. Podobno nie miała sobie równych w zawodzie, co nie usprawiedliwiało jej bezprawnego wtargnięcia na wesele jego brata.

Rozczarowała go. Wyobrażał sobie, że znajdzie jakąś pomysłową kryjówkę, wejdzie na dach albo przebierze się za kelnerkę. Tymczasem szukała schronienia za masztem namiotu czy plecami innych jak niedoświadczona nowicjuszka. Mimo drobnej postury z daleka przyciągała wzrok. Końcówki krótkich, czarnych włosów ufarbowała na czerwono i nastroszyła „na jeża” za pomocą żelu. Grube, czarne kreski wokół oczu kontrastowały z bladą cerą.

Nie mógł wykluczyć, że celowo wybrała tak dziwaczny wizerunek, by wykorzystać moment zaskoczenia gości dla zrobienia ciekawych zdjęć. Niezależnie od jej motywów, przysiągł sobie, że zapłaci za swoją zuchwałość. Nie zdecydował jeszcze tylko, w jakiej walucie. Podejmie decyzję, jak ją złapie, w zależności od nastroju.

Romy przemknęła w ciemnościach ku wysypanej żużlem ścieżce. Cały czas czuła, że ktoś ją obserwuje. Miała nadzieję, że to nie Kruz. Chyba miał ważniejsze zadania do wykonania.

Przypomniawszy sobie skąpe relacje na jego temat, uprzytomniła sobie, czemu zawdzięcza aparycję i opinię twardziela. Odkąd rodzice zginęli podczas powodzi, dorastał pozbawiony macierzyńskiej czułości, która złagodziłaby jego charakter. Najstarszy brat, Nacho, wychował resztę rodzeństwa.

Przystanęła na rozdrożu w poszukiwaniu świateł wozu transmisyjnego. Musiała zachować zimną krew, żeby wysłać kopie zdjęć. Wkrótce po rozpoczęciu kariery zawodowej zorientowała się, że najłatwiej zarobić na sensacjach. Zarobione na fotoreportażach pieniądze pozwalały na utrzymanie matki w domu opieki od czasu, gdy straciła samodzielność po dotkliwym pobiciu przez męża. Kiedy usłyszała, że do końca życia będzie wymagała całodobowej opieki, Romy przysięgła sobie, że zrobi wszystko, co w jej mocy, żeby zapewnić mamie jak najlepsze warunki.

 

Zimny powiew od strony Andów przyprawił ją o dreszcze. Biały namiot został daleko w tyle. Przerażał ją ten surowy krajobraz z ostrymi szczytami gór, zwłaszcza teraz, w nocy. Mieszkanka gwarnego Londynu czuła się tu nie na miejscu. Potężni bracia Acosta idealnie pasowali do rozległych przestrzeni, wśród których wyrośli i których większa część stanowiła ich własność.

Po wyjściu za róg uspokoił ją nieco widok świateł wozu transmisyjnego, najeżonego antenami radiowymi i satelitarnymi. Nie na długo. Czy to gałązka trzasnęła za jej plecami? Z mocno bijącym sercem zaczęła szukać kluczy w torebce. Krzyknęła ze strachu, gdy męska dłoń złapała ją za nadgarstek, a druga sięgnęła po aparat. Odruchowo wykonała zamach nogą, ale nim zdążyła kopnąć napastnika, złapał ją za kostkę.

– Dobrze – pochwalił, przypierając ją do drzwi pojazdu. – Ale nie doskonale.

Romy stwierdziła, że obiektyw nie oddaje w pełni mrocznej urody Kruza. Widziała z bliska złote refleksy w ciemnych oczach i cyniczny uśmieszek. Nie odrywając wzroku od jej twarzy, powoli zsunął jej z ramienia pasek aparatu i odłożył na bok. Na próżno usiłowała go odepchnąć. Bez trudu powalił ją na ziemię. Romy zrobiła przewrót i skoczyła na równe nogi, ale złapał ją i przyciągnął do siebie. Był prawie dwa razy wyższy od niej. Zaszokowana, potarła ramię, choć nie sprawił jej bólu. Znów spróbowała walczyć, ale skwitował śmiechem jej próżne wysiłki. Upokorzył ją jeszcze bardziej, gdy spytał:

– Jakim cudem się tu dostałaś? Nie wpuszczamy tu paparazzich.

– Pracuję dla „Rocka!” – wyjaśniła z godnością.

– Och, przepraszam za nietakt – odrzekł z teatralnym ukłonem. – Pewnie we własnym gabinecie na eksponowanym stanowisku?

– Owszem, mam całkiem ładny gabinet – skłamała, dokładając wszelkich starań, by ukryć zmieszanie. Nie przywykła do takiego lekceważenia ze strony płci przeciwnej.

– Dobrze wiedzieć, że osławiona Romy Winner jest mistrzynią kick-boxingu – drwił dalej.

Romy zaczerwieniła się ze wstydu. Nie zaprezentowała mistrzowskiej klasy, skoro unieszkodliwił ją przy pierwszej próbie obrony.

– Przypuszczam, że ten sport bardzo się przydaje przy forsowaniu zamkniętych drzwi – ciągnął Kruz.

– Zwłaszcza w zetknięciu z takimi brutalami jak ty – odburknęła z wściekłością.

– Może powalczylibyśmy kiedyś na macie w sali gimnastycznej? – zasugerował, niezrażony.

– Po moim trupie!

Kruz obrzucił ją ostrym spojrzeniem, lecz nie zrobiło to na niej najmniejszego wrażenia, ponieważ nie odrywała wzroku od twardych, lecz zmysłowych ust. Zadawała sobie pytanie, czy chciałaby, żeby ją pocałował, choć w gruncie rzeczy znała odpowiedź. Doprawdy niewiarygodną! Lubiła na niego patrzeć okiem fotografa, jak na pięknego tygrysa, ale bez chęci pogłaskania. Uznała, że najwyższa pora utrzeć mu nosa.

– Kick-boxing pomaga stłumić zapędy nachalnych adoratorów.

– Nie pochlebiaj sobie, Romy – wycedził lodowatym tonem.

Romy nie widziała szansy odzyskania aparatu. Miał błyskawiczny refleks, bystre spojrzenie i szybkie ruchy. Ciekawe, jakim byłby kochankiem? Na szczęście nigdy tego nie sprawdzi. Spróbowała pochwycić pasek aparatu, lecz znowu zdołał ją zaskoczyć, zdzierając jednym ruchem żakiet z jej ramion. Romy nie włożyła nic pod spód prócz cienkiego, białego podkoszulka. Nie potrzebowała biustonosza. Żałowała, że nie może mu zaimponować pokaźnym biustem.

– Znowu mnie prowokujesz? – wycedził, nie odrywając wzroku od drobnych, żenująco sterczących sutków.

– Muszę cię rozczarować. Próbuję tylko odzyskać swoją własność – odburknęła.

– Co takiego zarejestrowałaś, czego twoim zdaniem nie powinienem zobaczyć? Odbierzesz go jutro, jak sprawdzę zawartość.

– Muszę dziś opracować i wysłać zdjęcia. Na tym polega moja praca.

– Nielegalna bez akredytacji.

Romy zrozumiała, że go nie przekona. Błyskawicznie sięgnęła po aparat, lecz Kruz jeszcze szybciej powalił ją na ziemię i przygniótł własnym ciężarem.

– Co mam z tobą zrobić? – wymamrotał.

Unieruchomiona za pomocą rozstawionych, muskularnych ud, Romy nie znalazła sposobu obrony. Prawdę mówiąc, nie szukała zbyt intensywnie jego słabych stron. Znała je, podobnie jak własne. Jego gorący oddech pieścił skórę. Miękka jak materac, pognieciona trawa pachniała odurzająco. Gdy spróbowała go odepchnąć, zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem. Sprawił jej zbyt wielką przyjemność, by podejmować walkę. Jęknęła dopiero, gdy odchylił głowę. Wychowana w patologicznej rodzinie, w całym swoim dwudziestoczteroletnim życiu nie zaznała czułości. Pozwalała sobie czasami na chwile rozkoszy. Nie widziała powodu, by nie skorzystać z niespodziewanej okazji.

Bez zahamowań, bez gry wstępnej, bez względu na konsekwencje?

Uczciwa odpowiedź brzmiała: tak. Samo spojrzenie Kruza działało jak afrodyzjak, gorące dłonie wzniecały ogień pod skórą. Nie próbowała odeprzeć pokusy. Gdy powoli zdjął marynarkę, a potem zajrzał jej głęboko w oczy, wiedziona pierwotnym instynktem, szarpnęła poły jego koszuli, aż guziki poleciały na boki. Na widok muskularnego torsu, pokrytego bliznami i tatuażami, zaparło jej dech.

Choć nie potrzebowali słów, na wszelki wypadek głośno uprzedził o swoich zamiarach. Romy w odpowiedzi tylko błogo westchnęła. Z niecierpliwością wyczekiwała spełnienia. Zdziwiło ją, że w szale namiętności zachował na tyle przytomności umysłu, by pomyśleć o zabezpieczeniu, podczas gdy ona zupełnie straciła głowę.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Wygodnie ci? – zapytał Kruz, zanim spełnił ich wspólne pragnienia.

– Wspaniale – wyszeptała zgodnie z prawdą.

Nigdy w życiu nie przeżyła czegoś tak pięknego. Trawa słodko pachniała. Cykady głośno śpiewały, gdzieś w oddali zahuczała sowa, a Kruz dbał o jej odczucia. Cierpliwie uczył ją sztuki kochania. Choć na siłę ciągnęła go do siebie, dał jej poznać mękę oczekiwania, by w pełni przeżyła radość spełnienia. Jego troska głęboko ją poruszyła. Dlatego doznała rozczarowania, gdy nagle wstał i założył ubranie, zanim zdążyli wyrównać oddechy.

Z przykrością patrzyła, jak ukrywa pod krawatem miejsca po oberwanych guzikach koszuli. Logika podpowiadała, że jego zachowanie nie powinno jej dziwić. Wziął to, co dała z własnej woli. Mimo wszystko podświadomie oczekiwała przynajmniej jakichś ciepłych słów.

– Jak się czujesz? – spytał w końcu, gdy doprowadził odzież do względnego porządku.

– Świetnie – skłamała.

Jak mogła sądzić, że wyjdzie z tego doświadczenia bez szwanku? Zmieszana i zawiedziona, włożyła dżinsy, strzepnęła trawę z żakietu i poprawiła włosy. W końcu zwróciła wzrok na aparat. Liczyła na to, że teraz odda jej go dobrowolnie. Przynajmniej tyle mógł dla niej zrobić po tym, co między nimi zaszło.

Na szczęście wyglądało na to, że kompletnie stracił zainteresowanie zarówno nią, jak i sprzętem. Wyciągnął telefon i zaczął tłumaczyć któremuś z podwładnych, że patroluje otoczenie.

Zabolała ją jego obojętność. Tylko na chwilę zapomniała o aktach przemocy ojca i uzależnieniu matki od brutala. Kruz fizycznie jej nie skrzywdził, ale wiało od niego chłodem. Doświadczenia z dzieciństwa nauczyły ją unikać apodyktycznych, pozbawionych uczuć mężczyzn. Na szczęście wyciągnęła właściwe wnioski z gorzkich lekcji. Potrafiła wyłączyć emocje. Powiedziała sobie twardo, że podarowali sobie z Kruzem kilka chwil rozkoszy, nic więcej. Przypuszczalnie obydwoje nie byli zdolni do miłości. Nie przynosiła nic prócz cierpienia. Zaskoczyło ją, że w ogóle przyszło jej na myśl słowo „miłość”. Chyba jęknęła, bo Kruz raptownie zwrócił głowę w jej stronę.

– Pora wracać – rzucił beznamiętnie, gdy wyłączył telefon.

– Racja – potwierdziła tak lekkim tonem, na jaki było ją stać. Ponieważ nie znała protokołu obowiązującego pomiędzy dwojgiem obcych ludzi, których połączył na chwilę nagły poryw namiętności, doszła do wniosku, że nie pozostało jej nic innego, jak pożegnać się z godnością. – Oddaj mi tylko aparat.

– Dostaniesz go, jak sprawdzę zawartość.

– Postanowiłeś zostać moim cenzorem?

Kruz nie skomentował złośliwej uwagi. Obrzucił ją tylko piorunującym spojrzeniem, od którego ścierpła jej skóra.

– Możesz przenocować wraz z innymi dziennikarzami w hotelu robotniczym – poinformował tak obojętnym tonem, jakby nawet jej nie dotknął. – Odbierzesz go rano od moich pracowników.

– Za późno. Potrzebuję go natychmiast.

– Po co?

Romy przemilczała, że znaczy dla niej znacznie więcej niż narzędzie pracy i źródło dochodów. Traktowała go niemal jak część ciała, jak piątą kończynę.

– Muszę dziś opracować zdjęcia i przesłać do redakcji – skłamała. – Poza tym chcę wybrać te, które ofiaruję na waszą akcję dobroczynną – dodała w rozpaczy.

– Dla naszej fundacji? – zapytał z niedowierzaniem.

– Tak – potwierdziła Romy w nadziei, że go przekupi. Zrobiła ich tyle, że starczyłoby zarówno dla Grace, jak i dla działu fotoreportażu i jeszcze sporo zostałoby w zapasie. – Nasz wydawca rozważa zamieszczenie w „Rocku!” artykułu o dobroczynnej działalności Acostów – kusiła, nie do końca zgodnie z prawdą. Dopiero teraz, w poszukiwaniu sposobu ratunku, wpadła na pomysł, żeby nakłonić redaktora naczelnego do opisania ich akcji społecznych. – Pomyśl tylko, jaką popularność zyskacie.

– Dlaczego Grace nie wspomniała ani słowem o waszych zamiarach? Gdyby mi je przedstawiła, załatwiłbym wam oficjalną przepustkę.

– Przybyłam tu na jej prośbę. Prosiła mnie o zachowanie mojej misji w tajemnicy. Szykuje niespodziankę dla Nacha. Mam nadzieję, że nas nie wydasz? Sądzę, że Grace i Holly zapomniały cię wtajemniczyć, ponieważ były zbyt zaabsorbowane przygotowaniami do wesela – dodała, żeby oszczędzić przyjaciółkom kłopotów.

Kruz milczał. Romy nie pozostało nic innego, jak tylko czekać.

– Przypuszczam, że Grace może potwierdzić twoje słowa, jeśli zapytam?

– Jeżeli uważasz za stosowne przesłuchiwanie panny młodej podczas wesela, nie widzę przeszkód.

Kruz uniósł kruczoczarną brew. Czy jej uwierzył, czy nie, w każdym razie przynajmniej na chwilę zbiła go z tropu.

– Najlepiej, jak sam zobaczę te zdjęcia, a potem zdecyduję, co zrobić – stwierdził w końcu.

Gdy ruszył przed siebie, dogoniła go pędem i stanęła przed nim, zagradzając drogę, wyraźnie przerażona perspektywą utraty źródła zarobku. Kruz niemal jej współczuł, ale przemocą stłumił wyrzuty sumienia. Cóż dla niego znaczyła jakaś panna Winner? Prawdę mówiąc, więcej niż by chciał. W jakiś sposób zapadła mu w serce, jeszcze nie potrafił określić, jak głęboko.

– Czy istnieje jakiś powód, dla którego nie powinienem ich zobaczyć? – zapytał, unosząc aparat na wysokość jej oczu, ale poza zasięgiem ręki.

– Absolutnie nie – zaprzeczyła z całą mocą.

Gdy rysy Kruza złagodniały, niemal się uśmiechnęła.

Kruz ze zdziwieniem stwierdził, że lubi się z nią droczyć. Ale nie zamierzał jej dręczyć. Smutek w jej oczach sprawiał mu przykrość.

– Czy moglibyśmy pójść do wozu transmisyjnego? – zapytał, wskazując kierunek.

Romy patrzyła na niego podejrzliwie, najwyraźniej niepewna, czy nie próbuje jej podejść. Nie miała jednak innego wyjścia, jak przystać na propozycję. Zacisnęła zęby i ruszyła przed siebie, niewątpliwie planując kolejne posunięcia. Wkrótce faktycznie go zaskoczyła.

– Co masz do ukrycia? – spytała, otwierając drzwi.

– Ja?

– Ludzie, którzy mają nieczyste sumienie albo wstydliwe sekrety, zwykle najbardziej się mnie obawiają. Czyżbyś podejrzewał, że sfotografowałam cię w jakiejś kompromitującej sytuacji? – dopytywała się z uśmieszkiem rozbawienia.

Kruz wiedział, czemu pyta. Przemawiało przez nią osobiste doświadczenie sprzed paru minut. Nigdy wcześniej nie pozwolił sobie na taką lekkomyślność jak tej nocy. Przyrzekł sobie, że więcej nie powtórzy tak poważnego błędu.

Lecz gdy napotkał jej spojrzenie, oblała go fala gorąca. Jednak coś czuł, nie zatracił ludzkich odruchów. Brat, Nacho, przekonywał go o tym, gdy wypisano go ze szpitala wojskowego. Namówił go, by wykorzystał nabyte w wojsku umiejętności i założył własną agencję ochrony. Tłumaczył, że musi odzyskać zdolność odczuwania normalnych emocji, marzeń i tęsknot, zanim rozpocznie nowe życie. Miał rację. Im dłużej Kruz patrzył na Romy, tym bardziej czuł się człowiekiem.

 

Romy na próżno wychodziła ze skóry, by zachować zawodowy dystans. Nie ułatwiał jej zadania. Czy musiał tak patrzeć na jej usta? Wystarczyło jedno spojrzenie, by wbrew wszelkim postanowieniom znów zatęskniła za jego dotykiem. Pragnęła, by ją przytulił, nie w żartach, lecz na serio, nie w erotycznych zamiarach, tylko zwyczajnie, z czułością. Nigdy wcześniej nie potrzebowała takiej więzi z drugim człowiekiem. Teraz też nie zamierzała wpaść w pułapkę zależności od mężczyzny.

– Może wejdziemy do środka? – wyrwał ją z zadumy jego głos.

Dopiero kiedy ponownie popatrzyła na Kruza, uświadomiła sobie, że nie tylko wyjął jej klucz z ręki, ale też otworzył drzwi wozu i przytrzymał je dla niej. Jego kurtuazja na nowo obudziła niebezpieczne tęsknoty. Kobiety, które im ulegały, kończyły jak jej matka: załamane, pobite, okaleczone, skazane na pomoc płatnego personelu w domach opieki. Bez słowa, z obojętną miną wprowadziła go do środka.

Jej rezerwa zabolała Kruza, jakby wymierzyła mu policzek. Nie przywykł do uczuciowego chłodu po miłosnej gorączce. Na próżno tłumaczył sobie, że Romy usiłuje zachować dystans podobnie jak on sam. Najwyraźniej natura poskąpiła jej pokładów czułości, którymi dysponowały inne przedstawicielki jej płci, według jego oceny czasami aż w nadmiarze. Obojętność Romy powinna go cieszyć, lecz zamiast radości odczuwał rozgoryczenie. Nie lgnęła do niego w przeciwieństwie do dotychczasowych partnerek, czego po raz pierwszy w skrytości ducha zapragnął.

– Wchodzisz czy nie? – ponagliła, gdy przystanął na schodku przed wejściem.

Wystarczyło, że minął ją w przejściu, by na nowo rozpalić jego zmysły. Z niewiadomych przyczyn ta filigranowa, wojownicza reporterka działała na niego jak żadna inna. Pragnął więcej, tak samo jak ona, sądząc po przyśpieszonym oddechu. Powietrze pomiędzy nimi niemal iskrzyło. Lecz chciała więcej, niż mógł dać. Pożądał tylko jej ciała.