Smak wina i miłości

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

Grace podjęła decyzję o wyjeździe do Argentyny, zanim Elias wyszedł z biura. Nie mogła zawieść swojego mentora. Musiała stawić czoło wyzwaniu. Wydawało się trudne, ponieważ wiązało się z Nachem.

To było jej pierwsze poważne zadanie. Czy porywała się z motyką na słońce? Czy Nacho zechce wysłuchać jej opinii o winie i metodzie prowadzenia rodzinnych winnic? Mimo szerokiej wiedzy nie miała praktycznego doświadczenia w tej dziedzinie, nie mówiąc już o majątku czy pochodzeniu porównywalnym z Acostami.

Pierwsze zetknięcie z Nachem było katastrofą. Teraz przyjeżdżała w interesach. Nie mogła zachowywać się jak pensjonarka.

Przypomniała sobie ślub Lucii i własną nieśmiałość. Wśród pewnych siebie eleganckich ludzi czuła się intruzem. Była przerażona, gdy Nacho przyszedł jej z pomocą. Sądziła, że nie jest w stanie powiedzieć mu niczego interesującego, dlatego stała jak zahipnotyzowana, kiedy pocałował ją lekko w usta. Pierwszą szansę zmarnowała. „Zupełnie jak Kopciuszek” – zbeształa ją potem Lucia.

Grace nie umiała sobie wyobrazić, co teraz Nacho o niej pomyśli, gdy się okaże, że nie widzi, a na dodatek ma prawo ingerować w jego interesy.

Nie pierwszy raz od utraty wzroku miała ochotę walić głową w ścianę i krzyczeć: dlaczego ja? Niestety, zawsze nasuwała jej się ta sama odpowiedź: a dlaczego nie?

Późnym wieczorem spakowała walizkę. Lucia, zawsze dobrze zorganizowana, opracowała dla niej niezawodny i łatwy system przechowywania ubrań w garderobie, pomagający znaleźć rzeczy dopasowane kolorystycznie.

Gdyby równie łatwo dało się opanować wewnętrzny niepokój, pomyślała Grace.

Była podekscytowana i przerażona perspektywą ponownego spotkania z Nachem. Tłumaczyła sobie, że ponieważ nie może go teraz zobaczyć, nie powinno być tak źle jak poprzednio.

Tyle że sama w to nie wierzyła.

Elias pospiesznie wysłał mejl do Nacha z informacją, że z przyczyn obiektywnych musi zrezygnować z wyjazdu, ale zastąpi go inny ekspert.

Grace była zbyt lojalna, by zawieść Eliasa. Nie przestawała jednak myśleć o reakcji Nacha na niewidomą sommelierkę. Oczekiwał Eliasa Silvera, doskonałego winiarza i wpływowego dystrybutora win w Europie, a w zamian dostanie Grace i jej psa przewodnika.

Podróż do Argentyny okazała się łatwiejsza, niż Grace przypuszczała. Przysłano po nią kierowcę, który zawiózł ją na lotnisko, a tam wszystko poszło gładko. Może tego właśnie doświadczali pasażerowie prywatnych samolotów, ale podobało jej się to skakanie wokół niej.

Po wyjściu na płytę lotniska poczuła ciepło i słońce na twarzy. To była miła odmiana po wilgotnej angielskiej zimie. Miejscowy język brzmiał melodyjnie i intrygująco.

Samochód już na nią czekał. Szofer okazał się gadatliwy, a że angielskim władał doskonale i był niezmiernie dumny ze swojego kraju, rozmowa z nim okazała się dla Grace bardzo kształcąca.

Nie zdziwił się, że Grace jest niewidoma. Kiedy mimochodem rzuciła coś na ten temat, wyjaśnił, że Elias o wszystkim poinformował asystentkę Nacha. Tylko szef jeszcze nie wiedział, że jego win będzie kosztować tak piękna kobieta.

Kierowca szczegółowo opisywał jej krajobraz przesuwający się za oknem. Opis pampy, ośnieżonych szczytów na horyzoncie, uprawnych ziem i wijącej się przez nie rzeki był tak plastyczny, że nie potrzebowała oczu, by to wszytko zobaczyć.

Znużona długą jazdą w końcu zasnęła. Obudziła się zrelaksowana. Pierwsza przeszkoda – podróż, i to na drugi koniec świata! – już za nią. To powinno dodać jej odwagi.

Pamiętając entuzjastyczną opinię Eliasa o winnicach, niecierpliwie czekała na chwilę, w której zacznie je sama odkrywać. Słyszała szum rzeki, czuła zapach żyznej ziemi. Uśmiechnęła się do siebie przekonana, że spodoba jej się tutaj mimo obaw, jakie budziła w niej perspektywa spotkania z Nachem.

Ostatnio nie miał ani chwili wytchnienia. Jedna podróż służbowa goniła drugą, ale to miejsce nad rzeką dawało mu spokój.

Zupełnie, jakbym odwiedzał grób swoich rodziców i rozmawiał w nimi, pomyślał.

Kiedy Nacho Acosta wrócił do winnic po wielu latach, każdy skrawek posiadłości przywoływał bolesne wspomnienia. Tak długo jeździł znajomymi ścieżkami, aż pokonał demony przeszłości i odzyskał równowagę, pozwalającą przywrócić do życia winnice. W cieniu Andów można zyskać właściwą perspektywę.

Przemawiając łagodnie do świeżo ułożonego wierzchowca, poklepał go po zgrabnej szyi. Nie po raz pierwszy zadał sobie pytanie, czy nie woli zwierząt od ludzi. I jego koń, i on doświadczyli ostatnio wielkiej zmiany. Koń stracił wolność, a on ją odzyskał po latach opieki nad rodzeństwem. Nie cieszyło go jednak beztroskie życie playboya i wolność szybko przyniosła rozczarowanie. Nacho wrócił więc do Argentyny z mocnym postanowieniem przywrócenia świetności rodzinnym winnicom.

Po londyńskiej aurze słońce rozgrzewające skórę sprawiało mu niemal zmysłową przyjemność. Był w doskonałym nastroju. Póki nie zauważył psa. Spuszczony ze smyczy załatwiał się pod jego winoroślą. Kątem oka dostrzegł jakąś sylwetkę nad brzegiem rzeki. Wściekły z powodu wtargnięcia na jego ziemię, zmusił konia do galopu.

– To teren prywatny! – ryknął.

Grace skuliła się z przerażenia. Ten głos, tętent kopyt – tego bała się coraz bardziej.

I tego w głębi duszy wyczekiwała.

Planowała spotkanie biznesowe w zaciszu biura, nie konfrontację. Czuła na sobie gorący oddech wierzchowca i gniewny wzrok Nacha. Ta bliskość poruszyła jej zmysły i przywołała wspomnienia. Nacho przerażał ją bardziej niż jakikolwiek inny mężczyzna.

Czyżby umyślnie kusiła los? Czyż gospodyni nie ostrzegła jej, że pan może wrócić lada chwila? Czyż nie wspomniała, że lubi konne przejażdżki nad rzeką?

Nacho osadził konia tuż za dziewczyną. Nawet nie drgnęła. Stała plecami do niego i wyraźnie go ignorowała. Jej pies okazał więcej rozsądku. Przypadł brzuchem do ziemi i szczerzył zęby.

– To teren prywatny – powtórzył. – A pani tu bezprawnie wtargnęła.

– Słyszałam, Nacho.

Odwróciła się.

– Grace? – zapytał.

– A któżby inny? Elias nie uprzedzał, że przyjadę?

Widząc, jak drży, uznał, że wojowniczym tonem chce pokryć lęk.

– Moja asystentka wspomniała coś o zastępstwie. – Nerwowo szukał właściwych słów. Na próżno. Był zły na Eliasa za ten oczywisty podstęp, a jednocześnie wstrząśnięty widokiem takiej Grace.

– A ty nie wierzysz, że to ja mam go zastąpić?

– Jakim cudem, skoro Elias jest najlepszy w tej branży?

Milczała. Nacho bacznie się jej przyglądał. Czuł się nieswojo, patrząc na niewidomą kobietę. Miał wrażenie, że to niemal wykorzystywanie. Jednak prócz nieobecnych oczu Grace była taka, jaką ją zapamiętał.

Na ślubie Lucii uznał ją za interesującą, ale przy próbie kontaktu rozczarowała go swoją niedojrzałością i naiwnością.

– Przykro mi, że cię rozczarowałam – powiedziała, jakby czytała mu w myślach. – Czy Elias nie wspominał, że dla niego pracuję? Byłam pewna, że powiedział ci o tym w Londynie.

– Ten temat nigdy się nie pojawił. Dlaczego mielibyśmy o tym mówić? – odparł szorstko.

– Nie złość się. Elias dobrze mnie wyszkolił i ma podstawy, by zawierzyć mojemu osądowi.

– I oczekujesz ode mnie tego samego? – zapytał szyderczo.

Koń niecierpliwie przebierał nogami w miejscu, jakby też miał jej już dość.

– Nie wierzę, że Elias przysłał w zastępstwie młodą dziewczynę, skoro oczekiwałem najlepszego winiarza.

– I zastanawiasz się, co wiem o dobrych winach – odparła, siląc się na spokój.

– Zastanawiam się, co ty tu w ogóle robisz. Zdobyłaś wiedzę o winie w klubie? – rzucił pogardliwie.

Wino, jakie podawali w klubie, należało do najtańszych ze składnicy Eliasa.

– Zaszła jakaś pomyłka. – Nacho obstawał przy swoim.

– O żadnej pomyłce nie ma mowy. Zapewniam cię, że jestem doskonale wyszkolona. – Grace czuła narastającą złość.

– Mój koń też – zaśmiał się Nacho.

Wyglądała, jakby chciała zrzucić go z siodła. Zacisnęła szczęki i pięści. Była zła. Najprostsze rozwiązanie – odesłanie jej do domu następnym lotem – było trudne z powodu jej stanu. Poza tym była najlepszą przyjaciółką jego siostry. Jak mógł wściekać się na kobietę, która dłońmi macała ziemię w poszukiwaniu psiej smyczy.

– Jest po twojej lewej – podpowiedział.

– Dziękuję, Buddy ją mi poda – odpaliła, nie skrywając złości.

Po chwili już trzymała ją w ręku.

Kiedy Nacho zobaczył Grace na ślubie Lucii, poczuł, że istnieje między nimi niewytłumaczalna więź. Próbował iść za tym przeczuciem, ale tylko ją spłoszył. Może wyczuła w nim wtedy mroczną część jego natury? Zmieniła się od tamtego czasu. Musiała się zmienić. Miała w sobie determinację, która na powrót wzbudziła jego zainteresowanie.

– Zdaję sobie sprawę, że mój przyjazd jest dla ciebie szokiem – powiedziała, zapinając Buddy’emu smycz.

– Nie ukrywam, że tak. Co ci się stało, Grace?

– Wirus. – Wzruszyła ramionami.

– Jak długo zamierzasz zostać? – zapytał. Nie dając jej szansy na odpowiedź, przedstawił własną wersję. – Spodziewam się, że zrobisz trochę notatek, rozejrzysz się i zdasz Eliasowi raport. Jeden dzień chyba wystarczy?

– Jeden dzień? – wykrzyknęła. – Mam do zrobienia więcej niż notatki!

Złość na Eliasa przyćmiła konsternacja, gdy Grace odwróciła głowę i skierowała oczy mniej więcej w kierunku, z którego dobiegał jego głos.

– Mam z sobą klawiaturę Braille’a i ekran – wyjaśniła. – Spodziewam się, że zostanę tu przez miesiąc.

– Miesiąc?! – wybuchnął.

– Może parę dni dłużej. Nie masz powodu do niepokoju. Jestem wyszkoloną sommelierką, z dyplomem z uprawy winorośli i produkcji wina.

 

– A co z doświadczeniem? – rzucił szorstko z narastającą wściekłością.

Wyczuwając stan swojego pana, wierzchowiec zaczął nerwowo grzebać kopytem. Prowadzona przez Buddy’ego Grace minęła go i ruszyła ścieżką przed siebie, machając trzymanymi w dłoni sandałami.

Nie chciała dać po sobie poznać napięcia. Musiała wrócić do domku dla gości i odzyskać równowagę. Nie spodziewała się, że tak bardzo przeżyje spotkanie z Nachem. Dał jej jasno do zrozumienia, że nie jest tu mile widziana. Na ślubie Lucii pozwoliła sobie snuć bajkowe marzenia, ale musiała wrócić na ziemię. Miała zadanie do wykonania.

Szli w milczeniu. Czuła na plecach jego świdrujący wzrok. Przypomniała sobie, jak na przyjęciu weselnym Nacho dotknął jej ramienia i musnął wargi w przelotnym pocałunku. Na szczęście w porę wrócił jej zdrowy rozsądek. Była niedoświadczona, Nacho Acosta wręcz przeciwnie. Dotarło do niej, że kolejne pocałunki doprowadziłyby do bolesnego rozczarowania. Dla Grace miłość i seks były ze sobą nierozerwalnie związane, tymczasem według prasy kolorowej Nacho cieszył się sławą playboya i korzystał z uroków życia.

Ścieżka była kamienista. Grace przystanęła, by włożyć sandały.

– Proszę, nie. Buddy przypilnuje, żebym nie upadła – powiedziała, mając wrażenie, że Nacho chce zsiąść z konia. Pierwszy raz od dawna poczuła się tak bezradna. Nie mogła nawet odnaleźć w ciemności rączki psiej uprzęży.

– Pozwól, że ja to zrobię.

Było za późno na protest. Nacho już stał na ziemi.

– Dziękuję, ale to tylko zamąci Buddy’emu w głowie.

– Przepraszam. Widzę, że twój pies wiele umie, ale czy złapie cię, gdy upadniesz? – powiedział chłodno.

– Buddy nie dopuszcza do upadku. Stąd już damy sobie radę. Buddy, do domku.

Szła coraz szybciej, prawie biegła. Obawiała się obcego terenu i bała się Nacha. Usłyszała, że wsiada na konia. Znowu był tuż za nią.

– Znamy drogę – powiedziała, walcząc z upiornym wrażeniem bycia ściganą zwierzyną. Chciała, żeby coś powiedział. Chciała zobaczyć wyraz jego twarzy. Pod warunkiem, że nie ujrzałaby na niej litości. Tego by nie zniosła. Miała dość ludzi traktujących ją z powodu utraty wzroku jak niepełnosprawną umysłowo.

– Nie mogę po prostu okazać ci uprzejmości? Podczas pobytu w Argentynie jesteś moim gościem – odparł, dając jej możliwość zorientowania się, w jakiej odległości za nią jedzie.

Przystanęła.

– Muszę cię przeprosić. Kiepsko zaczęliśmy. Wiedz, że nie mogę się już doczekać degustacji twoich win. Elias bardzo je zachwalał. Przepraszam, jeśli moja obecność tutaj jest dla ciebie niemiłym zaskoczeniem. Pewnie się zastanawiasz…

– Nad czym, Grace? – wszedł jej w słowo, ściągając wierzchowcowi wodze. – Elias o niczym mnie nie poinformował. Jestem zawiedziony. Co mam myśleć, skoro przysyła mi w zastępstwie młodą dziewczynę bez doświadczenia? Mówiąc szczerze, nie wyobrażam sobie, jak wykonasz to zadanie.

Drgnęła, a on poczuł się paskudnie. W grę wchodziła jednak przyszłość wielu osób.

– Uważaj! – zawołał nagle. Znalazła się niebezpiecznie blisko krawędzi brzegu, ale Buddy poprowadził ją z powrotem na ścieżkę. – Omal nie spadłaś.

– Buddy by mi nie pozwolił.

Podziwiał jej pewność i miał nadzieję, że jest uzasadniona. Grace nie była już tamtą naiwną dziewczyną, jaką zapamiętał ze ślubu siostry. Była silną kobietą i coraz bardziej go intrygowała, co tylko komplikowało sytuację.

– Jak trafiłaś nad rzekę? – zapytał. Usiłował wyobrazić sobie siebie niewidomego, polegającego wyłącznie na psie przewodniku.

– Buddy usłyszał szum wody i wyczuł ją. Zaczął szczekać. Pomyślałam, że po długiej podróży przechadzka dobrze nam zrobi.

– Nie rozumiem, dlaczego Lucia nie wspomniała o twojej chorobie.

– Bo ją o to prosiłam.

– Po co te tajemnice? – zapytał podejrzliwie.

– Ponieważ radzę sobie. Nie chcę funkcjonować na specjalnych prawach. Nie chcę, żeby mój stan wpływał na to, co ludzie o mnie myślą.

– To chyba przesadny optymizm, Grace.

– Może, ale nie chcę taryfy ulgowej. Sama umiem się o siebie zatroszczyć.

– Nie sądzisz, że wypadałoby jednak uprzedzać ludzi, by mogli zapewnić ci odpowiednie warunki?

– Właśnie tego nie chcę. Dlaczego miałabym się godzić na…

– Kompromis? – dopowiedział.

Koń niecierpliwie potrząsał łbem. Zwierzęta wyczuwały emocje ludzi prędzej niż oni sami, a Nacho chciał przecież uniknąć jakiejkolwiek pasji w relacji z Grace.

Dobrze wiedział, że pasja potrafi zabić, a on dwa razy nie popełniał tego samego błędu.

ROZDZIAŁ TRZECI

– Kompromis jest chyba częścią strategii dostosowania się do nowej sytuacji? – drążył, idąc za Grace.

Miała zaciśnięte usta. I wypisane na twarzy pytanie: co ty o tym wiesz? Ten jeden raz w życiu rzeczywiście nie wiedział absolutnie nic.

– Kompromis brzmi w moich uszach jak porażka.

– Uważaj na gałąź! – ostrzegł.

– Spokojnie! – odkrzyknęła. Buddy zmienił nieco kierunek, bezpiecznie omijając przeszkodę.

Nie była świadoma, jak blisko krawędzi stromego brzegu się znajduje i jak łatwo można stąd runąć do wartkiej rzeki. Nagle wróciły do niego wspomnienia tragedii sprzed lat, której powinien był zapobiec.

– Nie widzę rzeki, ale ją słyszę – powiedziała, jakby czytała w jego myślach. – A Buddy jako przewodnik…

– Nie pozwoli ci spaść? – dokończył za nią sarkastycznie, nie mogąc uwolnić się od obrazów z przeszłości. – A gdybyś jednak wpadła, skoczyłby ci na ratunek.

– Oczywiście. Buddy umie więcej, niż ci się wydaje.

Pamięć nie dawała się oszukać. Czuł odpowiedzialność za Grace stojącą w tym miejscu.

– Następnym razem uprzedź mnie, zanim postanowisz ryzykować życie.

Zgrzytnął w duchu zębami, gdy zaśmiała się serdecznie. Byłoby lepiej, gdyby natychmiast stąd wyjechała.

– Wybacz, jeśli cię szokuję swoją niezależnością. Wolałbyś, żebym siedziała skulona ze strachu w domku dla gości i czekała, aż się pojawisz?

– Jeśli masz zamiar robić ze mną interesy, najpierw powinnaś popracować nad uprzejmością, a potem nauczyć się uległości.

– Uległości? Jeśli w ten sposób rozmawiasz z ludźmi, nie dziwię się, że są wobec ciebie nieuprzejmi. Mam konkretne zadanie: obiektywnie ocenić twoje wino. Uległość byłaby ostatnią rzeczą, jakiej bym oczekiwała na twoim miejscu, mając na względzie własne dobro i powodzenie w interesach.

Miała odpowiedź na wszystko. Otaksował jej sylwetkę spojrzeniem znawcy. Zmieniła się pod wieloma względami, pozostała jednak równie atrakcyjna, jak ją zapamiętał.

– Elias był dla ciebie bardzo dobry – zauważył, coraz bardziej ciekawy nowej Grace.

– Tak – odparła już łagodniej. – Zatrudnił mnie, zapłacił za szkolenie.

– Dziwię się, że nie był ze mną szczery. Wystarczyłoby zadzwonić i uprzedzić o swoich zamiarach.

– Pozwoliłbyś wtedy na mój przyjazd?

Milczał, ciągnęła więc dalej:

– I nie obwiniaj swojej asystentki. Widocznie byłeś w samolocie, kiedy Elias wysłał ci mejl. Zostałam przywitana bardzo serdecznie, twoja asystentka wszystko doskonale przygotowała.

Asystentka rzeczywiście dzwoniła do niego, ale on puścił jej słowa mimo uszu. Rozmawiał wtedy z weteranem branży winiarskiej, któremu jego wizyta w Londynie przypomniała stare dobre czasy. Nacho przypuszczał, że chodzi o podróże ojca po Europie i jego romanse. Chciał protestować, że w tej kwestii nie poszedł w ślady ojca, lecz powstrzymała go przed tym synowska lojalność.

Dopiero w szkole poznał prawdę. Jego rodzice nie byli jedynymi ludźmi umiejącymi utrzymać tajemnice. On sam czynił to przez większość swojego życia.

– To jak będzie? Nie zwalisz winy na asystentkę? – Grace nie dawała za wygraną.

– Oczywiście, że nie – odparł, wracając do rzeczywistości.

Podziękowała skinieniem głowy, idąc dalej za Buddym.

Cokolwiek myślał o jej przyjeździe w miejsce Eliasa, nie sposób było pozostać obojętnym na to, co zgotował jej los.

– Wspaniałe powietrze – powiedziała, biorąc głęboki oddech. – Jak najlepsze wino: orzeźwiające i dojrzałe, z zapachową nutą młodych owoców i kwitnących kwiatów.

Romantyczka, pomyślał. Tego mu tylko brakowało. Na szczęście nie przewidywał jej długiego pobytu.

Kiedy podmuch wiatru rozwiał jej jasne włosy, poczuł to samo przyciąganie co na ślubie siostry. Spotkanie tak pięknej kobiety w rozkwicie młodości i urody, a potem ujrzenie jej po dwóch latach w tym stanie było bolesnym przypomnieniem, że w życiu nic nie jest trwałe.

– Twoja gospodyni wspomniała, że byłeś w Afryce Południowej – zagadnęła Grace z oczywistym zamiarem podtrzymania rozmowy.

– W interesach – odparł oschle.

Wśród braci Acosta miał opinię najbardziej trudnego w kontaktach. Grace domyślała się powodów. Jako najstarszy z rodzeństwa, niewiele miał czasu dla siebie. Nawet w rozgrywkach polo kierował drużyną, co wiązało się z odpowiedzialnością.

– Jesteś tu jeszcze? – zapytała po dłuższej chwili.

– Próbuję za tobą nadążyć.

– Niewiele mówisz.

– Odezwę się, jeśli będę miał coś do powiedzenia.

– Daj mi znać, kiedy mam zwolnić.

Nie sposób było się na nią długo złościć. Pod pewnymi względami przypominała mu Lucię. Siostra zawsze wystawiała jego cierpliwość na próbę. Teraz rozumiał, dlaczego obie dziewczyny tak się zaprzyjaźniły.

– Widzę, że przejęłaś fatalne nawyki od mojej siostry. Ponieważ nią nie jesteś i tylko dla mnie pracujesz…

– Z tobą – poprawiła.

– Ponieważ nie jesteś moją siostrą – powtórzył – twoje przywileje na czas pobytu tutaj nie obejmują prowokowania mnie.

– Zatem akceptujesz fakt, że zostanę tu na dłużej?

– Tego nie powiedziałem.

– Nie musiałeś.

Kiedy zwróciła ku niemu głowę, uśmiech igrał jej na wargach. Nacho zatrzymał na nich wzrok.

– Mogę cię o coś zapytać, Nacho?

– Jasne.

– Dasz mi listę wszystkich miejsc stanowiących strefę zakazaną, żebym się więcej nie pomyliła? Braille’em, oczywiście – dodała, znowu odwracając się od niego.

Zgrzytnął w duchu zębami. Nie przywykł do takiej niesubordynacji. Ludzie zwykle słuchali go bez szemrania.

– Powiem ci, co zrobię. Zatrudnię dla ciebie tłumacza. Albo nauczysz się moich zasad na pamięć, jeśli wolisz.

– Uśmiechasz się? – zapytała.

Nie. Nacho szybko się uczył i zdołał nadać swojemu głosowi neutralny ton.

– Jeśli mój pobyt ma przynieść pozytywne efekty, oboje musimy się dostosować.

– Czyżby?

Delikatny podmuch uniósł jej lekką sukienkę i na chwilę odsłonił szczupłe opalone nogi. Siłą woli Nacho stłumił podniecenie.

– Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie w Kornwalii? – zapytała. – Przyjechałeś na mecz polo na plaży. Opuściłeś szybę w dżipie i…

– I co, Grace? – wszedł w jej słowo na widok jej rumieńca.

– Byłam tylko ciekawa, czy to pamiętasz.

Pamiętał.

Po tych słowach zamilkli oboje. Grace pierwsza przerwała ciszę.

– Wtedy cię widziałam.

– Jeśli chcesz wiedzieć, to od tamtej pory nic się nie zmieniłem.

– To fatalnie – odparowała.

Czy mógł ignorować taką kobietę? Żadna nie umiała go tak rozbawić. Cieszył się, że słynny urok braci Acosta na nią nie działa. Byłby szczęśliwy, gdyby już nigdy w życiu nie usłyszał, jak bardzo przypomina ojca. Znów powędrował wzrokiem ku rozkołysanym biodrom Grace. Jedno było pewne: jeśli te przekomarzania były obliczone na rozbudzenie w nim zainteresowania, to Grace się ta sztuka udała, w przeciwieństwie do wielu jej poprzedniczek.

– Onieśmielałeś mnie – przyznała po chwili.

– Dlaczego?

– Byłeś sławny i zachowywałeś dystans.

– A na ślubie?

– Przeraziłeś mnie śmiertelnie.

Zaśmiał się drugi raz od lat.

– A jakie masz wrażenia przy ponownym spotkaniu?

– Teraz przynajmniej cię nie widzę.

– I to pomaga? – Z trudem zapanował nad ponownym wybuchem śmiechu.

– Bardzo.

– Przyjechałaś dokończyć to, co wtedy przerwaliśmy?

– O ile pamiętam, na ślubie to ja przerwałam.

– Właśnie, señorita Lundström.

Gorąco mu się zrobiło, gdy Grace przechyliła głowę, jakby chciała rzucić mu zalotne spojrzenie. Podobała mu się ta szermierka słowna. Podobał mu się sposób, w jaki Grace się broni. I ona sama mu się podobała. Bardzo.

 

– Coś się stało? Zamilkłeś nagle.

– Cieszę się tym dniem – powiedział, uznając, że bezpieczniej jest iść w ślady Anglików i ograniczyć się do rozmowy o pogodzie.

– Jest cudowny. – Rozłożyła szeroko ramiona.

Były piękne, szczupłe i lekko opalone. Grace była piękna. W duchu przywołał się do porządku. Należało jak najszybciej skierować rozmowę na tematy biznesowe. Był pewien, że w tej dziedzinie Grace nie sprosta jego oczekiwaniom. Wtedy będzie mógł odesłać ją z powrotem do Europy i na tym zakończy się cała ta historia. Życie bywa okrutne, skonstatował, ale to nie zmienia faktów. Co Eliasowi strzeliło do głowy? Jaki jest pożytek z niewidomej sommelierki? Znów zagotował się ze złości na myśl o tym, jak nabrał go przebiegły stary lis.

– Powiedz mi coś o swojej pracy, Grace. Jak to u ciebie wygląda?

– Co masz na myśli? – odparła, nie zwalniając kroku. – Nie widzę, ale przecież nie straciłam smaku ani węchu.

– A klarowność wina? A osad, barwa, lepkość?

– Co do barwy, to muszę polegać na opisie innych, ale jak większość ludzi czuję na języku osad. Poza tym nie spodziewam się mętnego czy cienkiego wina od kogoś, kto poważnie traktuje swoje wyroby.

– Jesteś bardzo pewna siebie.

– To już ty ocenisz, gdy przystąpimy do degustacji.

– Do tego nam jeszcze daleko – przypomniał.

Ujarzmienie tak hardej kobiety sprawiłoby mu wielką przyjemność. Wiedział, że musi się oprzeć tej pokusie. Znał cenę impulsywnych działań i nie miał zamiaru powtarzać tego błędu.

– Nie przyjechałam tu zwiedzać. Elias czeka na moją opinię o twoich winach i sposobie ich produkcji.

Myśl o tym, że Grace ma go oceniać, była nie do zniesienia, tyle że pracodawca Grace nie był tylko jednym z najbardziej szanowanych autorytetów w branży winiarskiej, ale także największym dystrybutorem win w Europie. Nacho go potrzebował. Wniosek? Nie mógł go obrazić. Problem w tym, że Grace nie miała ani doświadczenia, ani mądrości potrzebnych w tej pracy. Jak mogła równać się z człowiekiem rangi Eliasa, który poświęcił całe życie poszukiwaniu najlepszych win?

– Wiem, o czym myślisz. Rozumiem powody, dla których chcesz mnie odesłać do domu. Wybacz, jeśli nie pasuję do wizerunku eksperta, jakiego sobie wyobrażałeś. Musisz wiedzieć, że traktuję swoją pracę bardzo poważnie i jestem w tym dobra. Dlatego Elias powierzył mi to zadanie. Może najpierw zobaczysz mnie w akcji, a dopiero potem wydasz wyrok?

Czy tak łatwo można go było rozszyfrować? A co do Grace w akcji…

Precz z tymi myślami. Jako dużo młodsza od niego, a na dodatek najlepsza przyjaciółka jego siostry, Grace zajmowała wyjątkową pozycję, chociaż nie powinna o tym wiedzieć.

Jej pies zwolnił, gdy zbliżyli się do białego płotu okalającego domek dla gości.

– Dziękuję za odprowadzenie, dalej już trafimy sami.

Odprawiała go? A jeśli nie miał zamiaru odejść?

Złagodniał na widok Grace wodzącej palcami po płocie w poszukiwaniu furtki. Niezależność w połączeniu z bezbronnością głęboko go poruszała.

Znalazłszy furtkę, poszukała zasuwy. Instynkt zawsze nakazywał mu chronić i bronić, zsiadł więc z konia, by usłyszeć beztroskie:

– Do widzenia, Nacho.

– Odprowadzę cię do drzwi – odparł stanowczo, nie dając się zbyć.

Otworzył furtkę i ruszył pierwszy. Rozmawiali przez całą drogę, a on miał jeszcze tyle pytań: Jak długo chorowałaś? Straciłaś wzrok nagle czy to się działo stopniowo? Jak długo dochodziłaś do siebie? Od kiedy masz psa? Ile widzisz, jeśli w ogóle widzisz cokolwiek?

– To bardzo uprzejme z twojej strony, ale zupełnie niepotrzebne. Sama sobie doskonale poradzę – powiedziała, opierając się plecami o drzwi.

– Pozwól mi decydować, co jest potrzebne, a co nie. – Sięgnął ponad nią do klamki. Nie przywykł do cudzych poleceń. Przez całe życie to on przejmował inicjatywę i tak miało pozostać.

– Do widzenia, Nacho.

Zanim się zorientował, wślizgnęła się do środka i zamknęła drzwi.

Nie potrzebowała go? Dobrze. Powinien być zadowolony. Nie był zadowolony. Wskoczył na konia i pogalopował do hacjendy.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?