Brazylijska samba

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

‒ O co chodzi? – spytał zaniepokojony.

Przez chwilę milczała, bo gdy Tiago wziął ją w ramiona, zalała ją fala różnych uczuć. Co jeszcze przyniesie ten wieczór? Ile jeszcze będzie w stanie znieść? Miała przyśpieszony oddech i z trudem zbierała myśli, dlatego odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili:

‒ Dziękuję, że oderwałeś mnie od Lizzie. Kiedyś byłyśmy nierozłączne. Nic dziwnego, znamy się od dziecka.

‒ Aż wreszcie pojawił się Chico – wtrącił domyślnie Tiago.

‒ No właśnie – przyznała. – Dzisiejszy dzień należy do Lizzie i Chica. Powinnam o tym pamiętać.

‒ Czy dlatego uciekłaś do stajni? Zastanawiałaś się, jak bez Lizzie zmieni się twoje życie?

‒ Mądry chłopczyk.

‒ Nietrudno się domyślić – odparł, przyciągając ją bliżej. – Zastanawiałaś się, czy ty i Lizzie wciąż będziecie sobie tak bliskie. Do jakiego doszłaś wniosku?

Owszem, poczyniła kilka cennych spostrzeżeń, ale nie takich, o jakie pytał. Przede wszystkim miała zbyt wyzywającą sukienkę. Tiago mógł to odczytać jako prowokację, a przecież nie chciała go zachęcać do flirtu. Poza tym chyba za wcześnie wróciła na przyjęcie.

Zbyt intensywnie reagowała na dotyk Tiaga, na ciepło jego skóry. Ich taniec wydawał się zbyt zmysłowy, ale nie mogło być inaczej, bo Brazylijczycy mają rytm we krwi i potrafią tańcem wyrazić bardzo wiele uczuć.

Zauważyła, że Lizzie bacznie ich obserwuje. Nie szkodzi, nie zbłaźni się, da radę. To tylko jeden taniec. Cóż z tego, że z tak bardzo niebezpiecznym mężczyzną. Nie pozwoli, by cokolwiek wytrąciło ją z równowagi. Nie złamią jej ani zakręty losu, ani urok Tiaga.

Tworzyli bardzo zgraną parę, chociaż Tiago był o wiele wyższy. Poruszał się z wdziękiem i świetnie prowadził. Niezbyt dobrze tańczyła, ale gdy on trzymał ją w ramionach, nie myliła rytmu i czuła się seksowna. To tylko taniec, powtarzała jak mantrę.

Lizzie cały czas ich obserwowała, więc Danny uśmiechnęła się, by uspokoić przyjaciółkę i zapewnić, że wszystko jest w porządku.

I może by było, gdyby nie przytulała się coraz mocniej do Tiaga. Nie zachęcał jej do tego, nadal obejmował ją delikatnie i lekko, co trochę ją irytowało. To muzyka sprawiła, że Danny przestała się kontrolować. Gorące południowoamerykańskie rytmy były niczym trucizna, która ogarniała cały organizm. W pewnym momencie poczuła, że Tiago wzmocnił uścisk. Gdyby teraz chciała przerwać taniec, na pewno by na to nie pozwolił.

Niewielu mężczyzn wygląda dobrze w tańcu, ale Tiago należał do wyjątków. Może dlatego, że był sportowcem. Miał umięśnione ciało, no i był Brazylijczykiem. Tajemniczy i seksowny, wkładał we wszystko dużo serca.

‒ Danny, nie wiedziałem, że tak dobrze tańczysz.

‒ Ja też nie.

‒ To pewnie zależy od partnera – uśmiechnął się seksownie.

Roześmiała się ubawiona jego graniczącą z arogancją pewnością siebie.

‒ W Brazylii wyglądałaś i zachowywałaś się jak chłopczyca – mówił dalej.

‒ I nadal nią jestem, Tiago.

Zdenerwowało ją to spostrzeżenie. Chłopczyca? Była kobietą i miała swoje potrzeby. Owszem, jeszcze nie otrząsnęła się z szoku po napaści Pintosa, ale już myślała na tyle przytomnie, by reagować na urok Tiaga. Taniec okazał się najlepszym sposobem wyrażenia emocji. Czasami bywa bardziej wymowny niż słowa.

Kiedy muzyka umilkła, a orkiestra poszła coś zjeść, Danny zamrugała gwałtownie niczym przebudzona z głębokiego snu. Spojrzała na drzwi wejściowe, które były teraz szeroko otwarte.

‒ Masz dość? – zapytał Tiago.

‒ To aż tak oczywiste?

‒ Rozumiem, za dużo i za szybko.

Znów dobrze odczytał jej nastrój. Tak, za dużo i za szybko. Gdyby wiedziała, jak się poczuje w ramionach Tiaga, nigdy by się nie zgodziła z nim zatańczyć.

‒ Czy mogę coś zaproponować? – zapytał.

‒ Co takiego?

‒ Poczekaj, nie odchodź. Muzycy już wracają. Zatańcz ze mną jeszcze jeden taniec.

Ucieszyła ją ta propozycja, ale radość trwała krótko, bo Tiago dodał:

‒ Lizzie musi uwierzyć, że naprawdę nic ci nie jest.

Po raz kolejny go nie doceniła, a znów miał rację. Lizzie powinna zająć się mężem, a nie martwić przyjaciółką.

‒ W tej sali jest mnóstwo o wiele piękniejszych dziewczyn. Na pewno chcesz zatańczyć ze mną?

‒ Tak, jestem pewien – odparł nieco zdziwiony.

Właśnie o takich sytuacjach uwielbiała rozmawiać z Lizzie. Obie miały paskudne, bardzo trudne dzieciństwo. Wspierały się, jedna skoczyłaby za drugą w ogień. Uratowały je babcia Lizzie i Annie. Te wspaniałe kobiety wyszły z założenia, że żadne dziecko nie powinno cierpieć z powodu nieodpowiedzialnych rodziców.

‒ Czy mam cię wyprowadzić? – spytał Tiago.

‒ Przepraszam, ale odpłynęłam myślami daleko stąd.

‒ Zauważyłem, i jestem rozczarowany, że nie skupiasz na mnie całej uwagi.

‒ No i właśnie dlatego wolałam błądzić myślami daleko stąd – stwierdziła ironicznie.

‒ Au! Zabolało.

Szczerze w to wątpiła. Postawiłaby wszystkie pieniądze na to, że Tiago bez trudu odczytywał jej prawdziwe myśli.

‒ Naprawdę chcesz mi towarzyszyć?

‒ Jak najbardziej – odparł, popychając ją lekko w stronę drzwi.

Gdy schodzili z parkietu, Danny obejrzała się przez ramię.

‒ Nie rób tego – poradził Tiago. – Po prostu idź prosto przed siebie. Może nikt nie zauważy, że zamierzamy się ulotnić.

Mijali kolejne stoły. Tiago trzymał dłoń na plecach Danny, aż wreszcie doszli do schodów w holu.

‒ Odprowadzę cię aż do pokoju – powiedział Tiago.

‒ Nie trzeba. – Potrząsnęła głową.

‒ Nalegam.

Nie protestowała dłużej, co natychmiast złożyła na karb doznanego szoku. Nie było innego wytłumaczenia.

Kiedy doszli do jej pokoju, Tiago otworzył drzwi i cofnął się.

‒ Dobranoc, Danny.

Wstrzymała oddech, gdy musnął palcami jej policzek.

Dlaczego to zrobił?

‒ Spróbuj się przespać – dodał łagodnie. – Miałaś dziś dużo wrażeń.

‒ Dobranoc, Tiago. I jeszcze raz dziękuję.

Obserwowała, jak odchodzi, ale dopiero gdy umilkł odgłos jego kroków, zdała sobie sprawę, że nadal wstrzymuje oddech.

ROZDZIAŁ TRZECI

Potrzebował żony, a Danny potrzebowała pieniędzy. Tiago właśnie wpadł na wspaniały pomysł. Danny była inteligentną i atrakcyjną kobietą, a on miał coraz mniej czasu. Powinien jak najszybciej złożyć jej ofertę. Przecież każde małżeństwo to swego rodzaju układ. Ludzie często mówią, że biorą ślub z miłości. Czy naprawdę nikt nigdy nie zastanawiał się, jak ważne jest, by związek był korzystny dla obu stron? Może to miłość jest siłą sprawczą świata, ale bez pieniędzy niewiele wskórasz.

On pomoże Danny zrealizować marzenia, a jemu małżeństwo pozwoli zachować ranczo. Suma, dzięki której Danny mogłaby rozkręcić własny interes, wydaje jej się astronomiczna, natomiast dla niego nie stanowiła problemu.

Pogada z nią jutro i wszystko dokładnie wyjaśni, żeby wiedziała, na czym stoi. Spiszą umowę, żeby oboje czuli się bezpieczni, a Danny to w tym układzie dodatkowa premia. Pożądał jej, od kiedy ją poznał.

Musiał myśleć o pracownikach, których zatrudniał, i ich rodzinach. Jeśli on straci ranczo, oni stracą pracę. Kiedy Danny ich pozna, na pewno zrozumie jego punkt widzenia.

‒ Chico? ‒ zwrócił się do przyjaciela.

Chico Fernandez, równie słynny gracz polo, objął Tiaga i spytał:

‒ Tak? Co mogę dla ciebie zrobić?

‒ Zatrudniasz Danny, prawda?

‒ Interesujesz się nią? Rozumiem, to miła i ładna dziewczyna. Cieszę się, że wybawiłeś ją z kłopotu. Tak, pracuje tutaj. Dlaczego pytasz?

‒ Chciałbym ją zabrać ze sobą do Brazylii. Co ty na to?

‒ A mam jakiś wybór?

‒ Nie – odparł Tiago.

‒ A zatem chcesz, żeby Danny dla ciebie pracowała. – Chico zmrużył oczy. – Świetnie jeździ konno i kiedyś będzie bardzo dobrym trenerem, ale ty chyba nie potrzebujesz nowych pracowników. O co tak naprawdę chodzi?

‒ Danny chce rozkręcić własny interes, a ja zamierzam jej w tym pomóc.

‒ Czyżby? – Chico spojrzał na niego podejrzliwie. – Jak wiesz, Danny ma sporo problemów. Chcesz jej jeszcze kilka dołożyć?

‒ Nic podobnego.

‒ Nie waż się jej skrzywdzić. Pamiętaj, że jest najlepszą przyjaciółką mojej żony.

‒ Naprawdę chcę jej pomóc, zwłaszcza po tym, co ją dzisiaj spotkało.

‒ No dobrze, pogadam o tym z Lizzie.

‒ O nic więcej nie proszę.

Danny z ulgą opadła na łóżko. Gdy otaczał ją tłum ludzi, musiała udawać, że wszystko jest w porządku, teraz wreszcie została sama.

Zasłoniła dłonią oczy i usiłowała sobie wmówić, że nie marzy o dotyku Tiaga. Chyba zupełnie oszalała. Naprawdę chce, żeby kolejny gracz polo złamał jej serce? Przecież nawet najgłupsi uczą się na błędach.

Owszem, Tiago był zupełnie inny niż Carlos Pintos, ale to nadal nie jej liga. Niepotrzebnie z nim zatańczyła. Drżała z rozkoszy, gdy w zgodnym rytmie przemierzali parkiet. Jak miałaby o tym zapomnieć?

Po prostu musi. Wkrótce Tiago wróci do Brazylii, być może nawet wyjedzie, zanim ona zdąży się obudzić.

Tymczasem ona pozostanie tutaj, a jej życie powróci w utarte koleiny. Kiedy osiwieje, a jej twarz pokryje siateczka zmarszczek, nadal będzie pracować w Rottingdean i posyłać pieniądze matce, która nigdy nie miała dosyć. Matka nie wiedziała, czym jest oszczędność, no i bardzo nie lubiła pracować. Danny wiedziała, że jeśli tutaj zostanie, nigdy nie stworzy własnej firmy.

Pora na jakiś zdecydowany ruch. Nie warto tracić czasu na marzenia o Tiagu Santosie.

Obudził ją przeraźliwy ziąb. Skrzywiła się i naciągnęła kołdrę pod samą brodę. Chico i Lizzie rozpoczęli remont domu odziedziczonego po babce Lizzie, ale nie zdążyli jeszcze wymienić centralnego ogrzewania. Danny była pewna, że drży nie tylko z zimna, ale też ze zmęczenia, bo niewiele spała tej nocy.

 

A wszystko z powodu Tiaga Santosa.

I co z tego, że zakazała sobie o nim myśleć? Niestety, miała wrażenie, że wciąż czuje na skórze jego dotyk.

Beznadziejny przypadek. Danny zbeształa się w duchu za głupotę i wstała z łóżka. Przynajmniej nie była jedyna, której Tiago Santos złamał serce.

Wzięła prysznic, a potem ręcznikiem tarła ciało tak mocno, aż skóra poczerwieniała. Na koniec badawczo przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze. Niestety tuż obok śladu po zadrapaniu, pod samym okiem, pojawił się żółtozielony siniak. No pięknie! – pomyślała. Na szczęście swędzenie ustało dzięki końskiej maści, którą dostała od Tiaga.

Roześmiała się na wspomnienie jego miny, gdy wspomniała, że maść śmierdzi. To była czysta złośliwość, bo doskonale znała ten specyfik i często go używała. Zaczęła przesuwać wieszaki w poszukiwaniu ciepłej garderoby.

A w Brazylii teraz jest na pewno gorąco.

‒ Och, na litość boską! – wykrzyknęła zniecierpliwiona.

Wyjrzała przez okno, jednak szybko odskoczyła, gdy zauważyła Tiaga. A zatem nie wrócił jeszcze do Brazylii.

Obserwowała go przez kilka sekund. Zatrzymał się na chwilę, by porozmawiać z jednym z gości. Jak zwykle czarująco się uśmiechał, tak czarująco i zaraźliwie, że i ona się uśmiechnęła.

Przez chwilę zastanawiała się, jakim byłby partnerem. Doświadczyła już jego troski, okazał się dobrym przyjacielem, ale wbrew zdrowemu rozsądkowi pragnęła więcej i nic na to nie mogła poradzić.

Dobrze, że mnie nie widzi, pomyślała, wciąż na niego zerkając. Dzisiaj włożył dopasowane dżinsy, buty do konnej jazdy, gruby sweter i kurtkę. Czarne gęste włosy malowniczo powiewały na wietrze, nadając mu zawadiacki wygląd.

Powinna sobie wybić z głowy takie głupie myśli.

Szybko cofnęła się od okna, gdy Tiago spojrzał w jej stronę, zupełnie jakby wyczuł, że ktoś go obserwuje.

Oparła się o ścianę, zamknęła oczy i westchnęła. A jeżeli odsunęła się za późno i jednak ją zobaczył?

Wielkie mi rzeczy. Prawo nie zabrania wyglądać przez okno.

Zdecydowała się jeszcze przez chwilę poobserwować Tiaga, wokół którego zgromadził się mały tłumek gości. Ostatecznie był nie tylko słynnym sportowcem, ale cieszył się sławą playboya i światowca.

Tak naprawdę miał też wiele innych zalet. Przecież ciężką pracą zamienił upadające ranczo dziadka w kwitnące przedsiębiorstwo, natomiast jego układy z kobietami nie powinny nikogo obchodzić. Niestety zbyt często porównywała się z pięknymi, zadbanymi i modnymi kochankami Tiaga. One pachniały najdroższymi perfumami, a ona… zupełnie czymś innym.

Zamiast gapić się jak sroka w gnat, powinna już dawno zejść na śniadanie. Jest szarą myszką, a nie kobietą wampem. Postanowiła potrenować jednego z koni Lizzie. Przejażdżka dobrze jej zrobi.

Gdzie podziewa się Danny? Coraz bardziej się niecierpliwił, bo chciał jak najszybciej z nią porozmawiać o swoim planie. Dlaczego nie zeszła na śniadanie?

Skrzywił się, zerknął na zegarek. A może umówiła się z kimś innym? A może wymknęła się niepostrzeżenie z domu?

Wstał z krzesła i zaczął nerwowo krążyć po pokoju. Pora wracać do Brazylii. Zarządca poinformował go, że kilka firm chętnie przejęłoby Fazenda Santos. Ranczo przynosiło spory dochód i było warte fortunę, ale jeśli dostanie się w ręce ludzi, którzy nie mają pojęcia o tym biznesie, wieloletni wysiłek pójdzie na marne. Nie zamierzał dopuścić, by ten czarny scenariusz stał się rzeczywistością.

Danny była jego ostatnią nadzieją. Gonił go czas, natomiast ona wspomniała, że już zbyt długo pracuje w Rottingdean. Ciekawe, co powie na jego propozycję.

‒ Dzień dobry, Tiago – przywitała się, wchodząc do pokoju.

‒ No, nareszcie jesteś – powiedział z ulgą.

‒ A co, czekałeś na mnie? – spytała zdziwiona.

‒ Owszem.

‒ No to jestem.

Wyglądała wspaniale. Wciąż wilgotne pukle włosów przylgnęły do skroni, oczy lśniły jak gwiazdy. Musiał przywołać się do porządku i przypomnieć sobie, że nie potrzebuje żony na całe życie, ale… tylko na trochę. Zbyt kochał wolność, by z niej zrezygnować.

‒ Dobrze wyglądasz.

‒ Spodziewałeś się czegoś innego?

‒ Dobrze spałaś?

Głupie pytanie. Ledwie je zadał, od razu wyobraził sobie nagą Danny w łóżku. Powinien raczej skoncentrować się na praktycznej stronie tej umowy. To jednak trochę trudne, bo właśnie Danny pochyliła się w jego stronę, spoglądając na pięknie nakryty do śniadania stół. Rozpraszała go, a przecież musiał zachować zimną krew.

‒ Przyszłam się z tobą pożegnać – powiedziała, sięgając po tosty. – Annie mówiła, że musisz jak najszybciej wracać do Brazylii. Myślałam, że wyjedziesz jeszcze dzisiaj w nocy.

‒ Może usiądziesz? – zaproponował, zadowolony, że rozmowa zmierza w dobrym kierunku. – Zjedzmy razem śniadanie. Dokąd się tak śpieszysz?

‒ Wybieram się na przejażdżkę. Nie będę się rozsiadać.

‒ Nie jesteś odpowiednio ubrana.

‒ Nie martw się o mnie. – Ironicznie zerknęła na jego gruby sweter i kurtkę. – Mam bieliznę termoaktywną.

To dlatego nie włożyła kurtki. Była ubrana w wełniany sweter, ciepłe bryczesy i buty z miękkiej skóry.

‒ A może pojeździmy razem?

‒ A masz czas?

‒ Znajdę.

‒ W takim razie…

Była trochę spięta i zachowywała się, jakby zaproponował coś więcej niż wspólną przejażdżkę.

Od razu poprawił mu się humor. Był jak myśliwy, który wie, że za chwilę dopadnie zdobyczy. Nawet nie miał zbytnich wyrzutów sumienia. Ostatecznie zamierzał złożyć Danny hojną ofertę. Musiałaby być szalona, żeby odmówić. Był tylko jeden problem. On myślał jak biznesmen, ale czy Danny zrozumie, jaki to świetny interes?

Jej zasady mogły zniweczyć jego misterny plan. Kiedyś mu powiedziała, że dla niej przysięga małżeńska jest święta. Jednak z drugiej strony nie było innej kobiety, z którą chciałby zawrzeć taki układ. Większość kochanek irytowała go do tego stopnia, że nawet jedna noc w ich towarzystwie okazywała się męcząca.

‒ Podczas przejażdżki moglibyśmy porozmawiać o twoich planach na przyszłość – rzucił od niechcenia.

‒ Chętnie posłucham twoich rad – odparła z uśmiechem. – Ale najpierw przejażdżka, a potem rozmowa.

Hm, nie zapowiada się najlepiej, pomyślał.

Nie planowała wspólnej przejażdżki. Kiedy Annie powiedziała, że Tiago je śniadanie, Danny w pierwszej chwili zamierzała po cichu wymknąć się z domu. Mógłby to uznać tchórzostwo, doszła do wniosku po namyśle. A przecież miała dość siły, by stanąć z nim twarzą twarz i pokazać, że już wszystko dobrze, a jego urok wcale na nią nie działa.

‒ Będziesz jeździć na koniu Lizzie? – spytał.

‒ Tak.

Nie ma co ukrywać, była podekscytowana perspektywą przejażdżki ze słynnym Tiagiem Santosem. Pochwalę się tym w moim CV, pomyślała, by ostudzić emocje.

‒ Gotowa? – spytał.

‒ Tak – odparła, unosząc brodę.

Właśnie wyprowadzała konia ze stajni, gdy zadzwoniła jej komórka. Spojrzała na wyświetlacz i potrząsnęła głową.

‒ Przepraszam, ale muszę odebrać.

‒ Nie krępuj się.

Odeszła kawałek, by Tiago nie usłyszał donośnego głosu jej matki. A poza tym to nie będzie miła rozmowa. Matka dzwoniła tylko wtedy, gdy kończyły się jej pieniądze.

‒ Dostałaś moją wiadomość? Martwiłam się o ciebie, bo długo się nie odzywałaś. Czy na pewno wszystko w porządku? Nie? A co się stało?

Od razu ścierpła jej skóra na myśl o tym, co usłyszy. Jedna katastrofa po drugiej. Matka uwielbiała mężczyzn, którzy… uwielbiali jej pieniądze. Danny przycisnęła telefon do ucha, wysłuchując kolejnej wersji tej samej historii.

‒ Danny, to go po prostu przerosło. Powiedziałam mu, że zrozumiesz… ‒ Matka zaszlochała dramatycznie.

Komu powiedziała, na litość boską, komu? – dociekała w duchu Danny. Nieważne, i tak nigdy nie pozna tego palanta.

‒ Wiedziałam, że mogę na tobie polegać. Dziękuję, dziękuję! – Matka wpadła niemal w ekstazę.

‒ Ale ja nie mam aż tylu pieniędzy – stwierdziła przerażona Danny.

‒ Na pewno dasz radę to załatwić, jesteś taka wspaniałomyślna.

Chyba raczej bardzo głupia i naiwna, pomyślała Danny.

‒ To tylko krótkoterminowa pożyczka. On niedługo spodziewa się przypływu gotówki.

Jakże często to słyszałam, pomyślała Danny.

‒ Wyślę, ile dam radę – obiecała.

‒ W Rottingdean jest teraz kupa forsy, bo podobno wszystkim rządzi Chico Fernandez. – Głos matki ociekał miodem.

‒ Nieprawda – zdenerwowała się Danny. – Lizzie i Chico są wspólnikami, a nam nic do ich pieniędzy. Poślę ci moje oszczędności.

‒ Postaraj się uszczknąć coś dla siebie. Majątkiem należy się dzielić, tak jak ty dzielisz się ze mną. Za dobre uczynki spotka nas nagroda.

Matka wygłosiła ostatnie zdanie głosem małej dziewczynki, a Danny poczuła znużenie. Uważała za swój obowiązek pomagać matce, ale to trwało zbyt długo.

‒ Aha, i jeszcze jedna sprawa – dodała matka. – Skoro w Rottingdean trwa remont, pewnie będziesz musiała się wyprowadzić.

‒ Tak ‒ przyznała Danny. – Ten piękny stary dom odzyska blask. To wspaniale, prawda?

‒ Pewnie tak – zgodziła się matka. – Wiesz, trudno mi o tym mówić, ale chyba nie możesz wrócić do domu. Mój nowy facet nie byłby zadowolony. Rozumiesz, prawda?

‒ Oczywiście.

‒ Wydaje mi się, że to ten jedyny.

O nie, kolejny Pan Jedyny! – westchnęła Danny w duchu.

‒ Uważaj na siebie, mamo – poprosiła łagodnie. Wiedziała, że gdy życie matki znów rozpadnie się na tysiące kawałków, to ona będzie musiała je posklejać. A co do jej własnych planów i marzeń… Mówi się trudno.

‒ Tylko nie zapomnij wysłać pieniędzy, dobrze? – naciskała matka.

‒ Obiecuję.

‒ Kochana dziewczynka.

Danny potrząsnęła głową, wyobrażając sobie, jak jej skromne oszczędności znikają w kieszeni nieznajomego mężczyzny.

‒ Mamo, muszę już iść.

‒ Tylko na pewno wyślij te pieniądze.

‒ Obiecuję – powtórzyła, widząc, że zza rogu wyjeżdża Tiago, prowadząc jej konia.

Rozłączyła się i próbowała uspokoić oddech. Tiago na koniu prezentował się wspaniale. Siedział w siodle, jakby się w nim urodził.

‒ Ważna rozmowa? – spytał.

‒ Dzwoniła matka.

‒ A zatem rzeczywiście ważna.

Mruknęła coś w odpowiedzi, wciąż zdekoncentrowana. Tiago wyglądał jak przybysz z innej planety. Włosy ujarzmił bandaną, złoty kolczyk lśnił intensywnie w porannym słońcu. Jest zbyt malowniczy i ekstrawagancki jak na bogatego biznesmena, uznała Danny.

‒ Coś cię niepokoi? – spytał, widząc, że Danny stoi bez ruchu.

‒ Nie, po prostu już się cieszę na przejażdżkę. – Wsiadła na konia i zmusiła się do uśmiechu.

To będzie dla niej wspaniała przygoda, ale Tiago nie musiał o tym wiedzieć. Przy nim czuła się nadmiernie podekscytowana. Czyżby się w nim podkochiwała?

Podczas przejażdżki nadal dopisywał mu humor. Chico trochę mu opowiedział o smutnym dzieciństwie Danny. Jeśli nadal chciała pomagać matce, nie rezygnując przy tym z marzeń, z radością przyjmie jego propozycję.

Wyjechali z terenu posiadłości i przeszli w krótki galop.

Kiedy się zrównali, Tiago zaczął drążyć interesujący go temat.

‒ Czy gdybyś dostała ciekawą ofertę pracy, wyjechałabyś stąd? Umiałabyś zostawić matkę?

‒ Tak – odparła bez namysłu. – Pewnie by się ucieszyła, gdybym na trochę zniknęła z jej życia.

Ale nadal regularnie przesyłała jej pieniądze, pomyślał Tiago.

‒ Co chciałabyś robić, gdybyś miała absolutnie wolny wybór?

‒ Sama nie wiem. Wciąż rozważam kilka możliwości.

Zacisnął ze złością usta, gdy Danny uniosła się w siodle i ruszyła przodem. O jakich możliwościach ona mówi? Czyżby ktoś inny zaproponował jej pracę?

Chyba nie zamierza zrobić czegoś głupiego? Desperackie kroki nie były w jej stylu.

Obserwował, jak Danny radzi sobie w siodle. Jeździła jak gauczo. Trzymała wodze w jednym ręku, odchylona w siodle mocno pracowała biodrami. Była spokojna i zrelaksowana, zupełnie jakby siedziała w fotelu. Nauczyła się tego w Brazylii. Jest odważna, pomyślał. Podobało mu się to. W ogóle Danny coraz bardziej go intrygowała.

Chyba urodził się w czepku, bo szczęście znów się do niego uśmiechnęło. Jeśli dobrze to rozegra, spędzi cudowny rok z Danny Cameron. Potem będzie wolna jak ptak i starczy jej pieniędzy, by zrealizować wszystkie marzenia.

 

Największym problemem tego perfekcyjnego planu była sama Danny Cameron. Nie pozwoli sobą manipulować, to więcej niż pewne. Jeśli chciał ją przekonać, musiał uciec się do dyplomacji. Danny z pewnością nie zgodzi się poślubić go tylko dla pieniędzy, ale jego głowa w tym, by jednak przystała na propozycję.

Zebrał wodze i ruszył za Danny. Gonitwa za celem zawsze rozgrzewała mu krew. Potrzebował żony i oto los podsunął mu idealną kandydatkę. Danny zna się na koniach, pomoże mu zarządzać ranczem. Czegóż więcej mógł wymagać od kobiety?

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?