O granicy

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa





Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Przedmowa

Niniejsza książka mogłaby równie dobrze nosić tytuł O wolności. Uznałem jednak, że będzie właściwiej, jeśli tytuł tym stronom nada element, który sprawia, że wolność staje się wolnością ludzką, a nie wolnością po prostu – czyli właśnie granica. Nazwałem „wolnością grawitacyjną” tę wolność, która potrzebuje granicy, by funkcjonować. Ta książka zatem mogłaby też zostać zatytułowana O wolności ludzkiej jako wolności grawitacyjnej.

Uwarunkowania, z którymi każdy byt ludzki wyrusza w swą drogę i które stanowią część jego uposażenia jako „granice”; uwarunkowania, których ten byt nie wybierał, lecz w ramach których wznosi się i ćwiczy nasza własna możność wyboru – zostały określone jako „zasób własne – cudze”. Istniejemy jako byty wolne w tej mierze, w jakiej jesteśmy „zawiśli”, w jakiej zależymy od tego wszystkiego, co pochodzi spoza sfery naszego wyboru, a co tak właśnie – nie należąc do nas we właściwym sensie tego słowa – konstytuuje nas w najbardziej własny sposób. Wymienić tu można czasy, w których się urodziliśmy, nasze cielesne i duchowe uposażenie, rasę, plemię oraz wszystkie inne uwarunkowania czy też ograniczenia – w liczbie dwunastu – które poddałem analizie w rozdziale Składniki zasobu własne – cudze.

Wolność, która także należy do składowych zasobu własne – cudze, jako jedno z nieuniknionych uwarunkowań naszego bytu, jest – w odróżnieniu od wszystkich innych granic konstytuujących nas od samego początku – granicą usamodzielnioną, „buntowniczą”, granicą zdolną z kolei do tworzenia ograniczeń. Język rumuński jest w sytuacji uprzywilejowanej, bo tą samą rodziną słów może wyrazić aktywną stronę wolności oraz rezultat tej aktywności: postanawianie (hotărârea) jako istota wolności (wybieram, decyduję, postanawiam) równoważy się za każdym razem z „granicami” (hotare), cięciami w tkance możliwego, cięciami, które przez następowanie po sobie naszych wyborów budują nasze życie i nadają naszej egzystencji określony wyraz. Ten jedyny i paradoksalny zabieg lingwistyczny, który uchwytuje działanie wolności jako trajektorii pewnego losu, został opisany w rozdziale O granicy i decydowaniu. Dlatego też książka poświęcona wolności mogłaby nosić tytuł tego rozdziału.

Człowiek jednak nigdy nie zaznaje spokoju w jakichś granicach, definicja człowieka zawsze go wyprzedza, w jakimś zaprojektowanym kroku, który ma zostać wykonany w postaci pewnego nowego rozgraniczenia i nowego ustanowienia granicy. Dlatego też wolność, jako plastyczność granicy i nieograniczone jej pomnażanie, staje się „włączeniem w projekt”. Stosownie do tego, że w projekt włączam siebie, innego, wielu bądź otaczające mnie rzeczy, część książki nosząca tytuł Wolność jako włączenie w projekt ma cztery rozdziały: Postanawiać odnośnie do siebie; Postanawiać odnośnie do czegoś; Postanawiać odnośnie do kogoś; Postanawiać odnośnie do wielu. Ponieważ jest tu objęta cała sfera realizowania wolności, książka niniejsza mogłaby mieć tytuł O wolności jako przejmowaniu w projekt.

Wreszcie, gdy wolność zwraca się ku samej sobie i stawia sobie pytanie o swe własne źródło i własne udzielanie (skąd pochodzi nasza wolność?), wymyka się wszelkim granicom i wszelkim uwarunkowaniom, które czyniły ją możliwą i traci solidny grunt swego realizowania się. Wolność, włączając sama siebie w projekt, ciąży ku sferze, w której znikają znaki orientacyjne i której nie da się bezpośrednio nazwać. Jest to jedyna sfera, w której można rozwiązać zagadkę naszej wolności. W sferze tej jesteśmy wezwani do udzielenia, w obliczu źródła naszej wolności, odpowiedzi na temat tego, jak z niej korzystamy (rozdział Wolność jako przejmowanie w projekt. Odpowiedzialność i wina). Sfera ta, która nadaje sens ludzkiej egzystencji, jest sferą najważniejszą. Dla nas jednak pozostaje sferą spraw nieokreślonych.

Książka ta, od początku do końca, jest książką o sprawach nieokreślonych. Sprawy nieokreślone to sprawy najważniejsze. Skoro jednak do spraw tych mogłem dotrzeć tylko wychodząc od granic świata i granic naszej wolności, zatytułowałem tę książkę O granicy.

Z wyjątkiem Aneksów, które reprezentują odrzucane po kolei formy dyskursu o granicy (historyczną, hermeneutyczną, egzegetyczną), stronice poniższe składają się na książkę bez bibliografii (brak w niej odniesień do jakichkolwiek nazwisk czy cytatów), książkę wynalezioną z zapomnianych przez autora myśli, namiętności i lektur, a niekiedy wręcz z mizerii naszych istnień, jak też z historii, która przetoczyła się nad tą częścią świata.

Niniejszy dyskurs o granicy usiłuje ponadto być konstrukcją, i w tym sensie jest książką filozoficzną niemal w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Z tego powodu rozdziały poświęcone lękowi, niezdecydowaniu, przeznaczeniu, lenistwu, zaprzepaszczeniu, głupocie, możliwości czy też miłości nie są stronicami arbitralnie połączonymi w bezładne eseje, lecz momentami, które zrodziły się poniekąd z konieczności, jako rezultat ściśle określonej intencji. Wpisują się więc w logikę idei, którą dyktują im rytm i zawartość.

Kończąc tę książkę w takiej formie, zadałem sobie pytanie, czy jest to książka „ciężka”. Nie sądzę. Jest to raczej książka ambitna, która odważa się mówić „z góry” o nas, ludziach. Łudzę się jednak, że może ją przeczytać każdy. Chciałbym, by była to książka prawdziwa, którą każdy czytelnik odłoży z przekonaniem, że znalazł tu coś więcej, na obrzeżach spraw, o których mniemał, że wie wszystko. To się przynajmniej przydarzyło autorowi tej książki, podczas jej pisania.

Dwa spośród rozdziałów niniejszej książki: Składniki zasobu własne – cudze oraz Odpowiedzialność i wina zrodziły się (dotyczy to nawet dookreślenia ich struktury i szczegółów podejścia do tematyki) w następstwie rozmów z Alexandru Dragomirem i Andreiem Pleşu. Raz jeszcze dziękuję im w tym miejscu.

Păltiniş, 10 sierpnia 1944 r.

O wolności grawitacyjnej

Wolność grawitacyjna

Tak jak lot jest możliwy tylko dzięki działaniu grawitacji, tak też wolność ma sens tylko w warunkach istnienia granicy. Wolność rzeczywista to wolność grawitacyjna i należy ją odróżnić od wolności wyidealizowanej, „czystej”. W obszarze wolności niegrawitacyjnej zdarzyć może się cokolwiek. Ale właśnie dlatego, że cokolwiek może się zdarzyć, w takim obszarze nie zdarza się nic. Nic to przestrzeń wolności niegrawitacyjnej, to „przestrzeń”, w której możliwe jest wszystko i w której, w rzeczy samej, nie zdarza się nic. Przestrzeń wolności niegrawitacyjnej to przestrzeń przed-bytu1. Pierwszą granicą, która umożliwia zaistnienie wolności jest sam fakt bycia. Wraz z faktem, że coś istnieje, zamiast nie istnieć, pojawia się granica jako warunek przejawiania się wolności grawitacyjnej, wolności, która musi zależeć, być zawisła od czegoś, by mogła się przejawiać. Byt tworzy pole odniesienia dla wolności, sam jest jej grawitacyjnym warunkiem. Coś dochodzi do istnienia – znaczy to, że coś wyszło z absolutnego nieokreślenia nicości, ze swego nieograniczenia i przyjęło granicę bytu. I tak droga, która otwiera się ku wolności grawitacyjnej, zaczyna się wraz z samym faktem bycia.

W ten sposób dochodzi do tego, że pierwszym ograniczeniem, które muszę znieść jako podmiot wolności grawitacyjnej, jest właśnie fakt bycia. Lecz fakt bycia jest z kolei czystym niezdeterminowaniem w samym sobie. Być czym? To „coś” jest dodatkowym ograniczeniem i dopiero ono wydobywa byt z niezdeterminowania, które sprawiłoby, że zlałby się on z nicością. By mogła zaistnieć wolność grawitacyjna, do faktu prostego i nagiego bycia należy dodać fakt bycia świadomym faktu bycia. Bycie oraz świadomość bycia to warunki zaistnienia wolności grawitacyjnej: być i, w konkretnym przypadku, „być świadomym faktu bycia” to granice, przez które dokonuje się przejście od wolności „czystej” do wolności grawitacyjnej.

Następnie, bycie świadomym wymaga nowego ograniczenia. W przeciwnym razie bowiem bycie świadomym tego, że jesteś, byłoby czystym niezdeterminowaniem, nawet jeśli nie w tej mierze, w jakiej zwykły fakt bycia. Świadomość faktu bycia przysługuje w równej mierze Bogu, aniołowi i człowiekowi. Być świadomym tego, że jesteś – jak? Jako nieskończony, wieczny, skończony? Skończoność, wraz z byciem i świadomością, jest trzecim ograniczającym warunkiem wolności jako wolności grawitacyjnej. Być, być świadomym, że jesteś i, w danym przypadku, być świadomym, że jesteś skończony – to czynniki określające warunki wolności grawitacyjnej jako ludzkiej wolności.

Fakt bycia człowiekiem jednakże wciąż pozostaje czystym nieokreśleniem. Jaki człowiek? Mężczyzna czy kobieta? Biały, czarny czy żółty? W jakiej epoce urodzony, w jakim kraju, z jakich rodziców, do jakiej kasty należący? Mówiący jakim językiem, jaką religię wyznający? Razem z bytem, świadomością i skończonością, płeć, rasa, epoka, miejsce, pochodzenie, kasta, język i religia tworzą krąg determinacji, wewnątrz którego realizuje się wolność grawitacyjna jako wolność uwarunkowana. Wszystkie te granice bowiem tworzą warunki jej realizowania, stabilny grunt, na którym się ona wznosi, system ogrodzeń, z wnętrza którego jawi się ona jako wolność.

 

Cechą charakterystyczną wszystkich wymienionych granic jest to, że pochodzą one spoza sfery naszego wyboru. Nie wybrałem tego, że jestem, że jestem człowiekiem, że jestem mężczyzną, że mam białą skórę, że urodziłem się w takim a takim dniu, w takim a takim miejscu, z takich, a nie innych rodziców, że tak a tak się nazywam, że mówię językiem, którym mówię, że wyznaję tę, a nie inną religię. Żadnej z tych rzeczy nie wybierałem. A skoro nie wybrałem tego, że jestem oraz że jestem człowiekiem, nie wybierałem tego, by być wolny. Oto paradoks wolności grawitacyjnej: wolność, wraz z granicami, które czynią ją możliwą, nie pochodzi od mnie. Wolność jest dana, a jako taka nie może stanowić przedmiotu późniejszego wyboru. Nie można odrzucić tego, co zostało dane – wolność, wraz z wszystkimi innymi granicami, tworzącymi krąg, w którym się przejawia, ma charakter naturalny: jest wynikiem udzielenia, które nie zostało wywołane, i przyjęcia, które nie jest swobodne. Człowiek otrzymuje wolność spoza swej wolności. Wolny w swej istocie, nie jest wolny na poziomie ustanowienia siebie jako bytu wolnego. Jest wolnym wytworem, i w ten sposób nie jest nijak zamieszany w akt udzielania mu jego własnej wolności2.

Zasób własne – cudze

A zatem „ktoś inny”, bądź „nikt”, wybrał za nas. Dostosowanie się do warunków wolności grawitacyjnej polega właśnie na akceptacji faktu, że „ktoś”, lub „nikt”, posłużył się nami jako istotami wolnymi. Nie możemy decydować odnośnie do „kogoś”, lub „nikogo”, wszystko, co możemy wiedzieć to to, że co się tyczy naszej wolności, nie my decydowaliśmy, tworząc ją.

Istnienie w nas zasobu, który poprzedza nasze wybory, zasobu, który bierze swój początek w fakcie bycia, a kończy na samej wolności, danej nam naturalnie, rodzi od razu pytanie o relację między własnym a cudzym. Zanim doszedłem do tego, by decydować o sobie, a zatem by nadać granice moim czynom i mojemu życiu, tworząc się w ten sposób jako ja, ktoś inny (lub nikt) zdecydował za mnie. Zanim zdecydowałem o sobie w mym wnętrzu, zdecydowano o mnie; granice, konstytuujące mnie właśnie jako to, czym jestem, otrzymałem ze sfery, gdzie moje wybory nie sięgają. Sama moja wolność, w imię której będę o sobie decydować w taki bądź inny sposób, jest częścią tej granicy, której ja nie nakreśliłem, lecz którą otrzymałem wraz z samym faktem bycia człowiekiem. Dlatego też wszystko, co we mnie zostało zdecydowane jawi mi się jako jednocześnie własne i cudze. Jako własne, ponieważ stanowi część mojego uposażenia, a jako cudze, gdyż, choć jest częścią mnie, pojawiło się we mnie bez mojego udziału ani wiedzy. Tak oto to, co nasze własne – sam fakt bycia, nasza ludzkość (zatem samo brzemię wolności), płeć, rasa i inne określenia – są dla nas czymś najbardziej obcym. Najwyższe dostosowanie to dostosowanie się do nas samych, do naszego zasobu własne – cudze, do różnych sposobów, w którym o nas zadecydowano, nie pytając nas o to. Wolność grawitacyjna zakłada zaakceptowanie warunku, że buduje się na cudzym terenie. Przeznaczenie to wolny projekt, realizowany na projekcie cudzym (bądź jego pozorach), środkami i na warunkach, których nie wybieraliśmy. Życie każdego z nas to wynik tej współpracy: współpracujemy z kimś bądź z nikim w realizacji naszego życia.

Ta współpraca zostaje zakłócona, gdy próbujemy dowiedzieć się, z kim w istocie współpracujemy. Staje się ona jeszcze trudniejsza, gdy myśl, że ktoś lub też nikt wybrał za nas, wywołuje nieskończony żal. Zaś niemożliwa staje się wtedy, kiedy ten fakt jest odczuwany jako upokorzenie i przekształca się w pretekst do nieustannego buntu. I przeciwnie, współpraca staje się naturalna, gdy to, co w nas obce, staje się własne, a to, co pochodzi spoza sfery naszego wyboru, przeżywa się tak, jakby było przez nas wybrane. Życzyć sobie tego, by na nowo przeżyć to samo życie, które się przeżyło: oto najwyższy stopień powodzenia, który można osiągnąć dzięki współpracy z tym, co w nas obce – i to właśnie zazwyczaj nazywa się szczęściem. Szczęście i powodzenie nie zależą od jakości uposażenia, lecz od stopnia jego zaakceptowania, jak również zdolności do jego przyswojenia i wykorzystania w szeregu projektów naszej wolności.

Pokora, pycha i poniżenie

Świadomość, że wszelkie powodzenie pochodzi ze współpracy ze sposobem, w jaki o mnie zdecydowano, że ten sposób nie jest moją zasługą, lecz jakąś częścią, która pojawiła się we mnie bez mego udziału, rodzi pokorę. Pokora to szacunek w obliczu nierozpoznawalnego źródła, które o mnie zdecydowało, które mnie ukonstytuowało poza mną. I podczas gdy sama wolność została mi udzielona, to wszystko, co z niej wypływa jako akt wolny i przeze mnie zdecydowany, może zostać sprowadzone do źródła i zrelatywizowane jako zasługa. Pokora wynika ze świadomości faktu, że każde postanowienie i każda realizacja projektu własnego wznosi się na cudzym projekcie, innymi słowy, we wszelkim naszym powodzeniu jesteśmy tylko środkami, czy raczej współuczestnikami. Myśl, że nie wszystko od nas zależy, że to nie my w ostatecznym rozrachunku zdecydowaliśmy o sobie, jest podstawą pokory. Pokora to sposób przejawiania się wdzięczności niemającej określonego adresata. To pełen skupienia hołd złożony anonimowemu horyzontowi, instancji, która, jakkolwiek ją określimy, pozostanie w oddaleniu swej nieosiągalności. Pokora jest szacunkiem wobec tego, co od nas większe, ale w inny sposób niż w porządku ludzkim. Tylko wraz ze świadomością nieosiągalnej wyższości pojawia się pokora w jej pełnym znaczeniu. Pokora odczuwana wobec czegoś, co od nas wyższe w porządku ludzkim, to zaledwie odblask świadomości, że nasza wolność nie jest swą własną przyczyną, że została nam udzielona.

Przeciwnie, gdy fakt, że zadecydowano co do nas w kilku podstawowych aspektach, takich jak bycie, bycie świadomymi, bycie wolnymi (zatem nawet co się tyczy naszej zdolności do decydowania) można odczuwać jako ogromne poniżenie, rodzi się pycha: co za poniżenie! Nikt się nas nie pytał, nawet odnośnie do tego, co się tyczy nas samych! Kiedy to, co jest w nas własne – cudze, staje się po prostu obce; kiedy zamiast dostosowania się do naszego uposażenia pojawia się bunt przeciwko „temu”, kto nas wyposażył, nie pytając nas o zdanie; kiedy w miejsce miłości do siebie zjawia się nienawiść, rozpacz i odraza, że jesteśmy, choć nie uznajemy siebie za twórców tego, czym jesteśmy – wolność zwraca się przeciwko swemu grawitacyjnemu warunkowi, chce się wyzwolić od samej siebie i potwierdzić jako wolność czysta. Pojedynek między tym, co we mnie grawitacyjne, a moją wolnością kończy się samobójstwem. Samobójstwo to lucyferyczne przekroczenie granic wolności grawitacyjnej. To wolność, która chce dotrzeć do źródła wolności i która, w ten sposób, tłumi wolność grawitacyjną. Wolność, jako wolność najwyższa, zstępuje do swych najgłębszych korzeni, aż do faktu bycia, decydując o swym najwyższym warunku i wybierając to, by więcej nie być. Samobójstwo jest przeniesieniem śmierci w sferę wolności i, w ten sposób, odzyskaniem niczego jako stanu poprzedzającego moje poniżenie3.

Ponieważ decyduję przeciwko byciu, przeciwko mojemu pierwszemu i najwyższemu poniżeniu (polega ono na tym, że ktoś inny lub nikt wmieszał się w moje bycie bez mojej zgody), suwerennie postanawiam, że mój byt to nic i jestem teraz po raz pierwszy, bez żadnego kompromisu, bez żadnej współpracy z jakąkolwiek instancją inną niż ja sam. Decydując się na nic, zacieram poniżenie płynące z faktu, że jestem, choć nikt mnie o to nie pytał; w ten sposób zacieram też cały łańcuch upokorzeń, płynących z owego „być”, które zostało mi narzucone: poniżenie wynikające z tego, że jestem świadomy, że jestem mężczyzną bądź kobietą, że urodziłem się w takim a nie innym wieku czy też miejscu.

Samobójstwo, z tego powodu, że chce rozstrzygać odnośnie do „być” lub „nie być”, jest paroksyzmowym wyrazem bezmiernej pychy. Ten, kto popełnia samobójstwo, sprowadza do wymiaru poniżenia każdą decyzję, która go dotyczy, a co do której nie zasięgnięto jego zdania. W ten sposób sprawia, że dyskusyjny staje się sam warunek wolności grawitacyjnej, czyli to, że moja zdolność do decydowania o sobie i decydowania w ogólności może działać tylko w obszarze wytyczonym na mocy jakiejś uprzedniej decyzji. Człowiek pyszny ignoruje fakt, że prawdziwe poniżenie ma miejsce wyłącznie wtedy, gdy ktoś decyduje nie tylko co do mnie, ale i zamiast mnie. Otóż o tym, że jestem, że jestem świadomy, że jestem człowiekiem itd., nie postanowiono „zamiast mnie”, ponieważ z zasady nie są to możliwe przedmioty mojej decyzji. Nie zaszło tu żadne podstawienie, a ja jestem „na swoim miejscu” właśnie dzięki granicom, które otrzymałem zanim doszedłem do tego, żeby postanawiać i postanawiać o sobie. W zakres poniżenia wchodzą jedynie późniejsze decyzje płynące z mojej możliwości wyboru, które mnie dotyczą, lecz podjęcia których mi się zabrania, choć mógłbym je podjąć sam. Zostajesz poniżony, gdy ktoś decyduje za ciebie w sytuacji, w której wypadałoby, byś sam zdecydował, i mógłbyś to zrobić. Co więcej, każde autentyczne poniżenie musi pochodzić z jakiegoś rozpoznawalnego źródła i być wymierzone bezpośrednio we mnie (przykładowo, stwierdzenie, że zostałeś „poniżony” przez naturę, to tylko pewien sposób wysławiania się). Poniżenie to granica narzucona: zamiast granicy, którą mogę sobie wyznaczyć od wewnątrz, dostaję, bez mojej zgody, jakąś granicę pochodzącą z zewnątrz, zamiast decydować o sobie – choć mógłbym to czynić – jestem przedmiotem decyzji. Przestaję być, w tym, co mnie dotyczy, instancją decyzyjną w tym zakresach, w których mógłbym nią być. Dlatego poniżenie to najstraszniejszy zamach na wolność. To nie ja postanawiam, co jest dla mnie dobre, a co złe, kiedy powinienem się bronić, a kiedy narażać, co wypada, a co nie wypada mi czynić. O ile odebrano mi prawo do decydowania odnośnie do tego, co mnie dotyczy, o ile za to, co robię i za to, czym jestem, otrzymuję nagrodę bądź karę – jestem udziecinniony. Poniżenie to udziecinnienie. Będąc upokorzony, doświadczam regresu do stadium, w którym we wszystkich istotnych względach decyduje się za mnie, gdyż ja nie mogę decydować co do siebie. Lecz nie mogę nie dlatego, że nie mogę, ale dlatego, że mojej możności wzbroniono się przejawiać. Upokorzenie narzuca mi świadomość mojego fałszywego upośledzenia. Gdy decyduje się zamiast mnie, zostaję unieważniony, zostaję sztucznie zamieniony w kalekę.

Ponieważ nie postanawiam o sobie, ponieważ stałem się przedmiotem cudzego postanowienia, ponieważ moje ograniczenia pochodzą z zewnątrz, nie mogę ustanowić się jako ja. Ja już nie jestem ja; mnie już nie ma, ja jestem tylko moim upokorzeniem, sposobem, w jaki powołano mnie do bytu – czyli postanowiono o mnie – poza mną. Ja jestem tylko sposobem, w jaki zostaję unicestwiony. Poniżenie to unicestwienie. Być poniżonym aż do końca znaczy nie móc już nadać samemu sobie żadnej granicy, nie móc już postanawiać o sobie w żadnym względzie, znaczy to być ukształtowanym tylko przez zewnętrzne granice, być „postanowionym” od początku do końca. „Ja” nie ma już żadnej wartości refleksyjnej, lecz jest zwartym wytworem uwarunkowań zewnętrznych względem mnie.

W poniżeniu nie uznaję szczerze autorytetu instancji, która postanawia za mnie; jej postanowienie nie wzbogaca mnie, lecz pomniejsza, zubaża lub wręcz unicestwia moje „ja”. O tyle, o ile nie uznaję tej instancji za wyższą, granica, którą mi ona nadaje, nie jest akceptowana, lecz narzucona. Przemoc granicy, jak też postanowienia powziętego za mnie, bierze się ze świadomości, że instancja, która decyduje, jest niższa w stosunku do instancji, którą jestem ja.

Właśnie dlatego, że pokora odbiera mi możliwość bycia „ja”, wyznacza mi, w formie negatywnej, granicę, od której powinienem istnieć jako wytwór mojej decyzji. Tak samo jest z pychą: właśnie dlatego, że podnosi bunt przeciw tej części mnie, która poprzedza moją wolność, a której, jako nie-zasłużonej przeze mnie, nie uznaje, pycha wyznacza mi, w formie negatywnej, granicę, do której jestem czymś innym niż wytworem mojej decyzji i mojej wolności. Spośród pokory i pychy, ta pierwsza to pozytywny wskaźnik tego, co nie zależy od mojej wolności i odwrotnie – tego, co powinno zrodzić się jako projekt i wytwór mojej wolności. Pokora to świadomość granicy, która oddziela zasób własne – cudze od wszystkich projektów mojej wolności. Zawsze utrzymuje równowagę między tymi dwoma obszarami i jest jedynym sposobem na uchronienie „ja” przed hipertrofią wolności (przerost pychy) oraz jej atrofią (przerost uniżenia); odrzuca na równi pychę i uniżoność. Z jednej strony pokora wie, że to, co wyższe, nie może upokarzać. Z tego powodu nie wchodzi w konflikt ani z tym, co poprzedza przyczynowo naszą wolność, ani z tym, co wyposażone w większy stopień wolności. I dlatego odrzuca pychę jako formę nieodpowiedniego stosunku względem tego, co wyższe i nieuznawania go. Z drugiej strony, ponieważ pokora ma świadomość wolności, odrzuca uniżoność jako dominację niższego nad wyższym, jak też jako uszczerbek wolności.

 

1 Bóg, jako przedstawiciel przed-bytu i podmiot Stworzenia, jest pojęciem wolności niegrawitacyjnej. Granica jest narzędziem wolności czystej, która zaczyna tworzyć.

2 Dlatego każda definicja wolności musi pozostać paradoksalna. Wolność jest ograniczeniem tej miary, co te, wśród których realizuje się jako nieograniczenie. Innymi słowy: wolność to ta przyjęta granica, która jest zdolna tworzyć ograniczenia wyższej rangi niż te przyjęte.

3 To, że Bóg nie może popełnić samobójstwa, jest oczywiste, gdyż nie może powrócić do stanu, w którym się znajduje od samego początku. Podobnie jak człowiek, nie ma drogi powrotnej, ponieważ w jego przypadku byt i nicość pokrywają się z sobą w sposób nieskończony. Bóg jest w tej samej mierze, w jakiej nie jest.

Inne książki tego autora