Niska samoocena u dzieciTekst

Autor:Margot Sunderland
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

O autorce i ilustratorce

Wprowadzenie

Rozdział 1. Jak widzą życie dzieci, które uważają, że są bezwartościowe

Rozdział 2. Zrozumieć dziecięce poczucie bezwartościowości

Rozdział 3. Co mówić dziecku, które uważa, że jest bezwartościowe, i jak z nim postępować

Rozdział 4. Jak pomóc dziecku rozmawiać o negatywnych uczuciach do samego siebie i je przepracować – ćwiczenia

Rozdział 5. Czy dzieci z niską samooceną mogą odnieść korzyści z pracy z psychologiem lub terapeutą

Literatura zalecana

Bibliografia

Przypisy

Tytuł oryginału

Helping children with low self-esteem. A guidebook

Text copyright © Margot Sunderland, 2003.

Illustrations copyright © Nicky Armstrong, 2003.

All Rights Reserved. Authorised translation from the English language edition published by Routledge, a member of the Taylor & Francis Group.

Copyright © for the Polish edition by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Sp. z o.o., Sopot 2018.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

Wydanie pierwsze w języku polskim 2019 rok

Przekład: Anna Sawicka-Chrapkowicz

Redaktor prowadzący: Patrycja Pacyniak

Redakcja: Katarzyna Rojek, Patrycja Pacyniak

Korekta: zespół

Skład: Tojza

Projekt okładki: Monika Pollak

Zdjęcie na okładce: © Getty Images

ISBN 978-83-7489-809-6

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a, 81-753 Sopot

gwp@gwp.pl www.gwp.pl

Konwersja: eLitera s.c.

O autorce i ilustratorce

Margot Sunderland – licencjonowana terapeutka dziecięca, superwizorka i trenerka (UKATC), psychoterapeutka specjalizująca się w arteterapii (UKCP). Jest przewodniczącą oddziału dziecięcego i młodzieżowego The United Kingdom Association for Therapeutic Counselling, jak również dyrektorką Institute for Arts in Therapy and Education, uznanej szkoły wyższej oferującej studia magisterskie z zakresu dziecięcej psychoterapii integracyjnej i arteterapii. Jest autorką projektu Helping where it hurts (Pomagać tam, gdzie boli), w ramach którego w wielu londyńskich szkołach podstawowych oferowane są bezpłatnie terapia i poradnictwo psychologiczne dla dzieci z problemami.

Margot Sunderland jest także poetką i autorką książek: Choreographing the stage musical (Nowy Jork: Routledge Theatre Arts, Malvern: J. Garnet Miller), Draw on your emotions (Bicester: Speechmark Publishing, Trydent: Erickson) i Using storytelling as a therapeutic tool for children (Bicester: Speechmark Publishing; wyróżniona w 2002 roku tytułem Highly Commended w kategorii Mental Health podczas BMA Medical Book Competition) oraz cieszącej się wielkim uznaniem serii opowiadań i poradników Helping Children with Feelings (Bicester: Speechmark Publishing).

Nicky Armstrong – uzyskała tytuł magistra sztuki w Slade School of Fine Arts, ukończyła z wyróżnieniem studia licencjackie z zakresu scenografii i kostiumów na Universtity of Central England. Obecnie wykłada malarstwo iluzjonistyczne w londyńskiej The Hampstead School of Decorative Arts. Realizuje duże projekty w kraju i za granicą w zakresie murali i sztuk pięknych.

Wprowadzenie

Komu pomoże ta książka?

• Dzieciom, które nie lubią samych siebie.

• Dzieciom, które często były zniechęcane.

• Dzieciom głęboko zawstydzanym.

• Dzieciom, które często były krytykowane.

• Dzieciom, które uważają, że zasadniczo coś jest z nimi nie tak, na przykład że są brzydkie, że brzydko pachną, że są głupie.

• Dzieciom, które pozwalają się źle traktować, ponieważ uważają, że nie zasługują na nic lepszego.

• Dzieciom, które nie przyjmują pochwał ani słów uznania, ponieważ uważają, że na nie nie zasługują.

• Dzieciom, które czują się oszukane przez życie.

• Dzieciom, które zasadniczo czują się nieważne.

• Dzieciom, które czują się niechciane i uważają, że nie sposób ich kochać.

• Dzieciom, które gnębią innych, ponieważ czują się bezwartościowe.

• Dzieciom, które czują się bezwartościowe, ponieważ są gnębione.

• Dzieciom, które czują, że nigdzie nie przynależą.

• Dzieciom, które nie były wystarczająco wspierane.

• Dzieciom, które nie szukają przyjaciół, ponieważ myślą, że nikt nie chciałby się z nimi zaprzyjaźnić.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Rozdział 1

Jak widzą życie dzieci,

które uważają,

że są bezwartościowe

Jesteśmy w stanie znaleźć wiele sposobów wyrażania nienawiści do samych siebie (Williamson, 1992).

Kiedy czujesz się bezwartościowy, życie może stracić swoją magię i nabrać ponurych barw

Życie dziecka, które uważa, że jest bezwartościowe, bardzo łatwo może stracić swoją magię, przestać fascynować i ekscytować. Takie dziecko każdego dnia spodziewa się kolejnych rozczarowań, porażek, poczucia, że jest niedoskonałe i że zasadniczo coś jest z nim nie tak. Dzieciom, które nie lubią siebie, często brakuje nadziei. To może prowadzić do załamania, ponieważ wyczerpuje naturalne zasoby energii i entuzjazmu.

Kiedy dziecko myśli, że jest bezwartościowe, może zacząć wycofywać się z życia. Wówczas wypycha samo siebie poza nawias, ponieważ nie czuje się „wystarczająco dobre”. Z powodu samokrytycyzmu i nienawiści do siebie może też nie lubić własnego towarzystwa. Takie dziecko może być przekonane, że wszystko, co zrobi, również będzie bezwartościowe – na przykład zadanie domowe, to, co stworzy, co powie, co zaśpiewa, co wymyśli lub o czym pomarzy. W efekcie łatwo się poddaje albo w ogóle niczego nie rozpoczyna. W odróżnieniu od niego dziecko z wysoką samooceną lubi zaczynać coś nowego – eksperymentuje, jest w stanie przetrzymać niesprzyjające okoliczności i częstokroć odnieść sukces mimo przeciwności.

Poczucie bezwartościowości może zniszczyć percepcję dziecka, tak jak śmieci zanieczyszczają środowisko i niszczą rozpościerający się przed naszymi oczami widok. Świat i życie same w sobie nabierają wówczas szarych barw, tracą swój powab, stają się czymś, co po prostu trzeba przetrwać.

Śmieci [...] są na tyle wiarygodne

by skupić na sobie naszą uwagę, stają na drodze, piętrzą

się, śmierdzą, nadają potokom barwę brązowawą i

kremową [...].

Archie Randolph Ammons (1993, s. 18)

Wypowiedzi dzieci z bardzo niską samooceną

uczestniczących w terapii zabawą[1]

• „To historia o małej dziewczynce, która utonęła. Mamusia mogła jej pomóc, ale tego nie zrobiła, ponieważ dziewczynka nie była wystarczająco ładna. Mała dziewczynka tak naprawdę nie chciała już żyć” (sześcioletnia Tracy).

• „Czasami czuję się jak robak pod czyimś butem, bardzo nieszczęśliwy robak” (ośmioletni Angus).

• „Wydaje się, że nikt nigdy mnie nie słucha. Myślę, że to dlatego, że to, co mówię, jest niewarte słuchania” (dziesięcioletnia Dawn).

Niezauważane i nigdzie nieprzynależące

– Czy umiesz znosić jaja? – rzekła [kura].

– Nie.

– No, to się nie odzywaj, z łaski swojej.

– Umiesz mruczeć, grzbiet wyginać, iskry sypać? – zapytał kot z kolei.

– Nie.

– No, to siedź cicho, kiedy mówią rozumniejsi od ciebie.

I [brzydkie] kaczątko usiadło w kącie, smutne i zawstydzone (Andersen, 1925).

Dzieci, które czują się bezwartościowe, czasami nie odzywają się w towarzystwie, ponieważ uważają, że nie warto słuchać tego, co mają do powiedzenia, albo boją się, że zostaną skrytykowane, kiedy tylko coś powiedzą. Takie narzucone sobie milczenie, czy też dobrowolna powściągliwość, może „potwierdzać” przekonanie o własnej bezwartościowości, o takich dzieciach bowiem często się zapomina lub się je ignoruje. Jednocześnie widzą one nieustannie, jak inni ludzie wyrażają swoje opinie i są wysłuchiwani. Gdy tego typu doświadczenie się powtarza, dziecko może przejść przez życie, nie ujawniając swojej twarzy i nie dając innym usłyszeć swego głosu. Stąd wiele dzieci z niską samooceną to uczniowie, których w klasie nikt nie zauważa i o których nikt nie pamięta – tacy, których charakteryzuje „poczucie, że tak naprawdę nie są pełnowartościowymi ludźmi” (Hinshelwood, 1989, s. 187).

 

Niektóre bajki opowiadają o cichych, niezauważalnych dzieciach bez twarzy i bez głosu. Przykładem może być tytułowy bohater baśni Dzielny ołowiany żołnierz.

[...] mimo że ledwie na niego nie nadepnęli, nie mogli go dojrzeć. Gdyby żołnierz zawołał:

– Tu jestem! – znaleźliby go z pewnością, ale nie uważał za stosowne krzyczeć, był przecież w mundurze (Andersen, 1973).

Poczucie bezwartościowości może wzbudzić w dziecku pragnienie śmierci

Robaku, od kolebki skazany na męki!

William Shakespeare (1895, akt V, scena 5)

Jaskrawym przykładem problemu wskazanego w tytule tego podrozdziału jest przypadek chłopca, który mówił o sobie „gówienko” (tak nazywał go ojczym). Kiedy ów chłopiec oglądał siebie na zdjęciach, wypalał swoją twarz papierosem, ponieważ uważał, że psuje ona całą fotografię. Na pytanie o to, co chce robić, gdy dorośnie, odpowiadał z całą powagą, że chce pracować w kanalizacji. Chłopiec ten w wieku szesnastu lat próbował odebrać sobie życie, gdyż całkowicie utożsamił się z obrazem „gówienka”.

Pochwała może być nieskuteczna, a sukces – bolesny

Kiedy założysz psu diamentową obrożę, pozostanie psem, choć przez diamenty na szyi dość groteskowym (Keenan, 1992, s. 167).

Gdy dziecko wątpi w swoją wartość, wówczas wszelkie pochwały czy słowa otuchy mogą wydawać się mu fałszywe, zupełnie nie na miejscu, a nawet śmieszne. Jest to skutek jego głębokiego przekonania, że pochwała nie pasuje do osoby, którą ono tak naprawdę w środku jest. Takie dziecko może utrzymywać, że wszelkie komplementy pod jego adresem nie mają żadnej wartości, ponieważ są nieprawdziwe – że autor komplementu robi sobie z niego żarty, lituje się nad nim lub czegoś od niego chce.

Dzieci, które „wiedzą”, że są bezwartościowe, niestety bardzo rzadko zastanawiają się nad tym utrwalonym, głęboko w nich zakorzenionym przekonaniem. Może to być wyjątkowo irytujące dla kogoś, kto wypowiada szczere pochwały, a w zamian uzyskuje poczucie, że jego słowa są bez znaczenia. Jak pisze Paul Watzlawick:

Dziecko może niechcący dyskredytować każdego, kto je kocha, bo przecież z kimś, kto kocha kogoś niewartego miłości, coś bez wątpienia musi być nie tak (Watzlawick, 1983, s. 43).

Podobnie gdy dzieci, które uważają się za bezwartościowe, spotyka coś dobrego albo gdy dostają coś ładnego, mogą (nieświadomie) szukać jakiegoś sposobu, by to zepsuć lub „zgubić”, ponieważ w głębi siebie czują, że na to nie zasługują. Wszak bezwartościowi ludzie nie zasługują na nic dobrego.

Piętnastoletni Simon

Simon, który został oddany pod opiekę zastępczą, ponieważ matka nie radziła sobie z nim, przez dwa tygodnie z przyjemnością i dużą starannością urządzał swój nowy pokój. Kiedy skończył, pomieszczenie wyglądało wspaniale. Chłopiec dostał od opiekunów zastępczych kilka nowych mebli, aby jego pokój był jeszcze ładniejszy. Simon spędził tam jedną noc, po czym następnego dnia rano zaczął zdzierać tapety i niszczyć meble, aż pokój znalazł się w opłakanym stanie. Kiedy zapytano chłopca, dlaczego to zrobił, odpowiedział, że tapeta i nowe meble były kłamstwem. Symbolizowały one zbyt dużą sprzeczność między poczuciem Simona, że jest „żałosny” (jego własne słowa), a zewnętrznym „pięknem” jego pokoju.

Wiele dzieci, które myślą, że są złe lub nic niewarte, tak jak Simon niszczy lub umniejsza to, co dobre, uważając, że na to nie zasługuje. Wszelkie osiągnięcia też nie wzbudzają w nich radości. „Po prostu miałem szczęście” – to częsta reakcja dziecka z niską samooceną, które dobrze sobie poradziło na sprawdzianie. Takie dzieci żywią przekonanie, że jakikolwiek sukces z pewnością nie ma z nimi nic wspólnego. Klasycznym przykładem jest Tennessee Williams, amerykański dramatopisarz, który odniósł ogromny sukces, lecz nieprzystający do niskiej samooceny (będącej pozostałością po nieszczęśliwym dzieciństwie). Jak pisze Joseph Berke:

„Katastrofalne powodzenie” sztuki Szklana menażeria wyrwało go [Williamsa] z niemal całkowitego niebytu i wyniosło na piedestał. W jego nowym apartamencie na Manhattanie wszystko się „przypadkowo” psuło. Papierosy spadały na meble i je niszczyły. Okna zostawały otwarte w trakcie ulewy, co prowadziło do zalania pokoju. Takie rzeczy nigdy wcześniej mu się nie zdarzały. Wpadł w poważną depresję (Berke, 1989, s. 153).

Niektóre bystre dzieci z niską samooceną są dumne ze swoich osiągnięć, które jednak nigdy nie wystarczają, by zmienić autopercepcję dziecka. Poczucie sukcesu takich dzieci zawsze jest powierzchowne i chociaż przynosi chwilowe zadowolenie, to jednak jest zbyt ulotne, by przetrwało choćby najlżejszą krytykę. Krótko mówiąc: osiągnięcia dziecka nie zmieniają jego głęboko zakorzenionego przekonania, że nie da się go kochać. Z historii znamy jednak wiele przykładów osób, które starały się z tym walczyć (na przykład Marilyn Monroe, Tennessee Williams, Peter Sellers czy Janis Joplin).

Dziecko przekonane o własnej bezwartościowości – główny cel małych i dużych dręczycieli

Wiele dzieci, które czują się bezwartościowe, znosi okrucieństwo, nieprzyjemności czy nadużywanie władzy przez innych znacznie dłużej niż dzieci z wysoką samooceną. Te drugie reagują dużo szybciej i zdrowiej oraz prezentują postawę: „Nie będę tolerować takiego traktowania!”. Trzeba mieć wysoką samoocenę, by stanąć we własnej obronie i powiedzieć: „Nie traktuj mnie w taki sposób”, „Przestań” czy „Zasługuję na coś lepszego”. A jeśli potrzebne jest wsparcie dorosłych, by powstrzymać okrucieństwo i nieprzyjemności, to dziecko z wysoką samooceną znacznie chętniej go szuka. Dziecko mające poczucie, że jest bezwartościowe, może nie szukać pomocy u dorosłych, ponieważ w głębi duszy uważa, że zasługuje na złe traktowanie.

Osoby z bardzo niską samooceną przyciągają prześladowców. Dręczyciel, czy to dziecko, czy dorosły, wyczuwa poczucie beznadziei, bierność i przekonanie o własnej bezwartościowości, rozpoznając swoją ofiarę. Dziecko uważające, że jest bezwartościowe, otacza aura, którą można oddać słowami: „Jestem nikim, więc tak mnie traktuj”. Niekiedy staje się to swego rodzaju zaproszeniem, któremu pewni ludzie nie potrafią się oprzeć.

Oto powszechne usprawiedliwienie dręczycieli (często przez nich nieuświadamiane): „Ono wysyła w świat komunikat, że chce kopniaka, więc je kopię. Ono wysyła w świat komunikat, że jest beznadziejne, więc tak je traktuję”. Wewnętrzna reakcja gnębionego dziecka wygląda wówczas następująco: „No właśnie, taki jest świat. To tylko dowód na to, że jestem beznadziejne”. Praktycznie rzecz biorąc, dręczyciel robi to, co prześladowane dziecko wyrządza samo sobie w swoim wnętrzu: okazuje okrucieństwo. Jedyna różnica polega na tym, że dziecko robi to w ciszy, w formie ataków na siebie, samokrytycyzmu i zawstydzania samego siebie, przez co codziennie wzmacnia swoje poczucie bezwartościowości.

Idealizowanie innych a niezdolność dostrzeżenia tego, co dobre, w sobie

[Na jedno by wyszło,]

Gdybym się w jasnej pokochała gwieździe,

Bo on, jak gwiazda, wysoko nade mną.

William Shakespeare (1973, akt I, scena 1)

Część dzieci, które uważają się za bezwartościowe, ostro i boleśnie uświadamia sobie, jak – ich zdaniem – bystrzy, lubiani, ładni i tym podobni są ich rówieśnicy. Dzieci te nierzadko postrzegają tego typu zasoby w sposób wyidealizowany i wyolbrzymiony. Mogą więc funkcjonować w świecie ostrego podziału: wszystkie dobre cechy mają inni, a wszystkie cechy złe czy niewłaściwe charakteryzują mnie. Otoczenie, które zdaje się pełne mądrych, lubianych, bystrych, inteligentnych, ładnych ludzi, szybko może się stać otoczeniem opresyjnym, w którym osoba uważająca się za bezwartościową jest skazana na cierpienie. Jak mówi Costello (1994, rozmowa prywatna): „Tam, gdzie dochodzi do idealizacji, pojawia się też deprecjacja”.

Być zwyczajnym – wczesna i tragiczna decyzja życiowa

Wielu ludzi [...] sprawia wrażenie sterylnych językowo, wykastrowanych moralnie, nijakich wizualnie lub wyzutych z energii. To wszystko jest jednak tylko kamuflażem mającym na celu odwrócenie uwagi od tego, co w nich tak naprawdę interesujące [...]. Prędzej czy później, kiedy przebywam z taką nijaką osobą, pozostając uważny, zazwyczaj wychodzi ona ze swojej kryjówki. Przynajmniej na kilka krótkich chwil, niczym bohater powieści, ujawnia coś niezmiernie frapującego, zasługującego na jeszcze więcej uwagi. Odrzucając nudny wizerunek, osoba taka dzieli się swoimi niezwykle oryginalnymi, trzymającymi w napięciu i kolorowymi wspomnieniami, poglądami, oczekiwaniami i wnioskami. Ujawniwszy ową kolekcję skarbów, niektórzy pozostają otwarci i interesujący, podczas gdy inni przy pierwszym sygnale jakiegokolwiek zagrożenia wycofują się w pustkę, która nigdy ich nie zawiodła (Polster, 1987, s. 4).

Niektóre dzieci z niską samooceną cechuje coś, co Eric Berne (2004) nazywa banalnym skryptem. Chodzi o podejmowaną wcześnie (poza świadomością) decyzję, by wieść zwykłe życie, by nigdy nie wyróżniać się z tłumu, by zawsze mieć spuszczoną głowę i nie robić niczego niezwykłego, żeby nie napytać sobie biedy. Ową biedą może być spodziewany wstyd, porażka, jakaś forma ujawnienia się lub poniżenie. Dziecko dokonuje projekcji tego, co wydarzyło się w przeszłości, na przyszłość. Banalny skrypt to tragedia. Jak wymownie ujął to psychoterapeuta Irvin D. Yalom (2008, s. 288), jest to odmowa stania się tym, kim można by się (było) stać.

Od poczucia bezwartościowości do pełnego rezygnacji zadowolenia ze swojego życia i losu

U niektórych dzieci przekonanie o własnej bezwartościowości prowadzi do poczucia pełnej rezygnacji beznadziei i nieuniknionej porażki: „Po prostu taki jestem”. Doświadczanie klęsk, niewykorzystanych szans i rozczarowania staje się sposobem życia. Takie dzieci nie walczą już o swoje. Niektóre nawet znajdują sposób na odcięcie się, nie czują więc związanego z tym bólu. Ten rodzaj mechanizmu obronnego nazywany jest nadmiernym zahamowaniem, a bardziej radykalnie – dysocjacją. Innym dzieciom z pozoru przestaje zależeć, jest to jednak maska, która zasłania odczuwany przez nie dotkliwy, niewypowiedziany ból i żal.

Niska samoocena może przez całe życie wywierać negatywny wpływ na umiejętność radzenia sobie

Badania pokazują, że niska samoocena w dzieciństwie może wpływać na funkcjonowanie w dorosłości, i to dużo bardziej niż umiejętności akademickie. Leon Feinstein z Centre for Economic Performance poddał ocenie dane dotyczące dziesięciolatków zebrane w ramach badania 1970 British Cohort Study. Następnie przeanalizował dochody osiągane przez te dzieci między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia. Jego analiza wykazała, że „wysoka samoocena w dziesiątym roku życia jest bardzo istotnym predyktorem wysokich zarobków między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, znacznie ważniejszym od ocenianych również w dziesiątym roku życia umiejętności akademickich” (Feinstein, 2001, s. 20).

Życie z wewnętrznym krytykiem

Piętnastoletni Peter

Jestem swoim własnym „zniechęcaczem”, zatrzymującym się tylko po to, by zaczerpnąć tchu przed kolejnymi słowami krytyki [...]. Próbuję od siebie uciec, ale wiem, że jestem swoim prześladowcą. Prześladuję się bez litości.

Dziecko z niską samooceną żyje cały czas z wewnętrznym krytykiem w głowie – to ów krytyk jest odpowiedzialny za jego codzienną udrękę. Wewnętrzny krytyk składa się w większości z uwewnętrznionych komunikatów, werbalnych i niewerbalnych, osób takich jak rodzice, nauczyciele czy dręczyciele. Komunikaty te zostają przez dziecko przyswojone, a następnie uznane za prawdę. Z biegiem czasu często są przez nie podkolorowywane oraz intensyfikowane. Dziecko zapomina, jakie jest ich pochodzenie, nie pamięta, że są to tylko opinie lub prymitywne, złośliwe uwagi innych ludzi. Wierzy, że są to fakty dotyczące jego samego.

Niekiedy taka wewnętrzna rozmowa przybiera postać swego rodzaju dialogu między „karcicielem” a „karconym”.

Karciciel: Ależ jesteś głupi. Nie potrafisz rysować, choć wszyscy w klasie potrafią.

Karcony: Masz rację, ale staram się.

Karciciel: Tak, ale niewystarczająco.

Tego typu wewnętrzne gnębiące rozmowy często pochłaniają codziennie mnóstwo energii dziecka. Niektórzy wewnętrzni krytycy są tak niepohamowani, że niszczą wszelką spontaniczność i kreatywność, nie pozwalając dziecku podejmować ryzyka ani mówić tego, co naprawdę chce. Krytyk jest zawsze obecny oraz ciągle przypomina o nadchodzącej porażce, wstydzie i poniżeniu. Dzieci, których wewnętrzny krytyk jest szczególnie okrutny, boją się podążać za swoimi marzeniami i realizować swoje plany.

 

Często dopiero praca z psychologiem lub terapeutą pozwala uświadomić dziecku ten okrutny, demotywujący „bezgłośny dialog”. Wtedy też pojawia się szansa ma to, by pomóc mu poradzić sobie z wewnętrznym krytykiem (por. rozdział 2).

Od nienawiści do siebie do autosabotażu

Jego nienawiść do siebie była tak silna, że w nocy się bił. Od czasu do czasu zdarzało mu się to nawet w dorosłości. W dzieciństwie zawsze udawało mu się sprowokować karę w dniu urodzin, w związku z czym odwoływano zapowiedziane świętowanie (Bloch, 1978, s. 179).

Dzieci, które uważają, że są „zbyt złe, by czuć się dobrze”, często same są sprawcami własnego „pecha”. Gdy mogą doświadczyć czegoś dobrego, wówczas nieświadomie zaczynają tego unikać lub w jakiś sposób to niszczą. Gubią ulubioną zabawkę, nie załapują się na wyjątkową wycieczkę szkolną, ponieważ za późno podnoszą rękę, albo „dowiadują się”, że ich najlepszy przyjaciel ma już innego przyjaciela (w rzeczywistości to przyjaciel dziecka myśli, że ono już nie chce się z nim przyjaźnić).

Dziecko nie uświadamia sobie, że samo jest przyczyną tego typu sytuacji. Zazwyczaj dopiero praca z psychologiem lub terapeutą pomaga mu zauważyć, co robi, i zdać sobie sprawę z tego, że długie pasmo pechowych zdarzeń to nie jego przeznaczenie, lecz autosabotaż. Poradnictwo psychologiczne lub terapia mogą uchronić dziecko przed życiem złożonym z „pechowych” wydarzeń.

Od nienawiści do siebie do samookaleczania

Większość ludzi bardzo źle traktuje samych siebie, znacznie gorzej, niż byłaby w stanie potraktować innego człowieka (Gendlin, 1978, s. 66).

Dzieci, którym brakuje przekonania o własnej wartości, bardzo często krzywdzą same siebie. U niektórych samookaleczanie przybiera postać dużej liczby wypadków, na przykład wpadania na przedmioty, przypadkowych skaleczeń czy zmuszania własnego ciała do funkcjonowania na granicy wytrzymałości. Tego typu zachowania mogą zyskać na sile w okresie dojrzewania (na przykład cięcie się, stawanie na potłuczonym szkle, połykanie pinezek), co często okazuje się bardziej stresujące dla osób trzecich niż dla samych nastolatków. Wielu młodych ludzi, ulegając nieodpartym impulsom, dokonuje takich okrutnych aktów w bardzo konkretny i rzeczowy sposób. Samookaleczanie łatwo może się przekształcić w nawyk. Młodzi ludzie wyrządzają sobie krzywdę z wielu powodów, jednak u podstaw tego działania zawsze leży pełna udręki relacja z własnym Ja cielesnym. Ponadto cierpienie może stać się dziwacznym sposobem uspokajania się dziecka, które nienawidzi siebie – z kolejnego rozdziału dowiemy się dlaczego.

Od niskiej samooceny do zaburzeń odżywiania lub zniekształconego obrazu ciała

Biedne kaczę odwróciło głowę, aby z wielkiego strachu schować ją pod skrzydło, ale w tej samej chwili ujrzało przed sobą straszliwą paszczę z wiszącym językiem i oczy, niby dwa ognie złośliwe. Pies rzucił się na kaczę, zęby mu błysnęły, wtem – plusk, plusk! Poszedł sobie w inną stronę.

– O, dzięki Bogu, że jestem tak brzydkie! – zawołało kaczątko. – Pies mnie nawet tknąć nie chciał (Andersen, 1925).

Nienawiść do siebie może bardzo łatwo zostać przeniesiona na ciało: „Nienawidzę siebie, bo jestem taki brzydki” (gruby, niski itp.), „Nie da się mnie kochać, bo wyglądam tak, jak wyglądam”. Nienawiść do własnego ciała może prowadzić do fobii społecznych, na przykład ktoś może nie chcieć pokazać się innym nie w pełni ubrany lub rozebrany albo unikać miejsc publicznych ze strachu, że ludzie będą wytykać go palcami lub śmiać się z jego ciała, które jemu samemu zdaje się rzucające w oczy (podczas gdy inni, oczywiście, nie odnotowują go w świadomości).

Ciągłe atakowanie własnego ciała w formie rozmów z samym sobą („Jesteś taki gruby / powolny / brzydki / odrażający”) jest typowe zwłaszcza w okresie adolescencji. Najnowsze badania pokazują jednak, że już w szkole podstawowej niektóre dziewczęta miewają obsesję na punkcie nadwagi, nawet jeśli są bardzo szczupłe. Z kolei dzieci, które mają bolesną relację z własnym ciałem, dosłownie „zjadają siebie” – ogryzają paznokcie aż do bólu albo nieustannie skubią jakieś miejsca na skórze aż do krwi.

Przelotnie spojrzałem w lustro. Moja wzburzona twarz wydała mi się okropnie odpychająca: blada, nędzna, zła, z rozwichrzonymi włosami. „A jakże, jestem bardzo zadowolony – pomyślałem – właśnie jestem zadowolony, że wydam jej się wstrętny; sprawia mi to przyjemność...” (Dostojewski, 1964, s. 125).

Od niskiej samooceny do zachowań antyspołecznych

Skoro jestem beznadziejna, to mogę również być niczym (ośmioletnia Tessa).

Jeśli nie mogę być dobry w niczym innym, to przynajmniej mogę być dobry w psuciu (siedmioletni Simon).

Oczywiście nie wszystkie dzieci przejawiające antyspołeczne zachowania czy dręczące innych mają niską samoocenę. Niektóre stają się antyspołeczne, ponieważ doświadczyły zbyt wiele przykrości i okrucieństwa bądź interakcji opartych na dominacji i podporządkowaniu. Takie dzieci mogą jednak mieć dość wysoką samoocenę, jeśli wystarczająco długo czuły się kochane i dowartościowywane przez rodziców. Wyobraźmy sobie na przykład alkoholika, który jest bardzo dumny ze swojego czteroletniego syna i nieustannie to okazuje. Kiedy ów mężczyzna znajduje się pod wpływem alkoholu, krzyczy na syna i żonę oraz ich bije. Jego syn z kolei bije inne dzieci na podwórku, ale przyjęcie pochwał od nauczycielki za to, co napisał lub narysował, nie stanowi dla niego żadnego problemu. Chłopiec wie, że ojciec go kocha i że jest z niego dumny.

Niemniej jednak złe zachowanie niektórych dzieci jest motywowane głównie niską samooceną. Są to dzieci, które już nie próbują zwrócić na siebie pozytywnej uwagi (nie szukają aprobaty), ponieważ w głębi duszy są przekonane, że jej nie uzyskają. Starają się więc o uwagę negatywną (w formie dezaprobaty) – i przekonują się, że łatwo przychodzi im jej pozyskanie. Dzieci te wierzą, że nigdy nie uda im się wnieść do świata niczego dobrego, ale mogą wnieść cokolwiek, choćby to było złe. W książce Anatomia ludzkiej destrukcyjności Erich Fromm (1997) niezwykle wymownie pisze o tym, że nieodłącznym elementem ludzkiej natury jest pragnienie wywierania wpływu. Jeśli dziecko nie może wywierać wpływu pozytywnego, to będzie się starało wywierać wpływ negatywny.

„Skoro mam o sobie złe zdanie, to poradzę sobie, psując twoje samopoczucie”

Niektóre dzieci atakują rówieśników werbalnie lub fizycznie, starając się poradzić sobie z tym, przez co same przeszły. Czują się ważne, gdy sprawią, że ktoś poczuje się nieistotny. (W niektórych szkołach psychoterapii przenoszenie na innych tego, czego samemu się doznało, uznawane jest za formę komunikacji). Takim dzieciom zazwyczaj brakuje samoświadomości, która pozwoliłaby pojąć, że w ten sposób po prostu przekazują innym własne nieznośne uczucia bezsilności, upokorzenia i wstydu. Jak pisze Carl Gustav Jung (1992, s. 94): „wszystko to, co nieświadome, jest projektowane”.

Niektóre dzieci podnoszą sobie samoocenę, przyłączając się do dręczycieli. Czują, że należąc do takiej grupy, są „kimś”, a nie „nikim” – jak wtedy, kiedy były same. Jest to ucieczka we władzę.

Maniakalna obrona typu: „Jestem bezwartościowy, więc stanę się sławny” czy „Jestem nikim, więc będę kimś”

Niekiedy szedł do swojego pokoju, gdzie we własnej, bezpiecznej przestrzeni marzył o sławie, dzięki której reperował swoje poturbowane i nadszarpnięte Ja. W tych marzeniach materializował się świat, w którym mógł dokonać wszystkiego [...] zdobywał uznanie, a potem triumfalnie stawał przed swoimi rodzicami, aby pokazać im, jak bardzo się mylili, gdy powtarzali nieustannie, że będzie nikim. Wyobrażał sobie, że składa wszystkie te skarby u stóp swojej matki, że wymazuje jej złe nastroje i wszystkie momenty, kiedy ona nagle zamykała się w sobie. Raz na zawsze odzyska swoją spuściznę, odbudowując jej świat, który – o czym ciągle mu przypominały tysiące czynionych mimochodem uwag, uniesione brwi i opuszczone kąciki ust – zawalił się z powodu czegoś, co zrobił albo czego nie zrobił (Stolorow, Brandchaft i Atwood, 1987, s. 60).

Dziecko przekonane o własnej bezwartościowości może w wyobraźni być zupełnie kimś innym. Tam niczym superbohater potrafi uciec przed bólem wstydu i poniżenia. Dla pewnych dzieci, które uważają, że są bezwartościowe, taka ucieczka w wyobraźnię staje się próbą generalną możliwego scenariusza. Zamieniają się wtedy w pracoholików, rezygnując z radości dzieciństwa na rzecz bycia najlepszym lub jednym z najlepszych uczniów z jakiegoś przedmiotu. Wiele osób ze świata show-biznesu przeszło od postawy „Jeszcze im pokażę” do pożądanych rezultatów. Problem w tym, że zazwyczaj mimo zewnętrznego sukcesu takich ludzi ciągle prześladuje bezwartościowe i bezsilne dziecko. Dlatego też osiągnięty sukces przestaje mieć znaczenie („To był tylko szczęśliwy traf”, „Nikt nie dostrzega, kim naprawdę jestem”).

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?