Pikantne historie dla pendżabskich wdówTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Rozdział pierwszy

Rozdział drugi

Rozdział trzeci

Rozdział czwarty

Rozdział piąty

Rozdział szósty

Rozdział siódmy

Rozdział ósmy

Rozdział dziewiąty

Rozdział dziesiąty

Rozdział jedenasty

Rozdział dwunasty

Rozdział trzynasty

Rozdział czternasty

Rozdział piętnasty

Rozdział szesnasty

Rozdział siedemnasty

Rozdział osiemnasty

Rozdział dziewiętnasty

Rozdział dwudziesty

Rozdział dwudziesty pierwszy

Rozdział dwudziesty drugi

Podziękowania

przypisy końcowe

Tytuł oryginału:

EROTIC STORIES FOR PUNJABI WIDOWS

Redakcja i konsultacja merytoryczna: Elżbieta Walter

Projekt okładki: Holly Macdonald © HarperCollinsPublishers Ltd 2017

Ilustracja na okładce i w środku: © Shutterstock.com

Adaptacja okładki: Magda Kuc

Korekta: Beata Wójcik

Redaktor prowadzący: Anna Brzezińska

Copyright © Balli Kaur Jaswal 2017

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, 2017

Copyright © for the Polish translation by Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik, 2017

Wydanie I

ISBN 978-83-8015-564-0


Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o. ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa www.czarnaowca.pl Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Dla Paula

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


Rozdział pierwszy

Dlaczego Mindi pragnęła małżeństwa aranżowanego?

Nikki przyglądała się ogłoszeniu, które siostra dołączyła do e-maila. Znajdowały się w nim stosowne dane osobowe: imię, wiek, wzrost, wyznanie, dieta (wegetariańska; tylko od czasu do czasu ryba z frytkami). Ogólne preferencje dotyczące męża: inteligentny, empatyczny i dobry, mający silny system wartości i ładny uśmiech. Do przyjęcia byli zarówno mężczyźni gładko ogoleni, jak i noszący turbany, pod warunkiem że mieli schludnie utrzymane brody i wąsy. Idealny mąż powinien mieć stabilną pracę i najwyżej trzy hobby, które rozwijałyby go mentalnie i fizycznie. „Pod pewnymi względami – napisała – powinien być taki jak ja: skromny (według Nikki: świętoszkowaty), praktyczny w sferze finansów (czyli być dusigroszem) i zorientowany na rodzinę (natychmiast musi chcieć mieć dzieci)”. Najgorsze zaś było to, że na początku tekstu siostra napisała: „Mindi Grewal, mieszanka wschodnio-zachodnia”, jakby była jakąś przyprawą z supermarketu.

Wąski przedpokój łączący pokój Nikki z niewielką kuchnią nie nadawał się do tego, żeby po nim chodzić tam i z powrotem, bo nierówne deski na podłodze skrzypiały na różne tony przy najmniejszym kontakcie ze stopami. Niemniej dziewczyna dreptała po nim i porządkowała myśli. Co też jej siostra sobie wyobrażała? Owszem, Mindi zawsze była większą tradycjonalistką – kiedyś Nikki przyłapała ją na oglądaniu w Internecie filmiku o tym, jak formować idealnie okrągłe placki roti1 – ale żeby pisać ogłoszenie matrymonialne? To już było przesadą.

Nikki telefonowała kilkakrotnie do Mindi, ale za każdym razem słyszała pocztę głosową. Kiedy udało się jej wreszcie dodzwonić, promienie słońca schowały się za gęstą wieczorną mgłą i w zasadzie nadeszła pora, żeby wychodzić do pracy w pubie O’Reilly’s.

– Wiem, co zamierzasz powiedzieć – oznajmiła Mindi.

– Naprawdę to widzisz, Mindi? – zapytała Nikki. – Rzeczywiście umiesz to sobie wyobrazić?

– Tak.

– Więc jesteś szalona.

– Podjęłam tę decyzję samodzielnie. Chcę znaleźć męża w tradycyjny sposób.

– Dlaczego?

– Bo tego chcę?

– Ale dlaczego?

– Bo tak.

– Musisz wymyślić jakiś lepszy powód, jeśli chcesz, żebym zredagowała twoje ogłoszenie.

– To nie fair. Wspierałam cię, kiedy się wyprowadziłaś.

– Nazwałaś mnie samolubną krową.

– Ale gdy się wyprowadziłaś i mama chciała iść do ciebie i zażądać, żebyś wróciła do domu, kto ją przekonał, żeby sobie odpuściła? Gdyby nie ja, nigdy by nie zaakceptowała twojej decyzji. A teraz już się z nią pogodziła.

– Prawie się pogodziła – przypomniała jej Nikki.

Czas osłabił trochę początkową wściekłość matki. Obecnie mama była głęboko niezadowolona ze stylu życia Nikki, ale zrezygnowała z prawienia jej morałów na temat niebezpieczeństw związanych z samodzielnym życiem. „Mojej matce nawet by się nie śniło, żeby przystać na coś takiego”, powtarzała, żeby dowieść, jak bardzo jest postępowa, a w jej tonie pobrzmiewała wówczas chełpliwość przemieszana z ubolewaniem. Wschodnio-zachodnia mieszanka.

– Odwołuję się do naszej kultury – stwierdziła Mindi. – Widzę, jak moje angielskie przyjaciółki poznają mężczyzn przez Internet i w nocnych klubach, ale nie wydaje się, żeby znajdowały kogoś odpowiedniego. Dlaczego nie miałabym spróbować związku zaaranżowanego? W przypadku naszych rodziców się sprawdził.

– To były inne czasy – przekonywała Nikki. – Masz więcej możliwości niż mama, kiedy była w twoim wieku.

– Mam wykształcenie, jestem dyplomowaną pielęgniarką, pracuję. To jest kolejny krok.

– To nie powinien być krok. Postanowiłaś nabyć sobie męża.

– To nie tak. Chcę skorzystać z odrobiny pomocy, by go znaleźć. Ale nie będzie przecież tak, że spotkamy się dopiero w dniu ślubu. Obecnie pary dostają więcej czasu, żeby się lepiej poznać.

Nikki wzdrygnęła się na słowo „dostają”. Dlaczego Mindi miałaby dostawać pozwolenie na randkę?

– Nie decyduj się jeszcze na ustatkowanie. Pozwiedzaj trochę świat.

– Dość już widziałam. – Mindi prychnęła na wspomnienie wyprawy z dziewczynami na Teneryfę poprzedniego lata. To tam odkryła, że jest uczulona na owoce morza. – Poza tym Kirti też szuka odpowiedniego chłopaka. Pora, żebyśmy się obie ustatkowały.

– Kirti nie dostrzegłaby odpowiedniego chłopaka nawet wtedy, gdyby wpadł do niej przez okno – stwierdziła Nikki. – Nie traktowałabym jej jako poważnej rywalki.

Nikki i najlepsza przyjaciółka jej siostry raczej nie darzyły się miłością. Ta makijażystka, czyli „Specjalistka od upiększania twarzy”, jak głosiła jej wizytówka, w czasie przyjęcia z okazji dwudziestych piątych urodzin Mindi przyjrzała się krytycznie strojowi Nikki i skwitowała go stwierdzeniem: „Żeby być piękną, trzeba się postarać, no nie?”.

 

– Mindi, a może ty się nudzisz?

– A czy nuda nie jest dobrym powodem, by spróbować znaleźć sobie partnera? Wyprowadziłaś się, bo zależało ci na niezależności. Ja szukam męża, bo chcę być częścią czegoś. Pragnę rodziny. Nie znasz tego uczucia, bo nadal jesteś młoda. Wracam do domu po długim dniu pracy i siedzę tam z mamą. Chcę wracać do domu do kogoś, rozmawiać o tym, jak mi minął dzień, jeść kolację i planować wspólne życie.

Nikki otworzyła załączniki. Zobaczyła dwa zbliżenia twarzy Mindi, jej zapraszający uśmiech, gęste proste włosy sięgające poniżej ramion. Było też zdjęcie przedstawiające całą rodzinę: mamę, tatę, Mindi i Nikki; zrobiono je podczas ostatnich wspólnych wakacji. Nie było to najlepsze ujęcie – mrużyli oczy i wydawali się malutcy na tle rozległego krajobrazu. Tata zmarł kilka miesięcy później, jeszcze tamtego roku; zawał serca ukradł mu oddech jak jakiś złodziej. Nikki poczuła wyrzuty sumienia. Zamknęła okno.

– Nie używaj zdjęć rodzinnych – powiedziała. – Nie chcę, żeby moje zdjęcie trafiło w ręce jakiejś swatki.

– To znaczy, że mi pomożesz?

– Jest to niezgodne z moimi zasadami. – Nikki wklepała w wyszukiwarkę hasło: „argumenty przeciwko małżeństwom aranżowanym” i otworzyła pierwszy z wyników wyszukiwania.

– Pomożesz mi?

– „Małżeństwo aranżowane to wadliwy system podkopujący prawo kobiety do decydowania o swoim losie” – przeczytała na głos Nikki.

– Popraw tylko moje ogłoszenie, żeby lepiej brzmiało. Kiepsko sobie radzę z takimi sprawami – rzuciła Mindi.

– Słyszałaś, co powiedziałam?

– To jakieś radykalne bzdury. Przestałam słuchać po „podkopujący”.

Nikki wróciła do ogłoszenia i dostrzegła błąd gramatyczny: „Szukam bratniej duszy. Kogo to będzie?”. Westchnęła. Najwyraźniej Mindi podjęła już decyzję. Teraz chodziło o to, czy Nikki się w to zaangażuje, czy nie.

– Dobra – powiedziała. – Ale tylko dlatego, że takim ogłoszeniem możesz potencjalnie przyciągnąć idiotów. Dlaczego określiłaś siebie mianem lubiącej zabawę? Kto nie lubi zabawy?

– Mogłabyś potem umieścić to ogłoszenie na tablicy matrymonialnej?

– Jakiej tablicy matrymonialnej?

– W wielkiej świątyni w Southall. Prześlę ci szczegóły SMS-em.

– W Southall? Chyba żartujesz.

– Masz tam bliżej niż ja. A przez cały tydzień pracuję w szpitalu na dwie zmiany.

– Myślałam, że są jakieś strony, które zajmują się takimi sprawami – burknęła Nikki.

– Brałam pod uwagę SikhMate.com i PunjabPyaar.com. Zbyt wielu mężczyzn z Indii szuka jednak łatwego sposobu na zdobycie wizy. Jeżeli jakiś facet zobaczy moje ogłoszenie na tablicy w świątyni, przynajmniej będę miała pewność, że przebywa w Londynie. W Southall jest największa gurudwara2 w Europie. Tam szanse są większe niż w Enfield – wyjaśniła Mindi.

– Jestem bardzo zajęta.

– Nikki, proszę. Masz najwięcej czasu z nas wszystkich.

Nikki zignorowała nutę krytyki. Mama i Mindi były zdania, że praca barmanki w O’Reilly’s nie jest pracą na pełen etat. Nie było sensu tłumaczyć im, że Nikki nadal szukała powołania – zajęcia, w którym mogłaby mieć na coś wpływ, stymulować umysł, stawiać czoło wyzwaniom, być cenioną i nagradzaną. Takie stanowiska należały niestety do rzadkości, a recesja tylko pogorszyła sytuację. Odrzucono nawet zgłoszenia Nikki na stanowisko wolontariuszki w trzech różnych kobiecych organizacjach typu nonprofit; za każdym razem usłyszała przepraszające tłumaczenie, że otrzymały rekordową liczbą zgłoszeń. Na co innego mogła liczyć dwudziestodwulatka, której jedynym atutem były przerwane w połowie studia prawnicze? W obecnej sytuacji ekonomicznej (i prawdopodobnie również w innych sytuacjach ekonomicznych): na nic.

– Zapłacę ci za twój czas – powiedziała Mindi.

– Nie przyjmę od ciebie pieniędzy – zaoponowała odruchowo Nikki.

– Czekaj. Mama chce ci coś powiedzieć. – W tle dało się słyszeć stłumione polecenia. – Nie zapomnij zamknąć okna. Wczoraj mówili w wiadomościach coś o włamaniach.

– Powiedz mamie, że nie mam nic tak cennego, co by mi można ukraść – rzuciła Nikki.

– Powiedziałaby ci, że powinnaś chronić cnotę.

– Za późno. Już ją straciłam. Na imprezie u Andrew Forresta po balu maturalnym.

Mindi nic na to nie odparła, ale jej dezaprobata niemal wywołała trzaski na linii.

Szykując się później do pracy, Nikki zastanawiała się nad propozycją zapłaty ze strony Mindi. Hojny gest, aczkolwiek Nikki nie miała problemów finansowych. Jej mieszkanie znajdowało się nad pubem, a opłata za czynsz została zmniejszona dzięki jej dyspozycyjności do przychodzenia w ostatniej chwili na dodatkowe zmiany. Zresztą miała być barmanką tylko przez jakiś czas, bo przecież powinna już coś zrobić ze swoim życiem. Każdy dzień przypominał jej jednak, że tkwiła w miejscu, podczas gdy jej rówieśnicy szli naprzód. W ubiegłym tygodniu wypatrzyła na peronie kolejowym dawną koleżankę z klasy. Jaka się wydawała zabiegana i skoncentrowana, kiedy maszerowała w stronę wyjścia, z teczką w jednej ręce i z kubkiem kawy w drugiej. Nikki zaczęła się bać godzin w ciągu dnia, kiedy to miała największą świadomość Londynu, tykającego i działającego jak dobrze naoliwiona machina.

Na rok przed przystąpieniem do egzaminu GCSE3 Nikki towarzyszyła rodzicom w podróży do Indii, podczas której odwiedzali świątynie, a rodzice zwracali się do mędrców z prośbą o udzielenie córce wskazówek mających jej pomóc w odniesieniu w życiu pewnego sukcesu. Jeden z nich poprosił ją, żeby wyobraziła sobie wymarzoną karierę, podczas gdy on skandował modlitwy mające przekształcić jej wizje w rzeczywistość. Miała pustkę w głowie, tak więc do bogów trafił obraz przedstawiający nicość. Jak zawsze w czasie wyjazdów do ojczyzny przodków, tak i tym razem udzielono jej stanowczych rad na temat tego, czego nie powinna mówić w obecności starszego brata taty, który ich gościł: żadnych przekleństw; żadnych wzmianek o przyjaciołach płci męskiej; żadnego pyskowania. Kazano jej mówić po pendżabsku, żeby okazała w ten sposób wdzięczność za wakacyjne lekcje, które, na co rodzice liczyli, wzmocnią jej korzenie kulturowe. Kiedy wuj zapytał przy kolacji o wizyty u mędrców, Nikki ugryzła się w język, żeby nie odpowiedzieć: „To podli naciągacze. Pewnie lepiej bym zrobiła, gdybym poprosiła, żeby Mitch i Bazza, z którymi się przyjaźnię, powróżyli mi z ręki”.

Odpowiedzi udzielił za nią tata.

– Nikki będzie prawdopodobnie studiowała prawo.

A więc jej przyszłość została przesądzona. Tata oddalał jej wątpliwości stwierdzeniem, że będzie wykonywała bezpieczny i szanowany zawód. Uspokajało ją to tylko przejściowo. Obawa, która już pierwszego dnia studiów zaczęła towarzyszyć poczuciu, że udała się na niewłaściwy wykład, tylko się nasilała w ciągu roku. Kiedy na drugim roku prawie oblała przedmiot, wezwał ją do siebie opiekun naukowy i zasugerował, że być może nie jest to kierunek dla niej. Tak naprawdę mówił tylko o swoim przedmiocie, ale ona dostrzegła, że jego komentarz pasował do wszystkiego: do monotonii wykładów i fakultetów, egzaminów, projektów grupowych i terminów ostatecznych. To nie było dla niej. Zrezygnowała ze studiów tego samego popołudnia.

Nie potrafiła powiedzieć rodzicom, że rzuciła naukę, więc każdego ranka wychodziła z domu ze starą skórzaną torbą kupioną na Camden Market. Chodziła po Londynie, stanowiącym, ze swoim zasłoniętym smogiem niebem i starymi wieżami, doskonałe tło dla jej niedoli. Rezygnacja z uniwersytetu przyniosła Nikki ulgę, ale też uporczywy niepokój związany z tym, co powinna robić dalej. Po tygodniu chodzenia bez celu po mieście zaczęła wypełniać popołudnia uczestniczeniem w protestach; towarzyszyła w nich swojej najlepszej przyjaciółce Olive, która była wolontariuszką w organizacji zwanej UK Fem Fighters. Istniało wiele powodów, by się oburzać. Na trzeciej stronie „Sun” wciąż się pojawiały modelki topless. W ramach oszczędności zmniejszono o połowę rządowe finansowanie centrów kryzysowych dla kobiet. Dziennikarkom działającym w strefach wojennych za granicą groziły molestowanie i fizyczne napaści. W Japonii bezmyślnie wybijano wieloryby (to nie był problem kobiet, ale Nikki było żal wielorybów, więc nagabywała nieznajomych, żeby podpisali petycję wystosowaną przez Greenpeace).

Dopiero kiedy przyjaciel taty zaproponował Nikki staż, musiała się przyznać, że zrezygnowała ze studiów. Tata nie miał w zwyczaju krzyczeć. Swoje rozczarowanie wyrażał poprzez dystans. Po wyznaniu Nikki nastąpiła długa dyskusja, po której ojciec i Nikki okopali się w oddzielnych pokojach, nieświadomie wyznaczając swoje terytoria, a mama i Mindi krążyły między nimi. Najbliżsi krzyku byli wtedy, kiedy tata wymienił listę cech Nikki predestynujących ją do kariery prawniczki.

– Taki potencjał, takie możliwości, a ty to wszystko marnujesz? Byłaś już prawie w połowie. Co teraz planujesz?

– Nie wiem.

– Nie wiesz?

– Prawo mnie nie pasjonuje.

– Nie pasjonuje?

– Nawet nie starasz się mnie zrozumieć. Tylko wszystko po mnie powtarzasz.

– Wszystko po tobie powtarzam?

– Tato – powiedziała Mindi – uspokój się, proszę.

– Nie zamierzam…

– Mohan, twoje serce – przestrzegła go mama.

– Co się dzieje z taty sercem? – zapytała Nikki. Popatrzyła na ojca z troską, ale on unikał jej wzroku.

– Tata ma lekkie zaburzenia. Nic poważnego. EKG jest w normie, ale ciśnienie krwi wynosi sto czterdzieści na dziewięćdziesiąt, co jest trochę niepokojące. W rodzinie występowała zakrzepica żył głębokich, więc można się martwić… – paplała Mindi. Już od roku była pielęgniarką i nadal nie znudziło się jej posługiwać w domu medycznym żargonem.

– Co to znaczy? – zapytała zniecierpliwiona Nikki.

– Jeszcze nic nie jest przesądzone. Tata musi poddać się w przyszłym tygodniu kolejnym badaniom – rzuciła Mindi.

– Tato! – Nikki rzuciła się w jego stronę, ale podniósł rękę i zatrzymał ją w pół kroku.

– Wszystko psujesz – stwierdził.

To były ostatnie słowa, jakie do niej skierował. Kilka dni później mama zarezerwowała bilety na wyjazd do Indii, mimo że byli tam zaledwie parę miesięcy wcześniej. Wyjaśniła, że tata chce pobyć z rodziną.

Do przeszłości odeszły dni, w których rodzice Nikki grozili, że odeślą ją do Indii za złe zachowanie; teraz to oni skazywali się na banicję.

– Może odzyskasz rozum do czasu, kiedy wrócimy – oznajmiła matka.

Ten komentarz zabolał Nikki, ale nie chciała wszczynać kolejnej awantury. Zdążyła już dyskretnie spakować torby. W pubie w pobliżu mieszkania Olive przy Shepherd’s Bush szukano barmanki. Zanim rodzice wrócą, Nikki już tutaj nie będzie.

A potem tata zmarł w Indiach. Okazało się, że jego serce znajdowało się w gorszej kondycji, niż zdiagnozowali lekarze. W tradycyjnych indyjskich moralitetach główną przyczyną chorób serca, guzów nowotworowych, utraty włosów i innych schorzeń cierpiących rodziców okazywały się krnąbrne dzieci. Nikki nie była aż tak naiwna, by sądzić, że to przez nią tata dostał zawału serca, ale wierzyła, że być może dałoby się go uratować, gdyby udał się na kolejną wizytę w Londynie, którą przełożył, aby wyjechać w pośpiechu do Indii. Poczucie winy trawiło ją od środka i nie pozwalało pogrążyć się w żałobie. Na pogrzebie czekała na łzy, które dałyby jej trochę ukojenia, ale się nie pojawiły.

Po upływie dwóch lat nadal nie była pewna, czy podjęła słuszną decyzję. Czasami zastanawiała się skrycie, czy nie wrócić na uniwersytet, chociaż nie mogła znieść myśli o przekopywaniu się przez kolejne studia przypadków sądowych ani przesiadywaniu na kolejnej serii monotonnych wykładów. Być może pasja i ekscytacja miały drugorzędne znaczenie w stabilnym dorosłym życiu. Skoro mogły się sprawdzać małżeństwa aranżowane, może i Nikki zdołałaby wykrzesać w sobie entuzjazm wobec czegoś, czego nie pokochała od pierwszego wejrzenia, i czekać na przyjście miłości.

Nikki wyszła rano ze swojego budynku i od razu ukarał ją deszcz smagający po twarzy. Naciągnęła na głowę kaptur kurtki, obszyty sztucznym futerkiem, i ruszyła w piętnastominutową ponurą wędrówkę na dworzec. Jej ukochana skórzana torba odbijała się od biodra. Kiedy kupowała papierosy w kiosku, w jej kieszeni zawibrował telefon – wiadomość od Olive.

Praca w księgarni dziecięcej. Idealna dla Ciebie! Widziałam ogłoszenie wczoraj w gazecie.

 

Nikki się wzruszyła. Olive czytała ogłoszenia o pracy, odkąd Nikki wyznała jej, że nie była pewna, czy O’Reilly’s utrzyma się długo na rynku. Wydawało się, że pub jest skazany na porażkę, bo wystrój wnętrz był zbyt przestarzały, by mógł uchodzić za modny, a menu nie mogło konkurować z nowoczesną kawiarnią, którą otwarto po sąsiedzku. Sam O’Reilly spędzał w kanciapie na zapleczu więcej czasu niż kiedyś, zatopiony w stertach rachunków i faktur.

Nikki odpisała:

Też czytałam. Zależy im na minimum pięciu latach doświadczenia w sprzedaży. Trzeba mieć pracę, żeby zdobyć doświadczenie, i doświadczenie, żeby zdobyć pracę – obłęd!

Olive nie odpisała. Była na stażu nauczycielskim w liceum i w tygodniu rzadko się odzywała. Nikki zastanawiała się, czy nie podjąć studiów pedagogicznych, ale za każdym razem, kiedy Olive opowiadała o swoich hałaśliwych uczniach, cieszyła się, że tylko sporadycznie musi sobie radzić z jakimś chwiejącym się pijaczkiem w pubie.

Napisała kolejną wiadomość:

Wpadniesz dzisiaj do pubu? Nie uwierzysz, dokąd jadę. Do Southall!

Zdeptała niedopałek i włączyła się w tłum wsiadający do pociągu w godzinach szczytu.

W czasie jazdy Nikki obserwowała oddalający się Londyn; kiedy pociąg pędził na zachód, miejsce ceglanych budynków zajmowały złomowiska i działki przemysłowe. Southall było jedną z ostatnich stacji. Nazwę na szyldzie wypisano po angielsku i pendżabsku. Nikki w pierwszej kolejności zwróciła uwagę na pendżabski napis, zaskoczona tym, jak znajomo wyglądały te zawijasy. Podczas letnich lekcji w Indiach uczyła się pisać i czytać gurmukhi4, co bardzo jej się później przydało, kiedy na serwetkach w barach wypisywała po pendżabsku imiona angielskich znajomych w zamian za drinki.

Jadąc autobusem do świątyni, Nikki widziała przez okna więcej napisów w dwóch językach, przez co poczuła lekki ból głowy i miała wrażenie, że rozpada się na dwie części. Brytyjską i indyjską. Kiedy była dziewczynką, przyjeżdżali tu całą rodziną – na ślub w świątyni albo żeby kupić świeże przyprawy do curry. Nikki pamiętała rozmowy na temat tych wypraw, pełne wewnętrznego rozdarcia, jako że mama i tata wydawali się zarówno zachwyceni, jak i zniesmaczeni przebywaniem wśród rodaków: czy nie byłoby miło mieć sąsiadów z Pendżabu? Tylko że po co w takim wypadku przenosić się do Anglii? Kiedy północny Londyn stał się domem dla jej rodziców, istniało coraz mniej powodów, by odwiedzać Southall; odeszło w wyblakłą przeszłość podobnie jak same Indie. A teraz z samochodu stojącego na sąsiednim pasie rozbrzmiewał rytm bhangry5. Rząd lśniących manekinów odzianych w sari uśmiechał się wstydliwie do przechodniów z witryny sklepu bławatnego. Stragany z warzywami wylewały się na chodniki, a z wózka stojącego na rogu sprzedawcy samos unosiła się gorąca para. Nic się nie zmieniło.

Na jednym z przystanków do autobusu wsiadła grupka licealistek. Chichotały i mówiły jedna przez drugą, a kiedy autobus nagle szarpnął, potoczyły się do przodu z jednogłośnym piskiem.

– Ja pierdolę! – zakrzyknęła jedna z nich.

Pozostałe się zaśmiały, ale ich śmiech szybko ucichł, kiedy spostrzegły złowrogie spojrzenia mężczyzn w turbanach siedzących naprzeciwko Nikki. Dziewczyny szturchały się, nakazując sobie być cicho.

– Zachowujcie się z szacunkiem – syknął ktoś.

Nikki odwróciła się i zobaczyła starszą kobietę, która patrzyła na dziewczyny miażdżącym wzrokiem, kiedy ją mijały.

Większość pasażerów opuściła autobus razem z Nikki koło gurudwary. Jej złota kopuła lśniła na tle szarych jak skały chmur. Witraż na wysokości drugiego piętra wypełniały szafirowe i pomarańczowe esy-floresy. Wiktoriańskie domy szeregowe otaczające świątynię wyglądały jak zabawki w porównaniu z majestatycznym białym budynkiem. Nikki miała ochotę zapalić, ale patrzyło tu na nią zbyt wiele oczu. Czuła ich spojrzenie na plecach, gdy wyprzedziła grupkę białogłowych kobiet powoli zmierzających z przystanku w stronę łukowatego wejścia do świątyni. Kiedy Nikki była dzieckiem, wydawało się jej, że sklepienie tej ogromnej konstrukcji sięga nieba; nadal było oszałamiająco wysokie. Z sali modlitewnej dobiegało echo śpiewów. Nikki wyjęła z torby szal i zawinęła go wokół głowy. Przedsionek świątyni odnowiono od czasu, gdy była tu ostatnio, i nie od razu dostrzegła tablice z ogłoszeniami. Krążyła przez chwilę, unikając jednak zapytania o kierunek. Swego czasu weszła do kościoła w Islington, żeby zapytać o drogę, i popełniła błąd, mówiąc duchownemu, że się zgubiła. Będąca tego następstwem rozmowa na temat potrzeby określenia własnej duchowości trwała czterdzieści pięć minut i w żaden sposób nie nakierowała ją w stronę stacji metra Victoria Line.

Wreszcie zauważyła tablice w pobliżu wejścia do sali jadalnej6. Dwie z nich zdominowały ścianę: MAŁŻEŃSTWA i SŁUŻBA NA RZECZ WSPÓLNOTY. Ta druga niemal świeciła pustkami, za to na pierwszej brakowało miejsca na ogłoszenia.

HEj jAk siĘ Masz? ŻArTowaŁem! JEstEm wyLuZowAnY, alE zapEwniAm, Że niE jEstEm typEm ImpREzowiCzA. ChCę sIę ciEsZyć ŻyciEm, ŻyĆ dziEń za DniEm i nIE PiEkliĆ się z PowoDU bŁahOstEk. A PRZedE wszYstKim ChCę znAleźĆ swOjĄ ksiĘŻnicZkę i TrakTOwaĆ jĄ, jAk na to zAsŁuGujE.

Sikh z dżatów z dobrego rodu poszukuje sikhijki o równie dobrym pochodzeniu. Musi podzielać moje upodobania i wartości związane z rodziną. Jesteśmy otwarci w wielu kwestiach, ale nie akceptujemy nie-wegetarian i krótkich włosów.

Narzeczona dla sikhijskiego profesjonalisty. Amardeep ukończył studia na kierunku rachunkowości i szuka dziewczyny marzeń, która będzie jego dopełnieniem. Pierwsze miejsce na liście absolwentów zapewniło mu świetną pozycję w wiodącej londyńskiej firmie rachunkowej. Narzeczona też musi być profesjonalistką i mieć ukończone studia magisterskie na jednym z poniższych kierunków: finanse, marketing, kierowanie przedsiębiorstwem lub zarządzanie. Zajmujemy się branżą tekstylną.

Mój brat nie wie, że piszę to ogłoszenie, ale pomyślałam, że spróbuję! Jest samotny, ma 27 lat i jest do wzięcia. Jest mądry (ma magistra z dwóch kierunków!!!), zabawny, miły i dobrze wychowany. A najlepsze jest to, że jest SEXYYY! Wiem, że to trochę dziwne stwierdzenie, bo przecież jestem jego siostrą, ale to prawda. Daję słowo! Jeśli chcesz zobaczyć jego zdjęcie, przyślij mi e-mail.

Nazwisko: Sandeep Singh Wiek: 24 Grupa kwi: 0 plus Wykształcenie: inżynier mechanik Zajęcie: inżynier mechanik Hobby: sport i gry Wygląd fizyczny: jasna karnacja, 170 cm, swobodny uśmiech. Patrz: zdjęcie.

– Nic z tego – burknęła Nikki i odwróciła się od tablicy. Mindi mogła się zdecydować na tradycyjne podejście, ale była za dobra dla któregokolwiek z tych mężczyzn. Zmodyfikowane przez Nikki ogłoszenie przedstawiało empatyczną i pewną siebie samotną kobietę, która znalazła równowagę pomiędzy tradycją i nowoczesnością.

W sari czuję się równie komfortowo jak w dżinsach. Mój wymarzony partner lubi chodzić do restauracji i potrafi się głośno z siebie śmiać. Jestem pielęgniarką, bo opiekowanie się innymi daje mi prawdziwą przyjemność. Szukam męża, który potrafi zająć się sobą, bo cenię własną niezależność. Lubię od czasu do czasu obejrzeć film Bollywood, ale zazwyczaj oglądam komedie romantyczne i filmy akcji. Trochę podróżowałam, ale oglądanie reszty świata odłożyłam do chwili, kiedy znajdę Tego Jedynego i z Nim wybiorę się w najważniejszą podróż: przez życie.

Nikki wzdrygnęła się, czytając ostatnią linijkę, ale coś takiego spodobałoby się jej siostrze. Jeszcze raz przyjrzała się tablicy. Jeżeli odejdzie stąd, nie przykleiwszy ogłoszenia, Mindi się o tym dowie i będzie ją nękać tak długo, aż Nikki tu wróci i to zrobi. Ale jeśli je tutaj zamieści, Mindi może wybrać któregoś z tych mężczyzn. Nikki pragnęła zapalić papierosa, więc gryzła paznokieć. Wreszcie przykleiła ogłoszenie na tablicy matrymonialnej, ale w najdalszym kątku, gdzie prawie nie było go widać, bo zasłaniały je ulotki z tablicy społecznościowej. Teoretycznie wypełniła zadanie zgodnie ze wskazówkami.

Usłyszała chrząknięcie. Odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z drobnym mężczyzną. Wzruszył ramionami, kiedy popatrzyła na niego pytająco. Nikki kiwnęła uprzejmie głową i odwróciła wzrok, ale mężczyzna się odezwał:

– A więc szukasz… – machnął nieśmiało w stronę tablicy – męża?

– Nie – zaoponowała szybko. – Ja nie. – Nie chciała skierować jego uwagi na ogłoszenie Mindi. Mężczyzna miał ramiona jak zapałki.

– Och – powiedział. Wydawał się zażenowany.

– Czytałam ogłoszenia społecznościowe – poinformowała Nikki. – Pod kątem jakiegoś wolontariatu.

Odwróciła się plecami do rozmówcy i udawała, że przygląda się tablicy. Czytając ogłoszenia, kiwała głową. Dotyczyły samochodów na sprzedaż i mieszkań do wynajęcia. Przyplątało się tu kilka ogłoszeń matrymonialnych, ale nie prezentowały się bardziej obiecująco od tych, które już przeczytała.

– Interesuje cię służba na rzecz wspólnoty? – mężczyzna nie dawał za wygraną.

– Naprawdę muszę już iść – rzuciła Nikki.

Zaczęła szperać w torebce, żeby uniknąć dalszej rozmowy, i odwróciła się w stronę wyjścia. Wtem jedno z ogłoszeń przykuło jej uwagę. Zatrzymała się i przeczytała je w milczeniu, powoli omiatając słowa wzrokiem.

Lekcje pisania: zarejestruj się! Chciałaś kiedykolwiek pisać? Nowe warsztaty poświęcone technikom narracyjnym, bohaterom i środkom ekspresji. Opowiedz swoją historię! Na koniec warsztatów wydamy antologię najlepszych prac.

Poniżej dopisano ręcznie: „Zajęcia tylko dla kobiet. Potrzebna instruktorka. Pozycja płatna, dwa dni w tygodniu. Proszę się kontaktować z Kulwinder Kaur ze Stowarzyszenia Społeczności Sikhijskiej”.

Nie było słowa na temat kwalifikacji lub doświadczenia, a to dobrze wróżyło. Nikki wyciągnęła telefon i wklepała numer. Zauważyła zaciekawione spojrzenie mężczyzny, ale zignorowała je i dołączyła do tłumu wiernych, którzy wyszli z sali jadalnej.

Mogłaby prowadzić warsztaty literackie? Napisała tekst, który opublikowano na blogu UK Fem Fighters; porównywała w nim swoje doświadczenie, jak to jest, gdy za dziewczyną gwiżdżą mężczyźni w Delhi i w Londynie, i jej tekst przez trzy dni z rzędu znajdował się na liście najczęściej czytanych wpisów. Z pewnością mogłaby udzielać wskazówek kobietom ze świątyni. Może nawet mogłaby zredagować Antologię najlepszych prac. Praca redaktorki ładnie by się prezentowała w jej życiorysie. Poczuła trzepoczącą w piersi nadzieję. Ta praca mogłaby jej dawać radość i dumę.