Państwo PlatformyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

SPIS TREŚCI

  Okładka

  Karta tytułowa

  Karta redakcyjna

  Podziękowania

  Wprowadzenie Cele Trzy „diagnozy”: entuzjastyczna, wyważona i krytyczna „Diagnoza” entuzjastyczna „Diagnoza” wyważona „Diagnoza” krytyczna Diagnoza „diagnoz” Mozaika Mapa wywodu

  Krótka teoria stronniczości,czyli kilka słów o metodologii Dajemy głos faktom! Źródła, wskaźniki, problemy Miary ważności miar Wskaźniki — spojrzenie od dołu (warsztatowe) Wskaźniki — spojrzenie z góry (teoretyczne)

  Makroekonomiczne prosperity,czyli anatomia „zielonej wyspy” Wprowadzenie Polska bliżej Grecji Polska makroekonomiczna

  Zagadka Giniego,czyli kto zyskuje a kto traci? Wprowadzenie Bieda Wieloaspektowe miary zadowolenia z życia Dach nad głową Zamiast puenty

  Jakość rządzenia — cz. I:w stronę diagnozy.Europejskie fundusze Efekty, efekty * * * Cel wywodu Fundusze Europejskie — świat niezwykłej ułudy Ułuda „dobrej cioci” Unii Ułuda transparentności Ułuda ewaluacji, czyli dobrym intencjami … jest wybrukowane Ułuda (racjonalnego) rozwoju Ułuda zarządzania strategicznego Podsumowanie

  Jakość rządzenia — cz. II:w poszukiwaniu przyczyn.Jakość prawa115 Czy polskie państwo jest szalone? Mikrostudium przypadku niesterowności Nadprodukcja prawa Administracja publiczna — zasób czy ciężar?

  Polska innowacyjna— system naczyń (nie)połączonych Zagadka Dużo — nie znaczy wystarczająco Mało, ale dobrze? Prywatna pomysłowość? Podsumowanie

  Polska jak Włoszczowa?Polska jak Pludry?O infrastrukturze transportowej Czy Polska jest kolejowo odcięta od świata? Znikające linie kolejowe Przewozy pasażerskie Przegrywana walka kolei o przewóz towarów Drogi: Ekrany akustyczne jako narzędzie walki z hałasem Drogi: wzrost liczby samochodów na 1000 mieszkańców wskaźnikiem rozwoju? Drogie drogi? Transport wodny śródlądowy Podsumowanie

  „Szlachetne zdrowie...”,czyli spojrzenie na polską służbę zdrowia Podsumowanie

  O co toczy się gra?Czyli o demografii na koniec Rząd pod pręgierzem — kontrola koordynacji polityki rodzinnej przez NIK Polskie problemy z demografią — przykład żłobków i przedszkoli Za chlebem

  NIE ZAKOŃCZENIE,ALE NOWY POCZĄTEK! Test otwartej furtki, czyli heurystyka dla niedowiarków Anegdota historyczna Cena przegrywanego testu Rozwój jest, ale nie długofalowy Tożsamość i konkurencyjność Dwie Polski — czyli anatomia dryfu

  Aneks.Patologie w polskim górnictwie

  Przypisy

  Spis literatury* DOKUMENTY, RAPORTY BADAWCZE i AKTY PRAWNE KSIĄŻKI, ARTYKUŁY, WYWIADY ŹRÓDŁA INTERNETOWE


Recenzent

dr hab. Arkadiusz Karwacki, prof. UMK

Projekt okładki

Maciej Marchewicz

Ilustracja na okładce: adempercem/fotolia.com

Szef Projektów Wydawniczych

Maciej Marchewicz

Opracowanie graficzne

Anna Krawczyk

© Copyright by Maciej Gurtowski, 2015

© Copyright by Radosław Sojak, 2015

© Copyright by Jan Waszewski, 2015

© Copyright by Andrzej Zybertowicz, 2015

© Copyright for Fronda PL, Sp. z o.o., Warszawa 2015

ISBN 978-83-8079-002-5

Wydawca

Fronda PL , Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

Tel. 22 836 54 44, 877 37 35

Faks 22 877 37 34

e-mail: fronda@fronda.opl

www.wydawnctwofronda.pl

www.facebook.com/FrondaWydawnictwo

Podziękowania

Autorzy w pierwszej kolejności dziękują Janowi Waszewskiemu — wytrawnemu poszukiwaczowi informacji, bez którego dociekliwości, zdyscyplinowania i sumienności niniejsza książka byłaby zdecydowanie uboższa. Cenne uwagi, podpowiedzi oraz sprawdzenie niektórych fragmentów tekstu zawdzięczmy Piotrowi Nowakowi i Katarzynie Tamborskiej.

 

Szczególne słowa wdzięczności kierujemy w stronę recenzenta — profesora Arkadiusza Karwackiego, który nie tylko skorygował wiele usterek naszego wywodu, ale także dostarczył wielu przykładów wspierających w różnych punktach stawiane na kolejnych stronach tezy. Nie byliśmy w stanie wykorzystać ich wszystkich, ale za wszystkie dziękujemy.

Dziękujemy również serdecznie Annie Krawczyk i Grzegorzowi A. Dominiakowi za to, że z wyrozumiałością, choć pod presją, czasu dbali o graficzną i edytorską stronę naszej pracy.

Powyższe wyrazy wdzięczności nie znaczą, iż autorzy chcą podzielić się z wymienionymi osobami odpowiedzialnością za wnioski całego wywodu i ewentualne usterki pracy. Za wszelkie błędy prosimy karcić tylko nas.

Wprowadzenie

Jest wiele określeń na Polskę w okresie rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Są pozytywne: Polska nowoczesna, „zielona wyspa”, Polska zmodernizowana (względnie modernizująca się); mówiono o „Polsce w budowie” sugerując zapewne przejście od stanu drewnianego ku murowanemu, a prezydent Bronisław Komorowski nazwał ten m.in. okres naszej historii „złotym wiekiem”. Ale są również określenia nieżyczliwe: „TuskoKraj”, „Tuskoland”, Polska Tuska lub Polska Platformy, „państwo teoretyczne”. Niezależnie od tego, które z tych określeń budzą naszą sympatię, które zaś burzą nam krew, sama ich obecność w obiegu i świadomości społecznej zdaje się świadczyć o tym, że w latach 2007–2015 powstała jakaś szczególna, nowa, posiadająca własną specyfikę „wersja” Polski. Skoro była to wersja tak specyficzna, że domagała się odrębnej nazwy (jak wcześniej chociażby III i IV RP), to należałoby potraktować ją jako sygnał dla badaczy społecznych, że ostatnie osiem lat historii Polski domaga się również bardziej systematycznego namysłu nad ich wyjątkowością. Uchwycenie natury tego okresu jest istotne ze względu na próbę rzetelnego określenia dalszych możliwości rozwojowych naszego kraju. Są przynajmniej cztery powody, dla których rządy PO-PSL uznać należy za wyjątkowe w perspektywie całej III RP.

Pierwszy to niespotykana wcześniej stabilność władzy w Polsce. Od listopada 2007 r. do dziś Polską rządzi niezmiennie ta sama koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, a Platforma i Donald Tusk stali się pierwszą siła polityczną w historii Polski po 1989 r., która zwyciężyła w kolejnych wyborach parlamentarnych i rządzi drugą kadencję. Tusk urzędował na stanowisku premiera najdłużej w historii IIIRP — od listopada 2007 do września 2014 r. W tym czasie PO wygrała kilka kolejnych wyborów (samorządowych, parlamentarnych i do parlamentu UE). Dodatkowo de facto od 11 kwietnia 2010 r. koalicja PO-PSL rządziła, mając sprzyjającego jej prezydenta. Żadna siła polityczna w historii IIIRP nie mogła pochwalić się takim komfortem władzy. Co więcej, ów komfort władzy trwał jak na warunki IIIRP niespotykanie długo. Zważmy: prawie osiem lat rządów PO-PSL to niemal ⅓ okresu III RP. Żadne środowisko polityczne nie miało do tej pory możliwości tak samodzielnego i tak długotrwałego kształtowania polskiej rzeczywistości.

Drugi powód wyjątkowości rządów koalicji PO-PSL wiąże się ze wstąpieniem do Unii Europejskiej. Samo nasze włączenie do UE nastąpiło w 2004 r., ale wiele czynników zadecydowało o tym, że przynajmniej niektóre skutki tego kroku pojawiły się z opóźnieniem. Przede wszystkim rok 2004 przypadał na końcówkę obowiązywania poprzedniej perspektywy budżetowej UE (lata 2000–2006) i w związku z tym pierwsza perspektywa, która w pełni obejmowała nowe państwa członkowskie, przypadała na okres 2007–2013. Od grudnia 2007 do marca 2008 roku trwało prawne i faktyczne przystępowanie Polski do układu z Schengen. W efekcie Polacy uzyskali tak cenione poczucie pełnej swobody podróżowania po większości krajów europejskich. Olbrzymie znaczenie dla efektów naszego uczestnictwa w Unii miało też stopniowe otwieranie się unijnych rynków pracy. W roku 2004 Polacy mogli legalnie i bez ograniczeń pracować jedynie w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji. Dopiero w 2006 r. ograniczenia zniosły Finlandia, Hiszpania, Portugalia, Grecja i Włochy, w 2007 r. Holandia i Luksemburg, a w 2008 Francja. W roku 2009 otworzyły się dla nas rynki pracy Belgii i Danii, a najdłużej, bo do roku 2011, limity i obwarowania obejmowały ważne z naszej perspektywy gospodarki Niemiec i Austrii.

W latach 2007–2013 polski rząd mógł rozdysponować w ramach różnych funduszy imponującą kwotę 85,4 mld euro ze środków UE1, przy, dodajmy, jednoczesnym napływie do Polski pieniędzy wypracowywanych przez emigrantów w krajach UE. W sytuacji stabilności wewnętrznej, względnie spokojnego otoczenia międzynarodowego i nawet biorąc pod uwagę globalny kryzys, pieniądze te mogły stanowić podstawę dla skoku cywilizacyjnego Polski. Takiej szansy bez wątpienia nie miały wcześniejsze ekipy rządzące.

Trzecia okoliczność, czyniąca sytuację z lat 2007–2015 wyjątkową, jest bodaj najtrudniej uchwytna, ale nie mniej istotna. Platforma właściwie od pierwszych dni rządzenia miała po swojej stronie niemal wszystkie najważniejsze media opiniotwórcze. Spora część z nich zaangażowana była w kampanię dyskredytowania prezydenta Lecha Kaczyńskiego i na tej podstawie zbudowany został sojusz polityczno-medialny, który tylko nieznacznie skruszał po 2010 r. Wagę tego czynnika należy doceniać w szerszym kontekście. Były w Polsce rządy mające po swojej stronie media (UD, UW, początkowo AWS-UW), rządziły jednak zawsze bądź przy chwiejnej większości parlamentarnej lub w sytuacji kohabitacji z prezydentem wywodzącym się z innego środowiska. Z kolei SLD miał do dyspozycji „własnego” prezydenta i stabilną koalicję, ale na tak daleko posuniętą przychylność mediów nie mógł liczyć ani gdy premierem byli Józef Oleksy i Włodzimierz Cimoszewicz, ani za czasów Leszka Millera.

Czwarta okoliczność dotyka kwestii, na którą Polacy zdają się być szczególnie wyczuleni — międzynarodowego uznania. W 2014 r. Donald Tusk powołany został na stanowisko przewodniczącego Rady Europy. Urzędnik piastujący to stanowisko bywa określany prezydentem Europy. Symbolicznie nominacja ta została potraktowana jak potwierdzenie nie tylko indywidualnego sukcesu Tuska, ale także zbiorowego powodzenia Polaków i sukcesu państwa. Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, warto więc (niezależnie od bieżących wydarzeń politycznych) spytać o to, jak ten bezprecedensowy okres stabilności politycznej i prosperity makroekonomicznej został wykorzystany.

Przedkładamy Czytelnikom „bilans zamknięcia”, chociaż polityczny los rządów Platformy nie został przypieczętowany. Nie chodzi tu jednak o żaden tryumfalizm lub polityczne whishful thinking. Powody są zasadniczo dwa. Po pierwsze, zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich podkopuje fundament owych rządów w sposób istotny. I być może nawet nie zmiana polityczna jest tu najważniejsza, ale mentalna. Po ośmiu latach niepowodzeń wyborczych PiS wygrał i to od razu w konkurencji nie byle jakiej, bo politycznie ważnej i symbolicznie doniosłej. Rzesze polityków wszystkich szczebli, urzędników, ludzi wojska i służb, a także mniejszego lub większego biznesu, którzy dotąd orientowali swoje działania w kierunku władzy Platformy, nagle zmuszone zostały do wzięcia pod uwagę w swoich rachubach — i tych codziennych, i tych bardziej strategicznych — zupełnie nowych scenariuszy. Bez wątpienia, nawet jeśli Platforma utrzyma władzę po wyborach parlamentarnych 2015 r., powrót do komfortu rządzenia, którego zaznała w latach 2007–2015, nie będzie możliwy. W tym sensie więc rządy PO dojrzały do tego, by można było sporządzić — choćby szkicowy — bilans ich dorobku.

Po drugie, to swoiste załamanie dominacji Platformy nastąpiło w sposób nagły i niespodziewany. Warto przejrzeć choćby tygodniki publikowane na kilka dni przed I turą wyborów prezydenckich, by zorientować się, jak bardzo większość publicystów (także socjologów, politologów i specjalistów z innych dyscyplin) była przekonana o nieuchronności zwycięstwa Bronisława Komorowskiego. Równie — jeśli nie bardziej — zaskakujący był nagły wzlot politycznej gwiazdy — Pawła Kukiza. Ponad 20% w pierwszej turze wyborów prezydenckich, mobilizacja i entuzjazm zwolenników oraz powiew świeżości na scenie politycznej, którego nie było od lat zapewne w znacznym stopniu wpłynęły na ostateczne rozstrzygnięcie prezydenckiego wyścigu. Nie mniejsze znaczenie w perspektywie kolejnych lat i wyborów będzie miał zapewne fakt, że to właśnie Kukiz w znacznej mierze zachęcił do brania udziału w wyborach kolejne pokolenie młodzieży, dla której kampania 2015 r. stanowić może podobne doświadczenie generacyjne jak kampania Tuska w 2007 r. Sukcesy Dudy i Kukiza ujawniły — co z naszej perspektywy najistotniejsze — bolesne deficyty poznawcze nie tylko publicystyki, ale także nauk społecznych w Polsce. Dobrze oddają to słowa jednego z autorów „Newsweeka” Marka Rabija:

Tam, gdzie jeszcze przedwczoraj rósł las i dzieci z okolicznych wsi zbierały w wakacje jagody, by sprzedawać je przy drodze letnikom, dziś biegnie autostrada odgrodzona od poboczy ekranami dźwiękoszczelnymi. Możesz nią gnać 140 km na godzinę na wakacje do Włoch i wtedy kraj swój widzisz ogromny. Ale możesz też stać po drugiej stronie tych cholernych ekranów. Wówczas widzisz tylko ścianę. Polskę w ruinie. Nie ma lasu i nie ma jagód. A jakby nawet były, to i tak nie ma ich komu sprzedawać.

Czy któryś z tych obrazów jest nieprawdziwy? Oczywiście, że nie. Ale czy mogą istnieć jednocześnie dwie kompletnie różne od siebie Polski? Mogą, jeśli założyć, że nasz kraj przyspieszył wraz z całym zglobalizowanym światem do tego stopnia, że do jego opisu coraz słabiej nadają się klasyczne narzędzia socjologii, ekonomii, a nawet polityki. Znajdujemy się w stanie, który fizycy nazwaliby superpozycją — jednocześnie na biegunach nieprzyzwoitego luksusu i skrajnego ubóstwa [wyróżnienie dodane]2.

Zbyt wcześnie naszym zdaniem, aby orzekać, że narzędzia tradycyjnych nauk społecznych wyczerpały swoje zdolności wyjaśniania naszej rzeczywistości. Ale trzeba bez wątpienia podjąć wysiłek sprawdzenia takiej właśnie hipotezy. Może uda nam się odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście doszliśmy do granic poznawczych socjologii czy też nasz dotychczasowy ogląd Polski był najzwyczajniej w świecie oparty na błędnych założeniach. Tym bardziej że Polska współczesna rzeczywiście jawi się jako zagadka. Z jednej strony chwalona i wskazywana innym za przykład, z drugiej wydaje się gotowa do buntu, wymiany władzy, a przede wszystkim wyludniająca się w zaskakującym tempie.

Cele

Państwo Platformy: Bilans zamknięcia — tytuł naszej książki określa jej zadanie. W istocie jednak nie ograniczamy się do samego okresu rządów PO — gromadzimy informacje tak, by dać szkic obrazu całego ćwierćwiecza polskiego zmagania się z wolnością.

Rzecz jasna idzie o ocenę. W dodatku ocenę mającą potencjalne społeczne konsekwencje. Jako że jesteśmy socjologami, staramy się, aby ocena ta oparta była na faktach. W nauce często uważa się, że najbardziej wiarygodne są informacje o rzeczywistości wyrażone w języku liczb. Liczby bowiem z samej swej natury są porównywalne, sprawdzalne i niejako oddzielone od języka emocji. Odwołując się do nich łatwiej rzeczowo dyskutować. Uważa się, iż np. wskaźnik produktu krajowego brutto (PKB) to lepszy punkt wyjścia do analizy niż nasycone politycznymi sympatiami formuły „złotego wieku naszych dziejów” lub „wygaszania Polski”.

Będąc przedstawicielami nauk społecznych, wcale jednak nie lekceważymy sformułowań oddających subiektywne odczucia i wyrażanych w języku nasyconym emocjami. Subiektywne — ale społecznie podzielane odczucia — współtworzą ludzki świat w niemniejszym stopniu niż zjawiska wyrażane przez takie, zwyczajowo uznawane za obiektywne, dane jak np. powierzchnia kraju, liczba ludności, poziom dzietności lub wysokość średniego wynagrodzenia.

Jednak, podejmując się zadania wyrażanego przez tytuł publikacji, nie sposób uciec od licznych wątpliwości. Czy w ogóle jest możliwe obiektywne spojrzenie na swój kraj? A na inny, obcy kraj? Pewnie łatwiej3. Dlaczego? Odpowiedź wyłoni się za chwilę. Najpierw kolejne pytania. Czy jest możliwa sprawiedliwa ocena rządów koalicji Platforma Obywatelska — Polskie Stronnictwo Ludowe w latach 2007–2015? Zwłaszcza w sytuacji, gdy, czego nie ukrywamy, polityczne sympatie autorów ulokowane są gdzie indziej? I kto miałby uznać, że jakaś ocena jest sprawiedliwa?

Problem ma charakter pierwszorzędny. Czy w ogóle o swój kraj można troszczyć się w sposób naukowy? Na przykład, czy można w obiektywny sposób mierzyć jakość rządzenia? Czy można rzeczowo ocenić niemal osiem lat rządów Platformy w taki sposób, aby wnioski były dla wszystkich przekonujące przez swą niepodważalność? Przecież chyba istnieją jakieś naukowe metody pomiaru procesów społecznych, w tym związanych ze sprawowaniem władzy?

 

Faktycznie, istnieją, ale stopień ich wiarygodności i użyteczności jest o wiele mniejszy, niż mogłoby się wydawać osobom pozostającym na zewnątrz badań naukowych. Nie będziemy tu wyjaśniać, dlaczego tak jest (choć autorzy niniejszej książki mają co nie co do powiedzenia na tym polu4), gdyż wyprowadziłoby to nasze wywody na pole filozofii nauk społecznych. Nie zrobimy tego, gdyż nasze cele są bardziej praktyczne. Chcemy dostarczyć narzędzi i danych przydatnych do rzeczowej, prowadzącej do konkretnych wniosków, analizy obecnej kondycji naszego kraju. Chcemy przedłożyć pewną porcję sprawdzalnej wiedzy służącej racjonalnej dyskusji o warunkach rozwoju Polski.

Trzy „diagnozy”: entuzjastyczna, wyważona i krytyczna

Symbolicznie można powiedzieć, że oceny współczesnej Polski rozpięte są na kontinuum, którego skrajnymi punktami są diagnozy entuzjastyczna i krytyczna. Pośrodku odnajdujemy różne próby wyważenia elementów pozytywnych i negatywnych. Odnieśmy się do przykładów.

„Diagnoza” entuzjastyczna

Symbolicznym przykładem takiego podejścia jest stosowana przez urzędującego Prezydenta RP w roku 2014 i 2015 metafora „złotego wieku”. Posługiwał się nią zwłaszcza w publicznych wystąpieniach przy okazji różnych obchodów 25 lat od wyjścia Polski z ram starego ładu.

Oto wypowiedź z kwietnia 2014: „Przeżywamy złoty okres, złoty wiek w naszej Ojczyźnie — podkreślił Prezydent RP Bronisław Komorowski podczas piątkowej prezentacji przygotowanej przez Narodowy Bank Polski monety 5 zł ‘Odkryj Polskę — 25 lat Wolności’ ”5. Formułą „złotego wieku” posłużył się jeszcze co najmniej kilkakrotnie — co oznacza, iż nie mamy tu do czynienia z lapsusem językowym wynikającym z emocji. Na przykład w autoryzowanej wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej powiedział: „Dokonania narodu polskiego z ostatnich 25 lat, są zmianami na miarę tysiąclecia. To drugi złoty wiek w historii naszego państwa”6.

„Diagnoza” wyważona

W interesującym zbiorze esejów zatytułowanym Bilet do nowoczesności Magdalena Gawin z Instytutu Historii PAN pisze:

Współczesna Polska dalece odbiega od tej z lat 80. XX w. Po upadku komunizmu korzystne zmiany nastąpiły w infrastrukturze, usługach, estetyce otoczenia. Wzdłuż dawniej opustoszałych i smutnych ulic oraz placów pojawiły się kawiarnie, ogródki restauracyjne, sklepy, małe piekarnie oferujące chrupiące rogaliki i pieczywo w kilkudziesięciu gatunkach. Przechodnie przestali potykać się o nierówne chodniki, poprawiono stan dróg, wybudowano autostrady. Znacząco wzrosły ambicje edukacyjne i poziom zamożności. Wyjazdy i studia zagraniczne przestały być przywilejem dla nielicznych, stały się zjawiskiem masowym. Obraz współczesnej Polski ma też swoje rysy i ciemne plamy: pośpieszną i nieprzemyślaną dezindustrializację kraju, bezrobocie i niski przyrost naturalny, nową emigrację zarobkową. Nie cichną spory o charakter i społeczne koszty transformacji, ale nie można zaprzeczyć, że Polska w porównaniu do tej sprzed lat dwudziestu dokonała znaczącego cywilizacyjnego skoku. […] Modernizacja nie jest już marzeniem, ale rzeczywistością7.