Kierunek: niebo. GPS dla mężczyzn

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Przedtytułowa

Kierunek: niebo

grafika


Tytułowa

Randy Hain

Kierunek: niebo

GPS dla mężczyzn

Przełożyła Paulina Chołda

Wydawnictwo W Drodze, Poznań 2020

Redakcyjna

Tytuł oryginału

Journey to Heaven: A Road Map for Catholic Men

© 2014 Randy Hain. All rights reserved.

© Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2020

Redaktor prowadzący – Ewa Kubiak

Redakcja – Agnieszka Czapczyk

Korekta – Paulina Jeske-Choińska, Agnieszka Czapczyk

Skład i łamanie – Aleksandra Lebioda

Redakcja techniczna – Józefa Kurpisz

Projekt okładki – Krzysztof Lorczyk OP

Fotografia (s. 2) – Tom Barrett, unsplash.com

Fotografia na okładce – Alex Rhee, Anton Darius Thesollers, unsplash.com

ISBN 978-83-7906-389-5

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o.

Wydanie I

ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań

tel. 61 852 39 62

sprzedaz@wdrodze.pl

www.wdrodze.pl

Dedykacja

Dla Alexa i Ryana

Przedmowa

Zastanówcie się przez chwilę nad tymi słowami:

Zasiej myśl, a zbierzesz czyn,

Zasiej czyn, a zbierzesz nawyk,

Zasiej nawyk, a zbierzesz charakter,

Zasiej charakter, a zbierzesz los.

W każdej chwili, każdego dnia, bez względu na to, czy jesteś tego świadomy, czy nie, kształtujesz w sobie nawyki, które składają się na twój charakter, a w ostatecznym rozrachunku określają, gdzie spędzisz wieczność: w niebie czy w piekle. Gdy życie na ziemi skończy się i wkroczysz w wieczność, będzie za późno na zmianę decyzji, a więc i losu.

Czas na zmiany jest teraz. Życie, które mamy na ziemi, jest podobne do miękkiej gliny, którą można formować. Teraz więc jest czas na wyzbycie się złych przyzwyczajeń, wyrobienie dobrych nawyków i z Bożą pomocą ukształtowanie charakteru, tak by skierować się na Boga i Jego sprawy.

Gdy nadejdzie kres życia – a dla wielu przychodzi on znienacka – ta szansa na zmianę minie. Gdy glina twardnieje, niewiele da się zrobić. Działaj więc już teraz, stawką jest twoje dobro – i na tym polu nie przegrasz, Bóg pomoże ci bowiem we wszystkim.

Dokładnie rozważ swoje położenie. Jeśli jesteś pogrążony w grzechu, żałuj i odwróć się od niego; odrzuć wszystko, co jest niespójne z wiarą chrześcijańską, a co trzyma cię z dala od Boga-miłości. Jeśli jesteś letni, rozpal w sobie ogień. W Apokalipsie św. Jana (Ap 3,16) widzimy, co spotka tych, którzy są „nijacy”, ani gorący, ani zimni. Jeśli jesteś na właściwej drodze, ale dostrzegasz obszary słabości, zachwiania, braki uporządkowania, zabierz się za nie już teraz. Pan czeka, by wspomóc cię łaską. Proś więc o nią.

Pismo Święte mówi: „Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9,27)[1] oraz „Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6,2). Nie odkładaj nic na później.

Jeśli chcesz spędzić wieczność w niebie, musisz działać już teraz, decydując, że będziesz dążył do tego jedynego, najważniejszego celu, którym – jak podpowiada Jezus – jest miłowanie Boga całym swoim sercem, całym swoim umysłem, ze wszystkich sił.

Tylko jak to zrobić? Pytanie wydaje się szczególnie palące, gdy żyje się w ciągłym biegu, terminarze ma się wypełnione po brzegi, a z otaczającego nas świata płynie olbrzymia liczba bodźców. Sami wiecie, jak pełna rozproszeń, zbijająca z tropu może być codzienność.

Gdyby teraz oddać głos „światu”, skomentowałby: „Znajdziemy na to odpowiednią aplikację”. Jezus natomiast mówi: „Jest na to łaska”. I nie chodzi tu o jakąś mglistą, abstrakcyjną ideę, ale o autentyczne doświadczenie pełne mocy, które płynie z sakramentów Kościoła ustanowionego przez Jezusa. Mam tu na myśli przede wszystkim Eucharystię, spowiedź, a także lekturę Pisma Świętego, modlitwę oraz dobre uczynki wypełnione łaską, które św. Paweł opisywał jako „wiarę, która działa przez miłość” (Ga 5,6). To niezawodne Boże „aplikacje” dla chrześcijanina. Skorzystaj z nich!

Bóg dokładnie wie, czego ci potrzeba, by pokonać trudności i rozwijać się jako chrześcijanin, który nade wszystko postawił na prawdę i dobro, piękno i prawość.

Mężczyzna jest fizjologicznie, umysłowo i uczuciowo ukierunkowany na zewnątrz, na działanie. To dlatego lubimy sport kontaktowy; to dlatego instynktownie chcemy mieć wpływ na to, jak się sprawy mają. Konfrontacje, budowy, naprawy, obrona, branie się za bary ze światem wokół, są naturalnymi przejawami bycia mężczyzną według Bożego zamysłu. On pragnie, byśmy byli mężczyznami w pełni, każdy na swój sposób, zgodnie z otrzymanymi od Niego talentami, temperamentem i okolicznościami.

Kobiety są fizjologicznie i uczuciowo ukierunkowane do wewnątrz, w swej otwartości chłoną. Uzupełniają nas i ukulturalniają (chwała Bogu!) dzięki swojemu niezwykłemu talentowi do przyjmowania, gromadzenia i karmienia.

Aby duchowo i emocjonalnie dojrzeć, potrzebujemy jako mężczyźni potwierdzenia z zewnątrz, że „zdaliśmy egzamin”. Nade wszystko potrzebujemy poświadczenia, że to, co robimy, jest cenne i ważne, że wypełniamy misję, której się podjęliśmy.

Podczas chrztu Pana Jezusa rozległ się z nieba głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (Mt 17,5). Chłopiec musi usłyszeć takie słowa od ojca, mąż podobne od żony. Przede wszystkim jednak mężczyzna potrzebuje tych słów od Pana. Jest to możliwe jedynie, gdy wyzbędzie się tego, co dziecięce, i będzie się stawał takim, jakim pragnie go widzieć Bóg.

W niniejszej książce znajdziesz mnóstwo nauk, prawd, zachęt do tego, byś zaczął już dziś, tu i teraz, być mężczyzną, jakim chce cię uczynić Pan. Randy Hain wielce przysłuży się wszystkim mężczyznom, którzy wezmą sobie do serca i zechcą wprowadzić w czyn wskazówki i rady, którymi dzieli się na tych stronach.

Patrick Madrid, styczeń 2014

[1] Wszystkie fragmenty biblijne (o ile nie podano inaczej) cytowane za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wydanie piąte na nowo opracowane i poprawione, Pallottinum, Poznań 2003.

Podziękowania

Gdy kończę nową książkę, zawsze cieszy mnie pisanie podziękowań, gdyż jest to szansa na przypomnienie sobie wszystkich wspaniałych osób, które przyczyniły się do jej powstania.

Chciałbym zatem podziękować Mike’owi Sullivanowi oraz Shannon Hughes z wydawnictwa Emmaus Road Publishing za ich entuzjazm i wsparcie. Świadomość, że wydawca stoi za tobą murem, naprawdę ułatwia robotę!

Patrick Madrid napisał świetną przedmowę. Brak mi słów, by wyrazić wdzięczność za jego pomoc oraz niezwykłą służbę wobec katolików w postaci książek i mów. Jest on dla Kościoła błogosławieństwem. Szczerze mu dziękuję jako bratu w Chrystusie.

Gail Coniglio także ogromnie mi pomogła i dodawała otuchy jako moja agentka literacka, a zarazem przyjaciółka. Zawsze mogę liczyć na jej mądrą radę, entuzjastyczne wsparcie oraz modlitwę. Doceniam też, że nigdy się nie waha, by powiedzieć mi prawdę.

Podziękowania kieruję także do dra Billa Thierfeldera, biskupa Michaela Sheridana, Matta Swaima, Matta Warnera, Petera Herbecka, Toma Petersona, ks. Dana Kettera, o. Martina Connora, diakona Mike’a Bickerstaffa, Ricka Swygmana, Andy’ego Mangione, dra Roba Kaisera, Kevina Lowry’ego, Joela Schmidta, Dana Burke’a, Briana Caulfielda, Kena Davidsona, ks. Kyle’a Schnippela, Chrisa Stefanicka oraz Patricka Truemana. Wszyscy oni wnieśli do książki szczere i głębokie przemyślenia, dzięki którym wiele ona zyskała. Panowie, swoim życiem dajecie świadectwo, które inspiruje. Jestem wam dozgonnie wdzięczny za pomoc, która sami zaoferowaliście.

Dziękuję także wszystkim mężczyznom katolikom, których spotkałem, za dzielenie się ze mną zmaganiami, troskami, sukcesami i łaskami. Z naszych rozmów wielokrotnie czerpałem inspiracje do tej książki.

Jego Eminencji Peterowi Rau pragnę podziękować za błogosławieństwo i modlitwę, które wzmacniały mnie w krytycznym momencie kończenia tomu. Były dla mnie jak zastrzyk duchowej energii.

Mój tato, Steve Hain, jest dla mnie wzorem i wiele z tego, co przeczytacie w książce, stanowi owoc jego mądrości życiowej, którą ze mną się dzielił. Dziękuję ci, tato.

Szczęśliwie mam kochającą, wspierającą mnie rodzinę, która dodaje mi otuchy i pomaga koncentrować się na tym, co w życiu naprawdę ważne. Sandro, Alexie, Ryanie – dziękuję.

Święty Józefie, patronie ojców, jestem ci wdzięczny za przykład, jaki dajesz wszystkim mężczyznom katolikom. Proszę, módl się za nami, abyśmy z odwagą mogli żyć zgodnie z naszym powołaniem, dążyli do świętości życia i osiągnęli niebo.

Wstęp

„Dlaczego napisałeś tę książkę?” – zapytał mnie niedawno znajomy. Odpowiedź mogła być prosta: „Jestem katolikiem, chciałem napisać przystępny i pomocny tekst dla innych katolickich mężczyzn, którzy na co dzień zmagają się z tymi samymi problemami co ja”. Jednak wyjaśnienie jest bardziej złożone, głębsze. Poruszony temat przyciągnął mnie, ponieważ niezwykle niepokoi mnie świat, w którym przyszło nam żyć. Młodzi ludzie, w szczególności młodzi mężczyźni katolicy, dorastają, nie rozumiejąc swojej wiary, męskich obowiązków, które wyznacza im Bóg; i ulegając fałszywym bożkom współczesnej kultury, dają się sprowadzić na bezdroża.

 

Mężczyźni muszą współcześnie stawiać czoła trudnym wyzwaniom. Feminizacja męskości jest dobrze udokumentowanym, rozwijającym się trendem. Atakuje się rolę mężczyzny jako głowy rodziny, a on sam wpada coraz częściej w pułapkę pornografii. Można by więc zapytać: „Po co książka dla katolików, dlaczego nie dla wszystkich mężczyzn?”. Odpowiem najprościej, że jako katolicy mamy dodatkowe obowiązki i zobowiązania, które nas wyróżniają. Wiemy, że zostaliśmy stworzeni dla nieba, nie dla tego świata. Jako katolicy mamy świadomość, że jesteśmy powołani do świętości, a jako mężczyźni widzimy, że mamy pomóc naszym rodzinom dostać się do nieba.

Jako wierzący lepiej pojmujemy, co dokładnie oznacza zwrot „dostać się do nieba”. Rozumiemy znaczenie oraz konsekwencje Jezusowego napomnienia z Ewangelii św. Mateusza: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale (…) zasiądzie na swoim tronie (…) oddzieli jednych [ludzi] od drugich (…). I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mt 25,31–47). Zauważyłem, że pomaga mi, gdy każde zadanie, które mam przed sobą, zaczynam od uprzytomnienia sobie tego ostatecznego powołania. Nie ma też lepszej motywacji dla praktykowania katolickiej wiary niż wyobrażenie sobie Jezusa witającego mnie w niebie słowami: „Dobrze, sługo dobry i wierny!” (Mt 25,23).

Wspaniałe wzorce do naśladowania mamy w Bogu Ojcu, św. Józefie i innych świętych, można je też znaleźć pośród osób żyjących mężnie. Biblia i Katechizm Kościoła katolickiego dają nam wyraźnie określone nauczanie, a Kościół sakramenty. Wiemy, co mamy robić, co więcej, mamy wszystkie potrzebne narzędzia w rękach, a i tak wielu z nas czuje się zagubionych.

Kierunek: niebo. GPS dla mężczyzn wziął się z pragnienia pomocy i dodania otuchy katolickim mężczyznom, także tym należącym do przyszłych pokoleń. Nie jest to wykład z teologii katolickiej, jednak treść zaczerpnięta została z nauczania Kościoła. Nie jest to książka pełna teorii – ma ona wymiar praktyczny, otwarcie i przystępnie zachęca do działania, także przez rozmowy z inspirującymi katolikami, którzy podzielili się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem.

Kierunek: niebo składa się z trzech części, zatytułowanych: Wiara, Rodzina, Praca i sfera publiczna. W książce poruszam takie tematy, jak pycha, modlitwa, komunia święta i spowiedź, przyjaźń, małżeństwo, męstwo, ojcostwo, integrowanie wiary z pracą, uporządkowanie priorytetów oraz dawanie przykładu. Znajdziecie tu nawet rozdział o tym, jak katoliccy mężczyźni mogą być obecnie buntownikami – w pozytywnym sensie. Na koniec trzy załączniki: o szkodliwym wpływie pornografii; o powołaniu do kapłaństwa, diakonatu, życia zakonnego; a także odsyłające do związanych z tematem stron internetowych i lektur. Ufam, że bez względu na wiek czy stan, każdy znajdzie tu coś cennego.

Panowie, naszym powołaniem jest coś więcej niż siedzenie na ławce rezerwowych. Jesteśmy wezwani, by być liderami, dawać dobry przykład. Mamy prowadzić nasze rodziny ku zbawieniu, angażować się w życie parafii, wnosić wkład w naszą wspólnotę, pozytywnie oddziaływać na przyjaciół oraz każdego, kogo spotykamy. Modlę się, aby ta książka okazała się pomocna, by Duch Święty zrobił z niej użytek. Niech sprowokuje was do zmian, powrotu na właściwą ścieżkę, odnowienia w sobie męskiej tożsamości na katolicką miarę, prowadzenia przyszłych pokoleń w podobnym kierunku.

Skoro jesteśmy stworzeni dla nieba, dajmy to po sobie poznać!

*

Książka ma zachęcić do działania, dlatego podczas lektury róbcie notatki. Każdy rozdział kończy się pytaniami do przemyślenia – szkoda, by ulotniły się refleksje i pomysły, które się w was pojawią. Ponadto jest to lektura dobra zarówno do czytania w pojedynkę, jak i na spotkaniach grup katolickich mężczyzn.

CZĘŚĆ pierwsza

ROZDZIAŁ pierwszy
Co nas oddziela od Jezusa?

Czy nie za ciężko działać na własną rękę? Jak skuteczni jesteśmy, gdy odpowiedzi szukamy w pojedynkę?

Randy Hain

Tak długo, jak jesteśmy na tym świecie, nasze życie jest ciągłą walką – wybieraniem pomiędzy miłością do Chrystusa a letniością, życiem na pasku naszych namiętności i poszukiwaniem komfortu, które niszczą miłość. Wierność Jezusowi wykuwamy każdego dnia – zmagając się z tym, co nas od Niego oddziela, usiłując wzrastać w cnotach. Bądźmy Mu wierni w czasach obfitości oraz tych trudnych, gdy, jak się zdaje, niewielu wytrwa u boku Pana.

Francis Fernández

Pamiętam rozmowę, którą prowadziłem kiedyś podczas lunchu ze znajomym katolikiem. Jej tematem było wszystko to, co oddziela nas od Chrystusa. Przytaczaliśmy różne historie, dyskutowaliśmy o szkodliwym wpływie obecnej kultury, po czym mój towarzysz, wstając od stołu, rzucił: „Muszę wracać do pracy. Gdy spotkamy się następnym razem, zróbmy burzę mózgów i spiszmy listę, abyśmy jako katolicy nie zapominali, co jest naszym zadaniem!”. Ta rozmowa zapadła mi w pamięć, a pomysł na taką listę kontrolną ostatecznie przybrał kształt niniejszego rozdziału.

Rozmyślanie nad barierami, które napotykam ja i inni znajomi mężczyźni katolicy, było sporym obciążeniem i wyzwaniem – przypomniało mi, w czym nieustannie upadam. Jednak było to także inspirujące doświadczenie. Dzięki niemu podczas modlitwy każdego dnia zastanawiam się, jak przekraczać te trudności. Przede mną długa droga, jednak wierzę, że pogłębiona świadomość pułapek, które napotykam, oraz determinacja, by je pokonywać, zbliżają mnie do Chrystusa, a tym samym do nieba.

Zanim omówię niektóre z typowych trudności, wobec których stajemy, ustalmy, co wiemy na pewno: mamy określony cel (dojść do nieba, uniknąć piekła), wytyczne (Pismo Święte oraz tradycję Kościoła), przykłady do naśladowania (świętych, w szczególności św. Józefa), przewodników (papieża, biskupów, księży oraz diakonów), klarowny autorytet nauczycielski (magisterium Kościoła), pomoce (sakramenty) oraz Bożego przewodnika (Ducha Świętego). Widzimy zatem, że jesteśmy dobrze wyposażeni, że dysponujemy narzędziami oraz środkami, których nam potrzeba. Pytanie, czy jesteśmy chętni wprowadzić konieczne zmiany?

Co odgradza mężczyzn od Chrystusa?

Duma

Musimy na co dzień powierzać się Chrystusowi, tak by w naszym życiu mogła spełniać się Jego wola. On nie chce być przewodnikiem „na dokładkę”. Zrozum, że – choć bardzo byś sobie tego życzył – to nie ty jesteś u steru.

Niedocenienie Eucharystii

Każdego dnia mamy możliwość wejścia w najbardziej zażyłą relację z Chrystusem, przystępując do komunii podczas mszy świętej, choć być może nie w pełni rozumiemy lub doceniamy ten wielki dar. W wielu parafiach dostępna jest adoracja Najświętszego Sakramentu – uklęknij i pomódl się do Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Jeśli nie będziesz spędzać z Nim czasu, nigdy Go nie poznasz.

Brak modlitwy

Nie możemy być blisko Jezusa, jeśli w ogóle z Nim nie rozmawiamy. Postaraj się wypracować zwyczaj codziennego modlenia się przez około godzinę. Brzmi ciężko? Pomyśl, ile czasu poświęcamy na oglądanie telewizji; ile, jadąc samochodem; ile, ćwicząc. To, czy znajdziemy czas także na modlitwę, zależy od naszego nastawienia, planowania i zaangażowania. Odmów modlitwę poranną, zanim rano wyjdziesz z domu (10 minut), pięć dziesiątek różańca, jadąc autem lub uprawiając sport (20 minut), modlitwę dziękczynną przed każdym posiłkiem (5 minut), pomódl się z żoną i dziećmi (10 minut), a pod koniec dnia zrób codzienny ignacjański rachunek sumienia (15 minut). Sumując, otrzymasz jedną godzinę. (Będę o tym jeszcze pisał w rozdziale czwartym, poświęconym modlitwie).

Zapomnienie prawdziwego powołania

Ci z nas, którym dane jest żyć w małżeństwie i mieć dzieci, powinni sobie uświadomić, że naszym prawdziwym powołaniem jest pomóc rodzinie dostać się do nieba, być dobrymi mężami i ojcami (a nie ustawicznie rozwijać karierę zawodową). Wiem z własnego doświadczenia, jak łatwo o sytuacje, kiedy to rodzina podporządkowana jest pracy, a nie praca rodzinie, a co za tym idzie – rodzina Bogu.

Brak odwagi

Jeśli nie uznamy Jezusa, nie będziemy bronić Go publicznie i mówić o Nim innym, raczej nie będziemy z Nim blisko. Chrześcijanie mają wychodzić przed szereg, a nie wtapiać się w tłum. Żyjemy w trudnych czasach – atakuje się rodzinę, na dzieci czyha mnóstwo zagrożeń, wielu nie dostrzega potrzeby szanowania i obrony życia, a ateiści stanowią coraz liczniejszą grupę. Masz szansę być światłem świadczącym o odkupieńczej miłości Chrystusa. Pewnego dnia będziesz sądzony z owoców swojego apostolstwa – jak wspaniale byłoby wówczas usłyszeć od Jezusa: „Dobrze, sługo dobry i wierny!”.

Bycie uwiązanym

Zapytajmy samych siebie: Czy naprawdę potrzebuję tego, czego chcę (cokolwiek to jest)? Czy fakt, że „moja” drużyna przegrała mecz, ma mi zepsuć dzień? Czy traktuję grę w golfa, chodzenie na siłownię albo czyszczenie samochodu, jakby były czymś ważniejszym od rodziny albo mojej relacji z Bogiem, który mnie kocha i do którego zmierzam? Jeśli mam już pięćdziesięciocalowy telewizor, czy na pewno potrzebuję większego? Jeśli mam niezły samochód, czy trzeba mi droższego? Może zmierzam do tego, co przyziemne i przeciętne? Odrzuć to, co staje na przekór twojej modlitwie, chodzeniu na msze święte, wspieraniu akcji charytatywnych, wolontariatowi, byciu z rodziną, a przede wszystkim na przekór Chrystusowi. Jak powiedział w jednej ze swoich książek Francis Fernández, którego słowa stanowią też motto do tego rozdziału, dystans wobec tego wszystkiego, co posiadamy i czym jesteśmy, jest konieczny, jeśli mamy iść za Jezusem, jeśli mamy otworzyć serca Bogu, który przechodzi obok i wzywa nas. Przywiązanie do rzeczy tego świata zamyka drzwi Chrystusowi, pozbawia nas miłości i zrozumienia, co w naszym życiu jest najważniejsze[1]. Dystans oznacza także niezważanie na opinie innych i robienie tego, co uważasz za słuszne, nawet wobec krytyki i osądu ze strony ludzi wokół.

Pornografia

Załącznik nr 1 poświęcony jest temu właśnie zagadnieniu. Mężczyźni muszą wystrzegać się pornografii, która przez swój uzależniający powab rośnie w siłę. Początkowa „pożądliwość oczu” może szybko przejść w groźniejsze formy uzależnienia. To szkodliwe i grzeszne przywiązanie coraz bardziej odgradza mężczyzn od miłości Jezusa. Jak nauczał św. Jan Paweł II: „Głęboko w swoim wnętrzu wsłuchuj się w sumienie, które wzywa cię do czystości (…). Podobnie jak domu nie ogrzewa się ogniem rozkoszy, która spala się równie szybko jak siano, tak ulotny kontakt, ta karykatura miłości, rani serca i szydzi z Bożego planu”.

Letniość

Jak powiedział w cytowanej już książce Francis Fernández, tak długo, jak jesteśmy na tym świecie, nasze życie jest ciągłą walką – wybieraniem pomiędzy miłością do Chrystusa a letniością, życiem na pasku naszych namiętności i poszukiwaniem komfortu, które niszczą miłość. Wierność Jezusowi wykuwamy każdego dnia – zmagając się z tym, co nas od Niego oddziela, usiłując wzrastać w cnotach. Bądź Mu wierny w czasach obfitości oraz tych trudnych, gdy, jak się zdaje, niewielu wytrwa u boku Pana[2].

Osłabiona męskość

Feminizacja kultury pociąga za sobą osłabienie mężczyzn. Kobiety odgrywają w świecie wyjątkową rolę, podobnie mężczyźni. Jednak zapominamy, jakimi stworzył nas Bóg. Kultura masowa od lat wprowadza nas w błąd, gdy mowa o roli, którą mamy odgrywać – to dlatego obawiamy się być duchowymi przewodnikami we własnych domach. Pamiętaj, że jesteś inny niż kobieta. Stworzony na podobieństwo Boga Ojca, możesz Go naśladować w określony sposób, realizując tym samym swoje powołanie.

Owoce życia w Chrystusie

„Otwórz szeroko drzwi, aby On mógł wejść. Otwórz swoją duszę, zaproś Go do swojego wnętrza, a doznasz bogactwa prostoty, skarby pokoju, radości łaski. Na oścież otwórz swoje serce, a staniesz w promienieniach wiekuistego słońca” (św. Ambroży).

Czy nie za ciężko działać na własną rękę? Jak skuteczni jesteśmy, gdy odpowiedzi szukamy w pojedynkę? Nie wiem jak ty, ale ja próbowałem tak działać przez ponad dwadzieścia lat i było trudno. Teraz, gdy wiem, jak wygląda życie z Chrystusem jako przewodnikiem, modlę się, abym nigdy już nie musiał iść w pojedynkę. Proszę, przemyśl odpowiedzi na te ważne pytania:

* Czy chcę być lepszym mężem dla mojej żony?

* Czy chcę być lepszym ojcem?

* Czy pragnę głębiej przeżywać wiarę katolicką?

* Czy chcę być lepszym synem?

 

* Czy chcę być lepszym przyjacielem?

* Czy mogę bardziej zaangażować się w działania mojej społeczności i pomagać innym?

* Czy chcę być lepszym szefem w pracy?

Zapewne odpowiedziałeś „tak” na każde z powyższych pytań. Pomyśl teraz o powierzeniu się Jezusowi i proszeniu Go o pomoc. Dobrze wiesz, jak to jest polegać tylko na sobie i – bądźmy szczerzy – rezultaty nie są oszałamiające.

Zawierzenie się Jezusowi, porzucenie dawnego ja i postawienie Pana na pierwszym miejscu zmieni wszystko. Zostaniesz obdarzony Jego łaską, przewodnictwem i miłością, co pozytywnie wpłynie na twoje relacje z żoną, dziećmi, przyjaciółmi i współpracownikami. Twoja wiara nabierze rumieńców, zaczniesz bowiem doceniać prawdę i piękno kryjące się w katolicyzmie. Spojrzysz także w innym świetle na mszę świętą, gdyż pełniej zrozumiesz dar obecności Chrystusa w Eucharystii. Gdy zawierzysz się Jezusowi, będziesz także inaczej odbierany przez otoczenie – dostrzeże w tobie Jego działanie. Możesz jednak uporczywie trwać przy swoim, w pojedynkę.

Jezus Chrystus umarł za nas na krzyżu. Odkupił nasze grzechy; Jego miłość jest bezwarunkowa. Jedyna droga do nieba prowadzi przez Niego. Czego chce w zamian? Prosi o nas całych – umysł, ciało i dusze. Chce być w naszym życiu na pierwszym miejscu – przed rodziną, przyjaciółmi, pracą; przed wszystkim. Któż by nie chciał być ojcem, mężem, synem, przyjacielem i szefem „zainspirowanym Chrystusem”?

*

Kilka lat temu miałem przyjemność wystąpić podczas konferencji Rocky Mountain Catholic Men’s w Boulder w stanie Kolorado. Jednym z występujących był także Chris Stefanick[3], który zrobił na mnie ogromne wrażenie, a arcybiskup Charles Chaput nazwał go jednym z najciekawszych współczesnych młodych obrońców wiary chrześcijańskiej. Chris co roku przemawia do ponad pięćdziesięciu tysięcy młodych ludzi i rodziców, występuje w mediach katolickich (m.in. Relevant Radio czy EWTN), angażuje się w prace na rzecz parafii, działa w duszpasterstwach dla młodych. W ramach założonej przez siebie organizacji Real Life Catholic tworzy programy o współczesnych katolikach.

Tym, co mnie najbardziej porusza w Chrisie, jest jego duma z bycia mężem i ojcem szóstki wspaniałych dzieci. Bardzo chciałem poznać jego zdanie na temat przeszkód odgradzających nas od Jezusa.

Chris, od kilku lat jesteś zaangażowany w duszpasterstwo młodych i duszpasterstwo mężczyzn. Co twoim zdaniem stoi na przeszkodzie, by mężczyźni nawiązali głębszą więź z Chrystusem?

Aby przyjście do Boga było autentyczne i głębokie, musisz przyjść takim, jaki jesteś. Otwarcie, szczerze, całym sercem. Jeśli jednak mężczyźni nie wiedzą, kim są, jak mogą stanąć przed Bogiem w ten sposób? Jesteśmy świadkami kryzysu tożsamości u mężczyzn. Nie wiemy już, co znaczy być mężczyzną. Ten kryzys, tę lukę, wypełnia się obecnie kłamstwami, które mają źródła w kulturze masowej. Zachęca ona, by mężczyźni fałszywie siebie postrzegali (w kategoriach posiadanych pieniędzy, sprawności seksualnej, władzy), albo traktuje ich wręcz jak durni tylko dlatego, że mają dwadzieścia razy więcej testosteronu niż kobiety.

Jakie jest rozwiązanie? Mężczyźni potrzebują siebie wzajemnie. Owszem, kobiety mogą utwierdzać nas w poczuciu męskości, ale – jak kiedyś powiedział mi bardzo mądry człowiek – tylko inni mężczyźni mogą nam to poczucie wpoić. Potrzebujemy braterstwa – głębokiego, autentycznego i szczerego aż do bólu. Dzięki niemu na nowo odkryjemy, co to znaczy być mężczyzną. Możemy wtedy krok po kroku uczyć się stawać przed Bogiem takimi, jacy jesteśmy.

Jednym z największych błogosławieństw w moim życiu jest to, że spotkałem właśnie takich braci w Chrystusie. Gdy teraz z tobą rozmawiam, uświadamiam sobie, że powinienem spędzać z nimi więcej czasu.

Pamiętam twoje wystąpienie sprzed kilku lat i wezwanie skierowane do katolickich mężczyzn, by zdobyli się na odwagę i wzięli na siebie odpowiedzialność. Jakie są najważniejsze obowiązki katolickich mężczyzn? Czy mężczyźni, których spotykasz, są ich świadomi?

W ostatnich latach kolejni papieże wiele pisali do kobiet. Być może miało to kobietom wynagrodzić fakt, że kapłaństwo nie jest dla nich, i podkreślać wewnętrzne piękno tego, co Jan Paweł II nazwał „geniuszem kobiecym” – co szczególnie ważne w atmosferze oskarżeń Kościoła o seksizm. To wspaniałe, jednak mam wrażenie, że zapomina się, iż ok. 99,9 procent mężczyzn także nie jest księżmi. Nasuwa się pytanie, gdzie jest list apostolski skierowany do nas.

Mężczyźni zostali obdarzeni wyjątkowym podobieństwem do Boga. Bez względu na to, czy jesteśmy żonaci, czy mamy dzieci, wszyscy w głębi serca jesteśmy ojcami. Jesteśmy obrazem Boga w sposób niedostępny kobietom. Sądzę, że zaprzestaliśmy refleksji nad tą kwestią z obawy, by nie brzmieć szowinistycznie. Ale co za dużo, to niezdrowo. Rewolucja seksualna już się skończyła – kobiety mogą pracować i realizować się w dowolnej profesji. Mogą zarządzać firmami, odgrywają także ważną rolę w misji i duszpasterstwie Kościoła. Gdyby trzeba było, wszystkiego tego bym bronił, jednak czas przyjrzeć się specjalnemu charyzmatowi i powołaniu mężczyzn. Bez lęku, nieśmiałości czy wstydu!

Stworzono nas, byśmy byli duchowymi przewodnikami, żywicielami i opiekunami na inny sposób niż kobiety. Tymczasem niejednokrotnie oddajemy te zadania kobietom, a sami sprawiamy wrażenie „zagubionych w akcji”. Czy to przypadek, że w każdą niedzielę na mszy jest o dwadzieścia pięć procent więcej kobiet niż mężczyzn?

Mężczyźni powinni wziąć na siebie odpowiedzialność i wzywać swoje rodziny do modlitwy. Musimy być opiekunami, którzy dbają o duchową drogę swojej żony, każdego z dzieci. Naszym zadaniem jest prowadzić ich we właściwym kierunku. Nie sądzę, abyśmy mieli sami wejść do królestwa niebieskiego, jeśli któreś z naszych dzieci zostawiamy samemu sobie i nie robimy nic, wręcz odwracamy wzrok, gdy schodzi na złą drogę.

Powinniśmy zaangażować się w życie parafii, szkoły, wspólnoty. Nie mam na myśli tylko żonatych mężczyzn, ale wszystkich, ponieważ jesteśmy wezwani, każdy na swój sposób, do duchowego ojcostwa.

Kobiety są spoiwem życia wspólnotowego – i jest to piękne, gdy wypływa z ich szczególnych talentów i charyzmatu. Jednak coraz częściej wynika to z nieobecności mężczyzn zajętych jedynie swoją pracą zawodową i sportem.

Jeśli mężczyzna katolik nie stawia czoła sprawom, które tu poruszyliśmy, jaki ma to wpływ na jego małżeństwo (lub przyszłe małżeństwo)?

Jeśli mężczyzna nie wie, kim jest, nie wie także, co ma wnieść do małżeństwa. Przychodzi w postawie „biorcy”. Nie jak mężczyzna, ale jak małe dziecko, które szuka, skąd teraz possać mleko. W małżeństwie tego nie znajdzie, z pewnością też nie do tego wzywa nas Pan w Liście do Efezjan: „Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić” (Ef 5,25–26).

Kiedyś mój brat w Chrystusie powiedział mi, że jeśli ktoś żeni się, bo postrzega przyszłą żonę jako balsam na swoje rany – którym ona w pewnym sensie jest – mocno się zdziwi. Zgodnie z planem Bożym żona ma być również lekarzem, który wskazuje i diagnozuje, co ci dolega. Gdy przychodzisz do lekarza ze złamaną ręką, ten trąca ją palcem i pyta: „Czy to boli?”. „Auć, tak!”, krzyczysz. On na to: „Dobrze, teraz już wiemy, gdzie jest złamana, i możemy przystąpić do leczenia”.

Gdybyś miał jedną jedyną okazję, aby przemówić do mężczyzn katolików w różnym wieku, którzy szczerze pragną wzrastać w wierze i wziąć na siebie zamierzone przez Boga obowiązki, co byś im powiedział?

Macie dwadzieścia razy więcej testosteronu niż kobiety, ale to nie oznacza waszego „upadku”. To jedna z cech, które sprawiają, że jesteście mężczyznami. Dlaczego każdy kraj na ziemi powstał z woli mężczyzn? Za sprawą testosteronu! Niestety, także przez niego większość więzień wypełniają mężczyźni. Jesteście od kobiet bardziej porywczy, częściej wpadacie w złość. To dlatego nieraz postrzegacie siebie jako duchowo słabszych. Tymczasem bycie chrześcijaninem nie oznacza, że macie ten element w sobie stłamsić – rzecz w tym, by go właściwie ukształtować. Macie w sobie gwałtowność – jeśli chcecie prowadzić życie cnotliwe, musicie się jedynie upewnić, że prowadzi was ona nie w przepaść, ale ku temu, co potężne i dobre. Nie trzeba jej tłamsić, ale nią pokierować.

W czystości i cierpliwości nie chodzi o to, by nigdy nie być pobudzonym czy wściekłym. Bóg zachęca cię, byś powstał i był synem, bratem i ojcem według Jego zamysłu.