Felix, Net i Nika oraz Trzecia Kuzynka

Tekst
Z serii: Felix Net i Nika #7
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Po kola­cji, skła­da­ją­cej się z nie naj­gor­szych odgrza­nych pie­ro­gów ruskich z sosem śmie­ta­nowo-cebu­lo­wym, pan Krzysz­tof sta­nął przy drzwiach wej­ścio­wych z apa­ra­tem w dłoni.

— A teraz wszy­scy się uśmie­chają — powie­dział. — Na stro­nie naszego biura jest gale­ria, żeby wasi rodzi­cie mogli zoba­czyć, jak dobrze się bawi­cie.

— A jak ktoś się nie bawi dobrze? — Tymon ode­rwał się od gry.

— Kto się nie uśmiech­nie, nie dosta­nie deseru.

To prze­wa­żyło i wszy­scy wykrzy­wili twa­rze, uda­jąc radość.

— Ja się odchu­dzam. — Nata­lia nagle spo­waż­niała.

— Mam pro­gram do doda­wa­nia uśmie­chów — odparł nie­zra­żony tym pan Krzysz­tof.

Bły­snął flesz. Opie­kun spraw­dził, jak wyszło zdję­cie, poki­wał z uzna­niem głową i ruszył w stronę scho­dów.

— A co jest na deser? — zain­te­re­so­wał się Tymon.

— Nie ma deseru. — Pan Krzysz­tof uśmiech­nął się sze­roko i wbiegł na pię­tro.

— W sumie to nie skła­mał — mruk­nął Net.

Ferio­wi­cze popa­trzyli na sie­bie z nie­wy­raź­nymi minami. Część prze­łknęła ślinę i powró­ciła do roz­mowy, pozo­stali zaczęli się nara­dzać nad moż­li­wo­ścią wyne­go­cjo­wa­nia w kuchni choćby dodat­ko­wych kana­pek. Nie udało się. Laura przy­nio­sła z pokoju słone paluszki i poczę­sto­wała wszyst­kich.

— Nie zauwa­ży­li­ście niczego cie­ka­wego? — zapy­tała Nika.

— Bar­dzo się sta­ram niczego nie zauwa­żać — odparł Net. — A co?

— Ech, faceci, nie umie­cie obser­wo­wać… Zauwa­ży­li­ście zmianę w naszych opie­ku­nach?

— Oldze zdechł fryz od wil­goci.

— Cho­dzi mi o to, że zaczęli do sie­bie mówić na „ty”.

— Ech, nie obcho­dzi mnie to. — Net zało­żył ręce za głowę i uśmiech­nął się. — Zapo­wiada się naprawdę nudny wie­czór. Tego nam wła­śnie trzeba. Będę leżał i słu­chał, jak mi rośnie brzuch.

— Długo tak nie wytrzy­masz — odparł Felix.

— Zało­żysz się, że zupeł­nie nic się nie wyda­rzy? Spo­koj­nie przed­ry­fu­jemy tu do wpół do dzie­sią­tej, a potem lulu i pierw­szy dzień odha­czony. Już czuję, jak goją mi się poszar­pane nerwy.

— Dokończmy grę — powie­działa Nika. — Ile mamy punk­tów?

Net skrzy­wił się nie­chęt­nie.

— Męczysz mnie, kobieto. Ja mam dwie­ście czter­na­ście, Felix dwie­ście osiem­dzie­siąt osiem, a ty trzy­sta pięć. Dobra, grajmy…

Pochy­lili się nad plan­szą i… zamarli. Litery były uło­żone w zupeł­nie inne wyrazy, niż zapa­mię­tali.

— Ktoś nam zro­bił psi­kusa — powie­dział Net. — A mia­łem plan, żeby doło­żyć „Ko” przed „Pale­nie”.

— „Kopa­le­nie”? — Felix spoj­rzał na niego ze zdzi­wie­niem.

— Jak koedu­ka­cja. Wspólne pale­nie. Kominka na przy­kład. Co dwie zapałki, to nie jedna.

— Może tu jest coś napi­sane. — Nika wska­zała plan­szę. Więk­szość liter leżała cha­otycz­nie, nie two­rząc wyra­zów, a nawet w miej­scach, gdzie nie pozwa­lały na to reguły gry. Jed­nak wszyst­kie mie­ściły się na kwa­dra­to­wych polach. To wyklu­czało podej­rze­nie, że plan­sza została przy­pad­kowo trą­cona. Dziew­czyna prze­krzy­wiła głowę i pró­bo­wała odszu­kać ciągi liter, które miały jakiś sens.

— Taki żart pasuje mi do Filipa. — Net z nie­po­ko­jem zer­k­nął na niskiego blon­dyna z dłuż­szymi wło­sami. — Nie czy­taj tego. Nie ładujmy się w kło­poty. — Zamknął plan­szę. Napis prze­stał ist­nieć, a jedna z pły­tek zesko­czyła ze stołu i w pod­sko­kach poto­czyła się w stronę skóry niedź­wie­dzia.

— Ej, tam mógł być jakiś napis… — Nika była zawie­dziona.

— Nawet wiem jaki. — Net uklęk­nął, by zna­leźć płytkę. — „Apgrej­duj swoje Scrab­ble jedy­nie za dzie­sięć euro”. Może nowa wer­sja będzie nie­spa­dy­walna ze stołu.

— Nie­spa­dy­walna… — Felix pokrę­cił głową. — Na to bym się w życiu nie zgo­dził.

— Nie ma jej… — Net na czwo­ra­kach krą­żył w miej­scu, gdzie powinna leżeć płytka. Pod­wi­nął tro­chę brzeg skóry, ale bez prze­su­wa­nia sie­dzą­cych na niej ferio­wi­czów. Naj­bli­żej była Regina. — Prze­suń się kawa­łek — popro­sił. — Sie­dzisz na… kla­pie.

— Kla­pie? — Dziew­czyna uklę­kła obok i spoj­rzała na meta­lowe kółko, które wła­śnie odsło­nił Net.

— Upa­dła mi tu gdzieś płytka z literą. — Net zaj­rzał dalej pod odwi­niętą skórę, a gdy tam nie zna­lazł zguby, chwy­cił kółko.

— Nawet o tym nie… — sto­jąca kawa­łek dalej Nika nie zdą­żyła wypo­wie­dzieć całego ostrze­że­nia, bo Net w ułamku sekundy prze­szedł od pomy­słu do reali­za­cji. Pocią­gnął. Klapa uchy­liła się na kil­ka­na­ście cen­ty­me­trów. Z ciem­nej dziury powiało wil­got­nym zim­nem. Chwilę póź­niej było już znacz­nie gorzej.

Klę­cząca naj­bli­żej Regina usły­szała to pierw­sza i prze­zor­nie odsu­nęła się od otworu. Nika poczuła ukłu­cie nie­po­koju, a Felix zaczął wsta­wać, by zro­bić cokol­wiek, choć jesz­cze nie wie­dział co. Kon­ku­ren­cyjna paczka, sie­dząca na wprost przy­ja­ciół, przy­go­to­wy­wała się do wej­ścia pod stół. Nato­miast reszta towa­rzy­stwa zauwa­żyła, że coś jest nie tak, dopiero gdy w jadalni zaro­iło się od cha­otycz­nie poru­sza­ją­cych się w cał­ko­wi­tej ciszy czar­nych kształ­tów.

— Zamknij! — krzyk­nął Felix.

Net puścił ucho i klapa opa­dła z hukiem. Było już jed­nak za późno. Pierw­sza zaczęła pisz­czeć Nata­lia. Zerwała się i pod­ska­ku­jąc oraz strzą­sa­jąc z wło­sów nie­wi­dzialne stwory, obie­gła jadal­nię. W jej ślady natych­miast poszła Zuza. Olim­pij­czycy patrzyli na to z nie­do­wie­rza­niem, Tymon ode­rwał się od gry, bo rze­czy­wi­stość nagle oka­zała się bar­dziej inte­re­su­jąca. Minęło kilka chwil, nim zagro­że­nie zostało roz­po­znane.

— Nie­to­pe­rze! — wrza­snęła Laura, na czwo­ra­kach ucie­ka­jąc pod stół.

Tekla pró­bo­wała pójść w jej ślady, ale nagle coś dziw­nego stało się z jej fry­zurą. Włosy, wraz z kucy­kami, nagle uskrzy­dlone, unio­sły się w powie­trze. Dziew­czyna zła­pała się za głowę. Za późno! Jeden z nie­to­pe­rzy odle­ciał z wcze­pioną w łapki tre­ską. Tekla miała teraz znacz­nie krót­szą fry­zurę, przy­le­ga­jącą do głowy, upiętą kil­koma spin­kami. Stała na środku, roz­glą­da­jąc się i nie wie­dząc, co robić. Śmieszki bie­gały po jadalni, pisz­cząc, ska­cząc i zde­rza­jąc się ze sobą oraz innymi ferio­wi­czami. Olim­pij­czycy uznali za sto­sowne opu­ścić imprezę. Oka­zało się jed­nak, że wcale nie jest to pro­ste w sytu­acji, gdy o twa­rze co chwilę ocie­rają się wło­chate zwie­rzątka. Potrą­cony przez Nata­lię wypchany kot wpadł do kominka.

Nika oga­niała się od nie­to­pe­rzy. Były znacz­nie szyb­sze i zwrot­niej­sze, więc nic to nie dawało. Wci­skały się wszę­dzie. Zaczęła pisz­czeć. Felix chwy­cił ją za ramię i wepchnął pod blat.

— Siedź pod sto­łem! — rzu­cił, a sam zaczął peł­znąć na czwo­ra­kach do drzwi.

W jadalni zapa­no­wał totalny chaos. Wypchany kot pło­nął, Śmieszki bie­gały, reszta sie­działa pod sto­łami lub pró­bo­wała, zasła­nia­jąc się przed bło­nia­stymi skrzy­dłami, wydo­stać się z sali. Słone paluszki wylą­do­wały na pod­ło­dze i zostały roz­dep­tane. Pod sufi­tem latały uskrzy­dlone kucyki, co wyglą­dało naj­bar­dziej upior­nie ze wszyst­kiego. Net gapił się na to z otwar­tymi ustami i ręką w tej samej pozy­cji, w któ­rej puścił ucho klapy.

Felix dopełzł wresz­cie do drzwi i otwo­rzył je na oścież. Jak na komendę wszyst­kie nie­to­pe­rze, rów­nież ten z kucy­kami, pole­ciały ku wol­no­ści. Zapa­dła cisza. Nata­lia pod­nio­sła się z ziemi i roz­ma­so­wy­wała kolano. Net zamru­gał i rzu­cił się do kominka, żeby wycią­gnąć kota. Chwy­cił go za drew­nianą pod­stawkę i zdu­sił pło­mie­nie, ude­rza­jąc nim kilka razy o mie­dzianą bla­chę pod pale­ni­skiem. Głowa kota obró­ciła się o sto osiem­dzie­siąt stopni, celu­jąc teraz nosem pro­sto w górę. Jadal­nię wypeł­nił swąd palo­nej sier­ści.

Ferio­wi­cze wolno wycho­dzili spod sto­łów, wyła­niali się z zaka­mar­ków. Patrzyli na Neta, a Net patrzył na nich.

— Ups — powie­dział.

— Co to, kurna, miało być?! — wykrzyk­nęła Tekla, wciąż zasła­nia­jąc dłońmi głowę.

— Ups… — powtó­rzył Net i stał się jakby niż­szy o kilka cen­ty­me­trów.

Spoj­rze­nia dziew­czyn nie były przy­chylne, za to męska część grupy była chyba nawet tro­chę roz­ba­wiona.

— Wywa­li­łam się przez niego! — zauwa­żyła Nata­lia.

— Ja stłu­kłam kostkę — dodała Zuza.

— Otwo­rzy­łem tylko klapę… — zdo­łał wydu­sić Net.

— Zostaw­cie go — wsta­wiła się za nim Regina. — Nic się nie stało.

— Ale będę miała siniaczka! — narze­kała Nata­lia.

— Tak się cza­sem dzieje, jak się biega z zamknię­tymi oczami.

Śmieszka spoj­rzała na Marka, zapewne w ocze­ki­wa­niu, że sta­nie po jej stro­nie. Chło­pak nie wyka­zy­wał jed­nak entu­zja­zmu. Był, tak samo jak Mar­cin, już wyraź­nie roz­ba­wiony całą sytu­acją.

Felix wró­cił z mokrym bru­nat­nym pękiem wło­sów w dłoni. Tekla ner­wo­wym ruchem wyrwała mu go i zało­żyła na głowę. Kucyki okla­pły i ocie­kały wodą. Zde­cy­do­wa­nie nie wyglą­dały już jak natu­ralne włosy. Ich wła­ści­cielka aż kipiała ze zło­ści.

— To nie­do­pusz­czalne, robić takie rze­czy — wysy­czała.

Nika była zła na Neta, ale stwier­dziła, że nie jest to dobry moment, by wyty­kać mu błędy. Tym bar­dziej że w obronę wzięła go naj­pierw Regina.

— Nikt nie mógł prze­wi­dzieć, że w piw­nicy miesz­kają nie­to­pe­rze — oświad­czyła. — Każdy jest mądry po szko­dzie.

Wszel­kie spory natych­miast znik­nęły, gdy na pierw­szym pię­trze ze skrzy­pie­niem otwo­rzyły się drzwi. Ferio­wi­cze w panice popa­trzyli na sie­bie i bez słowa rzu­cili się, by usu­nąć skutki nalotu sił ciem­no­ści. Posta­wiono poprzew­ra­cane krze­sła, skórą przy­kryto klapę, wyrów­nano stoły, a resztki sło­nych palusz­ków zepchnięto pod stół. Net pod­niósł dymią­cego jesz­cze kota i zaniósł go szybko na miej­sce, usta­wia­jąc spa­loną stroną do ściany. Kot miał nie­stety skrę­coną głowę, więc teraz zamiast na salę, kie­ro­wał swoje szklane spoj­rze­nie w sufit.

 

Kiedy weszła pani Olga, wszy­scy z nie­win­nymi min­kami stali zbici w gro­madę na środku salonu. Wyglą­dało to bar­dzo nie­na­tu­ral­nie, jak w teatrzyku szkol­nym, a wra­że­nie to potę­go­wała jesz­cze woda ciek­nąca po czole i szyi Tekli oraz silny swąd spa­lo­nej sier­ści. Opie­kunka przy­glą­dała się pod­opiecz­nym z taką miną, jakby miała wąt­pli­wo­ści, czy są praw­dziwi, czy może pod­mie­nieni przez kosmi­tów.

— Masz fry­zurę tył do przodu — powie­działa do Tekli i wró­ciła na górę.

Tekla ze zło­ścią odwró­ciła tre­skę, ochla­pu­jąc przy tym naj­bli­żej sto­ją­cych. Usia­dła tuż przy ogniu, tyłem do całej sali, nawet do Tymona, który już powró­cił do świata gry.

— Dzięki za wspar­cie — Net zdo­był się, by podzię­ko­wać Regi­nie. — Nie­złą dra­kulę zro­bi­łem.

— Lubię nie­to­pe­rze — wyja­śniła gotka i powró­ciła do lek­tury Zmierz­chu.

Marek pokle­pał Neta w ramię i powie­dział z uzna­niem:

— To było mocne.

— Dzięki… — Net poczuł ulgę, że nie wszy­scy są prze­ciw niemu. Zro­bił krok w stronę stołu, gdzie sie­dzieli przed całą aferą, i poczuł, jak coś chrup­nęło mu pod butem. Na pod­ło­dze, w dosko­nale widocz­nym miej­scu leżała płytka scrab­bli z literą „Q”. Pod­niósł ją i przyj­rzał się z bli­ska. — Tyle zamie­sza­nia o małą literkę.

Podał ją Feli­xowi i z ponurą miną usiadł przy stole.

— Wiem, wiem. — Uniósł dło­nie. — To było głu­pie, ale szu­ka­łem tej litery „Q”. No prze­cież nie chcia­łem… ech…

— Dobrze, że skoń­czyło się tylko tak. — Nika była lekko skon­fun­do­wana. Chciała wygar­nąć Netowi, co myśli o jego lek­ko­myśl­no­ści, ale po tym, jak Regina się za nim wsta­wiła…

— Swoją drogą, po co trzy­mać w piw­nicy nie­to­pe­rze?

— Albo piw­nica jest nie­uży­wana i nie ma szyb w oknach — zasta­na­wiał się Felix — albo jest połą­czona z natu­ralną jaski­nią. Brak szyb w zimie to mało prak­tyczne roz­wią­za­nie. OK, nie zasta­na­wiajmy się nad tym. Jesz­cze jedna par­tyjka? — Zer­k­nął na zega­rek. — Dopiero ósma, a tu chyba nie ma innych atrak­cji.

— Dobra, grajmy.

Nika, spod opa­da­ją­cych jej na twarz wło­sów, obser­wo­wała kon­ku­ren­cyjną paczkę. Tamci znów grali w plan­szówkę, ale raczej nie przy­kła­dali się zbyt­nio do gry. Patryk i Adrian zer­kali na skórę niedź­wie­dzia i przy­ci­szo­nym gło­sem wymie­niali uwagi. Nika była abso­lut­nie pewna, że roz­ma­wiają o kla­pie, a raczej o tym, co się pod nią kryje. Ukła­dała kolejne wyrazy, nie bar­dzo się wysi­la­jąc, co oczy­wi­ście cie­szyło Neta, bo wresz­cie wygry­wał. A ona wię­cej uwagi poświę­cała innym ferio­wi­czom. Olim­pij­czycy roz­ma­wiali ze Śmiesz­kami w dru­gim końcu stołu, ale tak naprawdę inte­re­so­wały ich drzwi do biura. Tekla sie­działa z głową pochy­loną w stronę kominka, a z wło­sów uno­siły się smużki pary. Regina czy­tała swój hor­ror, Laura roz­ma­wiała z Kle­ofa­sem, a Tymon grał. Co jakiś czas ktoś dorzu­cał do ognia. Pani Olga zaj­rzała na dół ze dwa razy, żeby spraw­dzić, czy nie dzieje się nic podej­rza­nego. Towa­rzy­stwo zaczy­nało odczu­wać sen­ność.

Plan­sza do scrab­bli powoli zapeł­niała się mniej lub bar­dziej dziw­nymi wyra­zami i wszystko toczyło się w jak naj­lep­szym porządku i zgod­nie z ocze­ki­wa­niami przy­ja­ciół, gdy nagle Filip zerwał się od stołu, nie­mal prze­wra­ca­jąc krze­sło.

— Ale wielki robal… — Wytrzesz­czył oczy i wska­zał pal­cem ścianę.

Część spoj­rzeń skie­ro­wała się tam od razu, część dopiero po odgło­sach obrzy­dze­nia, jakie prze­szły przez salę.

— Bleee… — skrzy­wiła się Nata­lia i wraz z kole­żanką bar­dzo szybko zna­la­zły się pod prze­ciwną ścianą. Kinga, Patryk i Adrian zerwali się od stołu, prze­su­wa­jąc go i przy oka­zji psu­jąc układ pion­ków na swo­jej plan­szy.

Mar­cin zdjął but i zaczął się skra­dać w kie­runku peł­zną­cego po ścia­nie kształtu.

— Zostaw! — krzyk­nęła Regina. Odło­żyła książkę, pode­szła do robala i… deli­kat­nie wzięła go w dło­nie.

— Obrzy­dli­wość! — Nata­lia zasło­niła usta.

— To jesz­cze dziecko.

— Nie­to­pe­rze dziecko… — zała­pał Net. — Odłą­czył się od grupy nie­przed­szkol­nej.

Zro­zu­miał zamiary Reginy i ruszył przed nią, by otwo­rzyć jej drzwi. Deszcz prze­stał padać, ale nisko wiszące chmury bro­niły dostępu świa­tłu gwiazd i księ­życa. Dziew­czyna sta­nęła w progu i otwo­rzyła dło­nie. Nie­to­perz wystar­to­wał i natych­miast znik­nął w nocy.

— Wypu­ści­łaś nie­to­pe­rza pokoju — sko­men­to­wał Net.

Noc pach­niała wil­go­cią i choć nie było mrozu, Net poczuł gęsią skórkę. Scho­wał ręce do kie­szeni i ode­tchnął leśnym powie­trzem. Regina stała obok, wpa­trzona w ciem­ność.

— Podzi­wia­cie widoki? — ode­zwała się Nika, wyra­sta­jąc jak spod ziemi.

— Prze­cież nic nie widać — odparł chło­pak. Lata­renka nad drzwiami oświe­tlała tylko naj­bliż­szy frag­ment podwórka.

— No wła­śnie.

Regina poki­wała głową i wró­ciła do środka. Net spoj­rzał na Nikę.

— Chyba nie myślisz…?

Dziew­czyna uśmiech­nęła się sze­roko.

— Po pro­stu czu­łam nie­od­partą potrzebę ode­tchnię­cia świe­żym powie­trzem.

Zanim Net wymy­ślił mądrą odpo­wiedź, poczuł dłoń Niki w swo­jej dłoni.

— Nie zepsujmy tego wyjazdu — powie­działa cicho.

Stali tak przez dłuż­szą chwilę, bez ruchu, podzi­wia­jąc widoki, któ­rych nie było.

— Zimno! — zawo­łał ktoś ze środka.

Zamknęli więc drzwi i wró­cili do pochy­lo­nego nad plan­szą Felixa, który oznaj­mił trium­fal­nie:

— „Kryp­to­ge­ne­alo­gia”.

— Nie ma takiego słowa — odparł odru­chowo Net.

— Kryp­to­ge­ne­alo­gia ozna­cza pota­jemne szu­ka­nie infor­ma­cji o czy­ichś przod­kach.

— Niech ci będzie. — Net mach­nął ręką.

Tekla uznała, że jest już sucha. Teraz jej fry­zura wyglą­dała, jakby dziew­czyna zamiast wło­sów miała wyschniętą, brą­zową trawę. Wstała, spod przy­mru­żo­nych powiek rzu­ciła Netowi mor­der­cze spoj­rze­nie i poszła do swo­jego pokoju. Kolejni ferio­wi­cze poko­nani przez fale sen­no­ści opusz­czali jadal­nię. Przy­ja­ciele też przy­sy­piali, choć docho­dziła dopiero dzie­wiąta. Zmę­cze­nie długą wycieczką dawało o sobie znać. W sto­ja­kach zostało im kilka ostat­nich liter.

— Chyba się pod­dam — ziew­nął Net. — Wymy­śl­cie coś za mnie. I tak zapo­mnia­łem, kto ma ile punk­tów.

Poło­żył na stole litery „Ć” i „Q”. Felix i Nika rów­nież odsło­nili swoje i wspól­nie zaczęli się zasta­na­wiać, gdzie je poło­żyć. Netowi co chwilę opa­dała głowa.

— Chyba wiem, dla­czego mamy pro­blemy — ode­zwał się Felix. — W języku pol­skim jest bar­dzo mało wyra­zów z literą „Q”.

— Requ­iem, quiz — zaczęła wyli­czać Nika.

— Wła­ści­wie to… w pol­skiej wer­sji scrab­bli nie ma litery „Q”.

Przy­ja­ciele spoj­rzeli na ostat­nią płytkę leżącą na stole.

— Fakt — przy­znał z zasko­cze­niem Net. — Gra­li­śmy w to wiele razy, a nie pamię­tam, żeby kie­dy­kol­wiek poja­wiło się „Q”.

— To chyba ta płytka, która… — Nika zawie­siła głos.

Spoj­rzeli na sie­bie.

— Uznajmy chwi­lowo, że w pol­skiej wer­sji jest litera „Q”, OK? — powie­dział wolno Net.

Felix ski­nął głową, zgar­nął płytki do woreczka i spa­ko­wał plan­szę.

* * *

Nika, szczę­śli­wie tra­fia­jąc na wolną łazienkę, wzięła gorący prysz­nic i natych­miast wró­ciła na górę. Regina sie­działa po turecku z koł­drą na ramio­nach. Pokry­wała kolejną stronę zeszytu paję­czym pismem i upięk­szała szki­cem wło­cha­tego ośmio­noga.

— Zgaś, jak chcesz. Mam latarkę — rzu­ciła, nie prze­ry­wa­jąc pisa­nia. Nasu­nęła za to koł­drę, jak pele­rynę, na głowę.

Nika wyłą­czyła świa­tło. Teraz koł­dra Reginy wyglą­dała, jakby w środku sie­dział wielki, świeżo nała­do­wany Hatif­nat4. Mała czer­wona lata­renka rów­nież była zapa­lona. Laura chyba już spała. Nika cicho wsu­nęła się do łóżka i gdy tylko przy­ło­żyła poli­czek do poduszki, od razu zasnęła.

* * *

— Ciii… — Felix przy­ło­żył palec do ust. — Skrzypi pod­łoga.

— Dobrze, że nasz kibe­lek jest na tym pię­trze — stwier­dził Net. — Opłaca się mieć monetę z orzeł­kami z obu stron.

— Co…? — Felix spoj­rzał na niego podejrz­li­wie.

— Nie, nic… Patrz!

Pod drzwiami prze­su­wały się powolne cie­nie. Nie dało się jed­nak wypa­trzeć, co to dokład­nie było. Nad scho­dami całą noc paliła się bar­dzo słaba żarówka.

— Ktoś się skrada — szep­nął Felix.

— Może nie chce, żeby pod­łoga skrzy­piała.

— Mnie to wygląda na skra­da­nie się. Jak idziesz do kibelka, to się nie masz po co skra­dać. A pod­łoga skrzypi i tak.

Felix miał ogromną ochotę wstać i spraw­dzić kto to. Powstrzy­mał się, pamię­ta­jąc o obiet­nicy uni­ka­nia kło­po­tów. Cie­ka­wość prze­cież bar­dzo zwięk­szała ryzyko wła­do­wa­nia się w cokol­wiek.

— Nie masz tego swo­jego endo­skopu? — zapy­tał po chwili Net.

— Pra­wie cały sprzęt zosta­wi­łem w War­sza­wie. Żeby nie kusić losu.

— No, to teraz los kusi nas.

Leżeli wychy­leni z łóżek, a ich wyobraź­nia z nie­wy­raź­nych cieni w wąskiej szcze­li­nie ukła­dała obraz cza­ją­cego się na kory­ta­rzu wło­cha­tego i roga­tego mon­strum. Obaj wie­dzieli, że za drzwiami nie ma żad­nego potwora, ale w atmos­fe­rze tego miej­sca było coś pro­wo­ku­ją­cego do takich sko­ja­rzeń. Skrzyp­nęły schody i coś wolno zeszło na pierw­sze pię­tro.

— Zamkną­łeś drzwi na zamek? — Net silił się na spo­kojny ton.

— Zamek jest, ale nie ma w nim klu­cza.

— To może byś…

Felix chwilę się zasta­na­wiał.

— Lepiej nie — zawy­ro­ko­wał. — Nie róbmy paniki, bo się sami nakrę­camy. To któ­raś z dziew­czyn. Zapo­mnijmy o tym i chodźmy spać.

Wtedy, gdzieś w głębi domu, roz­legł się prze­raź­liwy krzyk.

* * *

Syl­wetka w otwar­tych drzwiach pokoju maja­czyła na tle kory­ta­rza. Drzwi zamknęły się z cichym jękiem, a Nika dry­fo­wała dalej na kra­wę­dzi świa­tów snu i rze­czy­wi­sto­ści. Cho­dziła po domu skrzy­pią­cym od wia­tru, od jej wła­snych kro­ków i od mocy histo­rii uwię­zio­nej w ścia­nach. Dom wokół poru­szał się, ściany napie­rały na dziew­czynę, a drzwi zamy­kały się, gdy pró­bo­wała przez nie przejść. To nie był przy­ja­zny dom. Szła przez niego z coraz więk­szym stra­chem.

* * *

Krzyk powtó­rzył się i urwał w poło­wie. Net nakrył się koł­drą na głowę i znie­ru­cho­miał, Felix wysko­czył z łóżka i pod­parł klamkę krze­słem, przy oka­zji zwa­la­jąc z niego ple­cak.

— Wra­caj do łóżka! — syk­nął przez mały otwo­rek w swoim schro­nie­niu Net. — Jesz­cze nas usły­szy.

— Prze­mknęło mi przez myśl… — zaczął Felix — że powin­ni­śmy spraw­dzić, co się dzieje.

— No chyba cię pogięło! Mam tu zostać sam?

— Mówi­łem, że może POWIN­NI­ŚMY. W licz­bie mno­giej.

Net uło­żył koł­drę w coś w rodzaju dziu­pli i wyj­rzał przez nią, dba­jąc, by nie odkryć nie­po­trzeb­nie ani kawałka swo­jej osoby.

— Chcesz, żebym stąd wyszedł? — upew­nił się. — W życiu! Zakle­jaj drzwi czymś szyb­ko­sch­ną­cym i myk na palusz­kach do łóżka. Uma­wia­li­śmy się.

— Uma­wia­li­śmy się, że będziemy uni­kać kło­po­tów, ale wygląda na to, że ktoś inny ma kło­poty.

— Kło­poty ist­nieją we wszech­świe­cie. — Net wychy­lił głowę. — To jedno z oddzia­ły­wań pod­sta­wo­wych5, jak gra­wi­ta­cja. W każ­dej chwili ktoś gdzieś ma kło­poty. Skupmy się na tym, żeby­śmy to my ich nie mieli.

Zre­zy­gno­wany Felix usiadł na łóżku. Nie kładł się, wie­dząc, że na razie nie uśnie. Schody zaskrzy­piały ponow­nie.

— Wraca… — szep­nął Net i zwi­nął się w koł­drzaną kulkę w rogu łóżka.

* * *

Nika obu­dziła się nagle, ze świa­do­mo­ścią, że coś jest nie tak. Sen i rze­czy­wi­stość opor­nie się roz­dzie­lały, ale wciąż sły­szała ciche kroki. Zda­wały się dobie­gać z wnę­trza pokoju. Jej umysł dopiero powra­cał z sen­nych krain. Gdy zro­zu­miała, co sły­szy, się­gnęła po leżącą na szafce noc­nej latarkę nauszną, którą dostała kie­dyś od Felixa. Gdzieś tu musiała być… Szu­ka­jąc jej po omacku, zwa­liła książkę i bla­szany kubek z wodą. Łomot zabrzmiał jak wystrzał. Zerwała się z łóżka, by pod­nieść książkę. Wtedy coś cięż­kiego zaczęło wspi­nać się po scho­dach. Nika przy­po­mniała sobie, że drzwi są otwarte, bo w zamku nie ma klu­cza. Nim pomy­ślała, by sko­czyć i przy­trzy­mać klamkę, drzwi otwo­rzyły się na oścież i sta­nęła w nich ciemna postać w dłu­giej do ziemi sza­cie. Nika cof­nęła się pod ścianę. Pstryk­nął kon­takt i pokój zalało jasne świa­tło.

 

— Co tu się dzieje? — Pani Olga ziew­nęła ponow­nie. Zmru­żyła oczy i prze­kro­czyła próg. Pró­bo­wała zapa­no­wać nad fry­zurą, która po wysu­sze­niu zamie­niła się w splą­tane afro. — Nie możesz spać?

— We śnie cho­dzi­łam po tym domu — wyja­śniła zasko­czona dziew­czyna.

— Widzia­łam ślady. — Wska­zała na pod­łogę przed ich poko­jem. — Luna­ty­ku­jesz?

— Nie. — Nika pokrę­ciła głową. — Chcia­łam powie­dzieć, że śniło mi się to cho­dze­nie… Ktoś tu był.

— To wygląda na ślady two­ich butów. Nie łaź już, bo te stop­nie potwor­nie trzesz­czą.

Odwró­ciła się, zamknęła drzwi i zeszła po scho­dach. Rze­czy­wi­ście trzesz­czały. Regina otwo­rzyła oczy i spoj­rzała pyta­jąco na Nikę. Bez czar­nego maki­jażu nie wyglą­dała tak gotycko, jak zwy­kle.

— Ktoś tu był — powtó­rzyła Nika. Pode­szła do drzwi i przyj­rzała się śla­dom. Wil­gotne odci­ski pode­szew z pro­tek­to­rem były dosko­nale widoczne. Ślady prze­kra­czały próg i zni­kały dopiero na dywa­niku. — Któ­raś z nas musiała wsta­wać.

— Ja nie wsta­wa­łam. — Zaspana Laura unio­sła się na łok­ciu. — Może to Olga je teraz zro­biła. Co miała na nogach?

— Chyba kap­cie. — Nika wzru­szyła ramio­nami.

Regina dotknęła czer­wo­nej lampki.

— Jesz­cze cie­pła. Ktoś ją zga­sił, żeby nie było go widać.

— Mogła się aku­rat wypa­lić — zauwa­żyła Nika.

Gotka unio­sła pokrywkę. Pokrę­ciła głową.

— Zdmuch­nięta. Sama by nie zga­sła.

— Jest prze­cią­go­od­porna? — Nika rozej­rzała się po pokoju. — Ktoś tu był. Mówię wam.

— Śniło ci się, że łazisz po tym domu — przy­po­mniała Regina. — Może to też ci się śniło. Albo wprost prze­ciw­nie, wró­ci­łaś tu w mokrych butach.

— Zwa­li­łam książkę i dopiero wtedy wsta­łam… — Nika roz­ło­żyła ręce. — To pamię­tam.

— Sny kryją wię­cej tajem­nic, niż nam się wydaje. — Regina wra­cała już do swo­jej zwy­kłej roli.

— Może to głu­pie, ale… spraw­dzę. — Laura unio­sła brzeg koł­dry i zaj­rzała pod łóżko. Pusto.

Regina posłała jej pobłaż­liwe spoj­rze­nie, ale też prze­chy­liła się przez kra­wędź łóżka i spraw­dziła, co jest pod spodem. Nie było tam nic. Mina dziew­czyny świad­czyła, że żałuje, iż dała się pod­pu­ścić.

Nika spoj­rzała na Laurę, która nie wyglą­dała, jakby kogo­kol­wiek pró­bo­wała wkrę­cać. Wes­tchnęła, przy­klęk­nęła przy łóżku i odwi­nęła prze­ście­ra­dło. Pra­wie krzyk­nęła, gdy zoba­czyła tam ciemny kształt i coś jakby stopy. Odsko­czyła.

— Co?!… — Regina cof­nęła się, z tru­dem utrzy­mu­jąc pozę praw­dzi­wej gotki.

Laura pod­cią­gnęła koł­drę pod brodę.

— Siła suge­stii. — Nika wycią­gnęła spod łóżka swoją torbę i mar­tensy. — To tylko siła suge­stii.

— Sama mówi­łaś, że ktoś tu był — zauwa­żyła Laura.

— Nie wiem, może Olga miała na nogach buty. — Mar­tensy wsu­nęła z powro­tem, a torbę jesz­cze chwilę trzy­mała w dłoni. Przy­po­mniała sobie, że po kola­cji miała się wypa­ko­wać. Pode­szła do szafy i zamarła z dło­nią przed gałką.

Pozo­stałe dziew­czyny pomy­ślały o tym samym co ona, bo wstrzy­mały oddech. Nika wolno się cof­nęła.

— Zanim zro­bimy alarm na cały pen­sjo­nat, wezwijmy wspar­cie. — Nachy­liła się nad łóż­kiem Laury i zapu­kała w ścianę.

* * *

— O ja pier­dy­kam! — Net zawi­nął się szczel­niej w koł­drę i wydud­nił ze środka — wyczuł nas, domy­ślił się. Powiedz, że… obaj śpimy. Może uwie­rzy.

— To z pokoju Niki — wes­tchnął Felix. — Chodźmy tam. Chyba cze­goś potrze­buje.

— Eee… — dobie­gło spod koł­dry. — Może ma senny tik w nad­garstku. Sen ping­pon­gowy.

— Wsta­waj, idziemy.

Felix, nie cze­ka­jąc na przy­ja­ciela, odsu­nął krze­sło i otwo­rzył drzwi. Kory­tarz był pusty i ciemny, jedy­nym źró­dłem świa­tła była mega­słaba żarówka nad scho­dami. Net nie­chęt­nie wyplą­tał się z koł­dry, wsu­nął bez wią­za­nia buty (zapo­mniał wziąć z domu kap­cie) i podą­żył za przy­ja­cie­lem. Nika otwo­rzyła im, gdy tylko usły­szała, że wyszli od sie­bie. Przy­ło­żyła palec do ust, co aku­rat nie było konieczne, i wska­zała mokrą pod­łogę.

— Hejka, laski. — Na widok sie­dzą­cych w łóż­kach dziew­czyn Net momen­tal­nie przy­brał pozę nie­ustra­szo­nego roz­k­mi­nia­cza tajem­nic. — Coś się dzieje? Potrze­bu­je­cie pomocy?

— Ktoś sie­dzi w sza­fie — wyja­śniła z kamienną twa­rzą Laura. — Nie sły­sze­li­ście nikogo skra­da­ją­cego się po scho­dach?

Mina Neta, już prze­stra­szo­nego roz­k­mi­nia­cza, wystar­czyła za odpo­wiedź.

— Nikt nie sie­dzi w sza­fie — powie­działa Nika. — To zna­czy… może sie­dzieć, bo inne miej­sca spraw­dzi­ły­śmy. Potrze­bu­jemy wspar­cia.

— Wspar­cia…? — Regina zer­k­nęła na Neta, który wyco­fał się już pra­wie do drzwi.

Zauwa­żył jej minę. Natu­ral­nym ruchem, jakby to wła­śnie pla­no­wał, zamknął drzwi.

— Teraz nam nie umknie — powie­dział pew­nym sie­bie, acz lekko drżą­cym gło­sem. — Feli­xie, na czas akcji zaba­wiaj damy.

— Co ty wła­ści­wie…? — zaczął Felix, ale zre­zy­gno­wał.

— A poza tym osła­niaj tyły — dodał Net. Roz­mowa przy­ci­szo­nymi gło­sami nie miała sensu. Jeśli ktoś był w sza­fie, i tak wszystko sły­szał. — Jak zacznie przede mną ucie­kać, ode­tniesz mu odwrót.

Wstrzy­mał oddech, a nie­chcący chyba i serce, i wycią­gnął dłoń. Zamarł, ale tylko na chwilę. Wciąż czu­jąc na sobie lekko kpiące spoj­rze­nie Reginy, pocią­gnął ener­gicz­nie gałkę. Szafa otwo­rzyła się, a pęd powie­trza zarzu­cił na niego płachtę mate­riału.

— Ratun­kuuu! — wrza­snął. — Felix! Broń mnie!

Odsko­czył, wpadł na pra­gną­cego mu pomóc Felixa, wywa­lił się i po krót­kiej walce zrzu­cił z sie­bie czarną suk­nię z tafty. Oszo­ło­miony, usiadł na środku pod­łogi i rozej­rzał się. Nic wię­cej nie zamie­rzało go ata­ko­wać. Dziew­czyny wpa­try­wały się w niego oczami wiel­kimi jak spodki. To, co zaczy­nało się w nich poja­wiać, mogło wyglą­dać na roz­ba­wie­nie. Net zerwał się i popra­wił piżamę.

— Macie tu nie­zły baj­zel — zauwa­żył, pra­gnąc jak naj­szyb­ciej ode­słać w zapo­mnie­nie przy­kry incy­dent. — Lepiej zostaw wszystko w tor­bie.

— Baj­zel? — Regina w czar­nej, oczy­wi­ście, koszuli noc­nej wstała i zaj­rzała do szafy. Ubra­nia leżały sko­tło­wane i wymie­szane na naj­niż­szej półce. — Jak się prze­bie­ra­łam po powro­cie z wycieczki, to tak nie wyglą­dało. Pew­nie szarp­ną­łeś drzwiami i wszystko pospa­dało.

Laura wychy­liła się ze swo­jego łóżka, wciąż trzy­ma­jąc koł­drę pod brodą.

— To nie podmuch. — Felix pod­niósł z pod­łogi suk­nię i podał Regi­nie. — Ciiii!… — Uniósł palec.

Wszy­scy zasty­gli w pół ruchu. Po scho­dach ktoś wcho­dził.

— Mon­ster… — szep­nął z prze­ra­że­niem Net. — Znów wyobraź­nia mi sza­leje.

— Nie mon­ster, tylko Olga. — Felix pchnął przy­ja­ciela w stronę szafy. — Jak nas tu zoba­czy…

— Nie zmie­ścimy się. — Net otwo­rzył dru­gie skrzy­dło drzwi. Szafa była duża, ale więk­szą jej część zaj­mo­wały półki. — Pod łóżka! Nie, za cia­sno… Dżi­sas, ja mam klau­stro­fo­bię!

Regina wolną ręką unio­sła koł­drę i wska­zała Netowi, by wska­ki­wał. Net bez cere­gieli wśli­zgnął się do jej łóżka. Idąc za przy­kła­dem, Felix wsko­czył pod koł­drę Laury, z tą jed­nak róż­nicą, że wła­ści­cielka łóżka w nim była. Nika patrzyła z zasko­cze­niem, jak Net mości się w pościeli Reginy. Było jed­nak za późno na cokol­wiek. Drzwi otwo­rzyły się i sta­nęła w nich pani Olga z wyraź­nie nie­za­do­wo­loną miną.

— Co wy tu wypra­wia­cie?