Cudowny chłopak i ja: trzy cudowne historieTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Nic nie jest czarno-białe!

Nie zawsze udaje się znaleźć dobre wyjście z każdej sytuacji, a czasami popełnia się błędy, których się później żałuje.

Jeśli nie chce się kogoś skrzywdzić, nie powinno się wyciągać pochopnych wniosków.

Książki z Cudownym Chłopakiem uczą właśnie tego.

August Pullman – zwykły dzieciak z niezwykłą twarzą – skradł serca milionom czytelników. Cudowny chłopak pokazuje z różnych perspektyw, jak August sobie radzi, wkraczając w nowy dla niego świat, i jak ten świat reaguje na jego „inność”.

Książka Cudowny chłopak i ja przedstawia kolejne punkty widzenia – w trzech opowieściach związanych z Augustem. Łobuz, który go prześladował; przyjaciel z wczesnego dzieciństwa; i dziewczynka, która ma bardzo dobre pomysły na to, jak uczynić świat lepszym… Warto poznać ich historie, bo wszystkie są ważne. Każdy przecież jest wyjątkowy!

Spędź więcej czasu w cudownym świecie Auggiego Pullmana!


Poznaj cudowny świat Auggiego Pullmana!

CUDOWNY CHŁOPAK

CUDOWNY CHŁOPAK I JA. TRZY CUDOWNE HISTORIE

CUDOWNY CHŁOPAK. WSZYSCY JESTEŚMY WYJĄTKOWI

365 DNI CUDOWNOŚCI

CUDOWNY DZIENNIK

Tytuł oryginału:

AUGGIE & ME: THREE WONDER STORIES

The Julian Chapter copyright © 2014 by R.J. Palacio

Pluto copyright © 2015 by R.J. Palacio

Shingaling copyright © 2015 by R.J. Palacio

All rights reserved

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2018

Polish translation copyright © Maria Olejniczak-Skarsgård 2018

Redakcja: Anna Walenko

Ilustracja na okładce: Tad Carpenter

Opracowanie graficzne okładki: Katarzyna Meszka-Magdziarz

ISBN 978-83-8125-245-4

Wydawca WYDAWNICTWO ALBATROS SP. Z O.O. (dawniej Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c.) Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa www.wydawnictwoalbatros.com Facebook.com/WydawnictwoAlbatros | Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, hachi.media

Tę książkę dedykuję małym dziewczynkom, z których wyrosły Morto, Lisa, Lee, Carol, Fauzia, Meg i wszystkie moje kochane przyjaciółki.

Dzięki wam stałam się taka, jaka jestem dzisiaj. Z wdzięcznością

RJP

Spis treści

Wstęp

OKIEM JULIANA

PLUTON

TANIEC

Przypisy

1  Okładka

2  O książce

3  Strona tytułowa

4  Tego autora

5  Strona redakcyjna

6  Dedykacja

7  Spis treści

8  Motto

9  Wstęp

10  OKIEM JULIANA Przedtem Jak zwykle Rozmowa przez telefon Pan Tushman Pierwsze spojrzenie Blady strach Zdjęcie klasowe Photoshop Wredny Przyjęcie Drużyna Juliana Gabinet dyrektora Jansena Dowody Wyrok Poza murami szkoły Wiosna Pan Tushman Potem Letnie wakacje Pan Browne Opowieść babci Tourteau Julian Mój sen Powrót Kto by się spodziewał Od nowa Nowy Jork

11  PLUTON Pierwsze spotkanie Godzina 7.08 Darth Daisy Godzina 7.11 Przyjaźnie Godzina 8.26 Godzina 9.14 Godzina 10.05 Kosmos Godzina 15.50 Godzina 17.48 W szpitalu Godzina 19.04 Na czacie Godzina 20.22 Dawny dom Godzina 21.56 Pluton Godzina 22.28 Godzina 22.52 Godzina 22.59 Godzina 23.46 Godzina 23.59

12  TANIEC Gdy szłam do szkoły Gdy nadeszły ferie zimowe Gdy chłopcy zaczęli wojnę Gdy postanowiłam być bezstronna Gdy chciałam opowiedzieć Ellie o swojej rozmowie z Jackiem Willem Gdy trzeba posłużyć się diagramami Venna (część 1) Gdy wciąż byłam bezstronna Gdy pokochałam taniec (i dlaczego) Gdy pani Atanabi powiedziała nam o swoim spektaklu Gdy trzeba posłużyć się diagramami Venna (część 2) Gdy utworzyła się nowa podgrupa Gdy spotkałam Savannę Gdy początki są trudne Gdy nikt się nie gniewa na lawendową wróżkę Gdy spotkała mnie pierwsza niespodzianka tego dnia Gdy trafiłyśmy do Narnii Gdy spotkała mnie druga niespodzianka tego dnia Gdy poznałyśmy się lepiej Gdy historie mają szczęśliwe zakończenie Gdy dowiedziałam się czegoś nowego o Mai Gdy luty sypnął nam również pieniędzmi Gdy Ximena dokonała odkrycia Gdy wymieniałyśmy się SMS-ami Gdy poszłyśmy do Ximeny Gdy bawiłyśmy się w „prawda czy wyzwanie” Gdy chcę nas opisać za pomocą diagramów Venna Gdy nie padło ani jedno słowo Gdy nie zdołałam zapobiec katastrofie towarzyskiej Gdy postanowiłam być bezstronna – kolejny raz Gdy doszło do rozmowy z Ximeną Gdy od występu dzieliły nas minuty Gdy byłyśmy na scenie Gdy poszłyśmy na bankiet Gdy wreszcie zasnęłam Gdy Maya nie posiadała się ze zdziwienia i zadziwiła nas wszystkich Gdy pewne rzeczy się zmieniają, a inne nie Gdy rozmawiałam z panem Tushmanem Gdy Ximena powaliła słuchaczy swoją mową Gdy wreszcie się przedstawiłam

 

13  Przypisy

Wiecie, co to znaczy być dzieckiem? Dziecko jest kimś zupełnie innym niż dzisiejszy dorosły człowiek. Wciąż nosi w sobie ducha, który spływa z wodą chrztu; ufa miłości, czarowności, wierze; jest tak małe, że elfy mogą mu szeptać do ucha; potrafi zamienić dynię w karocę, myszy w konie, przyziemność w podniosłość i pustkę w pełnię, albowiem w duszy każdego dziecka mieszka jego dobra wróżka; żyje w łupinie orzecha i uważa się za króla wszechświata.

Francis Thompson, Shelley

Wstęp

„Czy ukaże się ciąg dalszy Cudownego chłopaka?” – pyta ktoś na sali.

„Przykro mi, ale chyba nie – odpowiadam trochę skrępowana. – Do takiej książki nie pasuje drugi tom. Chcę, żeby fani Cudownego chłopaka próbowali wyobrazić sobie dalsze życie Auggiego Pullmana i ludzi z jego otoczenia”.

Takie albo podobne rozmowy toczyły się niemal przy każdym spotkaniu z czytelnikami, gdy podpisywałam egzemplarze lub wygłaszałam odczyty, od wydania tej książki 14 lutego 2012 roku. To pytanie słyszę chyba najczęściej, no i jeszcze: „Czy będzie adaptacja filmowa?” i „Skąd się wziął pomysł na Cudownego chłopaka?”.

A jednak piszę teraz wstęp do książki, która na dobrą sprawę stanowi razem z tamtą parę. Jak to się stało?

Żeby to wyjaśnić, muszę powiedzieć parę słów o Cudownym chłopaku. Jeżeli kupiliście ją albo dostaliście w prezencie, to zapewne już przeczytaliście i nie trzeba się o niej rozwodzić. Przypomnę tylko, że głównym bohaterem jest dziesięcioletni Auggie Pullman, który urodził się z anomaliami twarzoczaszki, a opowieść dotyczy jego powodzeń i niepowodzeń w piątej klasie szkoły podstawowej Beechera, gdzie trafia jako nowy uczeń, rozpoczynający naukę szkolną. Śledzimy te doświadczenia oczami chłopca i kilku postaci, które stykają się z nim przez ten ważny dla niego rok i pokazują w swoich opowieściach, jak wyglądała droga Auggiego do samoakceptacji. Nie słyszymy relacji ludzi, które nie mają bezpośredniego związku z przeżyciami Auggiego w tym czasie albo wiedzą za mało, żeby lepiej zrozumieć jego charakter. Tak więc Cudowny chłopak to historia wyłącznie Auggiego, od początku do końca. Bardzo starałam się opowiedzieć ją prosto i po kolei. Jeżeli postać nie posuwała akcji do przodu – albo opisywała wydarzenia, które biegły równolegle do akcji książki, działy się wcześniej lub później – nie zabierała głosu i nie stawała się narratorem.

Nie znaczy to, że kilka z tych postaci nie opowiedziałoby ciekawej historii, która mogłaby wyjaśnić motywy ich postępowania, nawet jeśli nie miała ona wpływu na doświadczenia Auggiego.

I tu pojawia się pole dla książki Cudowny chłopak i ja.

Ale żeby było jasne: Cudowny chłopak i ja nie jest drugim tomem Cudownego chłopaka. Druga książka nie zaczyna się tam, gdzie kończy pierwsza. Nie opowiada o dalszych losach Auggiego Pullmana. Tak naprawdę jest on postacią drugoplanową w tych trzech opowieściach.

Ściśle mówiąc, druga książka przedstawia szerszy świat Auggiego. Składa się z trzech części – „Okiem Juliana”, „Pluton” i „Taniec” – w których narratorami są kolejno: Julian, Christopher i Charlotte. Każda część jest inna, każda zawiera historię postaci, która pojawia się rzadko lub w ogóle nie występuje w pozostałych częściach. Ale jest coś, co je łączy: postać Auggiego Pullmana, który przez swoją obecność w życiu tych trojga staje się katalizatorem drobnych, a nawet wcale nie takich drobnych zmian, jakie w nich zachodzą.

Ta książka nie jest tradycyjnym drugim tomem również z tego względu, że nie stanowi kontynuacji historii Auggiego – poza fragmentem w opowieści Juliana, gdzie przed naszymi oczami przemykają letnie miesiące po ukończeniu piątej klasy i otrzymujemy ładne zamknięcie wątku relacji Juliana i Auggiego. Czytelnik nie dowie się, co spotyka Auggiego w szóstej klasie, w gimnazjum czy jeszcze później. Taka książka, czyli tom drugi w pełnym tego słowa znaczeniu, nigdy nie powstanie, zapewniam was, moi drodzy – i to jest powód do radości. Napisanie Cudownego chłopaka pociągnęło za sobą wspaniałe skutki uboczne w postaci zdumiewającej twórczości fanów. Nauczyciele korzystają z tej książki na lekcjach, polecają uczniom wejść w skórę na przykład Auggiego, Summer czy Jacka i napisać o nich rozdział. Czytałam opowiadania o Vii, Justinie i Mirandzie, opowieści pisane z punktu widzenia Amosa, Milesa i Henry’ego. I nawet krótki rozdział napisany przez jakieś dziecko z punktu widzenia psa Auggiego, Daisy!

Ze wszystkich opowieści, które czytałam, najbardziej wzruszyły mnie chyba te o Auggiem. Mam wrażenie, że z tą postacią czytelnicy czują silną więź emocjonalną. Dzieci nieraz mówiły mi, że ich zdaniem Auggie na pewno zostanie astronautą. Albo nauczycielem. Albo weterynarzem. Co więcej, twierdziły tak z całkowitym przekonaniem – nie wahając się i nie zgadując – jakby miały na to empiryczne dowody. A zatem czy mogłabym się z nimi nie zgodzić? Zresztą po co pisać drugi tom, który ograniczyłby pole działania Auggiego? Według mnie czeka go jasna, cudowna przyszłość, która niesie ze sobą niezliczone możliwości, jedną wspanialszą od drugiej.

Mam to szczęście, że czytelnicy Cudownego chłopaka odczuwają tak silną bliskość z głównym bohaterem, że chętnie wyobrażają sobie, jak potoczy się jego życie. Wiem, że rozumieją, iż radosny dla Auggiego dzień, opisany na zakończenie książki, nie jest gwarancją równie radosnych następnych dni. Niewątpliwie czeka go więcej wyzwań, niż na to zasługuje, zazna słodyczy sukcesu i goryczy porażki, spotka nowych przyjaciół, niejednego Juliana, Jacka i oczywiście Summer. Widząc, jak Auggie radzi sobie przez ten pierwszy rok w szkole, jak zmaga się z trudnościami i zmartwieniami, czytelnicy zapewne dostrzegają w nim siłę ducha potrzebną do pokonywania życiowych przeszkód i wyzwań, do odpowiadania gapiom twardym spojrzeniem lub zbywania ich śmiechem. Zawsze, w dobrych i złych chwilach, będzie miał przy sobie swoją niezwykłą rodzinę – Isabel, Nate’a i Vię. „Jestem przekonana, że tylko bezwarunkowa miłość rzeczywiście leczy ludzi”, napisała Elisabeth Kübler-Ross; być może dlatego Auggie nigdy nie zginie, zraniony niefrasobliwymi słowami przechodniów czy wyborami swoich przyjaciół. A tych też ma – zarówno znanych mu, jak i nieznanych – przyjaciół, którzy staną w jego obronie, gdy będzie to potrzebne.

Ostatecznie w tej książce tak naprawdę chodzi nie o to, co spotyka Auggiego Pullmana, lecz o to, co spotyka świat, gdy pojawia się Auggie Pullman.

W związku z tym wracam do trzech opowieści w książce Cudowny chłopak i ja.

Gdy dostałam propozycję napisania krótkich e-booków do tego zbioru, natychmiast skorzystałam z okazji – głównie z powodu Juliana, którego fani książki nie lubili najbardziej. Powstawały najróżniejsze plakaty ku przestrodze, a ten ze stwierdzeniem: „Zachowaj spokój – nie bądź Julianem” (Keep calm and don’t be a Julian) stał się tak popularny, że można go nawet wyszukać w sieci.


Doskonale rozumiem, dlaczego ludzie nie znoszą Juliana. Do tej pory patrzyliśmy na niego tylko oczami Auggiego, Jacka, Summer i Justina. Chłopiec jest niegrzeczny. Postępuje okropnie. Ostentacyjnie gapi się na Auggiego, przezywa go i manipuluje uczniami, żeby nie kolegowali się z Jackiem, co tak naprawdę sprowadza się do mobbingu. Ale co leży u podłoża jego wściekłości na Auggiego? Co się dzieje z Julianem? Dlaczego zachowuje się jak palant?

Pisząc Cudownego chłopaka, zdawałam sobie sprawę, że Julian ma swoją historię. Wiedziałam jednak, że ta historia, wyjaśniająca jego postawę, nie odgrywa istotnej roli w opowieści o Auggiem i nie przyczynia się do rozwoju akcji, a zatem nie pasuje do tej książki. Zresztą nie na miejscu byłoby wzbudzanie współczucia dla dręczyciela. Natomiast bardzo spodobał mi się pomysł, żeby zgłębić charakter Juliana w osobnej, niewielkiej książce. Nie po to, by usprawiedliwić jego zachowanie – czyny opisane w Cudownym chłopaku były naganne i niewybaczalne – lecz po to, by lepiej go zrozumieć. Musimy pamiętać, że jest on jeszcze dzieckiem. Niewątpliwie postępował źle, ale to wcale nie oznacza, że jest „złym chłopcem”. Nasze błędy nie decydują o tym, kim jesteśmy. Trudność polega na rozliczeniu się z własnych błędów. Czy Julian się zrehabilituje? Czy zdoła? Czy będzie chciał? Te pytania zadaję w „Okiem Juliana” i próbuję na nie odpowiedzieć, starając się również wyjaśnić, jakie są przyczyny jego zachowania wobec Auggiego.

Druga opowieść nosi tytuł „Pluton”. Jej narratorem jest najdawniejszy przyjaciel Auggiego, Christopher, który wyprowadził się do innej miejscowości parę lat wcześniej, niż rozpoczyna się akcja Cudownego chłopaka. To jego oczami widzimy życie Auggiego, zanim poszedł do szkoły. Znali się od wczesnego dzieciństwa. Christopher był z Auggiem w trudnych i ściskających za serce chwilach – gdy Auggie miał koszmarne operacje, gdy Nate Pullman przywiózł do domu Daisy, gdy z życia Auggiego znikali dawni koledzy z sąsiedztwa. Teraz, kilka lat później, widzi, że utrzymywanie przyjaźni z Auggiem jest dużym wyzwaniem – nowi koledzy dziwnie mu się przyglądają, są skrępowani w jego towarzystwie. Kiedy pojawiają się kłopoty, kusi człowieka, żeby zrezygnować z przyjaźni – nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach, a Christopher znajduje się w sytuacji, kiedy nie tylko Auggie wystawia na próbę jego lojalność. Zostanie czy odejdzie?

W trzeciej opowieści, „Taniec”, narratorką jest Charlotte, jedyna dziewczynka wybrana przez pana Tushmana, by zaopiekowała się nowym uczniem. W Cudownym chłopaku Charlotte odnosi się do Auggiego przyjaźnie, choć z pewnym dystansem. Macha do niego ręką na powitanie. Nie trzyma z dziećmi, które mu dogryzają. Stara się pomóc Jackowi, choć robi to ukradkiem, żeby nikt się nie dowiedział. Jest sympatyczna – bez wątpienia – ale tylko sympatyczna, bardziej się nie wysila. W „Tańcu” opowiada o swoich przeżyciach w piątej klasie. Okazuje się, że przez ten rok w szkole działo się mnóstwo różnych rzeczy, o których Auggie nie wiedział: odbywały się przedstawienia taneczne, dziewczyny postępowały paskudnie, rozpadały się stare paczki i powstawały nowe. Głównymi bohaterkami są tu Maya, Ximena, Savanna i przede wszystkim Summer. Podobnie jak w pierwszej i drugiej opowieści, również i w tej widzimy, jak zwykłe dziecko radzi sobie w niezwykłych sytuacjach.

 

Te trzy opowieści w zbiorze Cudowny chłopak i ja opisują – na przykładzie relacji Auggiego i Juliana, Auggiego i Christophera, Auggiego i Charlotte – jak złożone są kwestie przyjaźni, lojalności i współczucia, a zwłaszcza jak trwałe są skutki życzliwości okazanej drugiemu człowiekowi. Wiele już napisano o szkolnych problemach piąto- i szóstoklasistów, o dzieciach w wieku jedenastu, dwunastu lat. O tym, że jest to w ich życiu okres, gdy – często bez nadzoru rodzicielskiego – muszą sobie radzić w nowych sytuacjach społecznych i niemal się przewiduje, że będą nieżyczliwie nastawione do ludzi. Ale ja dostrzegam inną postawę: tendencję, by postępować szlachetnie, pragnienie, by czynić dobrze. Wierzę w dzieci i ich nieograniczoną zdolność okazywania troski i miłości, w ich chęć zbawienia świata. Nie wątpię, że dzieci zaprowadzą nas tam, gdzie jest więcej tolerancji i akceptacji wobec wszystkich istot we wszechświecie. Wobec tych uważanych za słabeuszy i odmieńców. Wobec takich jak Auggie i ja.

RJP.

Okiem Juliana


Bądź życzliwy, ponieważ każdy napotkany człowiek toczy ciężką walkę.

Ian MacLaren

Przedtem

Może zresztą sam stworzyłem gwiazdy, słońce i ten dom przeolbrzymi, tylko już sobie nie przypominam.

Jorge Luis Borges, Dom Asteriona Tłum. Zofia Chądzyńska

• • •

Strach może wam tyle zrobić, co zły sen.

William Golding, Władca much Tłum. Wacław Niepokólczycki

Jak zwykle

No dobrze, dobrze.

Tak, wiem.

Nieładnie zachowałem się wobec Augusta Pullmana!

Wielkie rzeczy. Ludzie, świat się nie zawali! Przestańmy robić z tego tragedię, co? Na całym szerokim świecie nie wszyscy są dla siebie mili. Tak już jest. Odpuście sobie! Czas się ruszyć i zająć własnym życiem, nie uważacie?

Jezu!

Nic nie łapię. Naprawdę. Raz jestem najbardziej popularnym chłopakiem wśród piątoklasistów. A za chwilę czuję się jak… sam nie wiem. Nieważne. Jest do bani. Cały ten rok jest do bani! Auggiego Pullmana w ogóle nie należało wpuszczać do szkoły podstawowej Beechera! Powinien zasłaniać swoją wstrętną buźkę jak ten facet z przedstawienia Upiór w operze albo coś w tym rodzaju. Noś maskę, Auggie! Nie pokazuj mi się na oczy. Byłoby dużo lepiej, gdybyś po prostu zniknął.

Przynajmniej dla mnie. Wcale nie twierdzę, że on ma fajnie. Na pewno nie jest mu łatwo, gdy codziennie patrzy na siebie w lustrze albo idzie ulicą. Ale to nie mój problem. Ja mam problem z tym, że wszystko się zmieniło, jak on przyszedł do mojej szkoły. Koledzy są inni. Ja jestem inny. I w ogóle jest kompletnie do kitu.

Wolałbym, żeby było tak jak w czwartej klasie. Świetna zabawa. Graliśmy na boisku w takie uproszczone rugby i nie przechwalam się, ale koledzy zawsze chcieli, żebym z nimi grał, jasne? Tak tylko mówię. Każdy chciał być ze mną w parze, gdy mieliśmy do wykonania jakiś projekt. I jak powiedziałem coś zabawnego, wszyscy się śmiali.

W czasie lunchu zawsze siedziałem ze swoimi ludźmi – i to było to. Nasza paczka. Henry, Miles, Amos, Jack. To było to! Ekstrasprawa. Mieliśmy swoje tajne żarty, różne geściki oznaczające różne rzeczy.

Nie wiem, dlaczego to musiało się zmienić. Nie wiem, dlaczego wszyscy ogłupieli.

Gdzie tam, dobrze wiem dlaczego: z powodu Auggiego Pullmana. Ledwie się pojawił, a już nic nie działo się jak dawniej. Przedtem było normalnie. A teraz się pochrzaniło. Przez niego.

No i przez pana Tushmana. W gruncie rzeczy całą winę ponosi pan Tushman.

Rozmowa przez telefon

Pamiętam, jaka przejęta była moja mama po rozmowie z panem Tushmanem. Tamtego wieczoru przy kolacji rozwodziła się, jaki to wielki zaszczyt. No bo zadzwonił do nas dyrektor klas średnich z mojej szkoły podstawowej1 i zapytał, czy mógłbym zaopiekować się jakimś nowym uczniem. O rany! Fantastycznie! Mama zachowywała się tak, jakbym dostał Oscara albo coś w tym rodzaju. Jej zdaniem dowodziło to, że w tej szkole potrafią dostrzec „wyjątkowych” uczniów – rewelacyjna sprawa. Mama jeszcze nie poznała pana Tushmana – był dyrektorem szkoły podstawowej średniej, a ja chodziłem do niższej – ale piała z zachwytu, jak miło z nią rozmawiał.

Mama od dawna jest w szkole szychą. Zasiada w radzie nadzorczej, cokolwiek to znaczy, na pewno coś ważnego. Ciągle zgłasza się na ochotnika do różnych prac. Na przykład zawsze była „mamą klasową”, to znaczy zajmowała się sprawami organizacyjnymi w mojej klasie. Rok w rok. Dużo robi dla szkoły.

W dniu, gdy miałem pokazać temu nowemu szkołę, mama odwiozła mnie pod budynek. Chciała zaprowadzić mnie pod drzwi, ale szybko powiedziałem: „Mamo, to szkoła średnia!”. Od razu zrozumiała i odjechała, zanim jeszcze wszedłem do środka.

Charlotte Cody i Jack Will już czekali w holu. Powiedzieliśmy „cześć”, Jack i ja uścisnęliśmy sobie ręce, tak jak zwykle witamy się w naszej paczce, i pozdrowiliśmy ochroniarza. Potem we trójkę poszliśmy do gabinetu pana Tushmana. Pusta szkoła, bez uczniów, robiła dziwne wrażenie!

– Zobacz, kolo, moglibyśmy tu jeździć na deskorolce i nikt by o tym nie wiedział! – zawołałem do Jacka, gdy biegaliśmy i ślizgaliśmy się po posadzce, już niewidoczni dla ochroniarza.

– No chyba – odparł Jack.

Zauważyłem, że im bliżej było do gabinetu, tym mniej się odzywał. Właściwie wyglądał tak, jakby miał puścić pawia.

Prawie na samej górze schodów zatrzymał się i powiedział:

– Nie mam na to ochoty!

Stanąłem przy nim. Charlotte już była na podeście.

– Chodźcie! – krzyknęła.

– Nie rządź się! – odkrzyknąłem.

Pokręciła głową i przewróciła oczami. Ubawiony szturchnąłem Jacka łokciem. Uwielbialiśmy droczyć się z Charlotte. Bo taka z niej chodząca dobroć!

– Porąbana sprawa – mruknął Jack, pocierając dłonią policzek.

– Jaka sprawa? – zapytałem.

– Wiesz, kto to jest ten nowy?

Nie wiedziałem.

– A ty wiesz, prawda? – zwrócił się do Charlotte.

Charlotte zeszła kilka stopni.

– Chyba tak. – Skrzywiła się, jakby zjadła coś niedobrego.

Jack walnął się trzy razy w głowę.

– Byłem kretynem, że się zgodziłem – wycedził przez zęby.

– Chwila, kto to taki? – Złapałem Jacka za ramię i odwróciłem go przodem do siebie.

– To ten August. No wiesz, dzieciak z twarzą.

Nie miałem pojęcia, o kim on mówi.

– Wygłupiasz się? Nie widziałeś chłopaka? Mieszka w tej dzielnicy! Czasem przychodzi na plac zabaw. Musiałeś go widzieć. Jak wszyscy!

– On nie mieszka w tej dzielnicy – wtrąciła Charlotte.

– Właśnie że tak! – zirytował się Jack.

– Mówię, że Julian nie mieszka w tej dzielnicy – odparła, równie zirytowana.

– Jakie to ma znaczenie? – zapytałem.

– Wszystko jedno! – uciął Jack i zwrócił się do mnie. – Ma znaczenie. Wierz mi, kolo, czegoś takiego jeszcze nie widziałeś.

– Nie bądź wstrętny, Jack – zganiła go Charlotte. – To nieładnie.

– Nie jestem wstrętny! – oburzył się Jack. – Tylko mówię prawdę.

– To jak on właściwie wygląda? – spytałem, tracąc już cierpliwość.

Jack stał w miejscu i kręcił głową, bez słowa. Spojrzałem na Charlotte: zmarszczyła brwi.

– Sam zobaczysz – powiedziała. – No, chodźmy wreszcie.

Poszła na górę i skręciła w korytarz prowadzący do gabinetu pana Tushmana.

– No, chodźmy wreszcie – zwróciłem się do Jacka, idealnie naśladując Charlotte. Byłem przekonany, że to go rozbawi, ale nie rozbawiło. – Rusz się, kolo!

Zamachnąłem się, jakbym chciał dać mu w zęby. Dopiero wtedy zaśmiał się krótko i w odpowiedzi zamierzył się na mnie w zwolnionym tempie. Zaczęła się przepychanka, gdy jeden drugiego próbował dźgnąć pod żebro.

Charlotte wróciła i zawołała ze szczytu schodów:

– Chłopaki, idziemy!

– Chłopaki, idziemy! – szepnąłem do Jacka i tym razem jakby się roześmiał.

Ale pod gabinetem pana Tushmana trzeba było wysilić się na powagę.

Weszliśmy do sekretariatu. Pani Garcia kazała nam zaczekać u siostry Molly, pielęgniarki szkolnej, która miała swój pokoik obok gabinetu pana Tushmana. Staliśmy tam, nie odzywając się słowem. Miałem ochotę nadmuchać lateksową rękawiczkę, którą zobaczyłem w pudełku przy kozetce, ale się powstrzymałem, choć na pewno byłoby śmiesznie.

Inne książki tego autora