Co się stało w 1018 roku?Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Przemysław Urbańczyk

Co się stało w 1018 roku?


ISBN 978-83-8116-522-8


Copyright © by Przemysław Urbańczyk, 2018

All rights reserved Redakcja Karolina Kaczorowska Projekt okładki i stron tytułowych Agnieszka Herman Na okładce wykorzystano fragment obrazu Jana Matejki pt. Bolesław Chrobry ze Świętopełkiem przy Złotej Bramie w Kijowie Wydanie 1 Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 faks 61 852 63 26 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90 sklep@zysk.com.pl www.zysk.com.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Wstęp

1. Rodzina

2. Państwo

3. Geopolityka

4. Wojna

Zakończenie

Kalendarium 1018 roku

Główne źródła historyczne

Literatura uzupełniająca

Wkładka zdjęciowa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Wstęp

Obchody początku II Rzeczypospolitej, czyli stulecia odzyskania niepodległości, zdominowały refleksję historyczną w 2018 roku, spychając na margines wspomnienia o innych ważnych rocznicach. Jedną z nich jest tysiąclecie największych sukcesów Bolesława Chrobrego, któremu udawało się prawie wszystko, ale najbardziej udał mu się rok 1018.

Był to rok sukcesów wieńczących jego długą walkę o zdobycie dominującej pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej i o międzynarodowe uznanie swojego statusu gracza o formacie niemal kontynentalnym. Zdołał wówczas zapełnić niszę polityczną dzielącą dwa cesarstwa — wschodnie (bizantyńskie) i zachodnie (niemieckie, czy też raczej wschodniofrankijskie). I nie omieszkał poinformować o tym obu cesarzy — Bazylego II i Henryka II, do których wysłał z Kijowa stosowne poselstwa.

Sława, którą zyskał za życia, wciąż rosła w Polsce po jego śmierci. Jego niemal legendarna reputacja była odpowiedzią na ciąg kryzysowych sytuacji, które dotykały państwo piastowskie. Rodziły one tęsknotę za dawnymi, lepszymi czasami uosabianymi przez wielkiego władcę. Rosła więc jego legenda monarchy reprezentującego wszystkie przymioty, które powinny cechować władcę idealnego. Miał być modelowym przywódcą, stawianym jego następcom za coraz bardziej niedościgły wzór. Stawał się stopniowo mitem stworzonym z faktów, które bezkrytycznie rozbudowywano, i z wytworów czystej wyobraźni wczesnych opowiadaczy dydaktycznej wersji historii państwa polskiego. Jego legendę szczególnie wzmacniały osiągnięcia 1018 roku.

Większość tego, co wiemy o jego ówczesnych sukcesach, zawdzięczamy „małemu człowieczkowi o zniekształconej szczęce oraz takimże lewym policzku” i oszpeconemu „złamanym w dzieciństwie nosem”. Ten „nędznik, popędliwy bardzo i nieskory do dobrego, zazdrośnik, szydzący z drugich […] żarłok i kłamca, chciwiec i oszczerca” to — jak widać bardzo autokrytyczny — biskup merseburski Thietmar (IV, 75), który przez kilkanaście lat spisywał monumentalną kronikę królewsko-cesarskiej dynastii Ludolfingów. To na tym dziele w znacznym stopniu opieramy naszą wiedzę o wydarzeniach z przełomu pierwszego i drugiego tysiąclecia naszej ery w Europie Środkowo-Wschodniej i o najwcześniejszych dziejach państwa piastowskiego, które było ważnym elementem regionalnej sceny geopolitycznej, wchodząc z cesarstwem na przemian w sojusze i mniej lub bardziej otwarte konflikty.

Ogrom zgromadzonych przez siebie informacji czasem przytłaczał biskupa Thietmara. Widać, że gubił się w nich lub też zawodziła go własna pamięć. Dotyczyło to nawet jego osobistych spraw. Jest to szczególnie widoczne w VIII i ostatniej księdze jego dzieła, którą pisał właśnie w 1018 roku. O ile można zrozumieć, że pomylił się tam o trzy dni, obliczając równą dekadę od swojej własnej konsekracji na biskupa Merseburga (Thietmar VI, 40 i VIII, 15), o tyle dziwne jest, że nie pamiętał, ile lat minęło od daty jego urodzin. Pod koniec życia napisał przecież, że rok 1018 „jest czterdziestym pierwszym od mego urodzenia lub mało co więcej” (VIII, 15), chociaż wcześniej podał dokładną datę swoich urodzin, tj. 25 lipca 975 roku (III, 6). Trudno mu się jednak dziwić, bo w ówczesnych czasach jako czterdziestotrzylatek był już steranym życiem starym człowiekiem, któremu przysługiwał przywilej niepamięci.

Mimo wielu innych potknięć, dotyczących rozmaitych szczegółów, nie ulega wątpliwości, że był człowiekiem świetnie poinformowanym. Tkwił bowiem w centrum polityczno-kościelnego układu decyzyjnego i znał wszystkich ważnych aktorów cesarskiej sceny politycznej, która skupiała się wówczas w Saksonii. Jako wysoki hierarcha saskiego Kościoła cieszył się szacunkiem za życia, a po śmierci pozostał kronikarskim autorytetem dla wielu pokoleń badaczy zainteresowanych przełomem dwóch pierwszych tysiącleci naszej ery. Dotyczy to również odległych o tysiąclecie dziejów państwa wczesnopiastowskiego, o których bez niego nie wiedzielibyśmy prawie nic.

Lektura jego kroniki pozostawia nieodparte wrażenie, że biskup Thietmar szczerze nienawidził Bolesława Chrobrego. Z pasją dawał temu wyraz w swoich opowieściach pełnych wymyślnych epitetów, jakimi obficie obdarzał piastowskiego władcę. Z całym przekonaniem zarzucał mu, że był chytry, podstępny, okrutny i nieprawy. Ponadto miał być kłamcą, prześladowcą (Sasów) i starym lubieżnikiem. Niemal każda wzmianka o polskim księciu opatrzona jest jakąś kąśliwą uwagą, która miała negatywnie nastawić czytelnika do sąsiada, z którym cesarstwo nie mogło sobie poradzić, mimo wielu wysiłków militarnych i dyplomatycznych. Ta otwarta niechęć skierowana przeciw głównemu wrogowi Sasów mogła mieć nie tylko uzasadnienie polityczne, ale też podłoże osobiste. Bolesław był bowiem stronnikiem margrabiowskiego rodu Ekkehardynów, którzy konkurowali o wpływy w cesarstwie z rodem Thietmara, tj. z grafami z Walbeck. A w tym czasie solidarność krewniacza była społecznym obowiązkiem i kryterium oceny ludzi zaangażowanych w wielką politykę.

Chociaż Thietmar o tym nie wspomina, to nie ulega wątpliwości, że na pewno spotykał osobiście Chrobrego — choćby podczas zjazdów dworskich (Hoftag) w Merseburgu i w Magdeburgu, w których musiał uczestniczyć jako saski biskup, a więc członek elity politycznej. Te spotkania z polskim władcą nie zmieniły jednak jego hiperkrytycznego nastawienia do tego zagrażającego Saksonii przedstawiciela „barbarzyńskiego” Wschodu, którego naturalną agresję powstrzymywała tylko potęga cesarstwa. Był oczywiście przekonany o naturalnej niższości cywilizacyjnej nie tylko wszystkich Słowian, ale też innych okolicznych ludów (np. Duńczyków), które oczywiście nie dorównywały Sasom swoimi zaletami. Ich przeznaczeniem było uznanie wyższości cesarstwa i podporządkowanie się jego hegemonii.

Modelem ładu geopolitycznego była dla Thietmara zwierzchność władcy Rzeszy Niemieckiej nad całym światem chrześcijańskim. Oczywista wyższość moralna każdego cesarza wynikała z jego mocy sakralnej, bo przecież „cnotę mógł mieć tylko z niebios sobie nadaną” (Thietmar VII, 71). Biskup merseburski widział w każdym z nich naturalnego hegemona, w razie potrzeby siłą wymuszającego należny mu posłuch u tych, którzy nie chcą uznać jego prawa do ustalania właściwego porządku w chrześcijańskiej Europie.

Thietmar odczuwał wielokrotnie wyrażaną ­osobistą wdzięczność dla „dobroci cesarza [Henryka II], jako miód słodkiej” (VIII, 14), gdyż to ten władca przywrócił w 1004 roku kanoniczny ład w saskim Kościele, uruchamiając ponownie diecezję merseburską, zlikwidowaną w podejrzanych okolicznościach przez Ottona I w 981 roku. W 1009 roku to właśnie Thietmar stanął na czele tego pogranicznego biskupstwa, co w oczywisty sposób ukształtowało jego stosunek do Słowian wciąż zagrażających cesarstwu od wschodu. Jego bezpośrednimi sąsiadami byli Połabianie, ale jeszcze groźniejsze było usadowione za Odrą państwo piastowskie. Niechętnie przyznawał więc schrystianizowanym poddanym Chrobrego status równy mieszkańcom imperium. Konflikt dwóch władców chrześcijańskich, w którym sam aktywnie uczestniczył (również militarnie), rozpatrywał w kontekście kontynentalnej hierarchii, w której ukoronowanemu przez papieża cesarzowi z definicji należał się szacunek i posłuch ze strony prowincjonalnych książąt. Dawał też wyraz zadawnionym pretensjom saskiego Kościoła do zwierzchności nad Polską. To Thietmar ukształtował opinię o winie Chrobrego za nieustanne napięcia w stosunkach niemiecko-polskich na początku drugiego tysiąclecia naszej ery, w czym zresztą miał sporo racji.

 

Całkowicie inaczej, co oczywiste, patrzył na rządy Bolesława pierwszy polski kronikarz, Anonim zwany Gallem, dla którego był on uosobieniem wszelkich cnót, jakimi powinien odznaczać się wzorowy władca chrześcijański. W jego ujęciu Chrobry był człowiekiem bez skazy — odważnym, uczciwym, sprawiedliwym, hojnym i bogobojnym. Toteż „za łaską Bożą w taką wzrósł cnotę i potęgę, iż ozłocił całą Polskę swoją zacnością”. Wedle tej zmitologizowanej wizji ów wielki władca „ujarzmił Morawy i Czechy, a w Pradze stolec książęcy zagarnął i swym zastępcom go poruczył. […] wielekroć pokonał w bitwie Węgrów i cały ich kraj aż po Dunaj zagarnął pod swoją władzę. Nieposkromionych zaś Sasów z taką mocą poskromił, że w środku ich ziemi żelaznymi słupami [wbitymi] w rzece Sali oznaczył granice Polski”. Z tych wiekopomnych sukcesów korzystali też poddani Bolesława, bo „złoto za jego czasów było tak pospolite u wszystkich jak [dziś] srebro, srebro zaś tanie było jak słoma” (Gall I).

Ten wyidealizowany obraz pierwszego polskiego króla oddaje średniowieczną polską tradycję dynastyczną, w której utrwaliły się tylko pozytywne strony rządów największego z wczesnych Piastów. Pewnie już poddani Chrobrego byli dumni z tego, iż mają tak dzielnego (chrobrego) władcę. Bo też bycie złym sąsiadem dla ościennych państw i dobrym patronem dla swoich ludzi było wzorcowym zachowaniem wczesnośredniowiecznego monarchy. Strategia geopolityczna Bolesława należała do typowych dla tamtych czasów, kiedy przemoc, podstęp i kłamstwo były zaletami politycznymi, jeśli tylko prowadziły do ostatecznego sukcesu.

Nawet wydające się nam dzisiaj odrażającym okrucieństwo, z jakim oślepił swojego czeskiego wujecznego brata Bolesława III Rudego w 1003 roku, uznano pewnie za „honorowy” sposób wyeliminowania przeciwnika politycznego, którego przecież Chrobry mógł zabić, a on „tylko” go uwięził i skutecznie pozbawił zdolności sprawowania władzy monarszej. Te wszystkie cechy stawiano jego potomkom za wzór, któremu starał się dorównać imiennik Chrobrego — książę Bolesław III Krzywousty, równie bezwzględny i skuteczny jak jego wielki praprapradziad.

Negatywne nastawienie Thietmara do Chrobrego jest zrozumiałe, gdyż saski biskup osobiście odczuwał skutki długotrwałego konfliktu cesarstwa z Polską, którego najpotężniejszy władca łacińskiej Europy przez kilkanaście lat nie zdołał rozstrzygnąć na swoją korzyść, chociaż Bolesław stał teoretycznie na przegranej pozycji. Thietmar jako ordynariusz pogranicznej diecezji musiał dostarczać kontyngentów wojskowych na liczne wojny ze wschodnim sąsiadem i brać aktywny udział w obronie granicy, np. przez odbudowę zniszczonych grodów. Na dodatek powtarzające się dewastujące ataki polskich wojsk pozbawiały go części dochodów należnych mu od mieszkańców jego niewielkiej diecezji, ciągle narażonej na straty w ludziach, bydle i infrastrukturze gospodarczej.

Thietmar był świadkiem wielu przegranych wojen i zrywanych rozejmów, więc doświadczenie życiowe kazało mu wątpić w skuteczność układu niespodziewanie zawartego z Chrobrym w styczniu 1018 roku w Budziszynie. Podejrzliwie stwierdził więc, że „był to pokój nie jaki być powinien, lecz jaki udało się zawrzeć w ówczesnej sytuacji” (Thietmar VIII, 1), która według niego wymusiła na cesarzu Henryku II zbyt duże ustępstwa. Kronikarz nie zdążył już uznać swojego błędu w tak sceptycznej ocenie sytuacji, bo zmarł pod koniec tegoż roku. Nie mógł więc doświadczyć, że ten układ zapoczątkował na zapalnym pograniczu polsko-saskim długi okres tak potrzebnego obu stronom spokoju.

Thietmar przeczuwał jednak, że będzie to rok bardzo ważny, bo rozpoczął VIII księgę swojej kroniki właśnie „w roku 1018 od narodzenia Pańskiego, drugim indykcji [tj. okresu podatkowego], w szesnastym roku panowania najjaśniejszego pana Henryka [II], a czwartym jego cesarstwa” (VIII, 15). Po podsumowaniu wielu konfliktów, które dzieliły ludzi w różnych częściach państwa, prowadząc do morderstw i zniszczeń, doszedł do pesymistycznego wnios­ku, że „Rok ten mógłby snadnie się nazywać inaczej rokiem trzęsienia ziemi, albo rokiem wielkiej nędzy. Niewypowiedziane bowiem strapienia, jakie powstały na tym zmiennym świecie, wywołały wszędzie niepokój u jego mieszkańców” (VIII, 30). Ta ponura wizja odzwierciedla pesymizm ­saskich elit odnośnie do najbliższej przyszłości, która nie tylko Thietmarowi rysowała się w czarnych barwach.

O ile, mimo wewnętrznych niepokojów, dla cesarstwa nie był to rok obfitujący w przełomowe wydarzenia, czy choćby szczególnie ważny, o tyle dla państwa piastowskiego i dla jego władcy był to czas brzemienny w wielorakie skutki. Odzwierciedla to kronika Anonima Galla, który podobnie jak Thietmar również dostrzegł wagę wydarzeń z 1018 roku, ale skupił się tylko na zwycięskiej inwazji Chrobrego na Ruś. Toteż poświęcił temu wydarzeniu aż dwa rozdziały: I, 7 — Jak Bolesław z wielką mocą wkroczył na Ruś oraz I, 10 — O bitwie Bolesława z Rusinami. Oba są raczej ubarwionymi opowieściami niż chłodnymi relacjami typowymi dla Thietmara.

*

Rozważania o tym niezwykłym 1018 roku, który dla Chrobrego osobiście, ale też i dla jego państwa obfitował w ważne wydarzenia, można podzielić na kilka wątków. Proponuję skupić kolejno uwagę na ówczesnej sytuacji rodzinnej polskiego władcy (rozdz. 1), stosunkach panujących w państwie wczesnopiastowskim (rozdz. 2), skomplikowanych rozgrywkach prowadzonych przez niego na rozbudowanej geograficznie scenie geopolitycznej (rozdz. 3) oraz na teatrze działań militarnych, skupionych wówczas na kierunku wschodnim (rozdz. 4).

1. Rodzina

Już samo wyliczenie najbliższych mu osób, o których mamy jakieś informacje (siostra, trzej bracia przyrodni, cztery żony, siedmioro dzieci, jeden wnuk i przynajmniej jedna zanotowana w źródłach kochanka), pokazuje, jak skomplikowane musiało być życie uczuciowe Chrobrego, o którym każdy z członków jego rodziny na pewno miałby wiele do powiedzenia.

Niestety, w 1018 roku nie żyła już jego siostra Świętosława(?)1 Mieszkówna, która oczywiście znała go najdłużej i miała spojrzenie zarówno wewnątrzkrajowe (z czasów dzieciństwa i młodości na piastowskim dworze), jak i zewnętrzne, jako żona dwóch królów skandynawskich — najpierw Eryka Zwycięskiego w Szwecji (do 995 roku), a potem Swena Widłobrodego w Danii (do 1014 roku — z tego co najmniej dziesięć lat na wygnaniu w Polsce). Była też matką trzech królów: władcy Szwecji Olofa Skötkonunga (995-1021), króla Danii Haralda II (1014-1018) oraz władcy Anglii ­(1016-1035), Danii (1018-1035) i Norwegii (1028-1035) Kanuta I Wielkiego. Nie zachowała się żadna informacja o tym, co Mieszkówna robiła po odesłaniu jej na początku XI wieku przez jej duńskiego męża „do brata”, a więc do Polski. Swen pozbył się wtedy swojej piastowskiej żony, która zdążyła już urodzić mu dwóch synów i dwie lub trzy córki. Dopiero po jego śmierci w 1014 roku Harald II i Kanut I, którzy przejęli władzę po ojcu, sprowadzili ją z powrotem do Danii. Wkrótce Kanut zabrał ją ze sobą na wyprawę do Anglii, gdzie niebawem zmarła.

Mimo braku źródeł historycznych tak burzliwa biografia siostry Bolesława każe się domyślać, że w trakcie kilkunastoletniego pobytu w Polsce jeśli nawet nie „wtrącała” się w bieżące sprawy, to brat na pewno korzystał z jej ogromnego doświadczenia politycznego. Jedyny możliwy do uchwycenia ślad jej bytności w Polsce zdają się oferować specyficzne znaleziska archeologiczne. Można je powiązać z przywiezionym przez nią majątkiem i z orszakiem, który musiał towarzyszyć duńskiej królowej emigrantce.

Spośród odkryć, które bez wątpienia można łączyć ze Skandynawią, najciekawsze są fragmenty wytłoczonych ze srebrnej blachy i ozdobionych granulacją wieloramiennych krzyżyków, które znaleziono w Wolinie, Gralewie, Kątach i Dziekanowicach. Te tzw. zawieszki krzyżowate wyraźnie nawiązują swoją stylistyką do ekskluzywnej biżuterii wyprodukowanej najprawdopodobniej w warsztatach złotniczych pracujących na przełomie X i XI wieku dla duńskiego dworu Swena Widłobrodego. Polskie zabytki tego typu zdają się więc dowodzić obecności w państwie piastowskim członków najwyższej militarnej elity duńskiej. Rozłożenie tych znalezisk wzdłuż szlaku wodnego wiodącego znad Bałtyku, wzdłuż Odry i Warty, do położonego w centrum Wielkopolski Ostrowa Lednickiego, może wręcz wyznaczać trasę przejazdu królewskiego orszaku Świętosławy, która po drodze zapewne obdarowywała goszczących ją miejscowych notabli charakterystycznymi przedmiotami ze swojego skarbca.

Zwodniczy jest kształt tych zawieszek, mający oczywiste konotacje chrześcijańskie w postaci tzw. krzyży greckich z potrojonymi ramionami. Duńskie „krzyżyki” tego typu występują bowiem często w ramach znalezisk wiązanych z wierzeniami pogańskimi. Dobrze poświadcza to zawieszka krzyżowata znaleziona na cmentarzysku w wielkopolskich Dziekanowicach w grobie kobiecym nr 62/08 wydatowanym na pierwszą ćwierć XI wieku. Stanowiła ona część niezwykłego naszyjnika złożonego z kilkunastu tzw. kaptorg, czyli pojemników na przedmioty o charakterze amuletów (ryc. 1).

Nie jest to jedyny archeologiczny ślad skandynawski z tego czasu. Na przełomie X i XI wieku w państwie piastowskim rozprzestrzeniają się bowiem wykonane z drewna, poroża lub kości przedmioty codziennego użytku, bogato ozdobione w tzw. stylu pierścienio-łańcuchowym. Moda na nie musiała przyjść z Danii za pośrednictwem rzemieślników z Wolina, którzy twórczo rozwinęli motywy znane wcześniej z Wysp Brytyjskich. Zabytki te znaleziono nie tylko w ośrodkach nadbałtyckich (Wolinie, Kamieniu Pomorskim, Szczecinie i Gdańsku), ale też i w głębi lądu: w Żółtem, Santoku, Gnieźnie, Gieczu, Łeknie, Łęczycy, Lądzie, Miliczu, Nasielsku, Ostrowie Lednickim, a nawet i na Śląsku — w Opolu i Wrocławiu. Wybór tej specyficznej estetyki, całkowicie obcej tradycji słowiańskiej, zdaje się wskazywać obecność gustujących w niej ludzi przybyłych „z północy” w pierwszej ćwierci XI wieku. Pojawienie się tej chwilowej mody też daje się połączyć z napływem do Polski większej grupy Skandynawów, których można historycznie powiązać z przyjazdem duńskiej królowej.

Jeszcze lepszym znakiem ich dłuższej obecności są tzw. groby komorowe, tj. swoiste grobowce z rozbudowaną drewnianą konstrukcją naziemną, wznoszone ponad pochówkami niektórych osób z końca X i na początku XI wieku. Odkryto je na cmentarzyskach w Cedyni, Dziekanowicach, Bodzi koło Włocławka, Ciepłem koło Gniewu, Pniu koło Bydgoszczy, Kałdusie koło Chełmna oraz w Napolu, Ostrowitem i w Sandomierzu, a może też i w podwarszawskim Czersku oraz w krakowskim Zakrzówku. Odmienność takiego sposobu oznaczania miejsc pochowania zmarłych od dominującego wówczas w państwie piastowskim zwyczaju grzebania ciał w płaskich grobach ziemnych oraz wyniki badań genetycznych znalezionych tam szkieletów dowodzą pochodzenia złożonych w nich osób spoza obszaru Polski — najpewniej z kręgu cywilizacji skandynawskiej.

Specyfika i datowanie tych wszystkich znalezisk uzasadniają połączenie ich z okresem intensyfikacji stosunków polsko-duńskich. Jej punktem kulminacyjnym był przyjazd do Polski wraz z duńską królową większej grupy „Skandynawów”, których Chrobry przezornie rozesłał po swoim państwie. Nadanie im ziem w zamian za nadzór administracyjny i pomoc militarną byłoby transakcją korzystną dla obu stron. Mieszkając z dala od politycznego centrum państwa, przybysze zyskiwali względną samodzielność. Chrobry zaś, rozpraszając ich, unikał zagrożenia, które mogłoby wyniknąć z ich przebywania w jednym miejscu. Jeżeli to przypuszczenie jest słuszne, to ci ludzie lub ich potomkowie wciąż przebywali w Polsce w 1018 roku, pełniąc ważne funkcje polityczno-gospodarcze i dając początek wpływowym później rodom szlacheckim, np. Awdańcom.

Bolesław musiał przydzielić swojej siostrze siedzibę godną jej królewskiego statusu. I znów z pomocą w identyfikacji tego miejsca przychodzi archeologia. Dokonane już odkrycia mogą stanowić poważny argument za umieszczeniem Świętosławy w grodzie na Ostrowie Lednickim — jednym z najważniejszych ośrodków państwa wczesnopiastowskiego. To tam znaleziono ozdobiony węzłową trykwetrą fragment złotej ozdoby skandynawskiej (ryc. 2b), a na pobliskim cmentarzysku w Dziekanowicach odkryto wspomnianą już srebrną zawieszkę krzyżowatą (ryc. 2a) oraz kilka wspomnianych już, nietypowych dla ziem polskich grobowców „komorowych”.

 

Gród lednicki wyposażony przez Bolesława Chrobrego w kamienny pałac z prywatną kaplicą i w kościół jest jedynym miejscem, co do którego mamy kilka archeologicznych przesłanek sugerujących przebywanie tam arystokratycznej grupy przybyszów ze Skandynawii. Jakość tych znalezisk pozwala powiązać je z pobytem królowej emigrantki, której towarzyszyli przybysze z Danii. Po kilkunastoletniej obecności część z nich mogła pozostać w Polsce po jej wyjeździe w 1014 roku. To oni w 1018 roku stanowili pewnie część zmilitaryzowanej klasy zarządczej.

*

Prócz rodzonej siostry Bolesław miał też trzech braci przyrodnich: Świętopełka, Mieszka i Lamberta — synów Mieszka I i jego drugiej żony, saskiej margrabianki Ody Dytrykówny. Wiemy o nich tylko tyle, że wypędził ich wraz z matką z Polski już latem 992 roku, kiedy siłą przejmował jednoosobową władzę w państwie zbudowanym przez swojego ojca. Nie wiemy, czy któryś z nich żył jeszcze w 1018 roku. Na pewno żyła jeszcze wówczas w Saksonii ich matka Oda, tj. macocha Chrobrego, która po trudnym doświadczeniu z wielką polityką znalazła ukojenie w jednym z klasztorów w Kwedlinburgu. Nie pozwolono jej wrócić do klasztoru św. Wawrzyńca w Kalbe, skąd wyciągnięto ją w 979/980 roku, aby wydać za Mieszka I owdowiałego po śmierci księżnej Dąbrówki. W tej zmianie miejsca mniszej posługi Ody miała pewnie udział ta część saskiej hierarchii kościelnej, która nie wybaczyła jej zerwania ślubów zakonnych, do czego na pewno została zmuszona przez swojego ojca, margrabiego Marchii Północnej Dytryka. Ten przedstawiciel wpływowego saskiego rodu z Haldensleben liczył pewnie na wzmocnienie swojej pozycji przez spowinowacenie się z rosnącymi w siłę Piastami.

W każdym razie w 1018 roku księżna wdowa Oda nie odgrywała już żadnej roli politycznej i pięć lat później zmarła jako mniszka. Żadnej roli politycznej nie odegrali też jej trzej synowie, bo dostępne źródła nic o nich nie wspominają po 992 roku. Jednak niektórzy badacze doszukują się przyczyn wymuszonego czterdzieści lat później podziału Polski w zgłoszeniu pretensji politycznych ze strony jakichś potomków wygnanych przez Bolesława Chrobrego synów Mieszka I i Ody. Trudno inaczej wytłumaczyć, dlaczego w 1032 roku cesarz Konrad II przydzielił zarząd nad jedną z części piastowskiej monarchii jakiemuś Teodorykowi, którego w Rocznikach hildesheimskich nazwano wszak stryjecznym bratem (patruelis) Mieszka II.

Jest to jeden z wielu przykładów pokazujących, jak silna była w tym czasie tradycja równoważenia politycznych praw wszystkich członków dynastii — nawet tych z bocznej linii. Dowodzi to, że również w drugim pokoleniu można było zgłosić pretensje polityczne do schedy po swoim dziadku i w sprzyjających okolicznościach uzyskać stanowisko władcze, choć uzależnione od woli cesarskiego protektora. Takie roszczenia nie ulegały widać „przedawnieniu” i cierpliwie przypominane mogły zaowocować sukcesem politycznym.

*

Najwięcej do powiedzenia o radościach i rozterkach Bolesława miałaby jego trzecia żona, Emnilda. Niestety nie zachował się żaden jej komentarz, a miałaby o czym opowiadać, bo przecież przeżyła z nim niemal trzydzieści lat. Precyzyjnie ich stażu małżeńskiego nie da się obliczyć, gdyż nie znamy dokładnej daty ich ślubu (987/988) ani jej śmierci (1016/1017). W tym czasie urodziła pięcioro dzieci: trzy córki (znamy tylko imię najstarszej Regelindy) i dwóch synów — Mieszka Lamberta i Ottona, którzy żyli ze sobą w zgodzie tylko tak długo, jak długo żył ich srogi ojciec.

Według kronikarzy Emnilda miała mieć zbawienny wpływ na swojego męża, łagodząc zapalczywy charakter Bolesława. Biskup Thietmar (IV, 58), który na pewno widział ją w Merseburgu w 1013 roku, napisał, że „niestateczny umysł swojego męża ku dobremu zawsze kierowała i nie ustawała w zabiegach, by przez wielką szczodrobliwość w jałmużnach i umartwieniach odpokutować za grzechy ich obojga”. Taka opinia przetrwała też na dworze piastowskim, bo piszący ponad sto lat po jej śmierci Anonim Gall (I, 13) zapisał rozbudowaną anegdotę o tym, jak przebiegła księżna ratowała ludzi skazanych na śmierć przez porywczego męża: „[…] kobieta mądra i roztropna, wielu wydanych na śmierć [tj. skazanych przez męża] za przestępstwo wyrwała z rąk pachołków, ocaliła od bezpośredniego niebezpieczeństwa śmierci i w więzieniu, pod strażą zachowywała ich miłosiernie przy życiu, niekiedy bez wiedzy króla […] [który z czasem] ubolewał nad ich śmiercią ze względu na zacność ich rodziców i wyrażał żal, że kazał ich stracić. Wtedy czcigodna królowa, ręką głaskając pieszczotliwie zacną pierś króla, zapytywała go, czy sprawiłoby mu to przyjemność, gdyby przypadkiem jakiś święty wskrzesił ich z grobu. Król odpowiadał jej, że nie ma nic tak kosztownego, czego by nie dał, gdyby ktoś mógł ich z tamtego świata do życia przywołać, a ród ich uwolnić od plamy bezecności. Słysząc to mądra i wierna królowa oskarżała się jako winna i świadoma pobożnego podstępu, i wraz z dwunastu przyjaciółmi i ich żonami padała do nóg królowi, prosząc o przebaczenie winy własnej i skazańców. Król łaskawie ją obejmując i całując, rękoma podnosił z ziemi i pochwalał jej cnotliwy podstęp, a raczej dzieło miłosierdzia. I tejże samej godziny posyłano po owych więźniów, zachowanych przy życiu dzięki mądrości kobiecej, z odpowiednio licznym pocztem koni i naznaczano jadącym termin powrotu. Wtedy to rosła w zebranym gronie wszelka radość, skoro [okazywało się] jak roztropnie królowa dba o cześć króla i pożytek królestwa […]”.

Jeżeli jednak dokonamy spokojnej analizy faktów historycznych, to łagodząca rola Emnildy staje się mocno wątpliwa. To za jej życia bowiem Bolesław wykazywał największą ekspansywność i skłonność do rozstrzygania sąsiedzkich sporów siłą, a nawet do prowokowania konfliktów zbrojnych. Trwały pokój ze swoim wielkim przeciwnikiem Henrykiem II zawarł przecież dopiero w 1018 roku, tj. niedługo po jej śmierci. Może więc to księżna zapewniała mu tak ważne dla każdego człowieka wsparcie psychiczne, ułatwiając mu podejmowanie ryzykownych decyzji polityczno-militarnych? Może to jakieś wyniesione z jej dzieciństwa poczucie rodzinnej krzywdy ze strony cesarstwa sprawiało, że podtrzymywała Chrobrego w jego długotrwałej walce o zwierzchność nad południowym Połabiem? Może to jej resentymenty wzmacniały jego upór w podkreślaniu swojego, choćby i wyimaginowanego, „królewskiego” statusu? Może to ona wzmagała jego nieustępliwość w stosunku do cesarstwa?

Te pytania pozostaną bez odpowiedzi, ale nagłe podjęcie rokowań pokojowych w październiku 1017 roku i zamknięcie piętnastoletniej serii konfliktów z cesarstwem układem budziszyńskim już na początku 1018 roku jest zastanawiające. Wygląda bowiem na to, że Bolesławowi zabrakło nagle wewnętrznej siły, która napędzała jego skrajnie agresywną politykę zachodnią. Zadowolił się obustronnym uznaniem sytuacji geopolitycznej, w której kilkanaście lat ciężkich wojen nie przyniosło właściwie żadnej zmiany, bo sytuacja wróciła do stanu z 1002 roku. Czy kryła się za tym utrata wsparcia ze strony saskiej/połabskiej żony, wzmocniona żalem po jej śmierci tak wielkim, że podciął mu skrzydła? A może jednak ta nowa strategia zachodnia była zwyczajną w owych czasach koniunkturalną zmianą frontu politycznego spowodowaną przeniesieniem uwagi Chrobrego z zachodu na wschodnie pogranicze Polski?

Emnilda obdarzyła Bolesława trzema córkami. W 1018 roku wszystkie były już dorosłe i wypełniały role typowe dla księżniczek. Dwie wydano za mąż za cudzoziemców, wysyłając je w przeciwnych kierunkach — jedną do Saksonii, a drugą na Ruś. Trzecią przeznaczono do posługi duchownej, zapewniając jej pozycję opatki (abbatissa) w trudnym do zidentyfikowania klasztorze. Lakonicznie podsumował to w 1018 roku Thietmar: „jedna jest opatką, druga poślubiła [miśnieńskiego] grafa Hermana, a trzecia syna [ruskiego] króla Włodzimierza [tj. Świętopełka]”.

Trzy Bolesławówny stanowiły więc ważne węzły międzynarodowej sieci kontaktów politycznych, jaką cierpliwie budowali dwaj pierwsi Piastowie, tworząc wokół swojego państwa łańcuch powiązań międzydynastycznych. Na pewno służyły ojcu, jeśli nie konkretną pomocą w postaci interwencji u swoich wpływowych mężów lub zwierzchników kościelnych, to na pewno cennymi informacjami o sytuacji i nastrojach w ważnych ośrodkach politycznych sąsiednich państw. Mogły też zapewniać mu dyskretne wsparcie „dyplomatyczne” i budować w Saksonii i na Rusi korzystną atmosferę przychylności dla Polski i jej władcy, co zapewne w wielu wypadkach było pomocą wprost nieocenioną. To sprawiało, że historiograficznie „niewidzialne” córki mogły mieć faktycznie znacznie większy wpływ na sytuację geopolityczną niż ich pozostali w Polsce bracia, którzy otwarcie, choć nie zawsze skutecznie, działali na różnych scenach polityczno-militarnych.