Czas dobiega końcaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.

1 List św. Pawła do Koryntian 13, 1–2

Specjalne podziękowania autorzy składają tą drogą pani Elżbiecie Szałajko za nieocenioną pomoc w zbieraniu materiałów do książki w obliczu szalejącej pandemii koronawirusa oraz „Batonowi” Mazurowi za zdalne naprawienie laptopa w chwili krytycznej.

Dziękuję mojemu synowi Rafałowi za wsparcie i pomoc w pracy nad tą książką.


Teresa Kowalik

Okładka

Fahrenheit 451


Korekta i redakcja

Barbara Manińska


Dyrektor wydawniczy

Maciej Marchewicz


ISBN 9788380795365


Copyright © Teresa Kowalik, Przemysław Słowiński

Copyright © for Fronda PL Sp. z o.o., Warszawa 2020


Wydawca

Wydawnictwo Fronda Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

tel. 22 836 54 44, 877 37 35

faks 22 877 37 34

e-mail: fronda@fronda.pl


Konwersja

Epubeum

CZĘŚĆ I
Przepowiednie dla Polski

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym
20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wdziejach każdego prawie narodu pojawiali się prorocy, z mniejszą czy większą dokładnością przepowiadający jego przyszłość. Miał takowych i ma do dzisiaj także naród polski. Jeszcze w okresie świetności Rzeczypospolitej prorocy przewidywali jej upadek i to, co po nim nastąpiło. Przewidywali też ponowne klęski i ostateczne zmartwychwstanie. Przeor benedyktyńskiego klasztoru ojciec Eustachiusz przepowiedział na przykład potop szwedzki, rozbiory, narodowe powstania i powrót Polski na mapę Europy. I to już w 1449 roku!

Zapowiedzi jest bardzo wiele, głoszonych w wielu różnych językach świata. Akcentują też one najrozmaitsze wątki. Listę otwierają najstarsze proroctwa cenione przez kolejne pokolenia wyczuwające w nich prawdę objawioną prosto z Nieba. Proroctwa, których słowa przechowane zostały aż po czasy współczesne i które (a przynajmniej niektóre z nich) spełniają się na naszych oczach.

Podobno nikt nie zna dnia i godziny. Nostradamus, Baba Wanga czy Ojciec Pio… wszyscy czarno widzą przyszłość ludzkości i wieszczą koniec świata. Jednak wgłębiając się w treść tych proroctw można odnieść wrażenie, że wszystkie złe sygnały przesyłane dziś na ziemię ze świata nadprzyrodzonego w niewielkim tylko stopniu dotyczą naszej Ojczyzny. Nie ma w nich w ogóle mowy o apokalipsie, trzęsieniach ziemi, dniach ciemności, powszechnych zniszczeniach, wojnach i zamieszkach, ogniu spadającym z nieba, o krwi i łzach, śmierci i cierpieniu. We wszystkich jawi się dla Polski jasna i przyjazna przyszłość.

Co dziwne, zarówno objawienia mówiące o przyszłości świata, jak i te mówiące o jutrze Polski (czasami są to te same proroctwa), wskazują na bliżej nieokreślony „czas przemiany”. Kiedy on nadejdzie, naród polski nie doświadczy takich okropności, jakie mają się stać udziałem innych. Czy możemy więc założyć, że na naszych ziemiach historia będzie biegła zupełnie innym torem niż gdzie indziej?

Jak rozumieć te zapowiedzi? Czy mówią prawdę? Są objawieniami woli Bożej czy majaczeniami chorych umysłów? Nie pojmujemy ich do końca, ale czy możemy tak po prostu je odrzucić? Są przecież wśród nich także głosy osób, które powszechnie uznajemy za świętych.

Łączy je nie tylko zadziwiająca zgodność co do optymistycznej przyszłości naszego kraju, ale jeszcze coś. Coś bardzo ważnego. Domagają się mianowicie od nas dogłębnej zmiany sposobu życia. Domagają się nawrócenia. Taki właśnie – przypuszczalnie – jest cel prawdziwych objawień. Mamy powrócić do Ewangelii!

Na początku XVIII stulecia mniszka Nimfa Suchońska otrzymała od Zbawiciela wizję, w której mowa o częściowym powstaniu Polski na nowo w dwudziestym wieku. W drugiej części proroctwa możemy jednak przeczytać słowa następujące: „(…) w całości i wielkiej ozdobie w jakiś czas potem, jeśli przykazań strzec będzie pilnie”. Przekazane przez zakonnicę słowa Jezusa zawierają twardy warunek: „jeśli”… A więc tylko wtedy, gdy naród pójdzie drogą wiary i posłuszeństwa Ewangelii, to znajdzie pomoc Boga i Jego łaskę.

W 1850 roku w Licheniu Maryja za pośrednictwem pasterza Mikołaja Sikatki obiecała Polsce „specjalne potraktowanie: „Ku zdumieniu wszystkich narodów świata – z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej ludzkości. Wtedy poruszą się wszystkie serca radością, jakiej nie było przez tysiąc lat (…). Jeśli naród polski się poprawi, będzie pocieszony, ocalony i wywyższony”. Jeśli się poprawi…

Znakomicie współgrają z tym słowa Jezusa, które dotarły do mistyczki i stygmatyczki, świętej siostry Faustyny ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w jej widzeniu z roku 1938: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeśli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostatnie przyjście Moje”. Pięknie. Tylko znowu to „jeśli”…

Błogosławiony Bronisław Markiewicz w 1863 roku ogłosił proroctwa pełne nadziei, podkreślając chrześcijańską kulturę, która ma „ożywiać Polskę i promieniować na cały świat” (już bez żadnych „jeśli”). W spisanej w roku 1888 tajemniczej wierszowanej wizji arcybiskup nominat wileński i sufragan mohylewski, Sługa Boży Kościoła katolickiego Jan Feliks Cieplak zapowiedział niezwykłą rolę Polski w przyszłych dziejach świata.

 
Pokój się Boży ustali w Warszawie,
Wielka w przymierzach, bogactwie i sławie
Polska ku morzom granicami sięgnie.
Dla tych, co cierpią, przyjdzie dzień wesela,
Dla tych, co wątpią, dzień sądu i kary.
 

Wizjonerka i mistyczka Wanda Justyna Nepomucena Malczewska w piąty piątek Wielkiego Postu 1852 roku ujrzała Zbawiciela dźwigającego krzyż na Kalwarię. Jezus zasygnalizował jej też wtedy zagrożenia dla bytu Polski już po odzyskaniu niepodległości:

Zbliżają się czasy przewrotne – zapisała w swoim dzienniku. – Ojczyzna wasza będzie wolna od ucisku wrogów zewnętrznych, ale ją opanują wrogowie wewnętrzni. Przede wszystkim starać się będą wziąć w swe ręce młodzież szkolną i dowodzić będą, że religia w szkołach niepotrzebna, że można ją zastąpić innymi naukami. Spowiedź i inne praktyki religijne, kontrola Kościoła nad szkołami zbyteczna, bo ścieśnia myślenia ucznia. Krzyże i obrazy religijne ze sal szkolnych będą chcieli usunąć, aby te wizerunki chrześcijańskie nie drażniły Żydów. Przez młodzież pozbawioną wiary zechcą w całym narodzie wprowadzić niedowiarstwo. Jeżeli naród uwierzy temu i pozbędzie się wiary, straci przywróconą Ojczyznę.

Zapowiedziała też odrodzenie Ojczyzny z zastrzeżeniem: „niech strzeże wiary i nie dopuszcza niedowiarstwa… zdrady… niezgody i lenistwa, bo te wady mogą ją na powrót zgubić i to na zawsze! (…)”.

21 lat później, 15 sierpnia 1873 roku po nieszporach, Wanda, stojąc przed ołtarzem Matki Bożej, usłyszała od Niej:

Uroczystość dzisiejsza niezadługo stanie się świętem waszym narodowym, bo w tym dniu odniesiecie zwycięstwo świetne nad wrogami, dążącymi do waszej zagłady”. Na cud nad Wisłą przyszło czekać około 50 lat. „(…) Rosja rozsypie się, a klasztory przetrwają burze. Rosję spotka kara Boska za krew przez nią przelaną, wołającą o pomstę do nieba. Straszne klęski spadną na Polskę, ale jej nie zgniotą (…). Polska się ostanie – o ile sobie nie da wiary odebrać i będzie zawsze przedmurzem Kościoła”.

Wiele możemy się dowiedzieć o różnych postaciach w naszej historii, które odegrały w niej kluczową rolę. To kardynał August Hlond powiedział przecież, że „zwycięstwo przyjdzie przez Maryję”. Kardynał Stefan Wyszyński w trudnych komunistycznych czasach przygotował Polskę do Milenium Chrztu Polski oraz złożył Śluby Jasnogórskie. Dewizą polskiego papieża, świętego Jana Pawła II było Totus Tuus.

Totus Tuus – dewiza papieża Jana Pawła II, kilkakrotnie powtórzona w jego testamencie. Jest ona cytatem z modlitwy z Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Była zawołaniem biskupim Karola Wojtyły już w czasach krakowskich. „Te dwa słowa wyrażają całkowite przylgnięcie Maryi do Jezusa: »Tuus totus ego sum et omnia mea tua sunt«” – pisał św. Ludwik Maria; i tak to tłumaczył: „Jestem cały Twój, a wszystko, co moje, do Ciebie należy, mój ukochany Jezu, za sprawą Maryi, Twej świętej Matki”. „Nauczanie tego Świętego wywarło ogromny wpływ na pobożność maryjną wielu wiernych i na moje życie” – pisał z kolei polski papież. Rozbudowaną przez Jana Pawła II analizę tych tekstów kończy zapewnienie, że „wraz z Najświętszą Maryją Panną, tym samym macierzyńskim sercem, Kościół modli się, ufa i wstawia za zbawienie wszystkich ludzi”.

O Polsce wspomina przepowiednia fatimska przekazana w 1917 roku 10-letniej Lúcii Santos, późniejszej zakonnicy Zgromadzenia Sióstr św. Doroty w Vilar (Porto): „Naród polski przejdzie drogę odrodzenia. Po raz pierwszy odczyta i zrealizuje prawdziwe cele ludzkości. Od niego zależeć będzie przyszłość Europy. (…) W Polsce rozpocznie się odrodzenie świata przez ustrój, który wytworzy nowe prawa.

A będą to prawa „najmądrzejsze” i „najsprawiedliwsze”. Tak przynajmniej prorokowała w roku 1948 Służebnica Boża, niemiecka mistyczka i stygmatyczka Teresa Neumann: „W języku polskim będą głoszone najmądrzejsze prawa i najsprawiedliwsze ustawy, zaś Warszawa stanie się stolicą Stanów Zjednoczonych Europy. (…) Polska, która pierwsza karę poniosła, choć wina jej nie była największa, prędzej niż inni się podniosła. W czym zawiniła, przez to musiała doznać kary. Ale już bliski jest koniec jej pokuty. Wytrwa przy Kościele swoim i doczeka wyzwolenia. Nieprzyjaciołom swoim krzywdy pamiętać nie będzie, dobrem za zło zapłaci. Będzie mieć chwałę między narodami i skrzydła szeroko otwarte, rozszerzy też swoje granice. Weźmie narody wierne Kościołowi w nagrodę za swoją wierność.

 

Świetlaną przyszłość dla Polski przewidywał już w roku 1128 irlandzki biskup święty Malachiasz z Armagh (1094–1148): „(…) Polska powstając majestatycznie jak Feniks z popiołu, mężnie zrzuci pęta niewoli i stanie się jednym z mocarstw w Europie. Wy, mędrcy owych czasów, nie zdziwcie się, jeżeli Polska, wierna zasadom Chrystusowym i świadoma swych praw, nie zechce zrezygnować ani z jednej piędzi ziemi ongiś do niej należącej.

Do naszych czasów nie przechowało się żadne z jego proroctw. Malachiaszowi przypisuje się jednak przepowiednię o ostatnich papieżach, którą odnaleziono dopiero w roku 1595. Zawiera ona 112 krótkich sentencji łacińskich, opisujących pontyfikaty kolejnych papieży, aż do ostatniego Petrus Romanus – Piotra Rzymianina, którego pontyfikat zakończy się zniszczeniem Rzymu. (Ojciec Święty Jan Paweł II był 110!). Chociaż niektóre z nich są zadziwiająco trafne, trudno jednak zarówno o nich, jak i o ich autorze coś konkretnego powiedzieć. Co do całej listy Malachiasza, to spekuluje się, czy aby czasami Nostradamus nie „podłożył pod niego” swoich proroctw, aby były bardziej wiarygodne. W końcu to święty. Z pewnością nie są też autentyczne przypisywane mu „proroctwa” o losach Irlandii i Hiszpanii.

„Ludzkość stoi na apokaliptycznej krawędzi czasu – przekonuje Wincenty Łaszewski, autor książki Duchowa misja Polski. Proroctwa i wizje. – (…) Zło i występek zbiera wielkie żniwo. Również Polska położyła się na bezbożnym szlaku. Jednak Bóg ma wobec niej potężne plany – powołanie, do którego została stworzona”.

„Wielki naród grzeszników – napisała w recenzji jego książki Dorota Smosarska. – Tyle razy przyszło nam zawieść oczekiwania Nieba, ale Opatrzność wciąż pokłada w nas swoje nadzieje. Dlaczego właśnie my? Jaka jest nasza misja? Dlaczego Pan Bóg wysyła do nas swoich proroków, by nam o niej przypominali? Wincenty Łaszewski doszukuje się kilku przyczyn. Pierwsza to tzw. łaska niezasłużona, darmo dana. Druga przyczyna to historyczna: Polska uczyniła w swoich dziejach coś, co sprawiło, że stała się szczególnie umiłowana. Jednak analiza naszych dziejów nie odsłania nic szczególnego. Poza jednym: głęboka, żarliwa, niezwykła maryjność. Z Nią na ustach chodzono w bój, na piersiach zawieszano ryngrafy, na proporcach, sztandarach wypisywano Jej imię. Dość powiedzieć, że przez kilkaset lat to Bogurodzica była hymnem narodowym. Król Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656 roku oddawał Polskę pod królewską władzę Najświętszej Bożej Rodzicielki. Niestety, zdaniem wizjonerów, niedotrzymanie przyrzeczeń doprowadziło do licznych klęsk i wymagało odpokutowania”.

Czy rzeczywiście Polska jest krajem szczególnie przez Stwórcę umiłowanym, z którego wyjdzie iskra przygotowująca świat na ostatnie przyjście Jezusa w chwale?

Duchowny rzymskokatolicki, franciszkanin, zielarz, wizjoner, jasnowidz i uzdrowiciel Czesław Klimuszko uważany jest powszechnie za najsłynniejszego polskiego jasnowidza (zmarł w roku 1980). „Widzeń o charakterze ogólnoludzkim ani też żadnych przepowiedni nie podaję chociażby dlatego, aby nie były fałszywie interpretowane – napisał ojciec Klimuszko, dodając: – Gdybym miał żyć jeszcze 50 lat i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, bez wahania wybrałbym Polskę, pomimo jej nieszczęśliwego położenia geograficznego. Przez Europę przejdzie fala wojen i kataklizmów, tylko nad Polską nie widzę krwi i zniszczeń, lecz promienne blaski przyszłości”.

Przyjrzyjmy się więc nieco dokładniej najważniejszym i najbardziej wiarygodnym z proroctw dotyczących Polski oraz ludziom, którzy je wygłaszali.

Rozdział I .Polacy o Polsce

Przeor Eustachiusz (wiek XV)

Przepowiednia ojca Eustachiusza, przeora jednego z klasztorów Benedyktynów pod Warszawą, to zapewne najstarsze proroctwo dotyczące Polski, chociaż znamy jeszcze jedno starsze. Królowa Jadwiga Andegaweńska miała rzekomo oświadczyć, że po jej śmierci spadną na Krzyżaków straszne klęski. Tę groźbę-proroctwo wyrzekła na wiosnę 1398 roku. Nie mamy jednak pewności, że nie jest ono wymysłem Jana Długosza.

Przepowiednia ojca Eustachiusza natomiast pochodzi z połowy XV wieku, z roku około 1449, a więc z czasów rosnącej w siłę potęgi polskiego królestwa. Mówi o przyszłości naszej Ojczyzny, zarówno tej, którą dziś można uznać za już wypełnioną (bardzo ponurej), jak i tej będącej wciąż przed nami. Przeor Eustachiusz miał wizję, którą zesłał nań – jak twierdził – sam Bóg.

Początkowo nikt nie przejmował się „majaczeniami” podrzędnego mnicha, więc zakonnik pozostał osobą nieznaną – nie wiadomo ani kiedy się urodził, ani kiedy umarł, ani też, w jakim klasztorze pełnił funkcję przeora. Nie zachował się też oryginalny zapis przepowiedni. Jej treść znamy z odnalezionej w Bremie niemieckiej kopii z roku 1758, a tłumaczonej z łaciny. Losy oryginału są nieznane. Na język polski przetłumaczył ją dopiero w połowie XIX wieku Józef Chociszewski.

Wreszcie, po wielu latach ktoś odkrył, że przepowiednia ojca Eustachiusza sprawdza się w całej pełni. Niedocenianego dotąd mnicha wielu zaczęło traktować poważnie, jak chociażby król Szwecji Karol X Gustaw, który kazał przetłumaczyć sobie jego proroctwo na język rodzimy z łaciny.

Karol X Gustaw Wittelsbach – król Szwecji w latach 1654–1660, książę Zweibrücken-Kleeburg w latach 1652–1660. Część polskiej szlachty uważała, że Karol Gustaw będzie lepszym królem niż jego mało popularny kuzyn Jan Kazimierz, w związku z tym zaproponowała mu koronę. Stało się to pretekstem do rozpoczęcia tzw. drugiej wojny północnej, której polski epizod nazywany jest popularnie „potopem szwedzkim”. Był on jedną z odsłon wojen prowadzonych przez Szwecję, dążącą w tym czasie do całkowitej dominacji nad Morzem Bałtyckim. Rezultatem tego były wcześniejsze wojny z Polską o ujście Wisły i Inflanty. Konflikt miał również swoje korzenie w sporze o tron Szwecji w obrębie dynastii Wazów, do którego zgłaszali pretensje królowie polscy z tej dynastii. Kiedy Karol Gustaw w 1655 roku najechał Polskę, układ sił uległ zachwianiu i państwa ościenne, obawiające się wzrostu potęgi Szwecji, utworzyły przeciw niej silną koalicję. Szwedzki król planował najpierw podbój i rozbiór Polski, a później chciał to samo zrobić z Danią. Tych zamierzeń nie udało się mu jednak zrealizować, zdołał nas „tylko” doszczętnie ograbić. Gdy przebywał w 1660 roku w Göteborgu, dostał nocą udaru i zmarł, czyli mówiąc dawnym językiem: szlag go trafił1.

„Ja, Eustachiusz, przeor klasztoru Benedyktynów, przepowiadam ci Polsko, że zażyjesz wiele nędzy w przyszłych stuleciach – pisał zakonnik. – Zacna Polsko, jesteś szlachetna, wielka i wspaniała, lecz gardzisz ty swoimi mądrymi królami, a ponieważ nimi gardzisz, przeto pójdziesz w rozsypkę. Lew północy połączy się z czarnym orłem w ciemnej dolinie i zada ci dotkliwe uderzenie w pierś, aż twoje białe pióra krwią się zarumienią. Młodzieniec zza gór zstąpi na twe wyżyny i zada ci wielkie klęski. Potem nadchodzi potężny lew dwugłowy, który sprawi twój upadek, o wielka Polsko! Słońce skryje się przed tobą, a ty będziesz długi czas siedzieć w ciemności. Będą wielkie powstania i wiele krwi niewinnej się przeleje, to wołać będzie o pomstę do nieba, zagniewany Bóg ześle na was taką karę, że nie będzie końca biadaniom. Nieszczęśliwa i pożałowania godna Polsko! Będziesz wzdychała za pokojem, ale ten nie prędzej się zjawi aż w siódmej liczbie, a spełni się w czasie siedem razy siedem. Wtedy przyjdzie książę pokoju w całym blasku i pokój panować będzie w twych murach i pałacach”.

Co można odczytać z tej przepowiedni? Mnich zdaje się przepowiadać nastanie dla Rzeczypospolitej wielkich klęsk w kolejnych stuleciach: potopu szwedzkiego, rozbiorów, narodowych powstań, wreszcie powrotu Polski na mapę Europy.

Ojciec Eustachiusz przewiduje upadek narodu, który „gardzi swymi mądrymi królami”. Znamy to dobrze z naszej historii pod nazwą „złotej wolności” szlacheckiej, która w XVIII wieku przybrała karykaturalną wręcz postać, stając się przeciwieństwem tego, z czego powstała – idei demokratycznej wspólnoty wolnych narodów, „wolność swą samodzielnie ubezpieczających”.

Początek praw gwarantujących w Polsce niespotykaną w ówczesnej Europie wolność szlachecką stanowiły tzw. artykuły henrykowskie spisane na sejmie elekcyjnym 20 maja 1573 roku, a następnie przedstawione do podpisania Henrykowi Walezemu jako warunek objęcia tronu Rzeczypospolitej.

Po śmierci Zygmunta Augusta szlachta stanęła wobec konieczności wyboru króla. Ustaliła wówczas szereg zasad, które stworzyły podstawę ustrojową nowożytnej monarchii elekcyjnej. Uchwalone w okresie pierwszego bezkrólewia artykuły henrykowskie (1573), których nazwa pochodzi od imienia pierwszego polskiego króla elekcyjnego Henryka Walezego, jako prawa fundamentalne były niezmienne i musiał je przed koronacją zaprzysiąc każdy król Polski. Głównymi zasadami tego aktu prawnego było zagwarantowanie wolnej elekcji (elekcji viritim), zakazu dziedziczenia tronu, prowadzenia polityki zagranicznej w porozumieniu z senatem, niezwoływanie pospolitego ruszenia bez zgody sejmu, który powinien być zwoływany raz na dwa lata. W skład artykułów weszły także postanowienia konfederacji warszawskiej, gwarantującej wolność religijną. W wypadku pogwałcenia postanowień przez króla szlachta miała prawo do wypowiedzenia mu posłuszeństwa.

W Rzeczypospolitej istniało silne przekonanie o wyższości rodzimego ustroju nad systemami politycznymi innych państw. Szlachta uważała, że jedynie Polska korzysta z prawdziwej wolności, która chroni ją przed tyranią jedynowładztwa. Jednocześnie „panowie bracia” nie wątpili, że owa wolność przysługuje jedynie im – ze względu na przyrodzoną zacność oraz sprawowaną przez nich funkcję obrońców kraju. Poczucie wyższości stało się z czasem bezkrytyczne, a umacniał je fakt, że ugruntowanie swobód i praw szlacheckich zbiegło się w czasie z rozkwitem potęgi Rzeczypospolitej. To jednak, co było siłą jeszcze dwieście, czy nawet sto lat wcześniej, w XVIII stuleciu stało się zarzewiem katastrofy. Jednak samouwielbienie trwało dalej, nawet w czasach klęsk i wojen.

„Magnateria do gruntu zdeprawowana, skorumpowana i wyzbyta patriotyzmu, jej wychowanie i obyczaje tłumią w niej wszelką iskrę cnót obywatelskich” – pisał o Rzeczypospolitej w XVIII stuleciu brytyjski dyplomata Nathaniel William Wraxall.

„Lew północy połączy się z czarnym orłem w ciemnej dolinie i zada ci dotkliwe uderzenie w pierś, aż twoje białe pióra krwią się zarumienią” – napisał ojciec Eustachiusz. Niewątpliwie miał tu na myśli wspomnianego wyżej króla szwedzkiego Karola X Gustawa Wittelsbacha i dokonany przez jego wojska szwedzki „potop”. Karol Gustaw połączył swoje siły z siłami elektora Brandenburgii Fryderyka Wilhelma I (pradziada Fryderyka II Wielkiego), króla Prus, panującego równocześnie jako książę pruski – czyli lennik Korony polskiej. Ten ostatni dopuścił się zdrady, gdyż jako wierny lennik służyć miał wiernie Rzeczypospolitej. Jak można dowiedzieć się z opracowań historycznych, najeźdźcy spiskowali przeciwko królowi polskiemu potajemnie, czyli w „ciemnej dolinie”.

Wojna ze Szwecją była długa i wyczerpująca. Formalnie zakończył ją pokój zawarty w Oliwie w roku 1660. Najazd wojsk szwedzkich miał miejsce, gdy Rzeczpospolita prowadziła wyniszczającą wojnę obronną z Rosją, która wiosną i latem 1654 roku najechała ponad połowę jej terytorium (potop rosyjski) i wsparła trwające od 1648 roku powstanie Chmielnickiego2. Zajęcie przez Rosjan Ukrainy i większości terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego stanowiło zagrożenie dla szwedzkich wpływów nad Bałtykiem i było bezpośrednią przyczyną wkroczenia Szwedów do Polski i na Litwę w 1655 roku. Zaangażowana w wojnę z najazdem rosyjskim i osłabiona kozackimi powstaniami Rzeczpospolita nie zdołała odeprzeć militarnie najazdu Szwedów w 1655 roku, czego wyrazem było poddanie się wojsk pospolitego ruszenia, a nawet wypadki współpracy i podporządkowania się królowi szwedzkiemu.

 

Od wiosny 1656 roku zaczął jednak wzrastać opór armii koronnej, pojawiły się pierwsze sukcesy militarne, to z kolei zaczęło powoli doprowadzać do równowagi pomiędzy przeciwnikami. Jesienią tego roku wskutek poprawienia się sytuacji międzynarodowej, większość wojsk szwedzkich wycofała się z Polski (do czerwca 1657 r.). Szwedzi od tego czasu byli już w defensywie i utrzymywali pod swoją kontrolą jedynie niektóre twierdze, z Toruniem na czele.

Chociaż ostatecznie Szwedzi zostali wyparci, to jednak poniesione przez Rzeczpospolitą straty w wyniku walki z kilkoma przeciwnikami oraz koszty ustępstw pokojowych były ogromne. Kraj został maksymalnie wyniszczony i wykrwawiony: „aż twoje białe pióra krwią się zarumienią”. Szacuje się, że w wyniku działań wojennych ludność Warszawy zmniejszyła się aż o 90 proc. Do tej pory w większości nie zostały odzyskane zagrabione przez Szwedów dobra kultury polskiej, m.in. zrabowane z Zamku Królewskiego w Warszawie dwa brązowe lwy zdobiące do dzisiaj siedzibę królewską w Sztokholmie.

W tym samym czasie trwała nie tylko wojna z Rosją, Szwecją i Kozakami, ale jednocześnie z południa, zza gór, najechał Rzeczpospolitą (1657 r.) władca Siedmiogrodu Jerzy II Rakoczy – „Młodzieniec zza gór zstąpi na twe wyżyny i zada ci wielkie klęski”. Rakoczy, który dokonał wielkich spustoszeń (szczególnie na Podkarpaciu), ostatecznie został rozbity w dwóch bitwach stoczonych w lipcu 1657 roku: pod Magierowem i pod Czarnym Ostrowem.

* * *

Kraj praktycznie bez armii, ze słabą władzą centralną, za to z bardzo silnymi, prywatnymi wewnętrznymi księstwami, realnie będącymi zupełnie niezależną siłą lokalną, bez żadnych reform ustrojowych – nie mógł przetrwać w Europie, w której wciąż wzmacniały się tendencje absolutystyczne. Rzeczywiście, kraj, w którym szlachta cieszyła się, że jest słaby, bo: „słabego nikt się nie boi i nikt go nie będzie atakował” – został podzielony pomiędzy trzy europejskie mocarstwa. Prawie bez walki. To także epizod dobrze znany wszystkim pobieżnie choćby znającym własną historię. Do I rozbioru Polski doszło w roku 1772. Rosja, Prusy i Austria 5 sierpnia tego roku podpisały w Petersburgu traktat dotyczący podziału ziem Rzeczypospolitej. „Rzeczpospolita została unicestwiona nie z powodu anarchii wewnętrznej, została unicestwiona dlatego, że wielokrotnie próbowała się reformować” – napisał Norman Davies.

„Potem nadchodzi potężny lew dwugłowy, który sprawi twój upadek, o wielka Polsko! – wieszczył ojciec Eustachiusz. – Słońce skryje się przed tobą, a ty będziesz długi czas siedzieć w ciemności”. Tym „dwugłowym lwem” była oczywiście Moskwa, co ostatecznie za panowania carycy Katarzyny II doprowadziło do całkowitego upadku państwa polskiego (Rosja podzieliła się nim z Prusami i Austrią). Katarzyna kazała sobie przewieźć do Petersburga tron polskich władców i zamieniła go w… wychodek. I skonała na nim…

Kamerdyner znalazł carycę na korytarzu prowadzącym do toalety w Carskim Siole. Leżała nieprzytomna, z pianą na ustach. Jej stan był beznadziejny. Żyła jeszcze dwie doby. Umarła 17 listopada 1796 roku, nie odzyskawszy przytomności. Miała 67 lat. Wokół okoliczności śmierci carycy Katarzyny narosło wiele legend. Jedna z nich, wspomniana przez Wacława Gąsiorowskiego i Waldemara Łysiaka, głosi, że zginęła w toalecie, siadając na sedesie, w którym był zamontowany sprężynowy bagnet. Inna, że jej zgon miał być bezpośrednim następstwem sprzecznych z naturą prób spółkowania z ogierem w pałacowej stajni. Tak naprawdę umarła jednak na wylew krwi do mózgu. Jak relacjonował naoczny świadek: „(…) Nie zdradzała żadnych oznak cierpienia i wydaje się, że umierała szczęśliwie, tak jak szczęśliwe były jej rządy”.

Pierwszy rozbiór przyniósł narodowi otrzeźwienie. Czołowi pisarze doby stanisławowskiej poddali „złotą wolność” miażdżącej krytyce. Celem zaplanowanych reform było przywrócenie równowagi między władzą a społeczeństwem. Kilkadziesiąt lat później, szczególnie w okresie romantyzmu, pojawiły się głosy rehabilitujące dawne swobody. Upadek państwa tłumaczono odstąpieniem od pierwotnych zasad powszechnej wolności. Ten pogląd spotkał się z kolei z krytyką pozytywistów. Tradycja romantyczna powróciła w latach pierwszej wojny światowej. Jednak nawet najbardziej zagorzali obrońcy wartości Rzeczypospolitej szlacheckiej przyznawali, że w XVII i XVIII wieku pojęcie wolności uległo wypaczeniu, a przebudowy państwa dokonał dopiero Sejm Wielki.

„Będą wielkie powstania i wiele krwi niewinnej się przeleje, to wołać będzie o pomstę do nieba, zagniewany Bóg ześle na was taką karę, że nie będzie końca biadaniom”. Potrzeba było morza krwi i poświęcenia kolejnych pokoleń, aby Polskę wyciągnąć z ciemności zaborów i wyrwać ją z kajdan niewoli, sprowadzonej tam przez gnuśność i głupotę przodków. Synowie herbowych zdrajców własną krwią zmywali hańbę antenatów walcząc u boku Napoleona, bijąc z nim Prusaków, Austriaków i goniąc Moskali aż do bram Kremla, po którego bruku dwieście lat wcześniej brzęczały podkowy husarskich koni ich przodków – zdobywców Moskwy.

Gdy jednak zgasła ta Gwiazda Zaranna, zasypana siłą bagnetów zwolenników skostniałego ancien regime’u z całej Europy, szlachcice polscy dalej walczyli i przelewali krew w powstaniach oraz zrywach narodowowyzwoleńczych: konfederacji barskiej, powstaniu listopadowym, insurekcji kościuszkowskiej czy powstaniu styczniowym. Opuszczeni, samotni, pozbawieni nadziei na przyszłość, szli do walki z Moskalem i Prusakiem z głęboką wiarą w słuszność swojej ofiary. Dopiero te młode życia i ta straceńcza krew, przelana w nierównej walce, musiała zmyć głupotę i hańbę ich przodków.

* * *

Końcowe słowa proroctwa ojca Eustachiusza mówią o odrodzeniu nie tylko polskiej państwowości, lecz również o odrodzeniu duchowym. Brzmią dość tajemniczo i są otwarte na wiele interpretacji. Nic też w tym dziwnego, że szczególnie ta ostatnia część przepowiedni od lat skłania wielu badaczy do prób rozszyfrowania „kodu proroctwa”.

„Nieszczęśliwa i pożałowania godna Polsko! Będziesz wzdychała za pokojem, ale ten nie prędzej się zjawi aż w 7-mej liczbie, a spełni się w czasie siedem razy siedem. Wtedy przyjdzie książę pokoju w całym blasku i pokój panować będzie w twych murach i pałacach”. To najdziwniejsze słowa z całego proroctwa i właściwie nie wiadomo, jak należy je odczytać. O cóż więc może chodzić? Siódma liczba, która spełni się w czasie siedem razy siedem i wówczas ma nastać pokój?

Profesor Bartłomiej Groch3, który interpretował przepowiednię w roku 1938 stwierdził, że powinno się ją liczyć w następującym systemie, w którym każda siódemka jest zespolona z poprzednią: 1 x 7 + 2 x 7 + 3 x 7 + 4 x 7 + 5 x 7 + 6 x 7 + 7 x 7 = 7 + 14 + 21 + 28 + 35 + 42 + 49 = 196, przy czym odrodzenie Polski ma nastąpić przy końcu szóstego i na początku siódmego okresu, czyli z sumy 196 lat należy odjąć 49 i powstaje wynik 147 lat. Tyle lat upłynęło (mniej więcej – należy bowiem pamiętać, że przepowiednie bardzo rzadko są dokładne w stu procentach w kwestii liczb, dat czy poszczególnych wydarzeń), od roku 1772 – czyli od pierwszego rozbioru Polski, do roku 1918/1919 – czyli uzyskania przez Polskę niepodległości. Natomiast liczba 196 lat, liczona od trzeciego i ostatniego rozbioru Polski (1795 r.), wskazuje na rok 1991, czyli upadek (transformację) systemu komunistycznego i powstanie (quasi) wolnych państw w Europie Środkowej i Wschodniej. W marcu 1991 roku rozwiązano w Moskwie struktury wojskowe Układu Warszawskiego, w czerwcu – Radę Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Suwerenność 16 listopada 1988 roku ogłosiła Estonia (dotychczasowa Estońska SRR), zapoczątkowując tym samym rozpad Związku Sowieckiego, zakończony deklaracją o samorozwiązaniu ZSRS, uchwaloną przez Radę Najwyższą 26 grudnia 1991 roku.

Mimo sukcesów w polityce zagranicznej, za które Michaił Gorbaczow otrzymał 5 czerwca 1991 roku Pokojową Nagrodę Nobla, w kraju narastała krytyka. Prezydent nie potrafił sprostać narastającym konfliktom narodowościowym i niepodległościowym dążeniom sowieckich republik. Lawirował pomiędzy zwolennikami zmian a ich przeciwnikami dążącymi do siłowego stłumienia tendencji demokratyzacyjnych. Wywoływało to niezadowolenie obu stron i skłaniało je do radykalizacji działań. W Związku Sowieckim partia komunistyczna utraciła konstytucyjną gwarancję monopolu na władzę, a Gorbaczow poszukiwał alternatywnego dla KPZS oparcia władzy. W czerwcu 1991 roku lider obozu demokratycznego Borys Jelcyn zwyciężył w wyborach prezydenckich w Federacji Rosyjskiej, zdobywając ogromny wpływ na większość obszaru państwa.

1Szlag (jeszcze dawniej apopleksja) – nagły wylew krwi do mózgu.
2Bohdan Zenobi Chmielnicki – hetman zaporoski, przywódca powstania kozackiego przeciwko Rzeczypospolitej w latach 1648–1657, bohater narodowy Ukrainy.
3Bartłomiej Groch (1881–1968) – pedagog, historyk, popularyzator wiedzy.