Całkiem zwyczajny krajTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Po­nie­waż en­de­cja ta­kże ry­wa­li­zo­wa­ła o po­par­cie chło­pów i po­nie­waż znacz­na część lud­no­ści wiej­skiej mia­ła osta­tecz­nie zwró­cić się ku or­ga­ni­za­cjom ukra­ińskim lub bia­ło­ru­skim, Pol­skie Stron­nic­two Lu­do­we ni­g­dy nie sta­ło się tak wiel­kie, jak mo­żna by ocze­ki­wać, bio­rąc pod uwa­gę struk­tu­rę de­mo­gra­ficz­ną Eu­ro­py pó­łnoc­no-wschod­niej. psl za­wsze jed­nak na­le­ża­ło do naj­wa­żniej­szych gra­czy na sce­nie po­li­tycz­nej no­wo­cze­snej Pol­ski, wcho­dząc, z uwa­gi na swo­ją dwu­znacz­ną po­zy­cję ide­ową, w so­ju­sze za­rów­no z le­wi­cą, jak i z pra­wi­cą. Or­ga­ni­za­cja wy­wo­dzi­ła swój ro­do­wód od gru­py zwa­nej Stron­nic­twem Lu­do­wym, za­ło­żo­nej w Ga­li­cji w 1895 roku; „P”, czy­li „Pol­skie”, do­da­no w 1903. Choć w roz­wo­ju par­tii wa­żną rolę ode­gra­ło wie­le osób, naj­bar­dziej wpły­wo­wym przy­wód­cą stał się Win­cen­ty Wi­tos. W prze­ci­wie­ństwie do wszyst­kich po­sta­ci ży­cia po­li­tycz­ne­go, o któ­rych wspo­mnia­łem wcze­śniej, Wi­tos uro­dził się w bar­dzo bied­nej ro­dzi­nie: jego ro­dzi­ce miesz­ka­li w jed­no­izbo­wej cha­cie, sta­ra­jąc się zwi­ązać ko­niec z ko­ńcem na nie­ca­łych dwóch hek­ta­rach zie­mi. Wi­tos miał za sobą za­le­d­wie czte­ry lata for­mal­nej edu­ka­cji, gdy w wie­ku czter­na­stu lat za­czął pra­co­wać jako drwal. Mniej wi­ęcej w tym cza­sie za­czął in­te­re­so­wać się po­li­ty­ką, a gdy miał lat dzie­wi­ęt­na­ście, opu­bli­ko­wał pierw­szy ar­ty­kuł w ad­re­so­wa­nym do chło­pów cza­so­pi­śmie. Na­le­żał do gro­na pierw­szych człon­ków po­wsta­łe­go w 1895 roku Stron­nic­twa Lu­do­we­go. W 1903 roku zna­la­zł się w ra­dzie psl, a w la­tach 1908–1914 re­pre­zen­to­wał swo­ją par­tię w sej­mie ga­li­cyj­skim.

Nie da się mó­wić o ide­olo­gii lu­do­wców w sen­sie for­mal­nym, po­nie­waż od sa­me­go po­cząt­ku w ru­chu lu­do­wym ist­nia­ło wie­le we­wnętrz­nych spo­rów. Sam Wi­tos miał ode­grać klu­czo­wą rolę w po­dzia­le psl na dwa odła­my, do cze­go do­szło w 1913 roku: bar­dziej kon­ser­wa­tyw­ne i bar­dziej pa­trio­tycz­ne skrzy­dło, do któ­re­go wsze­dł Wi­tos, na­zwa­ło się psl-Piast, na­to­miast skrzy­dło ra­dy­kal­ne – psl-Wy­zwo­le­nie. Tym, co łączy­ło wszyst­kich lu­do­wców, było pra­gnie­nie za­cho­wa­nia świa­ta nie­za­le­żnych chło­pów-go­spo­da­rzy po­mi­mo ogrom­nych na­ci­sków zmie­rza­jących do cze­goś wręcz prze­ciw­ne­go. Pa­mi­ęć o pa­ńsz­czy­źnie była wci­ąż świe­ża, dla­te­go oso­bi­sta nie­za­le­żno­ść po­zo­sta­wa­ła dla ka­żde­go chło­pa wa­żnym ce­lem. Po­rzu­ce­nie wsi dla mia­sta ozna­cza­ło re­zy­gna­cję z tej nie­za­le­żno­ści, jed­nak bar­dziej bez­po­śred­nim za­gro­że­niem była nędza, któ­ra mo­gła wpędzić ro­dzi­nę we wspo­mnia­ne już po­łow­nic­two. Był to sys­tem sto­so­wa­ny przez wiel­kich wła­ści­cie­li ziem­skich, aby od­su­nąć od sie­bie ry­zy­ko zwi­ąza­ne z upra­wą roli. Chło­pi do­sta­wa­li zie­mię, z któ­rej mie­li pła­cić czynsz; je­śli zbio­ry były do­bre, wła­ści­ciel ziem­ski za­wsze mógł czynsz pod­nie­ść, je­śli na­to­miast były złe, chłop tak czy owak mu­siał pła­cić. Jak ła­two prze­wi­dzieć, wpędza­ło to chło­pów w nie­ko­ńczące się za­dłu­że­nie i jesz­cze bar­dziej ogra­ni­cza­ło ich nie­za­le­żno­ść. Tyl­ko po­sia­da­nie zie­mi na wła­sno­ść mo­gło uchro­nić chło­pów od osu­ni­ęcia się w po­łow­nic­two, nie było jed­nak o to ła­two w sy­tu­acji, w któ­rej szlach­ta (ni­kły pro­cent po­pu­la­cji) po­sia­da­ła mniej wi­ęcej po­ło­wę zie­mi, ska­zu­jąc tym sa­mym mi­lio­ny chło­pów na ko­niecz­no­ść dzie­le­nia mi­ędzy sie­bie tego, co po­zo­sta­ło.

Nie­za­le­żnie od tego, ja­kie roz­wi­ąza­nia pro­po­no­wa­li lu­do­wcy, aby po­pra­wić ży­cie zu­bo­ża­łych chło­pów, naj­pil­niej­szą spra­wą po­zo­sta­ła re­for­ma rol­na: do­ma­ga­li się, aby pa­ństwo ode­bra­ło zie­mię naj­wi­ęk­szym po­sia­da­czom i do­pro­wa­dzi­ło do bar­dziej zrów­no­wa­żo­ne­go po­dzia­łu wła­sno­ści. Uwłasz­cze­nie prze­pro­wa­dzo­no w za­bo­rze ro­syj­skim po po­wsta­niu stycz­nio­wym, kie­dy pa­ństwo ca­rów po­sta­no­wi­ło uka­rać pol­ską szlach­tę i jed­no­cze­śnie zdo­być lo­jal­no­ść chło­pów. Nie za­dzia­ła­ło to zbyt do­brze, po­nie­waż szlach­ta uzy­ska­ła za utra­co­ną zie­mię od­szko­do­wa­nie, przy czym pie­ni­ądze po­cho­dzi­ły z wy­so­kich opłat na­kła­da­nych na chło­pów, któ­rzy nie­rzad­ko mu­sie­li się za­dłu­żać, żeby zdo­być fun­du­sze. Tak czy owak, idea re­for­my rol­nej (któ­ra mia­ła iść o wie­le da­lej niż uwłasz­cze­nie, obej­mu­jące sam fol­wark szla­chec­ki) cie­szy­ła się nie­słab­nącą po­pu­lar­no­ścią na wsi. Na­to­miast eko­no­mi­sta mó­głby uznać, że na­wet naj­da­lej idąca re­for­ma rol­na nie­wie­le by po­mo­gła, po­nie­waż bez­rol­nych chło­pów było tylu, że nie­za­le­żnie od for­my re­dy­stry­bu­cji ka­żdy i tak otrzy­ma­łby ma­lut­ką dzia­łkę, bez szan­sy na pro­duk­cję po­zwa­la­jącą uzy­skać do­chód od­po­wied­ni dla go­spo­dar­stwa ryn­ko­we­go. Tyle że nie o to cho­dzi­ło: chło­pi nie dąży­li do tego, by zo­stać wiej­ski­mi ka­pi­ta­li­sta­mi i za­ra­biać dość, by uczest­ni­czyć w no­wo­cze­snej go­spo­dar­ce. Dla wi­ęk­szo­ści z nich ce­lem było zdo­by­cie ta­kiej ilo­ści zie­mi, któ­ra by wy­star­cza­ła na utrzy­ma­nie ro­dzi­ny i tym sa­mym unik­ni­ęcie doli bez­rol­ne­go chło­pa lub ko­niecz­no­ści prze­pro­wadz­ki do mia­sta.

Wie­le czyn­ni­ków zło­ży­ło się na to, że ruch lu­do­wy nie zdo­łał stwo­rzyć jed­nej wiel­kiej or­ga­ni­za­cji, któ­rej ska­la od­po­wia­da­ła­by od­set­ko­wi lud­no­ści wiej­skiej w po­pu­la­cji. Naj­wa­żniej­szą przy­czy­ną po­dzia­łów była ro­snąca po­tęga na­cjo­na­li­zmu. Dzia­ła­cze ru­chu na­ro­do­we­go ci­ężko pra­co­wa­li w ostat­nich trzy­dzie­stu la­tach xix wie­ku (a w nie­któ­rych re­gio­nach na­wet dłu­żej), sze­rząc ideę, zgod­nie z któ­rą ka­żdy mógł mieć jed­ną i tyl­ko jed­ną to­żsa­mo­ść na­ro­do­wą. Do 1900 roku wy­si­łki te od­nio­sły znacz­ny suk­ces, przy­naj­mniej na naj­bar­dziej pod­sta­wo­wym po­zio­mie. Na­wet je­śli skraj­na ide­olo­gia en­de­cji oka­za­ła się atrak­cyj­na je­dy­nie dla nie­wiel­kie­go od­set­ka ad­re­sa­tów, przy­tła­cza­jąca wi­ęk­szo­ść lu­dzi na­uczy­ła się osta­tecz­nie okre­ślać sama sie­bie za po­mo­cą „od­po­wied­niej” et­nicz­no-na­ro­do­wej ka­te­go­rii. Kie­dy więc w 1895 roku w Ga­li­cji po­wsta­ło Stron­nic­two Lu­do­we, sku­pi­ło się przede wszyst­kim na chło­pach pol­sko­języcz­nych, do tego stop­nia, że w 1903 roku przy­jęło na­zwę „Pol­skie” Stron­nic­two Lu­do­we. De­cy­zja ta nie była wca­le tak oczy­wi­sta, jak mo­gło­by nam się dziś wy­da­wać. W Ga­li­cji wśród pierw­szych za­ło­ży­cie­li ru­chu lu­do­we­go zna­le­źli się lu­dzie, któ­rzy wkrót­ce mie­li stać się wa­żny­mi po­sta­cia­mi ukra­ińskie­go ru­chu na­ro­do­we­go. W po­cząt­kach xx wie­ku co­raz trud­niej było za­cho­wać tego ro­dza­ju ela­stycz­no­ść. Sam Wi­tos był bar­dzo przy­wi­ąza­ny do przy­miot­ni­ka „pol­skie” i uwa­żał mo­bi­li­zo­wa­nie chło­pów wo­kół pa­trio­ty­zmu oraz spra­wy nie­pod­le­gło­ści za rów­nie wa­żne jak mo­bi­li­zo­wa­nie ich wo­kół kwe­stii go­spo­dar­czych. Zbli­żył się ta­kże do ru­chu anty­se­mic­kie­go, acz­kol­wiek nie w jego naj­skraj­niej­szej po­sta­ci, opar­tej na teo­riach spi­sko­wych.

Tym­cza­sem ukra­ińscy chło­pi w Ga­li­cji Wschod­niej i w Ce­sar­stwie Ro­syj­skim po­szli wła­sną dro­gą. Już na po­cząt­ku xix wie­ku nie­któ­rzy et­no­gra­fo­wie i języ­ko­znaw­cy pod­kre­śla­li, że na zie­miach sta­no­wi­ących po­łu­dnio­wo-wschod­nią część daw­nej Rze­czy­po­spo­li­tej ist­nie­ją swo­ista kul­tu­ra i od­ręb­ny język. Było rze­czą oczy­wi­stą, że miesz­ka­ńcy tych te­re­nów nie po­słu­gu­ją się „do­brą” pol­sz­czy­zną ani „do­brym” ro­syj­skim, jed­nak to, jak wła­ści­wie mó­wią, było w xix wie­ku przed­mio­tem spo­rów i wie­le cza­su mu­sia­ło upły­nąć, nim ich „dia­lekt” uzna­no osta­tecz­nie za „język”. Nie ist­niał zresz­tą je­den okre­ślo­ny spo­sób po­słu­gi­wa­nia się tym języ­kiem, po­nie­waż uży­wa­no go w re­gio­nie roz­ci­ąga­jącym się pra­wie na ty­si­ąc ki­lo­me­trów ze wscho­du na za­chód, na ob­sza­rach wiej­skich, gdzie mo­bil­no­ść była nie­wiel­ka, a trans­port bar­dzo kiep­ski. Ba­da­cze za­bra­li się jed­nak do pra­cy i w 1818 roku opu­bli­ko­wa­no pierw­szą gra­ma­ty­kę języ­ka ukra­ińskie­go, a w 1823 pierw­szy słow­nik. Języ­ki ta­kie jak an­giel­ski, fran­cu­ski czy pol­ski roz­wi­ja­ły się dzi­ęki wspar­ciu in­sty­tu­cji pa­ństwo­wych i kul­tu­ry li­te­rac­kiej, Ukra­ińcy nie mie­li ta­kich mo­żli­wo­ści przed wie­kiem xx. Wcze­śniej nie było szkół, w któ­rych uczo­no by dzie­ci „po­praw­ne­go” ukra­ińskie­go, tak więc w języ­ku funk­cjo­no­wa­ło wie­le we­wnętrz­nych od­mian. Uło­że­nie gra­ma­ty­ki lub słow­ni­ka było gi­gan­tycz­nym przed­si­ęw­zi­ęciem, po­nie­waż obej­mo­wa­ło o wie­le wi­ęcej niż tyl­ko sko­dy­fi­ko­wa­nie ist­nie­jących prak­tyk języ­ko­wych. W przy­pad­ku języ­ka ta­kie­go jak ukra­iński wy­ma­ga­ło to wy­bie­ra­nia słów czy struk­tur, któ­re mia­ły zo­stać uzna­ne za „wła­ści­we”, i od­sy­ła­nia in­nych wa­rian­tów do zbio­ru „dia­lek­tów” lub „od­mian lo­kal­nych”. Był to za­tem pro­ces bar­dzo twór­czy.

Gdy już usta­no­wio­no re­gu­ły, kil­ku śmia­łych pi­sa­rzy za­częło ukła­dać w tym języ­ku wier­sze i opo­wie­ści, bar­dzo nie­wie­le osób jed­nak umia­ło prze­czy­tać to, co na­pi­sa­li. Ci, któ­rzy byli pi­śmien­ni, po­słu­gi­wa­li się na ogół ro­syj­skim, pol­skim lub nie­miec­kim, na­to­miast lu­dzie mó­wi­ący po ukra­ińsku w wi­ęk­szo­ści nie umie­li czy­tać ani pi­sać, a na­wet je­śli po­tra­fi­li, nie było żad­nej gwa­ran­cji, że ich wer­sja języ­ka będzie od­po­wia­da­ła nowo usta­no­wio­ne­mu języ­ko­wi li­te­rac­kie­mu. Wśród tych, któ­rzy naj­wcze­śniej za­częli pro­mo­wać ukra­ińską to­żsa­mo­ść et­nicz­no-języ­ko­wą, zna­le­źli się ksi­ęża pra­wo­sław­ni i grec­ko­ka­to­lic­cy, często będący w swo­ich wio­skach je­dy­ny­mi pi­śmien­ny­mi oso­ba­mi. Ode­gra­li nie­ba­ga­tel­ną rolę, po­śred­ni­cząc mi­ędzy chło­pa­mi a dzia­ła­cza­mi ru­chu na­ro­do­we­go. Wła­dze ro­syj­skie przy­gląda­ły się temu wszyst­kie­mu naj­pierw po­dejrz­li­wie, pó­źniej z nie­skry­wa­ną wro­go­ścią. Po po­wsta­niu stycz­nio­wym urzęd­ni­cy car­scy pró­bo­wa­li się roz­pra­wić z wszel­ki­mi prze­ja­wa­mi na­ro­do­we­go se­pa­ra­ty­zmu, więc pu­bli­ko­wa­nie w języ­ku okre­śla­nym jako „ma­ło­ru­ski” zo­sta­ło ca­łko­wi­cie za­ka­za­ne – był to los gor­szy od tego, co kie­dy­kol­wiek spo­tka­ło pol­sz­czy­znę. Szczęśli­wie dla ukra­ińskie­go ru­chu na­ro­do­we­go wie­lu lu­dzi mó­wi­ących tym języ­kiem miesz­ka­ło nie w car­skiej Ro­sji, lecz w Ga­li­cji, pod pa­no­wa­niem Habs­bur­gów. Cen­zu­ra była tam o wie­le mniej do­tkli­wa, a wy­si­łki na rzecz po­lo­ni­za­cji lud­no­ści w Ga­li­cji wschod­niej ni­g­dy nie były tak in­ten­syw­ne jak pró­by ru­sy­fi­ka­cji po dru­giej stro­nie gra­ni­cy.

 

Wła­dze Ga­li­cji (zło­żo­ne w znacz­nej części z kon­ser­wa­tyw­nej pol­skiej szlach­ty) za­re­ago­wa­ły na­to­miast ostro, gdy ruch ukra­iński za­czął two­rzyć skrzy­dło po­li­tycz­ne. Jako że po ukra­ińsku mó­wi­li głów­nie chło­pi ży­jący na ob­sza­rach, na któ­rych pra­wie wszy­scy szla­chec­cy po­sia­da­cze ziem­scy byli Po­la­ka­mi, roz­wój ru­chu lu­do­we­go w Ga­li­cji na­brał spe­cy­ficz­ne­go ko­lo­ry­tu. Pa­trio­tyzm Win­cen­te­go Wi­to­sa umo­żli­wił przy­naj­mniej nie­któ­rym pol­sko­języcz­nym lu­do­wcom zdo­by­cie punk­tu za­cze­pie­nia w po­li­ty­ce. Sam Wi­tos zo­stał na­wet wy­bra­ny do ga­li­cyj­skie­go par­la­men­tu. Lu­do­wcy dzia­ła­jący da­lej na wscho­dzie, po­zba­wie­ni tego typu mo­żli­wo­ści, ra­dy­ka­li­zo­wa­li się i sta­wa­li co­raz bar­dziej od­da­ni spra­wie ukra­ińskiej. Punk­tem zwrot­nym był rok 1900 – nie­wiel­ka gru­pa ukra­ińskich dzia­ła­czy wy­da­ła wów­czas w Char­ko­wie (w im­pe­rium ro­syj­skim) pro­kla­ma­cję, do­ma­ga­jąc się „jed­nej, nie­po­dziel­nej, wol­nej i nie­pod­le­głej Ukra­iny”. Był to ko­lej­ny ruch w nie­ko­ńczącej się grze: za­rów­no pol­skie, jak i ro­syj­skie wła­dze sta­ra­ły się zde­le­ga­li­zo­wać wszel­kie ukra­ińskie pró­by po­li­tycz­nej sa­mo­or­ga­ni­za­cji, a ukra­ińscy dzia­ła­cze od­po­wia­da­li na to co­raz bar­dziej ra­dy­kal­ny­mi dzia­ła­nia­mi. Ska­la pro­ble­mu wy­szła na jaw w 1908 roku, kie­dy ów­cze­sny gu­ber­na­tor Ga­li­cji, Po­lak, padł ofia­rą za­ma­chu ukra­ińskie­go na­cjo­na­li­sty. Roz­wój na­cjo­na­li­zmu ukra­ińskie­go spra­wił, że po­wsta­nie ja­kie­go­kol­wiek po­nadna­ro­do­we­go ru­chu lu­do­we­go sta­ło się prak­tycz­nie nie­mo­żli­we.

* * *

A za­tem wszy­scy ak­to­rzy zna­le­źli się na sce­nie i za­czął się pierw­szy akt dra­ma­tu: re­wo­lu­cja 1905 roku. Do­bro­wol­na lub wy­mu­szo­na mi­gra­cja, a ta­kże za­męt (nie mó­wi­ąc już o au­ten­tycz­nych krzyw­dach), sta­no­wi­ące sku­tek uprze­my­sło­wie­nia, do­pro­wa­dzi­ły do po­wsta­nia w Eu­ro­pie pó­łnoc­no-wschod­niej bar­dzo nie­sta­bil­nej sy­tu­acji, przy czym in­te­lek­tu­ali­ści i dzia­ła­cze po­li­tycz­ni pró­bo­wa­li w ró­żny spo­sób nadać sens do­mi­nu­jącym na­stro­jom i wska­zać dro­gi na­pra­wy ist­nie­jące­go sta­nu rze­czy. W pierw­szych la­tach xx wie­ku zde­cy­do­wa­na wi­ęk­szo­ść lu­dzi de­kla­ro­wa­ła już ja­kąś to­żsa­mo­ść na­ro­do­wą, jed­nak po­li­tycz­ne zna­cze­nie tej de­kla­ra­cji po­zo­sta­wa­ło kwe­stią otwar­tą. Mo­żna było uwa­żać się za Po­la­ka, a za­ra­zem przed­kła­dać kwe­stie kla­so­we i pro­ble­my ro­bot­ni­ków po­nad ja­ki­kol­wiek pro­gram na­ro­do­wy. Straj­ki i gwa­łtow­no­ść wy­stąpień z 1905 roku nie po­zwa­la­ły wąt­pić, że pro­ble­my kla­sy ro­bot­ni­czej sta­no­wią zja­wi­sko po­wszech­ne i że w ca­łym Kró­le­stwie są sil­nie od­czu­wa­ne, na­wet jed­nak ta kon­sta­ta­cja mia­ła dwu­znacz­ne po­li­tycz­ne im­pli­ka­cje. pps i Bund po­ka­za­ły, że wi­ęk­szo­ść lu­dzi, któ­rych po­ci­ągał so­cja­lizm, wo­la­ło urze­czy­wist­niać jego za­ło­że­nia w ra­mach na­ro­du, a nie z jego po­mi­ni­ęciem. W za­bo­rze nie­miec­kim i au­striac­kim nie do­szło (jesz­cze) do re­wo­lu­cji, jed­nak tam ta­kże nie­po­ko­je epo­ki od­ci­snęły swo­je pi­ęt­no. Roz­kwit ru­chu lu­do­we­go w Ga­li­cji po­ka­zał, że na­wet ci chło­pi, któ­rzy nie prze­nie­śli się do miast, mu­sie­li, na swój spo­sób, mie­rzyć się z wy­zwa­nia­mi no­wo­cze­sno­ści. Suk­ces ru­chu na­ro­do­we­go świad­czył zaś o tym, że dni, w któ­rych szlach­ta kon­tro­lo­wa­ła ży­cie po­li­tycz­ne, mi­nęły bez­pow­rot­nie. Je­śli cho­dzi o pol­sko­języcz­nych miesz­ka­ńców Nie­miec (we wschod­nich lan­dach sta­no­wi­li zna­czącą część po­pu­la­cji), to często sta­wa­li się wier­ny­mi re­kru­ta­mi Na­ro­do­wej De­mo­kra­cji. Przy­czy­ny tego mo­żna wska­zać dwie: po pierw­sze, w wy­ni­ku in­ten­syw­nych kam­pa­nii ger­ma­ni­za­cyj­nych wy­two­rzy­li men­tal­no­ść, któ­rej głów­nym ry­sem była „wal­ka o byt”, a po dru­gie, nie­wiel­ki od­se­tek Ży­dów miesz­ka­jących aku­rat w tej części ziem pol­skich uła­twił sze­rze­nie spi­sko­wych fan­ta­zji en­de­cji. W re­zul­ta­cie Eu­ro­pa pó­łnoc­no-wschod­nia w pierw­szej de­ka­dzie xx wie­ku sta­ła się wy­lęgar­nią za­rów­no nie­po­ko­jów spo­łecz­nych, jak i dzia­łal­no­ści po­li­tycz­nej, w ra­mach któ­rej pró­bo­wa­no nadać tym nie­po­ko­jom for­mę i struk­tu­rę. Re­wo­lu­cja 1905 roku ni­cze­go nie roz­wi­ąza­ła i nie prze­sądzi­ła: wte­dy jed­nak wszyst­kie kar­ty zna­la­zły się na sto­le. Wszyst­ko mia­ło za­le­żeć od tego, w jaki spo­sób kar­ty te zo­sta­ną ro­ze­gra­ne w ci­ągu kil­ku ko­lej­nych lat.

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

Blo­baum, Ro­bert, Re­wo­lu­cja: Rus­sian Po­land, 1904–1907, Cor­nell Uni­ver­si­ty Press, Itha­ca 1995

Brat­kow­ski, Ste­fan, Pod tym sa­mym nie­bem. Krót­ka hi­sto­ria Ży­dów w Pol­sce i sto­sun­ków pol­sko-ży­dow­skich, Trio, War­sza­wa 2006

Brock, Pe­ter, Po­lish Re­vo­lu­tio­na­ry Po­pu­lism, Uni­ver­si­ty of To­ron­to Press, To­ron­to 1977

Cy­wi­ński, Boh­dan, Ro­do­wo­dy nie­po­kor­nych, Więź, War­sza­wa 1971

Cze­pu­lis-Ra­ste­nis, Ry­szard (red.), In­te­li­gen­cja pol­ska pod za­bo­ra­mi, Pa­ństwo­we Wy­daw­nic­two Na­uko­we, War­sza­wa 1978

De­kel-Chen, Jo­na­than, Da­vid Gaunt, Na­tan M.Meir, Isra­el Bar­tal (red.), Anti-Je­wish Vio­len­ce: Re­thin­king the Po­grom in East Eu­ro­pe­an Hi­sto­ry, In­dia­na Uni­ver­si­ty Press, Blo­oming­ton 2011

Droz­dow­ski, Ma­rian Ma­rek, Je­rzy My­śli­ński, Ja­nusz Su­jec­ki, Anna Żar­now­ska, (red.), Stu­le­cie Pol­skiej Par­tii So­cja­li­stycz­nej, 1892–1992, Gryf, War­sza­wa 1993

Gar­lic­ki, An­drzej, Jó­zef Pi­łsud­ski, 1867–1935, Czy­tel­nik, War­sza­wa 1988

Gar­lic­ki, An­drzej, Po­wsta­nie Pol­skie­go Stron­nic­twa Lu­do­we­go-Piast, Lu­do­wa Spó­łdziel­nia Wy­daw­ni­cza, War­sza­wa 1966

Ga­win, Mag­da­le­na, Spór o rów­no­upraw­nie­nie ko­biet (1864–1919), In­sty­tut Hi­sto­rii pan, War­sza­wa 2015

Ja­now­ski, Ma­ciej, Na­ro­dzi­ny in­te­li­gen­cji: 1750–1831, Ne­ri­ton, War­sza­wa 2008

Ja­now­ski, Ma­ciej, Po­lish Li­be­ral Tho­ught up to 1918, ceu Press, Bu­da­pest 2002

Je­dlic­ki, Je­rzy, Błęd­ne koło. 1832–1846, Ne­ri­ton, War­sza­wa 2008

Król, Mar­cin, Kon­ser­wa­ty­ści a nie­pod­le­gło­ść. Stu­dia nad pol­ską my­ślą kon­ser­wa­tyw­ną xix wie­ku, pax, War­sza­wa 1985

Krzy­wiec, Grze­gorz, Szo­wi­nizm po pol­sku. Przy­pa­dek Ro­ma­na Dmow­skie­go (1886–1905), Nero, War­sza­wa 2009

Łep­kow­ski, Ta­de­usz, Pol­ska: Na­ro­dzi­ny no­wo­cze­sne­go na­ro­du, 1764–1870, Pa­ństwo­we Wy­daw­nic­two Na­uko­we, War­sza­wa 1967

Le­wis, Ri­chard D., Re­vo­lu­tion in the Co­un­try­si­de: Rus­sian Po­land 1905–1906, Uni­ver­si­ty of Pit­ts­burgh Press, Pit­ts­burgh 1986

Łu­czew­ski, Mi­chał, Od­wiecz­ny na­ród. Po­lak i ka­to­lik w Żmi­ącej, Wy­daw­nic­two Na­uko­we Uni­wer­sy­te­tu Mi­ko­ła­ja Ko­per­ni­ka, To­ruń 2012

Ma­rzec, Wik­tor, Re­be­lia i re­ak­cja. Re­wo­lu­cja 1905 roku i ple­bej­skie do­świad­cze­nie po­li­tycz­ne, Uni­ver­si­tas, Kra­ków 2016

Ma­rzec, Wik­tor, Ka­mi­la Pi­ska­ły (red.), Re­wo­lu­cja 1905, Wy­daw­nic­two Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej, War­sza­wa 2013

Mi­ci­ńska, Mag­da­le­na, In­te­li­gen­cja na roz­dro­żach: 1864–1918, Ne­ri­ton, War­sza­wa 2008

Mędrzec­ki, Wło­dzi­mierz, Mło­dzież wiej­ska na zie­miach Pol­ski Cen­tral­nej 1864–1939. Pro­ce­sy so­cja­li­za­cji, DiG, War­sza­wa 2002

Por­ter, Brian, When Na­tio­na­lism Be­gan to Hate: Ima­gi­ning Mo­dern Po­li­tics in 19th Cen­tu­ry Po­land, Oxford Uni­ver­si­ty Press, New York 2000

Ure­ña Va­le­rio, Len­ny, Co­lo­nial Fan­ta­sies, Im­pe­rial Re­ali­ties: Race Scien­ce and the Ma­king of Po­li­sh­ness on the Frin­ges of the Ger­man Em­pi­re, 1840–1920, Ohio Uni­ver­si­ty Press, Co­lum­bus 2019

Ury, Scot, Bar­ri­ca­des and Ban­ners: The Re­vo­lu­tion of 1905 and the Trans­for­ma­tion of War­saw Jew­ry, Stan­ford Uni­ver­si­ty Press, Stan­ford 2012

Wa­lic­ki, An­drzej, Pol­ska, Ro­sja, Mark­sizm: Stu­dia z dzie­jów mark­si­zmu i jego re­cep­cji, Ksi­ążka i Wie­dza, War­sza­wa 1983

We­eks, The­odo­re R., From As­si­mi­la­tion to An­ti­se­mi­tism: The „Je­wish Qu­estion” in Po­land, 1850–1914, Nor­thern Il­li­no­is Uni­ver­si­ty Press, De­Kalb 2006

Zim­mer­man, Jo­shua D., Po­les, Jews, and the Po­li­tics of Na­tio­na­li­ty: The Bund and the Po­lish So­cia­list Par­ty in Late Tsa­rist Rus­sia, 1892–1914, Uni­ver­si­ty of Wi­scon­sin Press, Ma­di­son 2004

Żar­now­ska Anna, Wol­sza, Ta­de­usz (red.), Spo­łe­cze­ństwo i po­li­ty­ka: Do­ra­sta­nie do de­mo­kra­cji: Kul­tu­ra po­li­tycz­na w Kró­le­stwie Pol­skim na po­cząt­ku xx wie­ku, DiG, War­sza­wa 1993

roz­dział trze­ci
naród czy rewolucja? 1914–1922

W po­przed­nim roz­dzia­le po­ka­za­łem, w jaki spo­sób nie­ja­sne zmia­ny, któ­re za­cho­dzi­ły u pro­gu xx wie­ku, in­ter­pre­to­wa­li po­li­ty­cy, dzia­ła­cze i in­te­lek­tu­ali­ści, a ta­kże czy ró­żnym świa­to­po­glądom i ró­żnym punk­tom wi­dze­nia uda­ło się prze­jść pró­bę pod­czas nie­po­ko­jów spo­łecz­nych zna­nych jako re­wo­lu­cja 1905 roku. Gdy kurz opa­dł, sta­ło się ja­sne, że po­li­ty­ka ni­g­dy już nie będzie taka sama, po­nie­waż eli­ty utra­ci­ły wszel­kie złu­dze­nia, ja­ko­by mo­gły sa­mo­dziel­nie kon­tro­lo­wać bieg wy­da­rzeń. Mi­lio­na­mi ro­bot­ni­ków i chło­pów, któ­rzy straj­ko­wa­li lub pro­te­sto­wa­li, nie kie­ro­wa­ło żad­ne cen­trum wła­dzy – ani so­cja­li­stycz­ne, ani na­cjo­na­li­stycz­ne, ani lu­do­we. Rzecz ja­sna, wie­lu dzia­ła­czy opo­zy­cyj­nych twier­dzących, że prze­ma­wia­ją w imie­niu mas, wy­wo­ły­wa­ło lub sta­ra­ło się po­wstrzy­mać kon­kret­ne de­mon­stra­cje, wszy­scy byli jed­nak sa­mo­zwa­ńczy­mi rzecz­ni­ka­mi, ma­jący­mi (w naj­lep­szym ra­zie) je­dy­nie częścio­wą le­gi­ty­ma­cję. Nikt nie miał jesz­cze cza­su zbu­do­wać in­sty­tu­cji po­li­tycz­nych, któ­re mo­gły­by wy­da­wać po­le­ce­nia i ocze­ki­wać, że będą kon­se­kwent­nie wy­ko­ny­wa­ne. Rok 1905 do­star­czył na­to­miast bo­dźca do pra­cy nad stwo­rze­niem tego ro­dza­ju in­sty­tu­cji, ko­lej­ne lata zaś sta­ły się świad­ka­mi gwa­łtow­ne­go wzro­stu licz­by i li­czeb­no­ści par­tii po­li­tycz­nych, zwi­ąz­ków za­wo­do­wych, sie­ci wiej­skich spó­łdziel­ni, a na­wet klu­bów spo­łecz­nych i kul­tu­ral­nych.

Wszyst­kie te nowe in­sty­tu­cje, nie mó­wi­ąc już o rządach pa­ństw za­bor­czych, mu­sia­ły od­po­wie­dzieć so­bie na py­ta­nie eg­zy­sten­cjal­ne: cze­go pra­gnie lud? Albo przy­naj­mniej: jak prze­ko­nać lud, by za­cho­wał spo­kój? Dla­cze­go w 1905 roku tak wie­le osób, mężczyzn i ko­biet, za­ry­zy­ko­wa­ło swo­je ży­cie i na­ra­zi­ło się na utra­tę źró­dła do­cho­dów, aby za­de­mon­stro­wać swój gniew? Cze­go się do­ma­ga­li: re­wo­lu­cji spo­łecz­nej, re­for­my rol­nej czy nie­pod­le­gło­ści na­ro­do­wej? A może byli po pro­stu nie­za­do­wo­le­ni z wa­run­ków ży­cia, przy czym ich po­trze­by mo­gły­by zo­stać za­spo­ko­jo­ne w ra­mach ist­nie­jących struk­tur po­li­tycz­nych i eko­no­micz­nych? Rzecz ja­sna, nie ist­niał spo­sób, by od­po­wie­dzieć na te py­ta­nia, po­nie­waż „lud” nie jest i nie był po­je­dyn­czym rze­czow­ni­kiem (nie­za­le­żnie od for­my gra­ma­tycz­nej). „Lud” – oni – za­wie­ra w so­bie nie­re­du­ko­wal­ną ró­żno­rod­no­ść po­glądów, pra­gnień i ża­lów. Roz­po­zna­wa­nie he­te­ro­ge­nicz­no­ści było jed­nak umie­jęt­no­ścią, któ­rej ża­den z dzia­ła­czy z po­cząt­ków wie­ków nie opa­no­wał zbyt do­brze.

Cza­su, by roz­wo­dzić się nad tymi kwe­stia­mi, było mało, po­nie­waż w ci­ągu mniej niż de­ka­dy po 1905 roku sta­ry po­rządek świa­ta miał się za­ła­mać, po­zo­sta­wia­jąc po so­bie bez­pre­ce­den­so­wą spo­łecz­ną, po­li­tycz­ną i go­spo­dar­czą pró­żnię. Pierw­sza woj­na świa­to­wa, naj­strasz­niej­szy kon­flikt w do­tych­cza­so­wej hi­sto­rii Eu­ro­py, przy­nio­sła śmie­rć po­nad 10 mi­lio­nów lu­dzi w ci­ągu mniej niż czte­rech lat. Strasz­li­we okru­cie­ństwa, któ­re wy­da­rzy­ły się w xx wie­ku, spra­wi­ły, że trud­no nam dziś zro­zu­mieć, jaką trau­mą była Wiel­ka Woj­na. Choć umow­ną datą jej za­ko­ńcze­nia jest li­sto­pad 1918 roku, ta­kie ujęcie uwzględ­nia je­dy­nie do­świad­cze­nie miesz­ka­ńców Eu­ro­py Za­chod­niej. Na fron­cie wschod­nim wal­ki trwa­ły jesz­cze przez trzy lata, choć pod in­nym zwierzch­nic­twem i z in­ny­mi wal­czący­mi stro­na­mi. Ro­syj­ska woj­na do­mo­wa, woj­na pol­sko-bol­sze­wic­ka, po­wsta­nia śląskie, prze­moc to­wa­rzy­sząca re­wo­lu­cji i kontr­re­wo­lu­cji w Niem­czech i na Węgrzech – wszyst­kie spra­wi­ły, że roz­lew krwi i spu­sto­sze­nia po­czy­nio­ne przez pierw­szą woj­nę świa­to­wą we wschod­niej i środ­ko­wej Eu­ro­pie trwa­ły jesz­cze dłu­go po pod­pi­sa­niu ofi­cjal­ne­go za­wie­sze­nia bro­ni, do­da­jąc kil­ka mi­lio­nów do ra­chun­ku wo­jen­nych ofiar. Prze­moc mia­ła tak okrut­ny cha­rak­ter, że nie­któ­rzy hi­sto­ry­cy mó­wią o „wschod­nio­eu­ro­pej­skiej woj­nie do­mo­wej”, trwa­jącej w la­tach 1918–1921, pod­czas któ­rej po­rządek spo­łecz­ny ule­gał cza­so­we­mu roz­kła­do­wi, za­stąpi­ła go na­to­miast bru­tal­na woj­na wszyst­kich prze­ciw­ko wszyst­kim, któ­ra trwa­ła, póki nie uda­ło się stwo­rzyć no­wych in­sty­tu­cji pa­ństwo­wych i od­bu­do­wać ładu spo­łecz­ne­go1. W tym okre­sie krwa­we­go bez­kró­le­wia prze­moc po­ja­wia­ła się po ka­żdej stro­nie, a gra­ni­ce mi­ędzy wal­ką par­ty­zanc­ką, ope­ra­cja­mi woj­sko­wy­mi i ban­dy­ty­zmem oka­zy­wa­ły się płyn­ne.

 

1 Ter­min ten stwo­rzył Jo­chen Böh­ler, Ci­vil War in Cen­tral Eu­ro­pe, 1918–1921: The Re­con­struc­tion of Po­land, Oxford Uni­ver­si­ty Press, New York 2018.

W tej gi­gan­tycz­nej rze­zi daw­ne nor­my po­li­tycz­ne, spo­łecz­ne i go­spo­dar­cze zo­sta­ły skom­pro­mi­to­wa­ne i ule­gły znisz­cze­niu. Mó­wi­my dziś o re­wo­lu­cji ro­syj­skiej, a prze­cież przez krót­ki czas ist­nia­ła re­al­na mo­żli­wo­ść, że prze­ro­dzi się ona w re­wo­lu­cję po­wszech­ną, mo­ment twór­cze­go znisz­cze­nia, któ­ry wy­wró­ci wszyst­kie daw­ne cen­tra wła­dzy i wpro­wa­dzi ca­łko­wi­cie nowy świa­to­wy po­rządek. Dla nie­któ­rych była to po­ry­wa­jąca per­spek­ty­wa, bu­dząca na­dzie­je na przy­szło­ść; in­nym zda­wa­ło się, że na­de­szła apo­ka­lip­sa i że sama cy­wi­li­za­cja sta­nęła na skra­ju roz­pa­du. Tak czy owak, w la­tach 1917–1919 wi­ęk­szo­ść lu­dzi czu­ła, że żyje w cza­sach glo­bal­ne­go za­ła­ma­nia, w któ­rych ty­ta­nicz­ne siły do­bra i zła wal­czą o kon­tro­lę nad przy­szło­ścią. Wła­śnie dla­te­go Wiel­ka Bry­ta­nia, Fran­cja i Sta­ny Zjed­no­czo­ne wy­sy­ła­ły po­moc woj­sko­wą do Ro­sji i do Eu­ro­py Wschod­niej za­raz po woj­nie. Przy­wód­cy ka­pi­ta­li­stycz­nych po­tęg uzna­li, że wy­da­rze­nia w Ro­sji są częścią wi­ęk­sze­go pa­kie­tu zja­wisk, któ­re będą mia­ły bez­po­śred­ni wpływ na sy­tu­ację w resz­cie Eu­ro­py.

Osta­tecz­nie cała hi­sto­ria nie za­ko­ńczy­ła się ani na­de­jściem uto­pii, ani apo­ka­lip­są, nie umniej­sza to jed­nak ska­li zmian, któ­re na­stąpi­ły, ani wagi de­cy­zji po­dej­mo­wa­nych w cza­sie tych kil­ku brze­mien­nych w skut­ki lat. To, że skut­kiem woj­ny będzie po­wsta­nie ja­kie­jś Pol­ski, pra­wie od po­cząt­ku zda­wa­ło się bar­dzo praw­do­po­dob­ne, jed­nak to, jaka ta Pol­ska będzie, gdzie będzie się znaj­do­wa­ła i kto nią po­kie­ru­je, po­zo­sta­wa­ło spra­wą otwar­tą. Chy­ba naj­istot­niej­szym z trud­nych py­tań było py­ta­nie o to, czy upa­dek pa­ństw za­bor­czych do­pro­wa­dzi do re­wo­lu­cji spo­łecz­nej, czy do po­wsta­nia od­ręb­nych pa­ństw na­ro­do­wych. Jak już zo­sta­ło po­wie­dzia­ne, część dzia­ła­czek i dzia­ła­czy po­li­tycz­nych (i tych z sdkpil na le­wi­cy, i z en­de­cji na pra­wi­cy) uwa­ża­ła, że te dwa cele są ca­łko­wi­cie roz­łącz­ne. Praw­dzi­wy­mi zwy­ci­ęz­ca­mi w la­tach po­wo­jen­nych oka­za­li się jed­nak ci, któ­rzy uzna­li, że nie­pod­le­gło­ść i re­wo­lu­cja słu­żą so­bie na­wza­jem. Wy­da­rze­nia roku 1918 były za­rów­no kul­mi­na­cją dzie­si­ęcio­le­ci pra­cy nad bu­do­wa­niem na­ro­du, jak i tą chwi­lą, w któ­rej roz­la­ły się fru­stra­cja i gniew wy­wo­ła­ne za­mętem i to­wa­rzy­szący­mi mu tra­ge­dia­mi. Jak mia­ło się oka­zać, ist­nia­ło sil­ne pra­gnie­nie, by mieć ciast­ko i zje­ść ciast­ko: aby uda­ły się i na­ro­do­wa od­bu­do­wa, i re­wo­lu­cja spo­łecz­na.

pps i en­de­cja

Oso­bi­ste de­cy­zje po­dej­mo­wa­ne przez Jó­ze­fa Pi­łsud­skie­go i Ro­ma­na Dmow­skie­go po 1905 roku sta­no­wią do­bry przy­kład al­ter­na­tyw, ja­kie za­ry­so­wa­ły się w tych la­tach. Może zresz­tą sło­wo „al­ter­na­ty­wy” jest zbyt ła­god­ne: so­cja­li­ści i en­de­cy w cza­sie re­wo­lu­cji za­bi­li wi­ęcej dzia­ła­czy in­nych par­tii pol­skich niż po­li­cjan­tów i urzęd­ni­ków car­skich. pps nie tyl­ko zy­ska­ła pod­czas re­wo­lu­cji wie­lu człon­ków, ale ta­kże zdo­by­ła moc­ny przy­czó­łek wśród zwi­ąz­ków za­wo­do­wych, któ­re za­le­ga­li­zo­wa­no (choć za­ra­zem pod­da­no nie­zno­śnym ogra­ni­cze­niom). Z dru­giej stro­ny – re­wo­lu­cja była prze­gra­na i tar­cia we­wnątrz par­tii nie­ba­wem do­pro­wa­dzi­ły do roz­ła­mu. sdkpil od­gry­wa­ła w zwi­ąz­kach za­wo­do­wych nie­wiel­ką rolę, po­nie­waż jej naj­wa­żniej­si dzia­ła­cze uwa­ża­li, że zwi­ąz­ki słu­żą je­dy­nie (sic!) temu, żeby po­pra­wiać wa­run­ki pra­cy i pła­cy ro­bot­ni­ków, nie po­su­wa­jąc na­przód spra­wy re­wo­lu­cji so­cja­li­stycz­nej. En­de­cja z ko­lei stwo­rzy­ła wła­sne „na­ro­do­we” zwi­ąz­ki, do któ­rych na­le­żeć mo­gli tyl­ko pol­sko­języcz­ni ka­to­li­cy, jed­nak jako że Dmow­skie­go po­chła­nia­ły kwe­stie dys­cy­pli­ny par­tyj­nej i z uwa­gi na awer­sję, jaką ży­wił wo­bec ro­bot­ni­czej dzia­łal­no­ści opar­tej na po­dzia­łach spo­łecz­nych, pra­wi­co­we zwi­ąz­ki za­wo­do­we po­zo­sta­ły mniej­sze i mniej bo­jo­we niż te na le­wi­cy. Nie­po­ko­je na wsi w 1905 roku po­zwo­li­ły ru­cho­wi lu­do­we­mu zdo­być punkt za­cze­pie­nia w Kró­le­stwie, psl po­zo­sta­wa­ło jed­nak na­dal par­tią przede wszyst­kim ga­li­cyj­ską. Przy czym im da­lej na po­łu­dnio­wy wschód, tym bar­dziej Wi­tos mu­siał brać pod uwa­gę ro­snący w siłę ruch ukra­iński. Bund na­to­miast miał moc­ną po­zy­cję wśród ro­bot­ni­ków ży­dow­skich, po­rów­ny­wal­ną z pps (a cza­sem nie­co kon­ku­ren­cyj­ną wo­bec tej par­tii).

Choć zda­wa­ło się, że pps się umoc­ni­ła, par­tię roz­dzie­ra­ły we­wnętrz­ne spo­ry. Pi­łsud­ski i wie­lu star­szych dzia­ła­czy wi­dzie­li w wy­da­rze­niach 1905 roku szan­sę na to, by roz­po­cząć na­ro­do­we po­wsta­nie, pod­czas gdy inni chcie­li pra­co­wać ra­zem z so­cja­li­sta­mi z ca­łe­go im­pe­rium ro­syj­skie­go na rzecz po­wszech­nej re­wo­lu­cji. To dru­gie skrzy­dło, okre­śla­jące się jako pps-Le­wi­ca, ogło­si­ło w 1908 roku wła­sny od­ręb­ny pro­gram, w któ­rym za cel sta­wia­ło ra­czej au­to­no­mię Pol­ski niż pe­łną nie­pod­le­gło­ść. W krót­kiej per­spek­ty­wie po­sta­no­wio­no sku­pić się na dzia­łal­no­ści zwi­ąz­ko­wej, mało in­te­re­su­jącej dla tych, któ­rzy – jak Pi­łsud­ski – na­si­ąk­nęli sta­ry­mi opo­wie­ścia­mi o na­ro­do­wych zma­ga­niach na rzecz spra­wie­dli­wo­ści i nie­pod­le­gło­ści. Pi­łsud­ski chciał dzia­łać we­dle sce­na­riu­sza, któ­re­go na­uczył się jako chło­piec: Po­la­cy za­wsze wal­czy­li o to, co słusz­ne, na­wet w ob­li­czu nie­uchron­nej klęski, na­wet sa­mot­nie. I tak ro­bił, sto­jąc na cze­le Or­ga­ni­za­cji Bo­jo­wej (for­mal­nie „Wy­dzia­łu Bo­jo­we­go”), pa­ra­mi­li­tar­nych bo­jó­wek pps.