Całkiem zwyczajny krajTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jako że Rzecz­po­spo­li­ta opie­ra­ła się na sys­te­mie sta­no­wych przy­wi­le­jów i ogra­ni­czeń, wi­ęk­szo­ść Ży­dów (po na­my­śle) za­częła ża­ło­wać jej upad­ku. Pa­ństwo nie od­gry­wa­ło wi­ęk­szej roli w ży­ciu Ży­dów przed roz­bio­ra­mi, na­to­miast po roz­bio­rach cen­tra­li­zu­jące się i mo­der­ni­zu­jące ad­mi­ni­stra­cje Ber­li­na, Wied­nia i Pe­ters­bur­ga za­częły in­ge­ro­wać w spra­wy lo­kal­ne. Re­gu­la­cje pa­ństwo­we pod­wa­ży­ły tra­dy­cyj­ne prak­ty­ki go­spo­dar­cze, a ar­mie im­pe­rial­ne za­częły po­wo­ły­wać ży­dow­skich chłop­ców. Au­to­no­mia, któ­rą nie­gdyś cie­szy­ły się lo­kal­ne ży­dow­skie rady, znik­nęła (znie­sio­na osta­tecz­nie w 1818 roku w Kró­le­stwie Pol­skim) i pra­wo ży­dow­skie pod­po­rząd­ko­wa­no uni­wer­sa­li­zu­jącym ko­dek­som praw­nym. Po­dob­nie jak Po­la­cy, Ży­dzi ta­kże sta­li się przed­mio­tem wro­go­ści i ca­łkiem re­al­ne­go uci­sku, a za­ra­zem do­świad­cza­li po­li­ty­ki, po­wszech­nej w uno­wo­cze­śnia­jących się pa­ństwach, jako for­my ce­lo­wej dys­kry­mi­na­cji. Obu­rze­nie wy­wo­ła­ne tą sy­tu­acją nie prze­kła­da­ło się jed­nak w pro­sty spo­sób na po­par­cie spra­wy nie­pod­le­gło­ści Pol­ski, ist­nia­ły bo­wiem wszel­kie po­wo­dy, by przy­pusz­czać, że przy­szłe pol­skie pa­ństwo będzie się uno­wo­cze­śniać we­dług tego sa­me­go wzor­ca co mo­car­stwa za­bor­cze. Do­wo­dy na to po­ja­wi­ły się pod­czas po­wstań w 1830 i 1863 roku, kie­dy to za­rów­no wła­dze ro­syj­skie, jak i po­wsta­ńcze do­ma­ga­ły się od Ży­dów wy­ra­źne­go opo­wie­dze­nia się po któ­re­jś ze stron. W daw­nych cza­sach lo­jal­no­ść cy­wi­lów nie mia­ła ta­kie­go zna­cze­nia dla wal­czących ar­mii. Woj­ny to­czy­ły się mi­ędzy pa­ństwa­mi, nie mi­ędzy na­ro­da­mi – in­ny­mi sło­wy, do­ty­czy­ły kwe­stii, któ­re mia­ły ogrom­ne zna­cze­nie dla dy­plo­ma­tów, po­li­ty­ków i mo­żnych, pod­czas gdy lu­dzie na ni­ższych szcze­blach hie­rar­chii za­zwy­czaj sta­ra­li się trzy­mać od nich z dala. Ist­nia­ły rzecz ja­sna wy­jąt­ki, jak wów­czas, gdy w woj­nach re­li­gij­nych w xvi i xvii wie­ku prze­moc wy­ku­wa­ła zwi­ąz­ki mi­ędzy re­li­gią a to­żsa­mo­ścią, albo jak wte­dy, gdy woj­na stu­let­nia roz­sza­la­ła się na taką ska­lę, że wie­lu chło­pów od­kry­wa­ło, iż są, w rze­czy­wi­sto­ści, „An­gli­ka­mi” lub „Fran­cu­za­mi”. Jed­nak w pó­łnoc­no-wschod­niej Eu­ro­pie na­wet na po­cząt­ku xix wie­ku ta­kie dzie­dzi­ny, jak woj­na i po­li­ty­ka, wpły­wa­ły na chło­pów, mimo że tak na­praw­dę chło­pów nie uwzględ­nia­ły. Mia­ło się to zmie­nić w świe­cie no­wo­cze­snym, jako że woj­ny co­raz częściej an­ga­żo­wa­ły całą po­pu­la­cję w zma­ga­nia, w któ­rych staw­ką było ży­cie, a li­nie dzie­lące żo­łnie­rzy od cy­wi­lów sta­wa­ły się co­raz cie­ńsze. Pod­czas pol­skich zry­wów an­ty­ro­syj­skich ka­żda ze stron do­ma­ga­ła się od chło­pów i od Ży­dów do­star­cza­nia za­pa­sów i in­for­ma­cji o ru­chach wro­ga. Przede wszyst­kim zaś ocze­ki­wa­ła de­kla­ra­cji lo­jal­no­ści. Nie­któ­rzy Ży­dzi, zwłasz­cza ci z wi­ęk­szych miast, en­tu­zja­stycz­nie zgła­sza­li po­par­cie dla spra­wy pol­skiej. W ma­łych mia­stecz­kach i na wsi sy­tu­acja była bar­dziej skom­pli­ko­wa­na: część Ży­dów jaw­nie de­kla­ro­wa­ła wier­no­ść ca­ro­wi, przy­tła­cza­jąca wi­ęk­szo­ść jed­nak roz­pacz­li­wie sta­ra­ła się unik­nąć opo­wie­dze­nia się po któ­rej­kol­wiek ze stron. Je­śli ży­dow­ski skle­pi­karz sprze­dał za­pa­sy po­wsta­ńcom, Ro­sja­nie mo­gli go aresz­to­wać za zdra­dę. Je­śli jed­nak ten sam skle­pi­karz do­star­czał za­opa­trze­nie car­skiej ar­mii, mógł zo­stać zlin­czo­wa­ny przez miej­sco­we pol­skie od­dzia­ły. Żeby jesz­cze po­gor­szyć spra­wę, ani Ro­sja­nie, ani Po­la­cy, nie ufa­li Ży­dom, je­śli za­tem wy­cie­ka­ły ja­kieś in­for­ma­cje na te­mat ru­chu sił, Ży­dzi za­wsze sta­wa­li się pierw­szy­mi po­dej­rza­ny­mi.

Z tych wszyst­kich po­wo­dów wi­ęk­szo­ść przy­wód­ców gmin ży­dow­skich za­cho­wy­wa­ła ostro­żno­ść wo­bec pol­skie­go ru­chu nie­pod­le­gło­ścio­we­go, często kie­ru­jąc się tymi sa­my­mi prze­słan­ka­mi co ka­to­lic­cy du­chow­ni. Ruch nie­pod­le­gło­ścio­wy był przez wi­ęk­szą część xix wie­ku ru­chem re­wo­lu­cyj­nym i na­wet wów­czas, gdy na­cjo­na­lizm w pó­źniej­szym okre­sie za­czął do­ko­ny­wać zwro­tu w pra­wo, wci­ąż po­zo­sta­wał otwar­cie mo­der­ni­za­cyj­ny. Sta­no­wił za­tem za­gro­że­nie za­rów­no dla ksi­ęży, jak i dla ra­bi­nów. Re­ak­cja ra­bi­nów na po­ja­wie­nie się ży­dow­skiej od­mia­ny na­cjo­na­li­zmu – ru­chu sy­jo­ni­stycz­ne­go – była ude­rza­jąco po­dob­na do re­ak­cji hie­rar­chii ka­to­lic­kiej na na­cjo­na­lizm pol­ski. Tak jak pol­ski ruch na­ro­do­wy dzia­łał na rzecz od­bu­do­wy nie­pod­le­głej Pol­ski, po­dob­nie ruch sy­jo­ni­stycz­ny li­czył na stwo­rze­nie nie­pod­le­głe­go Izra­ela; w obu przy­pad­kach przy­wód­cy re­li­gij­ni wo­le­li na­wo­ły­wać do cier­pli­wo­ści i pod­da­nia się woli Boga.

* * *

In­du­stria­li­za­cja za­częła za­ko­rze­niać się na zie­miach pol­skich na ob­sza­rze roz­ci­ąga­jącym się na po­łu­dnio­wy za­chód od War­sza­wy: przez Łódź w kie­run­ku Śląska (z kil­ko­ma prze­rwa­mi po dro­dze), jed­nak echa tej zmia­ny mia­ły do­trzeć do na­wet naj­bar­dziej od­le­głych wio­sek – i nie­mal wszyst­ko, co nie­gdyś trak­to­wa­no jako oczy­wi­ste, ule­gło prze­kszta­łce­niu. Praw­do­po­dob­nie nie będzie prze­sa­dy w te­zie, że po­ko­le­nie uro­dzo­ne w la­tach sze­śćdzie­si­ątych xix wie­ku do­świad­czy­ło zmian głęb­szych i po­wa­żniej­szych niż ja­kie­kol­wiek inne po­ko­le­nie w dzie­jach Eu­ro­py. Do­mi­no­wa­ło w tym cza­sie po­czu­cie nie­pew­no­ści i za­gu­bie­nia, a lu­dzie z ka­żde­go szcze­bla dra­bi­ny spo­łecz­nej sta­ra­li się do­jść do ładu z tym, co dzia­ło się wo­kół nich. By opi­sać zmia­ny, któ­re za­szły w xix wie­ku, uży­wa­my dziś wiel­kich słów: mo­der­ni­za­cja, urba­ni­za­cja, uprze­my­sło­wie­nie, uto­wa­ro­wie­nie i tak da­lej. Jed­nak gdy owe zmia­ny za­cho­dzi­ły, wi­ęk­szo­ść lu­dzi tych słów nie zna­ła. Zro­zu­mie­my tam­tą epo­kę naj­le­piej, gdy uświa­do­mi­my so­bie, że nie ro­zu­mie­li jej ci, któ­rzy ją prze­ży­li. Był to czas po­szu­ki­wa­nia idei i po­jęć, któ­re nada­ły­by zna­cze­nie prze­ra­ża­jące­mu, po­grążo­ne­mu w za­męcie świa­tu.

W po­ło­wie xix wie­ku na Zie­mi ist­nia­ło tyl­ko jed­no miej­sce, w któ­rym wi­ęk­szo­ść lu­dzi miesz­ka­ła w mia­stach, a pra­wie 50 pro­cent było za­trud­nio­nych w prze­my­śle. Cho­dzi o An­glię. Wszędzie in­dziej do­mi­no­wa­ło rol­nic­two i zie­mie pol­skie nie były tu żad­nym wy­jąt­kiem. Skłon­ni je­ste­śmy wy­obra­żać so­bie, że chło­pi żyją, kie­ru­jąc się od­wiecz­ny­mi tra­dy­cja­mi, w świe­cie, któ­ry się ni­g­dy nie zmie­niał – nie jest to jed­nak praw­da. Wa­ha­nia na ryn­kach pro­duk­tów rol­nych nie­usta­jąco da­wa­ły chło­pom mniej­szą lub wi­ęk­szą siłę prze­tar­go­wą wo­bec pa­nów ziem­skich, rów­nież w wa­run­kach pod­da­ństwa i pa­ńsz­czy­zny. Woj­ny, epi­de­mie i klęski ży­wio­ło­we mo­gły wy­wo­ły­wać dra­ma­tycz­ne zmia­ny w spo­so­bie ży­cia. Na­wet w miej­scach po­ło­żo­nych naj­bar­dziej na ubo­czu lu­dzie spo­ty­ka­li pod­ró­żni­ków, kup­ców i in­nych ob­cych przy­by­szów, a ta­kie spo­tka­nia po­zo­sta­wia­ły po so­bie śla­dy. Tak więc owo „coś”, co na­zy­wa­my „wiej­ską tra­dy­cją”, pod­le­ga­ło nie­ustan­nym mo­dy­fi­ka­cjom i nie­ustan­nie do­sto­so­wy­wa­ło się do no­wych wa­run­ków. Co nie pod­wa­ża twier­dze­nia, że fala zmian osi­ągnęła nową ska­lę, kie­dy na­de­szło dzie­wi­ęt­na­sto­wiecz­ne de­mo­gra­ficz­ne trzęsie­nie zie­mi.

Prze­lud­nie­nie może być po­wa­żnym pro­ble­mem za­rów­no dla wsi, ży­jącej z upra­wy roli, jak i dla roj­ne­go mia­sta prze­my­sło­we­go. Gdzie­kol­wiek licz­ba lud­no­ści za­czy­na prze­wy­ższać tę, któ­rą zie­mia może wy­ży­wić, bio­rąc pod uwa­gę sto­pień roz­wo­ju rol­nic­twa i ja­ko­ść gle­by, prze­lud­nie­nie może oka­zać się tra­gicz­ne w skut­kach. To wła­śnie wy­da­rzy­ło się w dru­giej po­ło­wie xix wie­ku w znacz­nej części Eu­ro­py pó­łnoc­no-za­chod­niej. Nie było jed­nej przy­czy­ny: mó­wi­ąc naj­ogól­niej, pro­blem na­ra­stał, w mia­rę jak wa­run­ki ży­cia po­pra­wia­ły się na tyle, by spa­da­ła śmier­tel­no­ść nie­mow­ląt i wy­dłu­żał się czas ży­cia, jed­nak nie na tyle, żeby za­gwa­ran­to­wać ca­łej po­pu­la­cji sta­łą pra­cę. W xix wie­ku na­stąpił wy­syp no­wych od­kryć w me­dy­cy­nie i w na­ukach rol­ni­czych. W 1862 roku Lo­uis Pa­steur od­krył, że go­to­wa­nie wody za­bi­ja drob­no­ustro­je; w 1876 Ro­bert Koch od­krył, że te same drob­no­ustro­je po­wo­du­ją cho­ro­by u lu­dzi, a w 1909 roku Paul Ehr­lich wy­na­la­zł sal­war­san, pierw­szy na świe­cie sku­tecz­ny syn­te­tycz­ny śro­dek bak­te­rio­bój­czy. W la­tach pi­ęćdzie­si­ątych i sze­śćdzie­si­ątych xix wie­ku John Fow­ler pra­co­wał nad pro­to­ty­pa­mi me­cha­nicz­ne­go płu­ga, któ­ry miał się w przy­szło­ści stać pierw­szym trak­to­rem, a w 1865 roku Gre­gor Men­del opu­bli­ko­wał ar­ty­kuł Ba­da­nia nad mie­sza­ńca­mi ro­ślin, w któ­rym wy­ja­śnił, jak dzia­ła dzie­dzicz­no­ść, i co za tym idzie, otwo­rzył nowe mo­żli­wo­ści udo­sko­na­la­nia ro­ślin upraw­nych i ży­we­go in­wen­ta­rza. Ceny pro­duk­tów rol­nych spa­dły z po­wo­du osi­ągni­ęte­go wzro­stu pro­duk­tyw­no­ści, po czym zle­cia­ły na łeb na szy­ję, kie­dy nowe tech­no­lo­gie uspraw­nia­jące trans­port (ko­lej że­la­zna i pa­ro­stat­ki) po­zwo­li­ły od­le­głym pro­du­cen­tom za­lać ziar­nem ryn­ki eu­ro­pej­skie. Pol­scy wła­ści­cie­le ziem­scy po­zo­sta­wa­li w tyle za pro­du­cen­ta­mi w Ame­ry­ce i Eu­ro­pie Za­chod­niej, je­śli idzie o przy­swa­ja­nie no­wych tech­no­lo­gii i me­tod, poza tym sieć ko­le­jo­wa w Ga­li­cji, Kró­le­stwie i Ce­sar­stwie Ro­syj­skim była sła­ba i nie­wy­star­cza­jąca, tak więc zmia­ny na ryn­kach do­pro­wa­dzi­ły do fali ban­kructw, ruj­nu­jąc wie­le nie­gdyś zna­mie­ni­tych ro­dzin. Chło­pi mo­gli wy­ku­pić część zie­mi i często to ro­bi­li, na­wet je­śli z po­wo­du ubó­stwa nie było to dla nich ła­twe. Mie­li­śmy za­tem do czy­nie­nia z dwo­ma rów­no­cze­sny­mi i wza­jem­nie się wzmac­nia­jący­mi tren­da­mi: wzro­stem po­pu­la­cji i za­ła­ma­niem ryn­ków pro­duk­tów rol­nych.

 

Eks­plo­zja de­mo­gra­ficz­na była wy­star­cza­jącym pro­ble­mem sama w so­bie. Pe­wien pol­ski ba­dacz osza­co­wał, że licz­ba pol­sko­języcz­nych lu­dzi na świe­cie wzro­sła z oko­ło 10 mi­lio­nów w 1870 do po­nad 22 mi­lio­nów w 19109. Tyl­ko w Kró­le­stwie Pol­skim licz­ba lud­no­ści wzro­sła o 40 pro­cent w pierw­szej po­ło­wie stu­le­cia, a o 170 pro­cent w dru­giej10. Zwa­żyw­szy że daw­na go­spo­dar­ka opar­ta na rol­nic­twie prze­sta­wa­ła być opła­cal­na, co jesz­cze wszy­scy ci lu­dzie mo­gli­ro­bić? Wie­lu prze­kro­czy­ło Atlan­tyk. Mi­ędzy la­ta­mi sie­dem­dzie­si­ąty­mi xix wie­ku a wy­bu­chem pierw­szej woj­ny świa­to­wej mi­lio­ny mężczyzn i ko­biet z naj­ubo­ższych re­gio­nów po­łu­dnio­wej i wschod­niej Eu­ro­py wy­je­cha­ło do Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Trud­no po­wie­dzieć z pew­no­ścią, jak wie­lu było wśród nich Po­la­ków, po­nie­waż ze wszyst­kich już wy­mie­nio­nych po­wo­dów nie jest by­naj­mniej ja­sne, kto w tam­tym cza­sie mó­głby zo­stać na­zwa­ny Po­la­kiem. Rach­mi­strze spi­so­wi w Sta­nach przed pierw­szą woj­ną świa­to­wą po­rząd­ko­wa­li lu­dzi we­dle kry­te­rium, ja­kim była na­tio­na­li­ty, ter­min ten nie zna­czył jed­nak tego sa­me­go co „na­ro­do­wo­ść”, po­nie­waż wi­ązał się z po­sia­da­nym wcze­śniej oby­wa­tel­stwem. In­ny­mi sło­wy, for­mal­nie nie ist­nia­ło coś ta­kie­go jak Po­lish na­tio­na­li­ty w ofi­cjal­nych re­je­strach prze­cho­wy­wa­nych w Ame­ry­ce. Taka za­sa­da sta­wa­ła się jed­nak jaw­nie ab­sur­dal­na, kie­dy urzęd­ni­cy za­czy­na­li py­tać lu­dzi o ich to­żsa­mo­ść. Na przy­kład w in­struk­cji skie­ro­wa­nej do rach­mi­strzów spi­so­wych w 1910 roku wy­ró­żnio­no po­pu­la­cję Ame­ry­ka­nów pol­skie­go po­cho­dze­nia i na­ka­za­no spe­cjal­ne ich trak­to­wa­nie. In­struk­cja wska­zy­wa­ła, że „w przy­pad­ku osób de­kla­ru­jących, że uro­dzi­ły się w Pol­sce, któ­ra nie jest już nie­za­le­żnym pa­ństwem, na­le­ży py­tać, czy ich miej­sce uro­dze­nia znaj­du­je się w miej­scu zna­nym dziś jako nie­miec­ka Pol­ska, au­striac­ka Pol­ska czy ro­syj­ska Pol­ska”11.

9 Krzysz­tof Du­nin-Wąso­wicz, Struk­tu­ra de­mo­gra­ficz­na na­ro­du pol­skie­go w la­tach 1864–1914. Li­czeb­no­ść i roz­miesz­cze­nie, [w:] Hi­sto­ria Pol­ski, t. iii, red. Sta­ni­sław Ar­nold, Ta­de­usz Man­teuf­fel, pwn, War­sza­wa 1963, s. 95–110.

10 Ire­ne­usz Ih­na­to­wicz, An­to­ni Mączak, Be­ne­dykt Zien­ta­ra, Spo­łe­cze­ństwo Pol­skie od x do xx wie­ku, Ksi­ążka i Wie­dza, War­sza­wa 1979, s. 457–466.

11 In­struc­tions to Enu­me­ra­tors, Bu­re­au of the Cen­sus, Wa­shing­ton 1910, s. 30.


Ame­ry­ka­ński re­jestr imi­gra­cyj­ny z 1903 roku. Wszyst­kie oso­by w nim ujęte mają wpi­sa­ną „na­ro­do­wo­ść” (na­tio­na­li­ty) ro­syj­ską, na­to­miast „rasa lub lud” (race or pe­ople) jest pol­ska, li­tew­ska albo nie­miec­ka. Na tej stro­nie jest pra­dzia­dek au­to­ra, Sta­ni­sław Sto­lar­ski

We­dług spi­su lud­no­ści z 1910 roku do Sta­nów Zjed­no­czo­nych przy­by­ło oko­ło 3,5 mi­lio­na lu­dzi z ziem na­le­żących do daw­nej Rze­czy­po­spo­li­tej12. Oko­ło 2 mi­lio­nów mó­wi­ło po pol­sku i nie­mal wszy­scy zo­sta­li­by po 1918 roku oby­wa­te­la­mi od­bu­do­wa­nej Pol­ski, gdy­by nie prze­nie­śli się do Chi­ca­go, De­tro­it, Buf­fa­lo, Pit­ts­bur­gha lub któ­re­go­kol­wiek in­ne­go z ame­ry­ka­ńskich miast roz­kwi­ta­jących w tej epo­ce. Zresz­tą wie­lu imi­gran­tów w tym okre­sie wra­ca­ło osta­tecz­nie do do­mów, nie­kie­dy od­by­wa­jąc pod­róż przez Atlan­tyk kil­ku­krot­nie, nim osie­dli po jed­nej lub dru­giej stro­nie. W 1900 roku na py­ta­nie ame­ry­ka­ńskie­go urzędu do spraw lud­no­ści o po­cho­dze­nie na­ro­do­we ro­dzi­ców tyl­ko 326 764 oso­by od­po­wie­dzia­ły „pol­skie”. Ta licz­ba wzro­sła do 725 924 w 1910 roku, 1 303 351 w 1920 i wresz­cie 2 073 615 w 193013.

12 Ih­na­to­wicz, Mączak, Zien­ta­ra, dz. cyt. s. 19.

13 Hi­sto­ri­cal Sta­ti­stics of the Uni­ted Sta­tes, Co­lo­nial Ti­mes to 1957, Uni­ted Sta­tes Bu­re­au of the Cen­sus, Wa­shing­ton 1960, s. 65.

Oby­wa­te­le usa polskiego pochodzenia (pierwsze lub drugie pokolenie)


Emi­gra­cja za gra­ni­cę była nie­zwy­kle wa­żnym czyn­ni­kiem, jed­nak jesz­cze wi­ęcej osób (oko­ło 4 mi­lio­nów) w re­jo­nie pó­łnoc­no-wschod­niej Eu­ro­py mi­gro­wa­ło mi­ędzy la­ta­mi sie­dem­dzie­si­ąty­mi xix wie­ku a po­cząt­kiem wie­ku xx ze wsi do miast. War­sza­wa była za­pew­ne w tym okre­sie jed­nym z naj­szyb­ciej ro­snących miast w Eu­ro­pie (choć o to wy­ró­żnie­nie ubie­ga się kil­ko­ro kan­dy­da­tów). W cza­sach po­wsta­nia stycz­nio­we­go nie była jesz­cze du­żym mia­stem jak na dzi­siej­sze stan­dar­dy, li­czy­ła bo­wiem mniej niż 150 ty­si­ęcy miesz­ka­ńców. Już oko­ło 1882 roku po­ło­wę war­szaw­skiej po­pu­la­cji sta­no­wi­li lu­dzie uro­dze­ni gdzie in­dziej, a przed pierw­szą woj­ną świa­to­wą War­sza­wa była me­tro­po­lią li­czącą pra­wie 750 ty­si­ęcy lu­dzi. Oko­ło 1930 roku jej li­czeb­no­ść prze­kro­czy­ła mi­lion14.

14 Bar­ba­ra Czer­wi­ńska-Jędru­sik, Lud­no­ść i po­wierzch­nia War­sza­wy w la­tach 1921–2008, Urząd Sta­ty­stycz­ny, War­sza­wa 2009, s. 12.

W po­ło­wie xix wie­ku Łódź była wio­secz­ką, w któ­rej kil­ku przed­si­ębior­ców po­sta­no­wi­ło otwo­rzyć fa­bry­ki włó­kien­ni­cze. Z 4900 miesz­ka­ńców w 1829 roku mia­sto uro­sło do 40 ty­si­ęcy w 1865, a na­stęp­nie gwa­łtow­nie sko­czy­ło do 300 ty­si­ęcy w 1900 i nie­mal pół mi­lio­na u pro­gu pierw­szej woj­ny świa­to­wej15. W tym cza­sie Łódź była już jed­nym z głów­nych cen­trów pro­duk­cji włó­kien­ni­czej w im­pe­rium ro­syj­skim. Prze­no­sząc się o kil­ka­set ki­lo­me­trów na po­łu­dnio­wy za­chód, do­cie­ra­my na Śląsk, gdzie im­pe­ria ro­syj­skie, nie­miec­kie i au­striac­kie sty­ka­ły się ze sobą. Był to, dzi­ęki ko­pal­niom węgla, je­den z naj­cen­niej­szych re­gio­nów Eu­ro­py, a gęsto­ść za­lud­nie­nia była tu wy­ższa niż gdzie­kol­wiek in­dziej na te­re­nach daw­nej Rze­czy­po­spo­li­tej.

15 Ka­la­bi­ński, Ko­ło­dziej­czyk, dz. cyt., s. 162–163. Ju­lian Jan­czak, Lud­no­ść, [w:] Łódź. Dzie­je mia­sta, t. 1, red. Boh­dan Ba­ra­now­ski, Jan Fi­ja­łek, pwn, War­sza­wa–Łódź 1980, s. 196.

Zwy­kli­śmy uwa­żać Eu­ro­pę Wschod­nią za re­gion za­co­fa­ny i rze­czy­wi­ście pod wie­lo­ma względa­mi tak było, jed­nak je­że­li pod ko­niec xix wie­ku czło­wiek miesz­kał w War­sza­wie, Ło­dzi lub na Śląsku, na­le­żał do cy­wi­li­za­cji prze­my­sło­wej po­dob­nie jak miesz­ka­ńcy Ber­li­na czy Pa­ry­ża. Na­wet Kra­ków, któ­ry po­zo­stał mały i li­czył oko­ło 200 ty­si­ęcy miesz­ka­ńców, uczest­ni­czył w za­cho­dzących zmia­nach. W 1901 roku wpro­wa­dzo­no tam ka­na­li­za­cję w miesz­ka­niach i elek­trycz­ne tram­wa­je, elek­trycz­no­ść po­ja­wi­ła się w 1905, na­to­miast w 1911 klub pi­łkar­ski Wi­sła do­łączył do Mi­ędzy­na­ro­do­we­go Zrze­sze­nia Ama­tor­skie­go Fut­bo­lu (In­ter­na­tio­nal Al­lian­ce of Fo­ot­ball Ama­teurs)16.

16 Te ozna­ki roz­wo­ju omó­wio­ne zo­sta­ły w: Na­tha­niel D. Wood, Be­co­ming Me­tro­po­li­tan: Urban Sel­fho­od and the Ma­king of Mo­dern Cra­cow, Nor­thern Il­li­no­is Uni­ver­si­ty Press, De­Kalb 2010, s. 25. Au­tor przed­sta­wia ta­kże po­ja­wie­nie się szcze­gól­ne­go ro­dza­ju miej­skiej, a nie po pro­stu pol­skiej to­żsa­mo­ści.

To ostat­nie brzmi może try­wial­nie, sta­no­wi jed­nak wy­mow­ny sym­bol zmian, któ­re za­cho­dzi­ły na prze­ło­mie xix i xx wie­ku. W no­wym świe­cie u za­ra­nia xx wie­ku lu­dzie podłącza­li się do mi­ędzy­na­ro­do­wych sie­ci w o wie­le wi­ęk­szym stop­niu niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej i za­ra­zem zy­ski­wa­li do­stęp do zu­pe­łnie no­wych form spędza­nia cza­su (czy to w pra­cy, czy po pra­cy). Roz­ryw­ka sta­wa­ła się mi­ędzy­na­ro­do­wym to­wa­rem ma­so­wym. Przed xix wie­kiem wi­ęk­szo­ść za­jęć, któ­rym od­da­wa­no się w cza­sie wol­nym, mia­ła cha­rak­ter lo­kal­ny i za­kła­da­ła wspó­łu­czest­nic­two. Ow­szem, za­wo­do­wi mu­zy­cy czy ak­to­rzy słu­ży­li kró­lom i ary­sto­kra­cji, a cien­ka wy­ższa war­stwa spo­łe­cze­ństwa, któ­ra była pi­śmien­na, mo­gła czy­tać ksi­ążki dru­ko­wa­ne na­wet w od­le­głych miej­scach. Dzi­ęki kup­com i in­nym pod­ró­żni­kom wia­do­mo­ści, pio­sen­ki i ta­ńce do­cie­ra­ły na­wet do naj­bar­dziej od­osob­nio­nych wio­sek, tar­gi zaś do­star­cza­ły oka­zji do po­dzi­wia­nia przed­sta­wień mu­zycz­nych i te­atral­nych. Po­tocz­ne wy­obra­że­nie izo­lo­wa­nej, sta­tycz­nej kul­tu­ry chłop­skiej od­zwier­cie­dla ra­czej uprze­dze­nia niż rze­czy­wi­sto­ść. Jed­nak na co dzień za­jęcia, któ­re uprzy­jem­nia­ły ży­cie wi­ęk­szo­ści lu­dzi, wy­ko­ny­wa­li za­zwy­czaj sąsie­dzi i sąsiad­ki dla sąsia­dów i sąsia­dek. Wszyst­ko to mia­ło się zmie­nić wraz z urba­ni­za­cją oraz z to­wa­rzy­szącym jej po­ja­wie­niem się no­wych tech­no­lo­gii w ko­mu­ni­ka­cji i trans­por­cie. Tem­po, w ja­kim pi­łka no­żna sta­ła się spor­tem-wi­do­wi­skiem, sta­no­wi do­brą ilu­stra­cję tem­pa, w ja­kim zmie­niał się cały świat. Po­cząt­ki pi­łki no­żnej w Pol­sce nie są ja­sne, wie­my jed­nak, że w la­tach dzie­wi­ęćdzie­si­ątych xix wie­ku kil­ku na­uczy­cie­li w ga­li­cyj­skich szko­łach eks­pe­ry­men­to­wa­ło z tą grą. Krót­ka ksi­ążka za­ty­tu­ło­wa­na Gry pi­łką, któ­ra uka­za­ła się w 1896 roku, za­wie­ra­ła in­struk­cje do­ty­czące mi­ędzy in­ny­mi spor­tu co­raz bar­dziej po­pu­lar­ne­go w Wiel­kiej Bry­ta­nii i zwa­ne­go tam fo­ot­ball17. Pierw­sze dwie pol­skie dru­ży­ny, Le­chia i Czar­ni, po­wsta­ły we Lwo­wie w sierp­niu 1903 roku, a już oko­ło roku 1906 nowy sport upra­wia­ły dzie­si­ąt­ki dru­żyn w ca­łej Ga­li­cji. W 1906 roku od­by­ły się pierw­sze mi­ędzy­na­ro­do­we za­wo­dy pi­łkar­skie, mia­no­wi­cie dru­ży­na z kra­kow­skiej szko­ły ro­ze­gra­ła mecz prze­ciw­ko ame­ry­ka­ńskim i bry­tyj­skim człon­kom Buf­fa­lo Bill Wild West Show, któ­ry w tym cza­sie wy­stępo­wał na Bło­niach. W 1912 roku wy­bu­do­wa­no pierw­szy sta­dion, z trzy­sto­ma miej­sca­mi, prze­zna­czo­ny dla klu­bu Cra­co­via, któ­ry za­in­au­gu­ro­wa­no me­czem z Po­go­nią Lwów, a wy­nik wy­nió­sł 2:2. Rok wcze­śniej po­wstał Zwi­ązek Fo­ot­ba­li­stów Pol­skich, w 1913 roku zaś od­był się pierw­szy tur­niej o mi­strzo­stwo Ga­li­cji (Cra­co­via wy­gra­ła na wła­snym sta­dio­nie). Nie­mal ka­żdy ele­ment tej hi­sto­rii by­łby nie­wy­obra­żal­ny jesz­cze po­ko­le­nie wcze­śniej. Mamy w tej opo­wie­ści szko­ły, w któ­rych dzia­ła­ją zor­ga­ni­zo­wa­ne dru­ży­ny spor­to­we, go­to­we prze­mie­rzyć set­ki ki­lo­me­trów, żeby ro­ze­grać mecz, mia­sta dość duże, by spon­so­ro­wać licz­ne ze­spo­ły, stan­da­ry­za­cję gry, kie­ru­jącej się za­sa­da­mi za­po­ży­cza­ny­mi z kra­ju le­żące­go ty­si­ące ki­lo­me­trów da­lej i bu­do­wę sta­dio­nu tyl­ko po to, by lu­dzie mo­gli oglądać mecz.

17 Ed­mund Ce­nar, Gry pi­łką, wy­da­ne na­kła­dem au­to­ra, Lwów 1896, s. 20–23.

Hi­sto­ria pol­skiej pi­łki no­żnej ilu­stru­je ta­kże nową moc, jaką zy­ska­ło sło­wo dru­ko­wa­ne, któ­re sze­rzy­ło już nie tyl­ko szczyt­ne idee i wy­so­ką li­te­ra­tu­rę, ale ta­kże wia­do­mo­ści na te­mat po­pu­lar­nych ma­so­wych roz­ry­wek. Po­cząt­ki pra­sy w Pol­sce si­ęga­ją przy­naj­mniej xviii wie­ku: wy­da­wa­no wów­czas znacz­ną licz­bę ga­ze­tek, któ­re mia­ły krót­ki ży­wot i roz­cho­dzi­ły się w nie­wiel­kim kręgu czy­tel­ni­ków. W xix wie­ku na zie­miach daw­nej Rze­czy­po­spo­li­tej Oboj­ga Na­ro­dów po­ja­wi­ło się wie­le cza­so­pism i ga­zet, jed­nak na­wet naj­wa­żniej­sze z nich mie­wa­ły za­le­d­wie po kil­ka ty­si­ęcy czy­tel­ni­ków. Na przy­kład „Kur­jer War­szaw­ski” za­czął się uka­zy­wać jako dzien­nik w 1821 roku, jed­nak do­pie­ro w la­tach sie­dem­dzie­si­ątych zy­skał po­czyt­no­ść. Licz­ba jego pre­nu­me­ra­to­rów pod­sko­czy­ła z 5 ty­si­ęcy w 1872 roku do 12 ty­si­ęcy w 1878 i pra­wie 20 ty­si­ęcy na prze­ło­mie wie­ków (kie­dy ga­ze­ta uka­zy­wa­ła się już dwa razy dzien­nie). Krót­ko po­tem (w 1903) po­wstał ma­so­wo dys­try­bu­owa­ny „Go­niec”, a jego bru­ko­wy cha­rak­ter szyb­ko przy­nió­sł mu oko­ło 60 ty­si­ęcy czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek. Suma na­kła­dów war­szaw­skich ga­zet wzro­sła po­mi­ędzy ro­kiem 1896 a 1904 trzy­krot­nie: z 55 730 do 151 230. W tym okre­sie o uwa­gę czy­tel­ni­ków i czy­tel­ni­czek za­bie­ga­ło już 12 dzien­ni­ków w War­sza­wie i dwa w Ło­dzi. Je­śli zwró­ci­my się ku Ga­li­cji, znaj­dzie­my 107 ró­żnych pe­rio­dy­ków w 1881 roku i aż 382 w 1910. 312 z nich wy­da­wa­no po pol­sku, 42 po ukra­ińsku, 15 po he­braj­sku i 13 w ji­dysz18. W tym okre­sie ka­żdy, kto miesz­kał w po­bli­żu li­nii ko­le­jo­wych, mógł li­czyć, że do­sta­nie ga­ze­ty z da­ne­go dnia, pod­czas gdy do osób miesz­ka­jących da­lej pra­sa zwy­kle do­cie­ra­ła z jed­no-, dwu­dnio­wym opó­źnie­niem.

 

18 Sta­ty­sty­ki do­ty­czące roz­wo­ju pra­sy na zie­miach pol­skich, patrz: Pra­sa pol­ska w la­tach 1864–1918, red. Je­rzy Ło­jek, pwn, War­sza­wa 1976, s. 13.

Rola me­diów ma­so­wych była nie do prze­ce­nie­nia. Często my­śli­my o na­szych cza­sach jako o epo­ce nie­po­rów­ny­wal­nych zmian w tej dzie­dzi­nie, jed­nak in­ter­net jest po pro­stu roz­wi­ni­ęciem zja­wi­ska, któ­re po­ja­wi­ło się sto lat temu, kie­dy to lu­dzie po raz pierw­szy ze­tknęli się z ideą, że in­for­ma­cja może prze­miesz­czać się na duże od­le­gło­ści nie­mal na­tych­miast, po­ko­nu­jąc je szyb­ciej niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej. Wy­obra­źcie so­bie, jak to jest: do­ra­stać w spo­łecz­no­ści, w któ­rej pra­wie wszyst­ko usta­la­ne jest w bez­po­śred­nim kon­tak­cie, wszy­scy się zna­ją, zde­cy­do­wa­na wi­ęk­szo­ść lu­dzi umie­ra w pro­mie­niu kil­ku­na­stu ki­lo­me­trów od miej­sca uro­dze­nia, a ży­cie co­dzien­ne prze­bie­ga zgod­nie z ryt­ma­mi na­tu­ry. A te­raz wy­obra­źcie so­bie, że wszyst­ko to zmie­nia się w ci­ągu jed­ne­go ludz­kie­go ży­cia. Tego właś­nie do­świad­cza­li lu­dzie w ostat­nich la­tach xix i pierw­szych xx wie­ku w Eu­ro­pie pó­łnoc­no-wschod­niej. Po­wszech­ny na­strój nie­za­do­wo­le­nia i nie­po­ko­ju, cha­rak­te­ry­stycz­ny dla tej epo­ki, mo­żna po­wi­ązać z fa­tal­ny­mi wa­run­ka­mi ży­cia i trud­no­ścia­mi go­spo­dar­czy­mi, wy­ja­śnie­nie to nie będzie jed­nak pe­łne. Rów­nie wa­żny jest fakt, że prak­tycz­nie wszy­scy, któ­rzy żyli w tym cza­sie, zwłasz­cza (choć nie tyl­ko) miesz­ka­ńcy no­wych miast, ob­ser­wo­wa­li, jak ich świat sta­je na gło­wie. To, co od­le­głe, sta­wa­ło się bli­skie, to, co stop­nio­we, sta­wa­ło się na­tych­mia­sto­we, to, co prze­wi­dy­wal­ne – nie­pew­ne, a wszyst­ko, co zda­wa­ło się wiecz­ne, roz­pły­wa­ło się w po­wie­trzu.

Hi­sto­ry­cy od daw­na spie­ra­ją się, czy tym zmia­nom to­wa­rzy­szy­ła po­pra­wa, czy po­gor­sze­nie wa­run­ków ży­cia. Ro­bot­ni­cy fa­brycz­ni w War­sza­wie czy Ło­dzi spo­ży­wa­li wi­ęcej mi­ęsa niż wspó­łcześ­ni im miesz­ka­ńcy wsi, jed­nak ta­kie su­che dane zwy­kle po­mi­ja­ją to, co jest isto­tą rze­czy. Po pierw­sze, w cza­sach mi­gra­cji do miast lud­no­ść na wsi cier­pia­ła z po­wo­du ostre­go kry­zy­su zwi­ąza­ne­go z prze­lud­nie­niem: przede wszyst­kim dla­te­go wła­śnie lu­dzie prze­no­si­li się do mia­sta. Po dru­gie i wa­żniej­sze, nowy miej­ski styl ży­cia oka­zał się dla by­łych miesz­ka­ńców wsi w naj­lep­szym ra­zie dez­orien­tu­jący, bo pod­le­gał nie­zna­nym za­sa­dom i nor­mom, w naj­gor­szym zaś – opre­syj­ny w spo­sób, ja­kie­go do­tąd nie zna­li. Pa­ńsz­czy­zna była częścią skła­do­wą ży­cio­we­go do­świad­cze­nia wie­lu chłop­skich ro­dzin i na­wet na po­cząt­ku xx wie­ku wła­dzę szla­chec­kich wła­ści­cie­li ziem­skich trud­no było pod­wa­żyć. Lu­dzie byli więc w pew­nym sen­sie obe­zna­ni z nie­rów­no­ścia­mi wy­ni­ka­jący­mi z bo­gac­twa i wła­dzy, wszy­scy wie­dzie­li, co to zna­czy wy­ko­ny­wać ka­to­rżni­czą pra­cę, z któ­rej zysk czer­pie ktoś inny. Jed­na­kże ci, któ­rzy prze­no­si­li się do miast, ze­tknęli się z no­wy­mi, nie­po­ko­jący­mi for­ma­mi wy­zy­sku. Na­wet je­śli obiek­tyw­nie do­świad­czy­li po­pra­wy wa­run­ków, na przy­kład pod względem kon­sump­cji żyw­no­ści lub ocze­ki­wa­nej dłu­go­ści ży­cia, trud­no im było su­biek­tyw­nie od­czuć tę po­pra­wę, sko­ro żyli w at­mos­fe­rze nie­pew­no­ści, byli na­ra­że­ni na stres i wie­lo­krot­nie sta­wa­li się ofia­ra­mi co­dzien­nych nad­użyć, cha­rak­te­ry­zu­jących fa­bry­ki u za­ra­nia ka­pi­ta­li­zmu prze­my­sło­we­go.

Przy­wy­kli­śmy uzna­wać, że lu­dzie opusz­cza­ją wieś i prze­no­szą się do mia­sta albo po­rzu­ca­ją re­gion, w któ­rym wy­stępu­je wy­so­ki po­ziom ubó­stwa, i mi­gru­ją za oce­an, po­nie­waż szu­ka­ją lep­sze­go ży­cia. W pew­nym sen­sie jest to praw­da, jed­nak my­śląc tak, za­kła­da­my mo­ty­wa­cję po­zy­tyw­ną, am­bi­cję, pra­gnie­nie pó­jścia na­przód. Na­to­miast rów­nie po­wszech­na była mo­ty­wa­cja ne­ga­tyw­na: roz­pacz­liwy brak pod­sta­wo­wych środ­ków do ży­cia. Po­cząt­ki uprze­my­sło­wie­nia stwo­rzy­ły pa­skud­ne wi­do­ki: slum­sy i fa­bry­ki, w któ­rych coś ta­kie­go jak bhp nie ist­nia­ło, nie­wy­obra­żal­nie dłu­gie go­dzi­ny pra­cy, wy­zysk dzie­ci, ma­so­we bez­ro­bo­cie i nie­pe­łne za­trud­nie­nie, epi­de­mie śmier­tel­nych cho­rób za­ka­źnych, za­nie­czysz­cze­nie śro­do­wi­ska. Nie­któ­rym lu­dziom – zde­cy­do­wa­nej mniej­szo­ści – uda­wa­ło się wy­do­stać z tego szam­ba, by wie­ść ży­cie bez­piecz­niej­sze i bar­dziej do­stat­nie niż to, któ­re wio­dły star­sze po­ko­le­nia miesz­ka­jące na wsi, jed­nak na­wet w naj­lep­szych przy­pad­kach mamy do czy­nie­nia z hi­sto­ria­mi osi­ągni­ęć po­prze­dzo­nych po­ra­żką. Zresz­tą tego typu hi­sto­rie na­le­ża­ły do rzad­ko­ści. Suk­ces za­le­żał przede wszyst­kim od szczęścia; cho­ciaż ci­ężka pra­ca i oszczęd­no­ść były ko­niecz­ne, by osi­ągnąć do­bro­byt, zna­czy­ły nie­wie­le, je­śli wa­ha­nia ryn­ku lub błędy w za­rządza­niu do­pro­wa­dzi­ły do za­mkni­ęcia miej­sca pra­cy.

Być może naj­gor­sze było to, że ży­ciem lu­dzi za­częły rządzić siły, któ­rych nie ro­zu­mie­li. Na wsi chłop cier­piał głód, gdy zbio­ry da­ne­go roku były kiep­skie – nie­trud­no więc było zro­zu­mieć po­wo­dy swo­je­go nie­szczęścia. Dla ro­bot­ni­ków w no­wych miej­skich przed­si­ębior­stwach ka­ta­stro­fa mo­gła na­de­jść bez ja­kie­go­kol­wiek wcze­śniej­sze­go ostrze­że­nia: fa­bry­kę po pro­stu za­my­ka­no lub zwal­nia­no pra­cow­ni­ków. Wy­ja­śnie­nie, że za­dzia­ła­ły tu „siły ryn­ku” lub że wła­ści­ciel do­ko­nał złej in­we­sty­cji, nie było ani sa­tys­fak­cjo­nu­jące, ani po­cie­sza­jące. Po­wó­dź czy su­szę mo­żna przy­naj­mniej uznać za dzia­ła­nia Boga, nowa ar­gu­men­ta­cja była nie do po­jęcia. Co wi­ęcej, na wsi ka­żdą ka­ta­stro­fę ła­go­dzi­ły ist­nie­jące od daw­na sie­ci wza­jem­ne­go wspar­cia. Ta­kich sie­ci bar­dzo nie­wie­le wy­two­rzy­ło się w ano­ni­mo­wych mia­stach, gdzie całe dziel­ni­ce po­wsta­wa­ły z ni­cze­go w ci­ągu kil­ku lat, więc ich po­pu­la­cja nie sta­no­wi­ła żad­nej wspól­no­ty. Świa­do­mo­ść, że na­sze ży­cie wisi na wło­sku, że mo­żna pra­co­wać ci­ężko przez dwa­na­ście go­dzin na dobę, sze­ść dni w ty­go­dniu, za mi­ni­mal­ną pła­cę, a i tak stra­cić wszyst­ko, nie­mal bez uprze­dze­nia – bar­dziej niż co­kol­wiek in­ne­go spra­wia­ła, że Pol­ska u pro­gu xx wie­ku przy­po­mi­na­ła becz­kę pro­chu.

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

Alvis, Ro­bert E., Re­li­gion and the Rise of Na­tio­na­lism: A Pro­fi­le of an East-Cen­tral Eu­ro­pe­an City, Sy­ra­cu­se Uni­ver­si­ty Press, Sy­ra­cu­se 2005

Ba­ra­ńska, Anna, Mi­ędzy War­sza­wą, Pe­ters­bur­giem i Rzy­mem. Ko­ściół a pa­ństwo w do­bie Kró­le­stwa Pol­skie­go (1815–1830), kul, Lu­blin 2008

Bar­tal, Isra­el, The Jews of Eastern Eu­ro­pe, 1772–1881, przeł. Chaya Naor, Uni­ver­si­ty of Pen­n­sy­lva­nia Press, Phi­la­del­phia 2005

Be­au­vo­is, Da­niel, The No­ble, the Serf, and the Re­vi­zor: The Po­lish No­bi­li­ty be­twe­en Tsa­rist Im­pe­ria­lism and the Ukra­inian Mas­ses (1831–1863). Har­wo­od, Chur 1991

Be­rend, Iván, Gy­ör­gy Ran­ki, The Eu­ro­pe­an Pe­ri­phe­ry and In­du­stria­li­sa­tion, 1780–1914, Cam­brid­ge Uni­ver­si­ty Press, Cam­brid­ge 1977