Całkiem zwyczajny krajTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Nie na­le­ży ta­kże sądzić, że kam­pa­nie ger­ma­ni­za­cyj­ne i ru­sy­fi­ka­cyj­ne były prze­ja­wem szcze­gól­nej bru­tal­no­ści ze stro­ny cara lub nie­miec­kie­go ce­sa­rza albo ma­ni­fe­sta­cją wy­jąt­ko­wej nie­na­wi­ści do pol­sko­ści. Im­pe­ria za­bor­cze ro­bi­ły tyl­ko to, co ro­bi­ły w tym cza­sie wszyst­kie no­wo­cze­sne pa­ństwa. Nie za­mie­rzam uspra­wie­dli­wiać tej fa­tal­nej po­li­ty­ki, sta­ram się je­dy­nie po­ka­zać, że nie była ni­czym nad­zwy­czaj­nym. Miło by­ło­by wie­rzyć, że kam­pa­nie wy­na­ra­da­wia­nia były do­me­ną au­to­ry­tar­nych mo­nar­chii, ta­kich jak car­ska Ro­sja, a nie „do­brych” pa­ństw de­mo­kra­tycz­nych. Nie­ste­ty, było ina­czej. Cho­cia­żby za­rów­no w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, jak i w Ka­na­dzie za­bie­ra­no dzie­ci rdzen­nych Ame­ry­ka­nów z ich spo­łecz­no­ści, po czym umiesz­cza­no w szko­łach z in­ter­na­tem, któ­rych jaw­nym ce­lem było po­zba­wie­nie uczniów to­żsa­mo­ści i przy­mu­so­wa asy­mi­la­cja do kul­tu­ry an­glo­języcz­nej. Pierw­szy pre­mier Ka­na­dy, sir John Ale­xan­der Mac­do­nald, mó­wił w 1883 roku w Izbie Gmin:

Je­śli szko­ła znaj­du­je się w re­zer­wa­cie, dziec­ko miesz­ka z ro­dzi­ca­mi, któ­rzy są dzi­ku­sa­mi; oto­czo­ne jest przez dzi­ku­sów i choć może na­uczyć się czy­tać i pi­sać, jego na­wy­ki, wy­cho­wa­nie oraz spo­sób my­śle­nia po­zo­sta­ją in­dia­ńskie. Jest po pro­stu dzi­kim, któ­ry umie czy­tać i pi­sać […]. Dzie­ci in­dia­ńskie na­le­ży, o ile to tyl­ko mo­żli­we, uwal­niać od wpły­wu ro­dzi­ców, a je­dy­nym spo­so­bem, by to zro­bić, jest umiesz­cze­nie ich w cen­tral­nych szko­łach z in­ter­na­tem, gdzie na­będą na­wy­ków i spo­so­bów my­śle­nia bia­łe­go czło­wie­ka4.

4 Cy­to­wa­ne w: What We Have Le­ar­ned: Prin­ci­ples of Truth and Re­con­ci­lia­tion, Truth and Re­con­ci­lia­tion Com­mis­sion in Ca­na­da, Win­ni­peg 2015, s. 6.

Na po­łu­dnio­wym za­cho­dzie Sta­nów Zjed­no­czo­nych wy­ko­rzy­sty­wa­no ró­żno­rod­ne stra­te­gie, aby „za­me­ry­ka­ni­zo­wać” miesz­ka­ńców te­re­nów prze­jętych od Mek­sy­ku po woj­nie 1846–1848, a los hisz­pa­ńsko­języcz­nych dzie­ci w ame­ry­ka­ńskich szko­łach pod­sta­wo­wych xix wie­ku był ude­rza­jąco po­dob­ny do losu dzie­ci mó­wi­ących po pol­sku w szko­łach pru­skich. Kie­dy rząd Węgier roz­po­czął kam­pa­nię asy­mi­la­cyj­ną, któ­rej obiek­tem byli ru­mu­ńsko­języcz­ni miesz­ka­ńcy Tran­syl­wa­nii, przy­kład Sta­nów Zjed­no­czo­nych uzna­no za roz­wi­ąza­nie mo­de­lo­we – do tego stop­nia, że wy­ko­rzy­sta­no go na­wet jako po­gró­żkę: czło­nek węgier­skie­go par­la­men­tu ostrze­gał w 1867 roku Ru­mu­nów: „Nie pro­wo­kuj­cie nas do za­sto­so­wa­nia wo­bec in­ne­go na­ro­du me­to­dy ca­łko­wi­tej eks­ter­mi­na­cji, uży­tej przez An­glo­sa­sów wo­bec czer­wo­no­skó­rych In­dian z Ame­ry­ki Pó­łnoc­nej”5. Mniej bru­tal­na, ale może na­wet sku­tecz­niej­sza była kam­pa­nia prze­pro­wa­dzo­na pod ko­niec xix wie­ku we Fran­cji, ma­jąca na celu języ­ko­we i kul­tu­ro­we ujed­no­li­ce­nie kra­ju. Ist­nie­ją sza­cun­ki, we­dług któ­rych w cza­sie re­wo­lu­cji za­le­d­wie po­ło­wa po­pu­la­cji Fran­cji mó­wi­ła po fran­cu­sku, a jesz­cze w 1863 roku – trzy czwar­te. Po­zo­sta­li po­słu­gi­wa­li się pro­wan­sal­skim, fla­mandz­kim, bre­to­ńskim, ba­skij­skim i wie­lo­ma in­ny­mi z dłu­giej li­sty języ­ków i dia­lek­tów (ró­żni­ca mi­ędzy jed­nym i dru­gim za­wsze mia­ła wi­ęcej wspól­ne­go z wła­dzą niż z ja­ki­mi­kol­wiek kry­te­ria­mi języ­ko­znaw­czy­mi). Obo­wi­ąz­ko­wa edu­ka­cja, przy­mu­so­wy po­bór do (fran­cu­sko­języcz­nej) ar­mii oraz mo­no­języ­ko­wy apa­rat ad­mi­ni­stra­cyj­ny i praw­ny zdo­ła­ły za­dzi­wia­jąco szyb­ko wy­ma­zać języ­ko­wą ró­żno­rod­no­ść6.

5 Prze­mó­wie­nie Pala Hun­fal­wy cy­tu­je R.W. Se­ton-Wat­son w: A Hi­sto­ry of the Ro­ma­nians from Ro­man Ti­mes to Com­ple­tion of Uni­ty, Ar­chon Bo­oks, Lon­don 1963, s. 349. Jest to re­print ory­gi­nal­ne­go tek­stu z 1937 roku.

6 Eu­ge­ne We­ber, Pe­asants into French­men: The Mo­der­ni­za­tion of Ru­ral Fran­ce, 1870–1914, Stan­ford Uni­ver­si­ty Press, Stan­ford 1976, s. 67–88.

Na tym mi­ędzy­na­ro­do­wym tle roz­wi­ąza­nia wpro­wa­dza­ne przez rządy nie­miec­ki czy ro­syj­ski nie były ni­czym nad­zwy­czaj­nym; w prak­ty­ce w przy­pad­ku tego dru­gie­go wy­da­je się zresz­tą, że były mało sku­tecz­ne. Nie cho­dzi tu o to, by umniej­szać pro­ble­my osób pol­sko­języcz­nych, któ­rych język szka­lo­wa­no i mar­gi­na­li­zo­wa­no, zwłasz­cza w za­bo­rze nie­miec­kim, gdzie po­li­ty­ce ger­ma­ni­za­cji to­wa­rzy­szy­ło prze­ko­na­nie o nie­miec­kiej wy­ższo­ści kul­tu­ro­wej. Nie cho­dzi ta­kże o to, by bro­nić tych prak­tyk – wprost prze­ciw­nie, były wszak co naj­mniej opre­syj­ne, a w swo­ich naj­skraj­niej­szych prze­ja­wach po pro­stu bru­tal­ne. Sta­no­wi­ły jed­nak część ty­po­we­go do­świad­cze­nia mniej­szo­ści języ­ko­wych i kul­tu­ro­wych w mo­der­ni­zu­jących się pa­ństwach. Wcze­śniej wład­ca dbał je­dy­nie o to, by pod­da­ni pła­ci­li po­dat­ki i utrzy­my­wa­li po­rządek, na­to­miast w dru­giej po­ło­wie xix wie­ku do­sko­na­ła mie­szan­ka czyn­ni­ków ide­olo­gicz­nych (wy­obra­że­nia do­ty­czące hie­rar­chii ra­so­wych i „mi­sji cy­wi­li­za­cyj­nych”), sił go­spo­dar­czych (za­po­trze­bo­wa­nie na miej­ską siłę ro­bo­czą, któ­ra mó­wi­ła­by jed­nym języ­kiem) i po­li­tycz­nych (eks­pan­sja i ujed­no­li­ca­nie sys­te­mów ad­mi­ni­stra­cyj­nych i praw­nych) spra­wi­ła, że kam­pa­nie wy­na­ra­da­wia­jące sta­ły się zja­wi­skiem glo­bal­nym.

Fa­scy­nu­jąca dwu­znacz­no­ść pol­skie­go dzie­wi­ęt­na­sto­wiecz­ne­go ru­chu na­ro­do­we­go po­le­ga na tym, że zna­la­zł się w po­zy­cji po­śred­niej: po­mi­ędzy do­świad­cze­niem uci­ska­nej kul­tu­ry mniej­szo­ścio­wej a do­świad­cze­niem elit kul­tu­ro­wych bu­du­jących pa­ństwo. Wi­dać to naj­le­piej, kie­dy po­rów­na­my sy­tu­ację w Pru­sach, gdzie Po­la­ków trak­to­wa­no jako kul­tu­ro­wo ni­ższych, za­co­fa­nych chło­pów, któ­rych Niem­cy mu­szą „ucy­wi­li­zo­wać”, z sy­tu­acją w Ga­li­cji, gdzie rządzi­li Po­la­cy. Habs­bur­go­wie, nie­ustan­nie kon­fron­to­wa­ni ze zja­wi­skiem pol­skie­go se­pa­ra­ty­zmu (i co na­wet wa­żniej­sze, ze zja­wi­skiem se­pa­ra­ty­zmu węgier­skie­go), osta­tecz­nie po­rzu­ci­li wszel­kie pró­by scen­tra­li­zo­wa­nia swo­je­go im­pe­rium. Lud­no­ść nie­miec­ko­języcz­na sta­no­wi­ła na zie­miach ce­sar­stwa je­dy­nie oko­ło jed­nej czwar­tej po­pu­la­cji, resz­tę zaś mo­żna było przy­po­rząd­ko­wać do jed­nej z co naj­mniej dzie­wi­ęciu wi­ęk­szych ka­te­go­rii et­nicz­no-języ­ko­wych oraz wy­ró­żnić wśród nich jesz­cze wi­ęcej pod­grup. Wy­mu­sza­nie w tych oko­licz­no­ściach ujed­no­li­ce­nia by­ło­by, uj­mu­jąc rzecz de­li­kat­nie, na­iw­no­ścią, za­tem wła­dze w Wied­niu po­sta­no­wi­ły ra­czej skap­to­wać eli­ty dwóch naj­sil­niej­szych (i naj­bar­dziej opor­nych) wspól­not, czy­li eli­ty węgier­skie i pol­skie. W 1867 roku Węgry zy­ska­ły sta­tus osob­ne­go kró­le­stwa, po­łączo­ne­go z Au­strią oso­bą mo­nar­chy i po­li­ty­ką za­gra­nicz­ną. Ga­li­cji nie za­pro­po­no­wa­no ta­kie­go ukła­du, jed­nak po­zo­sta­ła pro­win­cją o sze­ro­kim za­kre­sie au­to­no­mii w ka­żdym prak­tycz­nym aspek­cie. Po­wo­ła­no sejm pro­win­cjo­nal­ny, a języ­kiem rządu, szkol­nic­twa i ad­mi­ni­stra­cji po­zo­stał język pol­ski. Cho­ciaż na ma­pie Eu­ro­py Pol­ska nie ist­nia­ła, lu­dzie miesz­ka­jący w Kra­ko­wie, Lwo­wie i wie­lu ma­łych mia­stecz­kach i wio­skach Ga­li­cji mo­gli funk­cjo­no­wać tak, jak gdy­by żyli w nie­za­le­żnym pa­ństwie pol­skim. Za­so­by tego pa­ństwa (w ubo­giej Ga­li­cji bar­dzo ogra­ni­czo­ne) wy­ko­rzy­sty­wa­no do pro­mo­wa­nia nie tyl­ko ce­sar­sko-kró­lew­skie­go lo­ja­li­zmu, któ­ry był na tym ob­sza­rze bar­dzo sil­ny, ale też pol­skie­go języ­ka i pol­skie­go pa­trio­ty­zmu. Za­chęca­no chło­pów do udzia­łu w pu­blicz­nych rocz­ni­cach upa­mi­ęt­nia­jących wy­da­rze­nia z hi­sto­rii Pol­ski, ta­kie jak pod­pi­sa­nie Kon­sty­tu­cji 3 maja czy uro­dzi­ny wa­żnych po­sta­ci hi­sto­rycz­nych. Wie­lu pi­sa­rzy i ar­ty­stów en­tu­zja­stycz­nie wspie­ra­ło te wy­si­łki. Sztu­kę pa­trio­tycz­ną re­pro­du­ko­wa­no w po­sta­ci ta­nich dru­ków, z któ­rych część, mi­ędzy in­ny­mi za po­śred­nic­twem pism ru­chu lu­do­we­go, tra­fia­ła osta­tecz­nie jako de­ko­ra­cja do chat chłop­skich.

O ile w Pru­sach Po­la­cy trak­to­wa­ni byli jak nie­cy­wi­li­zo­wa­ni chło­pi, a w Ga­li­cji sta­li się częścią eli­ty rządzącej, o tyle w Ce­sar­stwie Ro­syj­skim (w któ­re­go gra­ni­cach zna­la­zła się zde­cy­do­wa­na wi­ęk­szo­ść lud­no­ści pol­sko­języcz­nej) zaj­mo­wa­li po­zy­cję po­śred­nią. Jak wspo­mi­na­łem, pod ko­niec xix wie­ku wła­dze car­skie roz­po­częły nie­sku­tecz­ną kam­pa­nię ru­sy­fi­ka­cyj­ną, a już wcze­śniej, za­raz po 1863 roku, Po­la­cy byli ca­łko­wi­cie od­ci­ęci od wła­dzy po­li­tycz­nej. Pol­sko­języcz­ni miesz­ka­ńcy Kró­le­stwa Pol­skie­go i Kre­sów po­zo­sta­wa­li jed­nak na tych te­re­nach eli­tą kul­tu­ro­wą, spo­łecz­ną i go­spo­dar­czą. W lo­gi­ce eu­ro­pej­skie­go ko­lo­nia­li­zmu i orien­ta­li­zmu Ro­sja znaj­do­wa­ła się za­wsze w dzi­wacz­nej po­zy­cji – nie do ko­ńca człon­ki­ni klu­bu mo­carstw, a jed­nak też nie ca­łkiem poza nim. Wo­bec po­łu­dnio­wych i wschod­nich obrze­ży Ro­sja pro­wa­dzi­ła po­li­ty­kę od­po­wia­da­jącą im­pe­rial­nym wzor­com, uru­cha­mia­jąc dys­kurs „mi­sji cy­wi­li­za­cyj­nej” i wy­si­łków na rzecz za­sy­mi­lo­wa­nia „za­co­fa­nych” lu­dów Azji Cen­tral­nej i Sy­be­rii. Jed­nak na za­chod­niej gra­ni­cy im­pe­rium pol­ską szlach­tę po­strze­ga­no (przy czym ona sama rów­nież się tak po­strze­ga­ła) jako przed­sta­wi­cie­li „Eu­ro­py” i „Za­cho­du”. W ten spo­sób po­wsta­wa­ła dzi­wacz­na sy­tu­acja, w któ­rej ro­syj­ska ad­mi­ni­stra­cja spra­wo­wa­ła wła­dzę po­li­tycz­ną i woj­sko­wą, pod­czas gdy Po­la­cy za­cho­wy­wa­li he­ge­mo­nię w dzie­dzi­nie kul­tu­ry.

 

Wszędzie pod­sta­wo­wym na­rzędziem kam­pa­nii wy­na­ra­da­wia­nia była ide­olo­gia hie­rar­chii na­ro­do­wych – idea tego, co Niem­cy na­zwa­li Kul­tur­träger (no­si­ciel kul­tu­ry). W Sta­nach Zjed­no­czo­nych uczo­no się an­giel­skie­go, we Fran­cji pa­ry­skie­go fran­cu­skie­go, a w znacz­nej części środ­ko­wej Eu­ro­py nie­miec­kie­go nie tyl­ko z tej przy­czy­ny, że pa­ństwo wy­mu­sza­ło na­ukę tych języ­ków, ale rów­nież dla­te­go, że wie­le osób na­le­żących do grup mniej­szo­ścio­wych po­strze­ga­ło asy­mi­la­cję jako na­rzędzie awan­su kul­tu­ro­we­go. Trud­no na­to­miast wy­obra­zić so­bie pol­skie­go dzie­wi­ęt­na­sto­wiecz­ne­go szlach­ci­ca, któ­ry uczy się ro­syj­skie­go, by się bar­dziej „ucy­wi­li­zo­wać” – choć za­ra­zem war­to pa­mi­ętać, że Po­la­cy (i Po­lki) stu­dio­wa­li w Pe­ters­bur­gu lub wy­je­żdża­li do Ro­sji ro­bić ka­rie­ry. Zgod­nie z ów­cze­snym ro­syj­skim ste­reo­ty­pem Po­lak był prze­in­te­lek­tu­ali­zo­wa­nym sno­bem – od­wrot­no­ść nie­miec­kie­go ste­reo­ty­pu nie­pi­śmien­ne­go pol­skie­go chło­pa. W re­zul­ta­cie w kon­tro­lo­wa­nej przez Ro­sjan War­sza­wie mógł po­ja­wić się taki Kul­tur­träger jak Hen­ryk Sien­kie­wicz, au­tor be­st­sel­le­ro­wych po­wie­ści, któ­re ode­gra­ły ogrom­ną rolę w sze­rze­niu ide­olo­gii to­żsa­mo­ści na­ro­do­wej we wszyst­kich trzech za­bo­rach.

Rola li­te­ra­tu­ry i sztu­ki w gło­sze­niu na­ro­do­wej ewan­ge­lii jest nie do prze­ce­nie­nia. Wa­żniej­si na­wet niż sław­ny Sien­kie­wicz byli nie­zli­cze­ni pi­sa­rze i ma­la­rze, któ­rzy choć ni­g­dy nie we­szli do ka­no­nu li­te­ra­tu­ry pol­skiej, nie­śli prze­sła­nie o pol­skiej to­żsa­mo­ści w za­po­mnia­nych dziś po­wie­ściach ro­man­tycz­nych i przy­go­do­wych, dru­go­rzęd­nych dra­ma­tach czy tan­det­nych re­pro­duk­cjach zba­na­li­zo­wa­nej sztu­ki na­ro­do­wej.

To dzi­ęki ta­kim przed­si­ęw­zi­ęciom co­raz wi­ęcej lu­dzi za­po­zna­wa­ło się z pod­sta­wo­wy­mi ar­che­ty­pa­mi na­ro­do­wej pod­mio­to­wo­ści, zwłasz­cza z ide­ałem pa­trio­tycz­nej męsko­ści, któ­re­go wcie­le­niem stał się Po­wsta­niec: od­wa­żny bo­jow­nik o wol­no­ść, go­tów za­ry­zy­ko­wać wszyst­ko, na­wet ży­cie – zwłasz­cza ży­cie – dla spra­wy na­ro­do­wej. Był bo­ha­te­rem tra­gicz­nym w kla­sycz­nym tego po­jęcia zna­cze­niu: po­stać, któ­rej męstwo i cno­ta wi­ąza­ły się za­wsze z ja­kąś fa­tal­ną ska­zą, nie­uchron­nie pro­wa­dzącą ku klęsce. Pol­ska jako taka ta­kże sta­ła się ta­kim bo­ha­te­rem, po­wie­ścio­pi­sa­rze, po­eci i hi­sto­ry­cy za­częli bo­wiem opo­wia­dać dzie­je na­ro­du jako zbio­ro­we­go ak­to­ra dzie­jów, wal­czące­go o swo­je ist­nie­nie po to je­dy­nie, by za ka­żdym ra­zem po­nie­ść klęskę, nie­uchron­ną, choć ry­cer­ską. Cno­ta­mi owe­go bo­ha­te­ra są umi­ło­wa­nie wol­no­ści i od­wa­żna go­to­wo­ść do tego, by za nią wal­czyć; tra­gicz­ną ska­zą – na­kaz wal­ki nie­za­le­żnie od szans na zwy­ci­ęstwo lub ceny po­ra­żki.

Od­po­wied­nicz­ką he­ro­icz­nej, a za­ra­zem tra­gicz­nej po­sta­ci bo­jow­ni­ka o wol­no­ść sta­ła się inna ar­che­ty­picz­na po­stać: Mat­ka Pol­ka. Do­star­cza­ła wzor­ca na­ro­do­wej ko­bie­co­ści, wspie­ra­jąc męski ide­ał po­wsta­ńca. Mat­ka Po­lka ta­kże de­fi­nio­wa­ła się po­przez ofia­rę: ofia­rę żony, któ­ra do­bro­wol­nie go­dzi się z tym, że mąż od­cho­dzi i gi­nie dla spra­wy na­ro­do­wej, i któ­ra wy­cho­wu­je dzie­ci go­to­we tak samo od­dać ży­cie. Jest sto­icz­ką, w któ­rej ży­ciu nie­wie­le jest ra­do­ści, i nie­złom­ną pod­po­rą mo­ral­nej pra­wo­ści swe­go męża wo­jow­ni­ka. Pod wie­lo­ma względa­mi Mat­ka Po­lka sta­no­wi wa­ria­cję na te­mat zna­nych dzie­wi­ęt­na­sto­wiecz­nych bu­rżu­azyj­nych norm ko­bie­co­ści. W ca­łej Eu­ro­pie w tym okre­sie ko­bie­tom z klas śred­niej i wy­ższej po­wta­rza­no, że mają w ży­ciu dwa cele: wy­cho­wy­wać dzie­ci oraz być dla mężów ucie­le­śnie­niem mo­ral­no­ści i cno­ty. W mia­rę jak ka­pi­ta­lizm prze­my­sło­wy za­stępo­wał daw­niej­sze war­to­ści etycz­ne nor­ma­mi co­raz le­piej do­pa­so­wa­ny­mi do bez­względ­ne­go świa­ta in­te­re­sów, ko­bie­tę za­częto trak­to­wać jako je­dy­ną isto­tę sto­jącą mi­ędzy no­wo­cze­sno­ścią a za­tra­ce­niem. W Pol­sce, tak samo jak we Fran­cji czy Wiel­kiej Bry­ta­nii, ide­ał ko­bie­co­ści zde­fi­nio­wa­no na tyle wąsko, że mógł od­po­wia­dać je­dy­nie tym, któ­rych stać było na utrzy­ma­nie ro­dzi­ny wy­łącz­nie z do­cho­dów mężczy­zny (luk­sus nie­osi­ągal­ny dla chło­pów czy ro­bot­ni­ków prze­my­sło­wych). W Pol­sce ta war­stwa eko­no­micz­na aż do ko­ńca xix wie­ku ogra­ni­cza­ła się prak­tycz­nie do dzie­dzicz­nej szlach­ty – czy­li gru­py, któ­rą naj­sil­niej przy­ci­ągał ruch na­ro­do­wy. Za­tem wzo­rzec Mat­ki Po­lki do­da­wał lo­kal­ną nutę do po­pu­lar­ne­go wśród elit ide­ału ko­bie­co­ści, przy­zna­jąc ko­bie­cie obo­wi­ązek pod­trzy­my­wa­nia już nie tyl­ko mo­ral­no­ści i po­rząd­ku spo­łecz­ne­go, ale ta­kże sa­me­go na­ro­du.


Męsko­ść i ko­bie­co­ść w xix wie­ku: (a) Ar­tur Grot­t­ger, Bi­twa, 1863. Źró­dło: Mu­zeum Sztuk Pi­ęk­nych, Bu­da­peszt; (b) Po­że­gna­nie i po­wi­ta­nie, 1865–1866. Źró­dło: Mu­zeum Na­ro­do­we w Kra­ko­wie.

Przy­wo­łu­ję te ar­che­ty­py, po­nie­waż kie­ru­ją na­szą uwa­gę ku istot­ne­mu py­ta­niu: co tak na­praw­dę zna­czy­ło być Po­la­kiem? Je­śli jest praw­dą, jak sta­ram się do­wie­ść w tym roz­dzia­le, że na­ród pol­ski (w ta­kim zna­cze­niu, w ja­kim dziś o nim my­śli­my) zo­stał stwo­rzo­ny w xix wie­ku, w ta­kim ra­zie jacy po­win­ni być jego człon­ko­wie i człon­ki­nie? Na po­cząt­ku mamy do­kład­nie te ide­ały, któ­re wła­śnie na­szki­co­wa­łem: Po­wsta­niec i Mat­ka Po­lka. Obie po­sta­cie łączy to, że po­cho­dzą ze szlach­ty, gru­py, któ­ra za­cho­wa­ła kul­tu­ro­wą he­ge­mo­nię i moc de­fi­nio­wa­nia pol­sko­ści dłu­go po tym, jak jej wła­dza eko­no­micz­na i po­li­tycz­na za­częła za­ni­kać. Nie ozna­cza to, że nie ist­nia­ły wzor­ce pol­sko­ści dla chło­pów – te wzor­ce roz­wi­ja­ły się jed­nak już w xix wie­ku i okre­śla­no je wo­bec ist­nie­jących wcze­śniej ide­ałów szla­chec­kich. Mi­tycz­ny chłop pol­ski stał się wy­ide­ali­zo­wa­nym wcie­le­niem wiej­skiej pro­sto­ty, za­wsze re­li­gij­nym, po­bo­żnym i zna­jącym swo­je wła­ści­we miej­sce w spo­łe­cze­ństwie. W mgli­stej pa­mi­ęci hi­sto­rycz­nej do­świad­cze­nia i tro­ski szlach­ty uto­żsa­mio­no z do­świad­cze­nia­mi i tro­ska­mi Pol­ski. Zwy­kło się na przy­kład na­zy­wać cały okres mi­ędzy 1795 a 1918 ro­kiem mia­nem „cza­su nie­wo­li”. Tym­cza­sem tra­jek­to­ria chłop­skich do­świad­czeń od­no­szących się do owych 123 lat za­czy­na się od pod­da­ństwa i prze­cho­dzi przez ko­lej­ne eta­py eman­cy­pa­cji, ukła­da­jąc się w zu­pe­łnie inną opo­wie­ść. Cho­ciaż re­la­tyw­nie nie­wie­lu chło­pów an­ga­żo­wa­ło się w spra­wę na­ro­do­wą, ci, któ­rzy to ro­bi­li, sta­li się w dwu­dzie­sto­wiecz­nych ksi­ążkach hi­sto­rycz­nych iko­na­mi wła­śnie dla­te­go, że we­szli w rolę na­ro­do­we­go bo­ha­te­ra – Po­wsta­ńca. O wie­le mniej po­pu­lar­ni w pol­skiej na­ro­do­wej mi­to­lo­gii są chło­pi i chłop­ki bun­tu­jący się prze­ciw uci­sko­wi pana ziem­skie­go – po­sta­cie tak często spo­ty­ka­ne w in­nych ru­chach na­ro­do­wych (na przy­kład wśród Ukra­ińców czy Mek­sy­ka­nów). Jak po­ka­żę w ko­lej­nym roz­dzia­le, na zie­miach pol­skich roz­wi­nął się osta­tecz­nie ruch lu­do­wy, jed­nak miał on o wie­le mniej­szy wy­wro­to­wy po­ten­cjał niż ana­lo­gicz­ne ru­chy w in­nych częściach świa­ta.

Je­śli mogę po­zwo­lić so­bie na lek­ką prze­sa­dę, z po­rów­ny­wal­ną sy­tu­acją mie­li­by­śmy do czy­nie­nia, gdy­by ame­ry­ka­ńska nar­ra­cja pa­trio­tycz­na, de­kla­ru­jąc, że obej­mu­je za­rów­no czar­nych, jak i bia­łych, wy­sła­wia­ła po­sia­da­czy ziem­skich z Po­łud­nia i mar­gi­na­li­zo­wa­ła zja­wi­sko nie­wol­nic­twa. Ana­lo­gia jest o tyle traf­na, że przez znacz­ną część xx wie­ku do­kład­nie tak uczo­no nas w Sta­nach Zjed­no­czo­nych hi­sto­rii, zwłasz­cza w szko­łach pod­sta­wo­wych i śred­nich, oraz do­kład­nie tak przed­sta­wia­no ją w kul­tu­rze po­pu­lar­nej. Kla­sycz­na ame­ry­ka­ńska opo­wie­ść Prze­mi­nęło z wia­trem (ksi­ążka zo­sta­ła opu­bli­ko­wa­na w 1936 roku, film po­wstał w 1939) jest tego do­sko­na­łym przy­kła­dem. W tej wi­zji ame­ry­ka­ńskiej prze­szło­ści nie ma miej­sca na ta­kie wy­da­rze­nia jak po­wsta­nie Nata Tur­ne­ra – stłu­mio­na, ale nie­zwy­kle krwa­wa pró­ba wznie­ce­nia bun­tu nie­wol­ni­ków w 1831 roku. Po­dob­nie, tak samo nie­od­le­głe w cza­sie i jesz­cze bar­dziej krwa­we po­wsta­nie chło­pów w Ga­li­cji z 1846 roku nie pa­su­je do pol­skiej nar­ra­cji pa­trio­tycz­nej i zwy­cza­jo­wo na­zy­wa­ne jest ra­ba­cją ga­li­cyj­ską lub rze­zią ga­li­cyj­ską. Zbyt dzi­wacz­nie by to brzmia­ło, gdy­by użyć na­zwy „po­wsta­nie ga­li­cyj­skie”. Ani Na­tha­niel Tur­ner, ani Ja­kub Sze­la, naj­wa­żniej­szy chłop­ski przy­wód­ca z 1846 roku, nie we­szli do na­ro­do­we­go pan­te­onu swo­ich kra­jów – by­naj­mniej nie dla­te­go, że uży­wa­li prze­mo­cy i za­bi­ja­li nie­win­nych (wszak wie­lu lu­dzi unie­śmier­tel­nio­nych na po­mni­kach i w ha­gio­gra­ficz­nych opo­wie­ściach ma krew na rękach), ale dla­te­go, że spo­so­bu, w jaki z bro­nią w ręku za­kwe­stio­no­wa­li swo­ją po­zy­cję spo­łecz­ną i po­ło­że­nie, nie da się włączyć w głów­ny nurt na­ro­do­wej opo­wie­ści. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych sy­tu­acja się zmie­nia­ła, choć bar­dzo po­wo­li i opor­nie7. Jak jesz­cze zo­ba­czy­my, ko­mu­ni­stycz­ne wła­dze pró­bo­wa­ły z po­cząt­ku do­ko­nać po­dob­nej re­wi­zji hi­sto­rii Pol­ski, jed­nak nie wy­wa­rło to trwa­łe­go wpły­wu ani na hi­sto­ry­ków aka­de­mic­kich, ani na kul­tu­rę po­pu­lar­ną.

7 Pro­ces zmian roz­po­czął się wraz z usta­no­wie­niem na­ro­do­we­go świ­ęta ku czci Mar­ti­na Lu­the­ra Kin­ga w 1983 roku. W 2016 roku na ekra­ny kin wsze­dł wa­żny (i kon­tro­wer­syj­ny) film po­świ­ęco­ny po­wsta­niu Tur­ne­ra, Na­ro­dzi­ny na­ro­du, w tym sa­mym cza­sie otwar­to w Wa­szyng­to­nie Na­ro­do­we Mu­zeum Hi­sto­rii i Kul­tu­ry Afro­ame­ry­ka­ńskiej.

W skró­cie: czy to w re­ak­cji na po­li­ty­kę pro­wa­dzo­ną w za­bo­rach nie­miec­kim i ro­syj­skim, czy dzi­ęki pra­cy pi­sa­rzy i ar­ty­stów, czy (rza­dziej) dzi­ęki przy­kła­do­wi bo­jow­ni­ków, w przeded­niu pierw­szej woj­ny świa­to­wej idea na­ro­du pol­skie­go była już do­brze utrwa­lo­na. W tym cza­sie nie­mal ka­żdy mó­wi­ący po pol­sku miesz­ka­niec do­rze­cza Wi­sły miał już przy­naj­mniej po­czu­cie przy­na­le­żno­ści do cze­goś, co no­si­ło na­zwę „Pol­ska”. Im da­lej na wschód, tym spra­wa sta­wa­ła się bar­dziej zło­żo­na, jako że ro­dzi­ny dwu­języcz­ne mu­sia­ły wy­bie­rać, gdzie ulo­ko­wać swo­ją lo­jal­no­ść, dla wi­ęk­szo­ści jed­nak język i ety­kie­ty et­nicz­no-na­ro­do­we za­czy­na­ły co­raz wy­ra­źniej się na sie­bie na­kła­dać. Ten ob­raz tra­ci jed­nak ostro­ść, gdy za­czy­na­my się za­sta­na­wiać, ja­kie kon­se­kwen­cje mo­gło po­ci­ągać za sobą na­zwa­nie się Po­la­kiem. Dzia­ła­cze na­ro­do­wi uwa­ża­li, że ka­żdy praw­dzi­wy Po­lak wi­nien za­an­ga­żo­wać się w wal­kę o nie­pod­le­gło­ść, nie­ko­niecz­nie jed­nak tak się dzia­ło. Opi­nii na ten te­mat było tyle, ilu Po­la­ków i Po­lek. Nie­któ­rzy ma­rzy­li o ko­lej­nym po­wsta­niu, inni byli zwo­len­ni­ka­mi wy­wie­ra­nia na­ci­sku na dy­plo­ma­tów i po­li­ty­ków z Eu­ro­py Za­chod­niej, jesz­cze inni uwa­ża­li, że wy­star­czy­ła­by lo­kal­na au­to­no­mia, układ po­dob­ny do ist­nie­jące­go w Ga­li­cji. Wie­le osób, być może wi­ęk­szo­ść, naj­praw­do­po­dob­niej nie za­sta­na­wia­ło się zbyt­nio nad pro­ble­mem nie­pod­le­gło­ści, po­nie­waż wszyst­kie mo­żli­we sce­na­riu­sze wy­da­wa­ły się rów­nie mało re­ali­stycz­ne.

* * *

Jed­nym z bu­dzących naj­wi­ęcej nie­po­ro­zu­mień te­ma­tów dzie­wi­ęt­na­sto­wiecz­nej hi­sto­rii Pol­ski jest zwi­ązek mi­ędzy ru­chem na­ro­do­wym a Ko­ścio­łem rzym­sko­ka­to­lic­kim. Wi­ęk­szo­ść hie­rar­chów, a praw­do­po­dob­nie ta­kże wi­ęk­szo­ść sze­re­go­we­go du­cho­wie­ństwa przyj­mo­wa­ła wo­bec zma­gań o po­li­tycz­ną od­bu­do­wę Pol­ski po­sta­wę nie­jed­no­znacz­ną. W cza­sach roz­bio­rów Ko­ściół był za­an­ga­żo­wa­ny w za­cie­kłą wal­kę z rzecz­ni­ka­mi prze­mian de­mo­kra­tycz­nych w ca­łej Eu­ro­pie i to wpły­nęło na po­sta­wę pa­pie­stwa wo­bec spra­wy pol­skiej. W 1790 roku fran­cu­skie re­wo­lu­cyj­ne zgro­ma­dze­nie na­ro­do­we skon­fi­sko­wa­ło roz­le­głe ma­jąt­ki Ko­ścio­ła, roz­wi­ąza­ło wszyst­kie za­ko­ny kon­tem­pla­cyj­ne, wpro­wa­dzi­ło za­sa­dę wy­bie­ra­nia bi­sku­pów i ksi­ęży oraz wy­mu­si­ło na du­chow­nych skła­da­nie przy­si­ęgi, na mocy któ­rej wła­dza na­ro­du fran­cu­skie­go stać mia­ła wy­żej niż wła­dza pa­pie­ska. Osiem lat pó­źniej wspie­ra­ni przez Fran­cję rzym­scy re­wo­lu­cjo­ni­ści zde­tro­ni­zo­wa­li pa­pie­ża Piu­sa vi i zmu­si­li do uda­nia się na wy­gna­nie (zresz­tą pa­pież po roku zma­rł). Nie­dłu­go po tych wy­da­rze­niach nie­wiel­ki, ale szyb­ko ro­snący wło­ski ruch na­ro­do­wy za­czął wzy­wać do zjed­no­cze­nia pó­łwy­spu i utwo­rze­nia jed­ne­go pa­ństwa wło­skie­go. Dla wy­ko­na­nia tego pro­jek­tu na­le­ża­ło zli­kwi­do­wać licz­ne ksi­ęstwa i kró­le­stwa, któ­re dzie­li­ły Ita­lię, w tym ta­kże Pa­ństwo Ko­ściel­ne. Tak więc gdy wło­ski ruch na­ro­do­wy od­nió­sł zwy­ci­ęstwo, pa­ństwo ko­ściel­ne prze­sta­ło ist­nieć, pa­pież Pius ix w pro­te­ście za­mknął się w pa­ła­cu w Wa­ty­ka­nie, a pa­pie­stwo nie uzna­wa­ło pa­ństwa wło­skie­go aż do 1929 roku. Bio­rąc to wszyst­ko pod uwa­gę, trud­no się dzi­wić, że dzie­wi­ęt­na­sto­wiecz­ny Ko­ściół za­żar­cie sprze­ci­wiał się ja­kiej­kol­wiek wzmian­ce o re­wo­lu­cji i że zwy­kł za­kła­dać, że ruch na­ro­do­wy jest re­wo­lu­cyj­ny co do za­sa­dy. Po­słu­sze­ństwo „pra­wo­wi­tym” mo­nar­chom przed­sta­wia­no ka­to­li­kom jako cno­tę re­li­gij­ną, na­wet je­śli ci mo­nar­cho­wie sami nie byli ka­to­li­ka­mi.

 

Po­zwa­la to zro­zu­mieć, dla­cze­go – gdy w 1795 roku zo­stał pod­pi­sa­ny akt trze­cie­go roz­bio­ru – pa­pież Pius vi wzy­wał Po­la­ków, by przy­jęli swój los, oka­zu­jąc mi­ło­ść i wier­no­ść no­wym wład­com. Pó­źniej, gdy pol­scy pa­trio­ci wy­stąpi­li prze­ciw­ko ca­ro­wi w po­wsta­niu li­sto­pa­do­wym, pa­pież Grze­gorz xvi wy­dał en­cy­kli­kę po­tępia­jącą bun­tow­ni­ków w ca­łko­wi­cie jed­no­znacz­nych sło­wach: „Pod po­zo­rem re­li­gii, prze­ciw­ko le­gal­nej ksi­ążąt wła­dzy gło­wę pod­no­sząc, oj­czy­znę swo­ją, spod na­le­żne­go po­słu­sze­ństwa się wy­ła­mu­jącą, bar­dzo ci­ężką ża­ło­bą okry­li”. Przy­po­mi­nał swo­im owiecz­kom, że „po­słu­sze­ństwo, któ­re ze stro­ny lu­dzi na­le­ży się usta­no­wio­nym od Pana Boga wła­dzom, jest pra­wem bez­względ­nym, któ­re­mu nikt […] sprze­ci­wiać się nie może”8. Ten do­ku­ment nadał ton ofi­cjal­ne­mu sta­no­wi­sku hie­rar­chii Ko­ścio­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go na cały xix wiek. Oczy­wi­ście, Ko­ściół sta­rał się chro­nić ka­to­li­ków ży­jących pod pa­no­wa­niem pra­wo­sław­ne­go cara Ro­sji czy pro­te­stanc­kie­go ce­sa­rza Nie­miec. Od­ro­dze­nie Pol­ski nie mia­ło jed­nak w Rzy­mie szans.

8 Grze­gorz xvi, Cum Pri­mum. En­cy­kli­ka o po­słu­sze­ństwie wła­dzy cy­wil­nej, 9 czerw­ca 1832, https://bit.ly/3pi­fIaD.

Sta­wia­ło to pol­skich ksi­ęży w bar­dzo nie­wy­god­nej sy­tu­acji. Przy­si­ęga­li po­słu­sze­ństwo swo­im bi­sku­pom, więc na­wet je­śli sym­pa­ty­zo­wa­li ze spra­wą na­ro­do­wą, było im nie­zwy­kle trud­no wspie­rać ja­kie­kol­wiek dzia­ła­nia, któ­re mo­gły­by jej rze­czy­wi­ście po­móc. Nie­któ­rzy mimo wszyst­ko to ro­bi­li, wi­ęk­szo­ść jed­nak ogra­ni­cza­ła się w wy­ra­ża­niu uczuć pa­trio­tycz­nych do od­pra­wia­nia po ci­chu dla swo­ich owie­czek na­bo­że­ństw po pol­sku (i po ła­ci­nie, rzecz ja­sna). W xix wie­ku kil­ku­krot­nie po­ja­wia­ły się na­pi­ęcia mi­ędzy du­cho­wie­ństwem ka­to­lic­kim a wła­dza­mi nie­miec­ki­mi czy ro­syj­ski­mi, jed­nak tyl­ko wte­dy, gdy wła­dze świec­kie pró­bo­wa­ły na­ru­szać in­sty­tu­cjo­nal­ną au­to­no­mię Ko­ścio­ła. Bi­sku­pi wy­zna­czy­li ja­sną gra­ni­cę tam, gdzie cho­dzi­ło o ich pra­wo po­wo­ły­wa­nia ksi­ęży i kon­tro­lę nad ich kszta­łce­niem, jed­nak w spra­wie na­ro­do­we­go od­ro­dze­nia Pol­ski na­wo­ły­wa­li do cier­pli­wo­ści. Jak mó­wi­li ksi­ęża pa­ra­fia­nom, Bóg dzia­ła w dzie­jach, tak więc roz­bio­ry mu­sia­ły być zgod­ne z Jego wolą. Je­śli Po­la­cy oka­żą do­sta­tecz­ną cno­tę i je­śli będą ża­ło­wać prze­szłych grze­chów, Bóg przy­wró­ci im ich oj­czy­znę.

O ile ksi­ężom trud­no było wspie­rać spra­wę pol­ską, o tyle z jesz­cze wi­ęk­szy­mi pro­ble­ma­mi mie­rzyć się mu­sie­li ra­bi­ni. Nie je­ste­śmy przy­zwy­cza­je­ni do tego, by po­rów­ny­wać losy tych dwóch wspól­not re­li­gij­nych, a prze­cież w xix wie­ku były ude­rza­jąco po­dob­ne. Ży­dzi żyli na te­re­nie Rze­czy­po­spo­li­tej od wie­ków; w cza­sach roz­bio­rów sta­no­wi­li oko­ło 6 pro­cent po­pu­la­cji. Ten od­se­tek wzró­sł do 10 pro­cent na po­cząt­ku xx wie­ku. War­sza­wa była naj­wi­ęk­szym ży­dow­skim mia­stem na świe­cie, do­pó­ki krót­ko po 1900 roku nie wy­prze­dził jej Nowy Jork (głów­nie dzi­ęki imi­gran­tom z Eu­ro­py Wschod­niej). Gra­ni­ca osła­wio­nej „stre­fy osie­dle­ńczej” utwo­rzo­nej w Ro­sji w celu kon­tro­lo­wa­nia lud­no­ści ży­dow­skiej z grub­sza na­kła­da­ła się na li­nię, któ­ra nie­gdyś od­dzie­la­ła Ro­sję od Rze­czy­po­spo­li­tej Oboj­ga Na­ro­dów. In­ny­mi sło­wy, na­wet wi­ęk­szo­ść tak zwa­nych ro­syj­skich Ży­dów była po­tom­ka­mi Ży­dów z Rze­czy­po­spo­li­tej, za­sy­mi­lo­wa­nych do kul­tu­ry ro­syj­skiej w xix wie­ku.

W pierw­szej Rze­czy­po­spo­li­tej Ży­dzi sta­no­wi­li od­ręb­ny stan. Mie­li sa­mo­rząd, wła­sne prak­ty­ki re­li­gij­ne i zwy­cza­je, zaj­mo­wa­li ni­szę eko­no­micz­ną. Po­dob­nie jak nie­mal wszy­scy prócz szlach­ty, ra­czej nie mie­li po­wo­dów do uzna­wa­nia pol­sko­ści za to­żsa­mo­ść na­ro­do­wą. Byli Ży­da­mi, pod­da­ny­mi kró­la pa­ństwa pol­sko-li­tew­skie­go i żad­ne inne ety­kie­ty nie były już po­trzeb­ne. Re­la­cje mi­ędzy Ży­da­mi a szlach­tą były na ogół do­bre. Bo­ga­ci wła­ści­cie­le ziem­scy wy­ko­rzy­sty­wa­li Ży­dów jako za­rząd­ców swo­ich po­sia­dło­ści lub karcz­ma­rzy, w mia­stecz­kach i wio­skach zaś Ży­dzi pra­co­wa­li jako rze­mie­śl­ni­cy i kup­cy. Od­gry­wa­li istot­ną rolę w go­spo­dar­ce na wsi, w zwi­ąz­ku z czym cie­szy­li się opie­ką za­rów­no szlach­ty, jak i władz pa­ństwo­wych. Du­cho­wie­ństwo nie było za­chwy­co­ne ta­kim sta­nem rze­czy: gło­sy pły­nące z am­bon po­zwa­la­ły sądzić, że Ży­dzi ni­g­dy nie po­czu­ją się bez­piecz­nie. Opo­zy­cja Ko­ścio­ła wo­bec ży­dow­skie­go osad­nic­twa mia­ła jed­nak nie­wiel­ki wpływ na rze­czy­wi­sto­ść, Ży­dzi byli bo­wiem zbyt wa­żnym ele­men­tem po­rząd­ku spo­łecz­ne­go i go­spo­dar­cze­go.

Po­sta­wa chło­pów wo­bec Ży­dów była bar­dziej dwu­znacz­na. Z jed­nej stro­ny, chło­pi i Ży­dzi byli sąsia­da­mi, ich ży­cio­we dro­gi nie­ustan­nie się prze­pla­ta­ły. Wi­dy­wa­li się re­gu­lar­nie na ryn­kach, zna­li na­wza­jem swo­je imio­na, nie­kie­dy na­wet spo­ty­ka­li się pod­czas ro­dzin­nych uro­czy­sto­ści. Cho­ciaż ma­łże­ństwa mie­sza­ne były nie­mo­żli­we bez prze­jścia na chrze­ści­ja­ństwo (a na­wet pod tym wa­run­kiem nie­zwy­kle rzad­kie), źró­dła do­ty­czące wiej­skie­go ży­cia przy­no­szą opo­wie­ści o za­ka­za­nych ro­man­sach. Był to je­den z to­po­sów w kul­tu­rze lu­do­wej: we­dług le­gen­dy ży­dow­ską ko­chan­kę miał król Ka­zi­mierz Wiel­ki. Ska­la kul­tu­ro­wych za­po­ży­czeń naj­le­piej wi­docz­na jest za­pew­ne w dzie­dzi­nie tra­dy­cji ku­li­nar­nych. Ży­dzi przy­rządza­li barszcz czer­wo­ny do­kład­nie tak samo jaki ich nie­ży­dow­scy sąsie­dzi, chal­lah i cha­łka są iden­tycz­ne, chcia­łbym też zna­le­źć oso­bę, któ­ra wska­że ró­żni­cę mi­ędzy lat­kes a plac­ka­mi ziem­nia­cza­ny­mi. Na­wet ge­fil­te fisz po­ja­wia się na pol­skich ta­ler­zach jako „karp po ży­dow­sku”. Rzecz ja­sna, ist­nie­ją ró­żni­ce mi­ędzy tym, co dziś uwa­ża się za kuch­nię ży­dow­ską lub pol­ską – przy­rządze­nie ko­szer­nej wer­sji bi­go­su by­ło­by nie lada wy­zwa­niem – jed­nak na­wet naj­bar­dziej po­wierz­chow­ne ba­da­nie obu tra­dy­cji po­ka­zu­je, jak za­awan­so­wa­na była we­wnętrz­na wy­mia­na kul­tu­ro­wa.

Mimo wszyst­ko ba­rie­ra kul­tu­ro­wa mi­ędzy chło­pa­mi i Ży­da­mi była bar­dzo wy­so­ka. Przy­wód­cy re­li­gij­ni oby­dwu grup sta­ra­li się, by po­zo­sta­ły one od sie­bie od­dzie­lo­ne tak bar­dzo, jak to tyl­ko mo­żli­we, a ści­śle okre­ślo­ne za­sa­dy, na ja­kich oby­dwie gru­py funk­cjo­no­wa­ły w spo­łe­cze­ństwie, do­dat­ko­wo to uła­twia­ły. W du­żym uprosz­cze­niu mo­żna po­wie­dzieć, że go­spo­dar­ka chłop­ska opie­ra­ła się na zie­mi, a ży­dow­ska – na to­wa­rach. W wiej­skich re­jo­nach Pol­ski przed xix wie­kiem pie­ni­ądz był zja­wi­skiem rzad­kim. Chło­pi pa­ńsz­czy­źnia­ni spła­ca­li zo­bo­wi­ąza­nia wo­bec pa­nów feu­dal­nych albo w pro­duk­tach, albo pod po­sta­cią pra­cy wy­ko­ny­wa­nej bez­po­śred­nio na rzecz pana i na­wet po znie­sie­niu pod­da­ństwa po­zo­sta­wa­li ubo­dzy, zwłasz­cza je­śli idzie o go­tów­kę. Pie­ni­ądze były nie­zbęd­ne tyl­ko do na­by­wa­nia dość ogra­ni­czo­ne­go ze­sta­wu dóbr i usług, z któ­rych nie­mal wszyst­kich do­star­cza­li Ży­dzi. Ze swo­jej stro­ny Ży­dzi mu­sie­li po­le­gać na chło­pach jako na klien­tach i od­bior­cach usług. Oby­dwie wspól­no­ty były więc za­le­żne od sie­bie i żad­na nie mo­gła obe­jść się bez dru­giej. Jak to jed­nak często bywa, za­le­żno­ść mo­gła za­rów­no pro­wa­dzić do za­ży­ło­ści, jak i ro­dzić ura­zy, two­rząc (tyl­ko po­zor­nie pa­ra­dok­sal­ną) więź uczu­cio­wą. Je­śli do­da­my do tego, że sy­tu­acja eko­no­micz­na tak chło­pów, jak i Ży­dów była zde­cy­do­wa­nie nie­sta­bil­na – jed­ni i dru­dzy byli za­zwy­czaj bar­dzo bied­ni – mo­że­my zro­zu­mieć wza­jem­ny brak za­ufa­nia. Dwie gru­py żyły obok sie­bie na wy­ci­ągni­ęcie ręki, a za­ra­zem sple­cio­ne w krępu­jącym uści­sku – nie­mo­żli­wa me­ta­fo­ra, ale wła­śnie dla­te­go, że jest nie­mo­żli­wa, dość do­brze ilu­stru­je ten pe­łen na­pi­ęć sym­bio­tycz­ny zwi­ązek.