Całkiem zwyczajny krajTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Chro­no­lo­gicz­ne pierw­sze­ństwo na­le­ża­ło­by się da­cie 7 pa­ździer­ni­ka, tego bo­wiem dnia gru­pa war­szaw­skich po­li­ty­ków zwa­na Radą Re­gen­cyj­ną ogło­si­ła nie­pod­le­gło­ść pa­ństwa. Jak już wspo­mnia­łem, jesz­cze w 1916 roku wła­dze nie­miec­kie i au­stro-węgier­skie po­wo­ła­ły Tym­cza­so­wą Radę Sta­nu Kró­le­stwa Pol­skie­go. Je­śli cia­ło to zo­sta­ło po­my­śla­ne jako ma­rio­net­ka władz oku­pa­cyj­nych, to oka­za­ło się roz­cza­ro­wa­niem. Nic dziw­ne­go: by­ło­by nie­mądre ocze­ki­wać uleg­ło­ści od ja­kiej­kol­wiek in­sty­tu­cji, któ­ra po­wie­rzy­ła Jó­ze­fo­wi Pi­łsud­skie­mu spra­wy woj­sko­we. Jego nie­skry­wa­ne od­da­nie przede wszyst­kim nie­pod­le­gło­ści Pol­ski, by­naj­mniej zaś nie suk­ce­so­wi pa­ństw cen­tral­nych, bar­dzo nie­po­ko­iło wła­dze nie­miec­kie, za­żąda­no za­tem, by pol­scy żo­łnie­rze zło­ży­li ce­sa­rzo­wi Nie­miec przy­si­ęgę wier­no­ści. Kil­ka ty­si­ęcy od­mó­wi­ło, za co zo­sta­li in­ter­no­wa­ni w obo­zach dla je­ńców wo­jen­nych. Pi­łsud­skie­go, któ­ry za­le­cił im ten akt nie­po­słu­sze­ństwa, ta­kże uwi­ęzio­no (jed­na­kże nie ra­zem z jego lu­dźmi). Tym­cza­so­wa Rada Sta­nu zo­sta­ła wów­czas roz­wi­ąza­na i za­stąpio­na (pod ko­niec pa­ździer­ni­ka 1917 roku) bar­dziej ustępli­wą Radą Re­gen­cyj­ną, kie­ro­wa­ną przez trium­wi­rat zło­żo­ny z ar­cy­bi­sku­pa, hra­bie­go i ksi­ęcia. Rok pó­źniej, gdy Niem­cy za­ofe­ro­wa­li po­kój, opar­ty na 14 punk­tach Wil­so­na, ta sama trój­ka jako jed­na z pierw­szych do­strze­gła, że sta­ry po­rządek się roz­pa­da, i ogło­si­ła po­wsta­nie no­wej, de­mo­kra­tycz­nej Pol­ski. Obie­cy­wa­li bez­zwłocz­ne prze­pro­wa­dze­nie wy­bo­rów do sej­mu kon­sty­tu­cyj­ne­go „na sze­ro­kich za­sa­dach de­mo­kra­tycz­nych”, je­śli zaś idzie o okres prze­jścio­wy, za­po­wia­da­li, że prze­ka­żą wła­dzę tym­cza­so­we­mu rządo­wi, któ­ry mia­łby obej­mo­wać „przed­sta­wi­cie­li naj­szer­szych warstw na­ro­du i kie­run­ków po­li­tycz­nych”9. War­to pa­mi­ętać, że tę de­kla­ra­cję wy­da­ło trzech mężczyzn znaj­du­jących się na szczy­cie dra­bi­ny spo­łecz­ne­go pre­sti­żu i wła­dzy. Gdy­by dzia­ło się to przed pierw­szą woj­ną świa­to­wą, de­kla­ra­cja tego ro­dza­ju ozna­cza­ła­by, że ktoś, kto ją skła­da, re­pre­zen­tu­je ra­dy­kal­ny skraj po­li­tycz­ne­go spek­trum – na­to­miast w pa­ździer­ni­ku 1918 roku uzna­no ją za zbyt sła­bą, by w ogó­le war­ta była od­no­to­wa­nia. Go­rzej jesz­cze: rząd tym­cza­so­wy ni­g­dy nie po­wstał, po­nie­waż Rada Re­gen­cyj­na za­da­nie jego utwo­rze­nia po­wie­rzy­ła po­li­ty­ko­wi Na­ro­do­wej De­mo­kra­cji, a żad­na inna z pol­skich par­tii po­li­tycz­nych (nie wspo­mi­na­jąc już o par­tiach ży­dow­skich) nie chcia­ła wspó­łpra­co­wać z en­de­cją. Tak więc nie świ­ętu­je­my 7 pa­ździer­ni­ka – wy­da­rze­nia wy­prze­dzi­ły pro­kla­ma­cję tak da­le­ce, że stra­ci­ła zna­cze­nie, jesz­cze za­nim wy­se­chł atra­ment, któ­rym ją na­pi­sa­no.

9 Zdi­gi­ta­li­zo­wa­na ko­pia ma­ni­fe­stu znaj­du­je się na: https://bit.ly/35iIk­Zq.

W pa­ździer­ni­ku 1918 roku straj­ki i ma­so­we de­mon­stra­cje od­by­wa­ły się w ka­żdym nie­mal mie­ście, w któ­rym ist­nia­ła jak­kol­wiek zna­cząca po­pu­la­cja ro­bot­ni­ków, a w wie­lu fa­bry­kach pra­cow­ni­cy prze­jęli wła­dzę i po­wo­ła­li rady ro­bot­ni­cze. W Za­głębiu Dąbrow­skim i w Lu­bli­nie ro­bot­ni­cy po­wo­ła­li na­wet od­dzia­ły pa­ra­mi­li­tar­ne, przy­po­mi­na­jące mi­li­cję Czer­wo­nej Ar­mii w Ro­sji. Dzia­łal­no­ść tego ro­dza­ju nie ogra­ni­cza­ła się do ro­bot­ni­ków: 6 li­sto­pa­da gru­pa chło­pów ogło­si­ła po­wsta­nie „Re­pu­bli­ki Tar­no­brze­skiej” i prze­jęła kon­tro­lę nad mia­stem, od­bie­ra­jąc ją za­ra­zem z rąk upa­da­jących władz oku­pa­cyj­nych, jak miej­sco­wych (pol­skich) elit. Wraz z by­ły­mi żo­łnie­rza­mi i je­ńca­mi wo­jen­ny­mi po­wra­ca­jący­mi do Kró­le­stwa z Ro­sji za­czy­na­ły krążyć opo­wie­ści (nie­kie­dy opar­te na wy­da­rze­niach, któ­rych opo­wia­da­jący sami byli świad­ka­mi, częściej jed­nak na plot­kach) o tym, jak ro­bot­ni­cy i chło­pi bro­ni­li swo­ich praw, przej­mo­wa­li kon­tro­lę nad wła­snym ży­ciem, od­bie­ra­li wła­dzę znie­na­wi­dzo­nym po­sia­da­czom ziem­skim i fa­bry­kan­tom. Nic dziw­ne­go, że w Kró­le­stwie wie­lu pró­bo­wa­ło do­ko­nać tego sa­me­go.

Re­wo­lu­cyj­na fala osi­ągnęła szczyt w dość za­ska­ku­jącym miej­scu: w Lu­bli­nie. Choć mia­sto nie było z pew­no­ścią gniaz­dem ro­bot­ni­cze­go ra­dy­ka­li­zmu w la­tach po­prze­dza­jących pierw­szą woj­nę świa­to­wą (ten za­szczyt przy­pa­dł Ło­dzi), nie­wiel­kiej gru­pie ro­bot­ni­ków prze­my­sło­wych w Lu­bli­nie uda­ło się na po­cząt­ku li­sto­pa­da 1918 roku stwo­rzyć za­rów­no radę ro­bot­ni­czą, jak i od­dzia­ły pa­ra­mi­li­tar­ne. Zna­czące, że nie była to ini­cja­ty­wa ko­mu­ni­stycz­na. W Lu­bli­nie sdkpil była bar­dzo sła­ba, na­to­miast pps cie­szy­ła się moc­ną po­zy­cją. Nie mo­żna jed­nak uznać wy­da­rzeń lu­bel­skich za sku­tek dzia­łań pps. Było to coś, co so­cja­li­stycz­ni in­te­lek­tu­ali­ści na­zy­wa­ją „spon­ta­nicz­ną ini­cja­ty­wą” – co w uprosz­cze­niu zna­czy tyle, że or­ga­ni­za­to­rzy bun­tu obe­szli dzia­ła­czy par­tyj­nych. W ci­ągu kil­ku dni le­wi­co­wi in­te­lek­tu­ali­ści, za­rów­no z War­sza­wy, jak i z Kra­ko­wa, zje­cha­li do Lu­bli­na, sta­ra­jąc się do­go­nić re­wo­lu­cyj­ną falę. Nie­któ­rzy li­czy­li na to, że uda się prze­chwy­cić tę ener­gię i użyć jej do wła­snych ce­lów, inni po pro­stu chcie­li mieć swój udział w wy­da­rze­niu, któ­re wstrząsnęło świa­tem. 6 li­sto­pa­da naj­wa­żniej­si gra­cze byli już na miej­scu i całą noc pra­co­wa­li nad szki­cem de­kla­ra­cji, na mocy któ­rej mie­li usta­no­wić nową, bez­wstyd­nie re­wo­lu­cyj­ną Pol­skę. Kie­dy 7 li­sto­pa­da miesz­ka­ńcy Lu­bli­na wsta­li rano z łó­żek, do­wie­dzie­li się o po­wsta­niu Tym­cza­so­we­go Rządu Lu­do­we­go Re­pu­bli­ki Pol­skiej, któ­re­go pre­mie­rem zo­stał Igna­cy Da­szy­ński (przy­wód­ca pps z Ga­li­cji), a Edward Rydz-Śmi­gły (bli­ski wspó­łpra­cow­nik Pi­łsud­skie­go) pe­łnił w niej funk­cję do­wód­cy no­wej pol­skiej ar­mii. Pierw­sze zda­nie de­kla­ra­cji nada­wa­ło ton: „Re­ak­cyj­ne i ugo­do­we rządy Rady Re­gen­cyj­nej zo­sta­ły przez Lud Pol­ski oba­lo­ne”. Świe­żo utwo­rzo­ny rząd opa­rł swo­ją le­gi­ty­ma­cję na tym, że dzia­łał „z po­le­ce­nia stron­nictw lu­do­wych i so­cja­li­stycz­nych b. Kró­le­stwa i Ga­li­cji”. Całe przed­si­ęw­zi­ęcie było po­łącze­niem po­li­ty­ki re­wo­lu­cyj­nej z na­ro­do­wą; mia­ło gwa­ran­to­wać, że w Pol­sce od­by­wa się re­wo­lu­cja i że będzie to re­wo­lu­cja pol­ska.

W gru­zy walą się rządy ka­pi­ta­li­stów, fa­bry­kan­tów i ob­szar­ni­ków, rządy mi­li­tar­ne­go uci­sku i spo­łecz­ne­go wy­zy­sku mas pra­cu­jących […]. Ludu Pol­ski! Pol­ski chło­pie i ro­bot­ni­ku! Je­że­li chcesz za­jąć na­le­żne ci miej­sce w ro­dzi­nie wol­nych na­ro­dów, je­że­li chcesz być go­spo­da­rzem na swej wła­snej zie­mi, to mu­sisz w swo­je ręce ująć wła­dzę w Pol­sce, mu­sisz sam bu­do­wać gmach nie­pod­le­głej Lu­do­wej Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej.

Nie był to jesz­cze prl, lecz trze­ba przy­znać, że wol­na Pol­ska po­wsta­ła jako lrp. Da­lej w orędziu po­ja­wi­ła się li­sta kon­kret­nych ce­lów po­li­tycz­nych, któ­re ten nowy rząd miał za­miar wcie­lać w czyn, szki­cu­jących ob­raz Pol­ski ca­łko­wi­cie in­nej od ja­kiej­kol­wiek ist­nie­jącej przed­tem. Wśród ce­lów tych zna­la­zły się:

 po­wszech­ne i rów­ne pra­wa de­mo­kra­tycz­ne, nie­za­le­żne od po­cho­dze­nia et­nicz­ne­go, re­li­gii i kla­sy;

 upa­ństwo­wie­nie prze­my­słu ci­ężkie­go, gór­nic­twa i trans­por­tu;

 usta­no­wie­nie de­mo­kra­tycz­nie wy­bra­nych rad ro­bot­ni­czych, kie­ru­jących fa­bry­ka­mi;

 kon­fi­ska­ta po­sia­dło­ści wiel­kich wła­ści­cie­li ziem­skich i re­dy­stry­bu­cja zie­mi mi­ędzy ubo­gich chło­pów;

 na­tych­mia­sto­we wy­bo­ry do zgro­ma­dze­nia kon­sty­tu­cyj­ne­go, któ­re okre­śli ramy no­we­go pa­ństwa pol­skie­go;

 dzień ro­bo­czy nie dłu­ższy niż osiem go­dzin;

 ubez­pie­cze­nie zdro­wot­ne i ubez­pie­cze­nie dla bez­ro­bot­nych;

 po­wszech­ne eme­ry­tu­ry;

 dar­mo­wa, po­wszech­na, świec­ka edu­ka­cja10.

10 Cy­fro­wa wer­sja pro­kla­ma­cji do­stęp­na jest na: https://bit.ly/35maM­cO.

Cy­nicz­na in­ter­pre­ta­cja by­ła­by taka, że rząd Da­szy­ńskie­go ogło­sił to wszyst­ko, żeby ubiec bol­sze­wi­ków i ich pol­skich stron­ni­ków. Przej­mu­jąc w ten spo­sób ini­cja­ty­wę, pps bar­dzo utrud­ni­ła Ko­mu­ni­stycz­nej Par­tii Pol­ski (for­mal­nie za­ło­żo­nej mie­si­ąc pó­źniej) zbu­do­wa­nie bazy po­par­cia. Po pro­stu na lewo od rządu Da­szy­ńskie­go nie zo­sta­ło już wie­le miej­sca. Uprasz­cza­jąc odro­bi­nę, mo­żna po­wie­dzieć, że gra­ni­cę mi­ędzy pps a kpp mo­żna było wy­ty­czyć przede wszyst­kim wzdłuż li­nii, ja­kie wy­zna­cza­ły: 1) go­to­wo­ść pps, by wy­ko­rzy­stać in­sty­tu­cje li­be­ral­ne­go, kon­sty­tu­cyj­ne­go rządu, prze­ciw­sta­wio­na na­ci­sko­wi, któ­ry kpp kła­dła na pierw­sze­ństwo rad ro­bot­ni­czych; 2) od­mo­wa uzna­nia przez kpp nie­pod­le­gło­ści Pol­ski. Spo­ry co do pierw­sze­go punk­tu były za­pew­ne zbyt abs­trak­cyj­ne w chwi­li, gdy wy­gląda­ło na to, że cały świat się roz­pa­da. Co do dru­gie­go, pps za­jęła po pro­stu sta­no­wi­sko bar­dziej po­pu­lar­ne.

W ko­lej­nych dzie­si­ęcio­le­ciach pps ob­cho­dzi­ła jako swo­je świ­ęto 7 li­sto­pa­da. Skąd za­tem wzi­ął się 11 li­sto­pa­da? Mu­si­my prze­nie­ść się oko­ło 850 ki­lo­me­trów na za­chód, do nie­miec­kiej twier­dzy, w któ­rej sie­dział Jó­zef Pi­łsud­ski. Po­zo­stał w kon­tak­cie z Ry­dzem-Śmi­głym, któ­ry z ko­lei wie­dział, co się dzie­je w Lu­bli­nie. Mo­że­my so­bie tyl­ko wy­obra­żać, jak czuł się Pi­łsud­ski, prze­ko­na­ny o wła­snej hi­sto­rycz­nej roli, gdy do­nie­sio­no mu, że nie­pod­le­gła Pol­ska po­wsta­je bez jego udzia­łu. Kie­dy 10 li­sto­pa­da (dzień po wy­bu­chu re­wo­lu­cji w Niem­czech) zo­stał wresz­cie zwol­nio­ny z wi­ęzie­nia, na­tych­miast wsia­dł w po­ci­ąg do War­sza­wy. Rada Re­gen­cyj­na była go­to­wa uznać, że nie od­gry­wa już zna­czącej roli, i prze­ka­za­ła wła­dzę (jak gdy­by ja­kąkol­wiek na­praw­dę mia­ła) Pi­łsud­skie­mu. Dzień pó­źniej zor­ga­ni­zo­wa­no for­mal­ną ce­re­mo­nię, po­twier­dza­jąc tę de­cy­zję i ogła­sza­jąc Pi­łsud­skie­go naj­wy­ższym wo­dzem pol­skich sił zbroj­nych. To pu­blicz­ne wy­da­rze­nie, zor­ga­ni­zo­wa­ne 11 li­sto­pa­da, sta­ło się pod­sta­wą, na któ­rej ufun­do­wa­no pó­źniej Świ­ęto Nie­pod­le­gło­ści.

 

Za­trzy­maj­my się na chwi­lę w tym punk­cie na­szej opo­wie­ści, po­nie­waż de­cy­zje po­dej­mo­wa­ne w ci­ągu na­stęp­nych kil­ku dni mia­ły mieć dłu­go­tr­wa­łe skut­ki. Sy­tu­acja 11 li­sto­pa­da była de­li­kat­na: nie ist­nia­ła żad­na oczy­wi­sta dro­ga do usta­no­wie­nia ta­kie­go ro­dza­ju jed­no­li­te­go rządu pol­skie­go, któ­ry za le­gal­ny mo­gli­by uznać jed­no­cze­śnie: en­de­cja, rządy mo­carstw za­chod­nich, so­cja­li­ści i (przede wszyst­kim) całe spo­łe­cze­ństwo. Jak już sta­ra­łem się wy­ka­zać, był to mo­ment re­wo­lu­cyj­ny, a ta­kie chwi­le nie są do­brym cza­sem dla kom­pro­mi­su i kon­sen­su­su. Pi­łsud­ski mógł ro­ścić so­bie pra­wo do wła­dzy, tyle że pod­sta­wą tego rosz­cze­nia była de­cy­zja gru­py ary­sto­kra­tów, któ­rzy zdąży­li już wy­ra­zić swo­je ge­ne­ral­ne po­par­cie dla en­de­cji. Tym­cza­sem Dmow­ski i jego ko­le­dzy gar­dzi­li Pi­łsud­skim z uwa­gi na jego daw­niej­sze po­wi­ąza­nia z so­cja­li­zmem. Tego sa­me­go dnia, gdy Pi­łsud­ski wró­cił do War­sza­wy, gru­pa dzia­ła­czy Na­ro­do­wej De­mo­kra­cji w za­bo­rze nie­miec­kim (gdzie en­de­cja była naj­sil­niej­sza) ogło­si­ła po­wsta­nie Na­czel­nej Rady Lu­do­wej, któ­ra, jak li­czy­li, mia­ła się stać za­lążkiem przy­szłe­go pra­wi­co­we­go pol­skie­go rządu. Lu­dziom na­le­żącym do war­szaw­skich elit biz­ne­so­wych i wiel­kim wła­ści­cie­lom ziem­skim na­zwi­sko Pi­łsud­skie­go ko­ja­rzy­ło się przede wszyst­kim z ter­ro­ry­zmem i re­wo­lu­cją. Te­raz opła­ci­ła się sku­tecz­no­ść Dmow­skie­go w bu­do­wa­niu sie­ci po­wi­ązań wśród po­li­ty­ków na ca­łym świe­cie: w 1918 roku zna­la­zł się w Pa­ry­żu, na cze­le gru­py, któ­rą wcze­śniej po­wo­łał – Ko­mi­te­tu Na­ro­do­we­go Pol­skie­go – a któ­rą rządy bry­tyj­ski, fran­cu­ski i ame­ry­ka­ński uzna­ły za le­gal­ną re­pre­zen­ta­cję przy­szłe­go pa­ństwa pol­skie­go. Ła­two było Dmow­skie­mu prze­ko­nać przy­wód­ców kra­jów Za­cho­du, prze­ra­żo­nych krążącym po Eu­ro­pie wid­mem Re­wo­lu­cji, że Pi­łsud­ski jest nie­bez­piecz­ny i że na­le­ży go uni­kać. Ta opi­nia o Pi­łsud­skim mia­ła prze­trwać dłu­go po tym, jak sam Pi­łsud­ski udo­wod­nił, że nie jest już so­cja­li­stą (choć kim wła­ści­wie był pod względem ide­owym, za­wsze było trud­no okre­ślić). Pod­czas gdy pra­wi­ca i jej świa­to­wi so­jusz­ni­cy trak­to­wa­li Pi­łsud­skie­go wro­go, z uwa­gi na jego po­wi­ąza­nia z le­wi­cą, lu­dzie ze­bra­ni w Lu­bli­nie słusz­nie wąt­pi­li w jego le­wi­co­wą wia­ry­god­no­ść. Przez Ry­dza-Śmi­głe­go Pi­łsud­ski na­wi­ązał po­śred­nio kon­takt z rządem Da­szy­ńskie­go, jed­nak jego idee, jak stwo­rzyć nową Pol­skę, nie po­kry­wa­ły się do­kład­nie z za­ło­ży­ciel­ski­mi za­sa­da­mi no­wej Rze­czy­po­spo­li­tej Lu­do­wej.

W ko­lej­nym roz­dzia­le prze­ko­na­my się, że Pi­łsud­ski jest po­sta­cią na­der nie­jed­no­znacz­ną i żeby uczy­nić zeń bo­ha­te­ra god­ne­go tych wszyst­kich po­mni­ków, trze­ba było jego bio­gra­fię sta­ran­nie upstrzyć bia­ły­mi pla­ma­mi. Jed­nak w trak­cie kil­ku mie­si­ęcy mi­ędzy ko­ńcem 1918 roku a po­cząt­kiem 1919 Pi­łsud­ski na­praw­dę za­słu­żył na część lau­rów, któ­ry­mi pó­źniej go uho­no­ro­wa­no. Choć wy­rzu­ca mu się dzia­łal­no­ść w Or­ga­ni­za­cji Bo­jo­wej przed pierw­szą woj­ną świa­to­wą i sła­wi jego pó­źniej­sze osi­ągni­ęcia mi­li­tar­ne, chwi­lę swo­jej naj­wi­ęk­szej wiel­ko­ści za­wdzi­ęczał umie­jęt­no­ścom po­li­tycz­nym oraz go­to­wo­ści do za­ku­li­so­wych dzia­łań i nie­przy­jem­nych ustępstw. Za­wsze da­wał wy­raz nie­chęci do po­li­ty­ki ne­go­cja­cji i kom­pro­mi­su, pa­ra­dok­sal­nie jed­nak to wła­śnie była are­na jego szczy­to­wych osi­ągni­ęć.

Kie­dy Da­szy­ński prze­nió­sł się do War­sza­wy, sta­ra­jąc się prze­kszta­łcić swo­ją Rzecz­po­spo­li­tą Lu­do­wą w funk­cjo­nu­jący rząd, Wiel­ka Bry­ta­nia, Fran­cja i Sta­ny Zjed­no­czo­ne dały ja­sno do zro­zu­mie­nia, że nie za­ak­cep­tu­ją ta­kie­go ob­ro­tu spraw. Osta­tecz­nie ustąpi­ły na tyle, by uznać Pi­łsud­skie­go, nie po­su­nęły się jed­nak do uzna­nia so­cja­li­stów i ra­dy­kal­nych lu­do­wców z Lu­bli­na. Za­miast tego na­le­ga­no (wsku­tek pod­szep­tów Dmow­skie­go), żeby nową Pol­ską kie­ro­wa­ła Na­ro­do­wa De­mo­kra­cja. Da­szy­ński pró­bo­wał zna­le­źć ja­kąś prze­strzeń dla kom­pro­mi­su z en­de­cją, ta jed­nak, ma­jąc sil­ne po­par­cie za gra­ni­cą, bro­ni­ła swo­jej po­zy­cji. Jako zwo­len­nik de­mo­kra­cji par­la­men­tar­nej Da­szy­ński ogło­sił, że nie da rady stwo­rzyć sta­bil­ne­go rządu, i po­dał się do dy­mi­sji. Pi­łsud­ski jed­nak nie miał za­mia­ru ugi­nać się przed żąda­nia­mi Pa­ry­ża i en­de­cji, we­zwał za­tem in­ne­go zna­czące­go so­cja­li­stę, Jędrze­ja Mo­ra­czew­skie­go, i po­wie­rzył mu mi­sję utwo­rze­nia rządu. Pi­łsud­ski prze­ko­nał no­we­go pre­mie­ra do lek­kie­go zła­go­dze­nia re­wo­lu­cyj­ne­go pro­gra­mu i do tego, by uni­kał uży­wa­nia naj­bar­dziej skraj­nych ha­seł, jed­nak poza tym Mo­ra­czew­ski był w sta­nie wpro­wa­dzić w ży­cie wszyst­kie naj­wa­żniej­sze ele­men­ty pier­wot­ne­go lu­bel­skie­go ma­ni­fe­stu z 7 li­sto­pa­da.

W ci­ągu kil­ku dni nowy rząd ogło­sił de­kret o or­dy­na­cji wy­bor­czej, wpro­wa­dza­jący po­wszech­ne pra­wo wy­bor­cze dla wszyst­kich po­wy­żej 21 roku ży­cia, ta­kże dla ko­biet – tym sa­mym Pol­ska sta­ła się jed­nym z pierw­szych kra­jów na świe­cie, któ­re zde­cy­do­wa­ły się na taki krok. Było to wa­żne zwy­ci­ęstwo w dłu­giej wal­ce ru­chu fe­mi­ni­stycz­ne­go w Pol­sce. Wbrew po­wszech­nym prze­ko­na­niom spra­wa eman­cy­pa­cji ko­biet wca­le nie była „im­por­tem za­chod­nim”, któ­ry przy­był do Pol­ski na po­cząt­ku xx wie­ku. Nar­cy­za Żmi­chow­ska, Eli­za Orzesz­ko­wa, Ma­ria Ko­nop­nic­ka, Zo­fia Na­łkow­ska i wie­le in­nych na­le­ża­ło do tra­dy­cji, któ­ra si­ęga­ła przy­naj­mniej lat trzy­dzie­stych xix stu­le­cia. Pierw­sze Zjaz­dy Ko­biet – w Kra­ko­wie w roku 1905 i w War­sza­wie w roku 1907 – roz­po­częły wal­kę o pra­wo wy­bor­cze, któ­ra za­owo­co­wa­ła zwy­ci­ęstwem ko­biet w 1918. Po­nad­to rząd Mo­ra­czew­skie­go za­le­ga­li­zo­wał dzia­łal­no­ść zwi­ąz­ków za­wo­do­wych, wpro­wa­dził ośmio­go­dzin­ny dzień pra­cy, za­po­wie­dział po­wszech­ne ubez­pie­cze­nia zdro­wot­ne, za­blo­ko­wał eks­mi­sje, o ile wła­ści­ciel nie uzy­ska wy­ro­ku sądo­we­go, i wpro­wa­dził urząd in­spek­cji pra­cy, któ­ry miał za­gwa­ran­to­wać bez­piecz­ne jej wa­run­ki. Te po­su­ni­ęcia mogą nie wy­da­wać się re­wo­lu­cyj­ne, je­śli ze­sta­wi się je z wy­da­rze­nia­mi w Ro­sji, ab­sur­dal­ne by­ło­by jed­nak po­mniej­szać je i trak­to­wać jako „zwyk­łe re­for­my”. Nowo po­wsta­ła Par­tia Ko­mu­ni­stycz­na mia­ła gło­śno twier­dzić, że Pol­ska, stwo­rzo­na przez Pi­łsud­skie­go i pps, była za­le­d­wie pi­ęk­ną fa­sa­dą dla bu­rżu­azyj­ne­go pa­ństwa. Był to jed­nak sła­by ar­gu­ment w ob­li­czu tych no­wych wspa­nia­łych praw. Z per­spek­ty­wy cza­su wie­my, że część obiet­nic z 1918 roku po­zo­sta­ła nie­spe­łnio­na i że kry­zy­sy go­spo­dar­cze lat mi­ędzy­wo­jen­nych utrzy­ma­ły lub po­głębi­ły nędzę wi­ęk­szo­ści ro­dzin chłop­skich i ro­bot­ni­czych. Jed­nak w li­sto­pa­dzie i grud­niu 1918 roku przy­szło­ść zda­wa­ła się ja­śniej­sza niż prze­szło­ść. Rząd Mo­ra­czew­skie­go, choć dzia­łał krót­ko, był punk­tem kul­mi­na­cyj­nym pol­skiej re­wo­lu­cji: po­wsta­ło nowe pa­ństwo, opar­te na fun­da­men­tach, któ­re jesz­cze tuż przed pierw­szą woj­ną świa­to­wą wy­da­wa­ły się uto­pij­ne. Nie­za­le­żnie od ca­łe­go nie­zre­ali­zo­wa­ne­go po­ten­cja­łu osi­ągni­ęto pod­sta­wo­we cele. Gdy­by Dmow­ski i po­tęgi za­chod­nie od­na­le­źli się w li­sto­pa­dzie 1918 roku i wpro­wa­dzi­li w War­sza­wie rząd en­dec­ki, ar­gu­ment ko­mu­ni­stów, łączący pol­sko­ść z pra­wi­co­wo­ścią i ka­pi­ta­li­zmem, by­łby o wie­le bar­dziej prze­ko­nu­jący. Pi­łsud­ski jed­nak (a ta­kże Da­szy­ński, Mo­ra­czew­ski i inni, któ­rzy po­ja­wi­li się na sce­nie po­li­tycz­nej w 1918 roku) zdo­był dla Pol­ski przy­naj­mniej wa­run­ko­we, tym­cza­so­we po­par­cie wi­ęk­szo­ści ro­bot­ni­ków, po­ka­zu­jąc, że mogą mieć za­rów­no nie­pod­le­głe pa­ństwo, jak i głębo­kie re­for­my spo­łecz­ne. Na­wet je­śli ide­olo­go­wie ra­dy­kal­nej le­wi­cy i skraj­nej pra­wi­cy uwa­ża­li, że mi­ędzy na­ro­dem a kla­są musi ist­nieć na­pi­ęcie, lu­dzie w Pol­sce dali wy­raz swo­je­mu prze­ko­na­niu, że jest ina­czej. Po­par­cie ro­bot­ni­ków dla kon­cep­cji Pol­ski wca­le nie zna­czy, że po­pie­ra­li dany rząd pol­ski – wręcz prze­ciw­nie, już w roku 1921 od­był się po­wszech­ny strajk ko­le­ja­rzy, któ­ry zo­stał stłu­mio­ny gro­źbą mi­li­ta­ry­za­cji. Na­to­miast sa­me­go fak­tu po­par­cia ro­bot­ni­ków dla Rze­czy­po­spo­li­tej nie wol­no lek­ce­wa­żyć, bo nie był on by­naj­mniej oczy­wi­sty.

Już samo to było po­wa­żnym osi­ągni­ęciem Pi­łsud­skie­go, na tym jed­nak hi­sto­ria roku 1918 się nie sko­ńczy­ła. Zdo­by­cie chło­pów i ro­bot­ni­ków dla idei no­wej Pol­ski roz­wi­ązy­wa­ło tyl­ko po­ło­wę pro­ble­mu. Pi­łsud­ski zda­wał so­bie spra­wę z tego, że Na­ro­do­wa De­mo­kra­cja cie­szy się moc­nym po­par­ciem, nie da się jej więc po pro­stu zi­gno­ro­wać i zmar­gi­na­li­zo­wać. Ro­zu­miał ta­kże, że ko­niec ko­ńców Pol­ska będzie mu­sia­ła za­pew­nić so­bie do­bre re­la­cje z mo­car­stwa­mi za­chod­ni­mi. Pod ko­niec 1918 roku wy­da­wa­ło się to kar­ko­łom­nym za­da­niem, zwłasz­cza bio­rąc pod uwa­gę gniew i wro­go­ść Dmow­skie­go. W po­pu­lar­nej, męt­nej i pod­ko­lo­ro­wa­nej wer­sji hi­sto­rii tego roku, Dmow­skie­go i Pi­łsud­skie­go przed­sta­wia się nie­raz jako dwóch oj­ców za­ło­ży­cie­li no­wo­cze­snej Pol­ski, z któ­rych ka­żdy wnió­sł cen­ny wkład w jej po­wsta­nie. Tym­cza­sem ka­żdy z nich prze­wró­ci­łby się w gro­bie, sły­sząc, jak na po­trze­by tej mi­łej opo­wiast­ki za­cie­ra się ist­nie­jące mi­ędzy nimi ró­żni­ce. Je­dy­nym, co łączy­ło oby­dwu mężczyzn, był rze­czow­nik „Pol­ska”. Mo­gło­by się wy­da­wać, że to wy­star­czy, ale w świe­cie, w któ­rym Pol­ska była wci­ąż jesz­cze ra­czej ideą niż kon­kret­nym pa­ństwem, samo od­da­nie oj­czy­źnie nie pro­wa­dzi­ło by­naj­mniej do pa­trio­ty­zmu, któ­ry prze­kra­cza­łby ró­żni­ce ide­owe. Skądi­nąd mó­wie­nie o „ró­żni­cach ide­owych” try­wia­li­zu­je prze­pa­ść roz­dzie­la­jącą wi­zje Pol­ski Pi­łsud­skie­go i Dmow­skie­go. Jó­zef Pi­łsud­ski i Ro­man Dmow­ski nie ry­wa­li­zo­wa­li ze sobą o wła­dzę nad kra­jem, któ­ry oby­dwaj ko­cha­li: ka­żdy z nich sta­rał się stwo­rzyć ca­łko­wi­cie od­mien­ne pa­ństwo i ich pa­ństwa – poza na­zwą – mia­ły ze sobą bar­dzo nie­wie­le wspól­ne­go. Dmow­ski nie mógł od­czu­wać żad­nej pa­trio­tycz­nej wi­ęzi z Pol­ską, któ­rą two­rzył Pi­łsud­ski, przy czym do­kład­nie tak samo by­ło­by, gdy­by sy­tu­acja była od­wrot­na.

W li­sto­pa­dzie i grud­niu en­de­cja or­ga­ni­zo­wa­ła co­raz gwa­łtow­niej­sze mar­sze pro­te­sta­cyj­ne prze­ciw­ko rządo­wi Mo­ra­czew­skie­go i prze­ciw­ko Pi­łsud­skie­mu. W pra­wi­co­wej pra­sie i w wie­lu (cho­ciaż nie wszyst­kich) ko­ścio­łach nowe pa­ństwo opi­sy­wa­no jako pseu­do-Pol­skę, kon­tro­lo­wa­ną przez ko­smo­po­li­tycz­nych so­cja­li­stów i Ży­dów (jed­ni i dru­dzy zresz­tą byli, w en­dec­kich fan­ta­zjach, w za­sa­dzie tym sa­mym). Cho­ciaż pps i kpp za­cie­kle zwal­cza­ły się na­wza­jem, w wi­zji Na­ro­do­wej De­mo­kra­cji oby­dwie były częścią tej sa­mej nisz­czy­ciel­skiej siły, któ­ra sta­ra­ła się po­zba­wić na­ród cen­tral­nej po­zy­cji oraz od­rzu­ca­ła dys­cy­pli­nę i jed­no­ść. Do­wo­dem na to, jak twier­dzi­ła pra­wi­ca, było jaw­ne dąże­nie no­we­go rządu do od­dzie­le­nia pa­ństwa od Ko­ścio­ła i do za­pew­nie­nia we wspól­nej Rze­czy­po­spo­li­tej rów­nych praw wszyst­kim gru­pom et­nicz­nym. Dmow­ski od daw­na gło­sił, że war­to­ści te sto­ją w sprzecz­no­ści z prze­trwa­niem no­wo­czes­nego pa­ństwa. Jego zda­niem mniej­szo­ści mo­żna było to­le­ro­wać (lub nie), jed­nak praw­dzi­wa przy­na­le­żno­ść do na­ro­du wy­ma­ga­ła jed­no­ści i jed­no­rod­no­ści. W ko­lej­nym roz­dzia­le omó­wię sze­rzej roz­bie­żne świa­to­po­glądy Pi­łsud­skie­go i Dmow­skie­go, na ra­zie wy­star­czy po­wie­dzieć, że dla Pi­łsud­skie­go wspó­łpra­ca z Na­ro­do­wą De­mo­kra­cją mia­ła być o wie­le trud­niej­sza niż wspó­łpra­ca z pps i ła­go­dze­nie re­wo­lu­cyj­nej ener­gii roku 1918.

 

Na sa­mym po­cząt­ku roku 1919 za­szło dzi­wacz­ne wy­da­rze­nie, któ­re po dziś dzień po­zo­sta­je za­gad­ką. W nocy z 4 na 5 stycz­nia gru­pa kon­ser­wa­ty­stów i en­de­ków zor­ga­ni­zo­wa­ła za­mach, uwi­ęzi­ła pre­mie­ra Mo­ra­czew­skie­go i za­jęła kil­ka bu­dyn­ków rządo­wych w War­sza­wie. Kry­zys za­ko­ńczył się jed­nak już po kil­ku go­dzi­nach: ar­mia oto­czy­ła bun­tow­ni­ków i zmu­si­ła ich do pod­da­nia się. Naj­bar­dziej nie­zwy­kłe było to, że bun­tow­ni­cy zo­sta­li po pro­stu zga­nie­ni przez Pi­łsud­skie­go, a na­stęp­nie wy­pusz­cze­ni na wol­no­ść. Jed­no z mo­żli­wych wy­ja­śnień tej nie­zwy­kłej wy­ro­zu­mia­ło­ści jest na­stępu­jące: Pi­łsud­ski wie­dział, że spi­skow­cy nie sta­no­wią praw­dzi­we­go za­gro­że­nia, dla­te­go sta­rał się roz­ła­do­wać de­li­kat­ną sy­tu­ację. Inna, bar­dziej ma­kia­we­licz­na mo­żli­wo­ść by­ła­by taka, że spi­sek był Pi­łsud­skie­mu na rękę, a na­wet że mar­sza­łek mógł po­czy­nić pew­ne kro­ki, żeby po­zwo­lić spi­skow­com dzia­łać. Ni­g­dy się nie do­wie­my, co my­ślał wódz na­czel­ny, zna­my na­to­miast skut­ki wy­da­rzeń. Po pierw­sze, en­de­cja po­ka­za­ła swo­ją sła­bo­ść w War­sza­wie. Par­tia była na­dal sil­na w Wiel­ko­pol­sce (i w Pa­ry­żu), nie była w sta­nie jed­nak zmie­rzyć się z si­ła­mi Pi­łsud­skie­go w sto­li­cy. Po dru­gie, wiel­ko­dusz­no­ść Pi­łsud­skie­go była wy­ci­ągni­ęciem ręki w stro­nę Dmow­skie­go – zna­kiem, że Pi­łsud­ski dąży do zła­go­dze­nia kon­flik­tu. I wresz­cie po trze­cie, sam za­mach zo­stał bar­dzo źle przy­jęty w War­sza­wie, na­wet przez gru­py ge­ne­ral­nie wro­go na­sta­wio­ne wo­bec rządu Mo­ra­czew­skie­go. Za­nie­po­ko­je­ni byli zwłasz­cza kon­ser­wa­ty­ści – mo­gli gar­dzić so­cja­li­sta­mi, jed­nak ża­den do­brze wy­cho­wa­ny czło­nek sta­nu szla­chec­kie­go nie po­wi­nien po­pie­rać pró­by oba­le­nia rządu siłą. Sza­cu­nek dla do­brych ma­nier był do­kład­nie tym, co od­dzie­la­ło sta­rą kon­ser­wa­tyw­ną pra­wi­cę od no­wej pra­wi­cy ra­dy­kal­nej, a za­mach ujaw­nił ten roz­ziew. Przy­naj­mniej w War­sza­wie – a za­pew­ne też w ca­łej Kon­gre­sów­ce i w Ga­li­cji – za­mach zde­cy­do­wa­nie osła­bił po­zy­cję en­de­cji.

W owym cza­sie ani Pi­łsud­ski, ani Dmow­ski nie mo­gli twier­dzić, że są naj­wy­bit­niej­szy­mi czy naj­bar­dziej zna­ny­mi Po­la­ka­mi. Ten za­szczyt przy­pa­dał pia­ni­ście Igna­ce­mu Pa­de­rew­skie­mu, któ­ry był praw­dzi­wą świa­to­wą gwiaz­dą. Jego wir­tu­oze­ria przy­ci­ąga­ła tłu­my, bi­le­ty na jego kon­cer­ty wy­prze­da­wa­no na pniu w ca­łej Eu­ro­pie i Ame­ry­ce Pó­łnoc­nej, a roz­wi­chrzo­ne wło­sy czy­ni­ły go wy­jąt­ko­wo fo­to­ge­nicz­nym. Był jed­nak o wie­le wi­ęcej niż tyl­ko gwiaz­dą mu­zy­ki. W cza­sie pierw­szej woj­ny świa­to­wej wy­ko­rzy­stał swo­ją sła­wę, żeby pro­mo­wać na za­cho­dzie spra­wę pol­ską, zdo­by­wa­jąc sza­cu­nek i uzna­nie za­rów­no wśród sze­ro­kiej pu­blicz­no­ści, jak i na sa­lo­nach wpły­wo­wych lu­dzi we Fran­cji, Wiel­kiej Bry­ta­nii i przede wszyst­kim w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Być może był pierw­szym, któ­ry użył mu­zy­ki Cho­pi­na jako bro­ni w wal­ce o spra­wę na­ro­do­wą.

Pa­de­rew­ski po­zo­sta­wał w do­brych sto­sun­kach z Dmow­skim i miał pew­ne po­wi­ąza­nia z en­de­cją, cho­ciaż jego po­glądy były ra­czej mgli­ste. To dało mu do­god­ną po­zy­cję do ode­gra­nia roli, któ­ra przy­pa­dła mu w udzia­le w 1919 roku. Przy­je­chał do Po­zna­nia (z Pa­ry­ża) w grud­niu 1918 roku i już sama jego obec­no­ść sta­ła się za­rze­wiem po­wsta­nia, dzi­ęki któ­re­mu wy­par­to z Wiel­ko­pol­ski to, co zo­sta­ło z władz nie­miec­kich. Po­ja­wie­nie się Pa­de­rew­skie­go i na­stęp­stwa za­ma­chu przy­go­to­wa­ły grunt pod ko­lej­ny ruch Pi­łsud­skie­go: w pierw­szej po­ło­wie stycz­nia za­pro­sił pia­ni­stę, by za­jął miej­sce Mo­ra­czew­skie­go i zo­stał no­wym pre­mie­rem. Nie cho­dzi­ło jed­nak o kontr­re­wo­lu­cję ani o za­ne­go­wa­nie osi­ągni­ęć pps-u z ko­ńca 1918 roku. W rządzie, któ­ry two­rzy­li Pa­de­rew­ski i Pi­łsud­ski, zna­la­zło się kil­ka wa­żnych po­sta­ci z po­przed­nie­go rządu, a ta­kże kil­ku bar­dziej umiar­ko­wa­nych po­li­ty­ków en­de­cji i kil­ku kon­ser­wa­ty­stów, nie­zdy­skre­dy­to­wa­nych udzia­łem w za­ma­chu. W prak­ty­ce więc za­mach przy­czy­nił się do od­su­ni­ęcia twar­do­gło­wych, któ­rzy mo­gli­by utrud­niać kom­pro­mis.

Trud­no mieć pew­no­ść, do kogo w któ­rym mo­men­cie na­le­ża­ła ini­cja­ty­wa w grud­niu i stycz­niu, po­nie­waż w po­dob­nych oko­licz­no­ściach nie za­pi­su­je się wszyst­kie­go, a re­la­cje skła­da­ne post fac­tum nie są w pe­łni zgod­ne. W grun­cie rze­czy nie ma to jed­nak zna­cze­nia: li­czy się to, że Pi­łsud­ski zdo­łał utrzy­mać pps w rządzie, jed­no­cze­śnie wy­ci­ąga­jąc rękę do en­de­cji. To z ko­lei gwa­ran­to­wa­ło, że wi­ęk­szo­ść miej­skiej kla­sy ro­bot­ni­czej mo­gła za­ak­cep­to­wać umo­wę, przy­naj­mniej na ra­zie. Za­an­ga­żo­wa­nie Pa­de­rew­skie­go na­to­miast dało kon­ser­wa­ty­stom i człon­kom Na­ro­do­wej De­mo­kra­cji wy­star­cza­jące pod­sta­wy, by uznać le­gal­no­ść no­we­go rządu. Szcze­rze mó­wi­ąc, żad­ne pro­ble­my nie zo­sta­ły tak na­praw­dę roz­wi­ąza­ne. Ide­owa prze­pa­ść mi­ędzy le­wi­cą a pra­wi­cą po­zo­sta­ła tak głębo­ka jak za­wsze, a ró­żni człon­ko­wie no­we­go rządu mie­li na my­śli zu­pe­łnie ró­żne rze­czy, gdy mó­wi­li „Pol­ska”. Pod­czas pe­łnych na­pi­ęcia dys­ku­sji często nie po­tra­fi­li się po­ro­zu­mieć – jed­nak już samo stwo­rze­nie im szan­sy na ta­kie roz­mo­wy było ogrom­nym osi­ągni­ęciem. Za­war­ty kom­pro­mis ozna­czał je­dy­nie od­su­ni­ęcie pro­ble­mu, osta­tecz­na roz­gryw­ka zaś mia­ła do­pie­ro na­de­jść. Pi­łsud­ski i Pa­de­rew­ski spra­wi­li jed­nak, że gdy w ko­ńcu na­de­szła, wal­ki mia­ły do­ty­czyć nie abs­trak­cyj­nej idei Pol­ski, ale re­al­nie ist­nie­jące­go pa­ństwa pol­skie­go. A w mi­ędzy­cza­sie ich pol­ski pro­jekt był w sta­nie prze­trwać wy­jąt­ko­wy test: woj­nę pol­sko-bol­sze­wic­ką.

Woj­na pol­sko-bol­sze­wic­ka

Za­bra­nie lu­dzi z ulic i stwo­rze­nie prze­strze­ni umo­żli­wia­jącej zbu­do­wa­nie pod­wa­lin no­we­go pa­ństwa mia­ło ogrom­ne zna­cze­nie, nikt jed­nak nie miał pew­no­ści, czy de­li­kat­ną rów­no­wa­gę mi­ędzy pa­trio­ty­zmem a re­wo­lu­cją uda się utrzy­mać. Nie­za­le­żnie od ra­dy­ka­li­zmu re­form z 1918 roku pod­sta­wy daw­ne­go po­rząd­ku spo­łecz­ne­go po­zo­sta­ły nie­tkni­ęte – i za­pew­ne dla­te­go wła­śnie nie uży­wa się sło­wa „re­wo­lu­cja” w od­nie­sie­niu do ów­cze­snych wy­da­rzeń w Pol­sce. Bo­ga­ci po­zo­sta­li bo­ga­ci, a bied­ni na­dal byli bied­ni, na­wet je­śli ci dru­dzy dys­po­no­wa­li obec­nie wi­ęk­szym po­li­tycz­nym po­ten­cja­łem, a ma­te­rial­ne wa­run­ki ich ży­cia nie­co się po­pra­wi­ły (choć cza­sy wci­ąż były ci­ężkie i sy­tu­ację po­gar­sza­ły znisz­cze­nia wo­jen­ne). Co wi­ęcej, od od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści mi­nęło na­praw­dę nie­wie­le cza­su, gdy mło­de pa­ństwo pod­jęło już pierw­szą ak­cję prze­ciw­ko ru­cho­wi ro­bot­ni­cze­mu: w kwiet­niu 1920 roku rząd wy­słał uzbro­jo­ne siły, któ­re zła­ma­ły strajk ko­le­ja­rzy, za­bi­ja­jąc dzie­wi­ęciu pro­te­stu­jących. Była to za­le­d­wie pierw­sza z wie­lu bru­tal­nych kon­fron­ta­cji mi­ędzy pa­ństwem a ru­chem ro­bot­ni­czym. Ro­bot­ni­cy mo­gli się prze­ko­nać, że świe­żo utwo­rzo­na Rzecz­po­spo­li­ta nie­ko­niecz­nie będzie im przy­ja­zna i że na­dzie­je z 1918 roku mo­gły być wy­ra­zem na­iw­no­ści. Py­ta­nie brzmia­ło: czy osi­ągni­ęcia 1918 roku wy­star­cza­ły, by pol­scy ro­bot­ni­cy chcie­li być lo­jal­ni względem pa­ństwa, któ­re zda­wa­ło się abs­trak­cją, na­wet je­śli kon­kret­ni lu­dzie spra­wu­jący wła­dzę w 1920 roku oka­zy­wa­li im wro­go­ść?

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?