Całkiem zwyczajny krajTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ty­tuł ory­gi­na­łu an­giel­skie­go: Po­land in the Mo­dern World: Bey­ond Mar­tyr­dom

Co­py­ri­ght © by Brian Por­ter-Szűcs, 2021

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­two Fil­try, 2021

Co­py­ri­ght © for the Po­lish trans­la­tion by Anna Dzierz­gow­ska, 2021

Co­py­ri­ght © for the Po­lish trans­la­tion by Jan Dzierz­gow­ski, 2021

Pro­jekt okład­ki: Mar­ta Ko­na­rzew­ska / Ko­na­rzew­ska.pl

Opie­ka re­dak­cyj­na: Ewa Wie­le­ży­ńska, Do­ro­ta No­wak

Kon­sul­ta­cja me­ry­to­rycz­na: dr hab. Adam Lesz­czy­ński

Re­dak­cja: Woj­ciech Gór­naś / Re­dak­tor­nia.com

Ko­rek­ty: Re­dak­tor­nia.com

In­deks: Re­dak­tor­nia.com

Wy­daw­ca oświad­cza, że do­ło­żył wszel­kich sta­rań, aby do­trzeć do wszyst­kich wła­ści­cie­li i dys­po­nen­tów praw au­tor­skich ma­te­ria­łów ilu­stra­cyj­nych. Oso­by fi­zycz­ne i praw­ne, któ­rych nie uda­ło nam się usta­lić, pro­si­my o kon­takt z wy­daw­nic­twem.

ISBN 978-83-957973-5-4

Wy­daw­nic­two Fil­try sp. z o.o.

Ul. Fil­tro­wa 61 m. 13

02-056 War­sza­wa

e-mail: re­dak­cja@wy­daw­nic­two­fil­try.pl

www.wy­daw­nic­two­fil­try.pl

Skład i przy­gto­wa­nie eBo­oka: Ja­ro­sław Ja­bło­ński / jjpro­jekt.pl

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

spis treści

wstęp

Uwa­ga o przy­pi­sach

roz­dział pierw­szy po­la­cy bez pol­ski, 1795–1918

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział dru­gi kra­jo­braz po­li­tycz­ny na po­cząt­ku xx wie­ku

Ró­żne od­mia­ny so­cja­li­zmu

Na­ro­do­wa De­mo­kra­cja

Lu­do­wcy

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział trze­ci na­ród czy re­wo­lu­cja? 1914–1922

pps i en­de­cja

Pol­ska re­wo­lu­cja

Woj­na pol­sko-bol­sze­wic­ka

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział czwar­ty mi­ędzy de­mo­kra­cją a au­to­ry­ta­ry­zmem, 1922–1939

Pa­ństwo na­ro­do­we ver­sus pa­ństwo oby­wa­tel­skie

Za­mach ma­jo­wy

Sa­na­cja

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział pi­ąty hi­per­in­fla­cja i kry­zys

Ró­żni­ce re­gio­nal­ne

Wiel­ka in­fla­cja

Wiel­ki kry­zys

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział szó­sty ży­dzi, ukra­ińcy i inni po­la­cy

Ży­dow­scy Po­la­cy i pol­scy Ży­dzi

Ukra­ińcy

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział siód­my dru­ga woj­na świa­to­wa, 1939–1945

Kam­pa­nia wrze­śnio­wa

Oku­pa­cja i ter­ror

Opór

Spor­na pa­mi­ęć

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział ósmy pod­bój czy re­wo­lu­cja? 1945–1956

Staw­ka ide­olo­gicz­na

Po­li­ty­ka wła­dzy i po­czątek zim­nej woj­ny, 1944–1948

Do­świad­cze­nie sta­li­ni­zmu

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział dzie­wi­ąty rok 1956 i roz­wój ko­mu­ni­zmu na­ro­do­we­go

Od­wi­lż Go­mu­łki

„Pol­ska dro­ga” Go­mu­łki

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział dzie­si­ąty ko­mu­nizm i kon­sump­cjo­nizm

Na­ro­dzi­ny ko­mu­ni­stycz­ne­go kon­su­men­ta

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział je­de­na­sty ko­niec prl, 1976–1989

Bunt i opo­zy­cja

„So­li­dar­no­ść”

Rok 1989

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział dwu­na­sty te­ra­pia szo­ko­wa

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

roz­dział trzy­na­sty iii rp

Li­te­ra­tu­ra uzu­pe­łnia­jąca

po­sło­wie

wstęp

Bry­tyj­ski pi­sarz Do­uglas Adams w Re­stau­ra­cji na ko­ńcu wszech­świa­ta (któ­ra jest praw­dzi­wym ar­cy­dzie­łem fan­ta­sty­ki hu­mo­ry­stycz­nej) opi­su­je do­sko­na­łe na­rzędzie tor­tur, wir ca­łko­wi­te­go zro­zu­mie­nia:

Czło­wiek, któ­ry wy­na­la­zł wir ca­łko­wi­te­go zro­zu­mie­nia, zro­bił to w za­sa­dzie tyl­ko dla­te­go, że chciał za­grać żo­nie na ner­wach.

Trin Tra­gu­la – bo tak się na­zy­wał – był ma­rzy­cie­lem, my­śli­cie­lem, lu­bi­ącym abs­trak­cyj­ne i teo­re­tycz­ne do­cie­ka­nia fi­lo­zo­fem czy – jak wy­ra­zi­ła­by to jego żona – przy­głu­pem. […]

– Za­cznij na­resz­cie od­ró­żniać, co jest wa­żne, a co nie! – po­wta­rza­ła bez prze­rwy, cza­sem nie mniej niż trzy­dzie­ści osiem razy w ci­ągu dnia. Tak więc zbu­do­wał wir ca­łko­wi­te­go zro­zu­mie­nia – żeby jej po­ka­zać […].… Kie­dy włączył wir, w jed­nej chwi­li uj­rza­ła nie­sko­ńczo­no­ść stwo­rze­nia oraz – we wła­ści­wej ska­li – sie­bie.

Trin Tra­gu­la był prze­ra­żo­ny, wstrząs bo­wiem uni­ce­stwił jej umy­sł, ku swe­mu za­do­wo­le­niu stwier­dził jed­nak, iż prze­ko­nu­jąco udo­wod­nił, że je­że­li ży­cie chce ist­nieć we wszech­świe­cie o tak wiel­kich roz­mia­rach, nie może po­zwo­lić so­bie na luk­sus od­ró­żnia­nia, co jest wa­żne, a co nie1.

 

1 Do­uglas Adams, Re­stau­ra­cja na ko­ńcu wszech­świa­ta, przeł. Pa­weł Wie­czo­rek, Zysk i S-ka, Po­znań 1994, s. 75–76.

Ksi­ążka, któ­rą bie­rzesz do ręki, jest czy­mś w ro­dza­ju wiru ca­łko­wi­te­go zro­zu­mie­nia hi­sto­rii Pol­ski, choć oczy­wi­ście nie jest moim za­mia­rem tor­tu­ro­wać czy­tel­ni­ków przy­po­mi­na­niem im, jak nie­istot­ni są w ska­li wszech­świa­ta. Chcia­łbym ra­czej umie­ścić Pol­skę w naj­szer­szym mo­żli­wym kon­te­kście, tak by po­ka­zać, w jaki spo­sób prze­szło­ść tego kon­kret­ne­go kra­ju może do­star­czać przy­kła­dów dzia­ła­nia sił, któ­re ukszta­łto­wa­ły cały świat no­wo­cze­sny. Być może po włącze­niu wiru Pol­ska skur­czy się do roz­mia­rów le­d­wie wi­docz­ne­go punk­tu, jed­nak wy, sta­nąw­szy w tym punk­cie, zo­ba­czy­cie cały świat.

Często py­ta­ją mnie, dla­cze­go Ame­ry­ka­nin po­świ­ęca swo­ją ka­rie­rę ba­da­niu Pol­ski i dla­cze­go stu­den­ci w Sta­nach Zjed­no­czo­nych mie­li­by się za­in­te­re­so­wać za­jęcia­mi na ten te­mat. Ale może wa­żniej­szy niż moja oso­bi­sta dro­ga jest fakt, że je­stem tyl­ko jed­nym z wie­lu na­ukow­ców, któ­rzy pra­cu­ją na tym szyb­ko roz­sze­rza­jącym się polu ba­daw­czym. W Ame­ry­ce Pó­łnoc­nej licz­ba hi­sto­ry­ków zaj­mu­jących się te­ma­ta­mi zwi­ąza­ny­mi z Pol­ską od pew­ne­go cza­su sta­le ro­śnie2.

2 Ame­ri­can Hi­sto­ri­cal As­so­cia­tion Di­rec­to­ry of Hi­sto­ry Dis­ser­ta­tions https://bit.ly/32z3t­g6. Wy­kres uwzględ­nia roz­pra­wy, któ­re w ty­tu­le mają sło­wa „Po­land” lub „Po­lish”.

Aka­de­mic­ki por­tal in­ter­ne­to­wy H-Po­land, mi­ędzy­na­ro­do­we fo­rum ba­da­czy i ba­da­czek zaj­mu­jących się pro­ble­ma­ty­ką Pol­ski, ma obec­nie 780 człon­ków ze wszyst­kich kon­ty­nen­tów poza An­tark­ty­dą (cze­ka­my, aż spe­ca od Pol­ski za­trud­ni baza McMur­do). Ob­ra­zek wy­gląda rów­nie do­brze od stro­ny po­py­tu, jak i od stro­ny po­da­ży: za­jęcia, któ­re owi pro­fe­so­ro­wie i pro­fe­sor­ki pro­wa­dzą, ksi­ążki, któ­re pi­szą, cie­szą się za­in­te­re­so­wa­niem. Na przy­kład na mój rocz­ny wy­kład „Pol­ska w świe­cie wspó­łcze­snym” za­pi­su­je się zwy­kle 75–100 stu­den­tów3. Po­dob­ne za­jęcia – czy to z hi­sto­rii Pol­ski, czy ogól­nie z hi­sto­rii Eu­ro­py Wschod­niej – or­ga­ni­zo­wa­ne są nie­mal na ka­żdym wi­ęk­szym ame­ry­ka­ńskim uni­wer­sy­te­cie.

3 W Sta­nach Zjed­no­czo­nych stu­den­ci cie­szą się spo­rym za­kre­sem swo­bo­dy w kszta­łto­wa­niu wła­sne­go pro­gra­mu stu­diów i mogą wy­bie­rać (w ob­rębie pew­nych ka­te­go­rii) za­jęcia, w któ­rych chcą uczest­ni­czyć. Stu­den­ci spo­za wy­dzia­łu hi­sto­rii mu­szą prze­jść kil­ka kur­sów hi­sto­rii i nauk spo­łecz­nych, dla­te­go za­jęcia o Pol­sce mogą przy­ci­ągać stu­den­tów z ca­łe­go uni­wer­sy­te­tu.

Rozprawy doktorskie dotyczące historii Polski, powstałe w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie w latach 1910–2015


Dla­cze­go tak wie­lu Ame­ry­ka­nów in­te­re­su­je się Pol­ską? Nie cho­dzi o to, że ten kraj jest ja­koś wy­jąt­ko­wy, stu­den­tów nie przy­ci­ąga­ją też opo­wie­ści o pol­skim he­ro­izmie i cier­pie­niu. W wie­lu in­nych sa­lach wy­kła­do­wych mogą usły­szeć o god­nych po­dzi­wu bo­ha­te­rach, o wspa­nia­łych osi­ągni­ęciach lub o tra­gicz­nym uci­sku, po cóż więc do­dat­ko­wo kom­pli­ko­wać so­bie ży­cie i uczyć się wszyst­kich tych trud­nych do wy­mó­wie­nia pol­skich na­zwisk? Być może ci stu­den­ci mają przod­ków z Pol­ski i chcą do­wie­dzieć się cze­goś o ich oj­czy­źnie? To mo­gło­by być ja­kieś wy­ja­śnie­nie, jed­nak z mo­ich nie­for­mal­nych ba­dań wy­ni­ka, że za­le­d­wie jed­na trze­cia mo­ich słu­cha­czy i słu­cha­czek de­kla­ru­je ja­kie­kol­wiek ro­dzin­ne po­wi­ąza­nia z Pol­ską. Głów­nym po­wo­dem, dla któ­re­go, jak mi się wy­da­je, je­stem w sta­nie przy­ci­ągnąć tak duże gro­no, jest spo­sób, w jaki przed­sta­wiam te­mat: nie jako stu­dium ob­cej kra­iny o dzi­wacz­nej hi­sto­rii, ale jako oka­zję do po­zna­nia kra­ju, któ­ry znaj­do­wał się na sty­ku wszyst­kich tren­dów cha­rak­te­ry­zu­jących świat no­wo­cze­sny. Nie­trud­no prze­ko­nać ame­ry­ka­ńskich stu­den­tów, że Pol­ska ma zwi­ązek z ich ży­ciem, po­nie­waż jej hi­sto­ria po­zwa­la na­świe­tlić bar­dzo wie­le zna­jo­mych te­ma­tów z nie­co od­mien­nej (a bar­dzo od­kryw­czej) per­spek­ty­wy. Uwa­żam Pol­skę za na­praw­dę in­te­re­su­jącą, jed­nak by­naj­mniej nie dla­te­go, że jest kra­jem nie­zwy­kłym, ale właś­nie dla­te­go, że jest tak bar­dzo zwy­czaj­na.

W ci­ągu ostat­nich pi­ęt­na­stu lat w an­glo­języcz­nych ba­da­niach nad Pol­ską po­ja­wi­ło się prze­su­ni­ęcie tek­to­nicz­ne: od­cho­dzi­my od opo­wie­ści o męcze­ństwie, o do­nio­słych zma­ga­niach po­li­tycz­nych i uci­sku, roz­wi­ja­ją się na­to­miast ba­da­nia nad ży­ciem co­dzien­nym zwy­kłych Po­la­ków. Być może ten trend jest ro­bie­niem z ko­niecz­no­ści cno­ty, w tym sen­sie, że je­śli miesz­kasz w usa i chcesz pi­sać o Pol­sce, to mo­żesz przy­ci­ągnąć od­bior­ców tyl­ko pod wa­run­kiem, że two­ja pra­ca będzie mia­ła dla nich zna­cze­nie. Nie jest to jed­nak trud­ne do zro­bie­nia, a po­wsta­jące w re­zul­ta­cie ksi­ążki spo­ty­ka­ją się w usa z za­in­te­re­so­wa­niem, po­nie­waż w do­słow­nym sen­sie oswa­ja­ją Ame­ry­ka­nów z prze­szło­ścią Pol­ski – to zna­czy po­ka­zu­ją, jak coś, co wy­da­je się od­le­głe i obce, może się w rze­czy­wi­sto­ści oka­zać zdu­mie­wa­jąco swoj­skie.

W ni­niej­szej ksi­ążce chcę od­wró­cić ten ob­raz i po­ka­zać pol­skim czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom wi­ze­ru­nek ich kra­ju, po­ja­wia­jący się, gdy spo­gląda­my z per­spek­ty­wy glo­bal­nej. Nie jest to po pro­stu per­spek­ty­wa jed­ne­go kon­kret­ne­go Ame­ry­ka­ni­na, na­wet je­śli pod wie­lo­ma względa­mi ta ksi­ążka ma bar­dzo oso­bi­sty cha­rak­ter i od­zwier­cie­dla moje po­glądy i za­in­te­re­so­wa­nia. Wi­ęk­sze zna­cze­nie ma to, że będę wpro­wa­dzał idee, in­ter­pre­ta­cje i ana­li­zy znacz­nej licz­by do­sko­na­łych ba­da­czy, naj­częściej wy­kszta­łco­nych w Sta­nach, ale po­cho­dzących z ró­żnych stron świa­ta i za­wsze sta­ra­jących się pa­trzeć na Pol­skę w sze­ro­kim kon­te­kście4. Na ko­ńcu ka­żde­go roz­dzia­łu pro­po­nu­ję dal­sze lek­tu­ry, dzi­ęki któ­rym czy­tel­ni­cy będą mo­gli zo­ba­czyć, jak bo­ga­ty i zró­żni­co­wa­ny stał się ob­szar ba­dań nad Pol­ską roz­ci­ąga­jący się o wie­le da­lej i sze­rzej niż tych kil­ko­ro an­glo­języcz­nych au­to­rów, któ­rych pol­ski od­bior­ca miał już oka­zję po­znać5. Nie trze­ba do­da­wać, że ko­rzy­stam ta­kże ob­fi­cie z pol­sko­języcz­nych ba­dań i nie za­mie­rzam ani przez chwi­lę su­ge­ro­wać, ja­ko­by hi­sto­ry­cy po dru­giej stro­nie Atlan­ty­ku w czym­kol­wiek prze­wy­ższa­li tych z Pol­ski. Z pew­no­ścią nie! Jed­nak ci z nas, któ­rzy pra­cu­ją za gra­ni­cą, mu­szą być za­zna­jo­mie­ni z tym, co pi­sze się tu, w Pol­sce, pod­czas gdy nie je­stem pe­wien, czy do­tych­czas dzia­ła­ło to tak samo w dru­gą stro­nę. Pa­mi­ęta­jąc o tym, mam za­ra­zem na­dzie­ję, że dzi­ęki ni­niej­szej ksi­ążce choć tro­chę wy­rów­nam sza­le. Dla­te­go moim ce­lem jest coś wręcz prze­ciw­ne­go niż to, co sta­ram się osi­ągnąć, kie­dy je­stem u sie­bie: tu i te­raz chcia­łbym bo­wiem, żeby Pol­ska, o któ­rej pi­szę, wy­da­ła się pol­skim czy­tel­ni­kom mniej swoj­ska, po­nie­waż to właś­nie jest pierw­szy krok do usta­le­nia jej po­zy­cji w wi­rze ca­łko­wi­te­go zro­zu­mie­nia.

4 Na przy­kład wśród dok­to­ran­tów, któ­rzy na moim uni­wer­sy­te­cie obro­ni­li w ostat­nich la­tach pra­ce na te­mat Pol­ski, mamy an­tro­po­lo­ga hi­sto­rycz­ne­go z Ko­rei i hi­sto­rycz­kę z Pu­er­to Rico. Żad­ne z nich nie mia­ło zwi­ąz­ków z Pol­ską, za­nim za­częli zaj­mo­wać się nią na stu­diach (patrz: Dong Ju Kim, Ta­king Bet­ter Care of the Fields: Know­led­ge Po­li­tics of Su­gar Beet, Soil, and Agri­cul­tu­re After So­cia­lism in We­stern Po­land, Uni­ver­si­ty of Mi­chi­gan dis­ser­ta­tion, 2012; Len­ny Ure­ña, The Sta­kes of Em­pi­re: Co­lo­nial Fan­ta­sies, Ci­vi­li­zing Agen­das, And Bio­po­li­tics in the Prus­sian-Po­lish Pro­vin­ces (1840–1914), Uni­ver­si­ty of Mi­chi­gan dis­ser­ta­tion, 2010).

5 Nie­ste­ty jak do­tąd za­le­d­wie drob­na część tych prac zo­sta­ła prze­tłu­ma­czo­na na pol­ski, mam jed­nak na­dzie­ję, że sy­tu­acja za­czy­na się zmie­niać. Ostat­nio na przy­kład prze­tłu­ma­czo­no pra­ce dwoj­ga z naj­wa­żniej­szych pra­cu­jących w Sta­nach spe­cja­li­stów: Ma­łgo­rza­ta Fi­de­lis, Ko­bie­ty, ko­mu­nizm i in­du­stria­li­za­cja w po­wo­jen­nej Pol­sce, przeł. Ma­ria Jasz­czu­row­ska, wab, War­sza­wa 2015; Pa­dra­ic Ken­ney, Bu­do­wa­nie Pol­ski Lu­do­wej. Ro­bot­ni­cy a ko­mu­ni­ści 1945–1950, przeł. Anna Dzierz­gow­ska, wab, War­sza­wa 2015. Ksi­ążka Ken­neya po an­giel­sku uka­za­ła się w 1997 roku.

Ogól­ny za­rys hi­sto­rii będzie pol­skim czy­tel­ni­kom do­brze zna­ny, po­dej­rze­wam jed­nak, że mogą być za­sko­cze­ni tym, jak wy­gląda rze­czy­wi­sto­ść ob­ser­wo­wa­na z no­we­go punk­tu. Pierw­szą wer­sję tej ksi­ążki na­pi­sa­łem dla an­glo­języcz­nych od­bior­ców po to, by przed­sta­wić im ogól­ny za­rys dzie­jów Pol­ski w xx i xxi wie­ku. W tam­tym wy­da­niu mu­sia­łem za­kła­dać nie­mal zu­pe­łny brak uprzed­niej wie­dzy, jako że na­wet względ­nie do­brze wy­kszta­łce­ni an­giel­scy i ame­ry­ka­ńscy czy­tel­ni­cy wie­dzą, kim był Jan Pa­weł ii i może Lech Wa­łęsa, zda­ją so­bie spra­wę z tego, że ist­niał kie­dyś ruch zwa­ny „So­li­dar­no­ścią” i że Pol­ska do­świad­czy­ła wie­lu okro­pie­ństw w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej. I tyle. W ni­niej­szej wer­sji tek­stu za­mie­rzam rzecz ja­sna za­ło­żyć, że pod­sta­wy są nie­co bar­dziej so­lid­ne, zwłasz­cza je­śli idzie o naj­wa­żniej­sze na­zwi­ska i daty, po­sta­no­wi­łem jed­nak za­cho­wać w znacz­nej mie­rze struk­tu­rę i tre­ść bez zmian. Bez wąt­pie­nia część czy­ta­jących zdąży­ła już za­po­mnieć, co mó­wio­no im na lek­cjach hi­sto­rii, więc pew­ne odświe­że­nie może się przy­dać. Co wa­żniej­sze, jako hi­sto­ryk zo­sta­łem wy­szko­lo­ny do tego, by wy­cho­dzić od opo­wie­ści i na nich opie­rać ro­zu­mo­wa­nie. W ni­niej­szej ksi­ążce ko­rzy­stam z opo­wie­ści, któ­re wi­ęk­szo­ści pol­skich czy­tel­ni­ków mogą wy­da­wać się złud­nie zna­jo­me, ale któ­rych ele­men­ty zo­sta­ną uło­żo­ne w dość nie­spo­dzie­wa­ny spo­sób, na od­mien­nych pod­sta­wach po­jęcio­wych i z nie­ocze­ki­wa­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi. Je­śli więc na­wet nie­któ­re frag­men­ty ksi­ążki po­cząt­ko­wo zda­ją się za­le­d­wie stresz­czać to, co zna się skądi­nąd, cier­pli­wo­ści: za­zwy­czaj wkrót­ce na­stąpi zwrot ak­cji.

W naj­szer­szym sen­sie moje ro­zu­mo­wa­nie opie­ra się na dwóch pod­sta­wo­wych twier­dze­niach: 1) że ani ist­nie­nia, ani zna­cze­nia pol­skie­go na­ro­du nie mo­że­my uznać za oczy­wi­sty przed­miot na­szej opo­wie­ści i 2) że ludu, któ­ry ba­da­my, nie trze­ba ko­niecz­nie umiesz­czać je­dy­nie w kon­te­kście hi­sto­rii Eu­ro­py ani tym bar­dziej je­dy­nie w kon­te­kście wschod­nich pe­ry­fe­rii kon­ty­nen­tu.

Do­okre­ślić te­mat ni­niej­szej ksi­ążki mogę tyl­ko w spo­sób bar­dzo mało pre­cy­zyj­ny: jest to opo­wie­ść o nie­zbyt do­kład­nie okre­ślo­nym ob­sza­rze w pó­łnoc­no-wschod­niej Eu­ro­pie w ci­ągu ostat­nich kil­ku­set lat i o lu­dziach, któ­rzy tam żyją. W Eu­ro­pie Za­chod­niej i w Sta­nach Zjed­no­czo­nych po­wszech­nie okre­śla się ów ob­szar (i tych lu­dzi) jako „za­co­fa­ny” – i albo wy­chwa­la się jego uro­czą pro­sto­tę, albo po­tępia kse­no­fo­bię i skłon­no­ść do za­bo­bo­nów. Ta­kie wy­obra­że­nia są w naj­lep­szym wy­pad­ku gru­bą prze­sa­dą, w naj­gor­szym – aro­ganc­kim afron­tem. Po­tra­fię zro­zu­mieć, cze­mu Po­la­cy nie chcą, by za­li­cza­no ich do „Eu­ro­py Wschod­niej”, przy czym cho­dzi tu nie tyle o kwe­stię geo­gra­ficz­nej po­praw­no­ści (zwy­cza­jo­wa de­fi­ni­cja, zgod­nie z któ­rą wschod­nia gra­ni­ca Eu­ro­py znaj­du­je się na Ura­lu, jest ca­łko­wi­cie ar­bi­tral­na), ile o za­daw­nio­ny na­wyk łącze­nia przy­miot­ni­ka „za­chod­nia” z rze­czow­ni­kiem „cy­wi­li­za­cja” i za­kła­da­nia, że im da­lej na wschód, tym ży­cie sta­je się bar­dziej bar­ba­rzy­ńskie6. Jest coś nie­po­ko­jące­go w gwa­łtow­no­ści, z jaką za­prze­cza się, iżby Pol­ska na­le­ża­ła do Eu­ro­py Wschod­niej – do­mnie­ma­na ob­ra­za wy­ni­ka bo­wiem z uprzed­nie­go przy­jęcia geo­gra­ficz­nych ste­reo­ty­pów. Za­miast ba­wić się w słow­ne gier­ki z geo­gra­ficz­nym opi­sem Pol­ski, wo­la­łbym za­tem po­rzu­cić całą kon­cep­cję po­dzia­łu Eu­ro­py na „po­stępo­wy” Za­chód i „nie­cy­wi­li­zo­wa­ny” Wschód. Nie­kie­dy po­słu­gu­ję się zwro­tem „Eu­ro­pa pó­łnoc­no-wschod­nia” po pro­stu po to, by móc po­czy­nić ba­nal­ną ob­ser­wa­cję, że wi­ęk­szo­ść Euro­pej­czy­ków, chcąc od­wie­dzić Pol­skę, musi kie­ro­wać się w tym właś­nie kie­run­ku.

 

6 Ide­olo­gicz­ny ba­gaż, ja­kim ob­ci­ążo­na jest ka­te­go­ria „Wscho­du”, zna­ko­mi­cie opi­sał Edward Said w ksi­ążce Orien­ta­lizm, przeł. Mo­ni­ka Wy­rwas-Wi­śniew­ska, Zysk i S-ka, Po­znań 2005. Spo­sób, w jaki ka­te­go­ria ta zo­sta­ła wy­ko­rzy­sta­na w po­jęciu „Eu­ro­py Wschod­niej”, wy­ja­śnia Lar­ry Wolff w In­ven­ting Eastern Eu­ro­pe: The Map of Ci­vi­li­za­tion on the Mind of the En­li­gh­ten­ment, Stan­ford Uni­ver­si­ty Press, Stan­ford 1994.

Ów nie dość ja­sno zde­fi­nio­wa­ny re­gion nie jest bar­dzo za­mo­żny, ale jak na stan­dar­dy świa­to­we nie jest też szcze­gól­nie bied­ny. In­te­re­su­jący jest kon­trast mi­ędzy tym, jak nas, Ame­ry­ka­nów, uczy się po­strze­gać na­szą po­zy­cję w świe­cie, a tym, jak po­dob­na na­uka prze­bie­ga w Pol­sce. W oby­dwu przy­pad­kach po­wsta­ją znie­kszta­łce­nia, tyle że dzia­ła­jące w spo­sób do­kład­nie prze­ciw­staw­ny. Ame­ry­ka­nie chęt­nie wy­ra­ża­ją dumę ze swe­go kra­ju, po­wta­rza­jąc, jak wspa­nia­le jest móc otwar­cie kry­ty­ko­wać rząd, wy­zna­wać do­wol­ną wia­rę i we­dle wła­snej woli wy­bie­rać dro­gę ka­rie­ry. Pod­czas świ­ąt pa­ństwo­wych od­da­je­my cze­ść na­szym żo­łnie­rzom za to, że „sto­ją na stra­ży na­szych swo­bód” – kli­sza, któ­ra od­wo­łu­je się nie do obro­ny nie­pod­le­gło­ści pa­ństwa, ale do pa­kie­tu in­dy­wi­du­al­nych praw oby­wa­tel­skich. Na­wet je­śli za­po­mni­my o fak­cie, że całe seg­men­ty na­szej po­pu­la­cji (przede wszyst­kim Afro­ame­ry­ka­nie) uzy­ska­ły pra­wa nie­daw­no i by­naj­mniej nie w pe­łni, na­dal po­zo­sta­je za­sta­na­wia­jące, że z taką dumą pod­kre­śla­my kwe­stie ge­ne­ral­nie dość oczy­wi­ste i po­wszech­ne w tak zwa­nym pierw­szym świe­cie. In­ny­mi sło­wy, wpa­ja się nam, że je­ste­śmy wy­jąt­ko­wi, po­nie­waż Sau­dyj­czy­cy, Chi­ńczy­cy, miesz­ka­ńcy Ko­rei Pó­łnoc­nej, Ira­nu i jesz­cze kil­ku pa­ństw nie cie­szą się tymi sa­my­mi swo­bo­da­mi co my. O ile jed­nak Ame­ry­ka­nie, kon­stru­ując swo­ją sa­mo­iden­ty­fi­ka­cję, pie­czo­ło­wi­cie nie pa­trzą na Eu­ro­pę, o tyle Po­la­cy mają skłon­no­ść do pa­trze­nia je­dy­nie na nią. „Nie ży­je­my w nor­mal­nym kra­ju” – brzmi jed­na ze skarg naj­częściej po­wta­rza­nych przez Po­la­ków. A prze­cież je­śli przy­po­mni­my so­bie, że „nor­mal­ny” jest sy­no­ni­mem „zwy­czaj­ny” czy „prze­ci­ęt­ny”, sta­je się ja­sne, że Pol­ska jest ca­łkiem nor­mal­na. Je­dy­ny ze­staw po­rów­naw­czy, na któ­re­go tle Pol­ska wy­pa­da bla­do, to ten, z któ­re­go wy­klu­czo­no nie­mal cały świat poza Eu­ro­pą i usa (a ta­kże spo­ro miejsc w sa­mej Eu­ro­pie). We­dług Wska­źni­ka Roz­wo­ju Spo­łecz­ne­go, wy­ko­rzy­sty­wa­ne­go przez onz, w któ­rym po­łączo­no ta­kie czyn­ni­ki jak bo­gac­two, zdro­wie i edu­ka­cja, Pol­ska zo­sta­ła umiesz­czo­na na 27. miej­scu po­śród 188 pa­ństw (je­śli brać pod uwa­gę nie­rów­no­ści), czy­li o jed­no oczko wy­żej niż Sta­ny Zjed­no­czo­ne. Uj­mu­jąc rzecz ina­czej, 85 pro­cent po­pu­la­cji świa­ta (w tym wie­lu Ame­ry­ka­nów) mo­gło­by po­pra­wić ja­ko­ść swo­je­go ży­cia, gdy­by mo­gli za­mie­nić się miej­sca­mi z prze­ci­ęt­nym Po­la­kiem. Te sta­ty­sty­ki z pew­no­ścią za­sko­czą wie­lu czy­tel­ni­ków, ale do­brze ilu­stru­ją moja ogól­ną tezę: Po­la­cy wio­dą ży­cie „nie­nor­mal­ne” w tym zna­cze­niu, że wie­dzie im się le­piej niż wi­ęk­szo­ści lu­dzi na świe­cie. Prze­wi­dy­wa­na dłu­go­ść ży­cia w Pol­sce to 78,5 roku, o wie­le wi­ęcej niż glo­bal­na śred­nia (72,6), za to nie­co mniej, niż wy­no­si śred­nia w szcze­gól­nie dłu­go­wiecz­nych spo­łe­cze­ństwach (po­nad 80 lat). Z do­cho­dem na miesz­ka­ńca, wy­no­szącym 27 626 do­la­rów rocz­nie wspó­łcze­śni Po­la­cy zaj­mu­ją 41. miej­sce na świe­cie. Da­le­ko im od wy­jąt­ko­we­go bo­gac­twa Ka­tar­czy­ków, Sin­ga­pur­czy­ków czy Nor­we­gów, ale są też znacz­nie po­wy­żej glo­bal­nej śred­niej: 15 745 do­la­rów7.

7 Dane po­cho­dzą z: Hu­man De­ve­lop­ment Re­port 2019, Uni­ted Na­tions De­ve­lop­ment Pro­gram­me, New York 2019. Ra­port jest do­stęp­ny na: http://hdr.undp.org/en/2019-re­port.

Im głębiej si­ęga­my w prze­szło­ść, tym trud­niej z dużą do­kład­no­ścią po­rów­ny­wać po­zy­cję lu­dzi, któ­rzy na­zy­wa­ją sie­bie Po­la­ka­mi, z in­ny­mi spo­łe­cze­ństwa­mi, jed­nak w naj­ogól­niej­szym za­ry­sie ob­raz wy­gląda za­wsze po­dob­nie: wi­ęk­szo­ść z nich mia­ła się le­piej niż wi­ęk­szo­ść lu­dzi na świe­cie, ale go­rzej niż ich wspó­łcze­śni w Ame­ry­ce Pó­łnoc­nej i pó­łnoc­no-za­chod­niej Eu­ro­pie. Na przy­kład w 1925 roku śred­ni do­chód na oso­bę w Pol­sce od­po­wia­dał 3221 do­la­rom, z uwzględ­nie­niem in­fla­cji. Nie ma po­rów­na­nia ze Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi (9582 do­la­ry), Niem­ca­mi (5542 do­la­ry) czy Fran­cją (5578 do­la­rów), dużo le­piej jed­nak wy­pa­da Pol­ska na tle ów­cze­snych Bra­zy­lii (960 do­la­rów), Ni­ge­rii (918) czy Chin (954)8. Uprze­my­sło­wie­nie i urba­ni­za­cja roz­po­częły się w Eu­ro­pie pó­łnoc­no-wschod­niej ja­kieś pół wie­ku pó­źniej niż w Wiel­kiej Bry­ta­nii czy usa, a mimo to w re­gio­nie roz­ci­ąga­jącym się od War­sza­wy na po­łud­nie i za­chód w kie­run­ku Śląska po­ja­wi­ły się zna­czących roz­mia­rów wy­spy no­wo­cze­sne­go roz­wo­ju, któ­re zwłasz­cza w la­tach osiem­dzie­si­ątych i dzie­wi­ęćdzie­si­ątych xix wie­ku pro­spe­ro­wa­ły zna­ko­mi­cie (i nie mó­wi­my tu je­dy­nie o Ło­dzi, Rey­mon­tow­skiej Zie­mi Obie­ca­nej). Punkt kry­tycz­ny – mo­ment, w któ­rym wi­ęcej lu­dzi pra­cu­je w prze­my­śle niż w rol­nic­twie – Pol­ska osi­ągnęła krót­ko po dru­giej woj­nie świa­to­wej, czy­li sto lat pó­źniej niż Ang­lia, ale kil­ka­dzie­si­ąt lat wcze­śniej niż świat poza ob­sza­rem pó­łnoc­no­atlan­tyc­kim.

8 Mat­tias Lind­gren, Gap­min­der, www.gap­min­der.org/do­wn­lo­ads/do­cu­men­ta­tion/gd001. Licz­by opar­te są na pkb per ca­pi­ta i wy­ra­żo­ne za po­mo­cą „pa­ry­te­tu siły na­byw­czej”, z uwzględ­nie­niem in­fla­cji.

Je­śli idzie o po­li­ty­kę, w xix wie­ku Po­la­cy ge­ne­ral­nie mie­li nie­wie­le lub zgo­ła nic do ga­da­nia w kwe­stii tego, kto i jak nimi rządzi. Częścio­wo rzecz ja­sna dla­te­go, że mi­ędzy 1795 a 1918 ro­kiem au­ten­tycz­na pol­ska pa­ństwo­wo­ść nie ist­nia­ła. Nie to było jed­nak naj­wa­żniej­szym po­wo­dem. W rze­czy­wi­sto­ści wi­ęk­szo­ść Po­la­ków (poza eli­tą) zo­sta­ła w xix wie­ku od­ci­ęta od uczest­nic­twa w po­li­ty­ce do­kład­nie z tego sa­me­go po­wo­du, dla któ­re­go w tym okre­sie wi­ęk­szo­ść lu­dzi w ogó­le była po­zba­wio­na praw. W 1914 roku za­le­d­wie oko­ło 20 pro­cent po­pu­la­cji świa­ta miesz­ka­ło w kra­jach, któ­re mo­gły za­sad­nie uwa­żać się za nie­pod­le­głe – wi­ęk­szo­ść ludz­ko­ści żyła w ko­lo­niach lub w kra­jach cie­szących się za­le­d­wie no­mi­nal­ną su­we­ren­no­ścią9. Co wi­ęcej, zde­cy­do­wa­na wi­ęk­szo­ść oby­wa­te­li (je­śli mo­że­my użyć tego sło­wa) im­pe­rial­nych me­tro­po­lii była do­kład­nie tak samo po­zba­wio­na au­ten­tycz­nej sa­mo­rząd­no­ści jak wspó­łcze­śni im Po­la­cy. W xix wie­ku ko­bie­ty w żad­nym kra­ju nie mo­gły gło­so­wać ani w ża­den inny spo­sób uczest­ni­czyć ofi­cjal­nie w ży­ciu po­li­tycz­nym i na­wet przy­zna­nie pra­wa gło­su wszyst­kim do­ro­słym mężczy­znom (nie­za­le­żnie od sta­nu po­sia­da­nia lub wy­kszta­łce­nia) wci­ąż nie­mal wszędzie uwa­ża­no za po­su­ni­ęcie na­zbyt ra­dy­kal­ne. Pol­ski szlach­cic, uska­rża­jący się w 1850 roku na brak wol­no­ści, ra­czej nie mó­głby li­czyć na zro­zu­mie­nie i po­par­cie ame­ry­ka­ńskie­go nie­wol­ni­ka, chi­ńskie­go chło­pa czy ro­bot­ni­ka z ja­kiej­kol­wiek no­wo­cze­snej eu­ro­pej­skiej fa­bry­ki. Zresz­tą, by nie szu­kać da­le­ko: wy­star­cza­jąco wie­le wy­si­łku kosz­to­wa­ło pol­ską szlach­tę wy­ja­śnia­nie swo­ich pre­ten­sji chło­pom, któ­rzy tu, w pó­łnoc­no-wschod­niej Eu­ro­pie, mie­li jesz­cze świe­żo w pa­mi­ęci nie­daw­ne pod­da­ństwo.

9 The An­chor Atlas of World Hi­sto­ry, vol. 2, An­chor Press, New York, s. 98.

W xx wie­ku wa­run­ki się po­pra­wi­ły, jed­nak tyl­ko nie­znacz­nie. Na­wet je­śli rok 1918 przy­nió­sł Pol­sce mo­żli­wo­ść wy­bra­nia wła­sne­go rządu i dy­na­micz­ny roz­wój pra­sy (skądi­nąd pod­da­nej cen­zu­rze), po­wszech­na ko­rup­cja, a pó­źniej za­mach sta­nu prze­pro­wa­dzo­ny w 1926 roku przez Pi­łsud­skie­go sku­tecz­nie ogra­ni­cza­ły de­mo­kra­cję. Rzecz ja­sna, po dru­giej woj­nie świa­to­wej pol­skie spo­łe­cze­ństwo mia­ło jesz­cze mniej swo­bód po­li­tycz­nych. Znów jed­nak, je­śli spoj­rzy­my z per­spek­ty­wy glo­bal­nej, nie ma w tym nic nie­zwy­kłe­go. Rząd Pol­skiej Rze­czy­po­spo­li­tej Lu­do­wej był au­to­ry­tar­ny i dzia­łał bru­tal­nie, jed­nak w tym sa­mym cza­sie wi­ęk­szo­ść rządów w Afry­ce, Azji i Ame­ry­ce Ła­ci­ńskiej było bez po­rów­na­nia gor­szych. Na­wet Eu­ro­pę Za­chod­nią i Sta­ny Zjed­no­czo­ne z okre­su zim­nej woj­ny trud­no uznać za nie­ska­zi­tel­nie de­mo­kra­cje. Po upad­ku re­al­ne­go so­cja­li­zmu w 1989 roku pa­ństwo pol­skie do­pa­so­wa­ło się do de­mo­kra­tycz­nych norm za­chod­nio­eu­ro­pej­skich sąsia­dów, a choć bo­ry­ka­ło się na­dal z pro­ble­ma­mi (i to licz­ny­mi), nie ró­żni­ły się one zbyt­nio od pro­ble­mów po­zo­sta­łych pa­ństw ka­pi­ta­li­stycz­nych, w któ­rych funk­cjo­nu­ją rządy przed­sta­wi­ciel­skie. Je­śli cho­dzi o uzy­ski­wa­nie praw oby­wa­tel­skich, Po­la­cy i Po­lki idą krętą dro­gą (i nie­kie­dy się co­fa­ją), przez wi­ęk­szo­ść cza­su jed­nak nie mie­li ani zde­cy­do­wa­nie mniej, ani zde­cy­do­wa­nie wi­ęcej mocy spraw­czej niż wi­ęk­szo­ść ludz­kiej bra­ci. Okres na­zi­stow­skiej oku­pa­cji, czas, w któ­rym Pol­ska i jej miesz­ka­ńcy do­świad­czy­li bez wąt­pie­nia praw­dzi­wej tra­ge­dii, był okre­sem wy­jąt­ko­wym, na któ­re­go tle tym wy­ra­źniej wi­dać ogól­ną ten­den­cję.

Pol­ska jest częścią Eu­ro­py – nie tyl­ko w oczy­wi­stym sen­sie geo­gra­ficz­nym, ale ta­kże w ka­te­go­riach mo­de­li ży­cia, norm kul­tu­ro­wych, re­li­gii, wzor­ców eko­no­micz­nych i ten­den­cji po­li­tycz­nych. A prze­cież pod wie­lo­ma względa­mi le­piej zro­zu­mie­my hi­sto­rię Pol­ski, je­śli będzie­my szu­kać ma­te­ria­łu po­rów­naw­cze­go poza owym szczęśli­wym kon­ty­nen­tem. Nie­za­le­żnie od tego, czy chce­my przyj­rzeć się ko­niunk­tu­rze go­spo­dar­czej, roz­wo­jo­wi kul­tu­ry czy wol­no­ści po­li­tycz­nej, miesz­ka­ńcy Eu­ro­py pó­łnoc­no-wschod­niej nie­ustan­nie wy­pa­da­ją go­rzej niż naj­bar­dziej uprzy­wi­le­jo­wa­ni, ale i tak za­wsze są po­wy­żej nor­my glo­bal­nej. Nie na­le­żą do klu­bu po­tęg im­pe­rial­nych, któ­re w ostat­nich kil­ku stu­le­ciach zdo­mi­no­wa­ły świat, nie ca­łkiem też jed­nak pa­su­ją do ka­te­go­rii sko­lo­ni­zo­wa­nych. Znaj­du­ją się wśród naj­słab­szych z naj­po­tężniej­szych i naj­po­tężniej­szych ze sła­bych, wśród naj­ubo­ższych z bo­ga­tych i naj­bo­gat­szych z bied­nych. I wła­śnie z uwa­gi na to „środ­ko­we” po­ło­że­nie Pol­ska jest tak uży­tecz­ną so­czew­ką dla wszyst­kich, któ­rzy pra­gną zo­ba­czyć szer­sze ten­den­cje i ce­chy cha­rak­te­ry­stycz­ne no­wo­czes­nego świa­ta.

Do­sko­na­le zda­ję so­bie spra­wę z tego, że moje po­de­jście dia­me­tral­nie ró­żni się od do­mi­nu­jące­go spo­so­bu, w jaki hi­sto­rii Pol­ski uczy się w szko­łach, opi­su­je się ją w me­diach, przed­sta­wia w udra­ma­ty­zo­wa­nej for­mie w fil­mach i po­wie­ściach, upa­mi­ęt­nia na po­mni­kach. W chwi­li, gdy pi­szę te sło­wa, w roku 2020, ofi­cjal­na rządo­wa po­li­ty­ka hi­sto­rycz­na i spo­sób, w jaki ja ro­zu­miem prze­szło­ść kra­ju, roz­je­żdża­ją się co­raz bar­dziej, a prze­cież roz­je­żdża­ły się, na dłu­go za­nim Pra­wo i Spra­wie­dli­wo­ść od­nio­sło suk­ces. Pol­ska hi­sto­ria, tak jak się ją zwy­cza­jo­wo przed­sta­wia, to marsz z jed­ne­go pola bi­twy na dru­gie, z jed­nej opre­sji w dru­gą, od ma­sa­kry do ma­sa­kry, z Pol­ską jako nie­uchron­ną zbio­ro­wą ofia­rą. Taka hi­sto­ria wy­twa­rza na­ro­do­wą mar­ty­ro­lo­gię – wy­nie­sie­nie ca­łej wspól­no­ty do roli uświ­ęco­nej męczen­ni­cy. W ra­mach tego ża­łob­ne­go świa­to­po­glądu po­dać w wąt­pli­wo­ść dzia­ła­nia ja­kie­go­kol­wiek Po­la­ka ozna­cza po­dać w wąt­pli­wo­ść Pol­skę jako taką, zwa­żyw­szy że je­dy­nie cno­tli­wym cier­pi­ęt­ni­kom wol­no re­pre­zen­to­wać ca­ło­ść. Skon­fron­to­wa­ni z hi­sto­ria­mi, w któ­rych Po­la­cy ro­bią coś złe­go, ob­ro­ńcy mar­ty­ro­lo­gicz­nej wi­zji będą prze­ko­ny­wać, że albo zło­czy­ńca nie mógł być praw­dzi­wym Po­la­kiem, albo hi­sto­ryk kła­mie. Co gor­sza, przy ta­kim po­de­jściu do hi­sto­rii nie ma miej­sca na nar­ra­cję o ży­ciu co­dzien­nym, wol­nym od uci­sku i opo­ru. W obo­wi­ązu­jącej wer­sji hi­sto­rii praw­dzi­wym Po­la­kiem mo­żna być je­dy­nie, gdy się jest bo­ha­te­rem lub ofia­rą (albo jed­nym i dru­gim).