Żołnierz samochwałTekst

Autor:Plaut
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Plaut

Żołnierz samochwał

Warszawa 2020

Spis treści

OSOBY

AKT PIERWSZY

AKT DRUGI

AKT TRZECI

AKT CZWARTY

AKT PIĄTY

OSOBY

Pyrgopolinices, wzbogacony na wojnie żołnierz

Artotrogus, jego pieczeniarz

Palestrio, Sceledrus, jego niewolnicy

Periplektomenus, obywatel efeski

Pleusikles, młodzieniec ateński

Filokomazjum, jego kochanka

Lurcjo, chłopiec do posług z domu Pyrgopolinicesa

Chłopiec bez imienia z domu Pyrgopolinicesa

Akroteleutium, hetera

Milfidippa, jej służąca

Kario, kucharz Periplektomenusa

Giermkowie żołnierza, Niewolnicy, Niewolnice, Pachołkowie.

Rzecz dzieje się w Efezie, na ulicy przed dwoma przytykającymi do siebie domami Pyrgopolinicesa i Periplektomenusa. Dom Periplektomenusa po prawej stronie (od widza). Po bokach sceny prowadzą szersze ulice, z lewej strony ku portowi, z prawej ku rynkowi. Przed domem Periplektomenusa ołtarz Diany Efeskiej.

AKT PIERWSZY

Pyrgopolinices, Artotrogus.

Pyrgopolinices wychodzi z domu swego z giermkami, dźwigającymi tarczę, zbroję itd., za nimi idzie Artotrogus.

PYRGOPOLINICES

Patrzcie, by mi mój puklerz był jeszcze jaśniejszy,

Niżli bywa blask słońca przy jasnej pogodzie,

Żeby w razie potrzeby, gdy przyjdzie do walki,

Zaćmił wrogom ich oczy, kiedy staną w szyku!

Chciałbym bowiem pocieszyć tę moją szablicę,

By mi tu nie sklamrzyła, ani się nie gryzła,

Że ją noszę ze sobą tak dawno bezczynną,

Gdy się ona aż pali do siekanki z wroga! Ale gdzie ten Artotrog?

ARTOTROGUS

podbiega w ukłonach

Stoi obok męża

Dzielnego i szczęsnego – królewskiej urody,

A przy tym wojownika: Mars by nie śmiał pisnąć,

Co dopiero porównać swych przewag z twoimi!

PYRGOPOLINICES

A ten – – com go ocalił na

namyślając się

polach – – Wołkowych,

Gdzie sam Bombomachides-Klutomestorides-

Archides, wnuk Neptuna, był wodzem najwyższym?

ARTOTROGUS

Pamiętam. Mówisz o tym, co był w złotej zbroi,

Coś to jego legiony rozprószył dmuchnięciem,

Jak wiatr liści gromadę lub słomę na strzesze!

PYRGOPOLINICES

To dalibóg nic jeszcze.

ARTOTROGUS

Nic jeszcze, dalibóg,

Wobec tego, co powiem –

odchodząc na stronę, do widzów

– a czegoś ty wcale

Nie zrobił. – Jeśli kto z was widział kiedykolwiek

Większego niż on kłamcę albo samochwała,

Niech mnie bierze: ja będę jak prosty niewolnik;

Tylko jedno – – ser w sosie szalenie smakuje.

PYRGOPOLINICES

Gdzieś jest?

ARTOTROGUS

podbiega

Tutaj. – Dalibóg, albo ten słoń w Indiach

Jakeś mu to kułakiem strzaskał ramię?

PYRGOPOLINICES

Ramię?

ARTOTROGUS

poprawia się

To jest, chciałem powiedzieć, biodro!

PYRGOPOLINICES

Jednak tylko

Od niechcenia trąciłem.

ARTOTROGUS

Ba, gdyby z wysiłkiem,

Przez skórę, przez wnętrzności, przez pysk by słoniowi

Było ramię przelazło!

PYRGOPOLINICES

No, już dosyć tego.

ARTOTROGUS

w strachu, że Pyrgopolinices zacznie sam opowiadać

Bo naprawdę, że nawet już i nie ma po co,

Byś ty mnie rozpowiadał: ja znam twe przewagi!

na stronie do widzów

Wszystkich nieszczęść przyczyną jest ten brzuch: słuchami

Słuchać trzeba, by zębom nie przyszło ząbkować –

I zawsze przytakiwać, cokolwiek on skłamie.

PYRGOPOLINICES

Co to chciałem powiedzieć – –

ARTOTROGUS

Już wiem, co chcesz mówić:

Tak to było, pamiętam.

PYRGOPOLINICES

Co?

ARTOTROGUS

Cokolwiek było.

PYRGOPOLINICES

Masz –

ARTOTROGUS

Chcesz pewnie tabliczek? Mam je, rylec także.

PYRGOPOLINICES

Świetnie zwracasz uwagę na to, co ja myślę.

ARTOTROGUS

Znać winienem dokładnie twe przyzwyczajenia.

I dbać, żeby przewąchać, czegokolwiek zechcesz.

PYRGOPOLINICES

A pamiętasz?

ARTOTROGUS

Pamiętam, było sto w Cylicji

I pięćdziesiąt – a potem sto w Scytolatronii,

Sześćdziesiąt Macedonów, a trzydziestu Sardów,

To są ludzie, coś ich to – zabił dnia jednego.

PYRGOPOLINICES

A wiele ich jest razem?

ARTOTROGUS

Co? Siedem tysięcy.

PYRGOPOLINICES

Tak, tyle być powinno. Ty nieźle rachujesz.

ARTOTROGUS

A nic nie notowałem, ja i tak pamiętam.

PYRGOPOLINICES

Świetna pamięć, dalibóg!

ARTOTROGUS

To dzięki wyżerce!

PYRGOPOLINICES

Jeśli będzie tak dalej, to stale jeść będziesz

I dopuszczę cię zawsze do mojego stołu.

ARTOTROGUS

A co w tej Kapadocji, gdziebyś jednym cięciem –

Gdyby nie był miecz tępy – ściął był pięćset ludzi?

PYRGOPOLINICES

At – marne piechociarki – życiem im darował.

ARTOTROGUS

A cóż ci mówić o tym, o czym wszyscy wiedzą,

Żeś ty jeden na ziemi Pyrgopolinices

W urodzie, w męstwie, w czynach najniezwyciężeńszy?

Toteż wszystkie się w tobie kochają kobiety –

I to nie bez słuszności, jako żeś tak piękny –

Jak i te, co mnie wczoraj za płaszcz mój łapały –

PYRGOPOLINICES

z ożywieniem

No? no? Cóż ci mówiły?

ARTOTROGUS

Ano tak pytały:

„Czy to”, mówi, „Achilles?” – „Nie, brat” – odpowiadam.

A wtedy tamta druga: „Ależ on jest piękny”

Powiada, „i szykowny, patrz, jak śliczne loki,

Ach, jakież są szczęśliwe, te, co z nim sypiają!”

PYRGOPOLINICES

Naprawdę tak mówiły?

ARTOTROGUS

Jak to, toż mnie obie

Na wszystko zaklinały, bym cię przeprowadził

Przed nimi jak w paradzie?

PYRGOPOLINICES

wzdycha

Zbytnie to nieszczęście,

Gdy człek jest zbytnio piękny –

ARTOTROGUS

wzdycha jeszcze głębiej

Ach tak, rzeczywiście.

Natrętne są ci one: proszą, dręczą, jęczą,

Byś pozwolił się widzieć, proszą cię do siebie,

Że ty nawet nie możesz swym sprawom się oddać.

PYRGOPOLINICES

Zdaje się, że to czas już udać się na rynek,

By, com ich tutaj wczoraj wpisał do tabliczek,

Żołdakom, żołd wypłacić. Bo mnie król Seleukos

Ogromnie o to prosił, by mu zebrać ludzi

I zaciągnąć. Dziś tedy rzecz sprawię królowi.

ARTOTROGUS

Więc bierzmy się do tego.

PYRGOPOLINICES

Chodźcie, towarzysze.

Odchodzą wszyscy w stronę rynku.

AKT DRUGI

PALESTRIO

do widzów

Ja jestem tak łaskawy, że treść sztuki podam,

Jeżeli wasza łaska, żeby jej wysłuchać –

Kto jednak słuchać nie chce, niech wstaje i – za drzwi,

By miał gdzie usiąść taki, który słuchać zechce!

Teraz sztuki, dla której wy tutaj siedzicie

W tym miejscu krotochwilnym, sztuki, którą mamy

Zagrać tutaj przed wami, treść podam i tytuł: Alazon się po grecku zowie ta komedia,

My na to po łacinie Samochwał mówimy.

To miasto to jest Efez. Mój pan to ten żołnierz,

Co stąd poszedł na rynek, samochwał, bezczelny,

Świntuch, pełen kłamstw różnych i gach pierwszej klasy

Wszystkie, mówi, kobiety wprost lecą na niego.

Lecz gdzie pójdzie, dla wszystkich jest czczym pośmiewiskiem,

 

Tak, że tutaj hetery, mizdrząc się do niego,

Przeważnie łażą potem z krzywymi gębami.

Bo ja tutaj niedawno jestem jego sługą

I chcę, byście wiedzieli, jak się tu dostałem

Do niego w służbę, stamtąd, gdzie pierwej służyłem.

Uważajcie, bo teraz przystąpię do treści:

Miałem pana w Atenach, młodego, zacnego;

On tam kochał heterę, czystej krwi Atenkę,

A ona jego również: to miłość najlepsza.

Jego raz do Naupaktu wysłano z urzędu

W jakiejś sprawie Dostojnej Rzeczypospolitej.

Trafem wtedy ten żołnierz przyjeżdża do Aten

I przyczepia się do tej przyjaciółki pana.

Zaczął się podlizywać nasamprzód jej matce

Podarkami i winem, i sutym jedzeniem:

Zrobił się zaufanym u tej stręczycielki,

A skoro mu się tylko zdarzyła sposobność,

Wywiódł w pole rajfurkę (matkę tej kobiety,

W której pan mój się kochał) i bez wiedzy matki

Córkę w okręt wpakował, i chociaż nie chciała,

Przemocą ją tu z sobą przywiózł do Efezu.

Ja, skoro tylko słyszę, że pańską kochankę

Gdzieś z Aten przewieziono – w mig, na łeb, na szyję

Okręt sobie szykuję, siadam, do Naupaktu,

Chcąc o tym donieść panu. Lecz skorośmy tylko

Na pełne morze wyszli – tego chciały bogi –

Statek, którym jechałem, zbóje porywają.

Pierwej diabli mnie wzięli, zanim tam przybyłem,

Gdziem się wybrał do pana. Ten, który mnie zajął,

Dał mnie tu w podarunku temu żołnierzowi;

A skoro mnie sprowadził do swojego domu,

Patrzę: pańska kochanka, co była w Atenach!

Ta, gdy mnie zobaczyła, daje mi znak okiem,

Bym do niej nic nie mówił; potem, przy okazji

Skarży mi się kobieta na swoje nieszczęścia:

Do Aten pragnie uciec, mówi, z tego domu;

Że kocha mego pana – niby tego z Aten –

I że nie ma człowieka, który by jej gorzej

Był wstrętny niż ten żołnierz. Ja, skorom jej myśli

Poznał, wziąłem tabliczki, napisałem, skrycie

Kupcowim dał pewnemu, ażeby je oddał

Panu memu w Atenach, temu co ją kochał,

Ażeby tutaj przybył. Ten listu posłuchał,

Bo i przybył, i tutaj w sąsiedztwie zamieszkał

U miłego staruszka, który z jego ojcem

Był w zażyłej przyjaźni. Ten zakochanemu

Gościowi swemu sprzyja, czynem nas i radą

Zachęca i wspomaga. Toteż ja w tym domu

Ogromne machinacje po to wyczyniłem,

Żeby para kochanków mogła się spotykać.

Bo niby jeden pokój, co go żołnierz oddał

Kobiecie na jej własny, wyłączny użytek,

To ja tu w tym pokoju ścianę przewierciłem,

By ona mogła tutaj od siebie przechodzić,

I to z wiedzą starego: on sam dał ten pomysł.

Bo ten mój współniewolnik, co go żołnierz przydał

Na stróża tej kobiecie, nie jest bardzo mądry:

My mu sprytnym podstępem, sztucznymi sztuczkami

Bielmo rzucim na oczy i tak go sprawimy,

Że nawet gdy coś ujrzy, to tego nie ujrzy!

Lecz wy się nie pomylcie: ta bowiem kobieta

Pod dwiema postaciami będzie tu wychodzić

I z tych drzwi, i z tych tutaj. To będzie ta sama,

Lecz będzie tak udawać, że jest całkiem inna.

W ten sposób się wystrychnie na dudka jej stróża.

Lecz drzwi skrzypły w sąsiedztwie u tego staruszka.

Sam wychodzi: to właśnie ten miły staruszek.

Periplektomenus, Palestrio.

PERIPLEKTOMENUS

wychodzi, krzycząc we drzwiach na służbę

No! Jeżeli wy od dziś dnia każdemu obcemu,

Kogo tylko tu ujrzycie na dachu, w mym domu,

Nie strzaskacie kości w nogach, to wam wasze boki

Tak wyprawię, że już będą same jak rzemienie!

A więc ja już nawet przy tym mam świadków w sąsiadach,

Co się u mnie w domu dzieje? By mi zaglądali

Tu do środka, przez impluvium? Otóż teraz wszystkim

Uroczyście zapowiadam: jeżeli ujrzycie

Kogokolwiek od żołnierza w mym domu, na dachu,

Prócz jednego Palestriona – strącić tu na drogę!

Choćby gadał, że tu ściga kurę czy gołębia,

Albo małpę – to wam mówię: już po was, jeżeli

Na śmierć go nie zatłuczecie! A nawet, ażeby

Już nie mogli potem łamać „prawa o grze w kostki”,

Patrzcie, by mi już bez kostek u siebie hulali!

PALESTRIO

Coś tu od nas nabroili, o ile ja słyszę,

Tak ten stary kości łamać każe mym kolegom.

Ale mnie wyłączył z tego – co mi tam o innych!

Więc zagadam.

PERIPLEKTOMENUS

To Palestrio, co tutaj nadchodzi?

PALESTRIO

Cóż tam, Periplektomenie?

PERIPLEKTOMENUS

Niewielu jest ludzi,

Których – gdybym miał ten wybór – wolałbym w tej chwili

Więcej niżli ciebie ujrzeć i spotkać!

PALESTRIO

Co słychać?

Co się kłócisz z naszą służbą?

PERIPLEKTOMENUS

Przepadliśmy całkiem.

PALESTRIO

Co się stało?

PERIPLEKTOMENUS

Wszystko wyszło.

PALESTRIO

Co wyszło?

PERIPLEKTOMENUS

W tej chwili

Ktoś tam z waszych ludzi, z dachu, przez nasze impluvium

Widział, jak się całowali, tu u nas, ten przybysz

I Filokomazjum.

PALESTRIO

Któż to, kto ich widział?

PERIPLEKTOMENUS

Ano – –

Twój kolega.

PALESTRIO

Ale który?

PERIPLEKTOMENUS

Nie wiem, bo tak szybko,

Tak gwałtownie stąd się porwał.

PALESTRIO

Zdaje się, już po mnie.

PERIPLEKTOMENUS

Krzyczę za nim: „Co tu robisz – mówię – na tym dachu?”,

A on na to na odchodnym: „Małpę naszą ścigam”.

PALESTRIO

A ja biedny ginąć muszę przez to podłe zwierzę!

A czy ona jest tu jeszcze?

PERIPLEKTOMENUS

Gdym wychodził, była.

PALESTRIO

Idźże, powiedz, niech tu przejdzie czym prędzej – by w domu

Ją tu u nas zobaczyli. Chyba że chce tego,

Byśmy wszyscy niewolnicy przez to jej kochanie

Za najbliższych towarzyszy krzyże otrzymali!

PERIPLEKTOMENUS

Już mówiłem. Chcesz co więcej?

PALESTRIO

Chcę. To jej zapowiedz, Niechże na krok nie odstąpi natury kobiecej

I niech stale ich naukom i sztukom hołduje!

PERIPLEKTOMENUS

W jaki sposób?

PALESTRIO

Aby tego, który ją zobaczy,

Przekonała swym gadaniem, że jej nie zobaczył.

Choćby ją sto razy widział, to jednak niech przeczy.

Toć ma na to usta, język, zdradliwość, przewrotność.

Gdy ją kto do muru przyprze – to niech go odeprze

Swą przysięgą na swój sposób: ma przecież pod ręką

Fałsz w swej mowie, fałsz w swych czynach, fałsz nawet w przysiędze.

Ma pod ręką swe podstępy, pieszczoty, podejścia.

Bo kobieta, co jest chytra, ta nigdy nie prosi

Ogrodnika o przyprawy: ma przecież pod ręką

Ogród cały z przyprawami – do wszystkich swych szelmostw!

PERIPLEKTOMENUS

Jeśli jest tu, to jej powiem. Lecz nad czym, Palestrio,

Tak głębokoś się zamyślił?

PALESTRIO

Bądźże chwilę cicho,

Aż me plany w głowie zbiorę i aż się namyślę,

Co tu zrobić, jaki podstęp na złego kolegę,

Który widział ją w uściskach. – By to, co on widział,

Stało się czymś niewidzianym.

PERIPLEKTOMENUS

Namyślaj się tedy,

A ja tu odstąpię na bok.

Usuwa się na bok, ciągle obserwując Palestriona i jego mimikę

Popatrzcie no tylko,

Jaką pozę on tu przybrał: czoło zmarszczył, myśli,

W piersi puka się palcami, jakby chciał wywołać

Z środka na wierzch swoje serce. Teraz się odwraca:

Lewą ręką się podpiera od lewego boku,

Prawą liczy coś na palcach. W bok prawy się palnął!

Tak gwałtownie! Najwidoczniej plan mu się nie składa.

Teraz znów palcami trzasnął: myślami pracuje;

Raz wraz pozę swą odmienia – patrz, znów głową kręci:

I to mu się nie podoba, co teraz wynalazł.

Choć cokolwiek nam tu poda, nie poda surowo,

Lecz przegotowane świetnie. Teraz znów „buduje”:

Brodę podparł jak kolumnę. – Precz, precz z tym widokiem!

Nie, dalibóg, ta budowa mnie się nie podoba.

Bo poecie tak rzymskiemu, słyszę, pysk podparto,

I dwaj stróże go pilnują cięgiem, dniem i nocą! –

Brawo! Co za szyk w tej pozie: „Niewolnik z Komedii”!

On tu dziś nie spocznie pierwej, zanim nie dokona

Swych zamierzeń. – Już ma, myślę!

Gdy Palestrio zakamieniał w ostatniej pozie, głęboko zamyślony, Periplektomenus zaniepokojony woła do niego:

Nuże! Pracuj dzielnie,

Czuwaj, nie zasypiaj w pracy – albo może wolisz,

By cię rózgi rozbudziły, różując razami?

szarpie go

Hej ty! Czyś się wczoraj upił? Słuchajże, Palestrio!

Słuchaj, mówię. Toż się ocknij! Już świta!

PALESTRIO

jakby półsenny, tak głęboko zamyślony

Już słucham.

PERIPLEKTOMENUS

jeszcze więcej podniecony

Czyż nie widzisz: wróg na karku, grzbiet twój zagrożony!

Chwyć się mocy, by tu pomóc, spiesz nieopieszale!

Gdzieś ich obejdź, gdzieś przez wąwóz przeprowadź twe wojsko,

Otocz zewsząd wraże wojska, naszym przyjdź z odsieczą.

Przetnij wrogom wszelki dowóz, sobie zaś zabezpiecz,

By spokojnie dojść cię mogło i twoich legionów

I jedzenie, i wożenie, o to dbaj, to pilne!

Znajdź coś, wymyśl, podaj prędko jakiś plan poradny,

Żeby to, co tu ktoś ujrzał, było nie ujrzane,

Ale to, co tu się stało, by się nie odstało.

na stronie

Wielką rzecz ten człek poczyna, mocny mur muruje.

do Palestriona

Jeśli weźmiesz rzecz na siebie – ty jeden – tom pewien

Że my wrogów rozbijemy.

PALESTRIO

Tak, biorę na siebie.

PERIPLEKTOMENUS

To ja teraz cię zapewniam, że tego dokonasz,

Co zamierzasz!

PALESTRIO

Niech cię za to Jowisz błogosławi!

PERIPLEKTOMENUS

Powiedzże mi, coś wymyślił.

PALESTRIO

Język za zębami,

Gdy cię w wiodę w kraj podstępów; byś wiedział, że u mnie

Jest skład cały tych podstępów.

PERIPLEKTOMENUS

Ja ci ich nie ruszę.

PALESTRIO

Mój pan ma na sobie skórę – ze słonia, nie swoją,

I nie więcej ma rozumu niż – kamień.

PERIPLEKTOMENUS

Wiem o tym.

PALESTRIO

Teraz więc tak rzecz zaczynam, taki knuję podstęp,

By powiedzieć, że tu z Aten do Filokomazjum

Siostra bliźnia i rodzona z kochankiem przybyła,

Tak podobna, jak podobne jest mleko do mleka,

I u ciebie jest w gościnie.

PERIPLEKTOMENUS

Brawo, brawo, świetnie!

Tylko chwalić ten twój pomysł!

PALESTRIO

Gdyby zaś niewolnik,

Mój kolega, miał naskarżyć przed panem, żołnierzem,

Że ją widział, jak się tutaj z innym całowała,

To wykażę, że on widział u ciebie tę drugą,

Jak ją ściskał i całował jej kochanek.

PERIPLEKTOMENUS

Świetnie!

Ja to samo mu odpowiem, gdy mnie żołnierz spyta.

PALESTRIO

 

Lecz mów, że są przepodobne; I Filokomazjum

Też to trzeba poobjaśniać, by się nie wsypała,

Gdy ją o to żołnierz spyta!

PERIPLEKTOMENUS

Strasznie sprytny podstęp.

Ale... gdy on zechce widzieć... obie razem? Wtedy

Co zrobimy?

PALESTRIO

Nic trudnego, toż trzysta powodów

Da się znaleźć: „Nie jest w domu”, „Wyszła gdzieś na spacer”,

„Śpi” lub „Jeszcze nie ubrana” – „W kąpieli”, „Coś pije”,

„Je śniadanie”, „Jest zajęta” lub: „Teraz nie może”,

„Nie ma teraz na to czasu” – wiele chcesz wymówek,

Byle odwlec, byle tylko, tak na pierwszy ogień

Skłonić go, by w to uwierzył, co mu się nakłamie.

PERIPLEKTOMENUS

Dobrze mówisz.

PALESTRIO

Idźże tedy, a gdy ją zastaniesz,

Każ jej, niechaj szybko wraca; i o tym jej powiedz,

Wskaż jej, poucz, niech pamięta dobrze nasze plany,

Cośmy tutaj ułożyli o tej bliźniej siostrze.

PERIPLEKTOMENUS

Ja ci świetnie ją wykształcę. Masz co jeszcze do mnie?

PALESTRIO

Tak, byś obszedł.

PERIPLEKTOMENUS

Więc już idę.

Wchodzi do domu.

PALESTRIO

Ja też tutaj pójdę,

By się zająć wyśledzeniem – lecz w sposób oględny –

Kto to był dziś tym kolegą, co gonił za małpą.

Bo on musiał bez wątpienia komuś z domowników

Mówić o kochance pana, że ją tutaj widział,

U sąsiada, jak się z jakimś obcym młodzieniaszkiem

Całowała. – Znam tych ludzi: „Zamilczeć nie mogę,

Kiedy sam wiem tylko o czym”. A jeśli go znajdę,

Tego, co to wszystko widział, szturm w niego przypuszczę.

Wszystko jest przygotowane, a walka zacięta.

Wnet pogrążę tego człeka – jestem całkiem pewny.

A jeśli go tak nie znajdę, to pójdę za węchem,

Jak pies gończy, póki lisa nie dojdę za śladem!

Ale nasze drzwi skrzypnęły, muszę głos miarkować,

Bo wychodzi mój kolega: stróż Filokomazjum.

Sceledrus, Palestrio.

SCELEDRUS

wychodzi z domu, mówiąc

Jeślim dziś, dalibóg, przez sen nie chodził po dachu,

To naprawdę wiem, żem widział, jak Filokomazjum,

Mego pana przyjaciółka, tutaj do sąsiada

Po nieszczęście swoje przyszła.

PALESTRIO

na stronie

Ten zatem ją widział,

Jak się tutaj całowała – jeśli dobrze słyszę.

SCELEDRUS

Któż to jest?

PALESTRIO

Ja, twój kolega. Cóż tam, Sceledrusie?

SCELEDRUS

Cieszę się, mój Palestrionie, żem cię spotkał.

PALESTRIO

Cóż tam?

Co nowego? Powiedz przecież!

SCELEDRUS

Boję się –

PALESTRIO

A o co?

SCELEDRUS

Byśmy dziś, dalibóg, wszyscy, ilu nas jest tutaj,

W przeokropną jakąś biedę i cięgi nie wpadli.

PALESTRIO

spluwa, odpędzając urok

Wpadnij sam, bo to nie dla mnie te wpadki, wypadki!

SCELEDRUS

To ty nie wiesz, co tu u nas stało się nowego?

PALESTRIO

Cóż tam?

SCELEDRUS

A, coś bezwstydnego.

PALESTRIO

Sam sobie wiedz o tym.

Mnie nic nie mów, wiedzieć nie chcę.

SCELEDRUS

Nie, ty musisz wiedzieć!

Małpę naszą dziś ścigałem tu u nich po dachu –

PALESTRIO

O Sceledrze! Człowiek nicpoń ścigał podłe zwierzę!

SCELEDRUS

A żebyś tak –

PALESTRIO

Nie, ty raczej – kończ, skoroś już zaczął.

SCELEDRUS

Przez impluvium tu w sąsiedztwo spojrzałem przypadkiem:

widzę, jak się tam całuje – kto? – Filokomazjum

Z innym jakimś młodym chłopcem.

PALESTRIO

Co słyszę, Sceledrze!

SCELEDRUS

Lecz naprawdę, żem to widział.

PALESTRIO

Ty?

SCELEDRUS

Ja, sam, na własne,

Te tu moje oba oczy.

PALESTRIO

Idź, pleciesz od rzeczy

I niczego nie widziałeś.

SCELEDRUS

Czy myślisz, żem ślepy?

PALESTRIO

O to spytaj się lekarza. Lecz całej tej bajki,

Jeśli bogi są ci miłe, głupio nie poruszaj:

Ściągniesz przez to ciężką biedę na swój łeb i gnaty –

Bo cię czeka smutny koniec – podwójnie – jeżeli

Twoich paplań nie ukrócisz!

SCELEDRUS

Podwójnie?

PALESTRIO

Posłuchaj:

Naprzód jeśli ją pomawiasz niesłusznie, toś przepadł;

A znów, jeśli to jest prawda – tyś jej stróż: toś przepadł.

SCELEDRUS

Nie wiem, co się ze mną stanie – lecz wiem, żem to widział.

PALESTRIO

Nie przestaniesz, nieszczęśniku?

SCELEDRUS

Cóż ci mam powiedzieć,

Jeśli nie to, com zobaczył? Toć teraz jest jeszcze

Tutaj obok u sąsiada.

PALESTRIO

Co? Nie ma jej w domu?

SCELEDRUS

Idź, sam zobacz. Ja już teraz niczego nie żądam,

By na słowo mi ktoś wierzył.

PALESTRIO

No, więc dobrze, idę.

Wchodzi do domu żołnierza.

SCELEDRUS

Ja na ciebie tu zaczekam; zaczaję się przy tym

Na nią, gdy ta jałóweczka stąd będzie powracać

Jak z pastwiska do swej stajni. – Lecz co teraz począć?

Żołnierz mi ją pod straż oddał – jeśli o tym powiem,

To już po mnie – – – Lecz też po mnie, jeżeli zamilczę,

A rzecz sama wyjdzie na jaw. Czyż jest coś gorszego,

Zuchwalszego od kobiety? Kiedym ja na dachu,

Ona hyc! Z pokoju na dwór! Bezczelność, dalibóg!

Gdyby o tym on posłyszał, żołnierz, to dalibóg,

Cały dom ten by postawił do góry nogami,

A mnie na krzyż! Więc, dalibóg, cokolwiek jest na tym,

Wolę raczej gębę stulić niżli marnie zginąć.

Nie ustrzegę przecież takiej, co się sama daje.

PALESTRIO

wychodzi z domu żołnierza

Sceledrusie, Sceledrusie, czyż jest ktoś od ciebie

Bezczelniejszy na tej ziemi? I kto na świat przyszedł

Z większym niż ty gniewem bogów, z większą ich niechęcią?

SCELEDRUS

Co się stało?

PALESTRIO

Każże sobie wyłupić te ślepia,

Które widzą, czego nie ma!

SCELEDRUS

Jak to „czego nie ma”?

PALESTRIO

Ja bym nie dał za twe życie zgniłego orzecha!

SCELEDRUS

Co takiego?

PALESTRIO

Co takiego, pytasz?

SCELEDRUS

Czy nie wolno?

PALESTRIO

Czego sobie nie dasz uciąć twojego jęzora

Gadulskiego?

SCELEDRUS

A to czemu?

PALESTRIO

Patrz, Filokomazjum

Jest tu w domu, a tyś gadał, żeś widział w sąsiedztwie,

Jak z kimś drugim się ściskała, jak się całowała?

SCELEDRUS

Dziw, że żywisz się kąkolem: pszenica tak tania!

PALESTRIO

Co takiego?

SCELEDRUS

Boś krótkowidz.

PALESTRIO

Tyś za to, gałganie,

Nie krótkowidz, ale ślepiec: toż ona tu w domu!

SCELEDRUS

Jak to w domu?

PALESTRIO

W domu, mówię.

SCELEDRUS

Idź, ty się mną bawisz!

PALESTRIO

To mam ręce powalane.

SCELEDRUS

Czemu?

PALESTRIO

Bo się bawię – –

Gnojem!

SCELEDRUS

zamierza się

Bo ci łeb rozwalę!

PALESTRIO

Ja ci to, Sceledrze,

Obiecuję, gdy nie zmienisz twych ślepiów i pyska!

Lecz drzwi nasze zaskrzypiały.

SCELEDRUS

obserwuje drzwi domu Periplektomenusa

A ja w te drzwi patrzę;

Bo nie mogła przejść stąd tutaj, tylko wprost przez bramę.

PALESTRIO

Toż jest w domu! Co cię nosi, Sceledrze, za licho?

SCELEDRUS

Ja sam patrzę, sam mam rozum, sobie tylko wierzę:

Nikt mnie strachem nie przekona, że jej tutaj nie ma.

Tu zastąpię, by mi chyłkiem w tę stronę nie drapła.

PALESTRIO

na stronie

Już go mam! Już ja go tutaj strącę z stanowiska.

do Sceledrusa

Chcesz – pokażę ci, a przyznasz, że głupie masz ślepie?

SCELEDRUS

No, pokazuj.

PALESTRIO

I że nie masz ni głowy w porządku,

Ni twych oczu?

SCELEDRUS

Dobrze.

PALESTRIO

Zatem – twierdzisz, że kochanka

Pańska jest tu u sąsiada?

SCELEDRUS

Nawet ją oskarżam,

Żem ją widział tu w uściskach z kimś obcym.

PALESTRIO

Wiesz o tym,

Że tu nie ma od nas przejścia, ża-dne-go?

SCELEDRUS

Wiem o tym.

PALESTRIO

Ni przez balkon, ni przez ogród – chyba przez impluvium.

SCELEDRUS

Wiem.

PALESTRIO

Więc tedy, jeśli ona jest w domu i jeśli

Ja to sprawię, że ją ujrzysz, jak wyjdzie tu z domu,

Jesteś wart obfitych kijów?

SCELEDRUS

Jestem.

PALESTRIO

Patrzże dobrze

Na te drzwi, by się nie wymkła i stąd tu nie przeszła!

SCELEDRUS

Tak też zrobię.

PALESTRIO

A ja ci ją tu w mig przed dom wypchnę.

Wchodzi do domu żołnierza.

SCELEDRUS

Zrób to tylko.

zwraca się do widzów

– Ja chcę wiedzieć, czym widział, com widział,

Czy też on dokaże tego, co mi zapowiada,

Że ona tu jest w tym domu. – Przecież ja mam oczy

Swoje własne i nie myślę znikąd ich pożyczać!

Lecz on wciąż się przy niej kręci, jej się przylizuje,

Jego naprzód do jedzenia wołają – i jemu

Naprzód dają zupkę mięsną; jest u nas zaledwie

Ze trzy lata, a nikt inny nie ma u nas lepiej.

Lecz rzecz moja to, co zrobię: tej bramy pilnować.

Tu zastąpię; O, w ten sposób już mnie nikt nie okpi!

Staje przed drzwiami Periplektomenusa bacznie w nie wpatrzony.

Palestrio, Filokomazjum, Sceledrus.

PALESTRIO

wychodząc z domu żołnierza razem z Filokomazjum, rozmawia z nią na stronie

Lecz pamiętaj, com ci kazał!

FILOKOMAZJUM

Tyle razy mówisz!

PALESTRIO

Boję się, czyś jest dość chytra.

FILOKOMAZJUM

Daj mi dziesięć kobiet,

A choćby najgłupsze były, chytrymi je zrobię

Tylko z tego, co mnie zbywa. – Dalej do podstępów!

A ja tu odstąpię na bok.

PALESTRIO

Więc cóż tam, Sceledrze?

SCELEDRUS

nie odwracając oczu od drzwi Periplektomenusa

Robię swoje. Lecz mam uszy, więc gadaj, co zechcesz.

PALESTRIO

rozciąga ręce

Myślę, że cię taki koniec gdzieś czeka za bramą,

Gdy krzyż w rozciągniętych rękach przyjdzie ci potrzymać.

SCELEDRUS

zerka ku Palestrionowi

Czemu?

PALESTRIO

Spojrzyj no na lewo! Cóż to za kobieta?

SCELEDRUS

zerka jeszcze raz i spostrzega Filokomazjum

O bogowie nieśmiertelni! Toż pańska kochanka!

PALESTRIO

No i mnie się też tak zdaje!

do Filokomazjum, udając, że to zwrot do Sceledrusa

A więc dalej, proszę.

SCELEDRUS

Jak to dalej?

PALESTRIO

Teraz możesz... szybko się powiesić!

FILOKOMAZJUM

rozpoczyna swą oszukańczą rolę

Gdzież więc jest ten zacny sługa, który mnie oczernił

Tak okropnie, najniewinniej?

PALESTRIO

wskazuje Sceledrusa

Ot tu! On mi mówił,

Com ci mówił.

FILOKOMAZJUM

wpada na Sceledrusa

Więc ty twierdzisz, przeklęty, żeś widział,

Żem się tutaj całowała w sąsiedztwie?

PALESTRIO

I mówił,

Że z młodzieńcem jakimś obcym.

SCELEDRUS

Tak, prawda, mówiłem.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?

Inne książki tego autora