Noc nad jeziorem

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Nie przestając jej całować, podniósł ją, a ona objęła go nogami w pasie. Odgięła głowę na bok, a on odnalazł czuły punkt w zagłębieniu szyi, który teraz pokrył pocałunkami. Odrzuciła głowę do tyłu, eksponując szyję i dekolt schodzący w zagłębienie między piersiami.

Była tak lekka, że mógłby trzymać ją w ten sposób w nieskończoność. Całym ciałem wyrażała to, jak bardzo go pragnie.

Zaniósł ją do sypialni i położył na brzegu łóżka. Jej źrenice były tak rozszerzone, że prawie nie było widać tęczówki. Była pijana pożądaniem.

– Jesteś pewna?

– Jak niczego innego w życiu.

– Pamiętaj, że w każdej chwili możesz się wycofać.

– Chcesz, żebym dała ci zgodę na piśmie? – zażartowała.

– Nie, nie chcę – powiedział, uśmiechając się. Oboje potrzebowali tej chwili humoru, żeby choć na moment oderwać się od pożerającej ich żądzy.

– Jestem niewinna, ale nie jestem naiwna – zapewniła go.

Nabrał głęboko powietrza, spoglądając na jej oświetloną jedynie blaskiem księżyca twarz. Ramiączka jej koronkowej sukni były opuszczone, odsłaniając ramiona, którym nie potrafił się oprzeć.

Pochylił się, żeby ją pocałować w dekolt.

– Chcę, żebyś wiedziała, że w każdej chwili możesz powiedzieć „nie”.

– Nie chcę, żebyś przestawał, Matthieu. Chcę, żebyś mnie całował, dotykał, żebyś…

Zamknął jej usta pocałunkiem. Rozchyliła swoje, wpuszczając go do środka.

Delikatnie zsunął ramiączka sukni, odsłaniając piersi. Były zachwycające, dokładnie takie, jak je sobie wyobraził. Zaczął ssać jedną, sprawiając, że Maria jęknęła z rozkoszy.

Przesunął ją do góry, czując pod cienkim materiałem sukienki gładkie uda. Och, chciał więcej, znacznie więcej.

Całował gładką skórę brzucha, wolną ręką unosząc brzeg sukienki. Sięgnął do majtek i zsunął je w dół, odsłaniając ciemny trójkąt między udami.

Delikatnie przyciągnął ją do siebie i zdjął jej majtki. Był tak podniecony, że miał wrażenie, że za chwilę pękną mu spodnie. Pochylił się, żeby jej posmakować. Miał uczucie, że zaraz wybuchnie, ale wiedział, że nie może się spieszyć. Chciał dać jej tyle przyjemności, ile mogła tylko doświadczyć.

Maria drżała. Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś podobnego. Przyjemność była tak przejmująca, że wprawiła całe jej ciało w drżenie. Zakryła dłonią usta, żeby nie krzyknąć. Drugą chwyciła prześcieradła, jakby się chciała przytrzymać z obawy, że spadnie w przepaść. Przyjemność, jakiej doznała, była tak wielka, jakby już nigdy w życiu nie miało jej czekać nic równie wspaniałego.

Jej ciałem targnęły konwulsyjne spazmy. Palce Matthieu poruszyły się w jej wnętrzu, sprawiając, że zacisnęła mięśnie. Pragnęła zatrzymać je tam na zawsze.

Jej oddech przyspieszył się, a skurcze, które w niej wzbierały, osiągnęły kulminację.

Orgazm, którego doświadczyła, pociągnął ją za sobą, zawładnął nią, ogarnął całe jej ciało. Dopiero po dłuższej chwili poczuła obejmujące ją ramiona Matthieu. Przylgnęła do niego, doświadczając niewymownego poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Objęła go w pasie. Wciąż miał na sobie spodnie. Maria chciała poczuć go całego, bez żadnych barier. Sięgnęła ręką do suwaka, żeby go rozpiąć i pozbawić Matthieu tego, co jeszcze ich dzieliło.

Matthieu odchylił się do tyłu. Po raz pierwszy odczuł coś jakby spokój i przyjemność, wynikające z tego, że obdarował czymś inną osobę. Ale teraz i on pragnął coś od niej dostać.

Wolno rozpiął suwak spodni, zsunął je i zrzucił na podłogę. Patrzył na Marię, obserwując reakcję na to, co zobaczyła. Maria przejechała językiem po górnej wardze i przygryzła ją. A potem powoli zdjęła z siebie sukienkę i odrzuciła tam, gdzie on przed chwilą rzucił spodnie. Siedziała na łóżku wyprostowana, czekając na jego ruch.

Matthieu wyjął z portfela prezerwatywę i, nie spuszczając z niej wzroku, założył ją. Maria z zafascynowaniem śledziła jego ruchy. Kiedy był gotów, położyła się, rozsuwając zachęcająco nogi. Jeśli miał jakiekolwiek wątpliwości odnośnie tego, czy ona naprawdę chce się z nim kochać, w tej chwili całkowicie się ich pozbył.

Podparł się na łokciu, drugą ręką gładząc jej szyję, piersi, brzuch. Maria lekko zadrżała. Pochylił się i pocałował ją między piersiami. Wsunęła palce w jego włosy i przytrzymała głowę przy sobie. Pocałował jej nadgarstek i odwrócił się, by spojrzeć jej w oczy.

Lekko skinęła głową i to wystarczyło. Ostrożnie wsunął się w nią, starając się sprawić jej jak najmniejszy ból. Była ciepła, ciasna i mokra. Ta mieszanka była ponad jego siły. Jednak kiedy poczuł, że zesztywniała, znieruchomiał.

Jeśli chciała, żeby teraz przestał, zrobi to. Ona jednak spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się.

– Proszę.

– Proszę co, Mario? Bo jeśli…

– Proszę, nie przerywaj.

Objęła go za szyję i przyciągnęła do siebie, jakby chciała go wciągnąć, pochłonąć, jakby chciała całkowicie nim zawładnąć. Zaczął się powoli w niej poruszać, zanurzając coraz głębiej i śmielej. Miał uczucie, jakby do tej chwili w jego życiu czegoś brakowało. A konkretnie jej.

Oddech Marii przyspieszył się i zaczęła cicho pojękiwać. Uniosła biodra, jakby chciała zatrzymać go w sobie mocniej, dłużej… Narzuciła własny rytm, któremu Matthieu poddał się bez zastrzeżeń.

Przycisnął się do jej piersi, wdychając słodki zapach. Długie włosy Marii dotykały jego twarzy i torsu. Już nie mógł myśleć, nie mógł mówić. Mógł jedynie czuć. Całkowicie się w niej zatracił, jakby się stała całym jego światem.

Kiedy usłyszał, że wstrzymała oddech, i poczuł, jak jej mięśnie zaciskają się wokół jego członka, zrozumiał, że oboje są na krawędzi. Jeszcze jedno pchnięcie i oto nadszedł moment, dla którego się tu znaleźli.

W ciągu tej nocy kochali się jeszcze kilkakrotnie, aż w końcu wyczerpana Maria zasnęła.

Kiedy się obudziła, sięgnęła ręką za siebie, ale poczuła tylko chłodne jedwabne prześcieradło. Matthieu zrobił to, co obiecał: dał jej jedną noc i odszedł.

ROZDZIAŁ TRZECI

Maria poprawiła się na krześle, żeby rozruszać ścierpnięte mięśnie. Po trzech godzinach siedzenia tu czuła, że pilnie musi pójść do toalety.

Foyer biurowca w Szwajcarii było nieskazitelne. Wszystko wykonano ze stali, szkła i marmuru, ale panował tu chłód. Wiszący nad recepcją napis wykonany z ogromnych srebrnych liter głosił „Przedsiębiorstwo Węglowe Montcour”. Siedząca za kontuarem kobieta popatrzyła na nią z dezaprobatą, ale Maria zignorowała jej wzrok.

Minęły trzy miesiące, odkąd spędziła z Matthieu pamiętną noc. Dwa od chwili, w której zaczęła odczuwać pierwsze mdłości, które zupełnie ją zaskoczyły. A jeden od dnia, w którym pojedyncza niebieska kreska potwierdziła jej obawy: jest w ciąży. Od tamtej chwili jej życie, ich życie, zmieni się na zawsze.

Poszukiwania Matthieu zaczęła od penetrowania internetu, który okazał się nieocenionym źródłem informacji. Ku swej uldze bez trudu znalazła jego nazwisko na liście gości, którzy byli na gali dobroczynnej.

Jej ręka odruchowo powędrowała w stronę brzucha.

Unikając wzroku recepcjonistki, popatrzyła na przepiękny nowoczesny żyrandol wiszący nad jej głową. Dawał łagodne ciepłe światło i zapewne kosztował majątek. Wcale jej to jednak nie dziwiło. Człowiek tak zamożny jak Matthieu Montcour mógł sobie na to pozwolić.

Zastanawiała się, co powie, kiedy się dowie, że jest z nią nierozerwalnie związany.

Zaryzykowała spojrzenie w stronę recepcjonistki, która zawzięcie stukała w klawiaturę, jakby przez to Maria mogła zniknąć. Ale ona nie zamierzała nigdzie iść.

Dźwięk stukających o marmurową posadzkę damskich obcasów przywrócił ją do rzeczywistości. Ubrana w długi wełniany płaszcz młoda kobieta gestykulowała żywo do trzech towarzyszących jej mężczyzn.

– Ten człowiek jest niemożliwy! Nic dziwnego, że nazywają go bestią!

Maria nie miała wątpliwości, o kim mówi. Po tym, czego dowiedziała się o Matthieu z internetu, nic już nie mogło jej zdziwić. Znalezienie informacji o nim okazało się znacznie łatwiejsze, niż sądziła. Wystarczyło wpisać jego nazwisko i górnictwo, żeby dostać mnóstwo linków. Patrzył na nią ze zdjęcia z taką intensywnością, jakby widział, że o nim czyta.

Nic dziwnego, że jest bogaty jak Krezus, skoro jest tak bezwzględny w prowadzeniu interesów.

Szybko odkryła, że na liście najbogatszych ludzi w Europie Matthieu zajmuje czwarte miejsce. Ta wiadomość ją zszokowała. Spodziewała się, że jest bogaty, ale jego majątek szacowano na prawie osiem miliardów dolarów. Miliardów!

Jednak cena, jaką za to płacił, była ogromna. W ogromnym pożarze stracił nie tylko dom, w którym mieszkał jako dziecko, ale także całą rodzinę. To dlatego miał te ogromne blizny. Gdy to się stało, miał jedenaście lat. Dostał wtedy ogromne pieniądze z tytułu ubezpieczenia, co uczyniło go bogatym jeszcze w dzieciństwie. Serce ściskało jej się z bólu na myśl o tym, jak, jako mały chłopiec, szedł w pogrzebie za pięcioma trumnami, w których spoczywały ciała jego rodziców, ciotki i dwóch wujów. Mogła sobie jedynie wyobrazić, jaki ślad pozostawiło to w jego psychice.

Recepcjonistka chrząknęła i wstała, najwyraźniej zamierzając jej coś powiedzieć.

– Obawiam się, że będę musiała poprosić panią…

– Maria?

Obok recepcji stał Matthieu Montcour. Był tak samo zaskoczony jej widokiem jak ona, kiedy ujrzała go twarzą w twarz po dwunastu tygodniach.

Patrzył, jak wstaje z sofy i energicznym krokiem podchodzi do niego.

– Gdzie jest łazienka? – spytała z desperacją.

– Jest…

– Przepraszam, nie tak miało to wyglądać, ale naprawdę muszę… Muszę iść do łazienki. Proszę, nie odchodź nigdzie, muszę ci coś powiedzieć. Tylko…

 

– Łazienka. W lewo korytarzem, tuż za rogiem.

Maria niemal pobiegła we wskazanym kierunku. Matthieu nie mógł powstrzymać uśmiechu. Potrząsnął głową, starając się otrząsnąć z zaskoczenia, jakim był dla niego widok Marii w biurze.

W ciągu tych minionych tygodni często o niej myślał, żeby nie powiedzieć: codziennie, z trudem zwalczając pokusę, by ją odszukać. Nie mógł zapomnieć nocy, którą spędzili w hotelu. Kiedy ukradkiem wychodził rano z pokoju, nie mógł powstrzymać uczucia wstrętu do samego siebie, choć jednocześnie wiedział, że to, co robi, jest słuszne.

Ale po co ona tu przyszła? Czego chciała?

Nagle poczuł na plecach zimny dreszcz.

Wiedziała już, kim jest.

Jak wiele innych przed nią przyszła, żeby wyciągnąć od niego pieniądze. Chciała coś ugrać, skorzystać ze słabości, jaką okazał tej jednej nocy.

Zacisnął zęby ze złości. A on myślał, że ona jest inna. Dla niego była symbolem czystości, niewinności. Powinien był wiedzieć lepiej. Czyż już w wieku siedemnastu lat nie nauczył się, czego oczekują od niego kobiety?

Dźwięk jej kroków na marmurowej podłodze przerwał jego rozmyślania. Podeszła do niego, patrząc nerwowo i zaciskając bezwiednie dłonie.

Wciąż była bardzo piękna. Wmawiał sobie, że to było tylko jego wyobrażenie, ale jej widok przekonał go, że tak jest w rzeczywistości.

– Cześć – powiedziała po prostu.

Skinął jedynie głową, nie ufając swemu głosowi.

– Możemy…

– Porozmawiać?

Skinęła głową, uśmiechając się smutno. Przez chwilę prawie zrobiło mu się jej żal. Nie miała bowiem pojęcia, komu chce stawić czoło.

– Tędy. – Wskazał jej drogę do windy.

Wjechali na samą górę, gdzie znajdowały się jego biura. W milczeniu stanęła obok niego, a on od razu poczuł jej zapach. Sól i szałwia. Ten zapach tak przypominał mu tamtą noc, że musiał walczyć z pożądaniem, które zupełnie nieoczekiwanie nim zawładnęło.

Popatrzył na jej odbicie w lustrze. Spoglądała przed siebie, unikając kontaktu wzrokowego. Mógł swobodnie się jej przyjrzeć. Tym razem miała na sobie obcisłe dżinsy i czarną skórzaną kurtkę założoną na różowy T-shirt.

Rozpuszczone włosy luźno opadały na plecy, mieniąc się czerwienią i brązem. Miał ochotę ich dotknąć, ale przezwyciężył to pragnienie.

Winda się zatrzymała, drzwi się otworzyły. Zaprosił ją gestem do środka. Pierwsze dwa pokoje to były sale konferencyjne, trzeci zaś mieścił jego biuro. I w nim właśnie zamierzał z nią porozmawiać.

Stały tu dwie skórzane sofy i wygodne fotele. Drzwi w jednej ze ścian prowadziły do obszernej łazienki. W rogu pomieszczenia znajdował się kominek, który jego ojciec uwielbiał. On sam nigdy z niego nie korzystał. Zastawił go skórzanym fotelem. Chciał go nawet zabudować, ale jakoś nigdy się na to nie zdobył.

Ściana naprzeciw jego biurka była cała zastawiona książkami. Piękne, oprawione w skórę tomy nadawały temu wnętrzu specyficznej atmosfery. Nad blatem biurka mieściły się dwa ogromne monitory, służące mu do pracy.

Spojrzał na Marię, która z uwagą rozglądała się po gabinecie.

– Napijesz się czegoś? – spytał, sięgając po butelkę z whisky.

– Poproszę o wodę mineralną.

Gdzie się podziała ta pełna humoru, rozgadana kobieta? A może to jego obecność tak na nią działała?

Nalał jej wody i podał szklankę. Miał właśnie wznieść jakiś żartobliwy toast, kiedy Maria zaskoczyła go swoim wyznaniem.

– Jestem w ciąży.

Szklanka z whisky zadrżała w jego ręku. Zacisnął na niej mocno palce. Zaskoczenie, jakie początkowo dostrzegła w jego wzroku, zastąpił wyraz złości. Żałowała, że nie miała odwagi powiedzieć mu tego w jakiś łagodniejszy sposób. Ostrzec go…

Tymczasem zaskoczyła go, rzucając mu pod nogi bombę.

– Gratulacje. Kim jest szczęśliwy ojciec?

Zmarszczyła brwi, zaskoczona jego pytaniem.

– Nie rozumiem? – spytała, obejmując nerwowym gestem szklankę z wodą.

– Cóż, wziąwszy pod uwagę fakt, że zabezpieczaliśmy się za każdym razem…

– Poczekaj, co?

– Chyba nie wydaje ci się, że uda ci się mnie przekonać, że to dziecko jest owocem naszego… spotkania? Że to ja jestem jego ojcem?

Marii odebrało mowę. Tyle razy wyobrażała sobie tę rozmowę, ale nigdy nie przyszło jej do głowy, że Matthieu zareaguje w ten sposób. Nazwał wspólnie spędzoną noc spotkaniem? Teraz to ona odczuła wściekłość. Po raz pierwszy, odkąd dowiedziała się, że jest w ciąży.

– Jesteś draniem.

– Dziennikarze nazywają mnie bestią, ale ostatecznie zniosę i to.

– Nie powinnam była tu przychodzić – powiedziała bardziej do siebie niż do niego.

– Nie, zapewne nie powinnaś – przytaknął z westchnieniem. – Nie jesteś pierwszą kobietą, która twierdzi, że zaszła ze mną w ciążę, i uwierz mi, nie jesteś z nich najbardziej przebiegłą. Oczywiście zawsze wychodziło na jaw, że to kłamstwo. Jestem rozczarowany. Sądziłem, że jesteś inna niż one.

Maria potrząsnęła głową. Była zszokowana wrogością, jaką usłyszała w jego głosie, i tym, że istnieją kobiety, które posuwają się do takich kłamstw, żeby zdobyć mężczyznę. W jednej chwili wszystko, co było dla niej cudownym wspomnieniem, rozsypało się w pył. Nic dla niego nie znaczyła. Nigdy nie dopuści do tego, żeby jej dziecko miało ojca, dla którego jego matka nic nie znaczy.

– Na pewno nie jesteś tak rozczarowany jak ja. Mam nadzieję, że kiedy się przekonasz, że jesteś w błędzie, twoje sumienie pozwoli ci spokojnie żyć dalej – oznajmiła. Odstawiła na stół nietkniętą szklankę z wodą i sięgnęła do torebki. Wyjęła z niej czarno-białe zdjęcie z USG, które przestawiało ich, a raczej jej dziecko. Tylko to mogła mu dać. Położyła je obok szklanki z wodą i ruszyła do drzwi.

– Poczekaj.

– Na co? – spytała, zwracając na niego wzrok. – Żeby usłyszeć od ciebie kolejne obraźliwe słowa? Nie mam ochoty.

– Proszę.

Maria postanowiła dać mu szansę. Musiała to zrobić. Stał obok stolika, patrząc na pozostawiony na nim wydruk. Zastanawiała się, czy pośród tych wszystkich plamek i kresek dostrzegł zarys tułowia, kończyn i głowy.

W kocu podniósł na nią wzrok.

– Nie okłamuj mnie, Mario. Nie testuj mnie.

Potrząsnęła głową.

– Nie robię tego. Jestem w ciąży, a dziecko jest twoje.

– Jak to możliwe?

Maria wzruszyła ramionami.

– Prezerwatywa nie daje stuprocentowej pewności. Ja nie stosuję tabletki i…

– Jesteś w ciąży. Dziecko jest moje.

Maria skinęła głową. Cały świat Matthieu zachwiał się w posadach. Ponownie zawiesił wzrok na małym obrazku. Jego dziecko?

– Ja… – przerwał, nie bardzo wiedząc, co ma powiedzieć. Do głowy nie przychodziła mu żadna sensowna myśl. Jedno jednak wiedział na pewno: jest winny Marii przeprosiny.

– Przepraszam cię – powiedział gardłowym głosem. Naprawdę żałował swoich okrutnych słów. Widział, jak Maria pobladła, ale to nie dlatego uwierzył w prawdziwość jej słów. Nie. Przekonał się do nich dlatego, że była gotowa wyjść. Inne kobiety zaczynały lamentować, błagać go, zaklinać. Maria chciała odejść. Zostawić nie tylko jego, ale też jego pieniądze. I obrączkę.

Obrączkę, której poprzysiągł nigdy nie włożyć na palec żadnej kobiety. Nigdy nie czuł takiej potrzeby. Nie potrzebował w swoim życiu kobiety i dziecka, które zdestabilizowałyby jego ułożone życie.

Wskazał jej ręką, żeby usiadła. Sam usiadł naprzeciw niej i spojrzał na nią ciężko.

– Czego ode mnie oczekujesz? – spytał, nie spuszczając z niej wzroku, próbując wyczytać coś z jej oczu.

– Niczego – odpowiedziała, sprawiając wrażenie zaskoczonej jego pytaniem. – Chciałam ci tylko powiedzieć. Uważam, że masz prawo o tym wiedzieć.

Matthieu z trudem powstrzymał śmiech. Nie mógł uwierzyć w prawdziwość jej słów. Może nie chodzi jej o jego pieniądze, ale na pewno czegoś chce. Zawsze tak jest.

– Czekałaś trzy miesiące? – spytał oskarżycielskim tonem.

Skinęła głową.

– Pierwsze trzy miesiące są bardzo… ryzykowne – powiedziała, wzruszając lekko ramionami. Doskonale pamiętała każdy kolejny dzień wypełniony strachem, że coś się wydarzy, że może stracić dziecko… Ich dziecko.

– Myślałaś, że mógłbym chcieć, żebyś je usunęła? Dlatego zwlekałaś? – Na samą myśl o tym, że mogło jej to przyjść do głowy, odczuwał zimną wściekłość.

– Nigdy bym tego nie zrobiła, Matthieu. Niezależnie od tego, czy postanowiłbyś być częścią jego życia, czy nie.

– Nigdy bym…

– A niby skąd miałam to wiedzieć? – spytała. – Nawet nie wiedziałam, jak masz na nazwisko.

– Jednak udało ci się tego dowiedzieć.

– Ponieważ musiałam.

Jej słowa trochę złagodziły jego złość. Nie szukała go aż do chwili, w której przekonała się, że nosi jego dziecko.

– Posłuchaj, wiedziałam, że to jest znajomość tylko na jedną noc. Przyszłam tu jedynie po to, by ci oznajmić, że zostaniesz ojcem, i dać możliwość wyboru: albo chcesz być obecny w życiu swojego dziecka, albo nie. Nic więcej i nic mniej.

– Tylko tyle?

– Widzę, Matthieu, że jakoś nie potrafisz przyjąć tego do wiadomości.

Sięgnął po szklankę z wodą, żeby zyskać na czasie. Zawsze wiedział, co powiedzieć, ale tym razem miał wątpliwości. Zaczął się zastanawiać, czy w ogóle miał w tej kwestii jakąkolwiek możliwość wyboru.

Będzie ojcem.

– Pobierzemy się.

W innych okolicznościach uznałby wyraz, jaki pojawił się na jej twarzy, za komiczny. Maria była autentycznie przerażona.

– Nie.

A to coś nowego. Tyle kobiet próbowało zaciągnąć go przed ołtarz, że jej odmowa zupełnie go zaskoczyła. Maria była inna. Nic nie wskazywało ma to, żeby kierowały nią jakieś ukryte motywy. Czyż nie to właśnie tak bardzo go w niej pociągało? Jej niewinność?

– Chyba mnie nie zrozumiałaś…

– Nie, to ty czegoś nie rozumiesz. Nie po to tu przyszłam. Nie mam zamiaru wychodzić za ciebie za mąż. Nie zależy mi na twoich pieniądzach. Chodzi mi jedynie o to, w jakim stopniu zamierzasz uczestniczyć w życiu mojego dziecka…

– Naszego dziecka – poprawił ją.

– Naszego dziecka.

– Możesz być pewna, że będę obecny w jego życiu na sto procent.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Maria doświadczała zupełnie sprzecznych uczuć. Od strachu, poprzez niepokój, aż do zniechęcenia. Nie okłamała go. Naprawdę nie przyjechała tu po to, by skłonić go do małżeństwa. Taka ewentualność w ogóle nie przyszła jej do głowy. Nie po tym, co przeczytała na jego temat w internecie. „Notoryczna bestia”. Wiedziała, dlaczego tak go nazywają. Odniósł sukces, bo był bezwzględny w interesach i zbił na nich majątek. To budzi ludzką zawiść.

A teraz skupił całą uwagę na niej. Miała ochotę zniknąć, ale wiedziała, że musi stawić mu czoło. Musiała teraz myśleć nie tylko o sobie, ale także o dziecku. Instynktownym gestem położyła rękę na brzuchu.

– Dlaczego? – Nie potrafiła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.

– Chcę chronić moje dziecko – oznajmił z determinacją.

– Chronić? A nie kochać? – Dla niej w tej chwili liczyło się tylko to.

– To oczywiste, że będę je kochał.

Ale nie jego matkę.

Odepchnęła od siebie tę myśl. Jak to się mogło stać? I to akurat teraz, kiedy odzyskała wolność, zostawiła za sobą uczucie łączące ją z Theo, a jej interes zaczął się bardziej rozwijać. Zyskała niezależność, na której tak bardzo jej zależało.

– Nie musimy się pobierać, żebyś mógł się zajmować naszym dzieckiem.

– Naprawdę jesteś aż tak naiwna, Mario? Nie rozumiesz, że natychmiast zaczną szperać w twoim życiu? Będą nachodzić twoich przyjaciół, rodzinę, będą oferować pieniądze za pikantne historyjki z twojego życia, będą czatować pod twoim domem i szperać w twoich śmieciach! Nie będziesz miała chwili spokoju.

Maria wiedziała, jak to działa. Kiedy jej ojciec został wydalony z kraju, dziennikarze ciągle ich nachodzili. Podobnie było, jak brat wyprzedawał majątek. Nawet teraz wciąż niepokoili Sebastiana, który tego nie cierpiał. Jednak znosił wszystko tak długo, jak dawali spokój jego siostrze.

Brat chronił ją tak, jak Matthieu chciał chronić swoje dziecko. Jednak w tej sytuacji Seb w niczym nie mógł jej pomóc. Matthieu Montcour był człowiekiem z zupełnie innego świata, którym rządziły zgoła odmienne prawa. Zrozumiała to, jak tylko wbiła jego nazwisko w wyszukiwarkę.

Jego słowa zaniepokoiły ją. Co więcej, pojęła, że nie ma co liczyć na korzystanie ze świeżo odzyskanej wolności. Że nie może robić tego, na co miałaby ochotę.

 

– Ale jak możemy się pobrać? Nic o tobie nie wiem – powiedziała, tłumiąc budzące się w niej uczucie paniki.

– Znasz moją datę urodzenia i ulubiony kolor. To i tak bardzo dużo.

– Ty nie wiesz nic o mnie – szepnęła, czując, jak jej opór słabnie.

– Wiem, że robisz biżuterię i to nie bacząc na obiekcje macochy. Wiem, że jesteś ciepła i pełna empatii. Inaczej nie przejmowałabyś się tym, że, być może, rujnujesz czyjeś plany małżeńskie. I wiem, że nie czyhasz na moje pieniądze. W przeciwnym razie ta rozmowa wyglądałaby zupełnie inaczej. Wiem, że jesteś silna i pełna determinacji. I że zrobisz wszystko, co należy, by chronić nasze dziecko. Wiem też, jak gładką masz skórę, jak się rumienisz, kiedy nie potrafisz zapanować nad pożądaniem, i jakie wydajesz z siebie dźwięki, kiedy szczytujesz.

Patrzył, jak jej szare oczy rozszerzają się ze zdziwienia i jak się lekko rumieni.

– Gdybyśmy się mieli pobrać… – zaczęła, jakby wciąż nie podjęła jeszcze decyzji. – Jak miałoby to wyglądać?

A więc przechodzili do konkretów. W tym był dobry. Teraz nie było czasu na uczucia, trzeba było działać.

– Zamieszkasz ze mną w Szwajcarii. Zapewnię ci tam wszystko, czego potrzebujesz. Domyślam się, że zdążyłaś się już zorientować, że poślubienie mnie niesie za sobą bardzo wymierne korzyści. Zwłaszcza dla twojej pracy.

– Nie rozmawiamy tu o mojej pracy. Nie chcę, żebyś się to tego mieszał.

Zmarszczył brwi. Chyba nie rozumiała, jaka to dla niej szansa.

– Mam wiele kontaktów. Mogłabyś mieć dostęp do najlepszych materiałów…

– Powiedziałam: nie. Sama się zaopatruję w to, co mi potrzebne, i jeśli coś osiągnę, to tylko dzięki samej sobie.

Nigdy dotąd nie słyszał, żeby mówiła tak stanowczym i nieznoszącym sprzeciwu tonem. Najwyraźniej niezależność była dla niej czymś bardzo ważnym. Chciał ją jednak ostrzec, żeby nie pozwoliła na to, by duma stanęła jej na drodze do sukcesu. Szanował ją za to, że tak bardzo zależy jej na zachowaniu niezależności.

– Masz jakieś szczególne prośby?

Może rozmawianie o tym w ten sposób nie było najzręczniejsze, ale uznał, że należy to zrobić, żeby uniknąć ewentualnych przyszłych nieporozumień.

– Ja… Chciałabym, żebyśmy pozostali małżeństwem do czasu, aż nasze dziecko skończy co najmniej dwadzieścia lat.

Prawie się roześmiał z jej naiwności.

– Mario, moi rodzice, choć straciłem ich wcześnie, zdołali zaszczepić we mnie przekonanie o świętości instytucji małżeństwa. Nie jestem religijny, ale nie wierzę w rozwód.

Maria nie sprawiała wrażenia przekonanej.

– Nie wiem, czy mogę tak prostu spakować całe moje dotychczasowe życie i zamieszkać z tobą.

– A ja mam wrażenie, że jesteś osobą, która może zrobić, cokolwiek tylko postanowi. Mam dom nad jeziorem w Lucernie w samym środku Szwajcarii. To duży dom i spokojnie się w nim pomieścimy.

Prawda była taka, że jego posiadłość była architektonicznym cudem, który zajmował ogromną powierzchnię. Z niechęcią myślał o tym, że ma w niej zamieszkać ktoś obcy, ale musi to zrobić. Maria i ich dziecko muszą z nim zamieszkać. Nic innego nie wchodzi w grę.

– Będziesz miała dostęp do wszystkiego, czego możesz potrzebować. Ale musisz zrozumieć jedną rzecz, Mario.

Maria patrzyła na niego z uwagą, wyczuwając, że to, co zaraz usłyszy, jest najważniejsze ze wszystkiego.

– Nie wzbudzaj w sobie żadnych fałszywych nadziei dotyczących mojej osoby. Zapewniam cię, że będę kochał nasze dziecko całym sercem i zapewnię mu wszystko, czego będzie potrzebować. Ale nic więcej nie mogę ci zaoferować.

Właśnie jej oznajmił, że nigdy jej nie pokocha. Czyli nigdy nie da jej tego, czego najbardziej w życiu pragnęła. Cóż za ironia losu!

Zmusiła się, by skupić się na tym, co jej oferował. Jej dziecku niczego nie zabraknie. Będzie wzrastało w poczuciu bezpieczeństwa, którego jej w pewnym momencie tak bardzo brakowało. Nigdy nie przeżyje takiej traumy, jak ona.

– Mam jeden warunek.

– Co tylko zechcesz – odparł bez wahania.

– To ma być kameralny ślub. Żadnych gości.

Nie chciała, by ten dzień stał się publicznym spektaklem. Nie chciała widzieć tu swojej macochy i ojca.

– Tylko my i świadkowie?

– Tak.

– W porządku.

Wyciągnął rękę poprzez stół i uścisnął jej dłoń. Zupełnie, jakby pieczętował w ten sposób zawarcie kontraktu.

Maria z trudem powstrzymała łzy, które cisnęły jej się do oczu. Inna kobieta na jej miejscu byłaby uszczęśliwiona, ale nie ona. Dla niej liczyło się jedynie dziecko i postanowiła zrobić wszystko, by je chronić i zapewnić mu odpowiednie warunki do życia. Będzie je kochać tak, jak sama nigdy nie była kochana.

Matthieu chciał, by ślub odbył się jak najszybciej, ale nawet on ze swoimi znajomościami i środkami nie był w stanie przyspieszyć działania szwajcarskiej administracji. Po złożeniu stosownych dokumentów musieli odczekać jeszcze dziesięć dni, zanim można było odprawić ceremonię. Matthieu zużytkował ten czas bardzo pożytecznie. Wcześniej niewiele wiedział o Marii, ale teraz to nadrobił.

Miał zostać ojcem.

Maria miała trzy miesiące więcej niż on, żeby mentalnie przygotować się do myśli, że zostanie matką. Na niego ta wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba.

W jednej chwili wszystko się zmieniło. Dosłownie z dnia na dzień zmieniły się jego priorytety. Teraz najważniejsza stała się Maria i ich dziecko. Popatrzył na swoje odbicie w lustrze, po raz pierwszy od wielu lat zastanawiając się, co na to wszystko powiedziałby jego ojciec. Przyglądał się swojej twarzy, szukając w niej podobieństwa do ojca. Ojca, który kochał go tak bardzo, że nie zawahał się wejść do płonącego budynku, żeby go stamtąd wyciągnąć. A potem drugi raz, żeby uratować żonę.

Targnął nim znajomy ból. Nie, nie mógł teraz o tym myśleć.

– Ach, Matthieu.

Popatrzył na stojącego w drzwiach biura Malcolma. Starszy mężczyzna pokiwał z aprobatą głową.

– Byliby z ciebie bardzo dumni.

Matthieu zacisnął zęby. Bardzo wątpił czy jego rodzice byliby dumni z tego, że uwiódł niewinną dziewczynę i w dodatku zmusił do małżeństwa, którego wcale nie pragnęła.

– Gdzie jest David? – spytał, mając na myśli małżonka Malcolma. Tych dwóch pobrało się w końcu, kiedy kalifornijskie prawo zezwoliło na zawieranie małżeństw homoseksualnych. Zrobili to bardziej dla idei niż z realnej potrzeby, gdyż i tak żyli ze sobą od ponad dziesięciu lat.

Matthieu po raz pierwszy zdał sobie sprawę, ile ta decyzja musiała kosztować Marię. Pragnęła miłości i tego, żeby być kochaną. Tymczasem on zaproponował jej kontrakt. To prawda, że bardzo wiele na nim zyska, ale nie dostanie tego, na czym najbardziej jej zależało.

– David pojechał po Marię do hotelu. Chciał, żeby ktoś jej towarzyszył w drodze do urzędu.

Matthieu zmełł w ustach przekleństwo. Jak mógł o tym nie pomyśleć? Czyżby rzeczywiście był z niego taki drań, że nie potrafił dostrzec, na czym mogło jej w takim dniu zależeć? Musi się bardziej postarać. Inaczej nic z tego małżeństwa nie wyjdzie.

Maria popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Znalezienie odpowiedniej sukienki na tę okazję okazało się trudniejsze, niż się spodziewała. Musiała znaleźć taką, która ukryje wyraźnie już rysujący się brzuszek.

Dwa dni temu spakowała cały swój dobytek, który zmieścił się w kilku kartonowych pudłach. Ubrania, buty, książki, parę drobiazgów. Mebli nie miała prawie wcale. To, co było dla niej najważniejsze, czyli biżuteria i cały jej warsztat pracy, zostały przesłane do Włoch, do brata. Z niewiadomego powodu nie chciała zabierać ich ze sobą do Szwajcarii.

Pożegnała się z Evinem i Anitą, i ukochanym mieszkankiem w Bermondsey. Była tu szczęśliwa. Tu zaczęła realizować swoje marzenia i małe projekty. Tu wykonała pierwszą biżuterię dla małej galerii, która miała ją sprzedawać. I tu właśnie wróciła po nocy spędzonej w ramionach Matthieu. Tutaj w końcu dowiedziała się, że jest w ciąży. Wszystkie jej marzenia i projekty musiały odejść w niebyt. Choć musiała przyznać przed samą sobą, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy wcale nie czuła tej weny, która przepełniała ją wcześniej…

Pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Otworzyła je i ujrzała stojącego w nich wysokiego, uśmiechniętego od ucha do ucha blondyna, wyraźnie rozbawionego wyrazem zaskoczenia, jaki dostrzegł na jej twarzy.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?