Najlepsza kandydatka

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Pippa Roscoe

Najlepsza kandydatka

Tłumaczenie: Agnieszka Poznańska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: A Ring to Take His Revenge

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2018

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2018 by Pippa Roscoe

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-4951-5

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

PROLOG

Londyn…

Antonio Arcuri gestem wskazał drobnej brunetce drogę do samochodu. Przyzwyczajony był do wożenia swoją kierowaną przez szofera limuzyną dopiero co poznanych kobiet, ale nigdy służbowo. Tym razem nie miał jednak wyboru. Poranne spotkanie nieoczekiwanie się przedłużyło, a nie mógł odwołać ani rozmowy kwalifikacyjnej z osobą kandydującą na stanowisko jego asystenta, ani zebrania z pozostałymi dwoma członkami Kręgu Zwycięzców – konsorcjum wyścigowego, którego był współwłaścicielem. Czekał prawie rok, aby znów zobaczyć Dymitra i Danyla – przyjaciół, którzy byli dla niego niczym bracia. Musiał więc działać nieszablonowo. Brunetka, panna Guilham, uniosła ze zdziwienia brwi na tę nieoczekiwaną zmianę miejsca spotkania, po czym usiadła na pluszowej kanapie auta i zaczęła nierówną walkę z krnąbrną spódnicą, która wbrew jej woli odsłaniała gładkie, kremowe uda właścicielki. Antonio zajął miejsce obok niej i kątem oka ją obserwował. Była filigranowa i piękna, zauważył i czym prędzej odrzucił tę myśl. Wygląd osobistego asystenta nie ma przecież żadnego znaczenia.

Samochód wyjechał wreszcie z mroku podziemnego parkingu jego biurowca wprost w słoneczny, zimowy blask zatłoczonego Londyńskiego centrum. Antonio zerknął na zegarek i po cichu zaklął.

– Kierowca powinien jechać ulicą St. James, a potem Pall Mall. Okres Bożonarodzeniowy i Regent Street nie współgrają najlepiej. – Popatrzyła na niego piwnymi oczami, a Antonio poczuł dziwne ukłucie w klatce piersiowej.

W jej wzroku nie było ani desperackiej chęci przypodobania się, ani zmysłowego podniecenia, które zazwyczaj towarzyszyły spojrzeniom innych kobiet. Wiedział, że jest atrakcyjny, i w pełni to wykorzystywał, choć nigdy w stosunku do swoich współpracowników. Co ciekawe, oczy panny Guilham były również niezwykle szczere, co wydało mu się wręcz bezcenne. Na papierze Emma wypadła najsłabiej, w porównaniu z dwiema innymi kandydatami, które dotychczas spotkał. Ponadto miała zaledwie dwadzieścia dwa lata. Nie musiał zerkać do jej CV, pamiętał istotne szczegóły z życiorysów potencjalnych asystentów.

– Ukończyła pani Biznes Międzynarodowy na Uniwersytecie w Londynie doskonale zdając wcześniej egzaminy. Potrafi pani pisać sto dwadzieścia słów na minutę, lubi pani podróżować i czytać – wymieniał, z niepokojem zauważając, jak kolor oczu Emmy zmienia się z piwnego w zieleń morskiej piany. – Jest pani pracowita, co wielokrotnie potwierdzał dyrektor finansowy mojego londyńskiego biura, gdzie zatrudniona była pani na pełen etat przez ostatnich kilka miesięcy, a wcześniej na pół etatu, kiedy przez rok jednocześnie łączyła pani pracę i studia, co również podkreślał mój dyrektor finansowy.

W odpowiedzi Emma jedynie przytaknęła. Zazwyczaj kandydaci wykorzystują ten moment i rozwodzą się nad swoimi zaletami. Odczekał więc chwilę, aby dać jej możliwość wypowiedzenia się. Ponieważ milczała, kontynuował:

– Miejscem pracy jest Nowy Jork. Zajmuję się wysokimi stawkami i poufnymi transakcjami, oczekuję zatem dyspozycyjności, absolutnej koncentracji i pełnej dyskrecji. Zarówno w kwestiach biznesowych, jak i prywatnych. Często nie ma mnie w nowojorskim biurze, natomiast pani obecność będzie tam wymagana przez cały czas.

– Oczywiście – odparła, lecz w jej wyrazie twarzy nie było ani ekscytacji, ani rozczarowania.

– Nie sprawia pani wrażenia zainteresowanej, panno Guilham – odparł zniecierpliwiony brakiem jej reakcji.

– Musi mi pan zadać pytanie – powiedziała spokojnie, bez tonu pretensji. – Czy wyrazić się jaśniej?

Zachęcona gestem jego ręki, rzekła:

– Panie Arcuri, wzięłam udział już w trzech przedwstępnych rozmowach na to stanowisko, z brytyjskim działem kadr pana firmy, z amerykańskim oraz z pana poprzednim asystentem. Nie mam złudzeń, co do mojego skromnego doświadczenia w porównaniu z innymi aplikantami i szczerze doceniam pana chęć wciśnięcia mnie do zespołu. – W tym momencie nagle przerwała i zwróciła się do kierowcy. – Teraz w lewo, następnie druga w prawo. – Kierując wzrok znów na Antonia, kontynuowała: – Domyślam się, że na tym etapie o pana wyborze zadecyduje osobowość kandydata. Szuka pan kogoś, kto będzie żył sprawami Arcuri Enterprises? Mogę tak żyć. Kogoś, kto dopilnuje pana międzynarodowego kalendarza? Zrobię to z zamkniętymi oczami. Kogoś, kto zadba o wszystko, co niepotrzebnie zajmowałoby pana bezcenny czas? Jestem tą osobą. Chcę dla pana pracować, bo jest pan najlepszy. To proste.

Limuzyna zajechała pod samo wejście do wielkiego budynku londyńskiego Asquith Clubu, podczas gdy Antonio wciąż dochodził do siebie po imponującym i nieco zaskakującym przemówieniu Emmy.

– Mam jedno pytanie, panno Guilham.

– Tak?

– Gdyby utknęła pani na bezludnej wyspie i mogła zabrać ze sobą tylko jedną rzecz, co by to było?

Przez lata zadawania tego pytania wielu osobom, przywykł do różnych odpowiedzi. Muzyka Mozarta, komplet dzieł Shakespeare’a, pianino.

– Telefon satelitarny.

Antonio tylko jeden raz wcześniej usłyszał taką odpowiedź. Wtedy, kiedy sam jej udzielił.

– Panie Arcuri, dziękuję za możliwość rozmowy z panem. Będę czekała na wiadomość z działu HR. Życzę miłego lunchu, a ja wracam do biura. – Wysiadła z samochodu, zostawiając swojego rozmówcę oszołomionego. Biorąc pod uwagę podziw, z jakim kierowca przyglądał się odchodzącej Emmie, nie był w tym osamotniony.

Po chwili Antonio również wyszedł i udał się w stronę prywatnego pokoju w Asquith, gdzie czekali już na niego Dymitr Kyriakou i Danyl Nejem Al Arain. Z trudem usiłował odgonić myśli o kołyszących się biodrach panny Guilham kierujących się na stację metra Piccadilly Circus i naprowadzić je na Krąg Zwycięzców. Jego trzej właściciele poznali się jeszcze podczas studiów, a ich przyjaźń przetrwała wiele ciężkich prób. Kiedy Antonio potrzebował pieniędzy na rozpoczęcie własnego biznesu, Dymitr, Danyl i dziadek ze strony matki byli jego pierwszymi inwestorami. Oddał im oczywiście dług, łącznie z procentami, na długo przed umówionym terminem, ale nigdy nie zapomniał przyjaciołom tej przysługi. Wiedział, że bez nich nie znajdowałby się dzisiaj w tym miejscu. Oni to samo mogli powiedzieć o Antoniu. Cała trójka regularnie pojawiała się w prasie jako geniusze biznesu, a teraz, po niespełna roku, znów znaleźli się pod jednym dachem.

W drzwiach do prywatnej jadalni, Antonio minął pospiesznie opuszczającą pokój drobną blondynkę.

– Coś przegapiłem? – spytał, patrząc na przyjaciół.

Grecka uroda Dymitra zawróciła w głowie już niejednej kobiecie, podobnie jak Danyla, szejka i następcę tronu Terhrenu. Ich kwartalne narady, jedyny stały element napiętych grafików, zostały na jakiś czas wstrzymane przez Amerykański Departament Sprawiedliwości. Teraz jednak, gdy dowiedziono niewinności Dymitra, znów mogli się spotkać.

– Przegapiłeś propozycję – odparł Dymitr.

– Tak w biały dzień? Panowie, to mogłoby narazić moją reputację na szwank.

– Zawodową propozycję – sprostował Danyl.

– Ona – Dymitr wskazał głową na drzwi, przez które właśnie wyszła blondynka, – chce się dla nas ścigać w Pucharze Hanleya.

– Mamy już dżokeja – wtrącił Danyl – ale ona twierdzi, że może wygrać wszystkie trzy wyścigi.

Antonio był wyraźnie zaintrygowany.

– Nie zdarzyło się tak od czasu…

– Od czasu, kiedy jej ojciec trenował konia i jeźdźca dwadzieścia lat temu – dodał Dymitr.

– To była Mason McAulty? – Antonio szybko połączył fakty.

Takie zwycięstwo to również ogromna pula nagród i zainteresowanie światowej prasy. Wieści o ich konsorcjum pojawiały się często w wiadomościach i nikt nie mógł odmówić im sukcesu. Był to idealny biznes dla trzech kochających hazard, konie i adrenalinę mężczyzn. Antonio był kiedyś nawet poważnym pretendentem do gry w polo na arenie międzynarodowej. Poczynania niejakiego Michaela Steela prawie całkowicie zniszczyły jednak jego rodzinę i plany musiały ulec zmianie. Starając się stłumić wzbierający gniew na myśl o tym człowieku, Antonio wrócił do propozycji.

 

– Dałaby radę to zrobić? – spytał.

Dymitr wzruszył ramionami.

– Myślę, że tak – odparł po chwili namysłu Danyl.

– Wchodzę w to! – oświadczył stanowczo Antonio z typową dla siebie włoską manierą.

Jeśli Mason McAulty by się udało, zwycięstwo byłoby niesamowite. A jeśli nie… No cóż, czy jest coś takiego jak zła prasa? Ważne, żeby było o nich głośno. Do diabła, przecież tym żyli!

– Czemu nie. – Dymitr również podjął rękawicę.

Danyl przytaknął niechętnie, rzucając wściekłe spojrzenie w stronę drzwi, przez które wyszła McAulty. Miał nadzieję, że wie, że igra z ogniem.

– Whisky? – zaproponował Dymitr.

– Oczywiście! – odparł Antonio, siadając wygodnie w fotelu. – Dobrze mieć was znowu przy sobie.

– Powiedz tak jeszcze raz, a uznam, że jesteś mięczakiem – zripostował Dymitr.

– Gdybym chciał słuchać ploteczek zostałbym w domu i odwiedził harem – dodał Danyl.

– Nie masz haremu. Gdybyś miał, nigdy byśmy cię nie widzieli – zadrwił z niego Antonio.

Zamiast rozkoszować się towarzystwem przyjaciół, Antonio znów wrócił myślami do kobiety, którą postanowił zatrudnić na stanowisko swojej osobistej asystentki, Emmy Guilham…

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Osiemnaście miesięcy później…

Emma zwinnym ruchem wsunęła w upięty na karku kok niesfornie opadające na twarz kosmyki ciemnych włosów. Nawet gdyby kilka razy nie dostrzegła niezadowolenia na twarzy Antonia, gdy włosy wyśliznęły się ze starannie ułożonej fryzury, to i tak instynktownie czuła, czego oczekuje od niej bezwzględny szef – dyskrecji, szybkości i skuteczności.

Kiedy patrzyła na siebie w łazience nowojorskiego biura Arcuri Enterprises, srebrne insygnia z literami A i E umieszczone w rogu każdego z wielkich luster przyciągały jej uwagę i wywoływały dreszcz satysfakcji. Przebyła długą drogę z malutkiego domku swojej mamy w Hampstead Heath. Wróciła myślami do nietuzinkowej rozmowy kwalifikacyjnej, jaką odbyła w limuzynie Antonia, przedzierając się przez ogarnięty świątecznym szałem Londyn. W swoim mniemaniu była wtedy bezczelna. Sądziła, że nie ma szans na tę pracę. Nie mając więc nic do stracenia, postawiła na szczerość.

Każde słowo, które wówczas wypowiedziała, starała się przez ostatnie osiemnaście miesięcy wcielać w życie. Tak ciężko walczyła o to, by być tu, w Nowym Jorku, by stać się osobistą asystentką Arcuriego. Nie mogła pozwolić, by jego nietypowe, nieplanowane i coraz bardziej nieuchronne przybycie wybiło ją rytmu. Od chwili, gdy o pierwszej w nocy dźwięk wiadomości na telefonie poinformował ją, że Antonio wraca z Włoch i pojawi się w biurze za niecałe sześć godzin, czuła coś w rodzaju paniki. Starała się uspokoić. Wstała z łóżka, przejrzała jego spotkania i kalendarz, ale nie znalazła tam niczego, co uzasadniałoby tak niespodziewany powrót. Nie wiedziała zatem, czego się spodziewać po swoim ponurym szefie.

Zawsze z ulgą przyjmowała jego wyjazdy, czy to na spotkania konsorcjum Kręgu Zwycięzców, czy do swoich biur w Londynie, Hong Kongu bądź we Włoszech. Rozkoszowała się tym, że ma z nim kontakt jedynie poprzez pocztę elektroniczną bądź podczas krótkich wideo konferencji. W rzeczywistości Antonio był zbyt… przytłaczający. I nie chodziło tu wyłącznie o jego klasyczną urodę. Oczy w kolorze gorzkiej czekolady, wyraźnie podkreślone kości policzkowe i mocno zarysowana szczęka byłyby wystarczającymi atutami dla każdego mężczyzny. Jego równa włoska opalenizna kontrastująca z ustami o głębokiej barwie czerwonego wina sprawiały, że wyglądał niesłychanie zmysłowo. Każdy centymetr jego ciała był idealnie wyrzeźbiony, mocny i drapieżny. Ale wiedziała, że wszystkie te atrybuty nie mają znaczenia. To właśnie jego witalność i rezonujący od niego autorytet naprawdę ją pociągały. Nauczyła się jednak temperować to uczucie, by nie kolidowało z jej obowiązkami. Była tutaj, by pracować, a nie pożądać swojego atrakcyjnego szefa. Nie chciała wpaść w pułapkę, w którą dało się już złapać tyle kobiet. Poza tym miała swoje cele, miejsca, które planowała zobaczyć, rzeczy, które bardzo chciała zrobić, a w żadnym z tych punktów Antonio Arcuri nie był uwzględniony.

Drzwi łazienki nagle otworzyły się i do środka wtargnęła chmara kobiet uzbrojonych w torby z przyborami do makijażu. Emma przez chwilę obserwowała, jak, używając kobiecych narzędzi do uwodzenia, nakładają na siebie milion różnych produktów. Ona też tak kiedyś robiła – miała wtedy siedemnaście lat i próbowała makijażem zamaskować spustoszenie po chemioterapii. Nie chciała jednak teraz o tym myśleć. Poza tym dla Antonia nie miało znaczenia, jak wygląda. Liczyły się tylko jej kompetencje. Uśmiechnęła się z politowaniem do żeńskiego personelu firmy. Jakiż Arcuri miał ogromny wpływ na kobiety! Ale nie na nią. Mogła doceniać jego niezwykłą atrakcyjność, ale nie da się mu rozproszyć. Nie pozwoli na to żadnemu mężczyźnie.

Kiedy usiadła przed swoim komputerem, na ostatnim piętrze biurowca, w otwartym gabinecie, z którego wchodziło się do pokoju Antonia, wypełnił ją spokój. Panowała nad sobą i nad sytuacją. Była w tym dobra i szczerze uwielbiała to uczucie. Lubiła też swoje miejsce pracy, proste chromowane linie tworzące biuro na dwudziestej czwartej kondygnacji drapacza chmur w samym sercu Manhattanu. Przeszklone ściany zapewniały niesamowity widok na Central Park, dzięki czemu słynna panorama stała się jej codziennym tłem. Wystrój budynku nie dawał złudzeń co do bogactwa właściciela. I chociaż Emma korzystała z tych dobrodziejstw jedynie za dnia, wracając wieczorami do malutkiego mieszkanka na Brooklynie, przyjazd do Nowego Jorku był pierwszym punktem na jej Życiowej Liście Celów, który mogła uznać za zaliczony. Po pięciu latach remisji, gdy wreszcie usłyszała, że ta straszliwa choroba, która tak wiele jej zabrała, wreszcie jest za nią. To prawda, że była asystentką Antonia dłużej, niż początkowo planowała, i z tego powodu nie udało jej się odhaczyć innych rzeczy na liście, ale odkąd tu przyjechała, postanowiła nie przejmować się takimi sprawami. Zawsze będzie mogła do nich wrócić w przyszłości. Teraz po prostu była szczęśliwa.

– Wiesz po co przyjechał? – Emma uniosła wzrok znad biurka i zobaczyła Jamesa, menedżera niższego szczebla, niemal drżącego ze strachu. Zza szkieł okularów widać było jego przerażony wzrok, taki sam, jaki pojawił się na twarzach reszty pracowników przechodzących nerwowo korytarzem.

Wieść o zbliżającym się przybyciu Antonia roznosiła się z prędkością światła. Efektem tego była obecność w pracy całego personelu, co o tej nieludzko wczesnej porze było rzadkością. Wszyscy wiedzieli bowiem, że Arcuri nie pyta, on oczekuje. Nie wymaga nawet niczego, nie musi.

– Jest już? – dopytywał James, nie mogąc się doczekać odpowiedzi na poprzednie pytanie.

– Pan Arcuri musi załatwić kilka spraw, nic więcej – odparła uspokajająco, nie wiedząc sama, czy jest to prawdą, czy nie.

– Rozumiem, ale… biorąc pod uwagę obecną sytuację…

– Arcuri Enterprises jest wystarczająco silne, by przetrwać każdą burzę – wtrącił surowy głos z silnym włoskim akcentem.

Emma nienawidziła, kiedy Antonio wkradał się tak bezszelestnie, niczym pantera. Żal jej było również biednego Jamesa, który najpierw zbladł, a po chwili zrobił się czerwony ze wstydu i uciekł.

– Dlaczego wszyscy wyglądają tak, jakby mieli zostać za chwilę zwolnieni? –spytał Antonio rozzłoszczony.

Emma z trudem powstrzymała się od westchnięcia. Znów był w takim nastroju.

– To niepodobne do pana, by przerywać podróż do Włoch.

– Zorganizuj natychmiast telekonferencję z Danylem i Dymitrem. I poszukaj informacji o Benjaminie Bartletcie. Znajdź wszystko na temat jego samego i jego firmy – rzucił przez ramię, wchodząc do swojego gabinetu.

– Już zlecam zadanie zespołowi.

– Nie. – Antonio zatrzymał się w półkroku. – Nikt nie może o tym wiedzieć. Chcę, żebyś zrobiła to osobiście – dodał i zniknął w swoim pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.

Emma z ciężkim sercem zamknęła folder poświęcony charytatywnej gali organizowanej przez Fundację Arcuri. Poświęciła już temu projektowi wiele czasu, a z racji nowych obowiązków, jakie zlecił jej Antonio, będzie musiała dokończyć go wieczorem, w domu. Wklepując z pamięci numery do Dymitra i Danyla, zastanawiała się, kim jest Benjamin Bartlett i dlaczego jest taki ważny.

Antonio czuł, jak adrenalina krąży w jego żyłach. Rzucił marynarkę na sofę i podszedł do okna sięgającego od podłogi, aż po sufit. Podczas lotu z rodzinnego domu w Sorrento postanowił powierzyć Emmie zlustrowanie Benjamina Bartletta. Przez ostatnie osiemnaście miesięcy był pod wrażeniem spokoju i opanowania swojej asystentki. Osiemnaście miesięcy, w czasie których tłumił pożądanie, jakie czuł do niej od chwili, gdy wsiadła w Londynie do jego limuzyny. Oczywiście to, że ubierała się jak członek jakiejś religijnej sekty i nie okazywała mu żadnego, prócz czysto zawodowego, zainteresowania, bardzo pomagało. Poprzedni asystenci nie zawsze radzili sobie z niektórymi prośbami Antonia – takimi jak spławienie byłych kochanek czy znalezienie odpowiedniego prezentu pożegnalnego. Pomimo dość konserwatywnego wyglądu, Emma wykonywała wszystkie polecenia bez komentarza czy osądzania. Była po prostu bardzo dobra w swojej pracy. Dlatego właśnie ufał jej bezgranicznie i powierzył wybadanie sprawy Bartletta. Nie mógł dopuścić do tego, by informacja, że interesuje się tym mężczyzną, wyciekła, zanim zdoła się z nim spotkać. Ale tak naprawdę nie chodziło mu o Bartletta. Owszem, mógł dodać jego słynną markę do własnego portfela inwestycyjnego, ale prawdziwym celem Antonia był kto inny. Inwestor, którego planował dokumentnie zmiażdżyć, aż nie zostanie po nim żaden ślad. Patrząc przez okno, Antonio nie widział parku ani nowojorskiego zgiełku. U swoich stóp ujrzał zwycięstwo. Wreszcie miał szansę powalić Michaela Steela na kolana. Rozprawić się z nim raz na zawsze. Od dawna krążył już wokół jego biznesów i za każdym razem, gdy udało mu się coś skubnąć, myślał o swojej rodzinie, o krzywdzie, jaką jej wyrządził swoją bezwzględnością. O bólu, który prawie wykończył matkę, i spustoszeniu, jakie powstało w psychice siostry. On sam przez tyle lat wspinał się po finansowej drabinie właśnie po to, by go zniszczyć.

Dźwięk interkomu przerwał jego myśli, a głos Emmy oznajmił, że Danyl i Dymitr są już na linii.

– Co się stało? – spytał Danyl. Można by odnieść wrażenie, że w jego głosie był gniew, ale Antonio dobrze wiedział, że to troska.

– Nic złego. Wręcz przeciwnie.

– Ale… w Nowym Jorku musi być jakaś… szósta rano – dziwił się Dymitr. – Nawet ty zwykle zaczynasz pracę trochę później.

– Jest siódma.

– Współczuję twojej asystentce – wtrącił Danyl. – Właśnie stoczyła bitwę z moją, żeby ta jednak połączyła ją ze mną zamiast od razu dzwonić do sekretarza stanu Terhrenu.

– Nie współczuj, tylko podziwiaj!

– Podziwiam! Każdy, kto jest w stanie przekonać moją asystentkę, że jest coś ważniejszego od spraw państwowych, jest godzien podziwu!

– Mam pomysł, jak pozbyć się Steela raz na zawsze! – Antonio nie musiał niczego wyjaśniać. Dymitr i Danyl doskonale wiedzieli, kim jest ten mężczyzna i dlaczego jest to dla Antonia takie ważne.

– Jak?

– Wiem z pewnego źródła, że Benjamin Bartlett szuka inwestora. Dla Steela może to być ostatnia szansa na finansowe zabezpieczenie. Ma kapitał, ale bez inwestycji nie przetrwa.

– A ty zamierzasz przejąć tę ofertę – dokończył Dymitr.

– W rzeczy samej! – Antonio uśmiechnął się. – Mogę zresztą przebić każdą propozycję Steela.

– Znam Bartletta i muszę przyznać, że jestem zaskoczony, że szuka inwestora. Zawsze był stabilny finansowo.

– Znasz go? Skąd? – spytał Antonio, szybko się zastanawiając, jak może to wykorzystać.

– Jest miłośnikiem koni, regularnym bywalcem na międzynarodowych zawodach.

Antonio zmarszczył brwi. Jako członek Kręgu Zwycięzców uczestniczył w wielu wyścigach i zazwyczaj doskonale pamiętał ludzi, których tam poznawał.

– Trzyma się z boku – kontynuował Danyl. – Raczej omija tętniące życiem trybuny, które my tak lubimy. Pojawi się zapewne w Argentynie na pierwszym etapie Pucharu Hanleya. Wiesz, dlaczego szuka inwestora?

– Nie, ale zrobię wszystko, bym został nim ja, nie Steel.

Zapadła cisza, a Antonio zastanawiał się, czy przypadkiem nie zerwało połączenia.

 

– Bądź ostrożny. Desperacja czyni człowieka niebezpiecznym. Wiem to lepiej niż ktokolwiek inny – ostrzegł Dymitr.

– Poradzę sobie – warknął Antonio do telefonu.

Pukanie do drzwi uprzedziło wejście Emmy niosącej espresso. Przerwał rozmowę na czas, kiedy asystentka była w jego gabinecie, co dało mu chwilę na przemyślenie słów Dymitra. Wiedział, że matka byłaby zasmucona jego nieustanną żądzą zemsty. Chciała, żeby ruszył do przodu, żeby zostawił krzywdę za sobą, za nimi wszystkimi. Ale on nie potrafił. Emma wyszła, a on zastanawiał się, czy ona by go zrozumiała. Czasami w jej chłodnych oczach udawało mu się dojrzeć iskrę buntu. Drzwi zamknęły się i Antonio wrócił do rozmowy.

– Jest jeszcze jeden problem – oznajmił Danyl.

– Cokolwiek to jest, dam radę!

– Nie jestem taki pewien. Bartlett jest bardzo pruderyjny i twoje ostatnie publiczne ekscesy ze szwedzką modelką niezbyt by mu się spodobały.

Wspomnienie blondynki, która przez kilka miesięcy gościła w jego łóżku, powróciło. Na początku schemat był taki jak zawsze. Krótkie, ale intensywne i zmysłowe schadzki, kiedy tylko pozwalał na to kalendarz. Ale ona zaczęła prosić o więcej, niż się umawiali. Gdy to skończył, zaczęła publicznie odgrywać rolę skrzywdzonej kochanki.

– Nie moja wina, że pobiegła z tym do prasy. Niczego jej nie obiecywałem. Powinna była przyjąć koniec naszej… interakcji… z większą finezją.

– Tak czy owak Bartlett nie byłby zachwycony. Ma rygorystyczną klauzulę moralności dla wszystkich członków zarządu, a ostatni, który ją złamał dwa lata temu, wciąż szuka pracy, z tego, co mi wiadomo.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Cóż, musisz się ustatkować, że tak powiem.

Antonio zszokowany słowami przyjaciela nie mógł wydobyć z siebie ani słowa.

– Chyba powinieneś wyjaśnić, co masz na myśli, bo kompletnie go zatkało – powiedział Dymitr, pękając ze śmiechu.

– Małżeństwo – odparł Danyl.

– To, że ty szukasz żony, wcale nie oznacza, że ja też muszę. – Antonio odzyskał głos, który w głowie jednocześnie głośno krzyczał mu „nie!”.

Wszystkie kobiety, z którymi się spotykał, znały jego zasady, nawet szwedzka modelka, choć w pewnym momencie o nich zapomniała. Krótko i intensywnie. Bez zobowiązań, za to z naciskiem na wiele przyjemności. Nie potrzebował niczego więcej. Sama myśl o małżeństwie wywołała u niego niesmak, który próbował zmyć łykiem espresso. Starał się przywołać w pamięci przykład udanego trwałego związku, ale mu się nie udało. Dymitr i Danyl również nie byli fanami tej instytucji, choć w przypadku Danyla, przyszłego władcy Terhrenu, problem stawał się coraz bardziej palący. Ich stan cywilny był bardzo często przywoływany w kontekście sukcesów, jakie odnosił Krąg Zwycięzców. Był też zapewne magnesem przyciągającym rzesze pięknych kobiet pod ich drzwi. Czy Antonio był gotów, by zamknąć te drzwi dla tej jednej, choć niezwykle ważnej dla niego, sprawy?

– Co takiego zrobił? Ten członek zarządu, o którym wspomniałeś.

– Nie miał nawet romansu. Bartlettowi nie spodobały się plotki krążące na jego temat.

– Może nie musisz, jak to się mówi, kupować od razu całej krowy.

– Żeby się napić mleka, nie musisz kupować krowy – sprostował Danyl.

– Panowie, mówimy o żonie, możecie nie robić odniesień do krów?

– Ale to właśnie chcę powiedzieć, może to nie musi być od razu żona.

Emma skończyła uzupełniać miesięczne raporty, uspokoiła niezliczoną armię pracowników, że nagłe pojawienie się szefa nie oznacza cięć kadrowych, i rozdała mnóstwo pocieszających uśmiechów rozczarowanym paniom, którym nie udało się zobaczyć Antonia, zanim zamknął się na większość dnia w swoim gabinecie. Wszystkie informacje, jakie udało jej się zebrać na temat Benjamina Bartletta, zapisała na prywatnym dysku przełożonego i postanowiła zjeść lunch, na który czekała już od trzech godzin. Oczywiście w momencie, kiedy usta miała pełne kanapki z awokado i bekonem, przed jej biurkiem pojawił się Arcuri z żądaniem, przez które o mało się nie zadławiła.

– Emmo, musisz mi znaleźć narzeczoną.

Zazwyczaj bardzo sprawnie radziła sobie ze wszystkimi, nawet najdziwniejszymi poleceniami szefa, ale to wprawiło ją w osłupienie.

– Ma pan jakąś konkretną osobę na myśli czy może być ktokolwiek? – spytała, gdy wreszcie udało jej się przełknąć kanapkę. Miała nadzieję, że jej głos nie zdradzał sarkazmu, a szybką reakcję Antonio potraktuje jako przejaw efektywności, którą tak wysoko w niej cenił.

Emma uwielbiała być osobistą asystentką i czerpała satysfakcję z poczucia, że jest niezastąpiona. Miała świadomość, że niektórzy lekceważą niższe stanowiska, ale ona czuła, że jest częścią czegoś wielkiego. Czegoś, czego sama nigdy by nie osiągnęła. Lubiła ulepszać, usprawniać, naprawiać. Z własnego doświadczania wiedziała, jakie to okropne i frustrujące nie być w stanie pomóc samemu siebie. Zarówno podczas zmagania się z rakiem piersi, jak i późniejszym rozpadem małżeństwa rodziców najgorsza była dla niej bezradność. Wówczas nie mogła nic zrobić, ale teraz na pewno pomoże znaleźć szefowi narzeczoną! Antonio wbił w nią wzrok w taki sposób, który pozbawiłby testosteronu męską część jego załogi, za to zwiększył ilość feromonów w żeńskiej.

– Czy to był sarkazm?

– Nie – zapewniła Emma z nadzieją, że palące rumieńce jej nie wydadzą. – Po prostu zastanawiam się, czy ma pan na uwadze kogoś konkretnego.

– Nie – odparł, marszcząc brwi.

– Zatem... – próbowała jakoś wybrnąć z tej przedziwnej sytuacji. – Czy ma pan jakieś parametry dla tych poszukiwań? Zamożność, stan cywilny, poziom atrakcyjności… – desperacko szukała kulturalnego określenia rozmiaru stanika, gdy z zaskoczeniem odkryła, że Antonio jest zakłopotany. Najwyraźniej tego nie przemyślał.

– Reputacja. Musi być nieskażona skandalami.

Emmie z trudem udało się nie parsknąć śmiechem. Brzmiało to tak, jakby zamierzał kupić jałówkę z aktualną książeczką szczepień. Czy ta biedna dziewczyna rzeczywiście będzie musiała udokumentować swoją medyczną historię?

– Potrzebuję jej najpóźniej za dwa dni.

– Panie Arcuri, nie jestem sklepem internetowym. Nie mam na stanie narzeczonej, którą natychmiast wyślę panu kurierem – wyszeptała szorstko, bojąc się, że zostanie podsłuchana i oskarżona o jakieś lubieżne zaopatrzenie dla szefa. – Może gdyby wyjaśnił pan... kontekst, byłoby mi łatwiej... zrozumieć i... pomóc. – Wiedziała, że się jąka, ale biorąc pod uwagę jego nastrój, musiała rozważnie dobierać słowa.

– Mam zamiar spotkać się z Benjaminem Bartlettem i przekonać go, że to ja powinienem zostać jedynym inwestorem jego biznesu. Jako człowiek niezwykle moralny, Bartlett może nie chcieć wejść we współpracę z Arcuri Enterprises ze względu na... – Urwał unosząc ręce w typowo włoskim geście.

– Ze względu na pana doświadczenia z Ingą, szwedzką...

– Wiem, kim była, panno Guilham – wtrącił.

– Zatem potrzebuje pan listka figowego.

– Listka? – spytał, patrząc na swe spodnie, co rozbawiło Emmę.

– Potrzebuje pan narzeczonej, która niczym listek figowy zakryje to, co w pana historii niezręczne, i tym samym sprawi, że Bartlett bardziej przychylnym okiem spojrzy na pana propozycję – powiedziała, unosząc w uśmiechu kąciki ust.

– Mniej więcej tak.

– Domyślam się, że ma to zostać między nami, podobnie jak raport na temat Bartletta?

Przytaknął i dodał:

– Jest jeszcze jedna strona zainteresowana inwestycją Bartletta. Moje zaangażowanie w tę sprawę nie może dotrzeć do tej osoby. Ani do nikogo innego – ostrzegł ją w tak mrocznym tonie, jakiego jeszcze nigdy u swojego szefa nie widziała. Zrozumiała tym samym, że nie powinna tego lekceważyć.

– Rozumiem. Muszę zatem odwołać pana jutrzejsze spotkania.

Właśnie dlatego Emma jest taka dobra, pomyślał Antonio. Pomimo sarkazmu, kiedy podejmowała się jakiegoś zadania, była szybka, bezpośrednia i pewna tego, co robi. Był zatem przekonany, że zmiana jutrzejszego harmonogramu jest w pełni uzasadniona.

– Wyślę pana niebieski smoking do pralni, żeby był gotowy na galę.

– Jaką galę?

– Coroczną charytatywną galę Fundacji Arcuri. Zazwyczaj jest pan wtedy we Włoszech.

– Organizujemy galę charytatywną? – Po raz pierwszy od osiemnastu miesięcy Antonio był zaskoczony, widząc w oczach Emmy Guilham coś w rodzaju gniewu.