ŻydziTekst

Z serii: Historia
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Wstęp

Polacy mają niezdrowy stosunek do Żydów. Dzielą się na dwie grupy: filosemitów i antysemitów. Grupy te zaciekle się zwalczają, nie dostrzegając, że ich postawy są dwiema stronami tego samego medalu. Obie opierają się bowiem na kryterium etnicznym.

Antysemici uważają, że każdy Żyd tylko dlatego, że urodził się Żydem, jest diabłem wcielonym. Filosemici są z kolei przekonani, że każdy Żyd tylko dlatego, że urodził się Żydem, jest aniołem.

Antysemici są przekonani, że każdy, kto pochwali Żyda, jest zdrajcą, który siedzi w kieszeni „międzynarodowego żydostwa”. A filosemici na opak – że każdy, kto ośmieli się skrytykować Żyda, jest żydożercą. I tak w kółko.

Książka, którą trzymają państwo w rękach, jest nietypowa, napisana została bowiem przez Polaka nie należącego do żadnych z tych grup. Nie jestem ani antysemitą, ani filosemitą.

Uważam Żydów – postawa w Polsce rzadka – po prostu za ludzi. Ani lepszych, ani gorszych od przedstawicieli innych nacji: Polaków, Niemców, Rosjan, Ukraińców czy Francuzów. Nie wierzę, że są narody dobre lub złe (już słyszę skowyt oburzenia naszych „patriotów”). Źli lub dobrzy mogą być tylko poszczególni ludzie. Żydzi nie są tu żadnym wyjątkiem.

Jeżeli do Żydów pasowałoby jakieś uogólnienie, to zupełnie inne. Otóż jedno można o nich powiedzieć na pewno – że są niezwykle interesujący.

Żydami, Izraelem oraz stosunkami polsko-żydowskimi interesuję się od początku pracy w mediach. Przez ostatnie kilkanaście lat napisałem na ich temat kilkaset artykułów. Myślę, że część jest warta ocalenia przed zapomnieniem.

Z tego przekonania zrodził się pomysł przygotowania tej książki. Książki, która zapewne nie spodoba się ani antysemitom, ani filosemitom. Uważam bowiem, że o ile antysemityzm jest ideologią absurdalną, równie absurdalne jest przekonanie, iż Żydzi są ludźmi znajdującymi się poza wszelką krytyką tylko dlatego, że padli ofiarą Holokaustu.

Dlatego niektórych Żydów przedstawiam w dobrym świetle (zbrodnia w oczach antysemitów!), a innych w złym (zbrodnia w oczach filosemitów!). Oceniam bowiem tych ludzi nie podług ich pochodzenia, ale czynów.

Czytelnika ostrzegam, że wiele z podejmowanych w tej książce tematów jest niezwykle drażliwych, a niekiedy wręcz drastycznych. A część postawionych w niej tez jest obrazoburcza i dla wielu osób może być szokująca. Pisałem bowiem o sprawach niewygodnych zarówno dla Żydów, jak i dla Polaków.

Dziękuję Pawłowi Lisickiemu, redaktorowi naczelnemu „Do Rzeczy”, i Bogusławowi Chrabocie, redaktorowi naczelnemu „Rzeczpospolitej”, za zgodę na przedruk tekstów, które znalazły się w tej książce. Żydzi to pierwszy tom cyklu książek zawierających moje artykuły.

Piotr Zychowicz

Część I

ROZMOWY Z ŻYDAMI

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

1

Naród żydowski został wymyślony

Rozmowa z profesorem SZLOMO SANDEM, historykiem z Uniwersytetu w Tel Awiwie, autorem książki Wymyślenie narodu żydowskiego

Kto wymyślił naród żydowski?

Żydowscy historycy żyjący w Niemczech w drugiej połowie XIX wieku. To był okres kształtowania się nowoczesnych nacjonalizmów w Europie. Mieszkańcy Starego Kontynentu zaczęli wtedy myśleć kategoriami wspólnot etnicznych. Rodziły się narody: niemiecki, polski, francuski. Żydowscy historycy w Niemczech byli ludźmi swoich czasów i działali pod wpływem dominujących w tych czasach prądów. Wzorowali się na nacjonalistach państw europejskich, głównie Niemcach, i w taki sposób powstał syjonizm, a wraz z nim naród żydowski.

Jak to „powstał”?

Powstał, bo wcześniej nie istniał.

Przecież Żydzi mieszkali w Europie od dwóch tysięcy lat. Odkąd zostali wygnani przez Rzymian z Palestyny.

Nic takiego się nie stało. To mit. Rzymianie wcale nie wypędzili Żydów z Palestyny, a Żydzi wcale nie przybyli do Europy. System kar, jaki Rzymianie stosowali wobec ujarzmionych nacji, nie przewidywał masowych wysiedleń. Wyrzucenie całego narodu z jego ziemi to bardzo skomplikowana operacja, której wykonanie stało się możliwe dopiero w XX wieku wraz z rozwojem niezbędnej infrastruktury, na przykład linii kolejowych. Nawet Trzecia Rzesza miała spore problemy z takimi operacjami, a co dopiero imperium rzymskie. Rzymianie byli oczywiście brutalni. Mogli zabić wielu ludzi, spalić miasto, ale nie wypędzali całych narodów.

Ale przecież to fakt powszechnie znany…

Oczywiście, że powszechnie znany. O wypędzeniu napisano w deklaracji niepodległości Izraela z 1948 roku, a nawet na naszych banknotach. Do tego bowiem sprowadza się mit założycielski Państwa Izrael: wyrzucili nas z naszej ziemi dwa tysiące lat temu, ale teraz wróciliśmy, aby ją odebrać. Nawet ja – zawodowy historyk od kilkudziesięciu lat – bezkrytycznie w to wierzyłem. Dopóki dziesięć lat temu nie postanowiłem zbadać tego problemu…

Co pan odkrył?

Zacząłem od literatury przedmiotu. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że nie ma ani jednej książki naukowej na temat wypędzenia Żydów z Palestyny. Wyobraża pan to sobie? Jedno z najważniejszych wydarzeń w historii narodu, a nikt nie napisał na ten temat opracowania historycznego?

To jeszcze nie dowód, że to nieprawda.

Bądźmy poważni. Mamy do czynienia z wielką mistyfikacją. Mit o wypędzeniu Żydów to wytwór chrześcijańskiej propagandy z IV wieku. Miała to być kara za zabicie Syna Bożego. Właśnie do tego mitu nawiązali syjoniści w XIX wieku. Aby zbudować naród, trzeba było spreparować jego pamięć. Francuscy nacjonaliści odwoływali się do starożytnych Galów, włoscy do Juliusza Cezara, a niemieccy do Teutonów. Żydzi wzięli z nich przykład. Ogłosili, że Rzymianie wypędzili ich przodków z Palestyny, ci rozeszli się po całej ziemi, ale teraz muszą się znowu połączyć w jeden naród.

Ale to jest prawda – w Europie, Afryce i w Azji istniały i wciąż istnieją skupiska Żydów.

Tak, ale tworzący je ludzie nie są wcale potomkami Żydów wypędzonych z Palestyny. Mało tego, w sensie etnicznym wcale nie są Żydami. To przedstawiciele rozmaitych innych ludów i narodów, których przodkowie przed wiekami nawrócili się na religię judaistyczną. Żydzi znaleźli się na całym świecie nie dzięki jakiejś mitycznej wędrówce ludów, tylko dzięki masowemu nawracaniu! Bycie Żydem w Europie czy Afryce nie miało nic wspólnego z narodowością. Żydami byli po prostu wyznawcy judaizmu.

Judaizm jest jednak ściśle powiązany z tożsamością etniczną.

Teraz tak. Ale wystarczy przestudiować starożytne źródła arabskie, wczesnochrześcijańskie, pogańskie czy żydowskie (z Talmudem na czele), aby się przekonać, że religia judaistyczna długo była religią nawracającą. Od II wieku przed narodzeniem Chrystusa aż do IV wieku naszej ery judaizm był najważniejszą monoteistyczną religią na świecie, której celem było pozyskanie jak największej liczby nowych wyznawców. Przekonanie pogan, że powinni wierzyć w jednego Boga, co robiono zresztą bardzo skutecznie. I stąd na świecie wzięło się tylu Żydów.

Większość Żydów w Polsce wyglądała jednak zupełnie inaczej niż Polacy. Nie mogli to być nawróceni na judaizm Słowianie.

Na judaizm nie nawracali się tylko poszczególni ludzie, ale – tak samo jak w przypadku chrześcijaństwa – całe królestwa. Na przykład w Jemenie czy Afryce Północnej. Podobnie stało się z leżącym pomiędzy Morzem Kaspijskim a Morzem Czarnym państwem Chazarów. W XII wieku ten nawrócony na judaizm turecki lud zaczął być spychany na zachód przez Tatarów i Mongołów Dżyngis-chana. Zatrzymali się we wschodniej Polsce. Odpowiedź na pańską wątpliwość jest więc prosta: 75 procent polskich Żydów wygląda inaczej niż Polacy, gdyż jest pochodzenia chazarskiego.

W Polsce panuje przekonanie, że Żydzi przyszli do nas z Zachodu, a nie ze Wschodu.

Ta teoria pojawiła się dopiero w latach sześćdziesiątych XX wieku. Wcześniej wszyscy wielcy historycy – począwszy od Ernesta Renana, aż po Marca Blocha – uważali, że Żydzi przybyli do Polski z Chazarii. Zdanie to podzielali zresztą badacze syjonistyczni, choćby jeden z najważniejszych żydowskich historyków międzywojnia Icchak Shipper z Warszawy. Oni mylili się tylko w jednym: twierdzili, że Żydzi najpierw przyjechali do Chazarii z Palestyny, a dopiero potem do Polski.

W Polsce uważa się, że Żydzi osiedlali się u nas, uciekając przed prześladowaniami na Zachodzie. Polska miała być ostoją religijnej tolerancji.

Miło o tym mówić, a jeszcze milej słuchać. Obawiam się jednak, że muszę sprowadzić Polaków na ziemię. Z demograficznego punktu widzenia nie sposób wytłumaczyć istnienia tak wielkiej populacji Żydów w Polsce jako rezultatu emigracji z Niemiec czy z Hiszpanii. Tamtejsze społeczności były na to zbyt małe. Swoją drogą, czy pan wie, jak niemieccy Żydzi nie znosili polskich Żydów? Nazywali ich pogardliwie Ostjuden. Uważali ich za półdzikich, brudnych Azjatów i nie chcieli mieć z nimi nic wspólnego. Takim terminem określali na przykład moich pochodzących z Łodzi rodziców.

Powiedział pan, że potomkami Chazarów było 75 procent polskich Żydów. A reszta?

Moja mama miała osiem sióstr. Pięć miało kruczoczarne włosy i semickie rysy – tak jak ja – ale trzy były blondynkami i miały niebieskie oczy. Do dziś wielu Żydów pochodzących z Polski ma europejski wygląd. Dlaczego? Otóż kaganat chazarski podbił ziemie zamieszkane przez Słowian. Mniej więcej w okolicach Kijowa. 25 procent polskich Żydów to potomkowie tych Słowian, którzy przyjęli judaizm od swoich chazarskich władców.

 

A może to po prostu efekt mieszanych związków?

Oczywiście, to też się zdarzało, ale nie na jakąś wielką skalę. Tak czy inaczej, w efekcie podczas okupacji Niemcy mieli poważne kłopoty z odróżnieniem Polaków od Żydów. Ojciec opowiadał mi, że podczas pierwszych miesięcy okupacji, które przeżył w Łodzi, Niemcy bezskutecznie próbowali identyfikować Żydów na oko. W efekcie wielu Żydów, którzy mieli idealnie aryjskie rysy, chodziło sobie swobodnie po ulicach. Niemcy – choć bardzo tego chcieli – nie mogli więc w Polsce dokonać Holokaustu na podstawie swoich teorii rasowych, pomiarów i tym podobnych. Zagłada Żydów w Polsce została dokonana na podstawie dokumentów: spisów ludności, dowodów osobistych, świadectw urodzenia.

Skoro nie było takiego wydarzenia jak wypędzenie Żydów z Palestyny, to gdzie się ci Żydzi podziali?

Nigdzie. Nadal mieszkają na swojej ziemi w Palestynie. Potomkowie starożytnych Żydów to dzisiejsi Palestyńczycy. Ludzie ci zostali bowiem zarabizowani po tym, gdy w VII wieku Palestyna została podbita przez Arabów. Nie ma się im zresztą co dziwić. Arabowie ogłosili, że każdy, kto uzna Mahometa za proroka, zostanie zwolniony od podatków. Myślę, że gdyby ktoś coś takiego zaproponował dzisiejszym Izraelczykom, zapewne duża część z nich też by się nawróciła na wiarę Allaha. (śmiech)

Ale Palestyńczycy wyglądają przecież jak Arabowie. Nie różnią się od Egipcjan czy Irakijczyków.

Trudno, żeby po tylu stuleciach taki mały naród zachował etniczną czystość. Palestyńczycy często pytają mnie: Czyli to my jesteśmy prawdziwymi Żydami? Nie, odpowiadam, jesteście tylko ich potomkami. Żyjecie bowiem w miejscu świata, przez które przechodziło wielu zdobywców, i wszyscy zostawiali tu swoją spermę. Podbój arabski był również podbojem biologicznym. Nie zmienia to jednak faktu, że członek Hamasu z Hebronu jest bliżej spokrewniony ze starożytnymi Żydami niż izraelski żołnierz, do którego strzela.

Palestyńczycy nie są chyba zachwyceni, gdy mówi im pan, że w ich żyłach płynie żydowska krew?

Rzeczywiście, nie lubią o tym słuchać. (śmiech) To chyba najlepszy dowód na to, że nie jestem agentem Hamasu i nie napisałem swojej książki na zlecenie Arabów.

Wróćmy do kwestii żydowskiej tożsamości. Stosunek do Palestyny zawsze miał chyba także wymiar religijny.

Tak, i co ciekawe, w religijnej tradycji żydowskiej wypędzenie miało wymiar metafizyczny, a nie realny. Przeciwieństwem „wypędzenia” zawsze było „odkupienie”. Dopiero rewolucja syjonistyczna przeformowała odwieczną judaistyczną formułę „wypędzenie”–„odkupienie” na „wypędzenie”–„powrót do ojczyzny”. Żydzi przez wieki uważali, że powrócą do Ziemi Obiecanej, dopiero gdy przyjdzie Mesjasz i rozpocznie się Sąd Ostateczny. Powrócą jednak w sensie duchowym, po śmierci.

Czy dlatego wielu religijnych Żydów do dziś nie popiera syjonizmu i Państwa Izrael?

Nie popiera? Oni uważają, że jego istnienie jest obrazą Boga i bluźnierstwem. Proszę zwrócić uwagę, że przez całe wieki Żydzi wcale nie pchali się do Ziemi Obiecanej, to się zaczęło dopiero w XX stuleciu. Żydzi w Babilonie żyli przecież w odległości czterech dni jazdy wielbłądem od Palestyny! I wcale nie chcieli się tam przeprowadzić.

Czyli wszystko zaczęło się od syjonizmu?

Tak, ale nawet gdy ta ideologia już istniała, większość Żydów wcale nie paliła się do wyjazdu na Bliski Wschód. Gdy pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku w Rosji zaczęły się wielkie pogromy, wśród Żydów zawrzało. Część, jak Róża Luksemburg, stała się rewolucjonistami, część poparła socjaldemokrację, ale większość głosowała nogami. Zaczęła się masowa migracja do… Ameryki. W latach dwudziestych USA uznały jednak, że mają wystarczająco dużo Żydów, i zamknęły przed nimi drzwi. Wtedy nie było już wyboru – ludzie zaczęli osiedlać się w Palestynie. Kolejna fala przybyła z Niemiec po dojściu Hitlera do władzy w latach trzydziestych. A potem już poszło: II wojna światowa, Holokaust i ostateczne zwycięstwo syjonizmu, jakim było powstanie Izraela. Swoją drogą oglądał pan kiedyś słynne żydowskie filmy kręcone w Nowym Jorku w latach dwudziestych? Jak pan myśli, jaki kraj przedstawiano w nich jako ukochaną ojczyznę, o jakim kraju mówiono z nostalgią i miłością?

Domyślam się, że nie o Palestynie.

O Polsce! To była dla Żydów prawdziwa ojczyzna. Mój ojciec, umierając w Izraelu, mówił właśnie o Polsce! O kraju, do którego tęsknił i który uważał za swoją prawdziwą ojczyznę. Tak mówił o Polsce stary Żyd umierający w państwie żydowskim, w Ziemi Obiecanej. Ciekawe, co?

Pański ojciec przetrwał Zagładę w Polsce?

Nie, w grudniu 1939 roku uciekł z niemieckiej strefy okupacyjnej do sowieckiej. Wziął mamę i siostrę (ja urodziłem się już po wojnie w obozie przejściowym w Austrii) i przedostał się na teren opanowany przez Armię Czerwoną. Co ciekawe, ojciec przed wojną był działaczem komunistycznym, ale Sowietom się do tego nie przyznał. Bał się, że NKWD go zamorduje, tak jak zamordowało wielu innych działaczy KPP w latach trzydziestych. Moja rodzina uratowała się więc dlatego, że byliśmy Żydami, a nie komunistami. Wywieźli ich do Uzbekistanu i tam przeżyli wojnę.

Mam wrażenie, że czasami prowokuje pan swoich rodaków. Powiedział pan kiedyś, że powstanie Izraela było aktem gwałtu.

Zostałem wtedy zaproszony przez uniwersytet na terytoriach okupowanych. Po wykładzie Palestyńczycy zapytali mnie, dlaczego – choć jestem zwolennikiem takiej teorii historycznej – wciąż usprawiedliwiam istnienie Państwa Izrael. Odpowiedziałem, że nawet dziecko zrodzone w wyniku gwałtu ma prawo do życia. Potem opisały to palestyńskie gazety i zrobiło się sporo szumu. Ja to jednak podtrzymuję. Uważam, że Izrael ma prawo do egzystencji na Bliskim Wschodzie. Ale nie z powodu bajek o powrocie do ziemi przodków, lecz dlatego, że próba zniszczenia go doprowadziłaby do niewyobrażalnej tragedii.

Ale obecny kształt tego państwa panu nie odpowiada?

Nie. Mój sprzeciw wzbudza to, że Izrael oficjalnie nazywa się państwem żydowskim, a na naszej fladze jest gwiazda Dawida. Sprawia to, że ćwierć populacji kraju [tak zwani izraelscy Arabowie, nie mylić z Palestyńczykami mieszkającymi na terytoriach okupowanych – przyp. P.Z.] traktowane jest jak obywatele drugiej kategorii. Izrael powinien porzucić swój żydowski charakter i stać się świeckim państwem Żydów i Arabów.

Czy to nie utopia? Wielu Izraelczyków uważa, że w sytuacji, gdy kraj znajduje się w morzu wrogich Arabów, oznaczałoby to samobójstwo.

Jest dokładnie na odwrót! Izrael czeka katastrofa, jeżeli się nie zmieni. Prędzej czy później dojdzie tu do masowej rewolty. Nie wybuchnie ona w Autonomii Palestyńskiej, ale na północy Izraela, w Galilei, której większość mieszkańców stanowią Arabowie. Galilea będzie izraelskim Kosowem. Kosowo zaczęło separować się od Serbii, gdy kraj ten stał się państwem plemiennym, nacjonalistycznym. Choć zamieszkane przez Albańczyków, nie chciało przyłączyć się do biednej, zapóźnionej Albanii i zdecydowało się na samodzielność. To samo stanie się z Galileą. Izraelscy Arabowie nie będą chcieli wejść w skład zacofanej Autonomii Palestyńskiej, ale długo już w państwie żydowskim nie wytrzymają.

Żydzi i Arabowie mieliby stworzyć razem jedno państwo? Przecież nienawiść jest tak wielka…

I kto to mówi? Polak?! A czy między wami a Niemcami nie było wielkiej nienawiści? I ten wasz konflikt nie trwał sześćdziesiąt lat, lecz tysiąc! A teraz jakoś jesteście świetnymi sąsiadami i znaleźliście się w jednej federacji! Chociaż Polacy doznali od Niemców tylu krzywd. Ja akurat jestem jednym z tych Żydów, którzy nie zapomnieli, że w Polsce podczas wojny nie zginęły tylko trzy miliony polskich Żydów, ale również trzy miliony Polaków. Pamięta pan film Claude’a Lanzmanna Szoah? Dziewięciogodzinny dokument, większość nagrana w Polsce, i ani słowa o tym, że Polacy też ginęli w obozach.

To jaka przyszłość czeka Izrael?

Bardzo ponura. Obawiam się, że w dalekiej perspektywie nie ma żadnej szansy, żeby przetrwał na Bliskim Wschodzie jako państwo żydowskie. Należy zerwać z tym nonsensem i porozumieć się z Arabami. Przyjąć wreszcie do wiadomości rzecz oczywistą: że jesteśmy wielokulturowym, wieloetnicznym społeczeństwem, a nie żadnym plemiennym monolitem, który może się separować od Arabów. Proszę się przespacerować ulicami Tel Awiwu. Jaki pluralizm! Ileż ludzkich typów! Żydzi europejscy, Żydzi bliskowschodni, Polacy, Rosjanie, Etiopczycy! I ci wszyscy ludzie uparcie powtarzają, że w ich żyłach płynie jedna krew.

Rzeczywiście trudno uwierzyć, że etiopscy Żydzi są potomkami Żydów z Palestyny.

Trudno uwierzyć? Przecież to Murzyni! Najgorsze jest w tym to, że ci dorośli ludzie całkowicie poważnie, bez mrugnięcia okiem twierdzą, że są potomkami króla Salomona. Żydami, którzy zgubili się przed wiekami w Afryce, ale już na całe szczęście się odnaleźli i wrócili do domu. Są chwile, kiedy wydaje mi się, że świat zwariował. Jedna z największych tragedii ludzkości polega na tym, że ludzie patrzą, ale nie widzą. Żyjemy w oparach ideologii, które lansują najbardziej karkołomne teorie, a my bezrefleksyjnie je przyjmujemy i uważamy za prawdę objawioną.

Pańska teoria również wzbudza wiele kontrowersji. Jest pan nawet oskarżany o szerzenie antysemityzmu.

Polityka Państwa Izrael przyczyniła się do znacznie większego wzrostu antysemityzmu niż moja książka. Gdy ktoś mówi coś niewygodnego, najłatwiej jest go oskarżyć o antysemityzm. Ja nie dam sobie zamknąć ust i dalej będę się starał obalić niebezpieczny mit, że Izraelczycy są wspólnotą etniczną. Jak długo jeszcze można utrzymywać tę iluzję?

Gdy pańska książka ukazała się na rynku, spadły na pana gromy. Pańscy rodacy wyzywali pana od najgorszych, został pan uznany za zdrajcę. Po co panu to było?

Obiecałem sobie, że nie będę szedł na żadne kompromisy z ideologią, jak robi to wielu badaczy. Że nie będę mówić półgębkiem czy posługiwać się aluzjami. Jestem na to za stary. Mówię prawdę, bo niedługo może już być za późno. Ten sam mit, z którego narodził się Izrael, może się okazać mitem, który go zniszczy.

SZLOMO SAND (rocznik 1946) jest profesorem na Uniwersytecie Telawiwskim. Jego wydana w 2009 roku książka Wymyślenie narodu żydowskiego (w Polsce opublikowana pod tytułem Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski) wstrząsnęła Izraelem. Przez długie tygodnie nie schodziła ona z list bestsellerów, wywołując ostrą debatę. W kolejnych latach profesor Sand poszedł za ciosem i napisał Wymyślenie państwa Izrael i Jak przestałem być Żydem.

Źródło: „Rzeczpospolita”, 28 listopada 2009

2

Mówili na nich mydło…

Rozmowa z TOMEM SEGEWEM, autorem książki Siódmy milion. Izrael – piętno Zagłady

Co znaczy po hebrajsku słowo sabon?

Mydło. Tak po II wojnie światowej w Palestynie, a później w Izraelu, nazywano ocalałych z Holokaustu.

Kto ich tak nazywał? Arabowie?

Nie, inni Żydzi. Ci, którzy wojnę spędzili na Bliskim Wschodzie. Trudno dziś znaleźć słowa, którymi można by odpowiednio nazwać to, jak haniebnie byli traktowani w powojennym Izraelu ocalali z Holokaustu.

Co miał na myśli sabra – Żyd urodzony już w Palestynie – gdy mówił do byłego więźnia Auschwitz: mydło?

Chciał w ten sposób okazać mu pogardę. Swoją wyższość i wstyd, jaki odczuwał, patrząc na tego człowieka. Widział w nim cechy, które dostrzegał również w sobie, ale starał się je przezwyciężyć i ich nienawidził. Żydzi z europejskiej diaspory byli według niego Żydami słabymi. O mentalności ofiary. Dali się wymordować Niemcom, w drodze do komór gazowych byli potulni jak jagnięta prowadzone na rzeź. Dla syjonistów, którzy tworzyli w Palestynie nowego żydowskiego człowieka – odważnego Żyda wojownika – taka postawa była godna pożałowania. Była haniebna.

Chyba zatem wiedza o Holokauście nie była w Palestynie zbyt ścisła.

Rzeczywiście. Ocalali z Holokaustu musieli się codziennie tłumaczyć sabrom, dlaczego nie walczyli z Niemcami, tak jak sabrowie walczą z Arabami. Dlaczego nie toczyli z Wehrmachtem i SS walnych bitew. Dlaczego nie zachowywali się jak bohaterowie, tylko jak tchórze.

Łatwo to chyba było oceniać z bezpiecznego Bliskiego Wschodu. Niewiele jednak zabrakło, żeby sabrowie mogli „sprawdzić się” z Afrikakorps. Pewnie wtedy inaczej spojrzeliby na te sprawy.

To prawda – gdyby marszałek Erwin Rommel pokonał Anglików w Afryce Północnej i przebił się przez Egipt, Niemcy zajęliby Jerozolimę. A wtedy tych żydowskich wojowników spotkałby ten sam los co ich europejskich kuzynów. Wszyscy by zginęli. Jak wynika z dokumentów, zbliżanie się Rommla syjoniści obserwowali z przerażeniem. Wcale nie szykowali się do żadnych walnych bitew. Liczyli na to, że uratuje ich brytyjska armia. I tak też się stało.

 

Czemu więc tak czepiali się Żydów z Polski?

Tu chodziło o wykreowany przez sabrów własny wizerunek: gdybyśmy to my byli na waszym miejscu, do Holokaustu by nie doszło. My byśmy się nie dali. Powtarzanie podobnych niedorzeczności miało nie tylko upokorzyć ocalałych, ale przede wszystkim dowartościować sabrów. Często mieli oni wręcz żal do ocalałych, że przeżyli. Przecież niemal wszyscy bojownicy z getta warszawskiego zapłacili życiem za swój bezprecedensowy akt oporu. Oni zginęli, ale pozostawili nam legendę o żydowskim heroizmie. A wy? Chowaliście się gdzieś w brudnych kanałach jak szczury, a teraz wypełzliście na powierzchnię. Pogardzamy wami za to, że przetrwaliście w taki upokarzający sposób. Syjonistyczny przywódca, założyciel i pierwszy premier Państwa Izrael, Dawid Ben Gurion, powiedział kiedyś, że ci, którzy ocaleli, przeżyli kosztem innych. Z definicji są więc złymi ludźmi.

Szokujące.

Kiedy pisałem książkę Siódmy milion, też byłem zszokowany. Gdy po raz pierwszy o podobnym nastawieniu słyszałem od ocalałych – którzy dziś w Izraelu mają status świętych – myślałem, że był to zupełny margines. Im bardziej jednak zagłębiałem się w materiał źródłowy, przekonywałem się, że poglądy takie były niezwykle rozpowszechnione. Dawano im wyraz w artykułach prasowych, przemówieniach, książkach, listach, rozmowach prywatnych. Niemal każdego ocalałego, który przyjechał do Palestyny, spotkały takie upokorzenia. To była dla nich kolejna trauma.

Myślę, że jeżeli ktoś mógłby mieć jakieś pretensje, to raczej ocalali do sabrów.

Tak. Dlaczego nie zrobiliście więcej, aby nam pomóc, skoro jesteście takimi wielkimi bohaterami? Dlaczego nie obchodziło was nasze cierpienie? Pytania te pojawiały się jednak raczej w prywatnych rozmowach. Nie stawiano ich publicznie. Szymon Wiesenthal pisał, że był zszokowany, gdy już po wojnie przejrzał wydawane podczas niej w Palestynie żydowskie gazety. Holokaust nie był tematem z pierwszej strony. Nie był nawet tematem ze strony drugiej czy trzeciej. Był tematem ze strony ostatniej. I to na ogół opisywanym małym drukiem. Ważniejsze od zagłady europejskich Żydów były zawiłości polityki syjonistycznej, sprawy ekonomiczne Bliskiego Wschodu, a nawet program opery czy wyniki meczów piłkarskich. Mówiąc na marginesie, podobnie wyglądały gazety żydowskie wydawane podczas wojny w USA.

Dlatego po wojnie zaczął się okres – jak pan to nazwał – wielkiej ciszy.

Tak. Aby żyć w Palestynie obok sabrów, ocalali z Holokaustu musieli milczeć. Nie mogli głośno stawiać wymienionych wyżej pytań. Nie mogli mówić o swoich dramatycznych przeżyciach. Nie opowiadali o nich nawet swoim dzieciom, a dzieci o nic nie pytały. Bycie ocalałym stało się czymś wstydliwym. Pod koniec lat czterdziestych i w latach pięćdziesiątych w Izraelu mówiono tylko o dwóch kwestiach związanych z Holokaustem: o żydowskim heroizmie (powstaniu w getcie i partyzantach) oraz o żydowskich kolaborantach: kapo, policjantach z gett czy Judenratach. To były dwa tematy, które interesowały opinię publiczną.

Czyli sprawy marginesowe.

Tak, były to zjawiska, które znajdowały się na dwóch biegunach, ale w gruncie rzeczy dotyczyły niewielkiej liczby europejskich Żydów. O losie wymordowanej w obozach i masowych egzekucjach większości po prostu nie mówiono. To dość perwersyjny sposób radzenia sobie z tragedią Szoah.

Cofnijmy się w czasie do lat trzydziestych, do momentu, w którym Hitler doszedł do władzy. Czy to prawda, że część syjonistycznych przywódców uznała to wydarzenie za korzystne?

Ben Gurion dojrzał wówczas możliwość zawarcia układu z narodowymi socjalistami, którzy chcieli się pozbyć Żydów z Niemiec. Umowę taką udało się Agencji Żydowskiej podpisać i na jej mocy wielu niemieckich Żydów w latach trzydziestych wyemigrowało do Palestyny. Jak się później okazało, uratowało im to życie. Na początku rzeczywiście część syjonistów uważała więc, że antysemickie prześladowania w Niemczech mogą mieć pozytywny skutek, zwiększą bowiem emigrację do Palestyny. Ale zapewniam, że gdy Hitler zabrał się do masowego mordowania Żydów, zmienili zdanie. Z drugiej strony wielu działaczy syjonistycznych wcale nie było taką emigracją zachwyconych.

Jak to?

Według nich wartościowy był tylko taki przybysz, który obudził się któregoś dnia i zobaczył „syjonistyczne światło”. Uwierzył w ideę budowy państwa żydowskiego w Palestynie, uwierzył w ideę ruchu kibucowego i z własnej woli przyjechał na Bliski Wschód, aby wcielać je w życie. Uchodźca, który uciekał przed represjami, przybywał zaś do Palestyny nie dlatego, że chciał, ale dlatego, że musiał. Był więc gorszy, mniej wartościowy. Nawiasem mówiąc, taki pogląd był kolejną przyczyną, że później nie lubiano ocalałych z Holokaustu. Bo przecież oni przyjechali do Palestyny nie dlatego, że nagle stali się syjonistami, tylko po prostu nie mieli się gdzie podziać.

Dochodziło do selekcji imigrantów?

Niestety tak. Syjoniści woleli sprowadzać ludzi młodych, najlepiej już po przeszkoleniu rolniczym lub posiadających inne praktyczne umiejętności. Ludzi starszych czy chorych nie chciano. Traktowano ich jako ciężar dla rodzącego się państwa i społeczeństwa i często starano się blokować ich wyjazd z Europy.

Jeden z polskich ocalałych opowiadał mi, jak jego statek wpłynął w 1947 roku do portu w Hajfie. Przy trapie ustawiła się komisja i pytała, kto jaki ma zawód. „Co? Kolejny szewc?! Będziesz teraz rolnikiem!” „O Boże, kolejny sklepikarz! Będziesz stoczniowcem!”

(śmiech) Tak, to było zmorą syjonistów. Oni chcieli zbudować od nowa „normalne” żydowskie społeczeństwo. Z własnymi rolnikami, z własną klasą robotniczą. Chcieli wytworzyć narodowe muskuły. Zerwać z nienaturalnym przekrojem społecznym diaspory, w której olbrzymi odsetek Żydów zajmował się handlem czy drobnymi pracami rzemieślniczymi. Do pewnego czasu proces budowy takiego nowego społeczeństwa odbywał się zgodnie z planem. I nagle, po Holokauście, do Palestyny zaczęły zjeżdżać dziesiątki tysięcy szewców, sklepikarzy, krawców i zegarmistrzów. Dla Ben Guriona i jego współpracowników to był koszmar.

Jego pomysły były chyba nieco utopijne.

To prawda. On myślał w kategoriach wielkich mas ludzkich, które muszą podążać ku celowi wyznaczonemu przez przywódców politycznych. Indywidualne ludzkie losy niewiele go obchodziły. Prawdę mówiąc, syjoniści przypominali w tym trochę komunistów. Na dłuższą metę było to jednak nierealne. Choć z przybywających sklepikarzy rzeczywiście próbowano robić kibucników czy robotników, to przecież nie można nakazać człowiekowi, aby był kimś innym, niż jest. W efekcie wielu przybyszów nie mogło się w Izraelu odnaleźć, po prostu nie byli w państwie żydowskim szczęśliwi. Propaganda państwowa próbowała ich przekonać, że są szczęśliwi, oni sami próbowali się przekonać, że są szczęśliwi, ale rezultaty były często opłakane. Wielu Izraelczyków czuło – i czasami czuje do dziś – że ich prawdziwą ojczyzną jest kraj, z którego przybyli: Polska, Niemcy, Węgry czy Francja. Ale nie Izrael.

Część syjonistów uważała, że europejscy Żydzi byli sami sobie winni, że ich wymordowano.

Gdybyście nas posłuchali, mówili, i wyemigrowali w latach dwudziestych lub trzydziestych do Palestyny, to do żadnego Holokaustu by nie doszło. Hitler nie miałby bowiem kogo zabijać. Nie uwierzyliście w syjonizm, zostaliście w Europie i macie efekty. Ben Gurion szedł zresztą jeszcze dalej. Przez to, że daliście się zabić, mówił, zaszkodziliście sprawie syjonistycznej. Pozbawiliście bowiem państwo żydowskie potencjalnych obywateli. W swoim dzienniku zapisał liczbę zamordowanych w Europie Żydów i stwierdził: To straszne… kto teraz zbuduje Izrael?

Mocne.

Syjonizm był ruchem zorientowanym na przyszłość. Jego celem było stworzenie państwa żydowskiego na Bliskim Wschodzie. I wszystko musiało być podporządkowane temu celowi. Kierownictwo syjonistyczne w Palestynie rzeczywiście szybko przeszło do porządku dziennego nad Holokaustem. Przecież oni zaplanowali budowę pomnika upamiętniającego ofiary Holokaustu już w połowie wojny, kiedy większość tych ofiar jeszcze żyła!

Czy jednym z powodów negatywnego nastawienia do ocalałych nie były wyrzuty sumienia?

Żydzi w Palestynie podczas II wojny światowej żyli w znakomitych warunkach. Byli bezpieczni, a gospodarka w nieprawdopodobny sposób się rozkręciła. Palestyna stała się jednym z ośrodków zaopatrzeniowych brytyjskiej armii. Powstały fabryki i inne zakłady pracy, zaczął kwitnąć handel. Okres wojny to dla Palestyny okres prosperity. Negatywne nastawienie do ocalałych wynikało jednak również z poczucia frustracji, że Żydzi z Palestyny byli tak bezradni wobec Holokaustu w Europie. Nie trzeba być specjalnie spostrzegawczym, żeby dojrzeć sprzeczność w przedstawianiu siebie jako żydowskich superwojowników a tym, że nie zrobiło się niemal nic, aby ratować członków własnego narodu przed zagładą.