Dziewczyny z DubajuTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dziewczyny z Dubaju
Dziewczyny z Dubaju
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 70,90  56,72 
Dziewczyny z Dubaju
Dziewczyny z Dubaju
Dziewczyny z Dubaju
Audiobook
Czyta Filip Kosior
39,90  33,92 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Wstęp

Operacja Szejk

CZĘŚĆ PIERWSZA. Pieniądze i seks

CZĘŚĆ DRUGA. Dziewczyny z Saint-Tropez

CZĘŚĆ TRZECIA. Apartament prezydencki

CZĘŚĆ CZWARTA. Ucieczka z Babylonu

CZĘŚĆ PIĄTA. Ostatni taki wyjazd

CZĘŚĆ SZÓSTA. Pojedyncze zlecenia

CZĘŚĆ SIÓDMA. Klienci

CZĘŚĆ ÓSMA. Co się z nimi dzieje?

CZĘŚĆ DZIEWIĄTA. Epilog sutenerki

Karta redakcyjna

Okładka


Dziewczyny z Dubaju

Podłemu życiu plujmy w pysk

Miłości czystej, niespodzianej sławny błysk

Bo któż zabijałby i kradł

Gdy starczy uśmiech, wdzięk i szyk i trochę szmat

O kurwy wędrowniczki

O prosty, jasny, piękny świat

O kurwy wędrowniczki

O prosty, jasny świat


FRAGMENT PIOSENKI

KURWY WĘDROWNICZKI

STANISŁAWA STASZEWSKIEGO

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp

Te dziewczyny były i są wyjątkowo piękne. Obok wielu z nich do dziś nie sposób przejść obojętnie. Wszystkie próbowały swoich sił w modelingu. Większość brała udział w wyborach miss. Wielokrotnie z powodzeniem.

Dlaczego zatem handlowały swoim ciałem?

*

Wielokrotnie podczas pisania tej książki zadawałem sobie pytanie, czym różni się dziwka pracująca w agencji towarzyskiej czy przy drodze od ekskluzywnej prostytutki. Poza ceną, oczywiście, bo ta potrafi być sześciokrotnie wyższa, gdy chodzi o godzinną usługę. Na pewno praca ekskluzywnych „dziewcząt do towarzystwa” ma więcej zalet. Nie marzną jak tirówki, spędzają czas w luksusowych hotelach lub na jachtach bogatych szejków, podróżują samolotami czy helikopterami w najbardziej egzotyczne zakątki świata. Spędzają ze swoimi klientami dzień, weekend, tydzień, a zdarza się, że zostają… na dłużej.

*

Jednak wbrew pozorom to właśnie ekskluzywne dziwki wstydzą się tego, co robią, bardziej niż te tanie. Część z nich spotyka się tylko z obcokrajowcami, odrzucając oferty Polaków. Zazwyczaj od razu zastrzegają, że obsługują wyłącznie cudzoziemców. Odmawiają spotkań w restauracjach czy na mieście.

Wydaje im się, że są cwańsze, sprytniejsze, mądrzejsze, a przede wszystkim lepsze od swych tańszych koleżanek po fachu. Wierzą, że nikt nigdy nie dowie się, co robią z obrzydliwie bogatymi mężczyznami pod przykrywką naprawdę wiarygodnych kłamstewek. Pilnie strzegą swojego sekretu.

Kłamstwo to ich pierwsze imię. Wiele prostytutek, które opisuję, wiodło jednocześnie drugie życie. Miały chłopaków, partnerów, a niektóre nawet mężów i dzieci. Żaden z nich nie wiedział, co naprawdę robi jego wybranka. A kłamać wcale nie było łatwo. Większość twierdziła, że jeździ na sesje fotograficzne, targi motoryzacyjne czy budowlane. Nawet kilkutygodniowy pobyt w kurorcie pełnym milionerów potrafiły wytłumaczyć akcją promocyjną ekskluzywnych marek, podczas której miały jedynie prezentować ubrania czy rozdawać ulotki.

Zdarzało się jednak, że wpadały. Niekiedy ich partnerzy opuszczali je po cichu, nie zdradzając nikomu, co było prawdziwym powodem rozstania. Wstydzili się przyznać, że przez miesiące, a czasami lata sypiali, a czasem nawet mieszkali z dziwką, która częściej spełniała fanaberie seksualne biznesmenów niż pragnienia swojego partnera. Zdarzało się jednak, że oszukany chłopak, chcąc się zemścić, denuncjował inne prostytutki, wydzwaniając do ich bliskich i zdradzając im ich najgłębiej skrywaną tajemnicę.

Ekskluzywne dziwki najbardziej boją się wpadki. Wiedzą, że partnerzy najczęściej nie akceptują ich mrocznej strony, choćby dzieliły łóżko z najpotężniejszymi i najbogatszymi tego świata. Dla tych dziewczyn kurewstwo to zapewnienie sobie jak najwyższego standardu życia. Cel? Uwieść bogatego, najlepiej starszego mężczyznę, który będzie w stanie zapewnić im bezpieczną przyszłość. I – ku mojemu zdziwieniu – wielokrotnie im się to udaje. Wśród opisanych przeze mnie bohaterek znajdziecie między innymi polską „Pretty Woman”, która jeszcze kilka lat temu nie potrafiła powiedzieć słowa po angielsku i nie śmierdziała groszem. Dziś jest w stałym związku z multimilionerem, który rzucił dla niej dobrze wykształconą żonę, matkę jego dzieci. „Pretty Women” mieszka z nim w rezydencji wartej blisko siedemdziesiąt pięć milionów złotych w jednej z europejskich stolic.

Wstyd i strach przed odkryciem prawdy paraliżują „dziewczyny do towarzystwa” i budzą ich agresywną reakcję nawet na najbardziej delikatne pytanie. Nigdy nikogo nie było mi tak trudno nakłonić do rozmowy, choć zapewniałem im – co oczywiste – pełną anonimowość. Na hasło „prostytucja”, „wyjazdy z biznesmenami” reagują jękiem, setką bezsensownych pytań, a nawet groźbami.

Jako reporter rozmawiałem z różnymi ludźmi – od tych, których dotknęła tragedia i potrzebowali pomocy, po gangsterów i zabójców. Przeprowadzałem wywiady z pedofilami i ich ofiarami, z celebrytami, ale i prezydentami miast, posłami, ministrami, premierami czy prezydentami naszego kraju. Naprawdę nie sądziłem, że próba rozmowy z anonimową dziwką sprawi mi tyle trudności.

*

W Polsce prostytucja nie jest karalna. Przestępstwem jest czerpanie korzyści z nierządu i nakłanianie do uprawiania prostytucji. Ekskluzywne dziwki są tylko świadkami. Dlatego pisząc tę książkę, zmieniłem ich imiona, by postronne osoby nie mogły tych kobiet zidentyfikować. W przypadku prostytutek znanych z mediów (bo bywają celebrytkami) zmieniłem też inne dane, jak miasta czy państwa, w których mieszkają, czasem płeć dzieci czy ich liczbę.

Wiele miejsca poświęciłem też sutenerkom, których inicjałów postanowiłem nie zmieniać. Nazywam je burdelmenedżerkami, ponieważ zasługują one na bardziej „ekskluzywne” określenie niż zwykła burdelmama.

Wydarzenia, o których piszę, miały miejsce w latach 2005–2009. Dopiero po kilku latach w mediach zaczęły pojawiać się informacje o tej pierwszej w Polsce seksaferze, w których padały nazwiska piosenkarek, artystów, sportowców, biznesmenów. Wśród sutenerek znalazła się córka znanego rockmana i myślę, że dlatego aferę tę nazwano seksaferą w show-biznesie, a Joannę B. uznano za główną sutenerkę w kraju. Czy słusznie?

Mechanizm pracy burdelmenedżerek był banalnie prosty. Korzystając z prywatnych znajomości czy portali społecznościowych, wyszukiwały dziewczyny, które – prezentując się jako modelki – publikowały swoje roznegliżowane zdjęcia. Odwiedzały też strony agencji mo-delek. Wysyłały wiadomości z ofertami pracy i czekały na odzew. Nie wspominały o prostytucji. Jeśli upatrzone dziewczyny się nie odzywały, atakowały ponownie, zdobywały numery telefonów i dzwoniły dopóty, dopóki nie dopięły swego lub nie usłyszały kategorycznego „nie”. Polowały też na uczestniczki konkursów piękności, nawet na ich zwyciężczynie. Tam zresztą najłatwiej było złowić „towar” pierwszej klasy.

Latający burdel zorganizowany przez Emilię P. i Karolinę Z., współpracujące ze sobą koleżanki, działał jak dobrze prosperująca amerykańska korporacja. Można było w nim zrobić karierę od ekskluzywnej prostytutki do burdelmenedżerki. Ale też jak w większości korporacji należało przejść kolejne szczeble kariery. Dlatego dziewczynie raz wciągniętej w tryby kurewskiego świata ciężko było się z niego wydostać. Zresztą nie każda chciała. Wyobraźcie sobie, że dziewiętnastolatka jedzie do pracy na wakacje i przywozi z nich kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy złotych. Czy taka dziewczyna pójdzie kiedykolwiek do normalnej pracy?

Korzystający z ich usług mężczyźni to najczęściej zadbani biznesmeni – nie tylko panowie po pięćdziesiątce, ale także wysportowani trzydziestolatkowie, którzy nie chcą tracić czasu na podrywanie dziewczyn w tradycyjny sposób. Zamiast długiego randkowania, z którego nigdy nie wiadomo, co wyniknie, wolą niezobowiązujący seks z piękną kurewką. Stać ich, by słono za to płacić.

Zdumiało mnie, że choć ekskluzywny latający burdel działał kilka lat, to nie zainteresowały się nim grupy przestępcze. Żadna z opisywanych przeze mnie sutenerek nie musiała się nikomu opłacać. Czy burdelmenedżerki były tak sprytne, czy też gangsterzy nie zauważyli ich istnienia?

 

*

Wiele razy przytaczam w tej książce dialogi między prostytutkami, klientami i burdelmenedżerkami. Nie dlatego, że tak jest łatwiej, ale wydaje mi się, że właśnie one najlepiej pokazują tę aferę i jej bohaterów. Tylko ich prawdziwe rozmowy są w stanie odzwierciedlić, co rzeczywiście się działo. Oddać emocje, ale i scharakteryzować dziewczyny. Mógłbym te rozmowy podszlifować, poprawić pisownię czy zredagować, żeby się je lepiej czytało, ale wtedy nie byłyby tak mocne i tak realne.

„Dziewczyny z Dubaju” zabiorą was w podróż do rzeczywistości. Mam nadzieję, że wielu młodych ludzi i przyszłych czy obecnych rodziców ta książka skłoni do refleksji, chwili zastanowienia, ale też do zwykłej ostrożności, gdy najukochańsza córka postanowi wziąć udział w wyborach miss czy zamieścić swoje zdjęcia w agencji modelek.

Postanowiłem pokazać w tej książce nie tylko podwójne życie dziwki, ale też jej klientów. W tej historii znajdziecie więc piękne dziewczyny, bogatych mężczyzn, duże pieniądze, seks i narkotyki.

PIOTR KRYSIAK

Operacja Szejk

– Halo[1] – odbiera Weronika.

– No wiesz co, bo pojedzie z tobą do Barcelony ta Kamila. Kamila jest taka mało kumata i ona słabo po angielsku…

– Ta dziewczynka, tak?

– Tak, no.

– Słuchaj, to może byś się nią zajęła. Jeszcze, wiesz, teraz do mnie pisze, że okres dostała, nie. Ja jej mówię i wytłumaczyłam, żeby wzięła gąbkę i nożyczki. To ty jej tam wytniesz i jej powiesz, jak jej tam tłumaczyłam. Ona mówi, co ty gadasz takie rzeczy… Ona jest taka kochana, słodka, śmieszna. Ona ma osiemnaście lat!!!

– Dwadzieścia, dwadzieścia – poprawia ją Weronika.

– Ale wiesz, ona ma rodzinę, ona ma ośmioro rodzeństwa. Wyobrażasz sobie? Kurwa – z troską mówi Emilia P.

– Kurwa, no bieda z nędzą.

– Słuchaj, i ona dostanie siedemset [euro], a ty osiemset. A jeślibyście się umówiły, że zostaniecie dzień dłużej, to tysiąc trzysta ty, a ona tysiąc dwieście – dyktuje Emilia P.

– Dobra.

– Jeżeli będziecie dzień, to dostaniecie po tysiąc euro. Dla ciebie jest osiemset, dla niej siedemset. To może jej nie mów, że masz więcej.

– Od kogo mam wziąć? – dopytuje Weronika.

– Wojtek ci da.

– Okej.

– Nie wiem, co tam będzie. Co chwilę jakieś dziewczyny ode mnie tam jeżdżą. Jest Wojtek i Rusek Andriej, którego nie lubię.

– A dobra.

– Chciałam ci powiedzieć, że za bilety oni muszą jeszcze zwrócić. Ja ci napiszę, ile za bilety, albo może na kartce tam będzie, bo ja wam dzisiaj kupiłam te bileciki. Hm… co jeszcze? W sumie to już wszystko by było.

Zatrzymanie Emi

2.06.2009, godz. 7.00

Emilia P., bardziej znana jako Emi, królowa płatnego seksu. Pod przykrywką modelingu organizowała jedne z najlepszych wyjazdów w celu prostytucji. O jej zleceniach mówiła cała Warszawa. Podobnie jak o cechach jej charakteru: niepohamowana, nieobliczalna, niezrównoważona.

Wiele dziewczyn marzyło, aby wziąć udział w tych wyjazdach, bo bywali na nich książęta i bogaci biznesmeni, ludzie kulturalni, często młodzi i przystojni, a one nie miały dużo pracy, za to stawki wyjątkowo wysokie. Emilia P. była profesjonalistką. Wiele osób jej nie lubiło – z zazdrości. Tymczasem ona dbała nie tylko o relacje z klientami, ale także o swoje prostytutki.

Policjanci z Wrocławia pojawiają się na ulicy Czerniakowskiej 173 w Warszawie, gdzie znajduje się prywatna klinika chirurgii plastycznej. To właśnie w niej ma przebywać Emilia P., jedna z poszukiwanych burdelmenedżerek. Funkcjonariusze szybko dostrzegają zaparkowany w pobliżu kliniki samochód podejrzanej; jej czarne audi A3 stoi niedaleko wejścia. Policjanci zatrzymują się nieopodal i zaczynają obserwować klinikę. Nie obawiają się, że ktoś uprzedzi Emilię P., bo ta od rana ma wyłączony telefon komórkowy.

Mniej więcej w tym samym czasie dwóch innych funkcjonariuszy z Wrocławia jedzie do podwarszawskich Łomianek. Zgodnie z decyzją prokuratora mają przeszukać dom byłego partnera Emilii P. Do drzwi pukają kilka minut po szóstej rano. Zdezorientowani mieszkańcy wpuszczają policjantów do środka. Ci znajdują i zabezpieczają w domu notebook i pendrive, z którego przed rokiem korzystała podejrzana. Mężczyzna, którego zastali w domu, potwierdza, że był partnerem poszukiwanej kobiety. Jednak po kilku miesiącach zorientował się, że być może jest ona prostytutką, i postanowił się z nią rozstać. Twierdzi, że obecnie rozmawia z nią sporadycznie i tylko przez telefon, kiedy to ona zadzwoni.

Zniecierpliwieni funkcjonariusze czekający przed kliniką w Warszawie postanawiają wejść do środka. Tam pracownica, która przedstawia się jako koordynator medyczny placówki, potwierdza, że Emilia P. znajduje się w gabinecie zabiegowym, gdzie ma przeprowadzaną rekonstrukcję nosa. Zapewnia funkcjonariuszy, że pacjentka jest w pełni świadoma i jeszcze tego samego dnia opuści klinikę.

Około trzynastej, kiedy tylko Emilia P. wyszła z gabinetu, funkcjonariusze wręczyli jej nakaz przeszukania i zatrzymania. Zdezorientowana i kompletnie zaskoczona sutenerka podpisała dokument. Jej samochód i laptop zostały zabezpieczone na poczet przyszłych kar i grzywien. Policjanci znaleźli też przy niej notesy, telefony komórkowe i gotówkę: tysiąc euro i trzy tysiące złotych.

Zdenerwowana Emilia P. oświadczyła, że źle się czuje. Policjanci natychmiast wezwali pogotowie ratunkowe. Lekarze mieli stwierdzić, czy kobieta jest w na tyle dobrym stanie, by można ją było przewieźć na przesłuchanie do wrocławskiej prokuratury. To tam toczyło się śledztwo w sprawie ekskluzywnych prostytutek.

Po dziesięciu minutach przed kliniką pojawiła się karetka. Lekarz stwierdził, że Emilia P. musi zostać zbadana przez specjalistę na ostrym dyżurze laryngologicznym.

*

Konwój policyjny rusza do szpitala miejskiego, który mieści się kilkaset metrów dalej. Tam okazuje się, że mimo odbytego zabiegu Emilia P. może być transportowana do Wrocławia.

Policjanci informują więc przełożonych, że za kilka godzin dotrą do prokuratury. Wcześniej jednak jadą z podejrzaną do mieszkania, w którym ostatnio przebywała. Przeszukują je i rekwirują kolejne rzeczy.

Po kilku godzinach podróży Emilia P. jest w prokuraturze. Tam ponownie zostaje zbadana przez lekarza, który nie widzi przeciwwskazań do jej przesłuchania. Stwierdza jednak, że powinna przebywać pod nadzorem lekarzy, więc policjanci przewożą Emilię P. do szpitala.

Nie spuszczają jej z oczu. Przed wejściem do sali cały czas siedzi funkcjonariusz policji, który nie wpuszcza do niej nikogo poza personelem medycznym.

*

W tym czasie inni funkcjonariusze zabrali się do spisywania rzeczy znalezionych u Emilii P. Wśród nich był żółty notatnik, który zawierał szczegółowe informacje o organizowanych przez nią castingach oraz numery do dziewczyn, które dla niej pracowały. Ta żmudna robota zabrała policjantom kilka godzin. Liczba telefonów i informacji przerosła wyobrażenia funkcjonariuszy. Każde nazwisko i numer telefonu trzeba było najpierw rozszyfrować, a potem przepisać. Już same zapiski świadczyły o tym, że Emilia P. od dłuższego czasu zajmowała się sutenerstwem na wielką skalę. Przy nazwiskach dziewczyn pojawiały się różnego rodzaju dopiski – czy jest ładna, na co można sobie z nią pozwolić, jakich klientów lubi obsługiwać, Polaków czy raczej obcokrajowców. Tylko w tym jednym notatniku funkcjonariusze doliczyli się kontaktów do czterdziestu dziewczyn.

Wśród znalezionych u Emilii P. rzeczy było wiele wyciągów bankowych. Dokumenty wpłaty sześćdziesięciu tysięcy złotych, wypłaty trzydziestu tysięcy złotych, zaświadczenia zakupu co najmniej trzech tysięcy euro. Rachunki za zakupy wielu butelek perfum Gucci, Chanel, Angel, wisiorka Swarovskiego, złotej biżuterii i garderoby – sukni, kożuszków i innych ubrań.

*

Prokurator już tylko czekał, aż stan zdrowia Emilii P. poprawi się na tyle, by mógł jej postawić pierwsze zarzuty i ją przesłuchać.

Kurwa, Asia, nie mam pieniędzy

– Asia, nie masz jakiegoś wyjazdu za granicę, bo ja leżę i kwiczę? – prosi o pomoc jedna z polskich piosenkarek.

– Dwudziestego trzeciego mam tu w Polsce, na Mazurach, tak wiesz, dyskretnie, nie? – odpowiada Joanna B., sutenerka.

– A to jacyś Polacy?

– No tak. Taki Janusz, on jest biznesmenem z Trójmiasta i często zaprasza jakiegoś kontrahenta, i oni tam w spa na trzy dni teraz. Ale coś pomyślę ci za granicą lepiej.

– No bo ja tu w Polsce się boję. Wiesz, o co chodzi, nie?

– No wiem właśnie.

– Asia, mi ta płyta wychodzi teraz, wiesz.

– No coś ty.

– Ale stara, weź mi coś załatw. Kurwa, Asia, nie mam pieniędzy, a potrzebuję trochę kasy.

– No dobra, coś pomyślę. Dobra?

– Pamiętaj o mnie, dyskretnie wszystko i tak dalej, wiesz, o co chodzi. Asia, powiedz mi coś jeszcze z jedną rzeczą. Ty, bo gdyby mnie w telewizji zaatakowali w jakimś wywiadzie albo jakiś internauta, kurwa, napisał jakiś gościu, na żywca, to jak ja mam się z tego wypierać?

– Że to bzdury są jakieś. O czym ty mówisz w ogóle. Jakie wyjazdy? Chodzi o te hostessowanie, kurde, na bankietach, czy co? Ludzie są nienormalni. Przecież ty jeździsz na hostessowanie, nie na seks, nie?

– No, tak będę gadać, kurwa, nie?

– No. A kiedy pierwsze wywiady, coś?

– No, zaczyna mi się. Za dwa tygodnie wchodzi singiel do radia i do telewizji.

– Aha, no super.

– Asia, weź pomyśl, jakbyś mnie gdzieś wysłała, toby było dobrze. Ja kwiczę, trochę bez kasy jestem. Dobra?

– Dobra, dobra.

Zatrzymanie Joanny. B.

2.06.2009, godz. 6.00

Joanna B., córka znanego muzyka rockowego. Modelka. Jej zdjęcia ukazały się chociażby na okładce magazynu „CKM”. Sutenerstwem zajmowała się od kilku lat. Teoretycznie wspólnie z matką, Danutą B., również oskarżoną w tej sprawie, prowadziła agencję modelek. Ale była to oczywiście przykrywka.

Joanna B. działała na własną rękę, ale gdy interes się rozwinął, zaczęła współpracować z Emilią P. i Karoliną Z., zwaną Kinią. Podsyłała im swoje dziewczyny, a w razie potrzeby chętnie korzystała też z ich dziewczyn. Dzieliły się pieniędzmi zarobionymi na nierządzie innych kobiet. Joanna B. –w przeciwieństwie do Emilii P. – często sama odzywała się do swoich klientów i oferowała im usługi nowo zdobytej prostytutki. Najchętniej obracała się w świecie show-biznesu. Wiedziała, że tam każdy liczy na dyskrecję i dysponuje dużymi pieniędzmi. Zdarzało się, że przekonywała klientów, by w żadnym wypadku nie korzystali z usług agencji towarzyskich, bo tam informacje szybko się rozchodzą.

*

To miał być kolejny nudny poranek. Joanna B. miała wstać przed siódmą i przygotować starsze dziecko do szkoły. Młodsze pewnie spałoby jeszcze przez kilka godzin. Ale kilka minut przed szóstą przed budynkiem, w którym mieszkali, zaparkowało kilka cywilnych aut. Wysiedli z nich funkcjonariusze w cywilu, wyprowadzili psa i poszli wprost do mieszkania kobiety.

Drzwi otworzyła im kompletnie zaskoczona Joanna B. Policjanci przedstawili jej nakaz przeszukania i zatrzymania, po czym zaczęli rozglądać się po mieszkaniu.

Zgodnie z zaleceniem prokuratora prowadzącego śledztwo funkcjonariusze zabrali ze sobą psa tropiącego środki odurzające, czyli narkotyki. Zwierzę, które dokładnie przeszukało mieszkanie podejrzanej kobiety, nie znalazło śladów narkotyków.

Funkcjonariusze skonfiskowali dwa komputery, telefony komórkowe, karty SIM i notatniki Joanny B.

Jedno z pomieszczeń w mieszkaniu sutenerki było zamknięte. Policjanci podejrzewali, że może się tam znajdować coś, co będzie świadczyć o przestępczej działalności Joanny B. Kobieta tłumaczyła, że klucz do tego miejsca ma wyłącznie właściciel mieszkania, które ona tylko wynajmuje. Zapewniała, że nigdy z tego pomieszczenia nie korzystała. Funkcjonariusze zadzwonili do właściciela lokalu, który potwierdził jej wersję.

Po kilku godzinach przerażona Joanna B. znalazła się w policyjnej izbie zatrzymań, gdzie spędziła noc.

Fragment zeznań Eweliny B., jednej z ekskluzywnych prostytutek:

„Mam swoją stronę internetową, bo jestem fotomodelką. Dostałam kiedyś maila z ofertą pracy (podpisała się Karolina). Zabawa i spędzanie czasu z księciem z Arabii Saudyjskiej. Napisały mi, że wszystko będzie opłacone, jedzenie, przeloty, noclegi, pełny luksus wakacje. Był numer telefonu do Karoliny. Mimo braku odpowiedzi Karolina znalazła mój numer i skontaktowała się ze mną. Za dzień miałam dostać 350 euro. Zapytałam, czy chodzi też o seks. Ona przyznała, że tak, ale powiedziała, że nie będę tego musiała robić, jeśli nie będę chciała. Przysłała mi też zdjęcie Bilala [kuzyn księcia z Arabii Saudyjskiej][2], żebym zobaczyła, z kim będziemy miały do czynienia. Ten Bilal, jak się później okazało, jest młodym mężczyzną w wieku około trzydziestu lat, przystojny cukierek, naprawdę śliczny mężczyzna, pierwsza klasa. Szczupły, wysportowany, około 183 centymetrów wzrostu, biały mężczyzna o śniadej karnacji z dłuższymi ciemnego koloru włosami. Wysłała mi też zdjęcia willi i miejscowości. Wszystko wyglądało jak z bajki.

 

Zadeklarowałam, że mogę tam zostać na dwa tygodnie. W dniu wylotu spotkałam się z nią na Dworcu Centralnym i tam przekazała mi bilet lotniczy do Genewy i dała numer telefonu do Emi. Po przyjeździe Emi wskazała mi pokój, w którym mam zamieszkać. Byłam tam siedemnaście dni. Łącznie było czterech mężczyzn i byłyśmy tam dla ich zabawy. Byłyśmy tylko dla nich. Byli młodzi, zadbani, pachnący. Wszyscy wyglądali jak południowcy, na przykład Włosi, ale nie wiem, skąd byli.

Spędzanie czasu z nimi było głównie wieczorami i koncentrowało się wokół basenu. Wychodziliśmy też z księciem i z nimi do klubów i restauracji w tej miejscowości. Ja współżyłam tylko z Bilalem dwa lub trzy razy. Inne dziewczyny też uprawiały seks. Dostałam za ten wyjazd około 24 tysięcy złotych”.

Próba zatrzymania Karoliny Z.

2.06.2009, godz. 6.00

Karolina Z., Kinia, burdelmenedżerka, prawa ręka Emilii P. To ona wciągnęła Emilię P. do kurewskiego interesu. Kilka lat zabiegała o to, by w końcu zgodziła się z nią współpracować. Udało jej się dopiero około 2004 roku. Emilia P. przeprowadziła się wtedy na stałe do Warszawy i pomagała jej w interesach. Karolina Z. w tym czasie wyjechała za granicę do swojego partnera. Zanim wróciła, Emilia P. zdążyła już przejąć stery w biznesie. Znalazła dobrych klientów i teraz to ona decydowała o wszystkim. Jednak Karolina Z. wciąż z nią pracowała, kiedyś nawet razem mieszkały i dbały o wspólny interes. Tuż przed akcją policji Karolina Z. czuła się już trochę wykorzystywana. Coraz częściej kłóciła się ze swoją wspólniczką, głównie o pieniądze. Była w bliźniaczej ciąży, niekiedy źle się czuła. Za siedem tysięcy złotych miesięcznie wynajęła dom między Wilanowem a Powsinem, w którym zamieszkała ze swoim konkubentem.

*

Karolina Z. miała sporo szczęścia. Policjanci i do niej weszli kilka minut po szóstej, jednak przed zatrzymaniem uchroniła ją ciąża. Skarżyła się, że od dłuższego czasu leży w łóżku, ponieważ źle się czuje. Funkcjonariusze zadzwonili do prokuratora prowadzącego sprawę z pytaniem, co robić w takiej sytuacji. Ten podjął decyzję o odstąpieniu od przeprowadzania czynności w domu podejrzanej.

Policjanci wręczyli Karolinie Z. wezwanie do warszawskiej prokuratury, gdzie miała stawić się za dziesięć dni. Nie zabezpieczyli komputerów, kart SIM ani żadnych innych rzeczy z jej domu.

Ciekawe, jak to się stało, że śledczy nie mieli pojęcia o stanie zdrowia podejrzanej?

Pożar w burdelu

Ten błąd spowodował, że już po kilkunastu minutach wiadomość o zatrzymaniu Emilii P. i Joanny B. dotarła do wielu prostytutek. Przez komunikatory internetowe czy esemesami dostały zakaz kontaktowania się z każdą z sutenerek. Piszący sugerowali też, by natychmiast zmieniły swoje numery telefonów.

Prostytutki nie mogły uwierzyć w to, co się stało. Zaczęły się spekulacje, kto i dlaczego wsypał cały biznes.

Dziewczyny wiedziały, że jak po nitce do kłębka policja prędzej czy później trafi do ich drzwi. Od razu zaczęły przygotowywać jedną spójną wersję wydarzeń.

1 Wszystkie wypowiedzi przytaczane są w wersji oryginalnej.

2 Wszystkie przypisy w nawiasach kwadratowych pochodzą od autora.

Inne książki tego autora