Zmierzch TudorówTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa




WROCŁAW 2018

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Tytuł oryginału

The Last Tudor

Projekt okładki

MARIUSZ BANACHOWICZ

Fotografia na okładce

© Richard Jenkins

Koordynacja projektu

IZABELA MAGIERA

Redakcja

BIURO USŁUG WYDAWNICZYCH „DINA” BOŻENA SĘK

Korekta

MARIA SOŁTYS

Skład

KRZYSZTOF CHODOROWSKI

Copyright © 2017 by Levon Publishing Ltd.

All rights reserved, including the right to reproduce this book or portions thereof in any form whatsoever. For information, address Touchstone Subsidiary Rights Department, 1230 Avenue of the Americas, New York, NY 10020.

First Touchstone hardcover edition August 2017

TOUCHSTONE and colophon are registered trademarks of Simon & Schuster, Inc.

All rights reserved.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVIII (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

Niniejsza powieść stanowi wytwór wyobraźni. Jakiekolwiek odniesienia do wydarzeń, miejsc i postaci historycznych mają charakter fikcyjny. Wszelkie podobieństwo do pozostałych osób żyjących lub zmarłych, wydarzeń i miejsc jest całkowicie przypadkowe.

Wydanie elektroniczne 2018

ISBN 978-83-245-8317-1


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: ksiaznica@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej


S P I S T R E Ś C I

Dedykacja

Księga I. JOANNA

BRADGATE HOUSE GROBY, HRABSTWO LEICESTERSHIRE – Wiosna 1550 roku

SUFFOLK PLACE LONDYN – Wiosna 1553 roku

PAŁAC KRÓLEWSKI GREENWICH – Wiosna 1553 roku

PAŁAC KRÓLEWSKI GREENWICH – Wiosna 1553 roku

DURHAM HOUSE LONDYN – Maj 1553 roku

SUFFOLK PLACE LONDYN – Czerwiec 1553 roku

DWOREK W CHELSEA – Lipiec 1553 roku

SYON HOUSE ISLEWORTH – Lipiec 1553 roku

TOWER LONDYN – Lipiec 1553 roku

TOWER LONDYN – Lipiec 1553 roku

TOWER LONDYN – Sierpień 1553 roku

TOWER LONDYN – Listopad 1553 roku

TOWER LONDYN LUTY 1554 ROKU

TOWER LONDYN – Czwartek, 8 lutego 1554 roku

TOWER LONDYN – Piątek, 9 lutego 1554 roku

TOWER LONDYN – Sobota, 10 lutego 1554 roku

TOWER LONDYN – Niedziela, 11 lutego 1554 roku

TOWER LONDYN – Poniedziałek, 12 lutego 1554 roku

Księga II. KATARZYNA

ZAMEK BAYNARDA LONDYN – Wiosna 1554 roku

BEAUMANOR HALL WOODHOUSE, HRABSTWO LEICESTERSHIRE – Wiosna 1554 roku

BEAUMANOR HALL WOODHOUSE, HRABSTWO LEICESTERSHIRE – Lato 1554 roku

PAŁAC HAMPTON COURT MOLESEY, HRABSTWO SURREY – Lato 1555 roku

PAŁAC W OATLANDS HRABSTWO SURREY – Lato 1555 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Zima 1558 roku

PAŁAC HANWORTH HRABSTWO MIDDLESEX – Wiosna 1559 roku

PAŁAC KRÓLEWSKI GREENWICH – Lato 1559 roku

PAŁAC NONSUCH HRABSTWO SURREY – Lato 1559 roku

PAŁAC HAMPTON COURT MOLESEY, HRABSTWO SURREY – Lato 1559 roku

PAŁAC HAMPTON COURT MOLESEY, HRABSTWO SURREY – Październik 1559 roku

DAWNA KARTUZJA SHEEN – Październik 1559 roku

ZAMEK KRÓLEWSKI WINDSOR – Jesień 1559 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Listopad 1559 roku

DAWNA KARTUZJA SHEEN – Zima 1559 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Wiosna 1560 roku

PAŁAC KRÓLEWSKI GREENWICH – Lato 1560 roku

ZAMEK KRÓLEWSKI WINDSOR – Jesień 1560 roku

ZAMEK KRÓLEWSKI WINDSOR – Październik 1560 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Jesień 1560 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Listopad 1560 roku

HERTFORD HOUSE LONDYN – Grudzień 1560 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Grudzień 1560 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Wiosna 1561 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Wiosna 1561 roku

PAŁAC KRÓLEWSKI GREENWICH – Lato 1561 roku

WANSTEAD – Lato 1561 roku

PAŁAC PIRGO HRABSTWO ESSEX – Lato 1561 roku

MIESZCZAŃSKI DOM HIGH STREET, IPSWICH – Lato 1561 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Lato 1561 roku

TOWER LONDYN – Lato 1561 roku

TOWER LONDYN – Jesień 1561 roku

TOWER LONDYN – Jesień 1561 roku

TOWER LONDYN – Zima 1562 roku

PAŁAC ARCYBISKUPI LAMBETH – Zima 1562 roku

TOWER LONDYN – Zima 1562 roku

 

TOWER LONDYN – Lato 1562 roku

TOWER LONDYN – Lato 1562 roku

TOWER LONDYN – Lato 1562 roku

TOWER LONDYN – Jesień 1562 roku

TOWER LONDYN – Jesień 1562 roku

TOWER LONDYN – Zima 1562 roku

TOWER LONDYN – Zima 1562 roku

TOWER LONDYN – Wiosna 1563 roku

TOWER LONDYN – Lato 1563 roku

TOWER LONDYN – Lato 1563 roku

TOWER LONDYN – Lato 1563 roku

PAŁAC PIRGO HRABSTWO ESSEX – Jesień 1563 roku

Księga III. MARIA

ZAMEK KRÓLEWSKI WINDSOR – Jesień 1563 roku

ZAMEK KRÓLEWSKI WINDSOR – Boże Narodzenie 1563 roku

ZAMEK KRÓLEWSKI WINDSOR– Wiosna 1564 roku

PAŁAC KRÓLEWSKI GREENWICH – Lato 1564 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Jesień 1564 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Jesień 1564 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Zima 1564 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Zima 1564 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Wiosna 1565 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Lato 1565 roku

PAŁAC WHITEHALL LONDYN – Lato 1565 roku

ZAMEK KRÓLEWSKI WINDSOR – Lato 1565 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Jesień 1565 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Zima 1565 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Wiosna 1566 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Lato 1566 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Jesień 1566 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Zima 1566 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Wiosna 1567 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Lato 1567 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Lato 1567 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Lato 1567 roku

CHEQUERS COURT HRABSTWO BUCKINGHAMSHIRE – Lato 1567 roku

W DRODZE DO LONDYNU – Lato 1567 roku

DAWNY KLASZTOR KLARYSEK LONDYN – Lato 1567 roku

PAŁAC KRÓLEWSKI GREENWICH – Wiosna 1567 roku

PAŁAC KRÓLEWSKI GREENWICH – Zima 1567 roku

PAŁAC KRÓLEWSKI GREENWICH – Wiosna 1568 roku

DAWNY KLASZTOR KLARYSEK LONDYN – Wiosna 1568 roku

ZAMEK GRIMSTHORPE HRABSTWO LINCOLNSHIRE – Lato 1568 roku

ZAMEK GRIMSTHORPE HRABSTWO LINCOLNSHIRE – Lato 1568 roku

ZAMEK GRIMSTHORPE HRABSTWO LINCOLNSHIRE – Boże Narodzenie 1568 roku

ZAMEK GRIMSTHORPE HRABSTWO LINCOLNSHIRE – Wiosna 1569 roku

GRESHAM HOUSE LONDYN – Lato 1569 roku

GRESHAM HOUSE LONDYN – Lato 1569 roku

GRESHAM HOUSE LONDYN – Zima 1569 roku

GRESHAM HOUSE LONDYN – Wiosna 1570 roku

GRESHAM HOUSE LONDYN – Lato 1570 roku

GRESHAM HOUSE LONDYN – Wiosna 1571 roku

GRESHAM HOUSE LONDYN – Jesień 1571 roku

OSTERLEY HOUSE HRABSTWO MIDDLESEX – Wiosna 1572 roku

PARAFIA ŚW. BOTULFA LONDYN – Wiosna 1573 roku

Od autorki

Bibliografia

Gardens for the Gambia (Ogrody dla Gambii)

Przypisy

Mojej siostrze





K S I Ę G A I

JOANNA

BRADGATE HOUSE

GROBY, HRABSTWO LEICESTERSHIRE

WIOSNA 1550 ROKU


Kocham tatkę, albowiem wiem, że będzie żył wiecznie. Jako i ja. Pan Bóg nas sobie umiłował, a my Go we wszystkim słuchamy i nigdy nie postępujemy wbrew Jego woli. Nie dla nas dobre uczynki i wygniatanie kolan podczas mszy. Nie musimy jeść opłatka i udawać, że to Ciało, ani pić wina i nazywać je Krwią. Doskonale wiemy, że to tylko lep na głupców i papistów. Szczycimy się i chlubimy tą wiedzą. Wszyscyśmy zostali zbawieni raz a dobrze – rozumiemy to my, rozumieją to ludzie w coraz większej masie. Nie mamy się czego obawiać, gdyż czeka nas życie wieczne.

To prawda, że tatko jest obytym w świecie człowiekiem i że nieraz otarł się o grzech. Chciałabym utrzymać jego duszę w absolutnej czystości, on jednak zbywa mnie śmiechem i słowami:

– Daj mi spokój, Joanno. Lepiej napisz do naszych przyjaciół w Szwajcarii. Reformiści czekają na list ode mnie, równie dobrze ty go możesz stworzyć.

Źle robi, unikając dyskursu religijnego, lecz co najwyżej ma na sumieniu brak dostatecznej uwagi, ufam bowiem, że tatko całym sobą popiera jedyną prawdziwą wiarę. A zresztą nie wolno mi zapominać, że powinnam szanować ojca swego i matkę swoją i okazywać im posłuszeństwo w każdej sprawie bez względu na to, jaką opinię żywię na dany temat. Pan Bóg widzi wszystko i to On będzie ich sędzią. A tatkę Najwyższy zna na wylot i mimo to już mu przebaczył, co oznacza, że nasza wiara zaiste ma zbawczą moc.

Obawiam się, że matczysko nie uniknie jednak ogni piekielnych, a moja siostra Katarzyna, która jest ode mnie o trzy lata młodsza i liczy sobie zaledwie dziewięć wiosen, z pewnością umrze i nigdy nie zmartwychwstanie. Straszna z niej głuptaska. Gdybym była przesądna, powiedziałabym, że coś ją opętało; daję słowo, że nie ma dla niej nadziei. Z kolei mała Maria, moja najmłodsza siostrzyczka, to uosobienie grzechu pierworodnego, którego nie zdoła z siebie niczym zmazać. Choć urodziła się ładniutka i w dużym stopniu wygląda niczym miniaturka Katarzyny, matczysko chciało ją odesłać precz, aby wychowała się pod dachem kogoś innego, tym samym oszczędzając nam wszystkim wstydu, jednakże tatko okazał współczucie mikrusowi i stanęło na tym, że Maria mieszka dalej z nami. Nie jest upośledzona na umyśle – uczy się dobrze, spryciulka – lecz i tak widać, że nie spłynęła na nią łaska Boska; w niczym nie przypomina wybrańców takich jak tatko czy ja. Osobiście uważam, że ktoś taki jak ona – skazany przez Szatana na mikry wzrost – powinien szczególnie zabiegać o zbawienie. Przypuszczam, że pięcioletnia dziewczynka raczej nie może wstąpić do klasztoru, aczkolwiek ja uczyłam się łaciny, kiedy miałam cztery latka, nasz Pan zaś był w moim obecnym wieku, gdy rozprawiał z nauczycielami w Świątyni. Jak więc widać, lepiej jest poznawać ścieżki Pana już w dziecięctwie, zamiast niepotrzebnie z tym zwlekać.

Ja sama pobieram nauki od maleńkości. Zapewne w całym kraju nie znalazłaby się bardziej oczytana osoba, która by w dodatku została wychowana w wierze reformowanej pod czujnym kochającym okiem wielkiej uczonej i królowej Katarzyny Parr. Nikt w Europie nie dorównuje mi uczonością, a już na pewno żadna moja rówieśnica. Nie uważam, aby moja kuzynka księżniczka Elżbieta miała zadatki na prawdziwą uczoną, gdyż wielu może aspirować do tego miana, wszakże prawdziwych mędrców da się policzyć na palcach jednej ręki. Nieszczęsna Elżbieta raczej nie należy do wybrańców, aczkolwiek pilnie studiuje księgi. Bardzo chce sprawiać wrażenie bystrej; pragnie przypodobać się preceptorom i pokazać z najlepszej strony. Tymczasem nawet ja muszę mieć baczenie, aby nie popaść w grzech pychy, chociaż matczysko twierdzi, że przede wszystkim powinnam się bronić przed ośmieszeniem. Gdy zaś próbuję jej uświadomić, że sama tkwi w grzechu, łapie mnie za ucho i grozi mi chłostą. Nie miałabym nic przeciwko męczeństwu za wiarę, jak w wypadku świętej Anny Askew, lecz sądzę, że Pana Boga bardziej cieszy, kiedy przeproszę, dygnę i zajmę miejsce przy stole jadalnianym. Poza wszystkim innym dziś na deser ma być mój ulubiony pudding gruszkowy podawany z crème brûlée, jak mówią Francuzi.

Chociaż bardzo bym chciała brylować w domu, nie do końca jest to możliwe. Bradgate House – nasza rodowa siedziba, w której nie brak bywałych w świecie domowników – mieści się pośród lasów Charnwood i nie ustępuje w niczym pałacowi Hampton Court, który przypomina też pod każdym względem, od ceglanych murów po imponującą bramę wjazdową. Mamy wszelkie prawo do takiej okazałości, ponieważ właściwie zaliczamy się do rodziny królewskiej; matczysko jest córką Marii Tudor, ulubionej siostry Henryka VIII i przez krótki czas królowej Francji, co czyni ją następczynią tronu Anglii zaraz po dzieciach niedawno zmarłego króla, a moich kuzynach: po młodym królu Edwardzie i po jego przyrodnich siostrach, księżniczkach Marii i Elżbiecie. To pokrewieństwo czyni nas najważniejszymi po Tudorach, o czym nie zapominamy ani na moment. Utrzymujemy liczną świtę – więcej niż trzysta osób – na potrzeby naszej piątki, a poza tym mamy stajnie z przepięknymi wierzchowcami, park łowiecki wokół, niezliczone wioski i gospodarstwa, rzeki i jeziora, wszystko to zaś w samym sercu Anglii. Ba, mamy nawet niedźwiedzia, który mieszka w klatce w stajniach i ku naszej uciesze bywa szczuty psami. A jak się komu nudzi, zawsze może urządzić walkę kogutów na dziedzińcu. Bradgate House to najwspanialsza siedziba w środkowej Anglii, z wielką salą, na której jednym krańcu wznosi się galeria dla muzyków, na drugim zaś podwyższenie, jakiego nie powstydziłby się pałac. Chlubimy się tym, że do nas należą najpiękniejsze angielskie ziemie. Co do mnie, zostałam wychowana w przekonaniu, że wszystko, co mnie otacza, należy do mnie – jako my należymy do Korony.

 

Nie da się ukryć, że pomiędzy matczyskiem a tronem stoi trójka jej wujecznego rodzeństwa: koronowany już na króla Edward, dwunastolatek jak ja, który jednak sprawuje władzę przy pomocy swego wuja, oraz dwie jego starsze siostry, księżniczka Maria i księżniczka Elżbieta. Zdaniem niektórych obie księżniczki nie mają co marzyć o włożeniu korony, gdyż zostały uznane za bękarty, nawet własny ojciec ich się wyrzekł. Już dawno wyrzucono by je poza nawias rodziny królewskiej, gdyby nie chrześcijańskie miłosierdzie mojej mentorki Katarzyny Parr, która sprowadziła je na dwór i otwarcie zaakceptowała, dając przykład innym. Najgorsze jednak ze wszystkiego jest to, że księżniczka Maria – niech Pan Bóg jej przebaczy – obnosi się z papistowską wiarą jak jakaś heretyczka. Choć to moja kuzynka i powinnam ją darzyć miłością, mierzi mnie jej towarzystwo, ponieważ wiem, że pod swoim dachem pilnuje godzinek, jakby żyła w klasztorze, a nie w kraju reformowanym, gdy przecież wszem wobec wiadomo, iż pod panowaniem króla Edwarda wszyscy jesteśmy protestantami.

O księżniczce Elżbiecie nawet nie wspomnę. Staram się ją wymazać z pamięci, odkąd naoglądałam się jej pod dachem Katarzyny Parr i młodego Tomasza Seymoura. Powiem tylko tyle, że Elżbieta powinna się wstydzić i że prędzej czy później przyjdzie jej odpowiedzieć przed Panem Bogiem za to, co uczyniła. Bo byłam tam i wszystko widziałam. Pogonie, mizianie i figlowanie z mężem własnej macochy. Przywiodła roztropnego Tomasza Seymoura do grzechu, a w końcu i do śmierci. Jej sumienie obciąża pożądliwość i cudzołóstwo, popełnione nawet jeśli nie w łożu, to w sercu. Jej ręce plami krew, bo wytknęła przecie ojczymowi zdradę i popchnęła go na szafot. To przez nią Tomasz Seymour myślał o sobie jako o kochanku i mężu przyszłej królowej Anglii. Być może nic z tego nie wyraziła na głos, ale nie musiała. Ważne, co robiła i co jemu kazała zrobić.

Lecz nie. Nie będę nikogo osądzać. Nigdy nikogo nie osądzam. Wydawanie sądów należy do Pana Boga. Mnie pozostaje skromność myśli, odwrócony wzrok i współczucie dla grzesznic i grzeszników tego świata, wszyscy bowiem żyjemy w grzechu. Zresztą mam pewność, że Pan Bóg nawet na Elżbietę nie spojrzy, gdy będzie się już smażyła w ogniu piekielnym, poniewczasie żałując chorobliwej rozwiązłości, braku lojalności i wybujałej ambicji. Ja co najwyżej użalę się nad nią wzorem Stwórcy, jednakże nie ma ona co liczyć na skrócenie wiecznych mąk.

W każdym razie – jako że przyrodnie siostry króla Edwarda zostały uznane za dzieci z nieprawego łoża i w związku z tym nie są godne korony – większe prawa do angielskiego tronu ma córka ulubionej siostry Henryka VIII, innymi słowy moja matka.

Właśnie z tego powodu tak ważne jest, aby ze szczerością serca przyjęła wiarę reformowaną i zarzuciła wszelkie papistowskie przesądy. Co do rozrywek, powinna zrezygnować z wystawnych uczt, tańców oraz polowań, którym oddaje się z lubością nienasyconego dzikiego zwierza, przemierzając okolicę na swym monstrualnym ogierze. W parku łowieckim nie sposób uciec przed dźwiękami jej rogów, a zwierzyna nie może być pewna dnia ani godziny. Nasza psiarnia pustoszeje, ilekroć odbywa się szczucie niedźwiedzia, jałówki stradają życie, by skończyć na ruszcie. Niesłychanie się obawiam, że matczyskiem powodują żądze (bo który Tudor nie ulegał swoim chuciom?). W parze z tym idzie nadmierna pycha (Tudorowie mają tyranię we krwi) i – co każdy widzi – ekstrawagancja przesłaniająca wszystko.

Czuję, że powinnam coś z tym zrobić, lecz gdy mówię preceptorowi, że zamierzam zarzucić matczysku grzech pychy, gniewu, łakomstwa, rozpusty i chciwości, poczciwiec odpowiada, że lepiej będzie, jeśli się powstrzymam – ja jednak wiem, że przemawia przez niego strach, wszyscy bowiem boją się Frances Brandon, nawet tatko. To tylko dowodzi, że istotnie matczysko przejawia ambicje i inne nie przystojące niewieście uczucia.

Żyłabym w strachu, gdyby nie moja wiara. To ona dodaje mi odwagi, o którą wyznawcy protestantyzmu niełatwo. Papiści nie mają tego problemu, na każdym kroku wszak napotykają drogowskazy: święte obrazki, witraże, zakonnice, księży, chór, kadzidło, mocne wino, w którym doszukują się słonego smaku krwi. Wszystko to jednak próżność i marność. Ja czuję siłę mojej wiary, gdy opadam na klęczki w chłodnej surowej kaplicy i po chwili słyszę głos Pana Boga, który przemawia bezpośrednio do mnie, łagodnie jak kochający ojciec. Gdy czytam samodzielnie Biblię i w uszach rozbrzmiewa mi Słowo Boże. Gdy modlę się o olśnienie i natychmiast wiem, że jego źródłem jest Biblia. Albowiem jam jest wybranką Pana Boga i jego rzeczniczką. Nieładnie zatem, że matczysko krzyczy na mnie:

– Na miłość Boską! Rozchmurzże się, dziewczyno, i wybierz na polowanie czy coś, zanim osobiście przepędzę cię z tej biblioteki!

Bardzo nieładnie. Mam tylko nadzieję, że Pan Bóg znajdzie w sobie przebaczenie, jako i ja znalazłam. Ale na pewno nie zapomnimy tej obelgi, ani On, ani ja.

Idę do stajni i dosiadam wierzchowca, nie dołączam jednak do grupy myśliwych, lecz jadę na przejażdżkę z Katarzyną – oczywiście w towarzystwie stajennego. Mogłybyśmy jechać przed siebie przez cały dzień, a jeszcze byśmy nie dotarły do granicy naszej posiadłości. Cwałujemy przez łąki, omijamy miedzami zieleniące się pola owsa, pokonujemy brody, przystając tylko po to, by konie ugasiły pragnienie krystalicznie czystą wodą. My, dzieci angielskiego rodu królewskiego, najszczęśliwsze na angielskiej prowincji, cieszące się swoim błogosławionym dziedzictwem.

Dzisiejszego dnia matczysko z jakiegoś powodu jest całe w uśmiechach. Doradza mi, abym włożyła nową suknię, tę z ciemnoczerwonego aksamitu, którą w ubiegłym tygodniu przysłano z Londynu w komplecie z czarnymi rękawami i bogato zdobionym kornetem – a dlaczego? Dlatego, że będziemy mieli ważnych gości na wieczerzy! Gdy pytam naszego szambelana, o kogo chodzi, słyszę, że swoją obecnością zaszczyci nas były lord protektor, Edward Seymour książę Somerset we własnej osobie. Do niedawna przebywał w Tower pod zarzutem zdrady, lecz został uwolniony i ma znów zasiadać w tajnej radzie. Nawet ja – pomimo młodego wieku – zdaję sobie sprawę, w jak niebezpiecznych czasach żyjemy.

– Przyjedzie ze swoim synem – dodaje szambelan i śmie do mnie mrugnąć, jakbym była trzpiotką, której serce zacznie mocniej bić na taką wieść.

– Och, to doskonała nowina! – wykrzykuje moja trzpiotowata młodsza siostra.

Ja tylko wzdycham wyrozumiale i mówię, że będę zajęta lekturą w swojej komnacie sypialnej do czasu, aż nadejdzie pora, by przebrać się do wieczerzy. Jeśli zamknę drzwi oddzielające moją komnatę sypialną od wspólnej komnaty prywatnej, Katarzyna – być może – zrozumie aluzję i zostawi mnie w spokoju.

Marzenia ściętej głowy.

Zanim zdążę usiąść, rozlega się pukanie w rzeźbione drewniane skrzydło, po czym Katarzyna wsuwa jasnowłosą głowę do środka i woła:

– Och! Czytasz?

– Taki miałam zamiar, zamykając drzwi.

Katarzyna pozostaje głucha na moją ironię.

– Jak myślisz, w jakim celu książę Somerset nas odwiedzi? – Wparowuje za próg, nie czekając na zaproszenie, ciągnąc za sobą Marię, jakby moja sypialnia była królewską komnatą audiencyjną, do której każdy może się dostać, pod warunkiem że jest przyzwoicie odziany.

– Wleczesz tu tego ohydnego małpiszona? – Podskakuję do niej, pokazując siedzące jej na ramieniu stworzenie.

Katarzyna robi oburzoną minę.

– Oczywiście. Pan Nochal wszędzie ze mną chodzi. Nie zabieram go tylko wtedy, gdy idę odwiedzić biednego misia. Pan Nochal boi się biednego misia.

– No, tutaj też nie ma wstępu! Nie pozwolę, żeby mi nabałaganił w księgach!

– Pan Nochal nigdy nie sprawia kłopotu. Przycupnie sobie u mnie na kolanach. Widzisz, jaki jest grzeczny?

– Wynieś go stąd.

– Nie.

– Rozkazuję ci wynieść go stąd!

– Nie masz prawa mi rozkazywać.

– Jestem od ciebie starsza, a poza tym to moja komnata...

– A ja jestem od ciebie ładniejsza i przyszłam tylko przez uprzejmość...

Mierzymy się przez chwilę wzrokiem. W końcu Katarzyna pokazuje srebrny łańcuszek, który oplata chudą szyję małpki.

– Joanno, proooszę! Będę go mocno trzymać – obiecuje.

– Ja potrzymam Pana Nochala! – ofiarowuje się Maria.

Po tych słowach następuje przepychanka, która z nich będzie dzierżyć srebrny łańcuszek – przy czym ani jedna, ani druga nie przejmuje się tym, że małpiszona w ogóle nie powinno tu być.

– Och, zostawcie mnie w spokoju! – rzucam z irytacją. – Obydwie!

Zamiast mnie usłuchać, Katarzyna podsadza Marię na krzesło, skąd nasza najmłodsza siostra – niewiele większa od lalki – uśmiecha się do mnie czarująco.

– Nie garb się – przypomina jej Katarzyna.

Maria prostuje plecy i wyciąga w górę szyję, aby wydać się wyższą niż w rzeczywistości.

– Nie! Po prostu sobie idźcie!

– Pójdziemy, jak tylko odpowiesz mi na pytanie. – Katarzyna się szczerzy, gdyż wie, że jak zwykle wygrała. Jest prześliczna, ale rozumu ma tyle co Pan Nochal.

– No dobrze – odzywam się stanowczo. – Pytaj, a potem zabieraj się stąd.

Katarzyna nabiera powietrza do płuc.

– Jak myślisz, w jakim celu książę Somerset nas odwiedzi?

– Nie mam pojęcia.

– A ja tak. Dlaczego tego nie wiesz? Sądziłam, że pozjadałaś wszystkie rozumy.

– Nie wiem, bo nie chcę wiedzieć – odpowiadam krótko.

– Znasz się tylko na księgach. Jak chcesz, to ci powiem.

– „Tylko na księgach” – powtarzam za tym aroganckim dzieckiem. – W rzeczy samej. Znam się na księgach. Gdybym zaś chciała dowiedzieć się czegoś o świecie, zapytałabym tatkę, który udzieliłby mi szczerej odpowiedzi. Nie musiałabym podsłuchiwać pod drzwiami rodzicieli ani łazić za służącymi w nadziei, że rozpuszczą jakąś plotkę.

Katarzyna wskakuje na łoże, jakby zamierzała u mnie zabawić co najmniej do wieczerzy, po czym wspiera się na poduszkach, jak gdyby szykowała się do snu. Małpka mości się obok niej i zaczyna iskać sobie jedwabiste futro.

– Toto ma pchły?

– Tak. – Katarzyna wydaje się nieporuszona. – Nie ma za to wszy.

– Nie chcę go widzieć w swojej pościeli!

W odpowiedzi Katarzyna sadza sobie małpkę na kolanach.

– Przestań wreszcie robić szum i posłuchaj. Książę przyjeżdża w sprawie twoich zaręczyn! – obwieszcza tryumfalnie. – No i? Myślałam, że się przewrócisz z wrażenia!

Do tego mi daleko, chociaż palec, którym zaznaczam miejsce na stronie, lekko mi drży.

– Gdzie to usłyszałaś?

– Wszyscy mówią tylko o tym. – To utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak łaziła za służącymi, tak jak przypuszczałam. – Ależ z ciebie szczęściara! Moim zdaniem młody Edward jest najprzystojniejszym mężczyzną na świecie.

– Być może, aczkolwiek tobie podoba się każdy, kto nosi pludry.

– Ma takie dobre oczy.

– Co do oczu zgoda, niewątpliwie je ma, lecz na pewno nie są zdolne do uczuć wyższych, co najwyżej do patrzenia.

– I taki uroczy uśmiech.

– Wyobrażam sobie, że uśmiecha się podobnie jak każdy, chociaż nie wiem, bo nigdy mu się nie przyglądałam.

– A do tego pięknie trzyma się w siodle, cudnie się ubiera, no i jest synem najznaczniejszego człowieka w całym królestwie. Nie znajdziesz w Anglii potężniejszego rodu od Seymourów. Ani bogatszego. Seymourowie są zamożniejsi nawet od nas. I pozostają bliżej tronu niż my.

Myślę sobie, acz głośno nie mówię, że nic z tego nie pomogło Tomaszowi Seymourowi, który minionego roku został skrócony o głowę – ni mniej, ni więcej, tylko przez Elżbietę – i nawet jego starszy brat nie był w stanie go uratować. A potem tenże starszy brat, lord protektor królestwa i opiekun osoby króla, sam popadł w niełaskę i dopiero teraz z całych sił stara się odzyskać wpływy.

– Przystojny syn lorda protektora – szepcze Katarzyna z zachwytem.

Jak zwykle wszystko jej się poplątało.

– Edward Seymour nie jest już lordem protektorem, nikt nie jest lordem protektorem, ponieważ zlikwidowano to stanowisko – pouczam siostrę. – Teraz na czele tajnej rady stoi lord przewodniczący, a jest nim John Dudley książę Northumberlandii. Skoro tak ci zależy na sojuszu z kimś ważnym, powinnaś zainteresować się Dudleyami.

– Cóż, możesz sobie mówić, co chcesz, ale książę Somerset pozostaje wujem króla, a młody Edward Seymour nosi tytuł hrabiego Hertford.

Irytuje mnie, że z taką poufałością moja siostra wyraża się o synu księcia, opanowuję się jednak i pytam spokojnym głosem:

– Czyli zdaniem wszystkich mam zostać narzeczoną Edwarda Seymoura?

– Owszem – potakuje niezrażona Katarzyna. – A po ślubie znowu opuścisz dom. Będę za tobą tęsknić. Bo choć nic, tylko narzekasz na moją głupotę, z tobą jest weselej. Kiedy mieszkałaś pod dachem Katarzyny Parr, bardzo tęskniłam za tobą. Jeśli mam być szczera, ucieszyła mnie wieść o jej śmierci... choć oczywiście było mi też niezmiernie przykro... bo dzięki temu mogłam liczyć, że wreszcie wrócisz.

– Nie jedź nigdzie, Joanno – uderza w bek Maria, która niewiele rozumie z naszej rozmowy.

Mimo że Pismo Święte nakazuje adeptowi nauk opuścić dom rodzinny, matkę i ojca, preceptora, braci i siostry w imię Ewangelii, ujmuje mnie przywiązanie najmłodszej siostrzyczki.

– Jeżeli zostanę powołana do wielkich rzeczy w świecie – mówię jej – będę musiała się wyprowadzić. Naszego kuzyna króla Edwarda otacza bogobojny dwór, na którym chętnie zamieszkam i, mając w pamięci, że to Pan Bóg powołał mnie do wielkości, będę dawać swoją osobą przykład innym. A kiedy przyjdzie twoja pora, wezmę cię pod swoje skrzydła i wszystkiego nauczę, pod warunkiem że będziesz mnie słuchała. – Oczy mi wilgotnieją. – Ja również będę za wami tęsknić, Mario, Katarzyno...

– I za Panem Nochalem także? – pyta z nadzieją Katarzyna, przesuwając się na łożu tak, aby podetknąć mi pod sam nos smutną twarzyczkę małpiszona.

Delikatnie odpycham jej wyciągnięte ręce.

– Nie, za nim nie.

Katarzyna nie pozwala się wytrącić z równowagi.

– Gdy przyjdzie pora mojego zamążpójścia, chcę narzeczonego co najmniej tak przystojnego jak Edward Seymour. Nie miałabym również nic przeciwko byciu hrabiną Hertford.

W tym momencie uświadamiam sobie, że taki będzie mój nowy tytuł i że – po śmierci mojego świekra – Edward odziedziczy tytuł księcia, co uczyni ze mnie księżną.

– Niech się dzieje wola Boga – mówię sentencjonalnie, mając przed oczyma truskawkowe listki książęcej korony i czując na ramionach ciężar gronostajowej peleryny. – Zarówno w odniesieniu do mnie, jak i do ciebie.

– Amen – kwituje rozmarzona wciąż Katarzyna, która chyba nie przestała myśleć o uśmiechu młodego Edwarda. – Amen...

– Coś mi się nie wydaje, aby Pan Bóg chciał cię uczynić księżną – dodaję.

Moja siostra spogląda na mnie wielkimi błękitnymi oczyma. Zauważam przy tym, że jej cera, bladością nie ustępująca mojej, poróżowiała lekko.

– Och, wymodlisz to dla mnie, Joanno – rzecze z zadziwiającą ufnością w głosie. – Wszystko jesteś w stanie wymodlić dzięki swej pobożności. Pan Bóg cię wysłucha i znajdzie dla mnie księcia. Tylko pamiętaj, ma być przystojny.

Aby oddać Katarzynie sprawiedliwość, muszę przyznać, że młody Edward Seymour jest równie czarujący jak wszyscy mężczyźni z jego rodziny. Mnie osobiście przypomina swego stryja Tomasza, który był najmilszym znanym mi mężczyzną – i mężem mej mentorki Katarzyny Parr, zanim Elżbieta zniweczyła ich szczęście. Młody Edward Seymour ma brązowe włosy i piwne oczy, dobre oczy. Nigdy wcześniej tego nie zauważyłam, ale moja siostra się nie myli: hrabia Hertford roztacza aurę ciepła i uśmiecha się w sposób nieodparcie czarujący. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie kryją się za tym wszystkim jakieś kosmate myśli. Ponieważ wychowywał się w pałacu, jako kompan młodego króla, znamy się nie od dziś – jeździliśmy razem konno i wspólnie tańczyliśmy, a nawet pobieraliśmy nauki jedno obok drugiego. Wiem zatem, że myślimy podobnie (wszyscy inteligentni młodzi ludzie myślą podobnie i hołdują wierze reformowanej). Mogłabym go nazywać swoim przyjacielem, gdyby w tej klatce z dzikimi zwierzętami zwanej dworem królewskim można mówić o przyjaźni. Choć zdaje się lekkoduchem, przepełnia go powaga i rozwaga. Z drugiej strony w pałacu, kiedyśmy zbytnio się pogrążyli w księgach z moim kuzynem królem Edwardem, młody Seymour zawsze potrafił rozluźnić atmosferę i rozbawić nas. Nigdy jednak nie przekroczył granicy dobrego smaku – król by na to nie pozwolił – tak więc jego krotochwile ograniczały się do błyskotliwych dowcipów. Gdziekolwiek się znajdzie, potrafi zjednać sobie ludzi. Sam jego widok wywołuje uśmiech na ustach innych. Aż miło bowiem na niego popatrzeć.

Inne książki tego autora