Nie jesteś tym, co masz

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dla moich krewnych i przyjaciół,

którzy mnie nauczyli

rozpoznawać, czy coś jest tak ważne,

by to zatrzymać…

a kiedy lepiej się z czymś pożegnać

Wprowadzenie

WITAJ – WŁAŚNIE ROZPOCZYNASZ DOŚWIADCZENIE, które może się okazać najbardziej satysfakcjonującym czasem twojego życia.

Nie wierzysz mi? Rozumiem. Najprawdopodobniej jesteś przekonana, że redukowanie, ograniczanie czegokolwiek powinno wzbudzać strach. Bo właściwie jak mogłoby być inaczej?

W miarę jak przemierzasz własne życie, napotykasz przełomowe momenty, które wymagają, żebyś zrobiła remanent w tym, co zebrałaś po drodze, i odrzuciła zbędny balast. Przeprowadzasz się do innego miasta; zawierasz związek małżeński czy decydujesz się na mieszkanie z kimś innym; przenosisz się do mniejszego domu z przyczyn finansowych; żegnasz dzieci, ponieważ dorosły, wyfruwają z rodzinnego gniazda, a ono nagle staje się pustawe i niepotrzebnie duże; albo opłakujesz śmierć współmałżonka czy rodzica.

Jeśli z wymienionych przyczyn redukujesz to, co posiadasz, najprawdopodobniej stajesz przed najistotniejszymi życiowymi wyborami. To właśnie dlatego ten proces tak często bywa bolesny. Ograniczenie wymaga od nas zmierzenia się z naszymi niepewnościami, naszymi relacjami i naszą własną śmiertelnością. Rzeczy, w których robisz remanent, mają moc przywoływania głębokich emocji i wspomnień, a te mogą cię łatwo wytrącić z obranego kierunku.

Czasem minimalizacja ruchomości wymaga, byś się pozbyła wielu przedmiotów, tak aby twój dobytek zmieścił się nowej przestrzeni, która może być znacznie mniejsza od tej posiadanej dotychczas. Niektóre z tych rzeczy naprawdę, ale to naprawdę lubisz. Może nawet nie wyobrażasz sobie bez nich życia! Aby zadanie stało się jeszcze trudniejsze, przypuszczalnie masz do dyspozycji niewygodnie mało czasu.

Brzmi znajomo?

A może czeka cię inny powszechny scenariusz polegający na odrzucaniu balastu: masz do przejrzenia rzeczy, które przez całe życie gromadził ktoś bliski twojemu sercu, na przykład twoi rodzice, dziadkowe czy inne osoby. Ich dom zawiera przedmioty, które mogą być dla ciebie ważne… ale przypuszczalnie musisz się z tym zmieścić w jeszcze krótszym czasie.

Brzmi znajomo?

Gdy stoisz przed takim czy innym projektem ograniczania, możesz się czuć przerażona perspektywą tego, że podejmiesz nieodpowiednią decyzję, wyrzucisz niewłaściwą rzecz, zrazisz do siebie kogoś z rodziny, zezłościsz rodziców albo po prostu znikniesz w otchłani maneli i nigdy się z niej nie wyłonisz z powrotem!

Brzmi znajomo?

Dla mnie tak. Wyzwanie polegające na ograniczeniu zgromadzonego w domu dobytku – czy są to nasze własne przedmioty, czy należące do kogoś innego – na wielu ludzi działa paraliżująco. Znam to doskonale, ponieważ tysiące razy pomagałem ludziom w rozprawieniu się z domową graciarnią. Kolejne tysiące razy udzielałem wskazówek w kwestii tego, co człowiek powinien zatrzymać, a czego się pozbyć, gdy minimalizuje swoje ruchomości lub się przeprowadza. Sam również musiałem przez to przejść, kiedy moja rodzina znalazła się w okolicznościach wymuszających ograniczenia.

Moja matka przez długi czas pielęgnowała mojego ojca w chorobie. Cztery lata po tym, jak odszedł, sama zapadła na zdrowiu, co wymagało, by się przeniosła do domu opieki. Podeszły wiek i postępująca demencja bardzo utrudniły jej ostatnie kilka lat życia, a potem ona też odeszła.

Tuż po jej śmierci w zimny australijski dzień moja młodsza siostra Julie i ja staliśmy pod domem opieki. Przyjechaliśmy tu po rzeczy z pokoju mamy. Większość tego, co wciąż posiadała, przekazaliśmy lokalnej organizacji charytatywnej. Pozostałe przedmioty zmieściły się w dwóch kartonowych pudełkach, które teraz ściskaliśmy zgrabiałymi rękami.

Siostra zwróciła się do mnie: „Mama przeżyła dziewięćdziesiąt dwa lata, a wszystko, co miała, trzymamy w dwóch pudłach. Czy to podsumowanie jej życia?”.

W kartonach spoczywały ostatnie nieliczne skarby, które dla naszej mamy Kath były bardzo ważne pod sam koniec jej wyjątkowego życia. Dorastała w biednej rodzinie i nie ukończyła podstawówki. W wieku 14 lat musiała opuścić dom i przemierzyć setki mil, by w zupełnie innej części Australii uczyć się zawodu pielęgniarki. Kilka lat później, podczas drugiej wojny światowej, opiekowała się rannymi żołnierzami.

Jako 34-latka miała pięcioro dzieci w wieku do siedmiu lat, a czekało ją jeszcze urodzenie dwojga. Moje rodzeństwo dochowało się w sumie dwanaściorga własnych pociech i wszyscy ci ludzie wyrośli na dobrze wykształconych, odnoszących sukcesy profesjonalistów.

Siostra i ja zatrzymaliśmy sobie tylko jej szczotkę do włosów, różaniec, zdjęcia i notatki, które sporządzała o swojej rodzinie, żeby ćwiczyć pamięć.

I tyle. Tych kilka rzeczy stało się ostatnimi pamiątkami, które mogły reprezentować naszą matkę. Wszystkie pozostałe przedmioty, których dotykała i używała w swoim długim życiu, już dawno pożegnaliśmy.

Wreszcie znalazłem słowa, by odpowiedzieć na pytanie Julie. „Życie mamy nie polegało na przywiązaniu do rzeczy” – stwierdziłem. To, co sprawiało, że było takie piękne, nie miało nic wspólnego z posiadanymi przez nią przedmiotami. Czy trzymała coś przez minutę, czy przez 90 lat, okazało się ostatecznie skończone i tymczasowe.

Mama zostawiła nam wiele nienamacalnych rzeczy – swój uśmiech, wspaniałe poczucie humoru i dobre rady – a to będzie trwało w naszych sercach. W ciągu najbliższych dni i miesięcy moje rodzeństwo i ja będziemy czerpali wielką radość z rozumienia jej spuścizny: jej dzieci, wnuków i prawnuków. Będą cudowne historie opowiadane przez starych przyjaciół podczas stypy. Fala pięknych kartek z wyrazami współczucia. I ciche strzępy rozmów, które powiedzą tak wiele o dobroci i życzliwości tej niesamowitej kobiety, jaką była moja matka.

Wcześniej, kiedy likwidowaliśmy dom naszych rodziców, jedną z nielicznych pamiątek, jakie zatrzymałem, była ozdobna miska z zielonego szkła, w której mama przyrządzała nam desery, gdy byliśmy mali. Nasza rodzina, teraz rozproszona, kiedyś skupiała się przy tym naczyniu. Ręce naszej mamy trzymały tę miskę. Jej łyżka do nakładania zostawiła kilka zadrapań na powierzchni, podczas gdy mama rozdawała nam porcje i podziwiała nas.

To coś znacznie więcej niż zwykłe naczynie. Dla mnie ma wartość skarbu.

Opowiadam ci o tym po to, żebyś nie pomyślała, że ograniczenie balastu ma polegać na wyrzuceniu wszystkiego! To, ile zachowałem dla siebie, u mnie zadziałało i pomogę ci określić, ile zadziała u ciebie.

Wiem, dlaczego tak wielu ludziom ograniczenie własnego dobytku wydaje się przerażające. Ale mogę ci dać słowo, że jeżeli zrobisz to w odpowiedni sposób, proces ten wcale nie przysporzy ci tyle zamętu, przykrości i stresu, ile się po nim spodziewasz.

Wiele osób, przytłoczonych tym, co je czeka, zwracało się do mnie z prośbą o system, który rozwiąże ich dylematy związane z pozbywaniem się rzeczy.

I oto on.

Sposób nazwany przeze mnie „zostaw to za sobą” sprawia, że proces staje się logiczny, łatwy do ogarnięcia i tak szybki, jak to tylko możliwe. Metoda ta podsuwa rozwiązania, które pozwolą się uporać z presją i zamętem, jakie możesz odczuwać, gdy pozbywasz się rzeczy należących do twoich bliskich.

Metoda „zostaw to za sobą” koryguje też niewłaściwe pojęcie, jakie być może do tej pory miałaś w sobie w związku z ograniczaniem! Poprowadzę cię krok po kroku przez inny rodzaj procesu ograniczania – taki, który zawczasu przygotuje cię emocjonalnie i mentalnie, a potem pomoże błyskawicznie przejrzeć stertę maneli i odkryć korzyści, które inni znajdują rzadko, takie jak:

 nowe spojrzenie na własne wspomnienia oraz na relacje, jakie wyrobiłaś sobie przez całe życie – odkryjesz tę nową perspektywę podczas przeglądania pamiątek wiążących się z owymi wspomnieniami i relacjami;

 lepsze porozumienie z bliskimi osobami, które przechodzą przez proces ograniczania wraz z tobą;

 więcej szczęścia, skupienia i pewności siebie na drodze wprowadzającej cię w nową fazę życia.

OGRANICZENIE POSIADANYCH RZECZY

TO NORMALNA I KONIECZNA CZĘŚĆ ŻYCIA

Większość domów jest wypełniona przedmiotami reprezentującymi wartość tego, co przeżyli i co osiągnęli do tej pory ich mieszkańcy. Niektóre z tych rzeczy są naprawdę niezbędne. Inne – bynajmniej.

Naczynia i narzędzia kuchenne oraz pościel są ci potrzebne do przyrządzania i jedzenia posiłków oraz do spania. Książki, czasopisma i sprzęt elektroniczny służą rozrywce. Komputery, narzędzia do obróbki drewna i instrumenty muzyczne zaspokajają twoją potrzebę twórczości. Ubrania, samochody, biżuteria – informują otoczenie o statusie, jaki osiągnęłaś lub masz nadzieję osiągnąć.

Jednak przechodząc z jednego etapu życia na drugi, czasami musisz zmienić kierunek swej drogi albo przebrnąć przez okoliczności, które dają ci mniej przestrzeni niż dotychczas. Nowa rzeczywistość oznacza, że nie będzie ci zbyt wygodnie z wszystkimi rzeczami, jakie do tej pory zgromadziłaś w życiu.

A może zmarło któreś z twoich rodziców bądź przenosi się do mniejszego lokum i to ty masz za zadanie przejrzeć wasze rodzinne skarby i zdecydować, co zatrzymujecie, a czego nie. Jak zobaczysz, czytając historie kilkorga ludzi, jeśli zatrzymacie zbyt wiele, może się to niekorzystnie odbić na waszym dobrostanie.

Aby pójść dalej, do przodu, masz trzy wybory:

 

 Możesz mentalnie i fizycznie narazić się na stres, próbując zachować wszystko i upchnąć to w nowym życiu czy nowej przestrzeni, gdzie nie ma na to miejsca.

 Możesz wykonać typowy proces minimalizacji, którego ludzie tak bardzo się boją – pośpiesznie przerzucić manele, poświęcając im możliwie jak najmniej uwagi. Takiego pochopnego podejścia zazwyczaj się później żałuje.

 Możesz podejść do tej sprawy w sposób, który zapewni ci spokój ducha i pomoże w pełni cieszyć się następnym etapem życia. Tak właśnie działa metoda „zostaw to za sobą”.

LUDZIE POTRZEBUJĄ LEPSZEGO SPOSOBU NA POZBYWANIE SIĘ BALASTU

Przez pozbywanie się zbędnego życiowego balastu rozumiem coś więcej niż wiosenne porządki. A także znacznie więcej niż zwykłe wyrzucanie starych gratów. Chodzi mi o poważny przegląd własnego dobytku i trwałe pożegnanie z jego dużą częścią. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że przez taki proces przejdziesz tylko kilka razy w życiu.

Stawia on przed tobą szczególne wyzwanie, ponieważ już i tak borykasz się z innymi dużymi zmianami życiowymi. Sam przygnębiający fakt rozstania się ze swoimi rzeczami może być ciężkim przeżyciem. A jednocześnie staniesz też przypuszczalnie przed bolesnymi wspomnieniami oraz przykrą świadomością w rodzaju: „Opłakuję stratę kochanej osoby” lub „Jak dam sobie radę z mniejszymi zarobkami?”. Jakby tego było mało, możliwe, że zarazem usiłujesz sprzedać dom, kupić nowe mieszkanie, umówić ekipę przeprowadzkową itd.

Metoda „zostaw to za sobą” pomoże ci skutecznie podjąć odpowiednie decyzje co do własnych rzeczy, nawet jeżeli masz z tym trudności. Przedstawię problemy, przed jakimi najczęściej stają ludzie minimalizujący swój dobytek, oraz pomogę ci zastosować w twojej konkretnej sytuacji techniki i metody, do których doszedłem sam.

Zaczniemy od podstawowej sprawy: gdy się rozglądasz po pokojach wypełnionych rzeczami, które masz do przejrzenia, zakłopotanie czy ból, jakie odczuwasz w związku z pozbywaniem się niektórych rzeczy, nie dotyczą samych przedmiotów. Dostrzegasz tylko powierzchowny poziom. Należy jednak sięgnąć głębiej. Właśnie tam, pod tymi wszystkimi manelami, kryje się idea, z którą musisz się zmierzyć:

 Nie jesteś swoim majątkiem ani swoim kontem bankowym, ani nawet swoją karierą zawodową. Jeśli do tej pory definiowałaś siebie poprzez to, co posiadasz albo jak zarabiasz na życie (nie przejmuj się – wiele osób tak robi!), ograniczenie posiadanych rzeczy będzie wymagało zweryfikowania tego sposobu myślenia.

 Wkraczasz w nową fazę życia, która zmieni twoją tożsamość. Zakręt życiowy, który każe ci zminimalizować dobytek, to obwieszczenie, że już nie jesteś: dzieckiem, singlem, mężatką / żonatym mężczyzną, pracownikiem na drabinie kariery, właścicielką dużego domu w prestiżowej dzielnicy, osobą, która może zadzwonić do domu i porozmawiać z mamą czy tatą, albo kimkolwiek, kim byłaś do tej pory.

 Wiele rzeczy, których musisz się pozbyć, jest do ciebie mocno przyklejonych lepką warstwą wspomnień, smutku, niepokoju i poczucia winy.

 Gdy tylko zaczniesz rozmawiać o pozbywaniu się rzeczy, w rodzinie mogą się pojawić napięcia.

Czasami przywiązanie do przedmiotów przytłacza nas i paraliżuje. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli do tego dojdzie, odbiera nam to zdolność podejmowania decyzji. Skoncentrowane działanie staje się niemal niemożliwe.

Jeżeli nie umiesz zostawić za sobą swoich rzeczy, nie pozwolą ci one pójść naprzód.

ZMNIEJSZ ŁADUNEK I WYDOSTAŃ SIĘ ZE STARYCH KOLEIN

Pracowałem kiedyś z ludźmi, którzy po śmierci babci wynajęli kontener magazynowy, żeby umieścić tam rzeczy z jej domu. Po 20 latach wciąż płacili czynsz za wynajem, mimo że ani razu nie zajrzeli do środka. Niektórzy ludzie wypełniają swoje domy pamiątkami po zmarłych krewnych. Albo trzymają rzeczy z dzieciństwa swoich pociech, które już dorosły i założyły własne rodziny.

Posiadane przedmioty – i emocjonalny ładunek, jaki z sobą niosą – mogą się stać tak ciężkie, że twój życiowy wóz ugrzęźnie z nimi. Nawet jeśli przeniesiesz się na nowy etap życia, nie docenisz tego w pełni, tonąc pod stertą starych maneli.

Jeżeli uda ci się ją zminimalizować, wyjdziesz z tego lekka i uwolniona. Otoczysz się rzeczami sprawiającymi radość i przyjemność. Będziesz w stanie w pełni wykorzystać nowe możliwości.

I nie martw się, że bezmyślnie pozbędziesz się wszystkich swoich życiowych skarbów i ruszysz dalej z pustymi rękami. Nie o to chodzi w metodzie „zostaw to za sobą”. Jeżeli wyrzucisz wszystko hurtem, nie poświęcając uwagi głębszym kwestiom, które się łączą z przedmiotami, twoje stare traumy pozostaną z tobą, podobnie jak cały twój smutek, niepokój i poczucie winy. Wciąż będziesz mieć nierozwiązane rodzinne konflikty i rozczarowania. Cały ten niewidoczny ciężar będzie cię przygniatał. Zaważy na kolejnej fazie twojego życia i uniemożliwi ci czerpanie z niej radości (a ty będziesz kupować kolejne rzeczy, by ukryć pod nimi stare żale).

Na czym więc polega sposób „zostaw to za sobą”? Z determinacją zmierzysz się z przedmiotami wypełniającymi teraz twój dom. Które z nich przywołują złe wspomnienia? Które budują wokół ciebie mur oddzielający cię od nowych szans i możliwości proponowanych przez nowe życie?

Zastanów się też, które rzeczy reprezentują cenną dla ciebie spuściznę po ukochanych osobach. Które pewnego dnia mogą się stać nośnikiem takiej spuścizny?

W proces ten prawdopodobnie będą zaangażowani bliscy ci ludzie: może twoje dzieci – czy dorosłe, czy jeszcze małe; mąż/żona; rodzeństwo; rodzice. Metoda „zostaw to za sobą” daje wam niesamowitą okazję do rozwiązania problemów, umocnienia więzi i ponownego odkrycia tego, co was łączy.

Ten rodzaj minimalizowania balastu zdecydowanie wymaga pracy. A także czasu. Rozumiem, że możesz już być skonana, że masz przeładowany grafik, że wzdragasz się przed podjęciem kolejnych wyzwań. Jednak przyjmując takie podejście, w rzeczywistości uwiniesz się z uwalnianiem od balastu szybciej i łatwiej. Dzięki temu przejście do następnej fazy życia dokona się o wiele lepiej.

W ostatnich latach miałem do czynienia z kilkoma wielkimi zakrętami życiowymi. A w najbliższej przyszłości czekają mnie następne.

Kiedy to piszę, mój mąż i ja zastanawiamy się nad przeprowadzką do mniejszego domu w innym mieście, co będzie wymagało pożegnania ze znaczną częścią posiadanych rzeczy. Ponadto osiągnąłem wiek (datę urodzenia zachowam dla siebie, dziękuję za wyrozumiałość), który pozwala mi stwierdzić, że najbardziej pracowite lata mojej aktywności zawodowej kiedyś dobiegną końca. To jeszcze nieprędko, ale… gdy miałem 30 lat, nawet hipotetycznie tego nie zakładałem.

Oto co odkryłem na postawie zarówno doświadczeń własnego życia, jak i historii innych ludzi. Zakręty życiowe, przestawiające naszą drogę na zupełnie inne tory, mogą nami wstrząsnąć do głębi. Mogą sprawić, że będziesz się zastanawiać nad tym, co zrobiłaś ze swoim życiem, i martwić o to, co cię czeka. „Czy do tej pory dokonywałam właściwych decyzji? Czy teraz moje postanowienie jest właściwe?” – możesz rozmyślać.

Wyzwania te jednak dają wspaniałą okazję do rozpoczęcia na nowo – o ile tylko sobie na to pozwolisz.

Pożegnanie z posiadanymi rzeczami może być przerażające, ponieważ kim właściwie jesteś bez nich? Jeżeli zrobisz to dobrze, sam proces ograniczenia odpowie ci na to pytanie.

Ponadto przyniesie ci kilka innych darów. Jednym z nich będzie ulga. Wielu ludziom umyka ona jednak, ponieważ kłócą się z rodzeństwem o kolekcję figurek, której tak naprawdę nie chcą. Innym darem poprawnie przeprowadzonej minimalizacji jest uwolnienie. Wielu ludzi nie dostrzega go jednak, ponieważ gorączkowo upychają w przeprowadzkowym samochodzie pudła, które powędrują prosto na strych ich nowego domu. Twoje życie się zmienia, a ty może prosiłaś się o te zmiany, a może nie. Tak czy inaczej masz teraz niepowtarzalną okazję do stworzenia sobie takiego życia, jakiego pragniesz. A ja chcę ci pomóc, byś wykorzystała tę okazję, jak tylko się da.

Gotowa? Zaczynamy!

CZĘŚĆ I

Potężne korzyści płynące z minimalizacji

MIMO ŻE DZISIEJSI KLIENCI zazwyczaj bez większego kłopotu znajdują powody do kupowania coraz to nowszych rzeczy, sklepy i tak podsuwają im kolejne wspaniałe preteksty do wyjęcia z portfela karty płatniczej.

Konsumenci w Chinach z radością powitali u siebie nowe święto – Dzień Singla – wymyślone ku czci ludzi niepozostających w związkach, a przypadające na 11 listopada. Ostatnio Chińczycy zakupili tego dnia na Amazonie towary o wartości przekraczającej 14 miliardów dolarów.

Jeżeli w najbliższej przyszłości Dzień Singla przyjmie się w Ameryce Północnej i gdzie indziej, wcale mnie to nie zaskoczy. Z drugiej strony coraz więcej ludzi dostrzega obecnie wartość, jaką niesie z sobą prostsze życie, kładące mniejszy nacisk na posiadane ruchomości, dlatego nie zdziwiłbym się również, gdyby przyjęło się inne święto – Dzień Ograniczania Dobytku.

Często gromadzimy manele, ponieważ tego nauczyło nas społeczeństwo. Część tych przedmiotów aspiruje do miana pamiątek rodowych, gdyż nasi rodzice, dziadkowie bądź wujek, którego imienia już nie pamiętamy, dawno temu powiedzieli nam, że powinniśmy tę rzecz szanować.

Skoro zbliżasz się do własnego Dnia Ograniczania Dobytku, pora, abyś przejęła kontrolę nad tymi decyzjami. Zamiast kupować kolejne niepotrzebne rzeczy, pozbądź się tych, które już masz i ich nie potrzebujesz. Zanim zaczniesz, chciałbym, byś się zastanowiła nad kwestiami poruszonymi w tej sekcji:

 Dlaczego powinnam się pozbyć rzeczy?

 Jeśli zdecyduję się z nimi pożegnać, czy jestem gotowa odkryć schowaną pod nimi prawdziwą siebie?

Rozdział 1

NARÓD SZUKA MIEJSCA, W KTÓRYM ZŁOŻY SWE SKARBY

W TEJ CHWILI PATRZĘ NA MEBEL wystawiony na sprzedaż na craigslist, mający na pewno mniej niż 10 lat, ale już wyglądający na zabytek z dawno minionej, tajemniczo nieokreślonej epoki.

To dębowa szafa na sprzęt audio-wideo, utrzymana w stylu misyjnym. Ma trzy i pół metra szerokości i około dwóch metrów wysokości, wygląda więc bardziej na meblościankę niż szafkę RTV. Właściciel, który próbuje ją sprzedać za ułamek tego, co zapewne za nią zapłacił, twierdzi, że to „solidny mebel”, „przetrwa niejedno pokolenie”.

Zdecydowanie wierzę w solidność szafy, ale co do „niejednego pokolenia” jestem sceptyczny. Moim zdaniem już dziś wiele osób nie chciałoby mieć takiego mebla, a co dopiero za 50 lat! Zbudowano go, by pomieścił masywny pudełkowy telewizor ustawiony na czymś w rodzaju piedestału. Po obu stronach wznoszą się potężne wieże półek przeznaczonych na płyty CD i DVD. Pamiętacie je jeszcze?

Podobne zwaliste szafy i meblościanki na RTV przeżyły swoje złote lata w amerykańskich domach, ale ten okres nie był długi. Krótko po tym, jak zaczęły królować w salonach i dużych pokojach, technologia, dla której zostały stworzone, powoli już zanikała.

Telewizory płaskoekranowe stały się na tyle cienkie, że wiszą na ścianie jak obrazy. Zakurzone sterty płyt ustąpiły miejsca muzyce cyfrowej, którą przechowujemy na mniejszych nośnikach lub czerpiemy bezpośrednio z sieci. Mając w domu dostęp do szybkiego internetu, a nierzadko Wi-Fi w całej strefie mieszkalnej, nie potrzebujemy już nawet odtwarzacza DVD.

Podczas gdy to piszę, podobnych dębowych sprzętów próbuje się pozbyć 311 osób w okolicy Los Angeles. Jak kraj długi i szeroki takie meble stoją na trotuarach przed domami z wywieszką „Na sprzedaż” (albo „Oddam za darmo”), tłoczą się w komisach i ośrodkach charytatywnych oraz czają w piwnicach, gdzie służą teraz do upychania niepotrzebnej domowej drobnicy.

Ta ostatnia – niekiedy wraz z przestarzałymi meblami – trafia na wysypisko śmieci. Jak kilka lat temu napisano w „Wall Street Journal”: „Wielu ludzi dokonuje niemiłego odkrycia – ich cenione rodzinne dziedzictwo zamieniło się w graty”.

Przeciętne domostwo zawiera najróżniejsze przedmioty, które lata świetności dawno mają za sobą, a do dzisiejszych czasów nie pasują. Takie chociażby kruche serwisy porcelanowe i ciężkie, rzeźbione ramy obrazów nadal mogą wyglądać pięknie, ale dla dzisiejszych młodych dorosłych osób są równie przydatne co szafa pełna pasiastych jednoczęściowych kostiumów kąpielowych sprzed wojny.

Według wspomnianego artykułu prasowego szczególnie problematyczne okazują się tak zwane brązowe meble. Ciężkie, wykonane z litego drewna, skóry i z grubą wyściółką tapicerską. Budowano je w minionej epoce dla nabywców ceniących solidne rzemiosło. Tacy ludzie zapraszali przyjaciół na posiłki w wystawnie urządzonej jadalni i otaczali się porządnymi rzeczami, by je przekazać następnemu pokoleniu, które w ich mniemaniu miało to docenić.

 

O ile mieszkasz w domu, w którym wszystko wygodnie się mieści, nie musisz specjalnie się martwić o przestrzeń dla rzeczy mających już swoją użyteczność za sobą. Może twoja gigantyczna drewniana szafka RTV dostała od ciebie wyrok w zawieszeniu. Bądź co bądź płaskoekranowy telewizor jakoś się w nią wpasował – o ile nie jest zbyt duży. Poza tym moda wraca, prawda? Może za 20 lat będziesz zadowolona, że nie wyrzuciłaś tego grata. Albo któreś z twoich dzieci spożytkuje go na swój sposób.

A może stara szafka tak wtopiła się w otoczenie, że już jej nie dostrzegasz. To jedna z tych rzeczy, które po prostu są.

Wszyscy na co dzień bez namysłu wyrzucamy drobiazgi, których nie potrzebujemy, jak opakowania po gumie, paragony sklepowe i inne śmieci. Z drugiej strony w szczególny sposób cenimy przedmioty, które zapewne ratowalibyśmy z pożaru, takie jak albumy ze zdjęciami czy rodzinna Biblia z datami urodzin pradziadków.

Ale pomiędzy tymi skrajnościami jest w naszym domu wiele rzeczy niełatwych do jednoznacznego osądu. To może być coś cennego czy użytecznego albo coś, co lubisz z powodu, którego właściwie nie umiesz wyjaśnić, bądź po prostu wydaje się, że takie rzeczy trzeba mieć w mieszkaniu. Robisz więc na to miejsce. Szafki i regały niepostrzeżenie zapełniają się manelami.

Domowe skarby zaskakująco szybko

tracą na wartości

Jeżeli chcesz dowodu na to, że nasze gusta zmieniają się szybciej od naszych rzeczy, weź pod uwagę to: wielu młodych ludzi nie potrzebuje już nawet telewizorów.

Badania przeprowadzone przez Deloitte wykazały, że w 2015 roku grupa wiekowa od 14 do 25 lat z czasu poświęconego na oglądanie telewizji tak naprawdę tylko 43 procent przesiedziała przed prawdziwym odbiornikiem telewizyjnym. Młodzi ludzie oglądają telewizję przede wszystkim na komputerze, tablecie lub smartfonie.

Oczywiście wielu amatorom oglądania filmów czy programów TV oraz grania w gry wideo nic nie zastąpi 60-calowego ekranu podłączonego do dudniących głośników.

Często jednak ludzie pragną elastyczności i mobilności, dlatego przedkładają przenośne urządzenia nad wartę pełnioną przy wielkim, przymocowanym na stałe odbiorniku.

Inni nie chcą kupować kosztownego sprzętu, który służyłby głównie do jednego celu, skoro tańsze urządzenia mogą dostarczyć dostęp do internetu, komunikacji i telewizji.

Warto zadać sobie pytanie: czy jakieś meble w twoim domu nie proszą się o to, by je sprzedać, zanim staną się całkiem przestarzałe? Jeżeli trzymasz coś dla swoich dzieci lub wnuków, czy uznają tę rzecz za użyteczną czy raczej niedorzeczną?

Kiedy jakaś rzecz zostaje wyprodukowana, już się potem nie zmienia. Stworzono ją dla konkretnej epoki. Do konkretnego celu. Dla odbiorców, którzy w danym momencie mieli konkretne oczekiwania.

Ale zmienia się nasze życie. Nie chodzi tylko o to, że technologia staje się przestarzała, a w modę wchodzą nowe style – przesunięciu ulegają również nasze zainteresowania i systemy wartości. Jesteśmy innymi ludźmi niż 20 lat temu. Co zrobisz z całym tym kramem, gdy się przeniesiesz do mniejszego domu albo nawet w nowe miejsce o takiej samej powierzchni, lecz inaczej zaprojektowanej, nieodpowiedniej dla starego typu mebli?

I podobnie: jak podejmiesz właściwe decyzje, kiedy sortujesz rzeczy swoich starszych rodziców, którzy przenoszą się do domu opieki? Nie będziesz używać maszyny do szycia swojej babci, ale to urządzenie jest coś warte, prawda? Przylgnęły do niego wspomnienia, które chyba trzeba zachować, czyż nie? Czy ktoś nie powinien zadbać o należącą do twojego ojca kolekcję pamiątkowych puszek po piwie, nawet jeżeli tym kimś nie będziesz ty?

Co masz zrobić z tymi wszystkimi rzeczami, na które twoi rodzice i dziadkowie ciężko pracowali i które reprezentują przegląd twojego życia albo nawet streszczenie kilkupokoleniowej historii waszej rodziny? Kiedy robisz potężny krok naprzód i przeprowadzasz się w nowe miejsce, ile z tego zbioru powinno ci towarzyszyć? Gdy mama i tata odejdą, co z ich ruchomości zatrzymasz, by ci o nich przypominało?

Przed tego rodzaju pytaniami staje wielu ludzi. Niestety, tradycyjna metoda pozbywania się balastu daje bardzo niewiele odpowiedzi.

W NAJBLIŻSZEJ PRZYSZŁOŚCI MINIMALIZACJA MIENIA BĘDZIE DOTYCZYŁA MILIONÓW LUDZI

W Stanach Zjednoczonych pokolenie baby boomers, a więc osoby urodzone w czasie powojennego wyżu demograficznego, przez znaczną część życia miały ogromny wpływ na wszystko. Od połowy lat 40. do połowy lat 60. XX wieku przyszły tam na świat 72 miliony dzieci, do czego dołożyło się 6 milionów ich rówieśników przybywających z innych krajów, w tym ja.

Skoro tak duża grupa ludzi przechodziła przez zakręty życiowe i kamienie milowe kariery mniej więcej w tym samym czasie, ich zainteresowania stały się zainteresowaniami całego kraju. Ich troski stały się troskami całego kraju. W najbliższych latach wielu boomersów będzie się chciało przenieść do mniejszych domów, a ta migracja sprawi, że dylematy związane z majątkowym balastem będą powszechne.

Jak podaje AARP, obecnie w każdym miesiącu kolejne 240 tysięcy boomersów kończy 65 lat. Choć wielu z nich wciąż pracuje, ten wiek tradycyjnie uważany jest za początek emerytury.

Przeprowadzona niedawno ankieta wykazała, że 64 procent emerytów podczas emerytury co najmniej raz postanowiło się przenieść. Starsi ludzie najczęściej rozważali przeprowadzkę, aby być bliżej rodziny albo obniżyć koszty utrzymania domu.

Z tej samej ankiety wynika również, że 51 procent przy poprzedniej przeprowadzce wybrało mniejsze lokum. Wszystko to sugeruje, że w najbliższych latach miliony boomersów, chcąc nie chcąc, będą się pozbywać części ruchomości, by zmieścić dobytek w mniejszych domostwach. Wielu innych – takich, którzy obecnie nie spodziewają się ograniczeń – będzie musiało zmienić plany, gdy staną przed problemami natury zdrowotnej czy finansowej.

Liczni boomersi ponadto właśnie docierają do kolejnego zakrętu, na którym nagromadzenie posiadanych ruchomości nie przystaje do przestrzeni, jaką mają do dyspozycji.

Kobieta przerażona, że straci swoje

rzeczy – i zatraci się sama – u progu nowego życia

Susan Moore, gdy po raz pierwszy z nią rozmawiałem, miała wyjątkowo nerwowy tydzień.

Spod jej domu w okolicy San Francisco właśnie wytoczył się dziewięciometrowy wóz przeprowadzkowy, wypakowany rzeczami tak ciasno, jak tylko Susan i jej mąż zdołali je upchnąć. Teraz byli w trakcie ładowania swojego dobytku na pakę kolejnej potężnej ciężarówki. Wkrótce Susan miała wskoczyć za kierownicę osobówki, by po 11 godzinach dojechać do ich nowego domu koło Phoenix, w Arizonie.

„To bodaj najcięższe zadania, przed jakimi stałam w życiu” – zwierzyła mi się. Przez 31 lat mieszkała w tym samym domu, gdzie wraz z mężem, Richem, wychowywała dzieci. Pracowała jako asystentka nauczania specjalnego w szkole, do której wcześniej sama chodziła. Jej rodzice mieszkali trzy przecznice dalej. Czuła się „zakorzeniona i wrośnięta” w tę okolicę, jak to określiła.

Lecz jej rodzina zaczęła się rozpraszać. Najpierw syn, studiując na Uniwersytecie Arizony, poznał tam miejscową dziewczynę. Wzięli ślub i doczekali się dzieci. Rodzice Susan odwiedzili słoneczny stan i wkrótce też się przenieśli w tamte strony. Susan i Rich postanowili więc podążyć za nimi. Wnuki dorastały daleko, a rynek nieruchomości akurat sprzyjał sprzedawaniu, co nie musiało trwać wiecznie. „Popracowaliśmy więc nad naszym domem, doprowadziliśmy go do idealnego stanu, wystawiliśmy na sprzedaż i po sześciu dniach mieliśmy sfinalizowaną transakcję” – opowiadała.

Przez całe życie Susan miała tyle przestrzeni do składowania rzeczy, że nie musiała się przejmować ich ilością. Właściwie – wspominała – „zanim wyprowadzili się rodzice, często do nich chodziłam i brałam stamtąd to i owo. Mam cały serwis porcelanowy mojej mamy, trochę mebli i kilka śnieżnych kul z jej kolekcji. Wszystko to zapełniłoby spory samochód dostawczy, a zmieściło się do wielkiej szopy na tyłach naszego ogrodu”.