Pustynny książę. Księga I

Tekst
Z serii: Cykl Zmroku #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Pustynny książę. Księga I
Pustynny książę. Księga I
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 96,08  76,86 
Pustynny książę. Księga I
Audio
Pustynny książę. Księga I
Audiobook
Czyta Filip Kosior
54,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Spis treści

Karta tytułowa

Spis opowieści

Drzewo genealogiczne

Mapa

Fort Krasja

1. Jestem Olive

2. Jedno i drugie

3. Kompromis

4. Jestem Darin

5. Majah

6. Chłopcy

7. Zawiedzione zaufanie

8. Sprawy rodzinne

9. Bunkier

10. Kłopoty

11. Lekcja Michy

12. Więzy krwi

13. Towarzysze zabaw z dzieciństwa

14. Kości

15. Ojciec

16. Generał Rębacz

17. Uprowadzenie

18. Ukryty książę

19. Tajemnica

20. Aury

21. Fort Krasja

22. Nigdy nie przestawaj walczyć

23. Chadan

24. Tikka

25. Owsianka

26. Broń

27. Nów

28. Szczyty murów

29. Mężczyźni

30. Zielona krew. CZĘŚĆ PIERWSZA

Słownik pojęć z języka krasjańskiego

Grymuar runów i demonów

Runy obronne

Runy wojenne

Runy percepcji

Karta redakcyjna

Okładka






Cassandrze

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20


1
Jestem Olive

349 ROK PLAGI

Głowa odskoczyła mi gwałtownie, gdy Micha, zajęta rozdzielaniem moich długich, czarnych włosów i splataniem ich w warkocze, szarpnęła mocniej niż zwykle, choć byłam do tego przyzwyczajona. Odkąd pamiętam, zawsze szarpano mnie i popychano, bym spełniła czyjeś oczekiwania.

– Nie ruszaj się – burknęła babcia Elona, nakładając nieco pudru na pędzel. – O mało nie upudrowałam ci źrenic.

– Po co w ogóle to robisz? – odparłam marudnym tonem. – Przecież i tak twarz zasłoni mi płótno.

Elona wybuchła śmiechem.

– Na makijaż zawsze jest czas – stwierdziła.

Wiedziałam, że dla niej to nie żart. Jeszcze nie widziałam, by babcia kiedykolwiek pozwoliła sobie na jakiekolwiek zaniedbanie, jeśli chodziło o wygląd. Wnet zakończyła pracę wokół oczu i zabrała się za rzęsy.

– Jesteś księżniczką Zakątka. Cóż, podobnie jak inne uczennice musisz stroić się w worek na ziemniaki, ale nie zapomnij, że te dziewczęta spoglądają na ciebie z podziwem. Musimy zadbać o to, byś była najpiękniejszą w ich gronie.

– Pani Darsy szykuje dziś sprawdzian z wiedzy o ziołach – powiedziałam. – Muszę znaleźć chwilę, by porównać notatki z Selen.

– Tss – Micha syknęła z dezaprobatą. – Takimi rzeczami trzeba było zająć się wczoraj, siostro.

Micha i ja miałyśmy tego samego ojca, Ahmanna Jardira, który zasiadał na tronie Krasji, rozległego i potężnego imperium na południu. Przed moim urodzeniem Thesa i Krasja toczyły wojnę, a niektórzy mawiali, że gdyby nie ja, starcia trwałyby nadal. Wedle matki to wierutne bzdury, mimo to nie pozwalała mi odwiedzić dworu ojca. Większość tego, co wiem o moich rodakach, pochodzi od Michy i nauczycieli.

Micha wychowała się w Krasji, co podkreślała noszeniem czarnych szat, zakrywających całe ciało z wyjątkiem dłoni i twarzy. Ona również upudrowała policzki i uszminkowała usta, choć poza kobietami w tym pokoju i jej żoną Kendall nikt nie miał szans tego ujrzeć. Micha była niewyobrażalnie piękną kobietą, ale gdy wychodziła z moich komnat, zasłaniała dolną część twarzy białą woalką noszoną przez mężatki.

Miała nieco ponad trzydzieści lat, a więc była dwa razy starsza ode mnie i zawsze traktowałam ją bardziej jak nianię niż siostrę. Księżna co prawda zawsze znajdowała dla mnie czas, jeśli chciałam się z nią zobaczyć, lecz służba i doradcy nieustannie kręcili się w pobliżu, przez co zazwyczaj czułam się, jakbym przeszkadzała w podejmowaniu jakiejś ważnej decyzji. To Micha zwykle układała mi włosy, szorowała plecy i wszędzie mi towarzyszyła. Kochałam ją, a ona mnie, jednak nadal traktowała mnie jak dziecko, a jej surowe zasady czasem dusiły mnie i przytłaczały.

– Ta moja córka od siedmiu boleści i tak ci niewiele pomoże – stwierdziła babcia. – Selen nie należy do najbardziej rozgarniętych dziewcząt na świecie, a jej uroda dorównuje inteligencji. Poza tym jesteś przecież córką księżnej. Naprawdę przejmujesz się jakimś sprawdzianem z zielarstwa?

– Księżna... – odpowiedziałam. – Jeśli się pomylę choć w jednym szczególe... Na noc, ona zmyje mi głowę, nawet jeśli odpowiem prawidłowo, ale nie do końca!

Babcia zachichotała.

– No tak. Moja Leesha taka jest, choć wciąż uważam, że powinnaś bardziej przejmować się ćwiczeniem w walce niż zielarstwem. Dopiero co zamaskowałam pudrem siniak na twoim policzku.

– Selen udało się mnie trafić – odparłam, zresztą zgodnie z prawdą. Zataiłam natomiast to, że Selen udawało się to całkiem często. W końcu była jedną z najlepszych uczennic kapitan Wondy. – Przecież siniak już znikł.

– Rano wciąż było widać – rzekła babcia. Nie należała do ludzi, którzy by ustępowali w jakiejkolwiek sprawie, nawet jeśli się mylili. – Ale nie o to chodzi. Masz przecież wszędzie ochronę. Po co ci te ustawiczne bijatyki na podwórzu?

– Sharusahk jest fajniejszy od zielarstwa – powiedziałam. – Przynajmniej w walce jestem naprawdę dobra.

– Znałam w życiu wielu ludzi, którzy byli dobrzy w walce – padła odpowiedź. – Zabawne, ale jakoś mało komu udało się dożyć, by móc dotrzymywać nam teraz towarzystwa.

– Księżniczka zawsze jest celem dla wrogów jej rodziny – wtrąciła się Micha. – Mogą kiedyś przyłapać ją z dala od straży, a wówczas Olive będzie się cieszyć, iż umie się obronić.

Zdusiłam chęć, by wywrócić oczami. Cóż takiego niania Micha mogła wiedzieć o walce? Nigdy nie widziałam, by choć rozdeptała robaka. Powstrzymywała się nawet od jedzenia mięsa.

 

– Też jesteś księżniczką. Czemu ty nie musisz walczyć?

– Plemię Kaji zrodziło wiele księżniczek – rzekła Micha. – Gdyby przytrafiło mi się jakieś nieszczęście, mamy wiele innych, które mogą zająć moje miejsce. Ty zaś jesteś jedyną następczynią swej matki. Zakątek ma tylko ciebie.

W jej głosie nie było smutku – równie dobrze mogłaby mówić o pogodzie, a mimo to takie słowa bardzo mi ciążyły. Matka Michy znajdowała się nisko w hierarchii wielu żon ojca, a ona sama nie była dużo starsza ode mnie, gdy wysłano ją z osławionych letnich pałaców Krasji, by zamieszkała w zimnej, deszczowej Thesie wśród ludzi, którzy ongiś byli jej wrogami, aby zajmować się najmłodszą siostrą. Czy kiedykolwiek przeklinała swoje wygnanie? Nie wiem. Ja z pewnością nienawidziłabym takiego losu, lecz Micha nigdy słowem się nie zająknęła, jakoby była niezadowolona z życia. Miałam wrażenie, że w Zakątku jest szczęśliwsza ode mnie.

– Gotowe – oznajmiła.

– Tu też. – Elona nałożyła szminkę w ostatnie miejsce. – Zrób dzióbek.

Zacisnęłam usta, by wyrównać kolor, i spojrzałam w lustro. Nie przestawałam narzekać na pośpiech, jednak byłam pełna podziwu wobec kunsztu babci. Umiałam sobie poradzić z makijażem, ale Elona, mimo że słynęła z awersji do pracy, była prawdziwą artystką w tym temacie. Odziedziczyłam po ojcu oliwkową cerę, rzadko spotykaną na Północy, lecz babcia idealnie dobrała szminkę i puder. Moja skóra wydawała się gładsza, a wysokie kości policzkowe i ostra szczęka sprawiały teraz wrażenie bardziej naturalnych.

Błękitne oczy to rzadkość w Krasji, choć czasem się zdarzają. Myślę, że miał je ktoś w rodzinie ojca, bo moje oczy były równie niebieskie jak Elony. Kontrastowały z ciemną cerą, ale babcia przydała im cieni i pogrubiła rzęsy, przez co ich barwa stała oszałamiająco intensywna.

Warkocze będące dziełem Michy ułożyły się w idealną koronę wokół mojej głowy i spłynęły splecione razem na plecy. Ta elegancka fryzura, z którą nie powstydziłabym się stanąć przed księżną, miała też praktyczne walory, co miałam docenić podczas ćwiczeń w walce.

– Zaplatasz włosy ze zręcznością tkaczki – Elona pociągnęła moją siostrę za zawój – ale o siebie jakoś nie dbasz. Kłaki jak u pomywaczki.

Micha nie lubiła, gdy ktoś dotykał jej zawoju, ale nie powiedziała ani słowa i po prostu odsunęła się od Elony. Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną osobą na świecie, która nie boi się babci Elony.

– I wiesz dlaczego.

Micha znała odpowiedź, lecz to nie miało dla babci żadnego znaczenia. Nic nie ożywiało jej tak, jak mówienie o czymś, co wprawiało słuchaczy w zażenowanie.

– Tak – prychnęła Elona. – Bo niby kuszenie mężczyzn tym, czego nie mogą dostać, jest nieprzyzwoite! Przecież nie o to chodzi! Żeby owinąć sobie mężczyzn wokół palca, trzeba najpierw namieszać im w głowach!

– Nie chcę mieć żadnego mężczyzny wokół palca – odpowiedziała Micha.

– I nigdzie indziej – roześmiała się Elona. – Co słychać u Kendall?

Nianię Michę na ogół niełatwo było zbić z tropu, ale wystarczyła wzmianka na temat jej żony, by ją onieśmielić. Kendall Pieśń Demonów pełniła funkcję nadwornego herolda matki. Była to kobieta odważna i olśniewająca, która zazwyczaj nosiła pstrokaty strój Minstrela. Skromna Micha z pewnością nie raz była wstrząśnięta jej śmiałymi wycięciami i dekoltami, ale nigdy jeszcze nie widziałam pary, która okazywałaby sobie więcej miłości.

Micha pochyliła głowę.

– Moja jiwah – sięgnęła po krasjańskie słowo oznaczające żonę – ma się dobrze, dziękuję.

Następnie pomogła mi założyć chropowatą, niebieską szatę Zielarki uczennicy. Płótno było ciemne, a sam strój mało wyszukany. Nie uszyto go z myślą o wygodzie – miał chronić przed zimnem i plamami.

Szorstkie płótno drażniło mi skórę. Nienawidziłam zarówno tego stroju, jak i wszystkiego, co sobą przedstawiał. Ja byłam kimś innym. Na noc, bywało, że nie miałam pojęcia kim, ale na pewno nie tym.

Wsunęłam buty z brązowego płótna, zwyczajne, wygodne i nadające się, by je nosić w ogrodzie i po korytarzach uniwersytetu.


Znałam każdego szewca w Zakątku z imienia i miałam cały pokój pełen butów. Znalazłyby się tam buty za kostkę, sandały z płaską podeszwą i sandały na obcasie. Miałam buty pasujące do każdej okazji i każdego stroju, zarówno takie z polerowanej skóry, jak i te z zacnego jedwabiu i wężowej skóry.

Mimo tego na ogół musiałam nosić trzewiki z płótna – tak, z płótna! – bo matka takie właśnie nosiła jako uczennica trzydzieści lat temu.

– Zamknij oczy – powiedziała babcia i rozpyliła w powietrzu chmurę perfum, a ja przeszłam przez nią, jak mnie uczyła. – Nie chcę, żeby ludzie gadali o tym, jak księżniczka Zakątka śmierdzi po treningu sharusahk.

– Bzdura – rzekłam. – Mój pot pachnie różami i cynamonem.

Babcia zachichotała i wygładziła chropowatą tkaninę na ramionach.

– Nadal jesteś najpiękniejszą dziewczyną w Zakątku, nawet ubrana w worek na ziemniaki. Zupełnie jak twoja matka przed tobą.

Mrugnęła do mnie.

– No i jak twoja babcia swego czasu.

– Nadal jesteś najpiękniejsza – zażartowałam, ale trochę prawdy w tym było. Babci stuknęło już sześćdziesiąt lat, a jej włosy były nadal czarne jak noc i tworzyły wspaniały kontrast z gładką, jasną skórą. Oczywiście korzystała z pudrów, farb do włosów i nie stroniła od głębokich dekoltów, podobnie jak każda inna kobieta na książęcym dworze, ale żadna nie przyciągała takiej uwagi jak Elona, matka Leeshy, nawet dziewczęta młodsze od niej.

– Czarująca niczym Minstrelka! – powiedziała Elona i ujęła mnie za ramiona, by pocałować powietrze obok moich uszu, tak aby nie naruszyć warstwy pudru. Babcia toczyła boje z każdą napotkaną kobietą, ale z jakiegoś powodu mnie zawsze traktowała dobrze i bardzo się z tego cieszyłam.

Porwałam książki i wybiegłam z komnat. Elona i Micha udały się za mną.

Ciocia Selen, trzy miesiące młodsza ode mnie, czekała na dole. Nasze kołyski ustawiono w tym samym pokoju i od tego czasu byłyśmy nierozłączne.

Selen to jedyna znana mi osoba, której narodziny okazały się równie wielkim skandalem jak moje. Romans między babcią i generałem Garedem był do dziś tematem dla Minstreli, ale swego czasu o mało nie stał się przyczyną rozbicia dwóch małżeństw. Dziadek Erny chyba jakoś się z tym pogodził, ale Emelia, macocha Selen, wciąż nie mogła o tym zapomnieć.

Babcia spojrzała na fryzurę Selen i prychnęła. Elona była kruczowłosa, generał Gared za młodu miał ponoć czuprynę jasną jak słońce, a barwę włosów Selen trudno określić – były matowe i brązowawe, ale pojawiały się wśród nich jaśniejsze kosmyki, które podchodziły pod blond.

– Nie mogłaś kazać służącej, by choć rozczesała to ptasie gniazdo, zanim zapleciesz warkocze? – spytała.

– A gdzie wtedy będą te ptaszki mieszkały? – Selen, kiedy odkryła, że nie jest w stanie zaspokoić żądań matki, nauczyła się czerpać satysfakcję z drażnienia jej. – Pytałaś księżną o pozwolenie na udział w objeździe księstwa?

Objazd miał miejsce raz do roku na przesilenie letnie i dla dorastających dzieciaków był szansą, by odwiedzić odległe krańce księstwa. Droga wypadała przez każdy z wielkich runów, które chroniły Zakątek przed demonami, i wiodła poza ich granice aż do ościennych osad.

– Olive nigdzie nie jedzie i ty też nie – powiedziała z gniewem babcia, która źle reagowała na kąśliwości, a świadomość, że jest ignorowana, doprowadzała ją do szału. – Wszystko, czego wam trzeba, macie tu, w stolicy, łącznie z gorącą wodą w rurach. Nie wiem, jak kogoś może ekscytować przyglądanie się, jak żyją zapuszczeni wieśniacy, a o spaniu na ziemi nie chcę nawet słyszeć.

– To będzie naprawdę fascynująca wyprawa. – Selen nadal celowo ignorowała matkę. – Kto wie, może nawet zobaczymy jakiegoś demona?!

Przewróciłam oczami. Razem z Selen niekiedy rozmawiałyśmy z wędrowcami, ale żaden nie widział niczego bardziej frapującego niż krzak kołyszący się na wietrze. Przecież wszyscy wiedzieli, że demony zostały wytępione podczas wojny.

– Gdy byłam w waszym wieku, nie mieliśmy wielkich runów – powiedziała Elona. – Naoglądałam się demonów za wszystkie czasy. Naprawdę nie ma za czym tęsknić.

– Tata powiedział, że mogę jechać. – Selen założyła ramiona na piersi.

– Czyżby? – Elona wsparła dłonie na biodrach. – Zaraz się przekonamy.

– Powiedział, że jeśli chcesz, możesz wpaść i sprawę omówić. – Oczy Selen błysnęły z zachwytu, gdy ujrzała grymas na twarzy babci. Obie wiedziały, że Elona nie odważyłaby się odwiedzić generała Gareda w jego domu. Jedyną osobą na całym świecie, która potrafiła stawić jej czoła, była żona Gareda, Emelia.

– Któregoś dnia Gared wyściubi nos ze swej kryjówki, a wtedy się doigra – warknęła Elona, ale na tym zakończyła tyradę, odwróciła się na pięcie i odeszła. Selen pożegnała ją wulgarnym gestem.

– Przestań – syknęła Micha. – Evejah naucza, że szyderstwo odbiera zwycięstwu wartość i ściąga uwagę Everama, by nauczył nas pokory.

– Może i tak jest – zgodziła się Selen. – Ale, na noc, od razu mi lepiej.

– Nie rozumiem, czemu zawsze szukasz guza – zwróciłam się do Selen, gdy pobiegłyśmy na dziedziniec.

– Może sama powinnaś spróbować raz na jakiś czas? – powiedziała Selen. – Częściej stawiałabyś wtedy na swoim.

Na zewnątrz czekał powóz, który miał nas zabrać na Uniwersytet Zielarski. Wonda Rębacz, kapitan książęcej gwardii przybocznej, gawędziła z woźnicą.

– Dzień dobry, Olive – powiedziała i uśmiechnęła się ciepło. Miała małe oczy, nos, który w przeszłości często łamano, oraz surową, pobliźnioną twarz. W całym Zakątku nie było wielu mężczyzn, którzy dorównywaliby jej wzrostem czy budową ciała, a Wonda nawet w czasach pokoju bardzo poważnie podchodziła do swych obowiązków. Nigdy nie widziałam jej bez drewnianego napierśnika czy z odpiętą bronią.

Na plecach zawsze nosiła kołczan ze strzałami oraz łuk, z którego zdjęła cięciwę. Byłam już świadkiem tego, jak szybko potrafiła ją nałożyć, gdy tylko wyczuła niebezpieczeństwo, i na każdych obchodach przesilenia letniego zdobywała wstęgę najlepszej łuczniczki. Na udzie miała długi nóż, a łuk na plecach krzyżował się z włócznią. Oczywiście nie była to jakaś elegancka zabawka z festiwalowych turniejów, ale krótka, ciężka broń, stworzona w jednym celu. Ludzie nadal opowiadali o wyczynach Wondy podczas wojny z demonami.

Wonda rozejrzała się, a potem włożyła rękę do kieszeni i wyciągnęła dwa małe zawiniątka.

– Przemyciłam dla was trochę słodyczy, ale nie mówcie, od kogo to.

To mówiło wszystko na temat kapitan Wondy. Kochała nas i oddałaby za nas życie, ale dla niej zawsze miałyśmy być dziećmi.

– Na słońce, fajno! – Selen błyskawicznie rozwinęła swoje cukierki i wpakowała je do ust.

– Dzięki, Won. – Wsunęłam podarunek do kieszeni.

Przykro mi się zrobiło, kiedy zobaczyłam rozczarowanie na jej twarzy, gdy nie pochłaniałam słodyczy tak jak Selen. Kochałam kapitan Wondę i chciałam, by była szczęśliwa, lecz nie byłam już dzieckiem.

– Co tutaj robisz? – spytałam. Rzadko się zdarzało, by Wonda choć na chwilę opuszczała matkę.

– Cóż. – Wonda potarła kark, nie patrząc mi w oczy. – Przechodziłam i zobaczyłam powóz. Uznałam, że podejdę i pomacham wam na do widzenia.

Kiepsko kłamała, ale nie naciskałam. Wonda może i nie miała talentu do łgania, za to na ogół udawało się jej zachować sekrety matki dla siebie.

Odwróciła się, by odejść, ale nagle zatrzymała się, jakby sobie coś przypomniała.

– Aha, matka ma później wpaść na uniwersytet – rzuciła i nie czekając na odpowiedź, weszła szybko po stopniach. – Do zobaczenia na placu treningowym.

– O co tu chodziło? – spytała Selen.

– Ostrzegła mnie.

Nowy stajenny, Perin, wyciągnął schodki, byśmy mogły wsiąść do powozu. Perin był wysokim chłopakiem z silną szczęką i parę razy złapałam się na tym, że wodzę za nim wzrokiem. Babcia nazywała go młodym źrebakiem i uśmiechała się przy tym lubieżnie.

Selen mrugnęła do Perina, gdy ten zamykał drzwi.

– A to co było? – spytałam.

– A o co ci konkretnie chodzi? – Usta Selen zadrżały, gdy z trudem powstrzymywała uśmiech.

 

Ruchem głowy wskazałam Michę i uniosłam pytająco brew. Moja siostra z ochotą plotkowała o wszystkich, lecz obie wiedziałyśmy, że regularnie składa matce meldunki z tego, co obie robimy. Selen jednak wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się szeroko.

– Wczoraj całowaliśmy się przez trzy godziny! – powiedziała.

– Na pewno nie! – Rozdziawiłam usta ze zdziwienia.

– Coś podobnego! – Micha zmarszczyła nos. – Ten chłopak wynosi gnój ze stajni. Nie nadaje się na męża dla ciebie!

– Ale ja nie szukam męża! – roześmiała się Selen. – Wystarczy mi para gorących ust.

– Proszę, nie mów nic matce. – Odwróciłam się do Michy.

– Przestań. – Micha machnęła dłonią. – Gdybym miała opowiadać twej matce o wszystkich chłopakach, z którymi całowała się Selen, zabrakłoby mi czasu na cokolwiek innego.

Selen parsknęła ze złością na te słowa, a ja zmarszczyłam brwi, zazdroszcząc jej wolności. Zawsze uważałam Michę za naszą wspólną nianię, bo zajmowała się nami dwiema od czasów niemowlęctwa, ale towarzyszyła nam ze względu na mnie, a nie Selen. Gdybym to ja coś takiego zrobiła, nigdy nie zataiłaby sprawy przed matką. Ba, nigdy nie dopuściłaby do mnie żadnego chłopaka na tyle blisko, bym go mogła pocałować. Myślę, że w naszej klasie byłam jedyną dziewczyną, która nigdy się nie całowała, a Selen... Cóż, straciłam rachubę.

Przycisnęłam podręcznik zielarstwa do piersi i spojrzałam przez okno powozu. Selen trąciła mnie w ramię.

– A ciebie co gryzie?

– Nic – odpowiedziałam, ale Selen założyła ramiona na piersi. Zbyt dobrze mnie znała.

– Bzdura.

Nie był to najlepszy moment na tę rozmowę, nie mówiąc już o tym, że gadałyśmy na podobny temat z tysiąc razy. Teraz jednak słuchała nas Micha.

– Przejmuję się sprawdzianem.

– Jakim sprawdzianem? – Selen zamrugała.

– Rzadko się zdarza, by dyrektorka Darsy nie urządziła niezapowiedzianego sprawdzianu raz na dziesięć dni – powiedziałam. – Dzisiaj wypada dziesiąty dzień od ostatniego testu.

– Czyli możemy mieć test, tak? – Kąciki ust Selen uniosły się lekko.

Poranny niepokój powrócił. Wonda powiedziała, że matka chce złożyć dziś wizytę w szkole, a to utwierdziło mnie w przekonaniu, że na pewno czeka nas sprawdzian. Matka zawsze znajdowała później chwilę, by „omówić” moje błędy.

– Nie jestem przygotowana – westchnęłam. – Chcę powtórzyć materiał, a nie słuchać o całowaniu się z chłopakami.

– Dziesięć minut wkuwania niewiele nam da – parsknęła Selen. – Jesteś w tym lepsza, niż ci się wydaje. Dasz sobie radę.

– To za mało.

Selen wywróciła oczami.

– Księżna tak czy owak będzie rozczarowana bez względu na to, co zrobisz. Matki już takie są. Lepiej się ucz, dziewczę – mówiła teraz wyższym, bardziej nadętym głosem, który idealnie naśladował sposób wysławiania się Elony. – I to solidnie, bo żaden nawet na ciebie nie spojrzy!

– Bzdura – odpowiedziałam.

Selen odziedziczyła mocną szczękę i szerokie ramiona po ojcu. Ja byłam wyższa od większości chłopaków w naszym wieku, ale Selen miała nade mną cal przewagi, a pod jej skórą prześlizgiwały się mocne mięśnie. Skutecznie opierała się wszelkim próbom nałożenia makijażu i gdy babci Elonie udawało się już posadzić ją przed lustrem, zmywała z siebie wszystko przy pierwszej dogodnej okazji. Selen nie była pięknością, ale ładną dziewczyną i tylko babcia miała w sobie tyle próżności, by uważać ją za rozczarowanie.

– Tak, wiem – zgodziła się Selen. – Z nas dwóch to ty zawsze byłaś tą ładną, ale ja się sobie podobam i jakoś nie narzekam na brak powodzenia, a kogo więc obchodzi to, co myśli moja matka? Ty też powinnaś już przestać się tym przejmować. Dobrze by ci to zrobiło.

Spojrzałam na nią uważnie.

– Za to bierzesz sobie do serca to, co myśli generał.

– Tak, ale w niczym mi to nie przeszkadza. Nadal robię to, na co mam ochotę. Wczoraj gdy całowałam się z Perinem w stajni, ojciec wszedł do środka i dał Lawinie jabłko.

Uniosłam głowę. Selen spoglądała na mnie tryumfalnie, a ja zapomniałam o całym świecie.

– Generał Rębacz cię złapał? – spytałam i zadałam sobie w myślach pytanie, czemu Perin nie leży jeszcze w szpitalu.

– Mało brakowało! – Selen zmarszczyła nos. – Schowałam się w jedynym miejscu, gdzie na pewno by nie zajrzał.

– Na Stwórcę, tylko nie to! – Zasłoniłam oczy.

– W boksie z gnojem! – Uśmiech Selen był zaraźliwy. – Perinowi jakoś przeszła ochota na buziaki, gdy wyszłam ze środka, cuchnąc obornikiem!

Micha westchnęła ze zgrozy, a ja śmiałam się do rozpuku. Na moment zapomniałam o lekcjach i matce, a przypomniałam sobie, dlaczego kocham Selen. Pewnie nie mogła się doczekać, by mi o tym opowiedzieć, podczas gdy ja zamartwiałam się sprawdzianem, którego mogło nawet nie być.

– Masz ochotę jeszcze się z nim spotkać? – spytałam. Nie cierpiałam podniecenia, które mnie ogarniało, gdy przeżywałam opowieści Selen. Żałowałam, że sama nie miałam nic do opowiedzenia.

– Fuj. – Selen strzepnęła coś palcem. – Nie mam już zamiaru tłumaczyć praczce, dlaczego odświętna sukienka śmierdzi końskim gównem.

– Naprawdę? – Nie umiałam ukryć rozczarowania. – Perin może i nie jest najbystrzejszym chłopakiem w okolicy, ale miło na niego popatrzeć.

– Już się z nim całowałam. – Selen wzruszyła ramionami. – Pierwszy raz zawsze smakuje najlepiej. Potem jeden z drugim zaczyna gadać, a od tego tylko głowa boli.

Stłumiłam przypływ zazdrości.

– Piętnaście lat, a już taka mądra jesteś! – Znowu westchnęłam.

– I kto to mówi? Sama całowałaś się kiedyś? – wymruczała Selen, ale jej kwaśny ton złagodniał, gdy ujrzała moją minę.

– Ja nie mogę całować się z chłopakami tak jak ty – odpowiedziałam.

– To nie zawsze są chłopcy – przypomniała mi Selen. – Pamiętasz, jak kiedyś Sandy z Pastwiska udzieliła nam lekcji całowania i łaziła potem za nami przez dwa tygodnie?

– Może dlatego, że po pierwszej lekcji pojawiły się kolejne?

– Może? – uśmiechnęła się Selen. – Ale chodzi mi o to, byś przestała przejmować się księżną. Czego się spodziewać po nastolatkach, jak nie tego, że będą zwodzić rodziców i całować się po kątach? Ja to robię. Czemu nie pójdziesz w moje ślady?

Zerknęłam na Michę, która miała przynajmniej tyle przyzwoitości, by zająć się wyglądaniem przez okno. Nie przypominałam sobie, kiedy po raz ostatni nie zareagowała, gdy jakiś chłopak w moim wieku zbliżył się do mnie na choć kilka kroków.

Jednak tu chodziło o coś więcej niż tylko nadmierną opiekuńczość matki oraz Michy. Chodziło o coś więcej niż tylko plotki, które poniosłyby się po pałacu, gdyby córka księżnej została złapana na całowaniu się ze stajennym.

Bo przecież pocałunki to wstęp do czegoś większego.