Zaczarowany Zamek 5 - Niezwykłe JaskinieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Zaczarowany Zamek 5 - Niezwykłe Jaskinie
Zaczarowany Zamek 5 - Niezwykłe Jaskinie
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Zaczarowany Zamek 5 - Niezwykłe Jaskinie
Zaczarowany Zamek 5 - Niezwykłe Jaskinie
Audiobook
Czyta Marta Kurzak
5,99  4,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Zaczarowany Zamek 5
Niezwykłe Jaskinie

SAGA Egmont

Zaczarowany Zamek 5 - Niezwykłe Jaskinie

tytuł oryginału Det fortryllede slot 5 - Magiske huler

przełożyła Agnieszka Sivertsen

Copyright © 2009, 2018 Peter Gotthardt i SAGA

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788711870068

1. Wydanie w formie e-booka, 2018

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA oraz autora.

SAGA Books, spółka wydawnictwa Egmont

Cześć! Nazywam się Ania, ale moi przyjaciele mówią na mnie Nutka, lub Smutka, jeśli się na mnie gniewają. Interesuję się muzyką, śpiewem i tańcem.

Hej! Wszyscy nazywają mnie Grzywa, ale tak naprawdę mam na imię Siri. Kocham wszystkie zwierzęta, a moim największym marzeniem jest posiadanie konia.

Serwus! Jestem Karolina, dla znajomych – Patyk. Uwielbiam oglądać filmy i czytać książki. W naszej paczce dbam o to, żebyśmy nie wpadły w zbyt duże tarapaty. To ja opowiem wam o naszych przygodach. W miasteczku, w którym mieszkamy znajduje się stary dom, nazywany Zamkiem. To tajemnicze miejsce, w którym dzieją się niestworzone rzeczy.

1

 Nic mi dzisiaj nie wychodzi – oznajmiła Grzywa, głęboko wzdychając.

Miałyśmy plastykę i była to ostatnia lekcja. Usiadłyśmy przy ostatnim stole, w rogu, żebyśmy mogły rozmawiać podczas malowania.

Grzywa była zajęta rysowaniem konia. Prawie zawsze to robi. Nie znam nikogo, kto by tak uwielbiał konie, jak ona.

 Zaczęłam od grzywy – oznajmiła – Wyszła bardzo ładna. Udało mi się też oko. Ale to by było na tyle…

Obróciła swój rysunek w moją stronę.

 Wcale nie. Jest bardzo ładny – pocieszyłam ją.

Ale Grzywa miała rację. Trochę jej nie wyszło. Jeśli Frankenstein byłby koniem, to pewnie wyglądałby właśnie tak.

 Spójrz prawdzie w oczy, Grzywa – rzuciła Nutka - Nigdy nie zostaniesz malarką koni.

Nutka malowała dzisiaj mazakami. Pomarańczowy, fioletowy, krwisto czerwony i kłujący w oczy żółty. Na jej kartce zauważyłam tylko krzykliwe kolory.

 Ciekawy wybór barw. Ale… Co to ma przedstawiać? – zapytałam zaciekawiona.

 Muzykę! – odpowiedziała – Dziś rano usłyszałam naprawdę fajny kawałek. Z mojego rysunku można się chyba domyślić, jak brzmiał, co nie?

Grzywa zgniotła swój rysunek i zaczęła na nowo.

W tym samym momencie nasz nauczyciel, Klaus przeszedł obok naszego stołu.

 Pomoże mi pan? – zapytałam – Chciałabym narysować Śnieżka, ale…

 Śnieżkę? Nie masz przypadkiem na myśli bałwana? – powiedział.

 Nie, nie. Śnieżka. To imię mojego psa – wyjaśniłam – Jest całkiem biały i taki… puszysty. Ale karta papieru też jest biała. Gdy próbuję narysować futro, kończy się to na całej masie małych kresek. Nie widać, że to pies. Rozumie pan?

 Futrzane zwierzęta są trudne do narysowania – powiedział – Może zabierzesz się do tego z innej strony. Zamiast koncentrować się na tym, żeby rysunek rzeczywiście przypominał twojego psa, użyj papieru do wyrażenia emocji.

Narysować co czuję? – pomyślałam – Łatwo mu mówić.

Ale wtedy mnie olśniło. Chwyciłam flamastry i narysowałam ogromne, czerwone serce, i promienie słoneczne, rozchodzące się na wszystkie strony. Dokładnie tak się czuję, jak Śnieżek biegnie w moją stronę.

 Patyk jest zakochana! – zaśmiała się Nutka.

 A może pocałujesz go w mordkę? – zaproponowała Grzywa – Może wtedy zmieni się w księcia z bajki!

 Uspokójcie się! – powiedziałam.

Nutka nie dawała za wygraną.

 Znacie tę piosenkę? – zapytała i zaczęła śpiewać.

I jak tu nie kochać psaaa?1

Reszta klasy obróciła się w naszą stronę i z zainteresowaniem śledziła jej wygłupy. Klaus odchrząkną i spojrzał na nas ostrym wzrokiem.

 Czy ty naprawdę zawsze musisz nam przynosić wstyd? – jęknęłam.

Na szczęście wtedy usłyszałyśmy dźwięk dzwonka.

 Koniec lekcji! – ucieszyła się Grzywa, podnosząc się z krzesła.

2

Pierwszy odcinek drogi do domu zwykle pokonujemy razem. Gdy doszłyśmy do Zamku, Grzywa stanęła przy furtce do ogrodu.

 Jak myślicie, gdzie byśmy trafiły, jeśli teraz przeszłybyśmy przez jedne z zamkowych drzwi?

Zamek to stary, opuszczony dom. Jest tam wiele drzwi, które prowadzą do innych, bajkowych światów.

- Dzisiaj nigdzie nie idziemy – oznajmiła Nutka – Obiecałam tacie, że pójdę po zakupy, więc nie mogę wrócić do domu zbyt późno.

 Ja też nie mam czasu – dodałam – Za godzinę idę do fryzjera.

 Szkoda – westchnęła Grzywa – To innym…

 Ale my jesteśmy głupie! – wykrzyknęła nagle Nutka.

 Hola, hola! – rzuciłam - Niby czemu?

 Mamy wystarczająco dużo czasu – powiedziała ochoczo – Właśnie to sobie uświadomiłam. Pamiętacie dzień, w którym byłyśmy u elfów? Jak wam się wydaje, ile czasu minęło zanim wróciłyśmy do domu?

 Spędziłyśmy tam sporo czasu. Dużo się działo – odpowiedziała Grzywa – Gdybym miała zgadywać, to z pięć-sześć godzin.

 Na Zamek przyszłyśmy koło trzeciej – kontynuowała Nutka – A o której byłyśmy z powrotem u Patyka?

 To akurat pamiętam – przyznałam – Spojrzałam na kuchenny zegarek, gdy weszłyśmy do domu. Była za piętnaście czwa…

Aż otworzyłam buzię ze zdziwienia.

 Ale przecież… To nie może być prawda – stwierdziła Grzywa.

 No właśnie! Rozumiecie, co to oznacza? – Nutka była tak poruszona, że aż nie mogła ustać w miejscu – Gdy przechodzimy przez drzwi w Zamku, czas się zatrzymuje.

 Jak czas może się nagle zatrzymać? – zapytałam.

Nutka wzruszyła ramionami i powiedziała:

 Nie mam pojęcia. To sprawka Zamku, nie moja. Ale tak jak wspominałam: Mamy tyle czasu ile dusza zapragnie.

 No dobra – powiedziała Grzywa – To na co czekamy?

Weszłyśmy za nią do środka, a Nutka wybrała kolejne drzwi.

Dziwna sprawa z tymi zamkowymi drzwiami. Gdy przez nie przechodzimy, przypominają całkowicie pospolite drzwi, idziemy przez całkiem normalny korytarz ze zwyczajnymi, brązowymi ścianami i linoleum na podłodze. Chwilę później jesteśmy już w całkiem innym świecie. Nigdy nie jestem w stanie się zorientować, kiedy zamkowy korytarz znika a pojawia się nieznane. Całkiem jak we snach, gdy człowiek stoi w swoim pokoju, a chwilę później już na ulicy czy w lesie i nawet nie wie jak się tam znalazł.

 Ała! – jęknęła nagle Nutka.

 Co się stało? – zapytałam.

 Uderzyłam się o kamień – odpowiedziała, kuśtykając dalej.

Znajdowałyśmy się w jaskini ze skalnymi ścianami i żwirem podłodze. Przed nami wyrzeźbiony był otwór w skale, przez który do wnętrza docierały promienie słoneczne.

Gdy wyszłyśmy na zewnątrz, rozejrzałyśmy się dookoła. Przed nami rozciągała się rozległa równina, porośnięta trawą. Gdzieniegdzie rosły drzewa. Za nami wznosiło się strome urwisko. Słońce świeciło na bezchmurnym niebie, ale powietrze było chłodne.

 Nie ma tu ani domów, ani ulic, ani ludzi - zauważyła Nutka – Gdzie myśmy się znalazły?

 Chodźmy się rozejrzeć – zaproponowałam – Pewnie zaraz się przekonamy.

Poszłyśmy wzdłuż urwiska. Trawa trzepotała na wietrze. Ponad nami przeleciało stado dzikich gęsi. Oprócz tego, panowała tu cisza i nic innego nie przykuło naszej uwagi.

 Co to jest? – zapytała nagle Nutka, pokazując palcem na horyzont.

Zatrzymałyśmy się, żeby móc się lepiej przyjrzeć. Było to stado dużych zwierząt z trąbami i ogromnymi kłami.

 Słonie? – zapytałam zdziwiona – Nie wygląda mi to na krajobraz afrykański.

 Te tutaj mają inny kolor – dodała Nutka – Są brązowe…

Grzywa stała tylko z otwartymi ustami.

 To nie słonie! – wykrzyknęła – To stado mamutów!

3

 To musi być epoka lodowa! – powiedziałam.

 A gdzie się podział lód? – zapytała Nutka.

 Pewnie znajduje się bardziej na północy – odpowiedziałam - Najwidoczniej podczas epoki lodowej nie wszędzie leżał lód. Po prostu był chłodniejszy klimat.

 Dalej nie mogę uwierzyć w to, że widziałyśmy najprawdziwsze mamuty! – zachwycała się Grzywa, promieniejąc – Pewnie jest tu wiele interesujących zwierząt. Chodźcie!

Kontynuowałyśmy naszą wędrówkę wzdłuż urwiska. Chwilę później znowu dostrzegłyśmy nieznane nam zwierzęta. Na leżącym nieopodal wzgórzu na słońcu wylegiwało się stado kotowatych. Przypominały ogromne lwy. Gdy jeden z nich ziewnął, szeroko otwierając pysk, ujrzałyśmy jego uzębienie. Strach się bać!

 

 Lwy jaskiniowe! – wykrzyknęła Grzywa – Gdybym tylko miała ze sobą aparat! Są takie urocze, gdy się tak wylegują na słońcu, co nie?

 Urocze? – powiedziała Nutka – Czy ty widziałaś jakie one są ogromne?

 Nie tak głośno – szepnęłam – Chyba nie chcemy, ściągnąć na nas ich uwagi.

Ale było już za późno. Jeden z nich podniósł głowę i spojrzał w naszą stronę.

W mgnieniu oka całe stado rzuciło się w naszą stronę. To wszystko działo się tak szybko, że przez moment stałyśmy jak wmurowane w ziemię. Wtedy rzuciłyśmy się do ucieczki. Ale lwy były szybsze od nas. Biegły, jakby unosząc się w powietrzu i zwinnie odbijały się od ziemi.

 Z powrotem do jaskini? – wysapała Nutka.

 Za daleko – jęknęłam.

Zamiast tego podbiegłyśmy do urwiska. Ściana była prawie pionowa, ale w skale znajdowały się małe wypustki, których mogłyśmy się chwycić i oprzeć na nich stopy. Tak, jakbyśmy wspinały się po szkolnej ściance.

 Grzywa, te lwy jaskiniowe… – wysapałam – Czy one potrafią się wspinać?

 Mam nadzieję, że nie – odpowiedziała.

Udało nam się wspiąć kilka metrów, zanim stado dopadło do skały. Spoglądały w górę i parskały zawiedzione. Największy z nich próbował do nas doskoczyć. Staną przy ścianie, wyprostował przednie łapy i wysunął pazury.

Wydawało mi się, że mu się nie uda, ale… Dosięgnął mojej stopy! Głośno krzyknęłam i kopnęłam nogą, aby go strzepnąć.

Przez krotką chwilę lew wisiał tak na końcu mojej nogi. Jego waga sprawiła, że prawie straciłam równowagę i spadłam. Na szczęście mocno przytrzymałam się palcami. Wtedy poczułam jak but zzuwa mi się z nogi. Lew spadł, uderzając o ziemię.

 Możecie wspiąć się trochę wyżej? – jęknęłam.

 Niestety nie – odpowiedziała Grzywa – Skała nad nami jest całkowicie płaska.

Byłam przerażona, ale pewnie nie aż tak bardzo, jakby taka sytuacja przydarzyła nam się w domu. Gdy przechodzimy przez drzwi w Zamku, dzieje się z nami coś przedziwnego. Wstępuje w nas odwaga i bohaterstwo. Jesteśmy gotowe stawić czoła wyzwaniom i niebezpieczeństwom. Bez cienia wstydu rozmawiamy z królami i kalifami. Gdybym tylko mogła zabrać odrobinę tej śmiałości ze sobą do domu.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?